Wolność słowa

Wolność słowa to fundament demokracji, co do tego nikt nie ma wątpliwości. Każdy przejaw cenzury jest zamachem na jedną z najważniejszych swobód obywatelskich. Ale, jak się okazuje, mamy coraz większy z tym problem. I to nie tylko Polacy.

989849

Francuskie Zgromadzenie Narodowe głosami rządzącej Partii Socjalistycznej, przy sprzeciwie opozycyjnej centroprawicy, przegłosowało w czwartek 16 lutego prawo zakazujące prowadzenia stron internetowych zawierających informacje, które mogłyby powstrzymać kobiety od zamiaru zabicia swojego nienarodzonego dziecka.

Za przekonywanie za pomocą stron internetowych do urodzenia dziecka grozi teraz do dwóch lat więzienia oraz grzywna do 30 tys. euro. Dotychczasowe prawo zakazywało tego jedynie w pobliżu klinik aborcyjnych. Inicjatorzy nowej ustawy nie kryją, że ich intencją było postawienie tamy masowo powstającym w internecie stronom z informacjami na temat innych rozwiązań dla potrzebujących kobiet niż aborcja. W praktyce uderza to we wszystkie organizacje pro-life, katolickie stowarzyszenia, a nawet parafie, ale też w każdego, kto zamieści – choćby na swoim profilu na Facebooku – informacje promujące życie lub dotyczących najwcześniejszych etapów życia w łonie matki. Abp Georges Pontier z Marsylii wystosował list do prezydenta Hollande’a z prośbą o sprzeciwienie się wejściu ustawy w życie. Pod koniec stycznia przeciwko nowemu prawu protestowało na ulicach Paryża 50 tysięcy osób.

Przyjęte prawo w sposób oczywisty łamie swobodę wypowiedzi, a nawet trzy filary Republiki, jakimi są: Wolność, Równość i Braterstwo. Widać, że w świecie, gdy nie obowiązują twarde, niezmienne zasady, wszystko jest możliwe, każda interpretacja, która jest wygodna dla prawodawcy. A że trwa kampania wyborcza przed wiosenną elekcją, każdy chwyt dozwolony. Nawet makiaweliczna interpretacja wolności słowa.

Pamiec_i_tozsamosc

Przypominają się słowa Jana Pawła II, że demokracja bez wartości zmienia się w jawny lub ukryty totalitaryzm. A w książce „Pamięć i tożsamość” w rozdziale zatytułowanym „Ideologie zła”, w którym podjął temat zbrodni nazizmu i komunizmu, pisał:

Po upadku ustrojów zbudowanych na „ideologiach zła” wspomniane formy eksterminacji w tych krajach wprawdzie ustały, utrzymuje się jednak nadal legalna eksterminacja poczętych istnień ludzkich przed ich narodzeniem. Również i to jest eksterminacja zadecydowana przez demokratycznie wybrane parlamenty i postulowana w imię cywilizacyjnego postępu społeczeństw i całej ludzkości. Myślę na przykład o silnych naciskach Parlamentu Europejskiego, związki homoseksualne były uznane za inną postać rodziny, której przysługiwałoby również prawo do adopcji. Można, a nawet trzeba zapytać, czy tu nie działa również jakaś inna jeszcze „ideologia zła”, w pewnym sensie głębsza i ukryta, usiłująca wykorzystać nawet prawa człowieka przeciwko człowiekowi i przeciwko rodzinie.

Widać, że gdy nie ma odwołania do stałego, niezmiennego systemu wartości, wszystko jest możliwe. Parlamenty mogą uchwalać nawet ustawy norymberskie w imię obowiązującej wówczas ideologii. A przeciwnikom zamyka się usta na różne możliwe sposoby.

Ale wolność słowa nie powinna być też nadużywana. Także swoboda wyrazu w sztuce, a z tym mamy coraz częściej do czynienia. Raz po raz pojawiają się informacje o skandalizujących spektaklach teatralnych czy obrazoburczych instalacjach. Głośna była ostatnio sprawa spektaklu „Klątwa” na motywach dramatu Stanisława Wyspiańskiego, w reżyserii Olivera Frljića, wystawianego na deskach Teatru Powszechnego w Warszawie. Przypuszczalnie to, co zaprezentowano podczas tego spektaklu, to już są sprawy podlegające pod kodeks karny. Można jednak mieć poważne wątpliwości czy droga sądowa przyniesie jakiś skutek, bowiem procesy – jak wiadomo – w podobnych sprawach, najczęściej kończyły się uniewinnieniem. Wszystko można podciągnąć pod ekspresję artystyczną. Tak było ostatecznie w głośnych procesach, zarówno w sprawie Doroty Nieznalskiej (w drugiej instancji uniewinnienie), jak też Nergala i Dody, czyli Doroty Rabczewskiej…

Konferencja Episkopatu Polski słowami swojego rzecznika ks. Pawła Rytla-Adrianika w specjalnym komunikacie oświadczyła, że spektakl ma znamiona bluźnierstwa.

C5MJrNnWEAEFWMk

To zresztą nie pierwszy taki wyczyn chorwackiego reżysera, jesienią ubiegłego roku Teatr Polski w Bydgoszczy wystawił jego sztukę „Nasza przemoc i wasza przemoc”, również zawierającą bluźniercze elementy. Czyżby Oliver Frljić lubował się w ranieniu uczuć religijnych?

A cóż powiedzieć o dyplomowym przedstawieniu „Szantaż” w wykonaniu studentów wrocławskiej PWST i w reżyserii Eweliny Marciniak, opartym na tekstach austriackiej noblistki Elfriede Jelinek, uzupełnionym o tekst Marcina Cecko, pełnym rynsztokowych wulgaryzmów? Dziesięciu młodych wykonawców dość „odważnie” odgrywało „nagie” sceny erotycznej szamotaniny. „Boję się, że pewnego dnia do sceny masturbacji może dołączyć młody widz” – napisała na Facebooku Wanda Ziembicka-Has, podkreślając, że noblistka nie dała pozwolenia na wystawianie jej sztuki, stąd kompilacje literackie. Książki jednak nie odbieramy wszystkimi zmysłami, tak jak spektakl teatralny. Jeśli więc tak kształceni są przyszli aktorzy, a także w podobnym kierunku podąża nauczanie adeptów sztuk plastycznych w Akademii Sztuk Pięknych, to czy można się dziwić?

Nie mam pomysłu, jak skutecznie postawić tamę podobnym zjawiskom, żeby z jednej strony nie naruszać podstawowej wolności, jaką jest swoboda wypowiedzi i ekspresji w sztuce, a z drugiej zahamować „postępowe” trendy w dziełach artystycznych.

Bo zbiorowe oburzanie się, listy, petycje, demonstracje, wpisy na Twitterze nic przecież nie dadzą, jeśli nie ma wstydu i króluje nihilizm. Raczej przyniosą efekt przeciwny, o czym wspominał na Twiiterze Stanisław Janecki: „Sensem «sztuki» różnych Frljiciów jest bycie ofiarą. Oni łakną oburzenia, protestów, prokuratorów, procesów. Zabija ich obojętność i olewka.”

Tym bardziej, że w kontekście dyskusji o premierze w Teatrze Powszechnym w Warszawie(też cytat z Janeckiego): „To wszystko już było, i to dużo ostrzej, w spektaklach wiedeńskich akcjonistów, i to już pod koniec lat 60. Czyli totalny epigonizm i nuda.” Zaś Konrad Piasecki, nie znając przedstawienia, wypowiadał się ostrożnie: „To kontrowersje, prowokacje, nonkonformizm pchały zawsze sztukę naprzód. Warto jednak o tym pamiętać w dyskusjach takich jak dzisiejsza”, podkreślając, że dyskusja bez obejrzenia spektaklu nie ma większego sensu. Więc pewnie musimy z tym żyć, bo to „prowokacja, która pcha sztukę naprzód”. Ale świat takiej sztuki na pewno nie jest dla mnie. Będę w tym względzie staroświecka, niedzisiejsza i niemodna. I nie wiem, czy chcę takiego świata dla moich wnuków.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

34 komentarze

  1. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Francja – totalitaryzm już nie ukryty ale jawny – odebranie prawa do wypowiedzi wszystkim, którzy mają odmienny pogląd od rządzącej opcji.
    Polska – „wypowiedź” która ma na celu maksymalnie zranić, a nawet jest tylko pro forma zakamuflowaną zachętą do zbrodni. Te dwie sprawy skłaniają do zadumy nad kondycją człowieczeństwa. Na ile te działania wynikają z politycznych emocji i zacietrzewień a na ile są efektem cynicznie złej woli?

  2. ewama7@wp.pl' Ewa Mastalska pisze:

    Uważam że powinny być dozwolone różne formy wypowiedzi poza jawnym nawoływaniem do przemocy i nienawiści. Nie można traktować dorosłych ludzi jak dzieci i im urzędowo czegoś zabraniac. Dajmy możliwość wyboru jak kogoś bulwersuje znany z recenzji film czy sztuka to przeciez nie musi iść na niego. A młodzieży można na to nie brać albo może jeszcze lepiej z nimi porozmawiać. Pamiętam jak w szkole podstawowej poszliśmy na Nad Niemnem i wielkie emocje wywoływala scena gdy Justyna rozmawiała z ciotka rozbierajac się do snu i była w bieliznie. Choć scen erotycznych w filmie nie było to nie odpowiadamy za to co się komu kojarzy.

  3. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    I jeszcze drobna uwaga Pani Małgorzato: nie mówmy, nie piszmy, że przyzwoitość jest staroświecka i niemodna, bo rzeczywiście ta cecha przejdzie do historii ?

  4. mwj53 pisze:

    Pod wspólnym tytułem dwie różne sprawy odmiennej – moim zdaniem – wymagające reakcji. Zmiana prawa we Francji w sposób istotny i całkowicie niepojęty ograniczające wolność słowa aż prosi się o zdecydowaną reakcję – protesty, petycje, demonstracje. Przede wszystkim o tym absurdzie godzącym w fundament demokracji trzeba jak najszerzej informować. Mam nadzieję, źe to absurdalne prawo zostanie niebawem zmienione – Francję czekają bowiem w tym roku wybory prezydenckie i parlanentarne. Być może ten prawny absurd stanie się przysłowiowym gwoździem do trumny lewicy.
    Zupełnie inną sprawą – choć też związana z wolnością słowa – to granice artystycznej ekspresji w sztuce. Tu – uważam – reakcja powinna być odmienna. Potrzebna jest cisza. Jak najwięcej ciszy wokół bulwersujących swoją treścią i formą spektakli teatralnych. Przecież są one prowokacją, w zamierzeniu twórców i realizatorów mają wywołać oburzenie i protesty. Ze skuteczną prowokacją mamy do czynienia tylko wówczas, gdy damy się sprowokować. Pozwólmy działać prokuraturze. W ciszy. Nie dawajmy swoimi akcjami, protestami, publicznym oburzaniem się rozgłosu czemuś, co powinno być ignorowane, omijane szerokim łukiem naszej uwagi, którą warto skierować na zupełnie inne dzieła artystyczne.

    • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

      Okazuje się jednak, że nawet w warunkach demokracji nie wszyscy mogą jednakowo korzystać z wolności dzielenia się swoim słowem. Są równi i równiejsi. Zależy kim jesteś i co masz do powiedzenia. Doświadczyła tego niemiecka dziennikarka, która opisała swoje przeżycia po dokonanej aborcji. Kiedy zaczęła być rozpoznawana jako przeciwniczka aborcji niestety nie mogła już liczyć na wolność słowa. Prawda jest podstawowym warunkiem wolności. Niewielki jest pożytek, jeśli słowo używane jest np. w sztuce nie po to, by szukać prawdy i dzielić się nią ale, by szokować, obrażać a także uzasadniać swoje kłamstwo.

  5. mamakatarzyna@op.pl' mamakatarzyna pisze:

    Chciałoby się rzec – bo to się zwykle tak zaczyna. Wolność ma swoje granice i jedynie wolność do czynienia dobra jest wolnością godną człowieka. A jeśli ktoś ma wątpliwości, jak to się zaczyna, to polecam choćby lekturę „Moje życie” Benedykta XVI czy Hannah Arendt „Korzenie totalitaryzmu”, jeśli ktoś jeszcze nie czytał.

  6. shymz@o2.pl' @Szymsio pisze:

    Zaniepokoiłem się, czytając ten wpis. Zaniedbuje Pani fundament Francji i jej republikańskich korzeni, o które biły się pokolenia. Prymat państwa nad religią jest do dzisiaj przedmiotem sporów. Proszę porównać Francję do Iranu i na tych podstawach wyciągnąć wnioski, które z tych państw jest republiką świecką, a które państwem religijnym.
    Jako kontrargument podam, że przeglądając blog nie znalazłem obrony dla muzłumanek, które chciały nosić burki we Francji, co jest podyktowane tylko i wyłącznie kwestią religii. Nie znajduję również krytyki pod adresem sądu, który tego zabronił.
    Szczególnym przykładem przedkładania ideologii nad ludźmi jest ostatnia z tyrad min. Radziwiłła. Wprowadzanie ludzi w błąd (a podejrzewam, że cynicznie kłamiąc) wprowadza prawo, mające przesunąć dobro obywatela ponad swoje „widzimisię”. Szczytem bezczelności jest również odmowa zastosowania środka antykoncepcyjnego po zgwałceniu. Żeby nie być gołosłownym – to nie moje wymysły, lecz kwestia badań na setkach tysięcy kobiet.
    Idąc tym tropem nie wiem czy najlepszym środkiem jest karanie zgwałconej kobiety za cudzołóstwo. Czy gwałcona kobieta ma mówić do gwałciciela, by ten ściągnął prezerwatywę, bo w innym przypadku popełnia grzech ciężki? I co to za państwo, które nie potrafi chociaż zminimalizować wiktymizacji obywatela? Proszę wybaczyć te przykłady, nie podałem cięższych ze względu na szacunek do cudzych poglądów.
    Nawiązując do wolności słowa, mam propozycję która pogodzi wszystkich obywateli w Polsce. Mamy stan prawny, w którym obrażenie uczuć, jest zagrożone więzieniem do lat 3. Mamy również grupę, która nie potrafi samodzielnie interpretować sztuki, a do wyrobienia sobie opinii wystarczą słowa kolegi/znajomego „to obraża moją religię”. Skoro spektakl potrafi wzbudzić traumę, która tak bardzo wpływa na zdrowie psychiczne obywatela, to należy wprowadzić ostrzeżenia. Na tabletkach, suplementach (które realnie wpływają na zdrowie) stosujemy ostrzeżenia, recepty, ścisłe zarachowanie, by te środki nie dostały się w ręce osób niepowołanych. Proponuję ten katalog rozszerzyć o ostrzeżenie przy każdej promocji spektaklu – na plakatach w ogłoszeniach radiowych, w ogłoszeniach telewizyjnych i prasowych dodać ostrzeżenie „Uwaga, spektakl może obrazić uczucia religijne”. Zagwarantuje to brak uczestnictwa w spektaklu osób, których wiara jest silniejsza od chęci interpretacji sztuki (bo sztukę się interpretuje a nie ogląda) lub własnych krytycznych przemyśleń. Odciąży sądy od zarzutów o „obrazę uczuć na spektaklu” i zapewni spokój osobom, które na ten spektakl trafiły, pomimo że tego nie chciały. Przekraczając próg teatru/kina, zrzekasz się praw do dochodzenia roszczeń z art. 196 KK. Rozwiązanie zapewni w praktyce brak zarzutów z tego artykułu, w stosunku do przedstawień artystycznych.
    Na końcu chciałem wspomnieć, że liczę na podobne wpisy, gdy będą lżone inne religie, np. prawosławie, protestantyzm, Świadkowie Jehowy, buddyzm, islam, rodzimowierstwo, judaizm lub Kościół Jedi. Według prawa, wszystkie te wyznania są równe – a przynajmniej w teorii.

    • mwj53 pisze:

      Odnoszę wrażenie, że Pan nie zrozumiał, o co chodzi w tym tekście. Co ma wspólnego zakaz finkcjonowania portali zawierających treści informujące o tym czym jest aborcja i zniechęcające do tego zabiegu z religią. Ruchy pro-life czyli za życiem nie są ruchami religijnymi. Ich animatorami są także osoby niewierzące. Dlaczego w przestrzeni publicznej nie mogą funkcjonować? Dlaczego ich działalność informacyjna i edukacyjna ma być karana? Z jakim fundamentem republiki to się kłóci? A zakaz, owszem, z zasadą wolności słowa.

      • mwj53 pisze:

        Uzupełnię jeszcze mój komentarz o ekspertyzę prawna na temat spektaklu w Teatrze Powszechnym sporządzoną na podstawie orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i polskiego prawodawstwa. Okazuje się, że przedstswienie wypełnia znamiona 4 czynów zabronionych https://t.co/3hisSf3cMI

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Ad vocem.
      1. Nie jest, moim zdaniem, naruszaniem świeckości państwa przekonywanie w internecie o tym, czym jest aborcja w istocie, czyli pozbawieniem życia istoty ludzkiej przed narodzeniem, przekonywanie, że można, a może warto rozważyć inne możliwości niż aborcja, informowanie o negatywnym wpływie aborcji na psychikę kobiety i konsekwencje zdrowotne. Proszę darować, ale to z religią nie ma to nic wspólnego, tylko z biologią, medycyną, psychologią. Nie wolno też oferować pomocy kobietom, które zdecydowałyby się zrezygnować z aborcji. To wszystko jest zagrożone karą 2 lat pozbawienia wolności i 30 tys. euro grzywny. Jeśli to nie jest pogwałceniem wolności słowa, to co nim jest? Można przecież z takimi informacjami polemizować, podawać kontrargumenty, na tym polega swoboda wypowiedzi. Czyż nie?
      2. Pana przyczynek na temat „tyrad” ministra Konstantego Radziwiłła nie dotyczy poruszanego przeze mnie tematu. Bo nie o dostępie do pigułki wczesnoporonnej rozmawiamy, tylko o wolności słowa. Podawane przez Pana przykłady zgwałconej czy gwałconej kobiety, proszę wybaczyć, uważam za niestosowne, a przede wszystkim nieadekwatne.
      3. W sprawie spektaklu „Klątwa” wypowiedziano już wiele słów, bo jest on nie tylko bluźnierczy i obrażający uczucia religijne, ale przede wszystkim obrażający konkretne osoby i nawołujący do przestępstwa (zabójstwa znanego polityka i przeprowadzania aborcji wbrew obowiązującemu w Polsce prawu od ponad 20 lat). Scena z seksem oralnym i zakładaniem stryczka na głowę nie dotyczyła abstrakcyjnej postaci, tylko konkretnej, powszechnie szanowanej osoby (pomijam, że to święty katolicki, bo w tym wypadku nie to jest najważniejsze). Proszę sobie wyobrazić, że tak przedstawiany jest Pana ojciec, dziadek, albo córka. Podobałoby się to Panu? Przecież to nie ma nic wspólnego z wiarą, tylko z elementarnym brakiem przyzwoitości. A podcieranie się flagą państwową to też gest nie antyreligijny, tylko chamski i pewnie noszący znamiona przestępstwa. Mimo to napisałam, że pewnie przyjdzie nam z podobnie szokującymi „eksperymentami artystycznymi” żyć. Aż się to odważnym „twórcom” w końcu znudzi. Bo ileż można szokować.
      4. Zapewniam Pana, że jestem za szanowaniem każdej religii, ale przede wszystkim za elementarną kulturą, której tu zabrakło.

    • zycz@wp.pl' Zygmunt pisze:

      Szanowny Panie – na gorąco odnośnie ostatnich dwóch zdań – a na co tu liczyć? Setki (jak nie więcej) katolików oddało życie w obronie wyznawców judaizmu. Potwierdzają to sami Żydzi. Wystarczy pojechać do Jad Vaszem. A poza tym słyszał Pan o sztukach teatralnych czy twórczości tak często i tak jawnie bluźnierczej wobec hinduizmu, islamu, buddyzmu itd…? Tak, ma Pan rację: według „prawa” wszystkie wyznania są równe. TYLKO w teorii. Pozdrawiam.

  7. shymz@o2.pl' @Szymsio pisze:

    4. Przepraszam za brak kultury, jeżeli którąś z moich wypowiedzi tak Pani odebrała. Czytam wszystko 2 razy i sam sobie dałem po łapkach 🙂
    1. Wolność słowa kończy się tam, gdzie kończy się prawda. Dlaczego młodym neonazistom zabrania się chodzić po ulicach ze swastyką? Dlaczego nie można promować komunizmu? Proszę nie odbierać tego jako porównanie ruchów pro-life do tych zbrodniczych ustrojów, tylko jako wyekstrahowany byt, który ma wpływ na obywateli.
    W momencie, gdy świeckie państwo uznaje taki byt za wpływającą na jego przepisy, czy wolną wolę obywateli, musi reagować całym szeregiem nakazów, zakazów, obostrzeń.
    Proszę sobie zadać pytanie, czy taki portal mógłby urazić innych obywateli? Czy w całej republikańskości Francji nie chodzi o to, żeby była dla wszystkich obywateli? By żadna z ideologii (przypomniana przeze mnie historia burek) nie wpływała na filozofię świeckiego państwa, a co najważniejsze na jego prawo?
    Czy mamy bronić ruchów antyszczepionkowych? Czy mam uznawać rację homeopaty, który leczy ziołami, zamiast odesłać do onkologa? Czy mówienie „moje zioła leczą lepiej od chemioterapii” podpada pod wolność słowa, czy kodeks karny?
    2. Po części dotyczy, po części nie. Wpływ ideologii na państwo łączy się niejako z p. 1. To bardziej pytanie czy zmierzamy w kierunku Iranu czy Francji. A może jesteśmy i zostaniemy gdzieś pośrodku. A przypominam, że państwo jest wszystkich obywateli, a nie większości. Róbmy prawo dla wszystkich, bez względu co myślimy na temat innego obywatela.
    3. Dyskutujemy o sztuce, której oboje nie widzieliśmy ;). Czy podobało by mi się? Nie! Czy podoba mi się palenie lub podcieranie flagą? Nie! Czy gdyby przedstawiono tak kogoś z mojej rodziny, to by mi się podobało? Nie!
    Nie zmienia to faktu, że prawa do chodzenia do teatru będę bronił. Ciężko przychodzi mi narzucanie innym co mają myśleć czy jak mają postępować. To kwestie wychowania, etyki, zasad i innych składowych. Negatywne zjawiska mogę tępić (nie klnij, nie śmieć, nie bij) lecz nie idź na ten spektakl bo kogoś (lub mnie) to obraża nie potrafię. Sam na spektakl się nie wybieram.
    5. Jeżeli mógłbym prosić, to proszę odnieść się do argumentu o ostrzeżeniu przed spektaklem. Czy można takie ostrzeżenie rozszerzyć na inne dziedziny życia?

  8. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Ad 1. Zacznę od końca. Zgoda, że ruch antyszczepionkowy jest szkodliwy, bo niezaszczepione dzieci mogą być źródłem zakażeń dla innych. Podobnie z ziołami zamiast chemioterapii, mogą opóźnić leczenie nowotworu i przyczynić się do śmierci. Nie umiem dopatrzeć się szkodliwości informowania, w jakim stadium rozwoju jest nienarodzone dziecko w poszczególnych miesiącach ciąży, co ono odczuwa, kiedy zaczyna bić jego serce. Uświadamia, czym w istocie jest aborcja. Podaje dodatkową informację do wszystkich innych. Zestawienie statystyczne, ile kobiet po dokonaniu aborcji odczuwa syndrom poaborcyjny (bo to fakt, o tym mówią lekarze), a ile z nich na skutek aborcji będzie trwale bezpłodnych. To też informacja, a nie agitacja. Relacje kobiet, które żałowały, że dokonały aborcji też. Tak, to wpływa na decyzję, może spowodować, że kobieta odstąpi od zamiaru aborcji, a może nie. Tak jak poddawani jesteśmy presji reklam, każdy operator przekonuje, że jego oferta jest najlepsza, a my wybieramy. Nie zakazuje się żadnych z nich, choć pewnie w reklamowym przekazie zalety są trochę podkoloryzowane. Widzi Pan, gdy zaszłam po raz drugi w ciążę i przyszłam do lekarza, aby potwierdzić przypuszczenie (nie było wtedy testów ciążowych), usłyszałam: „To co, rodzimy, czy usuwamy?” Nie mogłam się po tym uspokoić. Myślałam o moim dziecku, które nosiłam pod sercem i płakałam. Jak mogłabym je zabić. I zawsze, gdy patrzę na mojego dziś prawie 40-letniego dziś syna i przypominam sobie jego słowa, wiem, że zabiłabym nie jakiś abstrakcyjny zlepek komórek, tylko jego. I zapewniam Pana, że wcale nie odnosiłam tego do wiary. Ciekawe, że najaktywniejsi działacze pro-life to dawni aborterzy i często ludzie niewierzący. Oni wiedzą, co robili i czego się dopuszczali. Czytałam niedawno historię ginekologa, którego adoptowana córka zginęła w wypadku. I on widząc jej rozczłonkowane szczątki przypomniał sobie abortowane dzieci. Odtąd jest działaczem pro-life. I chyba nie jest wierzący.

    Ad 2. Zgoda, prawo powinno być dla wszystkich. Stąd klauzula sumienia. Nie wypowiadam się na temat decyzji ministra Radziwiłła, bo nie wiem, na ile szkodliwa jest hormonalna pigułka „dzień po”, podawana bez ograniczeń. Nie wiem. Wiem, że działa albo antykoncepcyjnie albo wczesnoporonnie i moim zdaniem w przypadku gwałtu, gdy prawnie jest dopuszczalna aborcja w tym przypadku, jest mniejszym złem.

    Ad 3. Nie widzieliśmy sztuki, ale widzieliśmy te najbardziej szokujące fragmenty. W każdym razie ja widziałam. A proszę sobie wyobrazić, gdyby zamiast figury papieża, była sylwetka… śp. Władysława Bartoszewskiego. Też szanowany, ceniony… Tak po prostu zwyczajnie nie wypada. To nie jest sztuka. Dobrze, że prokuratura zajmie się tą sprawą. I zgadzam się z moją siostrą, że powinna temu towarzyszyć cisza, a nie demonstracje, protesty.

    Ad. 4. O kulturze, a właściwie jej braku, było w odniesieniu do spektaklu, a szczególnie kilku inkryminowanych scen.

    Ad 5. Oczywiście, że jeśli uważamy, że coś jest szkodliwe, mamy prawo ostrzegać. Stąd kampanie społeczne ostrzegające przed „płytką wyobraźnią”, czyli skokiem do wody, który może skończyć się złamaniem kręgosłupa i kalcetwem do końca życia, zbyt szybką jazdą samochodem… Tak, należy ostrzegać w wielu innych dziedzinach i cieszy mnie, że takie kampanie społeczne są prowadzone. Ostrzega się, że film zawiera brutalne sceny i jest dozwolony od lat 18, albo reportaż. Tak, pojawiają się takie ostrzeżenia.

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      I jeszcze jedna ważna sprawa ad 1. Cenzurę prewencyjną już przerabialiśmy. Wolność słowa to także odpowiedzialność za podanie nieprawdziwych informacji, ale PO ich upublicznieniu. A nie prewencyjny zakaz. To kłóci się z wolnością słowa.

  9. shymz@o2.pl' @Szymsio pisze:

    1. Wskażę kierunek, którego nie dostrzegła Pani w odpowiedzi. Ile rodzin rozpada się ze względu na „niechciane” dziecko? Ile jest porzuceń? Ile jest morderstw nowo narodzonych? Utwierdzanie ludzi, że coś jest dobre, nie podając wszystkich faktów, ba, podając wyłącznie negatywne (syndrom poaborcyjny lub groźba bezpłodności) jest poważną manipulacją. Nie chodzi nawet o przytoczone przez środowiska pro-life fakty czy ich zrozumienie, lecz o konsekwencje czynu, który będzie ponosił odbiorca komunikatu w oparciu o zmanipulowane informacje.
    Czy kobieta nie może podjąć decyzji po rozmowie z lekarzem, rodziną? Proszę zauważyć, że nikt kobiet do aborcji nie zmusza, a to jest ich prawo. Może ingerencja w tak intymne sfery życia, jak religia lub aborcja są prawnie obostrzone? Może rząd francuski zabronił ingerowania w autonomiczne decyzje obywatela? Może to tak ważna sprawa dla Francuza, że decyzję musi podjąć sam? Może Francja traktuje swoich obywateli jako wolne jednostki, gdzie każdy ma prawo decydować o swoich podstawowych prawach?
    Bardzo mi imponują opowieści ludzi, którzy na aborcję się nie zdecydowali. Jeszcze większy mam szacunek dla tych, którzy pomimo wiedzy o wadzie płodu zdecydowali się na poród i wychowanie. Jedną taką rodzinę znam, lecz konkluzje nie idą w kierunku radości, lecz w przeciwnym. Nie zmienia to faktu, że mam dla nich ogromny szacunek i w żadnym stadium ciąży nie dawał bym im „dobrych rad”, bo z konsekwencjami mierzą się całe życie.
    Pracowałem 1,5 roku jako wolontariusz w ośrodku dla dzieci z różnymi stopniami niepełnosprawności. Do dzisiaj jeżdżę tam jako Święty Mikołaj. Widziałem ludzi, którzy poświęcili swoje życie dla dzieci.
    Będę ostatnią osobą, która mówi ludziom w jaki sposób mają za siebie decydować, bo znam konsekwencje.
    2. Klauzula sumienia to proszę mi wybaczyć absurd. Bo po co nam policjant-pacyfista, żołnierz, który nie strzela do przeciwników, lekarz, którego sumienie jest ponad przysięgą Hipokratesa? Państwo powinno zapewnić mechanizmy, eliminujące takie zachowania. Czy zatrudnimy osobę z kwadryplegią do cyrku, jako żonglera? Czy lekarz, który mdleje na widok krwi powinien być chirurgiem? Czy chcemy, by mając jako jedyny dyżur odmówił, bo jego sumienie nie pozwala mu na to? Skoro sumienie nie pozwala wykonywać czynności, należy z takiego lekarza zrezygnować.
    Zaskoczę Panią – ja wiem jaka jest szkodliwość pigułek hormonalnych. Całe lata badań, certyfikacji a następnie obserwacja rynku. Narracja, że podawana bez ograniczeń jest manipulacją, gdyż kobiety nie stosują antykoncepcji awaryjnej codziennie, tylko w przypadkach wyjątkowych. I na to mniejsze zło nie chce się zgodzić oświecone państwo w XXI wieku.
    3. Pod ten sam artykuł podpada, gdybym opowiedział jakiś dowcip o Benedykcie XVI, a Panią by ten żart uraził. Gdybym opowiedział żart o Allahu, tym samym staję przed sądem za obrazę uczuć innych. Czy mam za to iść do więzienia? Czy wypada – inna sprawa bo to kwestia kultury, światopoglądu, otwartości umysłu.
    Zgadzam się z Paniami – dobrze, że sprawą zajmie się prokurator. W sądzie upadną zarzuty o „obrazę uczuć”, a pewnie utrzyma się znieważenie narodowości (flaga Watykanu).
    5. Lepiej bym tego nie ujął – „płytka wyobraźnia”. I na wszystkie kampanie, które zapobiegają zrobieniu sobie krzywdy, powinno być wyraźne ostrzeżenie. Nie wchodź do wody, bo możesz się utopić, nie kąp się w gliniance, bo jest głęboko, nie wchodź na lód, bo może się załamać i nie idź na to przedstawienie, bo może Cię urazić. Dzięki takiemu zabiegowi pozbędziemy się przynajmniej procesów sądowych dla aktorów.

  10. Ciekawy dialog. Życzę Bożego daru Prawdy @Szymsiowi wątpiącemu i intensywnie poszukującemu. Taka intensywność w próbach docierania do sensu zdarzeń, może otworzyć w Nim okno na świat Ducha. Powodzenia!

  11. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Bardzo trudny, złożony temat. Za trudny dla mnie, bym z czystym sumieniem mógł się wypowiedzieć w tej kwestii tutaj. Poczytam i pomyślę, co inni mają do powiedzenia w tym temacie.

  12. zycz@wp.pl' Zygmunt pisze:

    Zgadzam się, że protesty i oburzanie się na takie czy podobne „wypociny artystyczne” odnoszą raczej odwrotny skutek – przysparzają publiczności. A wśród obrażonych i zmaltretowanych duchowo pozostawiają smutek i głębokie poczucie niesprawiedliwości. Jak to zmienić? Jak dotrzeć do sumień tych pseudo-artystów? Może tylko i wyłącznie ich własną „bronią”? Np. w prasie umieścić „artystyczny” (a jakże!) wiersz czy inny utwór wulgarnie i ohydnie obrażający matkę/żonę/męża owego „artysty”? Jaka byłaby jego reakcja? Czy zrozumiałby, że mamy po prostu prawo kogoś kochać? I w imię tej miłości czujemy się zranieni i zmaltretowani duchowo? Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za podjęcie tego tematu.

  13. jerzpolski@wp.pl' Jurek pisze:

    Jakie są granice wolności ? Są określone przez wieki przez prawo naturalne, które jest wpisane w naszych sumieniach. Wolność bez granic jest jej zaprzeczeniem, samowolą.
    Gdybyśmy trzymali się prawa naturalnego, to niepotrzebne były by jakiekolwiek sądy.
    Nadużywanie wolności przez jednych, powoduje ograniczenie wolności u innych.
    Nadużywanie wolności bierze się z chęci posiadania władzy nad wszystkimi i sterowania ich działaniami.
    Jest to próba wejścia w kompetencje Boga.

  14. pomme@onet.eu' Ewa pisze:

    Rzecz właśnie w tym, że NIE CHODZI o „przekonywanie za pomocą stron internetowych do urodzenia dziecka”
    tego nikt we Francji nie zabrania. Ustawa mówi wyraźnie o zakazie propagowania informacji INTENCJONALNIE (co wyraźnie podkreśla ustawodawca)
    wprowadzających w błąd, a dotyczących samej procedury i / lub i konsekwencji przerwania ciąży „informations de nature à induire intentionnellement en erreur, dans un but dissuasif, sur les caractéristiques ou les conséquences d’une interruption volontaire de grossesse»
    Innymi słowy: wolność słowa tak (pro-life czy pro-choice) ale propagowanie fałszywych informacji, niezgodnych ze współczesną wiedzą medyczną i świadome wprowadzanie w błąd poza tę wolność słowa wykracza, i jako takie jest naganne i „podlega karze do dwóch lat więzienia oraz grzywny do 30 tys. euro.”
    Twierdzenie, że ” Dotychczasowe prawo zakazywało tego jedynie w pobliżu klinik aborcyjnych. Inicjatorzy nowej ustawy nie kryją, że ich intencją było postawienie tamy masowo powstającym w internecie stronom z informacjami na temat innych rozwiązań dla potrzebujących kobiet niż aborcja” jest manipulacją.

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Dziękuję za to wyjaśnienie, widać polskie media nadinterpretowały przyjęte we Francji ustawodawstwo. Jeśli nie ma cenzury prewencyjnej, tylko jest kara za wprowadzające w błąd informacje, to oczywiście w porządku. Można się tylko zastanawiać, czy aż tak wysoka kara jest zasadna, ale to zupełnie inna materia. I czy wprowadzanie w błąd przez propagatorów wolnego wyboru podlega podobnej karze, bo kara jest za nieprawdziwe informacje?

      • pomme@onet.eu' Ewa pisze:

        Kłopot w tym, że namnożyło się w ostatnich latach stron internetowych udających poważne strony naukowe, albo wręcz podające się za oficjalne strony instytucji publicznych zajmujących się pomaganiem kobietom w trudnych sytuacjach. Potem fałszywe, lub zmanipulowane informacje z tychże stron przekazywane są dalej z powołaniem na „poważne źródło”. Skutki są potencjalnie katastrofalne. Zabobony rodem z XVII w funkcjonują w przestrzeni publicznej na równych prawach z rzetelną wiedzą naukową, a ich odkłamywanie kosztuje wiele czasu i energii (de facto francuskiego podatnika). Jako, że kilkuletnie próby zwalczania procederu metodami racjonalnego przekonywania spełzły na niczym, ustawodawca sięgnął po środki prawne. Trochę jak u nas w sprawie „polskich obozów koncentracyjnych” – łagodna perswazja słabo się sprawdza w dzisiejszych czasach, kiedy wszyscy nagle stali się specjalistami od wszystkiego.

    • krzysztof.korbel@yahoo.pl' Krzysztof Korbel pisze:

      Śledziłem bardzo uważnie debatę we Francji na ten temat i nie mogę się zgodzić z Pani opinią. Jeśli przyjęlibyśmy Pani punkt widzenia należałoby postawić pytanie: skąd taki sprzeciw we Francji ze strony organizacji pro- life oraz wielu deputowanych i senatorów ( ustawa przeszła niewielką większością ) ? Jeśli byłoby to takie oczywiste i proste tego sprzeciwu by nie było.

      Jakie są zatem są obawy i możliwe, prawdopodobne konsekwencje wprowadzenia nowego prawa?

      Postaram się to opisać na przykładzie. Wiele stron pro-life opisuje skutki dokonanej aborcji, opisuje syndrom poaborcyjny. Tymczasem strony rządowe wykluczają istnienie takiego syndromu. Minister Rossignol (socjalistka, najważniejsza propagatorka nowych rozwiązań prawnych) wielokrotnie powtarzała w wywiadach, że nie ma czegoś takiego jak syndrom poaborcyjny. Jest to fikcyjna konstrukcja wymyślona po to by stygmatyzować kobiety i by czuły się winne. Mówienie zatem o tym jest świadomym wprowadzaniem w błąd i wywieraniem psychicznej presji na kobietach ( o tym też mówi przyjęte nowe prawo ! ). Czy będzie można zatem o tym informować na stronach pro-life ? To pytanie wydaje się być pytaniem retorycznym.

      Nowe prawo będzie zatem użytecznym narzędziem do tłumienia wolności słowa we Francji. Wiele stron będzie musiało zostać zlikwidowanych lub prowadzący zostaną surowo ukarani. Intencje wprowadzających to prawo socjalistów są jasne. Wystarczyło posłuchać ich wypowiedzi podczas debaty we Francji.

  15. pomme@onet.eu' Ewa pisze:

    Dodałabym jeszcze, że polskie media niczego nie nadinterpretowały. Jest w nich wystarczająco dużo osób władających językiem francuskim w stopniu wystarczającym do przeczytania tekstu ustawy ze zrozumieniem. Polskie media właśnie wpisały się gładko w mechanizm manipulowania informacją. Właśnie przeciwko takiemu pojmowaniu „wolności słowa” jest francuska ustawa.

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Ciekawa jestem, czy ta ustawa dotyczy również homeopatii lub „ziołolecznictwa” w przypadku nowotworów a także podszywających się pod oficjalne strony propagujące aborcję? Czy jedt ukierunkowana wyłącznie przeciw jednemu przekazowi?

      • pomme@onet.eu' Ewa pisze:

        Nie zgłębiałam aż tak dalece francuskiego prawodawstwa, ale o ile pamiętam, leki homeopatyczne są tam częściowo refundowane. Nie słyszałam też o stronach propagujących aborcję. Francja wg statystyk ma dzietność na poziomie 2.1 i raczej niezłą opiekę okołoporodową.

        • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

          Polecam ten tekst http://www.pch24.pl/francja-ma-najbardziej-liberalne-prawo-aborcyjne-w-calej-unii–lewica-chce-isc-o-krok-dalej-,40743,i.html. I co ważne, Dostępne dane sugerują, że co trzecia Francuzka w ciągu życia dokonuje aborcji. Wedle sondażu z 2010 r. instytutu Ifop, aż 83 proc. kobiet „cierpi z powodu dokonania aborcji”. No i chodzi o to, że nie wolno o tym mówić, bo to nienaukowe. Dla wielu jednak Francuzek, aborcja stała się „banalna” i zastępuje środki antykoncepcyjne w sytuacji, gdy np. źle reagują na pigułki.

          • pomme@onet.eu' Ewa pisze:

            To jest taki sam argument jak ten, że nastolatki łykają pigułkę „po” (za niemal 200 zł szt) kilka razy w miesiącu jak dropsy. Nie chcę wchodzić w spór ideologiczny. Aborcja nie jest współczesnym wynalazkiem. Kobiety pozbywały się ciąż od zarania dziejów. Możemy zamknąć oczy i udawać, że zdesperowane kobiety w tragicznych dla siebie okolicznościach nie zwrócą się do podejrzanych znachorów przeprowadzających „zabiegi” w warunkach urągających podstawowym zasadom higieny , narażając zdrowie i życie, co w myśl „obrońców życia” (proszę wybaczyć cudzysłów) będzie równało się śmierci dwóch osób.
            Zna Pani taką Francuzkę dla której aborcja jest banalna i zastępuje środki antykoncepcyjne?
            Bo jak widać z powyższego „nadinterpretacje” prasowe są na porządku dziennym.

  16. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Zacytowałam fragment artykułu. Ale kiedyś w gabinecie ginekologicznym poznałam młodą dziewczynę, która usuwała ciążę, bo akurat z chłopakiem zaplanowała wycieczkę do Grecji. „Gdyby nie ta Grecja, pewnie bym urodziła i byśmy się pobrali” – tak wtedy mówiła. Trochę ostatnio było celebrytek, które opowiadały o powodach i radości, jakie im to sprawiało. Więc nie przesadzajmy z tymi znachorami. Wydaje mi się, że daleko odeszłyśmy od problemu wolności słowa.

  17. zbinie@wp.pl' zbinie pisze:

    Chciałbym się do spektaklu. Zaczynając od tego ,że ogólne normy regulujące cywilizowane zasady naszej egzystencji odnoszą się do każdej dziedziny i sztuka nie jest wyjątkiem. Posłużę się takim przykładem – powiedzmy zorganizuję mecz bokserski , w którym niebieskooki dryblas blondyn ze swastyką wytatuowaną na czole zmasakruje pejsatego rachitycznego przeciwnika. Chyba nie trzeba tłumaczyć ,że to nie jest widowisko sportowe? Tak samo jest z Klątwą. Są trzy aspekty ewentualnej odpowiedzialności – dwie cywilne czyli naruszenie godności osobistej i dóbr organizacji a jedna karna czyli dyskryminacja i nienawiść. Tu nie ma o czym dyskutować , ponieważ jest prawo i są wyroki w podobnych sprawach choć przedmiot ataku inny.
    Chciałbym też wyrazić swój pogląd ,że wolność słowa jest prawem jednostki a nie firmy czy organizacji czy dysponenta jakiejś prywatnej bądź publicznej przestrzeni. W tym sensie odpowiedzialność dyrektora teatru czy reprezentanta instytucji jakiej teatr podlega jest WIĘKSZA. Choć nie powstaje od razu ale od momentu braku reakcji. Aczkolwiek mamy często do czynienia z próbami uchylania się od odpowiedzialności za PROPAGOWANE treści.Żyjemy w czasach gdy jest problem ze zrozumieniem i jakaś akademicka zaciekłość w dyskusjach o wolności słowa. Tymczasem jak z każdą inną wolnością ma ona nie tylko swoje granice ale i nie zwalnia z odpowiedzialności za skutki. Jest dla przykładu wolność gospodarcza ale nawet przestrzeganie wszelkich reguł i przepisów nie zwalnia przecież z odpowiedzialności choćby za wypadki w pracy czy szkody środowiskowe. Jeszcze pozostaje kwestia kontekstu. Wolność słowa to też wolność formułowania domysłów i hipotez , swobodnych rozważań. Ale gdy ktoś publikuje , jest stałym członkiem redakcji i wie że jego artykuł pojawi się w sąsiedztwie innego , zawierającego kłamliwe informacje i nieadekwatny tytuł to czy to jest swobodna wypowiedź czy element kampanii oszczerstw?
    To co się stało we Francji jest przykładem jak daleko od pewnej teorii i logiki prawa do praktyki. Chociaż to się wydaje krokiem w stronę ideologicznego państwa to naprawdę chodzi o nadmierną ochronę interesów biznesu , konkretnie o kliniki aborcyjne i przemysł antykoncepcyjny. Problem jaki dotknął organizacje prolife to ten sam problem jaki maja federacje konsumentów , które nie mogą wprost informować o szkodliwości czy bezużyteczności innych produktów. Przykład jak łatwe do sprecyzowania ochrona wizerunku czy zakaz negatywnej reklamy wypierają hierarchicznie stojące wyżej ale trudniejsze do doprecyzowania wartości jak dobro ogólne.

  18. zbinie@wp.pl' zbinie pisze:

    a poza tematem – mój bitdefender sygnalizuje infekcję na stronie

  19. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Czas na podsumowanie dyskusji, która była wielowątkowa i momentami zbaczała z głównego tematu na wątki poboczne. Za wszystkie wyrażone tu opinie serdecznie dziękuję.

    1. Dziękuję pani Ewie za wyjaśnienie dotyczące nadinterpretacji nowego prawa we Francji, nt. internetowych stron pro-life. Istotnie, nie ma aż takich obostrzeń, jak to jest przedstawiane w Polsce, ale niemniej intencją ustawodawcy jest – jak to wyjaśniał internauta podpisujący się nickiem zbinie – utrudnienie funkcjonowania organizacjom pro-life, a zwłaszcza informowania o syndromie poaborcyjnym, nieuznawanym przez kręgi rządowe.

    2. W sprawie wolności ekspresji w sztuce opinie, z wyjątkiem @Szymsio, były zbliżone. Różniły się jedynie oceną skuteczności użytych środków służących zapobieganiu podobnym jak „Klątwa” zjawiskom. Wszystkim chyba zależy, aby skutek nie był odwrotny do zamierzonego. Właśnie za takie uważam działanie prezesa TVP Jacka Kurskiego, który odwołuje zaplanowaną na kwiecień premierę spektaklu „Biały dmuchawiec” z Julią Wyszyńską w roli głównej. Podobnie można odwołać emisję uwielbianego przez widzów serialu „Na dobre i na złe”, bo gra tam, wprawdzie epizodyczną, ale jednak istotną rolę, właśnie Wyszyńska. Także wartościowego, ważnego serialu „Czas honoru” itp. Aktor tylko odtwarza rolę. Chwała tym, którzy nie zgodzili się zagrać w tym spektaklu, ale nie można popadać w przesadę, bo idąc tym tropem trzeba wycofać jeszcze inne seriale i filmy, bo zagrali tam aktorzy, którzy wystąpili w „Klątwie”. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą.

  20. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Rozmowa jaką Państwo toczycie pod tym tekstem jest dowodem na to jak wspaniałą rzeczą jest prawdziwa dyskusja. Dyskusja oparta na wymianie argumentów i dociekliwym ustalaniu faktów , a nie na ich zaciemnianiu po to by „postawić na swoim”. Dyskusja toczona z szacunkiem do innych jej uczestników, bez złośliwości, szyderstw i posądzeń nawet na trudne, bulwersujące i dzielące społeczeństwo tematy. Bardzo trudno znaleźć dziś miejsca, w których takie dyskusje są możliwe, tym bardziej należy pogratulować Paniom Redaktorkom bloga @Ttwins, że udało się takie miejsce stworzyć.
    Opinie jakie mamy na różne tematy zależne są od informacji jakie do nas docierają. Jeśli rzeczywiście jest tak jak pisze pani Ewa, że wprowadzane we Francji prawo służyć ma jedynie wyeliminowaniu patologii polegające na podszywaniu się pod oficjalne strony i lansowaniu szkodliwych dla zdrowia zabobonów to takie przepisy mają uzasadnienie. Musiałbym w takiej sytuacji odwołać przedstawione w moim pierwszym komentarzu twierdzenie, że Francja staje się krajem totalitarnym. Jeżeli jednak te przepisy faworyzować będą lewicową ideologię w aspektach tyczących się tzw. aborcji i drakońsko karać za prezentowanie odmiennego punktu widzenia to będzie to jawny totalitaryzm. Widzę, są w tej kwestii bardzo odmienne zdania wśród ludzi, którzy, jak przypuszczam, o wiele lepiej ode mnie znają francuskie realia. Jak będzie wyglądało stosowanie tych przepisów w praktyce dopiero się okaże. Tak więc póki co tylko zawieszam moją opinię o Francji.
    Co do spektaklu „Klątwa” to można dyskutować nie tylko o wolności słowa, ale i o dopuszczalnych formach traktowania symboli. Od pewnego czasu panuje w niektórych środowiskach moda na profanowanie symboli: państwowych, religijnych, powstańczych czy jeszcze innych ,za które wielu ludzi oddawało życie. Można nawet powiedzieć, że prowadzona jest swoista – przepraszam bardzo za określenie – gówniana wojna z symbolami. Wojna ta polega na ich wyszydzaniu i kalaniu-w znaczeniu przenośnym a czasem wręcz dosłownym. W „Klątwie” Frljica jest scena onanizowania się krzyżem i podcierania się flagą Watykanu. W innym spektaklu tego reżysera wyciągano polską flagę z pochwy. W programie Kuby Wojewódzkiego wkładano polską flagę w psią kupę. Przy okazji tzw. „Czarnych marszy” prezentowano transparenty na których symbol kotwicy Polski Walczącej łączony był z rysunkami kobiecych narządów. Przykładów zapewne można by znaleźć o wiele więcej. Nie chodzi oczywiście o kpinę z samych tylko symboli, ale wyszydzenie wartości idei jakie one reprezentują i o hejt wobec ludzi, dla których są one ważne.
    Zapoznałem się z kilkoma recenzjami prasowymi spektaklu „Klątwa”, między innymi: http://www.polskatimes.pl/kultura/teatr/a/klatwa-w-teatrze-powszechnym-recenzja-polska-to-latwy-cel-dla-objazdowego-skandalisty,11822267/4/ http://www.newsweek.pl/opinie/-klatwa-w-teatrze-powszechnym-najwazniejszy-spektakl-ostatnich-lat-,artykuly,405741,1.html http://noizz.pl/kultura/przedstawienie-klatwa-teatru-powszechnego-opinie-i-recenzje/g9fnsyn a także z tekstem Rolanda Maszki https://wszystkoconajwazniejsze.pl/pl/roland-maszka-powidok-klatwy/, który streszcza oryginalny dramat S Wyspiańskiego. Wszyscy recenzenci przyznają, że sceny dodane przez Frljica nie mają związku z treścią i przesłaniem dramatu Wyspiańskiego, a służą wywołaniu skandalu i prowokacji – bardziej politycznej niż artystycznej. Niektórzy z tych recenzentów utrzymują jednak, że taki skandal jest potrzebny (pytanie komu?) i „wyzwalający”, a profanację symboli religijnych próbują usprawiedliwiać zbyt dużą ich zdaniem rolą Kościoła w państwie i społeczeństwie oraz złym zachowaniem niektórych księży. Chyba można zostawić to bez komentarza.
    Jak zapewnić swobodę artystyczną i równocześnie nie pozwolić na szarganie świętości?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *