Była piękna i dzielna

N3

Dziś przypada 19. rocznica, gdy odeszła do wieczności. Nie mogę sobie darować, że nie było mnie wtedy przy niej. Nie zdążyłam. Tyle pytań jej nie zdałam, bo też odkładałam na później. Moja ukochana Mama.

N2

Podobno człowiek staje się dorosły dopiero wtedy, gdy umierają rodzice. Poczułam się nie tylko dorosła, ale i osierocona, choć to Mama wymagała opieki, nie ja. Ale zawsze oczekiwałam jej rady, choćby wysłuchania tego, co chciałam opowiedzieć, przekazać, skomentować. Już nie mam kogo zapytać o fakty z przeszłości, o nazwiska osób, które znała, a ja zapomniałam. To jest takie uczucie odcięcia korzeni. Może to właśnie jest dorosłość, która uwiera, czasem boli.

Mimo upływu lat, wciąż zdarzają mi się sytuacje, kiedy chciałabym jej o czymś opowiedzieć, o coś zapytać…

N1

Była bardzo piękną kobietą, piękna taką urodą, która nie mija z wiekiem. Delikatna, szlachetna, subtelna. Była też delikatnego zdrowia i od wielu lat chorowała. Ale miała w sobie jakąś taką dzielność, że potrafiła się nie skarżyć. Gdy w stanie wojennym zwracałam się do niej z prośbą o przechowanie ważnych dokumentów, nigdy nie było u niej cienia wahania. Zawsze odpowiadała: „Nie takie rzeczy robiłam w czasie okupacji”. Gdy „Solidarność Walcząca” potrzebowała osoby do szybkiego przepisywania tekstów dla Agencji Informacyjnej, zgodziła się od razu. Podziwiałam, jak nauczyła się pisać na komputerze, a nie było to łatwe, bo laptop, który dostała nie miał twardego dysku, system uruchamiało się z dyskietki, którą po wyjęciu, zastępowało się drugą z edytorem tekstu. Takim topornym i trudnym w obsłudze. Opanowała to błyskawicznie, potrafiła pisać, gdy było trzeba, nawet po kilkadziesiąt stron dziennie. To był jej przyczynek do walki z komunizmem, z którym nigdy się nie pogodziła. Jej rodzice, ziemiańskiego pochodzenia, w powojennej Polsce nie mogli dostać pracy i musiała ich utrzymywać ona, ich córka.

Pamiętam jej wspomnienie jeszcze ze Lwowa, kiedy miała zaledwie 18 lat, gdy 17 września wkroczyli Sowieci. Zawsze powtarzała: „Wtedy dla mnie zapadła noc i trwa ona do dzisiaj”. 

Szybko owdowiała, nie miała skończonych pięćdziesięciu lat, gdy zmarł jej mąż, a mój Ojciec. Niełatwo znosiła samotność, ale cieszyła się wnukami, na zdjęciu z najmłodszym Wojtkiem. 

N5

A tu z chrztu Tomka (2,5 miesiąca starszy od Wojtka, w tle najstarszy Andrzej) i z chrztu Wojtka (1978 r.).

Niu1       Niu2 

Nie przyjmowała z entuzjazmem zmian po 1989 roku. Była już bardzo schorowana i cierpiąca.

Od dzieciństwa mówiłyśmy do niej i o niej do siebie zdrobniałym zwrotem Niunineczka. Nie potrafię sobie przypomnieć skąd to się wzięło. To było takie nasze, moje i mojej siostry, intymne określenie naszej Mamy, kochanej, pięknej, mądrej i dobrej Niunineczki.

Na jej pogrzeb licznie stawili się przedstawiciele „Solidarności Wałczącej”. Oni zawsze byli przyzwoici, nawet w tym, że o Niej z wdzięcznością pamiętali.

 

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

19 komentarzy

  1. ksietczynski@wp.pl' Krzysztof Sietczyński pisze:

    Piękny osobisty tekst. Dziękuję. Warto pielęgnować tę pamięć. Nie tylko prywatnie, bo takich osób, jak mama Pań, coraz mniej…. coraz bardziej boleśnie brak

  2. elzbieta314@gmail.com' Elżbieta Zborowska pisze:

    Zdjęcia moich rodziców na stałe stoją na półce regału. Mamy nie ma już 22 lata, a taty 16. Ciēzko przeżyłam jej chorobę i smierć, efekty stresu odzywają się jeszcze dzisiaj.Tatę choroba zabrała w 3tygodnie od momentu pojscia do szpitala, choć on zdawał sobie sprawę z tego że ciężko choruje .Ja zrozumiałam to później. Mąż opowiadał mi też o odejściu swoich rodzicow. Opuscili go duzo wczesniej niż mnie. Został sam w wieku 25 lat. Musial szybko wydoroslec. Moje dzieci jeszcze nas mają Oby jak najdluzej.
    Takie refleksje nasunely mi się po przeczytaniu tych bardzo osobistych wspomnień.

  3. chryzopraz.chryzopraz@gmail.com' chryzopraz pisze:

    Wzruszyło mnie Pani wspomnienie.

    Nasze kochane Matki, ciche, nienawykłe do uskarżania się, przyzwyczajone do ciężkiej pracy, wiecznie zatroskane, czy aby dobrze jej dzieci układają sobie życie.

    Moja mama odeszła 15 lat temu. Nie mogłam być na pogrzebie. Przez długi czas nie dopuszczałam do siebie myśli, że mama nie żyje. Nie umiałam tego wypowiedzieć głośno. Gdy wydarzyło się coś w moim życiu, zastanawiałam się, co mama na to powie, jak skomentuje wydarzenie. Śniła mi się często.

    Po kilku latach stanęłam nad jej grobem. Wtedy skończyła się moja żałoba. Mogę już mówić o tym, że umarła. Mama przestała mi się śnić. Jednak tęsknię za tym, to były dobre sny.

    Tak ją wspominam: http://chryzopraz.blogspot.com/2016/02/mama.html

    Przepraszam, że w Pani tak bardzo osobisty wątek wtrącam swoje przeżycia, jednak śmierć matki to wydarzenie, które, mam wrażenie, jednoczy.

    Pozdrawiam

  4. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Piękna mama, piękne wspomnienia. Matki zawsze kochają nas miłością bezwarunkową, która bierze tylko to co najlepsze i nigdy nie wspomina tego, co po latach mogło by nas uwierać. Taka już rola matki i dobrze, że potrafimy to docenić i wspominać o tym.
    Wspomnienie, to jakby dalszy ciąg ich żywota, bo przecież one same nie mają już żadnego wpływu na rzeczywistośc, choć z pewnością gdyby mogły, to dalej by nam pomagały i wspominały.
    Zawsze, gdy odchodzą, to pajawia się w nas smutek i rozpacz, oraz rozczarowanie, że tyle jeszcze chcieliśmy im powiedzieć, oraz to, że tylu rzeczy jeszcze nie zdążyliśmy się od nich dowiedzieć. Wtedy, poniewczasie, przychodzi nam na myśl piękne stwierdzenie ks. Twardowskiego – „Kochaj ludzi, tak szybko odchodzą”.
    Pozostaje nam pielęgnować w pamięci te wszystkie, piękne wspomnienia i wybaczyć to, co One widziały wtedy, czego jeszcze my nie dostrzegaliśmy.
    Cześć jej pamięci… niech spoczywa w spokoju [*]

  5. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Bardzo dziękuję za ten piękny tekst .To już za 16 dni obchodzić będziemy kolejny Dzień Matki i każdy zapewne chciałby coś napisać o swojej Mamie. Te rozważania o Matce w dzień jej odejścia są nam tak bardzo potrzebne, wtedy Ona nabiera większej wyrazistości, żyje powtórnie wpleciona w nasz wspólny los, sytuacje trudne i radosne. To właśnie Mama, która odeszła 15 lat temu uczyła mnie cierpliwości i pokory, tolerancji i odróżniania spraw dużych od małych. Uczyła mnie czegoś , od czego do dziś nie potrafię się wyzwolić – pełnego oddania się temu, co się robi. Była dobra i powściągliwa. Zawsze dawała mi pocieszenie, rozumiała moje łzy i starała się zrozumieć moje młodzieńcze udręczone serce.Ona w chwilach zwątpienia pozwalała jaśniej spojrzeć na życie. Nie miała łatwego życia, została wdową mając 45 lat. Miałam jednak w przeciwieństwie do mojego Przedmówcy Pana Chryzopraza to szczęście, że w dzień jej odejścia byłam przy niej. I kiedy tak siedziałam w klinice przy niej odchodzącej zauważyłam, że tam znikały moje pragnienia, tam nie starałam się już niczego zdobywać, tam myślałam tylko, jak zatrzymać tę chwilę na długo. Gdybyż ona wiedziała, jak wówczas uczyła mnie bycia człowiekiem. Wiem, że dawałam jej wówczas to, czego najbardziej potrzebowała. Radość oczu, ciepłe słowo, pocieszenie, a nade wszystko pomoc moich rąk. Do dziś Mama jest i pozostanie największym autorytetem i nikt już nigdy nie będzie miał na mnie tak wielkiego wpływu. Nikt już mnie tak nie zachwyci, jak Ona. Nie ukrywam, że czasem zdarza mi się płakać nad tym, kogo utraciłam, nad przeszłością i nad tym, co było kiedyś i przeminęło. Pozostawiła po sobie skarbnicę wspomnień z której staram się czerpać do dziś. I mimo, że minęło już 15 lat i zdawałoby się, że to strasznie dużo czasu, ale zbyt mało, by zagoiła się moja rana, jaką noszę w sercu. Dziękuję, że życiem swoim wystawiła sobie tu na ziemi niezniszczalny pomnik za to kim była. I tak, jak pisze Pan Vector, pozostaje nam pielęgnować w pamięci te piękne wspomnienia. Zapewniam o pamięci za śp.Mamusię.

  6. elzbieta@gmail.com' Elzbieta Zborowska pisze:

    Zdjėcia moich rodziców na stałe stoją na półce regału.Mamy nie ma już 22 lata, a taty 16. Ciężko przeżyłam jej chorobė i śmierć , efekty stresu odzywajæ się jeszcze dzisiaj. Tatę choroba zabrała w 3 tygodnie od momentu pójście do szpitala, choć on zdawał sobie sprAwę z tego, ze ciężko choruje.
    Mąż opowiadał mi też o odejściu swoich rodziców. Opuścili go duzo wcześniej niż mnie. Został sam w wieku 25 lat. Musiał szybko wydorośleć. Moje dzieci jeszcze nas mają- oby jak najdłużej.
    Takie refleksje nasunęły mi się po przeczytaniu tych bardzo osobistych i przepięknych wspomnień.

  7. baskowska19@gmail.com' basia pisze:

    Pani Mario dziękuję za to wzruszające świadectwo. Mi w tym roku minęło 8 lat jak moja Mama zmieniła adres zamieszkania 🙁

  8. dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Piekne i wzruszajace komentarze.To wazne ze mozna miło i cieplo wspominac nasze mamy wszak to wlasnie one ucza nas zycia.Pamietam jak kiedys w zlosci powiedzialam ze nienawidzę mojej pani od geografii.Mama spojrzala na mnie wzrokiem ktorego nie zapomne nigdy.Powiedziala ze uczucie nienawisci jest ohydne i uwlaczajace mnie samej.Nie uzywam tego slowa w stosunku do ludzi i tego tez nauczylam moje dzieci.Dzieki mamie zrozumialam ze slowa moga ranić i zanim je wypowiemy warto zastanowic się kilka chwil.

  9. dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Dopisze cos jeszcze.Cos bardzo waznego.Pamietam mamę radosna i uśmiechniętą. Zawsze mowila ze zycie jest zbyt krotkie by marnowac go na smutek.
    Stosuję jej maksyme i panstwu rowniez polecam?

  10. mawalesiak@gmail.com' Małgorzata Walesiak pisze:

    Piękny , wzruszający tekst. Chyba rzeczywiście coś w tym jest, ze ta cięższa, bardziej cierpka część dorosłości pojawia się gdy odchodzą Rodzice. Moja Mamusia odeszła 10 dni po moich 30 urodzinach. Wiedzieliśmy, że choruje, że walczy i….że jest bez szans. Do końca przy Niej, niby przygotowani, ale ta nieobecność do dzisiaj boli. Za półtora miesiąca minie 10 lat jak Mamy z nami nie ma, a za kilka miesięcy 8 lat gdy dołączył do Niej Tatuś. Zawsze byliśmy blisko, miałam mądrych, otwartych i przyzwoitych rodziców. Dla nas, zawsze i o każdej porze, ale też wymagających, z pasją, choć życie Ich nie oszczędzało. Bardzo ich brakuje i chyba tak jest jak Pani pisze, że w obliczu odejścia Rodziców człowiek ze wszystkich sił chciałby zatrzymać czas dzieciństwa. Pozdrawiam serdecznie

  11. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Dodam jeszcze, że pięknie byłoby, gdyby tradycja wspominania wzruszającego odejścia rodziców i miłej pamięci o nich, była kultywowana przez następne pokolenia. Wierzę, że osoby wychowane w takiej tradycji, dalę będą kontynuować ten kult, bo ta pamieć i wspomnienia, to przecież najważniejsze co po nas w pamięci potomków pozostanie…

  12. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Ja również dziękuję Pani za ten tekst oraz za http://twittertwins.pl/45-lat-bez-niego/ – wspomnienie Pani Taty. To wielki skarb mieć prawych, dzielnych, mądrych i dobrych rodziców. Sami jako rodzice powinniśmy się starać być takimi – dla dobra swoich dzieci. Myśle, że prawie każdy kto doświadczył śmierci rodzica – mimo, że jest dorosły i chodzi swoimi drogami- ma w jakimś stopniu poczucie osierocenia. Z drugiej strony rodzice do końca naszych dni pozostają częścią naszej osobowości.
    Mój Tata zmarł w wieku 56 lat, gdy ja- jedynak- byłem na ll roku studiow. Przez ok. pół roku chorował na raka płuc. Choroba, ból, niepewność, odczucie, że lekarze i rodzina nie są całkiem szczerzy, potem widmo śmierci, troska o rodzinę, nie zakończone sprawy muszą wywoływać straszne obciążenia psychiczne i mnóstwo myśli, którymi nie ma się z kim podzielić. Mam świadomość, że nie potrafiłem z tatą szczerze, otwarcie rozmawiać na nieprzyjemne ale ważne tematy i unikałem takich rozmów zasłaniając się np sloganem ” – Nie mów tak, przecież wyzdrowiejesz”. To błąd, którego nie da się już naprawić. Pacjenci z sali opowiedzieli mi, że tata tuż przed śmiercią w szpitalu w Częstochowie zacząl wybierać się do Krakowa, gdzie studiowałem, by porozmawiać…
    Mam wielki podziw i szacunek dla wszystkich, którzy potrafią wspierać na duchu ciężko chorych i ich rodziny. Wymaga to na pewno dużego taktu, empatii, doświadczenia, wiedzy ipewnego rodzaju talentu. Warto ich wspierać.

  13. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Mimo, że minęło 19 lat, nie umiem tego czytać bez łez. Bo także moje wspomnienie o Niej, naszej Niunineczce. Tak wcześnie owdowiała, tak szybko wyszłyśmy za mąż (miałyśmy zaledwie 19 lat), tak wcześnie została sama, bo wyprowadziłyśmy się z rodzinnego domu. Dziś, gdy sama jestem matką dorosłych, samodzielnych synów, wiem, jak dłuższe milczenie, brak zainteresowania, boli. Sprawia przykrość. Żałuję każdej chwili, którą zmarnowałam na niepotrzebne rzeczy, a było ich niemało, zamiast być przy Niej. Zwłaszcza, gdy była już bardzo chora i potrzebowała nawet nie rozmowy, tylko obecności. I zapewnienia, jak bardzo Ją kocham.

  14. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Gdy współpeacownicy Taty pod koniec lat 80’tych kombinowali na dostawach węgla do ZEC’u,on liczył każdy wagon i każdą wywrotke.Mama nauczyła mnie się wstydzić…pamiętam gdy byłem bardzo mały i nie sięgałem do sedesu wpadłem do kuchni ze spuszczoną garderobą i hasłem „Mamo ja chce siku!”.Mama wytłumaczyła co znaczy wstyd.Nie pamiętam jakich słów użyła.Od tego czasu znałem i czułem wstyd,potrafiłem się zachować.Obecnie Mama mieszka we Wrocławiu.Pomimo tego że ma biodro do wymiany i termin operacji za 1,5 roku sama opiekuje się wujkiem z zaawansowanym rakiem i ciocią chodzącą przy balkoniku.Dawno się nie widzieliśmy z Mamą bo ciocia się wstydzi swojej sytuacji i nie chce wizyt.Mama jest dla mnie wzorem moralności,dobra i człowieczeństwa.Niewyobrażalnie boję się tej chwili gdy jej zabraknie.To tyle.Tak poprostu,zwyczajnie.

  15. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Nie byłam pewna, czy moje osobiste wspomnienie o zmarłej 19 lat temu Mamie zostanie dobrze przyjęte przez czytelników http://www.TwitterTwins.pl Okazało się, że nie tylko tekst był czytany, ale jeszcze dodatkowo okazał się inspiracją do wspomnień i refleksji o rodzicach, ich odchodzeniu, o miłości do nich. Ze wzruszeniem czytałam te komentarze. Dziękuję za każdy wpis, przywołam je wszystkie raz jeszcze w Dniu Matki. Może zainspirują innych do refleksji o żyjących mamach, o wdzięczności dla nich. O miłości. Na koniec chciałam zaapelować do wszystkich, którzy mają jeszcze ten skarb, jakim są żyjące mamy: nie istnieją sprawy tak ważne, żeby usprawiedliwiały zaniedbywanie matki. Mówcie swoim mamom jak najczęściej, że je kochacie. I tak, gdy ich zabraknie, będzie się wydawało, że za mało i za rzadko słyszały to od nas.

  16. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Przypomniał mi się jeszcze ten wiersz i jako uzupełnienie cytuję:

    Ach, opuszczeni są jak zakochani
    Tak samo tęsknią.
    Ta tylko różnica
    że zakochanym pisane spotkanie
    A umarli nie wrócą do nas. Wyszli z życia…

    Ach, opuszczeni są jak zakochani
    bo wierzą w to Święto – Spotkanie
    Kiedy to, co zabrane będzie im oddane
    by żyło jeszcze bliżej. Wiecznie miłowane.

    Ernest Bryll

  17. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Zainspirowała mnie Pani Barbara i dlatego dodam słowa piosenki, którą nasza Mama tak bardzo lubiła słuchać:

    Gdziekolwiek zagnają mnie życia burze
    Wrócę na pewno, by przynieść ci róże
    By powróciło dziecinnych lat szczęście
    W twoim spojrzeniu i rąk dotknięciu

    To proste szczęście, zwykle codzienne
    Tym droższe, mamo, że tak odlegle
    Gdy kwiaty stawiałaś w otwartym oknie
    Słońce twe włosy złociło ogniem

    Dziękuję, mamo,
    Za wszystkie chwile
    Dziękuję, mamo,
    Jak umiem najczulej
    Dziękuję, mamo,
    Za troskę w oczach
    I uśmiech, co kryje
    Twój ból i rozpacz
    Ale najbardziej
    Dziękuję za to
    Że jesteś, mamo,
    Że jesteś, mamo,
    Bo tym, że jesteś
    Zawsze pomagasz
    Prostować plecy
    Gdy życie smaga

    Dziękuję, mamo…

  18. anna-drozdowska@wp.pl' Anna Makuch pisze:

    Piękny tekst. Za rok przeżywam tę samą smutną rocznicę. Mają Panie oczy Mamy. Pozdrawiam serdecznie.

Pozostaw odpowiedź Małgorzata Wanke-Jakubowska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *