Jedzmy ryby

d887360c02175af771a65d782c55093a6d2d6ee0

U mamy mojego męża samo brzmienie słowa ryby wywoływało odruch wymiotny, babcia zapach śledzi wyczuła w najbardziej odległym zakątku obszernego mieszkania i już to ją brzydziło. To radykalna postać awersji. Ta umiarkowana występuje dość często. Znam wiele osób, które nie tylko ryb nie jedzą, ale nie tolerują nawet ich zapachu. Tymczasem ryby goszczą na najwykwintniejszych stołach, można je przyrządzać w różnorodny, czasem bardzo wyszukany sposób. Są smaczne, zdrowe i bogate w cenne składniki, zalecane przez dietetyków.

Mięso ryb zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, pełnowartościowe, łatwo przyswajalne białko, minerały; fosfor, magnez, wapń, potas, cynk, jod, witaminy; A, D (zwłaszcza ryby tłuste), E, oraz witaminy z grupy B (zwłaszcza ryby chude). Jedzenie ryb, szczególnie tłustych, wpływa na obniżenie ciśnienia, usprawnia funkcjonowanie mózgu, przeciwdziała arytmii serca, dzięki kwasom omega-3, zapobiega miażdżycy, obniża cholesterol, pomaga w leczeniu chorób sercowo-naczyniowych. Mięso ryb zwiększa też odporność organizmu przed infekcjami i chorobami, wspomaga układ trawienny, zapobiega odkładaniu się w organizmie glukozy i tłuszczy, wspiera kontrolę poziomu lipidów we krwi.

Walorów prozdrowotnych nie brakuje, tego nikt nie kwestionuje. A dziś wybór ryb morskich czy słodkowodnych jest stosunkowo duży. Każdy smakosz znajdzie to, co mu odpowiada.

79731

Dla polskich katolików przestrzegających piątkowego postu, ryby to znakomita alternatywa dla potraw mącznych. Warto zamiast pierogów, klusek, placków czy naleśników sięgnąć właśnie po ryby. W nadmorskich kurortach nie brak świeżych, wędzonych, smażonych, które można kupić albo zjeść w barze czy restauracji przyrządzanych w różnorodny sposób. Nad morzem jadłam po raz pierwszy turbota (ależ to ogromna ryba, taka maxi flądra), w Argentynie doradę, uwielbiam wędzonego węgorza, śledzia, makrelę, ale też smażonego dorsza, łososia, pstrąga, flądrę, a przede wszystkim karpia.

halibut-wedzony

W kultowej wrocławskiej KONSPIRZE można zjeść „Zestaw duszpasterski”, czyli filet z łososia na szpinaku (tu przypominam tekst mojej siostry http://twittertwins.pl/o-szpinaku/) z pieczonymi ziemniakami i surówką. Pychota!

20161118_195034

Mam nadzieję, że nasi Czytelnicy podzielą się swoimi, sprawdzonymi przepisami. Przyznam się, że bardzo liczę na naszego Kuchmistrza z Łodzi, czyli goszczącego już na naszych łamach Igora Mertyna – socjologa, filmowca, reżysera, scenarzystę… i kucharza-piekarza z zamiłowania.

Bo najważniejsza okazja do serwowania ryb zbliża się wielkimi krokami. Trudno przecież sobie wyobrazić Wigilię bez ryby. Najczęściej na wigilijnym stole gości karp królewski, ale bywają też i inne ryby. W moim rodzinnym domu był przede wszystkim karp. W galarecie na przystawkę i panierowany, smażony jako danie na ciepło. Jeszcze pamiętam ułożonego na półmisku karpia w dzwonkach, także z głową i ogonem, zalanego galaretą, przybranego dla ozdoby plasterkami marchewki.

karp-faszerowany-w-galarecie-z-rodzynkami-i-migdalami-wedlug-pomyslu-m-296733_w1000     sledzie_marynowane_z_sosem_czosnkowym

Był śledź marynowany ze śmietaną. Marynowany obowiązkowo w domu (wymoczony śledź zalany był marynatą z octu, w której trzymany był kilka dni) i podawany z gęstą śmietaną z dodatkiem odrobiny cukru i musztardy. Oprócz barszczu z uszkami, serwowana też była zupa rybna gotowana na rosole z głów i podrobów karpia, z warzywami i suszonymi grzybami, podawana z makaronem nitki. Nie wszystkie potrawy przetrwały w moim domu. Teraz na Wigilię nie przyrządzam już karpia w galarecie, ani zupy rybnej. Ale śledź ze śmietaną i karp smażony jest obowiązkowo. W mojej dalszej rodzinie w wigilijny wieczór podawano też karpia po grecku i po żydowsku.

 

karp%20smazony%2014

Niestety, mój mąż ryby tylko toleruje (w rozumieniu tolerancji, jak w definicji podanej w tekście http://twittertwins.pl/tolerancja/), więc je, nie odmawia, ale dokładki nie bierze. Jak ma wybór, zawsze woli coś innego. Dlatego ryby nie goszczą często w moim domu. Ubolewam z tego powodu, bo dietetycy zalecają, aby ryby jeść przynajmniej dwa, trzy razy w tygodniu, a nie tylko w postny piątek.

Warto też nauczyć dzieci możliwie wcześnie jeść ryby. Gdy się przyzwyczają w dzieciństwie, będą potem lubiły. Naprawdę warto.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

20 komentarzy

  1. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Nie wyobrażam sobie wigilii bez ryby. U mnie tradycyjnie pojawia się smażony karp w dzwonkach i karp w galarecie, no i jeszcze koreczki śledziowe w oleju, bądź w śmietanie. Pomijając już wartości odżywcze i zdrowotne, spożywamy dużo ryb w różnej postaci, bo je bardzo lubimy. Taki na przykład wędzony węgorz, halibut czy łosoś, to smakołyki, których trudno sobie odmówić. Nawet nasze zwykłe, świeże, smażone flądry są bardzo smaczne, już nie mówiąc o sandaczu czy pstrągu. Gdy przyjeżdzam nad Bałtyk, pierwsze co to zaraz poszukuję wędzarni gdzie można kupić pachnące węgorze prosto z wędzarni.
    Pomimo tylu dobroczynnych dla zdrowia właściwości, musimy pamiętać, że i ryby coraz częściej zanieczyszczone są szkodliwymi substancjami występującymi w wodzie. Najgorsza jest rtęć, która może występować w rybach morskich, i składniki sztucznych pasz, którymi karmi się ryby hodowlane. Taką na przykład Pangę hoduje się w Wietnamie podobnie jak u nas trzodę chlewną, czyli w dużym zagęszczeniu i sztuczną paszą z antybiotykami i hormonami.
    Biorąc to wszystko pod uwagę, wydaje się, że w konsumpcji ryb, podobnie jak i wielu innych produktów umiar i rozwaga jak najbardziej wskazane.
    Smacznego!

    • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

      Zgadzam się z Panem Vectorem, że i w konsumpcji ryb mimo, że są bardzo zdrowe należy zachować umiar. Niemal wszystkie gatunki ryb zawierają śladowe ilości rtęci, a smażąc je na głębokim tłuszczu zwiększamy stężenie rtęci. Moją ulubioną rybą jest karp, choć w odróżnieniu od innych gatunków nie jest rybą zbyt wartościową. Generalnie ryby jadam niezbyt często z uwagi na dwukrotną wizytę na Pogotowiu Ratunkowym. Podczas jedzenia wędzonej makreli i karpia utknęła mi dość głęboko i niefortunnie ość, którą musiał usuwać pan laryngolog. Od tego momentu pozostał uraz i z rezerwą podchodzę do ryb. Czasami staram się zjeść tuńczyka Rio mare -konserwę, choć świadoma jestem, że ryby w puszce są uboższe w składniki odżywcze. Kwasy omega 3 uzupełniam zjadając orzechy włoski, pestki dyni i olej rzepakowy. W statystykach europejskich wypadamy dosyć słabo w ilości spożywania ryb. Poza tym ceny są bardzo wysokie. Prawdziwy łosoś we Francji np. za 10 dkg tego rarytasu musimy zapłacić kilkanaście Euro. Podam przepis na moją ulubioną sałatkę z tuńczyka w puszce.Otóż biorę 1 puszkę tuńczyka koniecznie w oleju, a nie w sosie własnym, gotuję 1 torebkę ryżu, 1 paprykę żółtą, 1 paprykę czerwoną obie pokrojone w drobną kosteczkę, puszkę kukurydzy złocistej oraz 2 łyżki majonezu, wszystkie składniki mieszam doprawiając solą i pieprzem. Sałatka gotowa do spożycia. Finezja, naprawdę polecam. Dosyć często robię mintaja po grecku z dużą ilością warzyw, ale to już wszyscy z Państwa z pewnością znają.

      • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

        Czyli rtęć plus te wszystkie rzeczy wymienione przez Szanowną Autorkę (nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, pełnowartościowe, łatwo przyswajalne białko, minerały; fosfor, magnez, wapń, potas, cynk, jod, witaminy; A, D, E, oraz witaminy z grupy B i tłuszcz)?

        Do dziś lubiłem ryby, ale jak już wiem, co mają w brzuchu, to jeść mi się odechciało. Dziękuję za zniechęcenie… 🙁

        • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

          Oj bez przesady, żeby aż tak? Wszyscy wiemy co zawierają ryby i nikt tutaj Szanownego Pana nie ma zamiaru zniechęcać, przeciwnie. Dla zachęty uspokoję Pana, że mimo wszystko warto jeść ryby. Przecież kwasy omega 3 poprawiają ukrwienie w mózgu a przez to zwiększają ilość serotoniny. Niedobór serotoniny objawia się właśnie lękami i wahaniami nastroju może warto zatem się przekonać mimo zniechęcenia. Jeśli ja jestem tego przyczyną, to bardzo Pana przepraszam. Na poparcie tezy, że mimo wszystko warto napiszę, że nasza kora mózgowa zbudowana jest właśnie w dużej części z kwasów omega 3, a dokładnie DHA, dlatego spożywanie ryb zwiększa ilość substancji szarej w korze mózgowej. Czy udało mi się Pana mimo wszystko przekonać?

        • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

          Samą rtęć, to jeszcze bym przełknął. Nawet haczyk z kawałkiem żyłki. Ale te wszystkie witaminy, kwasy i potasy wydają się bardzo niestrawne.

          I teraz jeszcze mi Pani wmawia, że mam w głowie jakąś korę pływającą po powierzchni serotoniny (bo kora pływa, pamiętam ze szkoły).

          STRASZNE! #PiątkoweŻarty

  2. alicja.js@wp.pl' AlicjaJesz pisze:

    W mojej rodzinie ryby się jadło masowo, dostarczycielem był Tata, zapalony wędkarz a nawet rybak. Nie przez przypadek nosi w rodzinie ksywę „Król Wisły”.
    Tata mam do dziś wielką łódź z silnikiem i pomimo 85-ciu lat spuszcza ją czasem na wodę.
    Miał też wiele starych, zabytkowych już łodzi, które zostały eksponatami Muzeum Etnograficznego w Toruniu czy Muzeum Wisły w Tczewie.
    Do Tczewa Tata z kolegą rybakiem i kustoszem muzeum płynęli tym zabytkiem trzy dni na wiosłach.
    Tata twierdzi, że Polska jest najpiękniejsza gdy się ją z Wisły obserwuje 🙂
    Mój Pradziadek miał na Wiśle barki i woził towary a jeden krewny spławiał drewno.
    Tata przynosił do domu te najlepsze ryby które złowił, resztę rozdawał zaprzyjaźnionym starszym paniom.
    Do domu trafiały sandacze, szczupaki, okonie, łososie (zawsze były w Wiśle), liny i certy. Bardzo tłuste ryby, które Tata sam wędził. Aż z nich kapało, pamiętam smak 🙂
    W związku z pasją Taty ryby często gościły na naszym stole i lubiłam je chyba od urodzenia 🙂
    Gdy byliśmy dziećmi Tata (urodzony harcerz) zabierał nas nad Wisłę, rozpalał ognisko i na kijkach piekliśmy małe rybki. Ależ to było pyszne!
    Ryby złowione oprawiał zawsze Tata, smażyła i przetwarzała Mama.
    Powstawały niesamowite marynaty, ryby w galarecie, faszerowane, po grecku.
    Takie pyszności jedliśmy cały rok a nie tylko na święta.
    Kresowiacy pewnie wiedzą co to są gałki – zmielona ryba bez skóry i dużych ości, doprawiona na ostro pieprzem, dodane jajka i trochę mąki ziemniaczanej by się lepiej trzymały, ulepione wrzecionowate kotleciki, ugotowane na dużej ilości pokrojonej włoszczyzny, podawane z tą włoszczyzną i chrzanem. Z tej samej masy Mama robiła grube walce, zawijała ciasno w ściereczkę, zawiązywała jak cukierek z obu stron i gotowała w wywarze. Po wystygnięciu kroiła na plastry i pięknie przybrane zalewała na półmiskach galaretą.
    To nie jest trudne. Mama niestety odeszła 11 lat temu i teraz na święta przygotowuje to Tata (lat 85).
    Kiedyś będę musiała to sama robić bo święta bez ryby faszerowanej nie mogą się obejść. Teorię mam opanowaną 🙂
    Gdy żyła Mama świąteczna ryba faszerowana była o wiele bardziej skomplikowana. Musiał to być koniecznie spory szczupak, skóra była z niego delikatnie zdejmowana by nie uszkodzić i masa ze zmielonego mięsa była wkładany do skóry. Po delikatnym ugotowaniu w specjalnym garnku też był zalewany galaretą.
    Na usmażenie były i są nadal przeznaczane najlepsze kawałki ryb słodkowodnych.
    Usmażone wkłada się do naczynia żaroodpornego, wkłada sporo masła i rodzynki i na minimalnym ogniu czekają na swoją kolej w piekarniku. Rodzynki zamieniają się w kulki nasiąknięte masłem 🙂
    U mnie w święta nikt się nie przejmuje czy coś jest dietetyczne 🙂
    Jeszcze dwie są potrawy bez których u mnie Wigilia nie może się obejść – to solone śledzie w cieście i sałatka śledziowa o tak zadziwiającym składzie, że tylko Wilniucy wiedzą, że jest dobra 🙂
    Wymoczone solone śledzie kroję w dzwonka i smażę na klarowanym maśle w cieście zrobionym z samych jajek i mąki z pieprzem, odrobiną soli i cukru.
    Sałatka oprócz śledzi zawiera buraki, ziemniaki, drobną fasolkę, usmażoną na maśle cebulkę i posiekaną drobno kapustę kiszoną. Zalewa się się sosem vinaigrette i od sosu pochodzi jej nazwa „winagret”.
    Na moim stole ryby goszczą równie często jak u Rodziców ale Tata już nie łowi więc zdobyć odpowiednie nie jest łatwo.
    W rybie faszerowanej szczupaka zastąpił leszcz, po kilku wpadkach boję się kupować sandacza – chyba na święta przywożą mrożone zza wschodniej granicy, sprzedają jako świeże a one są suche i niesmaczne. Jako osoba która ze wszystkich ryb najbardziej lubiła sandacza i jadła go często umiem rozpoznać, że coś z tą rybą jest nie tak.
    No i problem największy – zbliża się Boże Narodzenie a mnie smutek opanowuje. Nie żyje Mama która była dobrym duchem świąt. Jedyny syn mieszka w Australii. Rodzina rozpierzchła się, bratankowie dorośli i mają swoje rodziny. Siedzimy przy stole we trójkę z Tatą i mężem, w tym roku chyba znajdzie się osoba która skorzysta z dodatkowego talerza dla wędrowca, najstarsza taty kuzynka.
    Kolędy muszę sama śpiewać bo panowie z tych „nieśpiewających” 🙂 Może w tym roku ciocia wesprze.
    No i jedzenia trudno tak mało zrobić bo mnie zawsze dużo wychodzi. A nie lubię jak się coś marnuje.
    Podsumowując – jedzmy ryby często bo zdrowe i smaczne!
    A Święta Bożego Narodzenia oby były dla wszystkich wesołe!

  3. mariarozycka@wp.pl' Maria pisze:

    Bardzo lubię ryby, właściwie wszystkie i w każdej postaci – śledzie w śmietanie lub oleju, smażonego karpia i dorsza, rybę w galarecie, wędzoną i pieczoną. Pycha! Dzisiaj np., nie tylko z powodu postnego piątku, ale z okazji miłego spotkania jadłam pysznego pieczonego pstrąga. Niebo w gębie! A z wakacyjnego pobytu w Dźwirzynie aż do dziś mam w pamięci smak świeżutkiej, ciepłej wędzonej flądry, którą uraczył nas gospodarz. Także w wigilijnym menu oczywiście ryb zabraknąć nie może!
    Nie mogę natomiast przekonać się to tzw. owoców morza i nie rozumiem osobiście delektowania się np. małżami lub ostrygami. To nie dla mnie! Ale jak ktoś lubi – życzę smacznego! Ja wolę pyszną rybkę!

  4. anna-drozdowska@wp.pl' Anna Makuch pisze:

    Ryby – moja kulinarna słabość. Przeczytałam tekst i komentarze z prawdziwą przyjemnością? Duszę filety z nałożonymi warstwami startej marchewki, pora, sowicie posolone i popieprzone. Kleks śmietany na wierzchu zmienia się w smakowity sos. Szukam tuńczyka (w dobrej cenie, bo pięciu konsumentów?, którego smażę, posolonego i z dodatkiem pieprzu ziołowego. Kręcę pasty na chleb z wędzonej makreli, serów, szczypiorku, pomodorów…Z upodobaniem dłubię się w wędzonych szprotkach (lekarz rodziny przypomina, że małe rybki z ośćmi są dla pań niezbędne – i ja się słucham ? Obowiązkowe chrupiące paluszki dla dzieci – z filetów, lub też: mielone, z chrupiącą skórką. Jestem jedyna w rodzinie, która dojada resztki rybne z Wigilii ? Pozdrawiam smakoszy ryb ?

  5. dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Dwa szybkie przepisy na śledzie z cytryna oraz pastę z tuńczyka.
    1 Śledzie moczymy w mleku przez 3 godziny.Cebulę kroimy w cienkie krążki podobnie czynimy z cytryną.Odsaczone i wyplukane śledzie przekladamy warstwami cebuli i cytryny.Chlodzimy w lodowce min 1 dobę.Szybko i zdrowo bo nie stosujemy marynaty octowej?
    2 Pasta z tuńczyka.
    Odsaczamy tunczyka w oleju dodajemy 2 jajka starte na tarce o dtobnych oczkach ,mala biala cebulę kroimy w drobną kosteczke .Do masy dodajemy połówkę serka topionego o smaku smietankowym oraz pieprz do smaku.Pasta szybka choc nieco kaloryczna.
    Nie jestem fanka ryb niestety ?moja rodzina je uwielbia dlatego zamiast panierowania wybieram grillowanie na patelni z dodatkiem odrobiny oleju i ziół.Specyficzny zapach ryb podczas grillowania lub smazenia mozna zneutralizowac gotujac w trakcie smazenia wode z majerankiem.Pozdrawiam miłośników ryb.?

  6. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Lubię ryby smażone, zwłaszcza karpia panierowanego w jajku i bułeczce tartej, ale żadna ryba nie jest pyszna jak pieczona w piecu. Jadłam niedawno tak przyrządzonego pstrąga – chrupiąca skórka soczyste mięso, a cala potrawa nietłusta i bardzo smaczna. Zamiast smażenia w głębokim tłuszczu. Polecam.

    • mariarozycka@wp.pl' Maria pisze:

      A ja dziś jadłam pysznego, pieczonego w folii pstrąga. Coś wspaniałego!

    • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

      Pani Mario walory smakowe są bardzo ważne, ale najzdrowsza jest jednak gotowana na parze. Należy jednak pamiętać, że ryba nie może być w żadnym wypadku niedogotowana, tak mawiała moja mamusia.

  7. ewama7@wp.pl' Ewa mastalska pisze:

    Od prawie dwóch lat jestem wegetarianka mięsa a zwłaszcza wędlin nigdy nie lubiłam. W dzieciństwie jadłam z musu a potem z grzeczności. Na razie jednak kompromisowo jadam ryby. Ale do śledzi tez mam jakąś awersje choć nie ma to związku z osobistym przykrym doświadczeniem. Ten smak mnie odrzuca i zawsze go wyczuje.

  8. igormertyn@gmail.com' Igor pisze:

    Nie napiszę nic oryginalnego, pisząc że lubię ryby, na wigilię też muszą być ryby: karp, również po żydowsku (popularne danie w Łodzi) i lin. Lubię szczególnie jeden sposób przygotowania ryby. Pstrąg w soli. Polecam to proste danie ale i w tej prostocie genialne. Myjemy rybę, osuszamy, wycinamy skrzela i oczy, do środka wkładamy tymianek i rozmaryn oraz plastry cytryny, może być też pierz cytrynowy. Do formy sypiemy sól, kładziemy rybę i zasypujemy solą. Pieczemy przez około 30-40 minut w temperaturze 240 stopni, można sprawdzić w Internecie są szczegółowe przepisy.
    A i chciałem napisać, że paprykarz szczeciński wraca na stoły, ja lubiłem i lubię nadal choć raz w czasach PRL-u miałem niemiłe wspomnienie. Dlaczego paprykarz szczeciński? Skąd taka nazwa? Nie wiem.

  9. hegiz@op.pl' Helena pisze:

    Witam,jestem też smakoszką ryb/od niedawna/ w dzieciństwie obok szpinaku były na ostatnim miejscu! Dziś jedno i drugie ogromnie cenię i lubię to kwestia wieku i sposobu przyrządzania i podania. Szczególnie lubię rybę w galarecie. Podam więc b. prosty sposób. osobno gotuję warzywa/marchew,pietruszka,seler,cebula+ listek i ziele/ dodaję kostkę brodo-pesche/jeśli jej nie mam to kostkę rosołek drobiowy/nie zakłóca smaku ryby/W oddzielnym garnku zagotowuję wodę mocno osoloną z dodatkiem 1/2 cytryny ze skórką koniecznie i na wrzątek wrzucam rybę dowolną może być nie rozmrożona , krótko zagotowuję i jak się trochę zeszkli wlewam jeszcze trochę octu . Ugotowane jarzynki kroję /część można wykorzystać do jarzynowej sałatki/ zalewam rozpuszczoną żelatyną i dodaję maleńkie plasterki cytryny koniecznie drobno korojoną czerwona paprykę i ewentualnie inne dodatki np cząstki brokułków, jajeczka przepiórcze, groszek. Ryba jest świetna , aromatyczna pozbawiona zapaszku w klarownej przeźroczystej zalewie bardzo ładnie się prezentuje na eleganckim stole i w domowych warunkach. Może ktoś wypróbuje, przepis jest pewny, łatwy Pozdrawiam

  10. elzbieta314@gmail.com' Elzbieta Zborowska pisze:

    „U mamy mojego męża zapach ryby wywoływała odruch wymiotny”- tymi słowami zaczyna autorka swoj felieton.Pod tymi słowami niestety i ja sie podpisuję. Nie lubię ryb, których od dziecka nie jadam pod żadną postacią.Wiele osób sie dziwi:”Jak to nie jadasz?Przeciez są takie zdrowe”. Są, owszem są,ale ja sie przemóc nie mogę. Właśnie przez ten zapach.Kilka razy próbowałam,ale to nic nie dało, wiec całkowicie zrezygnowałam z jedzenia. Ja to ja,ale jest jeszcze rodzina. Mąż jest entuzjastą ryb i większość dzieci również. Dlatego w swoim domu je toleruję./ w tym znaczeniu w jakim użyła je autorka w felietonie o tolerancji/. Pozwalam kupować, a jak jedzą to usuwam sie do innego pomieszczenia, czasami przyrządzam na obiad. Na Wigilię podaję jedą lub dwie potrawy rybne,bo sa chętni. Jedno jednak wiem- choc z latami smaki sie zmieniają i mozna polubić potrawy których wczesniej sie nie jadało/ np wątróbka, kasza gryczana, a nawet czasami szpinak/ to ryb jadać nie będę.

    • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

      Trudno mi zrozumieć argument o zapachu, skoro sposobem przyrządzania ryby można go zmienić tak, że jeden nie będzie przypominał drugiego. Inaczej pachnie panierowany karp z patelni, inaczej śledź w śmietanie, inaczej wędzony węgorz czy łosoś, a jeszcze inaczej tuńczyk, który z natury posiada specyficzny, inny od wszystkich ryb smak i zapach. Myślę, że w Pani przypadku nie o zapach chodzi, tylko o zwykłe uprzedzenie. Podejrzewam, że gdyby podano sałatkę z dodatkiem wędzonego łososia, sugerując filety z indyka, skonsumowałaby Pani danie z apetytem, niczego rybnego nie wyczuwając.

  11. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Do jedzenia ryb zachęcać mnie nie trzeba. Jem ich dużo, w piątki nawet trzy razy dziennie. Nie są to jakieś wyszukane potrawy ale to co najbardziej dostępne w sklepach: wędzone makrele, śledzie w płatach, filety, konserwy i sałatki rybne. Trochę zaniepokoiły mnie głosy w dyskusji o możliwym skażeniu ryb metalami ciężkimi lub antybiotykami. Zastanawiam się na ile tego typu zagrożenia są kontrolowane i wykluczane przez inspekcje sanitarne. Może warto skorzystać z patentu kolegi, który jak mówi jest samowystarczalny jeśli chodzi o ryby dzięki oczku wodnemu w ogrodzie.

  12. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dziękuję za wszystkie komentarze, które – jak zwykle – z uwagą przeczytałam. Dziękuję za wspaniałe przepisy, które tu Państwo podawaliście, na pewno niektóre wypróbuję. Te przepisy to także tradycja, w której Państwo wyrastali, i którą chcecie się z nami dzielić. Bo przecież jedzenie i sztuka kulinarna jest także elementem kultury, z której wyrastamy i którą możemy się tutaj wzajemnie dzielić. Okazuje się, że wśród komentatorów dominowali smakosze ryb – tacy, którzy lubili je od wczesnego dzieciństwa, jak Alicja Jesz czy od niedawna, jak p. Helena). Dziękuję za ostrzeżenia przed zanieczyszczeniem, zwłaszcza rtęcią, innymi metalami ciężkimi lub antybiotykami, o którym wspominała Barbara Utecht czy Vector. Jak ktoś ma możliwości i lubi, może być samowystarczalny i mieć ryby hodowane w oczku wodnym we własnym ogrodzie. Godny polecenia patent zachwalał Rafał Kubara. Mam nadzieję, że TesTeq tylko żartował, iż mój tekst i zamieszczone tu komentarze zniechęciły go do ryb, bo– jak pisał – mieszanka witamin, nienasyconych kwasów omega i innych prozdrowotnych składników z rtęcią jest niestrawna.
    Spadające spożycie ryb w Polsce wynika jednak przede wszystkim z rosnących cen, na co zwracali Państwo uwagę, a nie z uprzedzeń czy awersji. Dominują ryby importowane, polski przemysł rybny przeżywa kryzys, wiele kutrów rybackich zaprzestało połowów ze względu na liczne ograniczenia prawne i brak opłacalności. Widzę to nad morzem, gdzie niewielu ostało się rybaków, którzy nadal wypływają na morze łowić ryby, bardziej opłacalne jest wynajmowanie pokoi letnikom. No cóż, skazani jesteśmy na łososie i tuńczyki norweskie niż rodzime, polskie (te zresztą droższe od importowanych).

  13. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Z połowami morskich ryb jest u nas nieciekawie. Połowy na Bałtyku z powodu konkurencji i wprowadzonych ograniczeń drastycznie się zmniejszyły, a kutry dalekomorskie z powodów ekonomicznych, też już nie wypływają na egzotyczne morza po rybę, tak jak kiedyś, więc z morskich ryb pozostają nam w zasadzie importowane.
    Lepsza sytuacja jest jeśli chodzi o ryby słodkowodne, bo w ostatnich latach powstało wiele gospodarstw rybackich, no i powstało też wiele małych, przydomowych stawów. Podaż asortymentowa tych ryb nie jest zbyt wielka, ale poza tradycyjnym, powszechnym karpiem, można dostać też amura, tołpygę, pstrąga i szczupaka. Na tym ten asortyment właściwie się kończy, ale jakiś wybór zawsze to jest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *