Obiecałeś, czyli o dotrzymywaniu słowa

obietnice

Potykamy się o własne słowa, niespełnione obietnice zawsze pozostawiają jakiś bolesny ślad… Dotrzymywanie słowa to rzecz ważna, ale czy zawsze? Czy nieprzewidziane okoliczności nie powinny zwalniać z danego słowa? Okazuje się jednak, że najtrudniej dotrzymać słowa samemu sobie.

Gdy zastanawiam się nad dotrzymywaniem danego słowa przypomina mi się historia zasłyszana jeszcze w dzieciństwie, która na tyle utkwiła mi w pamięci, że zawsze miałam dystans do rygorystycznego domagania się spełniania obietnic. Przedwojenna rodzina z czwórką dzieci, trzech synów i jedna córka, ukochane dziecko tatusia, wręcz „oczko w głowie”. Synowie wychowywani w surowej dyscyplinie i karności, zwłaszcza przez zajmującą się domem matkę, a córka w tym samym czasie rozpieszczana i hołubiona. Gdy oni byli już zmuszeni dokładać się do wspólnego gospodarstwa, łącząc naukę z pracą, dla niej znajdowały się środki na konwersatorium muzyczne, prywatne lekcje francuskiego i spełnianie różnych zachcianek. No i przede wszystkim miała obiecany przez ojca posag, gdy tylko pojawi się kandydat na męża. Sytuacja się zmieniła, gdy w latach trzydziestych nadszedł kryzys gospodarczy, który nie tylko „zjadł” wszystkie oszczędności, przeznaczone zostały bowiem na poczet zadłużenia prowadzonej przez ojca firmy, ale i przed jego oczami stanęło widmo bankructwa. W tym trudnym czasie w przedwojennej Polsce w takiej sytuacji znalazło się wiele rodzin. Ukochana córeczka tatusia nie chciała jednak przyjąć do wiadomości, że warunki się zmieniły, i domagała się od ojca… posagu. Zamiast wspierać go, załamanego kryzysem, trudnościami ze spłatą zobowiązań, codziennie zatruwała mu spokój owym „przecież obiecałeś!”. Nie wytrzymał tego psychicznie i odebrał sobie życie. Nie było więc nie tylko posagu, ale i zabrakło ojca. Firmę musiała przejąć matka, z trudem radząc sobie z zapewnieniem utrzymania rodzinie. Zapamiętałam tę historię, bo tym nieszczęsnym ojcem był… mój dziadek, którego z tego powodu nie miałam szans poznać. Szczególnie utkwił mi płynący z tej historii morał – nowe okoliczności, których nie było w chwili składania obietnicy, mogą całkowicie usprawiedliwić jej niespełnienie.

Nowe okoliczności, których nie było w chwili składania obietnicy, mogą całkowicie usprawiedliwić jej niespełnienie.

Najbliższy tej sytuacji jest literacki przykład Andrzeja Kmicica, który w najlepszej wierze i z pobudek patriotycznych przysiągł wierność księciu Januszowi Radziwiłłowi, przekonał go on bowiem, że w ten sposób przysłuży się ojczyźnie. Gdy okazało się, że to zdrada, nie spełnił Kmicic danej w przysiędze obietnicy, choć przysięgał na krucyfiks. Nic to zresztą zaskakującego, dotyczy to nawet przysięgi małżeńskiej, składanej u stóp ołtarza w obliczu Boga. Gdy wyjadą na jaw okoliczności wystarczające do unieważnienia małżeństwa, przysięga staje się z mocy prawa kościelnego nieważna.

1094602-rozwod-657-323

Czy niespełnianie obietnic składanych przez polityków w kampanii wyborczej zawsze jest cyniczną grą? Niekoniecznie. Czyż nie mogą pojawić się okoliczności, które usprawiedliwiają wycofanie się z wcześniejszych zapowiedzi? Oczywiście, że tak. Taką okolicznością jest z pewnością kryzys gospodarczy. Czasem opozycja sprawia na mnie wrażenie owej niewyrozumiałej córki, która bez względu na okoliczności i konsekwencje domaga się wypełnienia obietnic. Ważna – oczywiście – jest wiarygodność i umiejętność wyjaśnienia, dlaczego wycofanie się z realizacji zapowiedzianych w programie działań jest konieczne i racjonalne.
Wiąże się z tym inny problem, mianowicie, czy w kampanii wyborczej należy zapowiadać konieczne, ale niepopularne reformy. Tak, jak uczynił to podczas ostatniej kampanii Fraçois Fillon, który jako jedyny spośród kandydatów na prezydenta Francji przedstawił program o potencjale modernizacyjnym. Wydłużenie do 39 godzin tygodniowo czasu pracy, elastyczne prawo pracy, podwyższenie wieku emerytalnego do 65 lat i redukcja wydatków całego sektora publicznego, wiążąca się z ograniczeniem administracji, a także zmniejszenie szczebli samorządu terytorialnego z czterech do dwóch – wszystkie te propozycje, tak potrzebne gospodarce francuskiej, nie zyskały mu zwolenników. Wprost przeciwnie. Deklarowane wsparcie dla małych i średnich przedsiębiorstw czy propozycja redukcji podatku dochodowego nie były w stanie zrównoważyć strat popularności wynikających z obawy różnych grup zawodowych, które poczuły się zagrożone.

Zasadne jest zatem pytanie, czy w imię dobra kraju nie należałoby takich zamierzeń nie ujawniać w kampanii, skoro otwarte ich głoszenie odbiera zwolenników?

Czy byłby to cynizm? Moim zdaniem, nie. Oznaczałoby to bowiem, że reformatorzy są z góry skazani na porażkę i nie ma szans wyjścia z impasu zapaści gospodarczej. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy się ze mną zgodzą, ale odwaga w reformowaniu kraju to, według mnie, także umiejętność przeprowadzenia także, a może przede wszystkim, niepopularnych reform. W imię czego rezygnować z tego już na etapie kampanii wyborczej?
Najłatwiej rozgrzeszamy niedotrzymywanie obietnic wobec siebie, rezygnując z kategorycznych postanowień po pierwszych trudnościach. Wiele na temat mogliby opowiedzieć palacze, którzy „mają doświadczanie w rzucaniu palenia”, bo wiele razy to robili, ludzie uwikłani w różne niedobre przyzwyczajenia, których chcieliby się pozbyć. Byłoby nieźle, gdybyśmy taką samą miarą, jaką stosujemy wobec siebie, oceniali innych. Może mniej byłoby pretensji o niedotrzymywanie obietnic?
 

 

 

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

16 komentarzy

  1. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Gdyby politycy w kampanii wyborczej, składali tylko realne, możliwe do spełnienia obietnice, nie byłoby żadnego problemu.
    Nierealne obietnice wyborcze to już reguła, dlatego już w momencie składania ich, wielu zdaje sobie sprawę, że nie wszystkie uda się spełnić.
    Kiedyś, jako palacz obiecywałem sobie, że rzucę nałóg, ale po kilku nieudanych próbach, nie postanawiam więcej, bo po co oszukiwać samego siebie.

  2. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    W czasach post-polityki i post-prawdy nie tylko obietnice, ale i słowa tracą jakikolwiek sens. Gdy dziś przysłuchuję się sprzecznym przekazom polityków z tej samej partii a dotyczącym obietnic, to włos się jeży na głowie. I to w czasach, gdy można zestawić nagrane wypowiedzi, tweety… To oczywiście prowadzi do utraty wiarygodności i zmniejszy i tak małą frekwencję wyborczą. Dlatego dla mnie niedotrzymywanie obietnic to jedynie bicz opozycji wobec rządzących w stylu: „Obiecaliście, a nie realizujecie. Oszukaliście wyborców”. Tak prawdę powiedziawszy nie słyszałam, żeby ktoś głosił: „Obiecaliście, głosowałem na was, czuję się oszukany”.

    Mimo wszystko jestem za uczciwością, także w obietnicach. One nie mogą być zbyt szczegółowe, bo sytuacja może się zmienić. Ale nie zgadzam się z opinią, że reformatorzy są na przegranej pozycji, bo wiele obietnic uderza w jakieś grupy społeczne. Gdy partia zapowiada walkę z korupcją, to łapówkarze (i biorący i dający) nie są zachwyceni, gdy zapewnia uszczelnienie systemu podatkowego, to wyłudzacze VAT i oszukujące na podatkach firmy też. Zapowiedź odebrania przywilejów emerytalnych byłym esbekom i funkcjonariuszom służb PRL też. Ograniczenie administracji nie będzie się podobało rzeszom urzędników, ale przedsiębiorcom już tak. Ale i obietnice socjalne też nie mogą się wszystkim podobać, bo jeśli ponad połowa rodzin z dziećmi ma tylko jedno dziecko, to będzie przeciw 500+. Nawet z czystej zawiści. Nie mówiąc już o parach bezdzietnych czy coraz liczniejszej grupie tzw. singli.

    Dlatego, optuję za mówieniem prawdy. Nie koniecznie całej, ale – moim zdaniem – NIE WOLNO obiecywać, gdy wiadomo z góry, że obietnica nie będzie dotrzymana. A gdy jest uczciwie i bez cynicznych zagrywek w stylu „będziemy tak jak oni, tylko jeszcze bardziej”, to przy zmianie warunków, łatwo jest wytłumaczyć, że sytuacja się zmieniła. Pamiętam, gdy w firmie, w której pracował mój syn, był przejściowy kryzys, groziły zwolnienia, zaproponowano pracownikom obniżenie wynagrodzeń o 1/3 (z obietnicą, że gdy nastąpi poprawa, to przywrócą poprzednie pensje), ale nie będzie zwolnień. I co? Ktoś protestował? Ktoś mówił, że przecież umowa itd.? Po roku pensje wróciły do poprzedniego poziomu.

    Zawsze optowałam za uczciwością. Wszędzie.

  3. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Nie słyszałam, żeby ktoś głosił: „Obiecaliście, głosowałem na was, czuję się oszukany” – czytam w komentarzu powyżej. A ja tak. Pierwszy z brzegu przykład: Paweł Kukiz, który głosował na PO, czuł się się zawiedziony, że Platforma zapowiadała jednomandatowe okręgi wyborcze a nie próbowała nawet tego realizować. Stąd wziął się ruch „zmieleni” od podpisów wyborców pod postulatami PO, które poszły na przemiał. To przykład najbardziej spektakularny, który przychodzi mi głowy, ale gdyby poszperać znalazłoby się zapewne więcej.

    • m.wanke.jakubowska@gmail.c' Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Tylko, że ten akurat przykład dotyczył sytuacji, gdy z góry było wiadomo, że obietnica nie będzie dotrzymana, a zbiórka podpisów – co wyznał w przypływie szczerości Andrzej Olechowski – była tylko ćwiczeniem w aktywizacji działaczy. To dobry przykład cynizmu w polityce, który tak bardzo mi nie odpowiada.

      • Maria Wanke-Jerie pisze:

        No nie, ci, którzy zbierali podpisy nic z góry nie wiedzieli. Przypomnę, powołano 2,5 tysiąca pełnomocników gminnych,379 pełnomocników powiatowych i 41 pełnomocników okręgowych do zbierania podpisów pod tą inicjatywą. Uruchomiono ok. 1000 stałych punktów zbierania podpisów. Po trzech miesiącach zebrano ponad 750 tysięcy podpisów i triumfalnie, w spektakularnej procesji wniesiono je do Sejmu.O tym, że to było „ćwiczenie z aktywności” dowiedzieliśmy się wiele lat po fakcie. A rzesze tych, którzy się w to zaangażowali byli potem zawiedzeni.

  4. m.wanke.jakubowska@gmail.c' Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Ale to była cyniczna gra wobec rzeszy działaczy i wyborców. Cyniczna gra kierownictwa partii. Nie było od początku zamiaru realizacji tej obietnicy, a tak wielu dało się nabrać. To klasyczny cynizm, który mi tak bardzo nie odpowiada.

  5. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Bardzo ciekawe te komentarze między Paniami, mowa jest w nich o obietnicach w polityce, a ja postaram się kilka zdań tak ogólnie. Otóż obiecujemy w domu, w szkole, w pracy, obiecujemy wszędzie, wszystko i wszystkim. Mam zasadę, że nigdy nie obiecuję czegoś, jeśli nie jestem pewna, że uda mi się spełnić daną obietnicę. Jeżeli nie mam zamiaru dotrzymać słowa nie ryzykuję utraty zaufania, to dla mnie bardzo ważne, bo to niszczy nasze relacje z innymi. Jeśli nie mogę czegoś obiecać na ogół mówię : postaram się – nie obiecuję. Zawsze staram się zaczynać od spełnienia obietnic danych sobie samej. Jeśli uda mi się dotrzymać obietnicy danej sobie, wówczas łatwiej jest mi spełnić zobowiązanie wobec innych. Ileż to razy przyrzekamy sobie, że np. od jutra zaczynam dietę odchudzającą, nie jem słodyczy, zaczynam chodzić na spacery, rzucam palenie a zwykle kończy się to na deklaracjach, jak wspomina Pan Vector odnośnie palenia. Nie twierdzę, że zawsze mi się to udawało, ale jeśli nie dotrzymałam danej obietnicy starałam się przeprosić i wyjaśnić z jakiej przyczyny nie dotrzymałam danego słowa, by ten, komu obiecałam nie czuł się zawiedziony. Poza tym powinniśmy chyba nauczyć się raczej w takich sytuacjach odmawiać. Nie mamy przecież obowiązku spełniać wszystkich obietnic, jakich od nas oczekują inni. Warto jednak być człowiekiem , na którego można liczyć i któremu można zaufać.

  6. alicja.js@wp.pl' AlicjaJesz pisze:

    Bardzo ciekawy temat.
    Muszę przyznać, że w dobrą wolę polityków obiecujących w kampanii złote góry absolutnie nie wierzę. I dziwię się ludziom, którzy wciąż na nowo dają się nabierać 🙂
    Nie oceniam polityków po tym co obiecują ale po tym jakimi się zdają ludźmi, jaki jest ich stosunek do spraw które dla mnie są najważniejsze.
    Osobiście popieram opinię, że nie należy obiecywać czegoś co z góry wydaje się wątpliwe do realizacji.
    Ja dla siebie jestem najostrzejszym sędzią i jak coś obiecam to to realizuję.
    Podam kilka przykładów.
    Mój syn, jedyny i najukochańszy, wspomina do dziś, że gdy mnie o coś prosił to ja odpowiadałam – poczekaj chwilę, naradzimy się z tatusiem i ci odpowiemy.
    On wiedział, że gdy decyzja będzie pozytywna to na 100% zrealizowana a jak negatywna to również nie ma sensu drążyć 🙂
    Najczęściej się zgadzaliśmy ale gdy przyszła odmowa on wiedział, że odpowiedź jest przemyślana.
    Okropny jest los dzieci, którym rodzice coś obiecują a potem naciskani przez dziecko dziesięć razy zmieniają decyzję. Dziecko któremu czegoś odmówiono ale zawsze warto prosić bo a nóż zmienią decyzję w końcu czuje się oszukane i poszkodowane.
    Gdy sama sobie coś obiecam to kogo mam oszukiwać brakiem realizacji? Siebie?
    Kiedyś raz do roku robiłam dwa tygodnie głodówki, piłam tylko wodę. Nie było lekko ale nigdy nie odpuściłam. Mój mózg robił prześmieszne podchody – mówił „zjedz plasterek salami, przecież nie musisz nikomu się przyznać, że zjadłaś” :)))
    W Wielkim Poście i Adwencie nie jem mięsa, słodyczy i nie piję alkoholu.
    Robię to dla siebie, by przemyśleć wiele spraw, modlić się, czuć się wolną od pokus, by witać Jezusa i cieszyć się z Jego zmartwychwstania odnowiona i oczyszczona.
    Wcale nie jest łatwo coś sobie obiecać i to spełnić ale jaka satysfakcja gdy się uda!
    Warto spełniać obietnice dane sobie i innym ale warto się wpierw zastanowić czy się da radę.
    I nie zakładać z góry, że wystąpią okoliczności łagodzące.

  7. katarzyna.walus@onet.pl' Katarzyna Waluś pisze:

    Życie to trudna gra.. Opozycja istnieje po to aby podważać bez względu na to czy to ma sens..Obietnice nie tak łatwo wypełnić bo życie lubi dopisać własny scenariusz a człowiek nie na wszystko ma wpływ. Często gubi się w niepoważnych i pod wpływem chwili czy też dumy podjętych decyzjach.. Człowiek ma w zwyczaju niszczyć swoje życie…polityka pełna jest obłudy i tkzw..politykierstwa gdzie Generałem są diety poselskie..a obywatel tylko środkiem do realizacji celu…bywa że nie da się spełnić danej obietnicy która rzucona pod wpływem chwili okazuje się marazmem.. potrzeba analizy, rozpatrzenia za i przeciw dopiero wtedy można stwierdzić czy osoba jest niesłowna…

  8. jerzpolski@wp.pl' Jurek pisze:

    Ważne jest, aby obietnice były przemyślane. Z drugiej strony uważam, że nieuczciwe jest wymuszanie różnymi sposobami obietnic – tak próbują dzieci w stosunku do rodziców; uczniowie w stosunku do nauczycieli itd.
    Skutki wypełniania obietnic mogą być czasami tragiczne.
    W Biblii Herod skazał na śmierć Jana Chrzciciela, a w innym miejscu zwycięzca skazał na śmierć swoją córkę.
    Ten ostatni przykład jest podobny do sytuacji opisanej w mitologii greckiej.

  9. Danuta.sikora@wp.pl' Danuta pisze:

    Obiecałaś, często słyszymy z ust dzieci, bo właśnie one rozliczają nas najbardziej i zetknięcie z rzeczywistością bywa bolesne. Te pierwsze „obiecanki” ksztaltuja nasz charakter. Są ludzie którzy ciągle coś komuś obiecują i nie dotrzymuje słowa. Po jakimś czasie wiemy o tym ale dalej się widzimy że dotrzymuje słowa , szczególnie gdy to my mamy potrzebe albo problem. Znam przynajmniej kilka takich osób. Są też osoby które zawsze dotrzymuje słowa , nieliczni , rozważnie wypowiadają słowa i nie rzucają ich na wiatr . Problem jest szczególny gdy dotyczy to osób bliskich i najbliższych wobec których mamy większe oczekiwania. Czasem nie wystarczy przepraszam. Każdemu zdarzylo sie nie dotrzymać słowa lub przysięgi. Tacy jesteśmy niedoskonali

  10. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Wiele wypowiedzi dotyczy dzieci. Dzieci zadają bardzo mądre pytania. W 2008 byłem bez pracy. W zastępstwie rodziców odbierałem chrześnice z przedszkola i do powrotu z pracy rodziców (o 19), gotowałem obiad i miałem szkołę życia. Wujek! A dlaczego Ty nie masz pracy? A Mama ma! Wujek! A ty masz siusiaka? (Tu po pierwszym paraliżu odesłałem do mamy). Dziecko rozumiało że jest ciężko po wytłumaczeniu że to za pracę są pieniążki. Nie wymagało od wujka. Dziś to dorastająca pannica.Wujek nadrabia zaległości. Czasem razem patrzymy w gwiazdy przez teleskop.

  11. dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Pamietam kampanię wyborczą w ktorej mlody chlopak w swoim spocie wyborczym szczerze wyznal ze nie bedzie obiecywal gruszek na wierzbie bo chce bym uczciwy wobec wyborvow.?W krotkim naprawdę madrym spocie mówił o klopotach mlodych ludzi.Byl szczery i prawdziwy.Na tle innych obiecywaczy zdecydowanie się wyróżniał.
    Sromotnie przegrał.Jak zwykle wybrano stare wygi szastajace obietnicami na prawo i lewo.Patrzac na nasz parlament i tkwiacych tam od lat posłów ma czasami wrazenie ze wyborcy rozsądnie myślący,przy urnach głosują na tych ktorych znają mimo iz nie dotrzymuja obietnic.Wybieraja mniejsze „zło”.Politycy tak naprawdę nie sa rozliczani z obietnic a czesto wrecz nagradzani za ich nie spełnienie wyborem na nastepna kadencje.Nie lubimy być oszukiwani przez najblizszych a tolerujemy lamanie obietnic przez osoby mające ogromny wplyw na nasza przyszłość.Moze dlatego wiekszosc polityków tak łatwo i lekko szafuje obietnicami.Sporo mądrości jest w powiedzeniu „Obiecanki cacanki a głupiemu radość”

  12. Zgadzam się z Panią Darią i dodam, że uczciwość, czyli Prawda jest najważniejsza. Ten chłopak, przegrywając ze światem, wygrał samego siebie wobec owej Prawdy.

    Myślę, że obiecywanie nie ma sensu, bo „nie znamy dnia ni godziny”. Lepiej więc „starać się” czemuś sprostać, niż „obiecywać”, że się tego dokona.

  13. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Zasada ogólna – zobowiązań należy dotrzymywać. Najnowsza historia Polski i bardzo kontrowersyjny przykład dotrzymanej umowy – Magdalenka. Strona solidarnościowa zachowała się „honorowo” – dotrzymała przyjętych tam i przy Okrągłym Stole uzgodnień, ale czy uczciwie, uczciwie względem społeczeństwa. Uzyskano zgodę na częściowo wolne wybory, w efekcie doprowadzono do bezkrwawych przemian: odsunięcia komunistów od rządu, demokratyzacji i zmiany ustroju – za cenę bezkarności ludzi dawnego systemu i często uwłaszczenia się ich kosztem narodowego majątku. Dziś wiemy, że sprawa miała drugie dno związane z agenturalnym uwikłaniem Lecha Wałęsy. Ale pytanie kto mógł „z czystym sumieniem” odstąpić od ustaleń i dokonać dekomunizacji jeśli już w 1995 r naród w wolnych wyborach wybrał do rządu postkomunistów?

  14. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Lepiej „starać się” czemuś sprostać, niż „obiecywać”, że się tego dokona – to zdanie z komentarza Dariusza Godlewskiego jest najlepszą puentą tego tekstu. Dziękuję za ciekawą dyskusję, która – trochę wbrew moim intencjom – zwekslowała na sprawy bieżącej polityki krajowej. Podałam przykład z polityki francuskiej, a przecież można sięgnąć po podobne w Grecji, Włoszech, Hiszpanii… Dlatego lepiej konkurować wiarygodnością niż obietnicami, które potem trudno spełnić, mając świadomość, że zapowiadanie kosztownych społecznie reform raczej nie przyniesie wyborczego sukcesu. Ciekawe były wpisy z pozapolitycznych obszarów, z codziennego życia, bo w kontaktach z ludźmi dotrzymywanie danego słowa to ważny aspekt wzajemnych relacji. Życie to trudna gra – napisała Katarzyna Waluś. Oby to zawsze była gra fair, czego sobie i Państwu życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *