Alpy z bliska

20160716_173954   20160716_212018

Ostrzegano mnie przed planowaną wyprawą razem z synem i wnukami (cała trójka uprawia wyczynowo wspinaczkę skałkową) w Alpy francuskie, że mogę nie wytrzymać kondycyjnie, doznać jakiejś kontuzji lub poważnego urazu. Ja bardziej obawiałam się brawury 10-letniego Jasia, który może nie docenić niebezpieczeństwa. Tymczasem wszystko potoczyło się zupełnie inaczej.

Któżby się spodziewał, że ów 10-latek dzień przed wyjazdem złamie nogę w kostce podczas gry w piłkę nożną. W dniu wyjazdu na ostrym dyżurze chirurgicznym założono mu gips do samego kolana. I w tym momencie przyszły mi na myśl słowa niezapomnianej Małgosi Longchamps (wspominałam o niej w tekście https://twittertwins.pl/swieci-sa-wsrod-nas-malgosia/), która mawiała, że nie sztuka być pogodnym, uśmiechniętym z rozpromienionym spojrzeniem, gdy wszystko układa po naszej myśli, dokładnie tak jak zaplanowaliśmy. Sztuką jest, gdy plany biorą w łeb i pojawiają się niekorzystne, niesprzyjające i zupełnie nieprzewidziane okoliczności. Te słowa były w sam raz do tej sytuacji. A i wcześniejsze obawy o brawurowe zachowanie Jasia w górach okazały się całkiem nieaktualne. Trzeba było przystosować się do nowych warunków. Ponoć Pana Boga najbardziej rozbawia, gdy człowiek szczegółowo planuje przyszłość i zamartwia się drobiazgami.

20160717_121443

Widok z hotelowego okna

Turyści w Alpach dzielą się zasadniczo na trzy kategorie. Pierwsza to wyczynowcy, którzy wyruszają w góry z linami, karabinkami, rakami, słowem z całym oprzyrządowaniem potrzebnym do wspinaczki. Nocują w namiotach, myją się śniegiem. Druga to ci, którzy chodzą utartymi szlakami, tylko czasami podjeżdżają gdzieś kolejką, ale do większości szczytów docierają na własnych nogach. Trzecia grupa to turyści kolejkowi, wjeżdżają kolejkami na szczyty, robią sobie na górze zdjęcia, kupują pamiątki, coś zjedzą i zjeżdżają na dół. Tych jest zdecydowanie najwięcej, więc i do kolejek kolejki ustawiają się długie.

My za sprawą Jasia ze złamaną nogą musieliśmy spaść z kategorii drugiej do trzeciej. No prawie do trzeciej, bo trochę chodziliśmy (Jaś na plecach taty).

20160719_120758

Potwierdzam to, co pisała moja siostra, że ludzie gór są inni, bardziej uprzejmi, życzliwi, pomocni.

Także i tu, dokąd trafiliśmy, czyli do jednego z najsłynniejszych ośrodków w Alpach francuskich Chamonix Mont Blanc, gdzie można spotkać ludzi różnych narodowości i ras. Słychać rozmowy w wielu językach (z rzadka po polsku), na każdym kroku można spotkać rodziny muzułmańskie (kobiety w charakterystycznych burkach, a nawet w nikabu).

20160720_134400

Niepełnosprawność Jasia skracała nam stanie w kolejce, przepuszczano, robiono mu miejsce, uśmiechano się z życzliwością. Dzięki temu cieszyliśmy wzrok widokiem zapierającym dech w piersiach. Naprawdę żadne zdjęcie, żaden film nie odda tego, co widzi się na alpejskich szczytach. Patrząc przed siebie momentami miałam wrażenie, że to niemożliwe, iż jestem tak blisko, że to to tylko fototapeta.

W pierwszym dniu udaliśmy się kolejką na szczyt Le Brévent na wysokości 2525 m. Połacie śniegu umożliwiały lepienie bałwana i rzucanie się śnieżkami przy temperaturze powietrza umożliwiającej letnie ubiory.

DSCN8002    DSCN7997

Przez lunetę, którą mieliśmy ze sobą mogliśmy obserwować wspinających się na Mont Blanc turystów. Bajeczny widok. Na dole panorama Chamonix, a w górze nad szczytami śmiałkowie na barwnych paralotniach balansujący wysoko między skałami i obłokami.

20160717_130519

Kolejny dzień to wyprawa na Aiguille du Midi, najwyższy szczyt w Alpach francuskich, na który można dojechać kolejką, dlatego chętnych, aby stanąć na wysokości 3842 m nie brakuje. Na szczęście był Jaś i ominęło nas długie oczekiwanie. Na szczycie odczuwało już się chłód, choć słońce przypiekało. Atrakcją, z której nie skorzystaliśmy (nie nadaje się ona dla osób z lękiem wysokości) jest szklana kabina umieszczona nad przepaścią. Wchodząc tam można mieć wrażenie, że się zawisło w powietrzu nad górami. Otaczała nas panorama gór, surowych, pokrytych śniegiem, dostojnych i niedostępnych.

DSCN8029

Tego samego dnia po południu odwiedziliśmy Mer de Glace. Kolejką dotarliśmy do lodowca, a potem 400 metalowych schodów w dół i jaskinia lodowa – podświetlone na kolorowo korytarze, wewnątrz wyrzeźbione w lodzie figury. Zjawiskowe.

20160718_160812   20160718_161312

Turystycznie najatrakcyjniejszy był jednak trzeci dzień, wybraliśmy się bowiem na De L’Index kolejką, a stamtąd już pieszo wśród skał i śniegu do schroniska położonego nad jeziorem Lac Blanc na wysokości 2352 m. Jaś mimo gipsu wspinał się po skałach niczym górska kozica, ja zaś omijałam je idąc śnieżnymi trasami po pochyłym zboczu.

20160719_142706    20160719_120328

Jeden nieuważny ruch i można było poturlać się w dół. Ale za to jezioro (częściowo zamarznięte) i odbijający się w nim szczyt Mont Blanc był wystarczającą nagrodą za poniesiony trud.

   20160719_145133   20160719_145011

   IMG_0520      IMG_20160719_141704 

Wracaliśmy inną trasą, łatwiejszą, wprost do przesiadkowej stacji kolejki, gdzie moją uwagę zwrócił wysoki krzyż ustawiony przy ławkach dla turystów. W laickim kraju, jakim jest Francja, taki obraz cieszy. Kamiennych krzyży przy drodze też widzieliśmy sporo, a na pobliskim naszego hotelu terenie, gdzie lądowali paralotniarze, zauważyłam kapliczkę.

20160719_172119      20160717_154815

Czwartego i ostatniego dnia wybraliśmy się na Glacier d’Argentiére. Niezapomniane, bajeczne widoki. Nie doszliśmy do schroniska, tylko podeszliśmy nieco, aby spojrzeć z góry na masy lodowca. Spotykani, choć rzadko, Polacy, a nawet Słowacy, których język tak dla nas zrozumiały, przyjmowaliśmy z radością.

20160719_164923

I na koniec refleksja. Dokładnie w tym czasie, kiedy byliśmy we Francji, doszło do tragicznych wydarzeń – był zamach w Nicei, w którym życie straciło prawie 100 osób, a kilkaset zostało rannych, napad na kościół w Saint-Etienne-du-Rouvray w Normandii, gdzie zamordowano ks. Jacquesa Hamela… Wstrząsające, przerażające. Śledziliśmy te wydarzenia z przejęciem i głębokim współczuciem dla tych, których dotknęły. Ale – jak zauważyliśmy – na szczęście życie w tym kraju toczy się mimo to normalnie. Mój syn zwrócił mi uwagę, że prawdopodobieństwo, iż w miejscu publicznym – na deptaku w kurorcie, w kawiarni czy w kościele, dojdzie do zamachu, jest znacznie mniejsze niż śmiertelnego wypadku np. na autostradzie z Wrocławia do Katowic. Czy z tego powodu, że zdarzają się śmiertelne wypadki, ludzie nie jeżdżą autostradami? Skądże!

20160718_130427

W kolejce na alpejski szczyt nie ma kontroli pirotechnicznych. Łatwo byłoby wnieść w plecaku ładunek wybuchowy… Ale nikt z tego powodu nie unika kolejek na górskie szczyty. Wprost przeciwnie, amatorów nadmiar, w kolejkach do kolejki tłoczno. Strach ludzi nie paraliżuje. I całe szczęście! Nas też nie paraliżował, a tydzień spędzony w Chamonix, w tym czterodniowy pobyt na szczytach gór, należy do niezapomnianych.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

8 komentarzy

  1. mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

    Ładna wycieczka. Ale nie dla resetu od ludzi. Przeciwnie: dla resetu z ludźmi!

    A co do Nicei… Wielokrotnie więcej osób w tym samym czasie zginęło śmiercią tragiczną w Pakistanie, Iraku czy Syrii, ale nas, europejskich urlopowiczów, znacznie mniej to obchodzi.

  2. jerzpolski@wp.pl' Jurek S. pisze:

    Góry są piękne. Również moje Beskidy, w których ostatnio bywam rzadziej.
    Najwięcej wrażeń dostarczyło mi przejście z Dusznik na Szczeliniec z kuracjuszem z sanatorium.
    Kiedyś na tej pięknej trasie znaleziono ciała 2 zamordowanych osób.
    Sprawa zabójstwa nie została wyjaśniona.

  3. mariarozycka@wp.pl' Maria pisze:

    Ciekawa opowieść – relacja z wyprawy w piękne Alpy! Dziękuję Autorce za tę możliwość choć krótkiej wirtualnej wycieczki po tych wspaniałych górach. Nie licząc autokarowych przejazdów (Polska – Włochy), w Alpach dane mi było być tylko raz, przez kilka dni. Razem z Rodzicami i młodszą siostrą wyruszyliśmy na samochodową wyprawę do Francji, zahaczając po drodze o Grindelwald w Szwajcarskich Alpach. Przepiękne małe miasteczko u podnóża Eigeru. Dodam, że były to lata 90., więc zachwycało mnie wszystko – od wszechobecnych surfinii w każdym okienku począwszy. Wyprawa na lodowiec i do lodowej jaskini (podobnej jak opisywana w tekście, ale nie różnokolorowej, tylko naturalnie lazurowo-błękitnej) – coś niezapomnianego! A burza w nocy spędzanej w namiocie na campingu, której odgłosy odbijały się dudniącym echem od pionowych skalnych ścian – to wrażenie nie do opisania…
    To prawda, że nie raz trzeba weryfikować skrzętnie ułożone plany – ale sztuką jest nie zniechęcić się przeciwnościami i wykorzystać to, co na daną chwilę możliwe. Najlepiej obrazuje to widok dziesięciolatka z nogą w gipsie wspinającego się na skałkę. Chcieć to móc!
    A co do zamachów… Terrorystom (a także np okupantom i innym dyktatorom…) nie chodzi tylko o zabijanie… Ale również (a może nawet przede wszystkim?) o zastraszenie – i w ten sposób zniewolenie danej osoby/grupy/społeczeństwa/narodu… Ten kto się boi, jest niewolnikiem…. I nie chodzi tu o obojętność na tragedię, na śmierć niewinnych ludzi. Chodzi o to, żeby nie dać się wpędzić w pułapkę strachu, która paraliżuje, ogranicza i uniemożliwia normalne życie… Lepiej być wolnym!

  4. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Jak zwykle pragnę serdecznie podziękować za kolejny piękny tekst, a że pochodzę z gór z tym większą przyjemnością oddaję się urokowi wspaniałych zdjęć, to tak jakbym tę wędrówkę dzieliła wspólnie z Państwem. Droga tam, jak widać, to nie droga komfortu, bezpieczeństwa i wygody, ale warto było. Fatalnie się stało, że Jaś uległ kontuzji, co nie przeszkadzało, że stał się moim wspaniałym bohaterem wspinaczki w gipsie, jak widać na zał. zdjęciu. Gorzej zaś miał syn, który zmuszony był pokonywać trasę dźwigając Jasia na plecach. Jak widać Alpy wynagrodziły niedogodności swym pięknem i to jest ważne. Co do szklanej kabiny, to wcale się nie dziwię, że niektórzy mają opory, by wejść do niej. Miałam podobne odczucia, choć skala nieporównywalna, kiedy u nas w Poznaniu wybrałam się do Bramy Poznań -ICHOT, Interaktywne Centrum Historii Ostrowa Tumskiego, gdzie z budynku do budynku trzeba również pokonać szklany pomost łączący oba. To niesamowite uczucie idąc po szklanej podłodze z wys. drugiego piętra. Nie ukrywam, że na zwiedzających robi to także ogromne wrażenie. Co zaś tyczy się Alp. Nie znam niestety tych po stronie Francji, bywałam za to po stronie włoskiej i szwajcarskiej w pięknym miasteczku Lugano w kantonie Ticino graniczącym z Włochami ze szczytem Monte Bre 925 m n.p.m i pięknym jez. Lugano. W skałach dookoła były prywatne domy letniskowe do których wprost do garażu wjeżdżało się motorówką z jeziora. Cudowne widoki i ten ciepły śródziemnomorski klimat.Następne miasteczko, to urocze Como z jeziorem Como, które jest trzecim co do wielkości po jez.Garda i Maggiore jeziorem Włoch. Wokół jeziora temperatura nie spada nigdy poniżej 15 stopni. Poznałam także miasteczko Varese na przedgórzu Alp, gdzie mieszkałam 2 razy do roku przez 3 miesiące z pięknym jeziorem Varese. Nieopodal znajduje się jedno z największych w Europie Muzeum lalek. Przepiękne ze swoim specyficznym zapachem wewnątrz, który był wynikiem utrzymywania odpowiedniej wilgotności i temperatury, by stroje lalek nie ulegały niszczeniu. To wspaniały dar od losu, że miałam możliwość wyjazdu tam co roku przez długie 15 lat.

  5. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Dziękuję pięknie za ten tekst, tym bardziej, że nigdy nie byłem w Alpach. Bardzo ciekawie opisana wycieczka po bajkowych miejscach. Czytając ralację uzupełnioną pięknymi fotkami, łatwo wyobrazić sobie jak tam jest pięknie. Cieszy teź fakt, że pomimo wielu turystów na szlakach, na każdym kroku spotykała Państwa uprzejmość i zrozumienie, co jest chyba cechą ludzi lubiących góry. Zagrożenie wypadku tak jak przy wspinaczce, istnieje też w innych dyscyplinach sportu i nie możemy nim się kierować, bo wtedy nigdy nic ciekawego byśmy nie przeżyli.

  6. elzbieta314@gmail.com' Elzbieta Zborowska pisze:

    Dziękuje za piękna historię okraszonæ niezwykle widowiskowymi zdjęciami. Jak juz napisałam w tweecie nie potrafię wspinać się po górach i należę do ostatniej kategorii turystów ustawiającej sie w kolejce do wyciągów. W młodości trochę podchodziłam po naszych polskich wzniesieniach,nawet udało mi się wejść krótszą trasą na Śnieżkę, ale na góry bardziej lubię patrzec niż po nich chodzic. Kilka lat temu udało mi sie pojechać w przepiėkny region Francji- Sabaudie/Savoie/ Jest to przedmurze Alp, gdyż o parędziesiąt kilometrów od Chambery leży Grenoble, Albertville czy Stolica Alp- Chamonix. Urzekły mni tam krajobrazy. Chambery to prawie jak Zakopane. Z każdej strony miasta pojawiał sie widok szczytu podobnego do Giewontu. Do okolicznych wiosek jeździło sie prze 3 kilometrowy tunel. Piękne górskie jeziora/ ciepła woda!/ -Lac d’Aiguebelette, Lac de Burget z benedyktyńskim sredniowieczym opactwem także otoczone były szczytami.Duże wrażenia sprawiły piękne groty w Masywie Chartreuse. Do tej pory wracam pamięcią do tych widoków przeglædając po raz kolejne fotografie. Miałam tez okazję nacieszyć sie widokiem / niestety tylko widokiem/ prawdziwych alpejskich szczątków,kiedy z Francji wracaliśmy do Polski przez Włochy / Turyn, Mediolan/ a potem przez Tyrol po stronie włoskiej i austriackiej. Ostatni nocleg przypadł nam w uroczym miescie Landshut, który widokiem przypominal nasze dolnośląskie miasta.Widac było ciągłość architektoniczną miast z Dolnego Śląska i bawarskiego Landshut.
    Taka ciekawa wyprawa była możliwa dlatego ,ze chór mėza Cantilena miał zaplanowany cykl występów w okolicy Chambery, a małżonki mogły chórzystom towarzyszyć w podróży.

  7. dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Z górami mam jedno wspomnienie i nie jest miłe.?Jakies gory piekna przeszklona do bólu kolejka.Juz przestapiwszy prog wagonika czułam ze cos jest nie tak.?Gdy ruszylismy ogarnal mnie paniczny strach.Brak tlenu blada twarz i trzesace sie nogi.Obok mnie stala Chinka rownie jak ja przerażona.Pasazeroawie zauwazyli nasze przerazenie i polecono nam polozenie sie na podlodze.Całą droge spedzilysmy w takiej pozycji .Ja ze strachu zamilklam natomiast Chinka piszczala niebotycznie.Cala droge sciskala mnie za rękę.Siniaki mialam kilka dni.Gdy wysiadlysmy podtrzymywane przez dobrych ludzi dostalysmy brawa za naszą „odwage”Zostalysmy doprowadzone do kawiarni i napojone mocnym trunkiem.Wszyscy byli dla nas mili i nikt nawet sie nie śmiał co musialo byc dość trudne zważywszy na sytuację.Potwierdzam ze ludzie gór sa wyjątkowi?Gory sa piekne ale dla mnie tylko z tarasu.Pozdrawiam qszystkich milosnikow gór i trochę zazdroszcze widokow ze szczytów.Podobno z wiekiem lek wysokosci znika.Oby….

  8. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Piękne te zdjęcia, urzekające widoki. Choć byłam w Chamonix, ale w tym dniu góry zasłoniła gruba warstwa chmur. Przez Alpy przejeżdżałam parę razy, ale góry oglądałam tylko z samochodu lub autobusu, albo podczas lotu samolotem, gdy miałam to szczęście, że niebo było pogodne. Jeden widok utkwił mi w pamięci, gdy lecąc samolotem nad grubą warstwą chmur, która z góry wyglądała jak śnieżna równina, w jednym miejscu dostrzegłam na tej płaskiej powierzchni górski szczyt – taka mała górka. To był szczyt Mont Blanc piętrzący się ponad warstwą chmur. Widok niezapomniany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.