Taizé i uchodźcy

20160702_082005

Taizé na przełomie czerwca i lipca pachnie lipami. To jeszcze nie jest szczyt frekwencyjny, gości wspólnoty jest w tym czasie  od dwóch do trzech tysięcy, ale to wystarczająco dużo, żeby poczuć atmosferę tego miejsca tętniącego życiem, promieniejącego radością i spokojem. Tegorocznym doświadczeniem było spotkanie uchodźców i obecność antyterrorystów.

20160629_080821

Lipy rosną tu w otoczeniu kościoła i wzdłuż drogi prowadzącej od zabudowań wspólnoty przy dzwonach, aż do Ameugny, wioski sąsiadującej z Taizé. Jedne odmiany zakwitają jeszcze w czerwcu, inne trochę później i kwitną do połowy lipca. Obsypane kwiatami drzewa pachną cudownie, ten subtelny zapach jest wyraźnie wyczuwalny nawet w kościele, gdy modlitwa odbywa się przy otwartych drzwiach. Komponuje się to doskonale z łagodną melodią i śpiewami. Wdychając cudowny lipowy zapach, ukołysana wręcz muzyką, czułam szczególny rodzaj ukojenia. Nigdy wcześniej nie wyobrażałam sobie, że tak polubię te chwile spędzane w kościele na modlitwie. W tym roku zarówno w tygodniu zahaczającym o czerwiec, jak i tym następnym, przebywała spora grupa Polaków. Dlatego też rozbrzmiewał tu często język polski nie tylko w zasłyszanych rozmowach, ale też w kościele w modlitwach i śpiewach. Nieodmiennie wzruszam się, gdy słyszę pieśń „Bóg jest miłością” czy „Wysławiajmy Pana”, a także fragmenty Pisma Świętego po polsku. W tej różnorodności nie tylko nacji, ale i kolorów skóry zawsze jest miło, gdy zabrzmi polska mowa.

20160708_212507

Ale zupełnie czymś innym jest, gdy podczas komunii świętej, która towarzyszy porannej modlitwie, brat Paolo, Anglik, mówi tylko do mnie: „krew Chrystusa”, a do wszystkich innych „blood of Christ”. To takie małe gesty, które sprawiają, że ciepło robi się na sercu. Takie typowo taizowskie.

Przyjeżdżam do Taizé co roku właśnie w tym czasie, a tegoroczny pobyt był już trzynasty z rzędu. Po raz trzeci natomiast zamieszkałam w Ameugny w domu należącym do braci. Bardzo lubię ten dom położony w pewnej odległości od centrum Wspólnoty z bajecznie pięknym widokiem na otaczający krajobraz, dom otoczony innymi, podobnymi, z pięknie ukwieconymi ogrodami. W bezpośrednim sąsiedztwie mieszkają siostry św. Andrzeja, a ich dom otacza ogród jak z bajki. Lubię te charakterystyczne budynki, utrzymane w stylu tego regionu, z ogrodzeniami z płaskich kamieni, ułożonych w murki obrośnięte bluszczem i kwiatami. Tu nawet z kamienia wyrastają kwiaty. I ten widok z okna na pagórkowaty teren pól i łąk, ta soczysta zieleń z kępami drzew w oddali i niską zabudową wkomponowaną w krajobraz. Drogą przez pola i łąki, mijając ukwiecone domy, idziemy do kościoła. Z różnych stron ściągają młodzi ludzie. Tu trzy razy dziennie wszystkie drogi prowadzą do kościoła.

20160629_092631

W drodze na modlitwę mijam Olindę, miejsce, gdzie mieszkają rodziny z dziećmi, które przyjeżdżają tu na tygodniowy pobyt rekolekcyjny. W ich sąsiedztwie ulokowane zostały dwie rodziny uchodźców z Syrii i Iraku, jedna chrześcijańska, druga muzułmańska. Ich dzieci razem się bawią. Nauczyły się już mówić po francusku i często wybiegały na drogę mówiąc nam bonjour. Śliczne, smagłe, z ogromnymi, ciemnymi oczami. Nauczyły się tu nie tylko języka, ale i otwartości. Często przychodziły też do miejsca, gdzie zamieszkały dzieci ukraińskie, które drugi rok z rzędu przyjechały do Taizé na wakacje. Już oswojone z miejscem, bardziej pewne siebie i bardziej radosne. Były honorowymi gośćmi na wspólnym niedzielnym obiedzie u braci i zachowywały się tam jak na dyplomatycznym przyjęciu. Niektóre przez ostatni rok nauczyły się nieźle mówić po angielsku, a najstarsza Masza uczęszczała w tym czasie na lekcje polskiego i mówiła pięknie po polsku. Ukraińskie dzieci zajmowały najważniejsze miejsca przy stole, nawet ważniejsze niż arcybiskup Dijon, który w tym dniu gościł w Taizé i był na wspólnym obiedzie u braci.

20160703_141333

Miałam też okazję poznać uchodźców, których bracia przyjęli w listopadzie ubiegłego roku. To jedenastu młodych ludzi, wszyscy są muzułmanami, jedni z Sudanu, inni z Afganistanu. Przepłynęli na pontonach przez Morze Śródziemne. Gdy bracia zgłosili gotowość przyjęcia uchodźców, władze skierowały tę jedenastkę do Taizé. Nie mówili wówczas słowa po francusku. Po modlitwie wieczornej poznałam najpierw trzech z nich, których przedstawił mi mój syn Wojtek, brat we Wspólnocie. Okazuje się, że ci młodzi ludzie mówią już nieźle po francusku, nawet rozumieją żarty. To owoc pracy okolicznych mieszkańców, którzy nie tylko zapraszali ich do swoich domów, ale i zaangażowali się w nauczanie ich języka francuskiego.

Trzej czarnoskórzy chłopcy po chwili rozmowy zaprosili nas do domu, w którym mieszka cała jedenastka. Okazało się, że przygotowują się do wspólnej kolacji. Jeszcze trwał u nich Ramadan, więc pierwszy posiłek jedli o czwartej rano, a następny dopiero o 21.45. Było wpół do dziesiątej. W pokoju, do którego weszliśmy, stał duży stół przygotowany do posiłku, o czym świadczyły rozstawione talerze z serwetkami, obok szklaneczki na napoje. Jak się dowiedziałam, sami sobie gotują. Wnosili właśnie talerze z przygotowanymi potrawami, przykryte folią aluminiową, oraz dzbanki z napojami. Był to sok, a ściślej mus owocowy, dobrze schłodzony. Chcieli nas poczęstować kolacją, ale poprzestaliśmy na napoju. Zanim zasiedli do stołu, wyszli do sąsiedniego pokoju na wspólną modlitwę. Byli serdeczni i wdzięczni, że nie pogardziliśmy ich zaproszeniem.

Czują się tu szczęśliwi, uważają, że los się do nich uśmiechnął. Część z nich znalazła pracę sezonową w pobliskiej firmie produkującej owoce i lody. Inni odbywają staże, pracują we Wspólnocie i szukają pracy zarobkowej. Słyszałam od brata, który ich codziennie odwiedza, że, jak stale powtarzają, po raz pierwszy w życiu poczuli się jak ludzie, do tej pory byli traktowani jak zwierzęta.

Później jeszcze dwa razy ich spotkałam. Raz w miejscu wydawania posiłków. Było to już po zakończeniu Ramadanu, więc byli bardziej rozmowni i równie serdeczni, jak poprzednio. Okazuje się, że nie tylko poszczą nie jedząc, ale też nie rozmawiają ze sobą, porozumiewają się tylko w sprawach koniecznych do zakomunikowania. Drugi raz widziałam ich, gdy przyszli do zaimprowizowanej strefy kibica podczas meczu półfinałowego Francja – Niemcy. Jak oni cię cieszyli ze zwycięstwa Francji! Nawet bardziej niż Francuzi i Polacy. Niektórzy bracia uważali, że za to żarliwe kibicowanie powinni dostać francuskie paszporty.

20160709_081910

Koło naszego domu w Amenugny trwał remont, dostawiano tam przybudówkę, w której mają zamieszkać kolejni uchodźcy. Może jakaś rodzina? Ale co ciekawe, bracia, udzielając gościny, oczekują przestrzegania obowiązujących u siebie zasad, a przybysze są tak wdzięczni i szczęśliwi, że znaleźli się w takim miejscu jak Taizé, iż nie sprawia im to trudności. Nawet, jak słyszałam, kilka razy przyszli do kościoła na modlitwę…

Tegoroczne doświadczenie to także obecność antyterrorystów osłaniających wchodzących do kościoła i wychodzących z modlitwy, i wolontariusze sprawdzający zawartość wnoszonych torebek i plecaków. Nie pozwalało to zapominać o zagrożeniach, nawet w takim miejscu, gdzie spełniają się marzenia o idealnym świecie. Ale miłym zaskoczeniem był stosunek młodych do patrolujących żołnierzy, którzy częstowani byli słodyczami, a nawet obdarowywani kwiatami. W ten sposób młodzi wyrażali im wdzięczność za trudną i odpowiedzialną służbę. Kiedyś po wieczornej modlitwie, gdy dostali kwiaty, każdy z nich patrolował teren z białą różą przypiętą do karabinu.

róża

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

18 komentarzy

  1. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Poezja.Bardzo się cieszę że Pani to ma.Czyję tęsknotę za tą ufnością kiedyś u Werbistów.Za pielgrzymką do Częstochowy,za dniami młodzieży gdy byłem młody za JP2 gdy doszedłem ale nie było się gdzie zatrzymać i na pace ciężarówki do domu wróciłem z wojskiem które nam bagaże woziło.Dziś w metrze jak to mówią źli „ciapate” rozśpiewane dzieciaki widziałem i to było piękne przeżycie na miarę tego co nie było mi dane.Jechali do Krakowa.

  2. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    W tym roku byłam w Taizě po raz drugi po 8 latach. I od razu zanurzyłam się w niezwykłości tego miejsca, gdzie namacalnie realizuje się ewengeliczna miłość bliźniego. Miko wielości języków i ras wszyscy zdają się sobie braćmi. Miałam okazję gościć u uchodźców, których przygarnęli bracia. Uprzejmi, poczęstowali kawą, proponowali coś do zjedzenia. Świetnie mówią po francusku, pracują w pobliżu. Szkoda, że dane mi było być tak krótko. Warto wracać.

  3. ewama7@wp.pl' Ewa Mastalska pisze:

    Gdy widzę pielgrzymów na ŚDM to przypominają mi się wyjazdy na Taize w liceum: Praga, Budapeszt, Wiedeń, wioska Taize we Francji i potem jeszcze Mediolan na studiach. Niesamowite duchowe przeżycia.

  4. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Te dziś radosne,wierzące dzieciaki sprawiły że coś zadrgało.To było takie piękne.Przepraszam za wspomnienia.

  5. mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

    Sielankowy opis pozytywnej integracji 11 młodych imigrantów. Problem polega na skali. To, co można zrobić dla kilku osób, jest nierealizowalne dla kilku milionów.

    Przykład z innej dziedziny: tylko nieliczni korzystają z luksusu chodzenia do prywatnych szkół i zajęć w kilkuosobowych klasach, gdzie nauczyciel może poświecić każdemu uczniowi odpowiednio dużo uwagi. Reszta jest edukowana gromadnie.

    • jerzpolski@wp.pl' Jurek S. pisze:

      Nasze dobre poczynania rozpoczynamy od rzeczy małych. Kiedy Jezus został zapytany przez słuchacza, co ma robić, by osiągnąć życie wieczne, na końcu rozmowy powiedział – dobrze czynisz, ale jeśli chcesz być doskonały …
      Innym razem Jezus zaleca – bądźcie doskonali jak wasz Ojciec niebieski…
      Oczywiście – łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Nie sądzę, że będziemy doskonali, ale warto do tego dążyć.

  6. Piękny opis, przedsmak raju. Chce mi się do Taizé! Nie miałem okazji tam być, gościłem tylko kilku uczestników.

  7. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Chapeau bas dla autorki tekstu, która przedstawiła to miejsce w tak piękny i bardzo osobisty sposób. Tolerancja dla drugiego, to takie ważne w tym dzisiejszym, niespokojnym świecie. Tutaj, w tym miejscu spotykają się ludzie ze światem często nie pasującym do ich wyobrażeń schematycznych. Jak już kiedyś pisałam, to prawdziwe doświadczenie powszechności Kościoła i odpowiedzialności za niego. Zasmucił mnie jednak fakt, że nawet to miejsce – oaza ciszy i modlitwy nie może zapomnieć o zagrożeniach tego świata / obecność antyterrorystów/. Tam można uwierzyć, że świat może być inny. To przecież nie miejsce dla wybranych, to miejsce dla każdego z nas. Życzę każdemu z nas, by odnalazł swoją oazę ciszy!

  8. mariarozycka@wp.pl' Maria pisze:

    Choć uczestniczyłam w spotkaniach młodych (we Wrocławiu, ale nie tylko), to w samym Taizé byłam tam tylko raz, przez kilka godzin… Tym bardziej więc dziękuję za kolejną piękną relację – wirtualną wędrówkę po tym niezwykłym miejscu!
    Dobrze że w dzisiejszym świecie, pełnym niepokoju, zagrożenia, terroryzmu, konfliktów…, są takie oazy ciszy, pokoju i miłości bliźniego – nie tylko głoszonej, ale realizowanej w konkretach codziennego życia, jak choćby w przyjmowaniu uchodźców i dzieci z miejsc dotkniętych wojną…

  9. elzbieta314@gmail.com' Elzbieta Zborowska pisze:

    Dołączam sie do pochwał związanych z opisem tego rajskiego miejsca. Cisza ,spokoj, kontemplacja i miłość bliźniego……Mozna tu zapomnieć o całym złu zwykłego świata. Przepiękny tekst.

  10. rafal.kubara@interia.pl' Rafal Kubara pisze:

    Zastanawiam się na czym polega tajemnica takich miejsc i wspólnot jak Taizé, ruchy oazowe, piesze pielgrzymki. Co sprawia, że ludzie tam przybywający stają się dobrzy, radośni, życzliwi, wyrozumiali, skłonni do bezinteresownej pomocy, traktują się z szacunkiem. Napewno ważne są odpowiednie zasady regulujące życie w takich wspólnotach. Niewątpliwie istotne są intencje ludzi, którzy przyjeżdżają z zamiarem czynienia i doświadczenia dobra.Do tego dochodzi moc modlitwy.
    Warto zadać jednak odwrotne pytanie: dlaczego tak wielu z tych milionów ludzi, którzy doświadczyli takiego cudownego życia, wracając do świata szybko przestaje być „sola ziemi” i przesiąka jej zgnilizną, chciwością, drapieżnością? Gdzie jest obecnie pokolenie JPll?
    Wspaniale, że są takie cudowne przywracajace wiare w Boga i czlowieka miejsca jak Taizé i bardzo dobrze, że Pani o nim pisze. Trzeba pisać jak najczęściej

  11. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Dobrze, że istnieje jeszcze takie miejsce, gdzie można znaleźć siłę, by uwierzyć, że świat może być inny!

  12. alicja.praca@vp.pl' alicja pisze:

    8 lat temu była w Taize moja siostra. To było chyba jak Wojtek miał profesję
    .Wróciła zachwycona i do dziś wspomina to miejsce,jego wspaniałą organizację,funkcjonalną prostotę,życzliwość,tolerancję i kilkuletniego chłopca o imieniu Adaś.Całymi wieczorami opowiadała nam jak podawał wchodzącym na modlitwę i jak pomagał składać śpiewniki a zwłaszcza o tym ,że ten chłopiec przywrócił jej wiarę.
    Pojechała do Taize krótko po śmierci swojej przyjaciółki która zmarła na raka.Moja siostra była zaprzyjaźnioną z nią od dzieciństwa .Bardzo wierzyła,że jej szczera modlitwa pozwoli wyzdrowieć jej przyjaciółce.Kiedy jednak zmarła moja siostra stwierdziła,ze „Boga nie ma” bo gdyby był to wysłuchał by modlitwy i prośby tylu osób.Nie zabrał by niewidomej samotnej matce jedynej córki.Po namowach znajomych wyjechała na kilka dni do tego Taize .Kiedy wróciła to była zupełnie inną osobą.Twierdzi,że to ten Adaś ,który był tam ze swoją mamą pokazał jej ,że Bóg jest. .Pewnego popołudnia poszła by przed wyjazdem kupić jakieś pamiątki i w sklepiku spotkała tego chłopca.Zagadnęła go .Mówiła mi ,że kilka minut rozmowy z nim bardziej zapamiętała niż cały pobyt.Chłopic opowiedział o wypadku mamy i kilku operacjach nogi o babuni i dziadziusiu ,którzy modlą się na kolanach co wieczór o zmarłej młodej cioci co była chyba upośledzona ale jak bardzo była kochana przez cała rodzinę.Mówiła mi,ze często widywała i obserwowała tego chłopca i jego mamę ,która była często smutna i zapłakana.Mówiła ,że pięknie śpiewali.W dniu jej wyjazdu widziała tego Adasia który biegł bardzo szczęśliwy i wszystkim mówił ,że warto się modlić,że warto prosić ,że św.Antoni wysłuchał go,Nie wie co się wydarzyło ale twierdzi ,że widok tak szczęśliwego chłopca ,który mówi wszystkim,że warto się modlić i prosić wywołał u niej taką radość i spokój w sercu ,że nie jest w stanie tego wyrazić.Od tamtej pory nie ma już wątpliwości,że Bóg jest,że warto się modlić i prosić.
    Dziś moja siostra jest mężatką ma wspaniałego męża i 2 letniego synka o imieniu Adaś………

    • Maria Wanke-Jerie pisze:

      Pani Alicjo, wzruszyła mnie Pani do łez. Ta historia tak poruszająca, jest mi bliższa z uwagi na to, że znam tego chłopca i jego rodzinę. Adaś miał wówczas 10 lat i przyjechał na profesję swojego wujka. Tak, bo to dalsza, ale nasza rodzina. Wzruszyło mnie, że to, co Adaś opowiadał, Pani po ośmiu latach pamięta z szczegółami, choć zna to Pani przecież tylko z relacji swojej siostry. Widać słyszała to Pani nie raz. Niesamowite, jak żarliwość religijna i autentyczność dziesięciolatka może wpłynąć na odnowienie wiary u dorosłej osoby. To wzruszające i optymistyczne zarazem. Pozdrawiam Panią serdecznie i proszę pozdrowić siostrę.

  13. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Poezja. Bardzo się cieszę, że Pani to ma. Szkoda, że dane mi było być tak krótko. Niesamowite duchowe przeżycia. Sielankowy opis pozytywnej integracji 11 młodych imigrantów. Nasze dobre poczynania rozpoczynamy od rzeczy małych. Piękny opis, przedsmak raju. Chapeau bas dla autorki tekstu, która przedstawiła to miejsce w tak piękny i bardzo osobisty sposób. Dziękuję za kolejną piękną relację – wirtualną wędrówkę po tym niezwykłym miejscu! Można tu zapomnieć o całym złu zwykłego świata. Wspaniale, że są takie cudowne przywracające wiarę w Boga i człowieka miejsca jak Taizé. Dobrze, że istnieje jeszcze takie miejsce, gdzie można znaleźć siłę, by uwierzyć, że świat może być inny. To wybrane cytaty z komentarzy pod tym artykułem. Nie było jeszcze tylu pozytywnych recenzji pod żadnym tekstem, widać temat poruszył emocje.
    Gdy śledzę relacje z kolejnych wydarzeń Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, widzę analogię z tym, co przeżywa się w Taizé – to takie permanentne dni młodzieży w małej skali. Również milczenie, cisza. Podczas każdej modlitwy w Taizé jest 10 do 12 minut ciszy. Czytelne są także wypowiedzi Papieża Franciszka dotyczące otwarcia się na ludzi dotkniętych głodem i wojną. Bracia pokazują swoim działaniem, że uchodźców jest możliwe i przynosi pozytywne owoce zarówno tym, których dotyczy, jak i wszystkim zaangażowanym w dzieło pomocy. Braci jest zaledwie stu, utrzymują się z własnej pracy, Taizé to mała wioska, niewielka wspólnota niezamożnych ludzi, którzy potrafili się licznie zaangażować w pozytywną integrację przyjętych przez braci uchodźców – oprócz jedenastki młodych mężczyzn przyjętych w listopadzie są jeszcze dwie rodziny z Syrii i Iraku.
    A gdyby tak każda polska parafia, a nawet nie każda tylko każda zamożniejsza parafia, przyjęła jedną rodzinę uchodźców… Gdyby parafianie, podobnie jak mieszkańcy Taizé zaangażowali się w ich integrację. W Polsce jest ponad 10 tysięcy parafii rzymskokatolickich. To byłoby wielkie dzieło pomocy. Pisałam o tym ponad rok temu https://twittertwins.pl/taize-refleksje-po-powrocie/ O to apelował i apeluje Papież Franciszek, to samo mówił rok temu abp Stanisław Gądecki.

  14. czreczuch@gmail.com' czesław pisze:

    Chapau bas po raz drugi. Nie tylko za tekst o Taize ale za wszystkie teksty. Pisane są z matematyczną precyzją, wiarygodną informacją, oszczędnością słów i wywołują wręcz filmowe obrazy. Wiele z tych tekstów to istne lekcje z historii bardzo dobrze prowadzone. Niektóre stanowią swoistną instrukcję jak żyć , w których to instrukcjach na pierwszym miejscu zawsze stoi prawość, rzetelnośc i miłość. Dziękuję za możliwość ich śledzenia i czekam na dalsze.

  15. jerzpolski@wp.pl' Jurek pisze:

    Jest wiele miejsc na świecie,również w Polsce, w których można realizować humanitarne idee we wspólnocie.
    W Laskach pod Warszawą – ośrodek dla niewidomych, a w Bielsku-Białej Teatr Grodzki umożliwia integrację osób niepełnosprawnych. Przez kilka lat wspierałem grupę młodzieżową, która pomagała dzieciom hinduskim.
    Otwarcie się na potrzeby innych pomaga nam ich zrozumieć, a w ten sposób nasze życie staje się bogatsze; nabiera większego sensu.

  16. aleczka27@gmail.com' ala pisze:

    Wspaniałe miejsce. Byłam w Taizè w 2015 roku,roku aż 3 rocznic :75 lat wspólnoty,100 rocznica urodzin br.Rogera oraz 10 rocznica jego śmierci. W Taizè podoba mi się to,że na wszystko jest czas,niczego nie ma za dużo ani za mało. Jest czas na spotkanie z drugim człowiekiem,modlitwę,zabawę i radość.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.