Orędzie. 50 lat temu oczami dziecka

Orędzie

Jutro mija 50 lat od podpisania przez polskich biskupów słynnego Orędzia, w którym padły słowa „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Choć byłam wówczas zaledwie 12-letnią dziewczynką, byłam już w szkole średniej i dobrze pamiętam ówczesną reakcję władz, które, wykorzystując żywą pamięć o zbrodniach niemieckich z czasów wojny, organizowały nagonkę na Kościół. Także w szkole.

To nie był pierwszy raz, gdy to, co słyszałam w szkole, było prostowane przez moich rodziców, zwłaszcza ojca, który wiele uwagi poświęcał, aby mnie i mojej siostrze przekazać właściwą interpretację wydarzeń i uzupełniać wiedzę przekazywaną na lekcjach historii. Po raz pierwszy jednak to, co słyszałam w domu, dotyczyło bieżących wydarzeń i sprzeczność była aż tak drastyczna.

W szkole, do której chodziłam, czyli w V Liceum Ogólnokształcącym we Wrocławiu, sprawa Orędzia omawiana była na lekcjach wychowawczych. Obowiązywała odgórna narracja, czyli teza, że polscy biskupi dopuścili się zdrady, sprzedając Niemcom Ziemie Zachodnie. Pewnie taką bzdurę, którą trzeba przekazywać uczniom, uzgodniono gdzieś na jakimś zebraniu organizacji partyjnej, a wytyczne przyszły z góry. Moja wychowawczyni w swojej gorliwości poszła jeszcze dalej niż oficjalna propaganda. – Co wam daje Kościół? – pytała retorycznie. – Nic – sama odpowiadała, dodając, że państwo zapewnia nam naukę, daje ludziom mieszkania, wczasy, dzieciom kolonie… Tu nastąpiła długa wyliczanka wszelkich dóbr, za które powinniśmy być wdzięczni państwu. Lekcja nie była, jak pamiętam, dyskusją z uczniami. Był to jednostronny przekaz. Bardzo emocjonalny.

Emocje towarzyszyły nam, mnie i mojej siostrze, gdy wracałyśmy do domu. Rozmowa z ojcem zmieniła radykalnie nasz punkt widzenia. Dziś dopiero potrafię docenić, jak głęboko potrafił zrozumieć to, co budziło kontrowersje, zwłaszcza na tzw. Ziemiach Zachodnich i to jeszcze zanim padły oficjalne wyjaśnienia. „«Przebaczamy i prosimy o przebaczenie» to istota chrześcijaństwa” – mówił nam, przewidując, że Orędzie będzie ważnym krokiem do pojednania polsko-niemieckiego i to jedyna droga do uznania granicy na Odrze i Nysie. Taka rozmowa była też okazją do pogłębienia wiedzy o państwie, roli Kościoła. Pamiętam, że na retorycznym pytaniu „Co wam daje Kościół?” mój ojciec nie zostawił przysłowiowej suchej nitki.

W ilu domach odbyły się takie rozmowy? Zdaję sobie sprawę, że wzrastałam w innym klimacie, niż większość moich kolegów poddanych propagandzie, którą serwowały ówczesne szkoły.

Niespełna trzy miesiące później, 6 lutego 1966 r. we wrocławskiej katedrze odprawiona została Masza św. podczas której abp Bolesław Kominek, główny autor słynnego Orędzia, odpowiedział na formułowane wobec niego publicznie zarzuty. W katedrze zgromadził się tłum ludzi. Choćc to była niedziela, nie byłam w katedrze, ale płomienne kazanie abp. Kominka zostało nagrane i zachowało się do dziś. Miałam okazję je potem wysłuchać. Wrocławski ordynariusz uzasadniał, że kto sprzeciwia się Orędziu, ten „uderza w twarz polską rację stanu”. Po tych słowach wierni zaczęli bić brawo.

Znacznie większe tłumy zgromadziła wrocławska katedra w październiku podczas obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski we Wrocławiu, kiedy to do stolicy Dolnego Śląska przyjechał kardynał Stefan Wyszyński – Prymas Polski.

Orędzie1

Dyrekcja mojej szkoły zadbała, by uczniowie nie poszli do katedry na Mszę św. z udziałem Prymasa. Pod rygorem nagany i obniżenia oceny ze sprawowania o dwa stopnie, zorganizowano wycieczki poza Wrocław. Jako usprawiedliwienie nieobecności respektowano tylko zaświadczenie lekarskie, co było wyjątkiem w dotychczasowej praktyce, kiedy to rodzice mogli poświadczyć, że opuszczenie lekcji wynika z ważnych rodzinnych lub zdrowotnych powodów. Moja klasa wyjechała do Sobótki na nieplanowaną wcześniej rekreację. Ja i moja siostra nie miałyśmy odwagi, żeby się temu przeciwstawić.

* * *

Historia przyznała rację abp. Kominkowi, a Orędzie, które stało się ważnym krokiem na drodze polsko-niemieckiego pojednania, do dziś stanowić może wzór postępowania przy rozwiązywaniu konfliktów międzynarodowych. Dla mnie zdanie „Przebaczam i proszę o wybaczenie” to najpiękniejsze słowa, jakie istnieją w języku polskim. Nie raz pomogły mi w życiu.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

Możesz również polubić…

4 komentarze

  1. jerzpolski@wp.pl' Jurek S. pisze:

    W naszej szkole chodziła po klasach lista z protestem z prośbą o podpisanie.
    Pamiętam, że z naszej klasy podpisał protest jeden z kolegów.
    List do biskupów niemieckich wywołał również kontrowersje z polskim episkopacie.
    Obawiano się konfliktów kościoła z polskim rządem.
    Kardynał Wojtyła popierał stanowisko abpa Kominka.

  2. igormertyn@gmail.com' Igor Mertyn pisze:

    A pamięta Pani słowa ojca, co dokładnie powiedział?

    • Maria Wanke-Jerie pisze:

      To była długa rozmowa. Ojciec wyjaśniał nam jakie są powinności państwa a czym jest misja Kościoła i jak absurdalne jest porównywanie w kontekście pytania: „Co wam daje Kościół, co daje wam Wyszyński?”, bo tak brzmiało. Było też miejsce na wyjaśnienie, że państwo najpierw zabiera, a dopiero potem część z tego „daje” w postaci dofinansowania do wczasów, kolonii i innych wymienianych dobrodziejstw. To dobrze zapamiętałam, najpierw zabiera, a dopiero potem część oddaje. Wtedy też dowiedziałyśmy się o systemach podatkowych w gospodarkach wolnorynkowych, jak to było przed wojną i jak to jest, gdy tylko państwo jest pracodawcą, co nie zmienia faktu, że podatek jest ukryty w mniejszych zarobkach. To była ważna rozmowa. Choć minęło od tego czasu 50 lat bardzo dobrze ją pamiętam. Takich rozmów z ojcem było wiele. To On uczył nas rozumieć otaczający świat. W sprawie Orędzia rozumiał to, co potem potwierdziła historia. Ubolewał też, że władze odmówiły przyjazdu na uroczystości milenijne papieża Pawła VI. Mówił, że taka okazja, żeby papież przyjechał do Polski już się nie powtórzy. Tu się mylił. Niestety zmarł w 1971 roku i nie dożył ani wyboru Karola Wojtyły na tron Piotrowy, ani „Solidarności”. Nie doczekał wolności, której pragnął jak powietrza do oddychania. A my straciłyśmy nie tylko ojca, ale i najlepszego przyjaciela, któremu ufałyśmy i którego mądrość i wiedzę podziwiałyśmy. Miałyśmy wtedy zaledwie 18 lat…

  3. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Dzisiaj mija już 51 lat od podpisania słynnego Orędzia biskupów polskich, a prawdziwymi sygnatariuszami był. Ks.kard. Stefan Wyszyński, ks. kard. Bolesław Kominek – wielki promotor pojednania między narodami oraz ks.abp. Karol Wojtyła. Pamiętam, że przy ówczesnym stanie nastrojów polskiego społeczeństwa pamiętającego lata okupacji to zwrócenie się o przebaczenie było radykalnym pójściem pod prąd. Wielu ludzi nie rozumiało sensu orędzia, co też zręcznie wykorzystały władze państwowe, które rozpętały nagonkę na kościół. Posądzano go o fałszowanie dziejów narodu polskiego. Sam I sekretarz Wł. Gomułka przecież napomniał Episkopat – niech kościół nie przeciwstawia się państwu powiedział. Przecież list stanowił próbę moralnego rozrachunku, który był niemożliwy bez uwzględnienia przeszłości. Pamiętam, że wówczas w obronie orędzia stanął Jerzy Turowicz redaktor „Tygodnika Powszechnego”. Trudne i ciężkie to były czasy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *