Bliźniacze zamiany

Czy mężowie was nie mylą? – często słyszałyśmy przed laty. Nie mylili, ale gdy w młodości byłyśmy bardziej podobne niż dziś i zdarzało się to naszym znajomym. Bliźniacze podobieństwo można wykorzystać dla żartu do zamiany ról. Można, gdy zaistnieje taka potrzeba. Nam też to się zdarzyło.

My_2

We wczesnym dzieciństwie różniłyśmy się znacznie rozmiarami, moja siostra była ode mnie kilka centymetrów wyższa i wyglądała na co najmniej rok starszą. Później to się prawie wyrównało, a najbardziej podobne do siebie byłyśmy pod koniec szkoły średniej i w czasie studiów. Właśnie wtedy wykorzystałyśmy nasze podobieństwo.

Pierwszy raz był spontaniczny, całkowicie niezamierzony. W klasie przedmaturalnej (wtedy to była klasa dziesiąta, stosowana była ciągła numeracja od podstawówki) po tygodniowej chorobie pojawiłam się pierwszy raz w szkole. Nauczycielka biologii miała zwyczaj odpytywać uczniów z całego materiału od początku roku. Nie byłam przygotowana, z powodu nieobecności, tylko z ostatniej lekcji. A tu jak grom z jasnego nieba, zostałam wywołana i pytanie dotyczy nieznanych mi partii materiału. Moja siostra nie wahała się ani chwili. Wstała i płynnie bez żadnego zmieszania zaczęła odpowiadać i zarobiła dla mnie piątkę. A że w klasie było lekkie poruszenie (koledzy nas bez problemu rozróżniali), nauczycielka dla pewności wywołała do odpowiedzi drugą. Pytanie dotyczyło wcześniejszego materiału, więc bez problemu wywiązałam się z mojego zadania. No i na piątkę odpowiedziałam za moją siostrę. Ale jak pamiętam, nigdy tak mi bardzo nie zależało, aby dobrze odpowiedzieć, jak wtedy.

Drugi raz to był studencki żart. Na III roku matematyki sekcja teoretyczna miała proseminarium, które prowadzili trzej wybitni profesorowie: Czesław Ryll-Nardzewski, Andrzej Krzywicki i Adam Rybarski. Oprócz mnie i mojej siostry na naszej sekcji byli sami panowie. Wtajemniczyłyśmy ich w planowane przez nas wydarzenie. Otóż jedna z nas miała wygłosić dwugodzinny referat na seminarium (pomiędzy dwiema godzinami zajęć była piętnastominutowa przerwa). Postanowiłyśmy po przerwie zamienić się (byłyśmy zupełnie inaczej ubrane i zamieniłyśmy się też strojami). Nikt spośród trójki profesorów nie zorientował się, ale koledzy trochę się nienaturalnie uśmiechali, co wzbudzało zainteresowanie. Ostatnio po latach moja siostra dowiedziała się od naszego dawnego kolegi dziś prof. Tadeusza Nadziei, że prof. Czesław Ryll-Nardzewski domyślił się wtedy, co zrobiłyśmy i nawet mu to powiedział, ale nie chciał nam psuć zabawy, bo to był przecież tylko niewinny żart.

Aby nas nie mylić, profesorowie na egzaminie kładli przed każdą z nas indeks i odpytywali razem. Albo pilnowali, gdy wchodziłyśmy do gabinetu, abyśmy się nie zamieniły. Potem, po latach osobnego życia, już nie byłyśmy tak podobne jak kiedyś, ale i tak zdarza się, że ludzie nas mylą. Na przykład sąsiedzi mojej siostry dziwią się, że ich nie poznaję, nie uśmiecham się, nie kłaniam. Obraziła się czy co – myślą sobie, a ja ich po prostu ich nie znam. Ale to się już zdarza bardzo rzadko. Mojej siostrze zdarza się to samo, tylko dotyczy moich znajomych.

My_1

O blaskach i cieniach bliźniaczego losu, o życiu człowieka podwójnego obszerniej w tekście mojej siostry http://twittertwins.pl/blizniaczy-los/

Zdjęcia pochodzą z sesji fotograficznej dla miesięcznika „Pani”, która odbyła się po spotkaniu u prezydenta Lecha Wałęsy w 1992 roku.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

3 komentarze

  1. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Dziękuję za kolejny tekst i te zabawne przygody w nim opisane. Zastanawia mnie jednak ocena pedagogów przy tym wspólnym odpytywaniu, czy nie ulegali schematom i stereotypom? Przecież taka ocena stanowi trudność nawet dla rodziców. Czy mimo bliskości serc i pokrewieństwa dusz nie miały Panie pragnienia by zajmować uprzywilejowaną pozycję mimo sympatii do siebie? Ciekawi mnie też czy bliźniacza siostra nie staje się największą rywalką, kiedy walczy się o względy i sympatię? A może bliźniaki należałoby rozdzielić posyłając do innych klas? To chyba trudne, ale nie wiem, czy nie jest lepsze. Bliźnięta w tej samej klasie mają mniejszą potrzebę troszczenia się o innych uczniów. Nigdy chyba do końca nie poznamy wszystkich wad i zalet odmienności. W tym wszystkim chyba dla rodziców było to największe wyzwanie, by wychować dwoje odrębnych ludzi, którzy będą mogli realizować własne pasje i uwierzyć w siebie. A na koniec dodam, że na zdjęciach wyglądają Panie, jak prawdziwe modelki.Uroczo.Pozdrawiam.

  2. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Jestem jedynakiem i nie ukrywam, że zazdroszczę ludziom posiadania rodzeństwa. W szczególności zazdroszczę bliźniętom tej wyjątkowej więzi jaka opisywały Panie w http://twittertwins.pl/blizniaczy-los/ i wszystkich pozytywów oraz zabawnych sytuacji jakie z tego wynikają.
    Tak się składa, że na filmie ze swojego wesela mam 4 prawie identyczne, tańczące ze sobą panie – to żaden ewenement – kamerzysta bawił się funkcją lustrzanego odbicia filmując moje kuzynki.
    50 lat temu wujek miał już roczną córkę i bardzo liczył na urodzenie się syna. Z telefonami na wsi było jak było tzn. nie było wcale. Kiedy przyjechał odwiedzić żonę w szpitalu najpierw zapytał o wieści pracującą w szpitalnym kiosku szwagierkę:
    -No i co jest już?
    -Tak
    – Chłopak?
    – Nie
    – Dziewczynka.
    – Nie.
    – To co, kurcze, ciele?! – wujek był mocno poirytowany żartami szwagierki
    -Nie, dwie dziewczynki.
    Jedna z bliźniaczek wyszła za mąż za najbliższego sąsiada. Niestety ojcowie żyli ze sobą jak filmowy Kargul z Pawlakiem albo jeszcze gorzej. W efekcie kilkadziesiąt metrów od siebie były dwa wesela i tylko młodzi chodzili to tu to tam.

  3. alicja.js@wp.pl' AlicjaJesz pisze:

    Panie pewnie to same wiedzą i moja wiadomość nie będzie zaskoczeniem – jesteście bardzo znane we Wrocławiu jako bliźniaczki matematyczki 🙂 Mój kolega skończył weterynarię we Wrocławiu, był adiunktem na Uniwersytecie Przyrodniczym. Zaczęłam mu opowiadać o cudownych tekstach Pań, żeby go do czytania zachęcić. Po kilku zdaniach usłyszałam – ależ znam, oczywiście! I mam dla Pań pozdrowienia od kolegi, teraz w Myślenicach 🙂 Ja też pozdrawiam! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *