Przesada

Wyolbrzymianie, przerysowanie to zjawisko stare jak świat. Wszak każda komedia opiera się na przerysowaniach, przesadnym akcentowaniu obśmiewanych cech charakteru bohaterów i przerysowanych sytuacjach. Z przesadą stykamy się w kabaretach, bajkach dla dzieci (zły jest przesadnie zły, a dobry bez skazy)… Przesada od dawna dominuje też w dyskursie publicznym.

Przyzwyczailiśmy się do przesady. Nie zaskakują opinie polityków i publicystów, w których źdźbło w oku krytykowanej konkurencji jest gigantyczne już nawet nie jak belka, ale potężna bela. Kalizm nasz powszedni obowiązuje na co dzień.

Także typowe stało się zachowanie, które najtrafniej określa niemieckie słowo schadenfreude, czyli satysfakcja, a nawet radość z czyjegoś potknięcia, błędu czy porażki. W stosunku do politycznego konkurenta nie ma „zmiłuj się”. Każdy błąd zostanie wyolbrzymiony do n-tej potęgi i z radością przywołany.

Przywykliśmy do tego. Z przesadą i przesadną reakcją mamy – niestety – do czynienia w mediach i to tych najbardziej opiniotwórczych, a echa tej narracji odnajdujemy później w zagranicznych publikacjach. Bez cienia refleksji po co i komu to szkodzi.

Ot choćby „grzany” przez kilka tygodni temat urodzin Hitlera z wafelkowym tortem, programy specjalne, bez końca przepytywani rozmówcy w telewizji w tej sprawie, jakby była ona najważniejsza na świecie. „Afera” trafiła oczywiście do zachodnich mediów i przyprawiono gębę faszystów, nazistów i miłośników Hitlera nie tylko marginalnej grupce organizatorów leśnego spektaklu, ale szeroko pojętej prawicy.

Zresztą epitetem „faszyści” szafuje się zbyt łatwo i podobne oskarżenia padają także wtedy, gdy sprawa nawet się o to nie ociera. Przesada oczywiście i to gigantyczna. Ale przede wszystkim szkoda wyrządzona wizerunkowi Polski, bo zewnętrzny odbiorca ma dużo mniejsze szanse niuansować, oceniać, poznawać podawane fakty i mierzyć skalę zjawiska. Przesadny obraz bierze na serio, a nie z przymrużeniem oka.

Są też sytuacje, gdy w przesadną narrację wciąga się szerokie rzesze społeczeństwa. Tak było podczas tegorocznej rekrutacji do szkół średnich. Przeciwnicy reformy edukacji, którzy obdarzyli ją „wdzięczną” nazwą deformy, prześcigali się w straszeniu młodzieży trudnościami w dostaniu się do „wymarzonej szkoły”. Sypano przykładami, w których informowano, iluż to kandydatów na jedno miejsce stara się do tego czy innego renomowanego liceum, jak to wybitni, utalentowani uczniowie, legitymujący się świadectwami z czerwonym paskiem, skazani zostaną na jakąś szkołę branżową i zmarnują życiową szansę. Presji strachu konsekwencjami podwójnego rocznika w szkołach średnich poddano ponad 700 tys. tegorocznych absolwentów szkół podstawowych i gimnazjów, a także ich rodziców, dziadków i krewnych, których ta sprawa obchodziła i niepokoiła. To potężna grupa zastraszonych przesadną narracją. I co się okazało? Po wstępnej rekrutacji pozostało więcej wolnych miejsc niż uczniów, którzy nie zakwalifikowali się do „wymarzonej szkoły” w pierwszym rzucie. W większości miast rekrutacja przebiegała sprawnie i bez zakłóceń. Tylko niepotrzebny był stres i zapewne niejedna źle przespana noc z tego powodu. I po co? Komu to było potrzebne?

Inny przykład – zdarzenie, które całkiem niedawno miało miejsce. Awaria oczyszczalni ścieków w Warszawie i konieczność kontrolowanego zrzutu nieczystości do Wisły uruchomiły schadenfreude, tym razem z prawej strony. Wydania specjalne programów informacyjnych, bijący po oczach napis „Katastrofa ekologiczna”, straszenie ludzi groźbą zatrucia… Ludzie często ulegają panice w obliczu jakiegokolwiek zagrożenia, dlatego, gdy zdarza się jakaś awaria, potrzeba spokojnej, rzetelnej informacji, a nie strachu. Mieszkańcy Warszawy i okolicznych miejscowości położonych wzdłuż Wisły byli straszeni, a media społecznościowe wyżywały się w niewybredny sposób na władzach stolicy. A że temat kojarzący się z nieczystościami, obrzydliwe, niesmaczne memy zalewały internet niczym szambo. Przesadne komentarze padały nawet z ust przedstawicieli władzy, bo porównanie tej awarii do katastrofy w Czarnobylu, epatowanie sfabrykowanymi zdjęciami zdechłych ryb i straszenie, że nawet szczury od ścieków zdychają, to absolutnie gruuuuba i niebezpieczna przesada. Doszło na szczęście do porozumienia władz rządowych i samorządowych, z rezerwy budżetowej sfinansowana zostanie tymczasowa instalacja mostu pontonowego i rurociągu, a do tych prac zaangażowano wojsko, jak to od samego początku sugerował minister obrony. Przyczyny awarii jednej z najdroższych oczyszczalni ścieków na świecie i to zaledwie siedem lat po jej otwarciu będą zbadanie. Potrzebny jest spokój, a nie straszenie i obrzucanie się błotem, żeby nie powiedzieć tym, co dominuje w przekazach internetowych. Oszczercze, nieprawdziwe i do tego obrzydliwe. Choć insynuacje pojawiły się także z drugiej strony. „Nie chciałabym powiedzieć, że awaria kolektora została wprost wywołana przez rządzących, że podłożyli ładunki wybuchowe, że zniszczyli ten kolektor, ale ta koincydencja i awaria rur w połączeniu z metodą działania partii rządzącej” – obwieścił Mateusz Kijowski, pierwszy szef Komitetu Obrony Demokracji.

 

Schadenfreude nie potrafili też ukryć politycy i sprzyjający im dziennikarze z powodu odwołania wizyty prezydenta USA Donalda Trumpa w Polsce. „Pochylonych nikt nie szanuje. Odwołanie wizyty Trumpa z powodu pogody to symbol trzech lat pochylenia zamiast partnerstwa” – napisał Marcin Bosacki, były rzecznik prasowy MSZ i były ambasador RP w Kanadzie. „Trump odwołuje wizytę w Polsce. Oficjalnie z powodu huraganu. Nieoficjalnie zaś wystarczy poczytać amerykańskie media i ich oceny »demokratycznych« rządów PiS, by lepiej zrozumieć tę decyzję” – ocenił poseł Marcin Kierwiński, były szef gabinetu politycznego Ewy Kopacz. „Zagrali g***em, dostali huraganem” – spuentował ostatnie wydarzenia Tomasz Lis. Obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej i wypowiedzi wiceprezydenta Mike’a Pence’a sfalsyfikowały te komentarze. Uroczystości przebiegły bez zakłóceń, a Donald Trump odwiedzi Polskę jeszcze w tym roku.

Z przesadą musimy się oswoić, nie wyeliminujemy jej z dyskursu publicznego. Jest istotą czarnego PR, bez niej ma dobrej komedii czy kabaretowego widowiska. Ale według mnie powinno się jej zaniechać przynajmniej w dwóch przypadkach, gdy:

– grozi paniką, strachem i niepokojem społecznym,

– szkodzi polskiej racji stanu.

Tylko tyle i aż tyle. Choć nie mam złudzeń, że tak się stanie.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

9 komentarzy

  1. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Dobry, uczciwy tekst. Pan Mistewicz swego czasu pisał o wygranych wyborach dzięki przewadze w sieci. Dzisiejszej sieciowej narracji pewnie się nie spodziewał, o tej z dzisiejszych Wiadomości opisanej przez P. @StZerko nie wspominając. Czasy gdy obowiązywały zasady przeminęły i tego nie zmienimy. Ważne by nauczyć młodych weryfikować przekaz którym jesteśmy bombardowani. Tu rola pedagogów…. tylko czy są do tego przygotowani? Czy program nauczania taką edukację przewiduje?

  2. jerzpolski@wp.pl' jurek pisze:

    Pewna przesada jest dopuszczalna, a nawet czasami wskazana, w naszym przekazie, ale pod warunkiem, że nie negujemy ogólnie przyjętych zasad. Przekaz nie może łączyć się z chamstwem, z agresją ani ośmieszać tabu.
    Przesada w wypowiedzi powinna być jak dobra przyprawa do posiłku, która poprawia jego smak.

  3. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Zebrałam kilka komentarzy z Twittera i pozwalam je sobie tu przytoczyć:

    Zbyszek Adamczyk @ZbyszekKrak
    Często słyszymy „nie przesadzaj” lub „bez przesady”, czyli mamy w świadomości, że lubimy przerysowywać i wyolbrzymiać. Polityka i reklama tak sprytnie zaadaptowały przesadę, że ludzie kupują ją jako rzeczywistość. Zdemaskowanej przesady wstydzimy się ale ten fakt przemilczamy.

    Witold Kabański @WitoldKabanski
    Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla czarnego PR i przesady ze strony władzy i to żadnej władzy. Władza, rząd muszą działać transparentnie i uczciwie dlatego, że obdarzeni zostali zaufaniem wyborców. Przyzwolenie do przesady dla władzy, to krok do autokracji.

    Barbara Utecht @b_utecht
    Dzieje się tak dlatego, że nie ponosimy żadnej odpowiedzialności za słowo. Im bardziej przesadne informacje i tezy, tym lepiej się u nas rozchodzą. Aż chciałoby się zapytać a gdzie w tym wszystkim rzetelność?

    Matylda Zimna @ZimnaMatylda
    Polecam państwu ten tekst. Mądrze, obiektywnie, z klasą. Zacznijmy tak ze sobą rozmawiać.

  4. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Przesada w życiu publicznym nie jest wprawdzie zjawiskiem nowym, ale jej skala rośnie. Jest to nie tylko wynikiem polaryzacji społeczeństwa, które jakby pęknięte na pół ogląda różne telewizje, czyta różne gazety i portale internetowe, inaczej ocenia rzeczywistość, ale także jest to rezultat zmian w sposobie komunikowania się. Żeby w zalewie informacji, komentarzy i opinii zwrócić uwagę na własny przekaz trzeba się wyróżnić, przyciągnąć uwagę czymś, co zbulwersuje, wywoła emocje. Sprzyjają temu media społecznościowe, które nie tylko pozwalają na reakcję natychmiastową, a więc często nacechowaną emocjami, ale także przesadną. Przesadną, aby była wyrazista, a przez to dostrzeżona, bo inaczej zgubi się niezauważona, zniknie wśród wielu innych. Dlatego łatwiej na Twitterze znaleźć przesadne sądy niż przemyślaną, wycyzelowaną, rzetelną opinię.

  5. jerzpolski@wp.pl' jurek pisze:

    Stosowanie przesady w życiu publicznym może wynikać z założenia, że cel uświęca środki.
    Jeżeli ktoś uważa, ze wszystkie środki są dozwolone, to wtedy nie liczy się z niczym i z nikim.

  6. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Znam wielu ludzi (nawet małzeństwa), którzy skłonnośc do przesady mają w naturze. To co mówią zwykle trzeba dzielić przez 3 – zwłaszcza, gdy opowiadają o swoicch sukcesach lub problemach. Oni byc moze uwazają ludzi precyzyjnie obrazujących fakty za nudnych i bez polotu.
    Przesada nie musi byc od razu czymś nagannym. Nie powinno jej byc jednak w powaznych programach informacyjnych. I zawsze niezaleznie, gdzie i kto ją prezentuje powinny byc zachowane zastrzezenia o których napisała Pani pod koniec tekstu. Uzyła Pani terminu: schadenfreude. Kojarzy i się on radością z czyjegoś nieszczęścia kamuflowaną udawanym współczuciem (Pawlak z „Samych swoich” „współczujący” Kargulowi utraty konia) . Dziś w polityce i na jej obrzezach obserwujemy często coś co nazwałbym hurrakatastrofizmem. Gdy tylko zdarzy się coś złego, o co można (niewazne czy słusznie) obwinic politycznych przeciwników to niektórzy bez skrępowania okazują wręcz euforię, ze jest coś z czym przeciwna strona będzie miec powazny problem i nic po za tym się nie liczy. Temat trzeba „grzać” a przeciwników „grilowac” bez względu na koszty…

  7. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Przesada przejawia się także w ostrości języka, którym posługują się publicyści i ludzie nauki. „Ich kulawa tęcza jest traktowana jako jakaś druga strona, inny światopogląd. Milcząco akceptujemy, że tyfus, dżuma, ospa to odmiana normalności” – napisał w swoim felietonie w tygodniku „Sieci” prof. Aleksander Nalaskowski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, nazywając działaczy LGBT gwałcicielami. Komentując na antenie TVP Info fakt, że został zawieszony przez władze uczelni za artykuł „Wędrowni gwałciciele”, powiedział: „ludzie stają się LGBT, by walczyć z chrześcijaństwem, a nie dlatego walczą z chrześcijaństwem, bo są LGBT”. Dodał, że LGBT to nie jest żadna ideologia,; LGBT to doktryna wojenna, to wojna toczona przeciwko chrześcijaństwu. A więc już nie ideologia, o której mówił abp Marek Jędraszewski, ale doktryna wojenna. Tyfus, dżuma, ospa i na koniec doktryna wojenna. Czy można w sformułowaniach zapędzić się dalej? Wydaje się, że już do ściany blisko. Czy można wyrazić krytykę, używając mniej skrajnych sformułowań. Oczywiście, że tak. Z drugiej strony prof. Jan Hartman, filozof pracujący na Uniwersytecie Jagiellońskim, podobnie nie przebiera w słowach, na przykład nazywając konkordat watykańskim jarzmem, Gazetę Polską – gadzinówką Kaczyńskiego, obecną władzę – gangsterskim państwem PiS, zaś wyborców Prawa i Sprawiedliwości – chamami i prostakami. Ta spirala może się tylko nakręcać. Kto to przerwie? Bardziej niż kiedykolwiek potrzebny jest umiar, dlatego przypomnę mój tekst o cnocie umiaru http://www.twittertwins.pl/umiar/

  8. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Wszystko nam się „spartyjniło” by innego słowa nie użyć. Łaski nie robią i jedni i drudzy. Gdy jest problem powinny iść „wszystkie ręce na pokład”. Podziwiałem dziś dobrą inżynierską pracę w wykonaniu wojska na przestarzały sprzęcie. W Rytlu był lans po czasie.

  9. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dziękuję za zainteresowanie tekstem o przesadzie i przesadnym prezentowaniu komunikowanych treści, a zwłaszcza za komentarze, w których podzielili się Państwo swoimi refleksjami. Zgadzam się z diagnozą przyczyn narastania tego zjawiska: polaryzacja społeczeństwa, wzmocniona polaryzacją mediów, które adresują swoje serwisy do jednej ze stron politycznego sporu, swoiste „upartyjnienie” wszystkiego bez myślenia o dobru wspólnym, media społecznościowe, w których by zaistnieć, trzeba być wyrazistym i wyzwalać, a nie tonować emocje. Skutkuje to zaostrzeniem języka, czego doświadczamy śledząc np. wypowiedzi nawet utytułowanych osób, takich jak profesorowie uniwersyteccy Aleksander Nalaskowski czy Jan Hartman, o czym pisała moja siostra. Niestety, wynika to z założenia, jak zauważył p. Jurek, że cel uświęca środki, zaś przesada powinna być jak dobra przyprawa do posiłku, stosowana z umiarem.
    Niestety, zasady, które sformułowałam na końcu tekstu, nie są stosowane, a ostre, a nawet czasem wulgarne przekazy nie są rzadkością. Jeśli żadne inne argumenty nie przemawiają, to być może przekona ten, że przesadna przesada jest kontrskuteczna. I obyśmy się nie pozagryzali do końca tej kampanii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *