Przywróćmy herbatę do łask

Celebrujemy picie kawy, w kawiarni wybieramy espresso, espresso lungo, cappucino, cafe latte, caffe latte macciato… Sposobów podania kawy jest dużo. A herbata różni się tylko rodzajem woreczków. Nawet w eleganckiej kawiarni podają filiżankę (czasem czajniczek) z gorącą wodą, a obok (lub zanurzoną w czajniczku) torebkę z herbatą. Zanikło podawanie klasycznie przyrządzanego naparu.

20160529_114524

W latach siedemdziesiątych na południowej pierzei wrocławskiego Rynku, w kamienicy Pod Starą Szubienicą była ekskluzywna herbaciarnia o nazwie Herbowa, gdzie serwowano tradycyjnie parzoną herbatę, a podawały ją kelnerki w regionalnych strojach. Można było się napić herbaty po rosyjsku w szklankach umieszczonych metalowych koszyczkach podawaną z konfiturą, herbatę angielsku z mlekiem, po wiedeńsku, chińsku, indyjsku, a także uraczyć się grogiem czy ponczem herbacianym. Można też było napić się herbaty z samowaru. Od dawna w tym miejscu herbaciarni już nie ma, a i o rozmaitych sposobach podawania herbaty powoli zapomniano.

W moim rodzinnym domu, w czasach, gdy w sklepach wybór wszystkiego był niewielki, parzono herbatę w czajniczku. Na co dzień była najtańsza Ulung, a od święta Assam, Cejlon czy Yunnan. Do wyparzonego czajniczka wsypywano dwie lub trzy łyżeczki herbaty, zalewano wrzątkiem i podgrzewano esencję na parze, umieszczając nad gotującą się w czajniku wodą. Taka świeżo naparzona była najlepsza, ale czasem, dla oszczędności, zawartość czajniczka zalewana była drugi raz.

Zwyczaj takiego parzenia herbaty przeniosłam do mojego domu. Wtedy pojawiły się w sprzedaży herbaty aromatyzowane i polubiłam Earl Grey. Przyzwyczailiśmy się z mężem do herbaty bez cukru, tak też od dzieciństwa pili nasi synowie. Jak pamiętam, na smak herbaty ogromny wpływ miała woda, która była wtedy chlorowana, co psuło jej smak. Wyposażyliśmy się w filtr, zamawialiśmy wodę ze źródła, kupowaliśmy mineralną… Teraz, na szczęście, woda z kranu we Wrocławiu jest tak dobra, że nie ma większego problemu.

20160529_113031

Czajniczek do parzenia herbaty z regionalnym kaszubskim wzorem (kupiony w Jastarni)

Z całym ceremoniałem parzenia herbaty zetknęłam się w Instytucie Astronomicznym, gdzie przez kilka lat pracowałam. Pani dr Jana Paciorek zapraszała wszystkich współpracowników, a ja do nich należałam, na południową herbatę. Sama ją przyrządzała, bo nikt tego nie potrafił tak jak ona. Używała mieszanki kilku gatunków herbat. Jakich? To było jej tajemnicą. Odmierzała po łyżeczce liści herbacianych na osobę, czajniczek musiał być suchy, rozgrzany, a do wiórek herbacianych dodawała szczyptę cukru (to podobno miało wpływ na osiągany aromat). Zalewała je niewielką ilością wrzątku, tak, aby je tylko przykrył i tak parzyła dwie minuty, po czym dolewała wody do pełna i parzyła z zegarkiem w ręku jeszcze przez 10 minut. Esencję rozlewała do filiżanek i uzupełniała wrzątkiem. Herbata naprawdę była znakomita. Pani Paciorek uważała, że picie herbaty tzw. ekspresowej, czyli z torebki to barbarzyństwo.

Całkiem niedawno dowiedziałam się, że herbata w torebkach przywędrowała do Europy z USA w czasie II wojny światowej razem z amerykańską armią, a jej wynalazek był dziełem przypadku. Na początku ubiegłego wieku kupiec herbaciany i kawowy Thomas Sullivan z Nowego Yorku wysyłał do swoich klientów próbki herbat w cynowych puszkach. Aby obniżyć koszty, zamówił kilkaset jedwabnych woreczków, napełnił je herbatą i rozesłał do odbiorców. Ze zdziwieniem stwierdził, że zamawiający prosili o herbatę w woreczkach, bo ta łatwo i szybko się zaparza. I taka jest geneza ekspresowej herbaty, która wyparła powoli tradycyjną.

Zestaw DUO to ceramiczny zestaw z logo Richmont: dzbanuszek, filiżanka i spodek. Ta bardzo atrakcyjna forma daje możliwość pełnego celebrowania picia herbat RICHMONT. Doskonale sprawdza się przy zaparzaniu herbaty Richmont w saszetkach. W jednym dzban

Herbata podawana najczęściej w kawiarniach

Okazuje się, że w Wielkiej Brytanii, gdzie celebruje się picie herbaty (słynne five o’clock tea), która prawie wyparła kawę, 3/4 konsumpcji to herbata w woreczkach. Ale mimo to, uważa się tam, że jak ktoś chce się napić dobrej herbaty to wybierze liściastą lub łamaną, tradycyjnie parzoną. A propos Wielkiej Brytanii, pamiętam, gdy byłam po raz pierwszy w Londynie w 1991 roku, ze zdziwieniem stwierdziłam, że zamawiając herbatę, dostaje się napój od razu z mlekiem. Trzeba wyraźnie zastrzec without milk, aby nie dolewano mleka. Widać, co kraj to obyczaj.

Dobra, dobrze naparzona herbata, nie tylko doskonale smakuje, gasi pragnienie nawet w największy upał (zwłaszcza z dodatkiem cytryny), rozgrzewa (szczególnie, gdy podamy z rumem), ale ma wiele cennych składników. Dzięki zawartości teiny, podobnie jak kawa, ożywia, zwiększa koncentrację i zdolność kojarzenia, a garbniki z kolei łagodzą dolegliwości żołądkowe.

Doskonałych herbat różnych rodzajów, także odmian zielonych i białych, nie brakuje. Namawiam więc, aby przynajmniej od święta zaniechać pośpiechu i od czasu do czasu podelektować tradycyjnie parzoną dobrą herbatą. Ponoć jej picie poprawia także nastrój.

IMG_20160415_172803

I na koniec o jeszcze jednej odmianie herbaty, którą poznałam w Argentynie. To yerba mate, popularna w Ameryce Południowej, gdzie jest uprawiana. Byłam na takiej plantacji Las Marias, którą założyli polscy osadnicy w miejscowości Virasoro w Argentynie i widziałam jak rosną sadzonki maty i herbaty, zwiedzałam pola z uprawami tych roślin i przetwórnię. Można było prześledzić cały proces produkcyjny. Notabene założycielem wytwórni Amanda, najsłynniejszej i jednej z najpopularniejszych na świecie, też był – jak mi przypomniał na Twitterze Sławomir Wikariak – polski emigrant Jan Szychowski.

Yerba mate gotowa do użycia, po wysuszeniu, wyglądem przypomina herbatę. Podaje się ją w specjalnych naczyniach, zwanych mate. Przyrządza się ją zupełnie inaczej niż herbatę.

 20160529_130705

Mate z bombillą do yerba mate przywieziona z Argentyny

Nasypuje się ją do mate, wypełniając 3/4 objętości, ubija i zalewa wodą o temperaturze ok. 65–80 stopni. Sączy się potem powoli za pomocą specjalnej rurki, zwanej bombillą, dolewając z termosu wodę. Yerba mate ma cierpki smak i na początku nie za bardzo smakuje. Moja rodzina w Argentynie przez lata się do niej nie przyzwyczaiła, ale wśród Argentyńczyków jest bardzo popularna, a jej picie jest swoistym rytuałem. Ma właściwości silnie pobudzające, a dzięki dużej zawartości poliflenoli, korzystny wpływ na zdrowie. Można do jej smaku przywyknąć. Przywiozłam z Argentyny quampę z bombillą, a yerba mate jest już w Polsce do kupienia. Warto spróbować.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

28 komentarzy

  1. Szkoda, że Owcarki Podhalańskie już śpią o tej porze, bo jeden powinien zabrać głos i przypomnieć ceprom z dolin, ze najhyrniejsa arbatę od lat piją górale.
    I ze podzielili sie tym dobrem ze syćkimi ceprami, co to zimom przyjezdzajo w góry i nie majo na poczuntku odwagi, żeby zjechać na dół po śniegu.
    A jak wypijo sklaneckę abo kilka góralskiej arbaty z prundem (GAzP), to od razu nabierajo odwagi i nie ma takiej góry, z której by nie zjechali.
    Interes sie kręci, doktory majo robote a i kopalnia gipsu nidziańskiego nie redukuje zatrudnienia.
    No i nie trza do onej arbaty zodnyk bombili, wystarcy, że sie cepry samem nabombiom.

    • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

      Bardzo ciekawy (i prawdziwy komentarz). Tak to jest po góralsku.

    • elzbieta@gmail.com' Elzbieta Zborowska pisze:

      Posmakowałem parę razy takiej góralskiej herbatki z prądem i doświadczyłam jej rozgrzewajæcego działania ?. Na szczescie nie wyprawiałam sie w góry i nie musiałam korzystać z usług pogotowia?

  2. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Podane tutaj sposoby parzenia herbaty są bardzo dobre i trudno wymyślić jakieś lepsze. Najważniejsze to dobra, najczęściej liściasta herbata i sucha filiżanka z twardej, szklistej porcelany, która nie wciąga aromatu. Herbata w saszetkach nigdy nie jest tak dobra jak taka zasypana do czajniczka, bo materiał torebki psuje smak. Na większych imprezach podaje się w torebkach na sucho i do tego wrzątek w czajniczku, a gość sam sobie zaparza w filiżance.
    Osobiście najczęściej piję mocny Yunnan B-12 zasypany w dużą filiżankę i zalany wrzątkiem. To z wygody, bo nie chce mi się celebrować z czajniczkami, ale w domu ujdzie. Po kilku minutach liście opadają na dno i można pić. W smaku w zasadzie nie różni się od tej zaparzonej w czajniczku.
    W latach siedemdziesiątych w sklepach królował Ulung i Gruzińska, ale tego nie dało się pić. Na szczęście były i niezłe Assam, Yunnan i Ceylon, których mieszanka była smaczna, a były dostępne bo kultura picia herbaty była na niskim poziomie i mało kto je kupował.
    Herbaciarnię „Herbowa” w rynku też pamiętam, ale byłem tam zaledwie kilka razy. Wtedy bardziej smakowały mi trunki, więc szedłem trochę dalej do Bachusa, Ratuszowej, czy Rybki, jak zwaliśmy popularną restaurację „Rybna” w zachodniej pierzei rynku, zaraz za Ossolineum.
    Co do Yerba Mate to osobiście nie mogę jakoś w tym doszukać się smaku, więc nie piję.
    Smacznego

  3. jerzpolski@wp.pl' Jurek S. pisze:

    Dowiedziałem się, że herbatę nie należy pić wraz z posiłkiem, tylko albo przed albo po.
    Jedzenie wraz z popijaniem podobno zatrzymuje wydzielanie soków żołądkowych.
    Zauważyłem dość dawno, że spożywam za dużo cukru, więc postanowiłem nie słodzić ani kawy ani herbaty.
    Tak robi coraz więcej osób. Dzięki temu poznaję lepiej smak herbaty.
    Od jakiegoś czasu zacząłem pić kawę zbożową ze względów zdrowotnych.

    • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

      Picie wraz z posiłkiem dotyczy wszystkich napojów, a nie tylko herbaty. To faktycznie rozcieńcza soki żołądkowe, co nie poprawia trawienia, ale jak to mawiał Szwejk – Nie wolno, ale można, bo kto przyzwyczajony, to mu szkody wielkiej nie zrobi. Dodam jeszcze, że zaparzona mięta, wypita po ciężkim posiłku, znakomicie poprawia trawienie.

  4. andrzejszewczyk56@gmail.com' andrzej szewczyk pisze:

    Nie wszyscy zapomnieli….wlasnie sie racze filizanka „Soom Estate Darjeeling” , a „Golden Heaven Yunnan” byl wczoraj….jak naj tradycyjniej zapazane…

    • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

      Poranek jakoś nie zachęca do filiżanki herbaty. Ta wieczorem lepiej smakuje, a rano to kawa najskuteczniej stawia na nogi.
      Oczywiście nie każdy tak ma.

  5. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Ja jednak uważam, że herbata jest zdrowa dla ludzi stref klimatycznych, w których rośnie. Tam słońce operuje mocno i rozgrzewa organizm, dlatego dla równowagi spożywa się napoje wychładzające do których należy herbata właśnie.Dla naszego klimatu mamy zaś herbatki rozgrzewające nasz organizm, jak np: macierzanka, koper, nagietek, majeranek.Herbata tak, jak kawa zawiera kofeinę, która tutaj nazywana jest teiną. Zawiera polifenole- związki o silnych właściwościach antyoksydacyjnych, czyli przeciwutleniaczy, które zmniejszają ryzyko chorób serca.Należy pamiętać, że herbata długo parzona i mocna działa niekorzystnie na nasz żołądek, ponieważ powoduje wydzielanie kwasów. Dodać należy, że yerba mate nie jest herbatą. Jest to zioło zwane ostrokrzewem paragwajskim, które bogate jest w witaminy i minerały. Możemy go popijać cały dzień zalewając fusy gorącą wodą. Przy parzeniu pierwszej herbaty w krajach Azji Środkowej pierwszy napar zawsze wylewa się. Stare chińskie przysłowie mówi: „pierwszy napar dla służby”, „drugi dla Cesarza”, a trzecim „podlewamy kwiaty”. Często pijemy herbatę z dodatkami: konfitury, cukier, miód, a zatem należy pamiętać, że dodatki podwyższają poziom kalorii.A tak dla ciekawości, to najwięcej herbaty statystycznie wypijają w Wielkiej Brytanii ok. 2,2 kg na osobę w ciągu roku. W Polsce ok. 1 kg. Należy również pamiętać, że dodając miód do herbaty musimy ją przestudzić ponieważ zdrowotne właściwości miodu giną w temp.powyżej 60 stopni. Może smakoszom herbatki przydadzą się też i moje wskazówki. Autorce, jak zwykle dziękuję za ciekawy temat. Pozdrawiam wszystkich piszących komentarze.

  6. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Herbaciarnia „Herbowa”, otwarta w grudniu 1972 roku, była symbolem dekady gierkowskiej z jej enklawami luksusu na wzór zachodni. Była w komunistycznej szarzyźnie czymś w rodzaju Cepelii, czego symbolem były ludowe stroje kelnerek. Dziś nie ma już „Herbowej”, ale nie zanikł zwyczaj picai dobrej herbaty. Dziś funkcjonuje we Wrocławiu kilka herbaciarni. Herbaciarnia Czajownia przy ul. Białoskórniczej to miejsce dla koneserów. Czajownia to z jednej strony marka herbat wysokogatunkowych i jednocześnie sieć ortodoksyjnych herbaciarni, które sprowadzają wyłącznie oryginalne herbaty, bezpośrednio z plantacji położonych w różnych zakątkach świata. Oferują produkty w takiej formie, w jakiej występują w krajach pochodzenia, bez sztucznych aromatów ani zbędnych dodatków. W Czajowni można napić się herbaty białej, zielonej, niebiesko-zielonej, żółtej, czerwonej i czarnej.
    W samym centrum Wrocławia jest jeszcze herbaciarnia K2 przy ul. Kiełbaśniczej i Herbaciany Świat Chin przy ul. Igielnej. Szczególnie przyjazny klimat ma otwarta niedawno Herbaciarnia Targowa, mieszcząca się w obrębie gmachu Hali Targowej przy ul. Piaskowej.
    Jest też wiele punktów sprzedaży herbat i specjalistycznych sklepów oferujących różne gatunki suszonych liści. Miłośnicy tego napoju nie mają powodów do narzekania. Powstał nawet Klub Miłośników Dobrej Herbaty, który ma swój blog.
    Jednocześnie, wraz z rozpowszechnieniem miejsc dla koneserów herbaty, w powszechnym użyciu jest herbata w torebkach, prosta w użyciu, przez to popularna. Coraz większa popularność kuchni śródziemnomorskiej także nie sprzyja piciu herbaty. Włosi, Grecy, Hiszpanie, Portugalczycy rzadko piją herbatę. Wynika to z klimatu i przyzwyczajeń.

    • jerzpolski@wp.pl' Jurek S. pisze:

      Jeśli dobrze pamiętam, to w Herbowej odbywał się bal dla absolwentów chemii, na którym miałem być przyjemność zaproszonym. Byłem tam też ze znajomym i piliśmy herbatę po muzułmańsku.
      Charakterystyczne były stoliki na 2 osoby, gdzie siadało się naprzeciwko rozmówcy.
      Tam chyba też nakręcano epizod z filmu „Sekret”.

  7. ewama7@wp.pl' Ewa Mastalska pisze:

    Mój kolega bardzo lubi herbatę i kupował we Wrocławiu Yunan. Jego żona była kiedyś służbowo w Pekinie i przywiozła mu prawdziwą chińską herbatę. Od tej pory dostępny we Wrocławiu Yunan mu przestał smakować.
    Co do kawy, to moją Mamę dawniej drażniło podawanie jej w szklankach oraz że gdy chciała w lokalu małą kawę, to i tak jej przynoszono dużą.
    Przy okazji, mają Panie pozdrowienia od Pana Tadeusza Kozara, to ojciec mojej przyjaciółki, byłam u nich niedawno. Dorota (córka) jest bardzo podobna do swojej już nieżyjącej mamy, wysoka brunetka o ciemnych oczach.

  8. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Czajniczek trzeba będzie kupić, podobnie jak jakieś lepsze gatunki herbat i nastawić się na delektowanie w niedzielne popołudnie, ale samo przeczytanie tekstu i komentarzy już poprawiło mi nastrój. Dziękuję i pozdrawiam

  9. alicja.js@wp.pl' AlicjaJesz pisze:

    Nie wiem jak to się dzieje ale Pań teksty zawsze otwierają w mojej głowie jakieś szufladki ze wspomnieniami 🙂 Kiedy byłam dzieckiem w mojej rodzinie bardzo się celebrowało picie herbaty. Babcie przywiozły z Wilna pociągiem repatriacyjnym dwa samowary z Tuły i parzenie herbaty to było całe misterium 🙂 Nie pamiętam dokładnego sposobu parzenia ale przychodził taki moment, że Prababcia mówiła „już” i z kranika z sykiem i parą była nalewana herbata. Do herbaty zawsze były na spodeczkach konfitury. Prababcia je smażyła i potem stały w jej pokoju w kamiennych garnkach. z gazą na szyjkach. One były tak gęste, że się nie psuły. Wiśnie, porzeczki, truskawki i moje najulubieńsze borówki z gruszkami. Wraca do mnie ich smak i zapach. Te samowary były przepiękne, złote, ozdabiane i nie mogę przeboleć, że się nie zachowały. Miały swoją skrytkę w ścianie i czasem myślę, że może są tam do dziś. Babcie mieszkały w małym mieszkaniu na Nowym Rynku i po prostu wujek taką skrytkę zrobił bo zajmowały dużo miejsca 🙂 Mój wileński Dziadek wywieziony został przez sowietów do łagru już w 1939 roku i wszelki słuch o nim zaginął. Po wojnie się okazało, że cudem przeżył i cały szlak bojowy z Andersem przeszedł. Nienawidził komunistów i nie wrócił z Anglii do Polski. Poszukiwali się z Babcią przez PCK i inne organizacje ale kilka lat trwało, zanim się udało nawiązać kontakt. Babci komuniści pozwolili do męża jechać dopiero pod koniec lat 60-tych. Całe życie im wojna zrujnowała, spotkali się ponownie jako starsi już ludzie. Gdy Babcia wyjeżdżała do Anglii to było straszne zamieszanie, likwidowała mieszkanie i o samowarach w ścianie wszyscy zapomnieli. Zamieszkali tam obcy ludzie i nie wiem czy znaleźli nasze samowary. Kamienica była potem poddana generalnemu remontowi i los moich rodowych samowarów pozostaje nieznany 🙂
    A taka bym była szczęśliwa mogąc teraz napić się z nich pachnącej, aromatycznej herbaty.
    I nawet konfitury bym usmażyła na miedzianej patelni. Takich jak Prababcia nie umiem bo już próbowałam ale to pewnie wymaga wielkiej cierpliwości i dużej ilości cukru 🙂
    Pozdrawiam najserdeczniej!

  10. dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Bardzo ciekawe komentarze.Dodam rowniez swoj.Herbata na zawsze będzie mi sie kojarzyła z ciocia Emilia.Byla to kuzynka Mamy ,ktora mieszkala w aUSA a konkretnie na Florydzie.Bylato zamozna osoba z pieknym domem basenem i oczywiscie trawnikiem.Wspominam o trawniku bo bedzie on mimowolnym bohaterem moich wspomnień.Raz do roku na Swieta ciocia pisala do.nas list i przysylala nam 1o dolarów.Jakiez bylo nasze zdziwienie gdy pewnego dnia dostalismy od cioci paczkę.W paczce byla kawa czekolada slodzik i oczywiscie herbata.Piękne metalowe pudelko a w nim oddzielnie zapakowane saszetki .To byl rarytas.W sklepach w owym czasie bieda mijala sie z nędzą.W dolaczonym do paczki liscieciocia ubolewala nad naszym polozeniem.Ze taka bieda ze tak ciezko i tak niespokojnie.Podzielila sie z nami rowniez swoimi problemami.Najwiekszym klopotem cioci ,ktoremu poświęciła polowe listu byl wlasnie trawnik.Susza spowodowala iz mogla go podlewac tylko raz .?Do dzis pamietam słowa Mamy po przeczytaniu listu.Kazdy czolowiek ma swoje Himalaje problemów i to one sa dla niego najwazniejsze nawet jesli nam wydają sie smieszne.Trawnik cioci to byly jej Himalaje ?Gdy po wyprowadzce z domu odwiedzalam Mamę pilysmy herbatę.Mama nazywala ten czas zartobliwie czasem na Emilie.Dodam ze Mama byla milosniczka herbaty do ktorej dodawala wlasnorecznie suszone poziomki.

  11. elzbieta@gmail.com' Elzbieta Zborowska pisze:

    Zgodzę się z panią Alicją, ze teksty @TwitterTwins wywołują wspomnienia. Z rozrzewnieniem przypomniałam sobie wizyty w słynnej Herbowej, w której najczęściej pijałam herbatę po rosyjsku z konfiturami. A moze najlepiej ją zapamiętałam? W latach 70 oprócz zwykłej ulung, assam i smacznej yunan pojawiały sie angielskie herbaty w kolorowych metalowych puszkach – Najlepiej zapamiętałam Darjeeling i czarną puszkę Prince of Wales. Była jeszcze chyba szara Earl Grey. Przez lata stała u mnie w szafce czerwona, metalowa puszka po jakiejś chińskiej herbacie, do ktorej wsypywano sie herbaciane listki do codziennego użytku. Porcelanowy czajniczek tez był, ale wraz z powiększaniem sie rodziny zastąpiliśmy go szklanym dzbankiem i ekspresowa herbata. Jeden z synow buntuje sie przeciwko tak poddawanemu napojowi i czasami kupuje sobie herbatę liściastą, pija ją świeżo parzoną z użyciem metalowej jednorazowej zaparzaczki. Moze kiedys wrócimy do celebracji świeżo zaparzonej w porcelanowym czajniczku liściastej herbaty.

  12. aprzychodzkadziekonska@gmail.com' Agnieszka Przychodzka-Dziekońska pisze:

    Chciałabym jeszcze przypomnieć o herbacie z czystka – smak jej nie jest wyborny(moim zdaniem), zaś działanie doskonałe i szerokie zastosowanie wpływu zdrowotnego tej herbaty na organizm. Znam dziewczynkę w wieku lat sześciu, która przepada za herbatką z czystka lub z rumianku, przedkłada ich smak nad herbaty inne, których na szczęście wybór jest wielki.

  13. bialanka@zoho.com' czerniakowianka pisze:

    Ja osobiście pijam wyłącznie herbatę z mlekiem więc mogłabym zamieszkać w Anglii choćby dziś! Natomiast ze wspomnień herbacianych to pamiętam że moja babcia zawsze podawała do niej gościom talerzyk z konfiturą truskawkowa, domowej roboty. Konfiturę zresztą smażę według tego przepisu do dzisiaj.

  14. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Mam uprzejme zapytanie do Pani czerniakowianki, skoro jest smakoszem herbaty z mlekiem, czy to prawda, że najpierw należy wlać mleko, a następnie herbatę, bo podobno odwrotna kolejność diametralnie zmienia smak? Nie wiem, ponieważ nigdy nie próbowałam takiego zestawu. Będę wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam Panią.

    • bialanka@zoho.com' czerniakowianka pisze:

      Szkoły są podobno falenicka i otwocka 🙂 Anglicy rzeczywiście zaczynają od mleka nalewanego do nagrzanych(!) filiżanek, które dopełnia się herbatą. Odwrotna kolejność to straszny nietakt kulinarny. W Polsce najczęściej odwrotnie ale to może (oprócz niewiedzy) wynikać z odmiennego rodzaju herbaty – my najczęściej pijemy chińskie (tak, tak wiem że napisane na pudełku że angielskie 😉 a brytyjskie herbaty to są ostre w smaku mieszankami z Indii lub Cejlonu. Pozdrawiam serdecznie.

  15. Blog nie daje możliwości umieszczania zdjęć, stąd zostały na TT
    https://twitter.com/Orginal_Replica/status/745345705766715392
    W tych kubkach każda herbata smakuje, ponieważ:
    #1 -ich kształt sprzyja zatrzymywaniu ciepła
    #2 – wygięcie górnej krawędzi – tzw „wargi” nie powoduje poparzenia ani „ulewania się” herbaty po ścianie kubka.
    Lewy kubek – tzw „śląski” (chyba od wzorów zdobień) kupiłem wiele lat temu w prywatnej manufakturze A. Szewczyka w Ćmielowie. Przy okazji obejrzałem proces produkcji (trico identico jak w Meissen). Ręcznej. Trochę mnie trzepnęło – jako inżyniera – że tylko co 10 kubek nadaje się do sprzedaży; reszta ulega zniszczeniu w procesie wielokrotnego wypalania.
    Prawy kubek – tzw „angielski” kupiłem w Atlancie.
    Ma mniejsza pojemność (Baby tea) ale funkcje te same.
    Jak sie mi przez lato ubrudzom od cystego Ulunga, to se zimom dolewam prundu, pije powoluśku, a kubecek sie cyści.
    Hej!

  16. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dziękuję za zainteresowanie tematem i wpisane tu komentarze, zarówno te zabawne, jak @Orginal_Replica (w drugim już było poważniej i z ilustracją filiżanek), jak i te na serio. Niektórym, jak to wdzięcznie napisała Alicja Jesz, otworzyły się szufladki ze wspomnieniami dawnych herbacianych zwyczajów i sposobów jej podawania, czy to w samowarach czy w czajniczkach, czy w metalowych zaparzaczkach, i były okazją do opowiedzenie swoich historii. O dzisiejszych herbaciarniach i Klubie Miłośników Dobrej Herbaty napisała moja siostra. Wpis Ewy Mastalskiej przekonał mnie jak świat jest mały. Barbara Utecht uzupełniła mój tekst sporym ładunkiem dodatkowych informacji, a gdy czerniakowianka przyznała, że pije herbatę tylko z mlekiem, padło pytanie ze strony Barbary Utech o angielskie zwyczaje i… błyskawiczna odpowiedź. Tekst zachęcił Rafała Kubarę do zakupu czajniczka i delektowania się od święta dobra herbatą, a mnie do napisania tekstu o przyrządzaniu konfitur, bo dużo było o tym dodatku podawanym do herbaty. Pozdrawiam wszystkich i raz jeszcze dziękuję.

  17. wilburtrapp@gmail.com' link here pisze:

    You have got one of the best internet sites.

  18. angelajessup@gmail.com' free porn pisze:

    I always spent my half an hour to read this web site’s articles
    everyday along with a cup of coffee.

  19. rosie.matson@gmail.com' delhi escort pisze:

    I was recommended this blog by my cousin. I am not sure whether this post is written by him as nobody else know such detailed about my trouble.

    You are wonderful! Thanks!

  20. alinapetrowa@gmail.com' Alina Petrowa pisze:

    Parzenia herbaty nauczyła mnie Babcia. Pochodziła z warszawskiego mieszczaństwa, a ono piło bardzo dużo herbaty w filiżankach z cieniutkiej porcelany. Zachowały się, mimo burzliwych dziejów stolicy. Przepis jest podobny do podanego przez Autorkę. W małym czajniczku parzyło się tzw. esencję. Zalewając dwuetapowo wrzątkiem, ze szczyptą cukru. Do dziś w naszym domu odrębnie parzy się esencję i zalewa wrzątkiem. Z torebek korzystamy w trybie awaryjnym. Babcia opowiadała mi, że parzenia herbaty nauczył jej jeszcze przed I wojną Japończyk – właściciel sklepu z herbatą. Nowym klientom pokazywano, jak parzyć herbatę i prezentowano różne gatunki.
    Podobno Japończyk był szpiegiem, ale pewności nie ma.
    Rytuał był tak mocno zakorzdeniony, że Mama z Babcią i Ciocią przeniosły go na Bałkany, choć tam do dziś nie rozumieją o co chodzi, chyba że to herbata po turecku, pita z małych czarek. I mimo, że w sklepach był tylko jeden rodzaj herbaty gruzińskiej, nic nie zachwiało tego przyzwyczajenia – parzenia i picia herbaty. A ja przejęłam go i podałam dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.