„Orzech”. My wszyscy z Niego

Był legendą za życia. Powstały o Nim książki i filmy, a nawet prace magisterskie. Kochany i uwielbiany, ceniony i szanowany. Kształtował postawy, formował myślenie, inspirował powołania, uczył kochać Boga, bliźniego i Ojczyznę. Uważał, że zawsze należy kierować się sercem. Błogosławił małżeństwa, towarzyszył im w troskach i radościach, służył pomocą w każdej potrzebie. Tak wielu tak wiele Mu zawdzięcza. Też się do nich zaliczam. W każdym z nas, którzy mieliśmy szczęście spotkać Go na swej drodze, zostawił cząstkę Siebie. My wszyscy, każdy po trochu, zaczerpnęliśmy coś z Niego. To, co w nas najlepsze.

Ksiądz prałat Stanisław „Orzech” Orzechowski po ciężkiej chorobie odszedł do Domu Ojca w środę 19 maja w wieku 82 lat. Ta smutna wiadomość rozeszła się „lotem błyskawicy” po internecie, słowa żalu mieszały się z nadzieją, iż ogląda już Boga Twarzą w Twarz i będzie naszym Wielkim Orędownikiem w Niebie. Że modląc się za Niego, można już zacząć prosić Go o wstawiennictwo.

Orzechowy plon – powołania do kapłaństwa i życia zakonnego spośród wychowanków „Orzecha”

Cóż pisać o kimś, o kim napisano i powiedziano tak wiele? Wszyscy wiedzą, że był kapelanem dolnośląskiej „Solidarności”, duszpasterzem robotników, kolejarzy i ludzi pracy, wieloletnim duszpasterzem akademickim DA „Wawrzyny”, twórcą i głównym przewodnikiem Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej na Jasną Górę, był tym, który jako pierwszy odprawił Mszę św. w Zajezdni Autobusowej nr VII przy ul. Grabiszyńskiej podczas sierpniowego strajku w 1980 roku, prowadzącym głodówkę uczestnikiem strajku głodowego kolejarzy, to z jego inicjatywy w stanie wojennym w kościele pw. św. Wawrzyńca odprawiane były Msze św. za Ojczyznę, był cenionym i rozchwytywanym rekolekcjonistą, twórcą ośrodka rekolekcyjnego w Morzęcinie koło Obornik Śląskich oraz inicjatorem spotkań narzeczeńskich i małżeńskich, wykładowcą Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego, rekolekcjonistą i spowiednikiem kleryków, duszpasterzem Rodzin Katyńskich, diecezjalnym koordynatorem Nowych Ruchów Religijnych. Za to wszystko dostał tytuł Honorowego Obywatela Wrocławia i Dolnego Śląska, był laureatem Nagrody Kolegium Rektorów Wrocławia i Opola, odznaczonym przez prezydenta Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. To można przeczytać w każdej biografii „Orzecha”. Tajemnicą jego wielkości jest „Orzechowy Plon”, czyli to wszystko, co z „Orzecha” zostało w nas, dług, który zaciągnęliśmy i ślad, który w nas pozostawił.

Msza św. w Zajezdni nr VII przy ul. Grabiszyńskiej w dniu 31 sierpnia 1981 roku (ze zbiorów Centrum Historii Zajezdnia)

Nie byłam wychowanką „Orzecha”, nie działałam w Duszpasterstwie Akademickim „Wawrzyny”, ani nie uczestniczyłam w Pielgrzymkach Wrocławskich na Jasną Górę, ale już od czasów „Solidarności” miałam okazję słuchać jego kazań z jasnym patriotycznym przesłaniem. To w parafii św. Wawrzyńca co tydzień w czwartek o dwudziestej były odprawiane Msze św. za Ojczyznę, „Orzech” zapraszał gości na prelekcje i wykłady, były tam wyświetlane filmy. To on wymyślił majówki na Ślęży, aby odciągnąć młodych od pierwszomajowych kontrmanifestacji – 1 maja w dzień św. Józefa Robotnika młodzież pielgrzymowała na Ślężę, były śpiewy, różaniec, litania loretańska, na szczycie Msza św., a potem biwakowanie.

To z jego inicjatywy i pod jego kierownictwem organizowana była Piesza Wrocławska Pielgrzymka na Jasną Górę i do św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy, pielgrzymował też do Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie. Gdy wybuchł stan wojenny, kościół św. Wawrzyńca przy ul. Bujwida pełnił podobną rolę jak św. Stanisława Kostki na Żoliborzu w Warszawie, a „Orzecha” nazywano wrocławskim Popiełuszką. To było drugie, po jezuickiej parafii przy al. Pracy, centrum wrocławskiego podziemia. Organizowana była tam pomoc internowanym i ukrywającym się. „Orzech” otoczył osobistą opieką rodzinę Władysława Frasyniuka, która mieszkała w pobliżu ul. Bujwida przy Sienkiewicza. Pamiętam chrzest bliźniaków, synów Aleksandra Gleichgewichta (jedną z chrzestnych była wtedy Krystyna Frasyniuk, pierwsza żona Władka). O wielu jego działaniach mogliby poopowiadać ci, którym wtedy pomagał. Wiem, że raz nawet przywiózł ze wsi świnię i sam ją na plebanii szlachtował, dzieląc na porcje, które trafiały do potrzebujących. Pamiętajmy, że w czasach permanentnych niedoborów i systemu kartkowego wyrzuceni z pracy działacze „Solidarności” kartek żywnościowych nie mieli.

Jego oczkiem w głowie byli młodzi. Mający kłopoty finansowe studenci pomieszkiwali w duszpasterstwie i to na nich spoczywało wiele prac w duszpasterstwie, pomagali też dyżurnym przygotowującym śniadania dla uczestników porannych Mszy św. Znałam takich ludzi, którzy prawie całe studia mieszkali u „Wawrzynów”. Tworzyła się społeczność, która potem wspierała się także po uzyskaniu dyplomów.

Pod skrzydła „Orzecha” trafili moi synowie i to on ich uformował. Jestem przekonana, że kręgosłup moralny zawdzięczają nie tylko domowemu wychowaniu, ale w dużej mierze klimatowi „Wawrzynów”. Jeszcze przed rozpoczęciem studiów uczestniczyli w obozie adaptacyjnym w Białym Dunajcu organizowanym przez duszpasterstwa akademickie, a tam wybrali „Wawrzynową” chatę. I już u „Wawrzynów” zostali na długie lata.

To w duszpasterstwie studenci nawiązywali znajomości, rodziły się sympatie, a „Orzech” umiejętnie podprowadzał młodych ludzi do dojrzałych postaw, uczył miłości narzeczeńskiej i małżeńskiej, wzajemnego szacunku, pracowitości.

Zwalczał postawy „dudusiów”, „mziągw”, „bzibziusiów” i „pudelków mamusi”, uczył dojrzałości w życiowych wyborach, samodzielności i odpowiedzialności. Dla narzeczonych, a także przyszłych narzeczonych, nawet jeszcze bez pary, prowadził nauki przedmałżeńskie. To z jego inicjatywy powstał ośrodek rekolekcyjny w Morzęcinie koło Obornik Śląskich, gdzie zjeżdżali się studenci. Ponieważ, zgodnie z dewizą „Orzecha”, modlitwę trzeba łączyć z pracą i to praca jest ważniejsza, w Morzęcinie powstała hodowla owiec, a owcze sery były źródłem dochodu dla duszpasterstwa.

Przypominają mi się słowa Papieża Franciszka, który powiedział kiedyś do księży podczas Mszy Krzyżma w Wielki Czwartek, że pasterz musi pachnieć owcami, a nie drogimi perfumami. „Orzech” pachniał owcami i dosłownie, i w przenośni.

Był niezmordowanym spowiednikiem, zawsze gotów wysłuchać spowiedzi, gdy była taka potrzeba, ale ten stały czas spowiadania był w środy po Mszy św. o dziewiętnastej. Ustawiała się wtedy długa kolejka studentów i niejednokrotnie ostatni penitent odchodził od kratek konfesjonału  bladym świtem. Nigdy nie spowiadałam się u „Orzecha”, ale słyszałam, że zawsze było to prawdziwe spotkanie z miłosiernym Bogiem. Wykazywał wiele empatii dla ludzkiej biedy, z którą do niego przychodzili.

A miał do czynienia czasem z bardzo trudnymi sprawami. Ilu się nawróciło, ilu ochrzciło, ilu odmieniło swoje życie pod jego wpływem, Bóg jeden wie.

Pamiętam jak do starszej, mocno schorowanej osoby, która wiele lat się nie spowiadała i z lękiem podchodziła do sakramentu pojednania, przywiozłyśmy „Orzecha”. Ta spowiedź nie trwała długo, ale po niej były łzy radości i słowa: „Jestem taka szczęśliwa, to było jak balsam”. On to potrafił jak mało kto. Podprowadzić zagubionych, wystraszonych, niepewnych do Pana Boga. Jakże jestem wdzięczna za tamtą spowiedź sprzed lat.

Szorstki w obyciu, nie wylewny, nie czułostkowy, ale uczył, co w życiu jest najważniejsze. Jego słowa zapadały w pamięć i stawały się zobowiązaniem. Dlatego ci, którzy porzucili „Orzechowe” nauczanie i poszli inną drogą, komplikując życie sobie i najbliższym, nie mieli odwagi z nim się spotkać. Nawet, gdy przekazywał przez przyjaciół, że nie potępi, nie będzie do niczego namawiał, tylko przytuli, wysłucha. Widać, że po spotkaniu z „Orzechem” nic już nie byłoby takie samo. Trzeba by porzucić niewłaściwe wybory i zmienić życie. Znam takie osoby, które z tego „Orzechowego” zaproszenia nie skorzystały. Jego pomoc w rozwikłaniu poplątanego życia, jestem przekonana, wciąż jest możliwa. Mam bowiem nadzieję, że te wszystkie ludzkie historie, bóle i zadry, o których wiedział, i które leżały mu na sercu, zabrał ze sobą i będzie teraz orędował, by znalazły pomyślny finał. Trzeba się o to modlić.

Cechowało go ogromne poczucie humoru i dystans do siebie. Jego kazania pełne były zabawnych przykładów i dosadnych określeń. Słuchacze nieraz reagowali salwami śmiechu. Nie znosił ponuractwa.

W swoim testamencie zapisał, że jego pogrzeb ma być w miarę radosny. Cóż, ile razy to czytam, wszystko we mnie płacze.

 

Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się w Święto Zesłania Ducha Świętego wieczorną Mszą św. celebrowaną przez bp. Andrzeja Siemieniewskiego, wychowanka „Orzecha”, a zakończyły w Święto Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła. Po niedzielnej Mszy św. w dolnym kościele ustawiła się długa kolejka osób, które chciały choć chwilę pomodlić się przy trumnie ukochanego duszpasterza, a czuwanie modlitewne trwało do samego rana. W Mszy św. o 10.00, celebrowanej przez bp. Jacka Kicińskiego uczestniczył premier Mateusz Morawiecki; zaraz potem udawał się do Brukseli na ważne posiedzenie Rady Europejskiej. Wierni, którzy nie zmieścili się w kościele, mogli uczestniczyć w Mszy św. na dworze i obserwować wnętrze na wielkim telebimie, bo od samego rana ulica Bujwida była zamknięta dla ruchu.

Na bramach i ogrodzeniach po obu stronach ulicy porozwieszano transparenty z cytatami z wypowiedzi „Orzecha” np. „Chrześcijanie powinni być jak strumienie i rzeki, co klaszczą w dłonie, i jak góry i pagórki, wołające radośnie, bo Pan nadchodzi, by sądzić Ziemię”, „Gratuluję tym, którzy kierują się sercem”, „Ogłaszam prymat miłości przed studiami”, „Ostatecznie tylko miłość się liczy. Nie zło. Miłość”.

Mszę św. pogrzebową pod przewodnictwem abp. Józefa Kupnego, metropolity wrocławskiego, celebrowało jeszcze dwóch biskupów, bp Andrzej Siemieniewski i emerytowany biskup świdnicki Ignacy Dec, oraz ogromna rzesza księży. Były bardzo liczne poczty sztandarowe, proporce duszpasterstw akademickich, oznakowania grup pielgrzymkowych, a porządku na ulicy, na której gromadzili się wierni, pilnowała pielgrzymkowa straż porządkowa. Homilię, zgodnie z życzeniem „Orzecha”, wygłosił jego przyjaciel ks. Aleksander Radecki. Obecny na Mszy św. przedstawiciel Kancelarii Prezydenta minister Andrzej Dera przekazał zmarłemu pośmiertne odznaczenie – Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. „Orzech” spoczął na parafialnym cmentarzu, w pobliżu którego mieszkał ponad pół wieku. „Będziemy tęsknić” – głosił jeden z transparentów.

 

Dziękuję „Orzechu” za Twoje piękne, ofiarne, pełne oddania Bogu i ludziom życie. Spoczywaj w pokoju.

Grób ks. prał. Stanisława Orzechowskiego na Cmentarzu św. Wawrzyńca przy ul. Bujwida we Wrocławiu tonie w kwiatach

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

7 komentarzy

  1. ewelina.sle@gmail.com' Eveline pisze:

    „Orzech od 19 maja pracuje zdalnie” – kazanie Ojca Piotra Bęzy. 🙂

  2. jerzpolski@wp.pl' jurek pisze:

    Studenci wrocławscy mieli szczęście spotkać dobrych, wspaniałych duszpasterzy akademickich. Księdza Orzecha nie znałem, ale chodziłem na spotkania prowadzone przez ojców śp. : Zienkiewicza, Dyczkowskiego,Mrozka.
    Każdy z wymienionych, miał piękny życiorys, historię o której można tworzyć opracowania, tworzyć scenariusze filmowe. Ojciec Zienkiewicz jest sługa bożym, tzn. kandydatem do beatyfikacji.

  3. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Pod zapowiedzią tego tekstu na Facebooku pojawiły się posty internautów:

    Henryk Kula
    Ogrom nam dał. I z nas chyba takie promieniujące dalej orzeszki. Pociągął nas ku dobru i miłości, a teraz musimy biec dalej w tej sztafecie. Laury czekają … Mam nadzieję, że w tej krętej drodze dotrę do nieba i On m.in. będzie wręczał wawrzyna.

    Jerzy Zarawski
    Znam osoby, które mu wiele zawdzięczały a gdy się „ustawiły” ani myślały by się odwdzięczyć. To osoby, o których Orzech w filmie mówił, że spsiały

    Ala Piotrowska
    Nie znałam prywatnie Orzecha, ale sporo o nim słyszałam. Był ostry, ale jednak ludzie go kochali i szanowali.

    Krzysztof Jurczyk
    Czekałem na ten wpis, dziękuję za piękne wspomnienia.

    Beata Sobota
    Pielgrzym

    Dorota Bator
    Każde odejście boli.
    Gdy odchodzi tak wspaniały, mądry Człowiek, ból się potęguje.

    Janina Kowalkowska
    miałam to szczęście spotkać Go na swojej drodze na licznych pielgrzymkach

    Aleksandra Golian
    Był ziarnem zasianym przez Pana. Teraz to ziarno w nas zasiane powinno przynieść wielokrotny plon. Tym co nam zostawił powinniśmy się dzielić, bo nie każdy miał tyle szczęścia co my, którzy mieliśmy okazję Go spotykać i słuchać. Wkrótce zobaczymy co w nas zostało. Czy będziemy mieli odwagę, by dać świadectwo swoim życiem o przynależności do Boga, który jest miłością.

    Małgorzata Dobrowolska
    Nie przyjmuję do wiadomości tego, że Go nie ma. On jest.

  4. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Na Twitterze pod zapowiedzią tego tekstu też pojawiły się komentarze:

    Kinga Berezowska @KingaBerezowska
    Do ślubu nas przygotowywał. Intensywnie, a nie „żeby odbębnić”

    Andrzej Eisler @EislerAndrzej
    Przez niego zostałem w 1968 ministrantem w mojej Parafii Świętej Barbary w Nowej Rudzie – Drogosławiu. Wcześniej w 1966 roku honorowym gościem na mojej I Komunii Świętej. Był niesamowitym człowiekiem i kapłanem. Powinien zostać Świętym

    Adam Kisielnicki @AKisielnicki
    Jak mawiał Orzech „lepsza Nowa Ruda niż Stara Blondyna”.

    Kalendarz Niepodległa @NiepodleglaPL
    Niezłomny obrońca Rodziny…

    Rafał Kubara @2003Rafal
    Santo subito…?? Można już ogłosić taki postulat?

    Jarosław Lesiecki @Jarek_Lesiecki
    mi z T2 (PWr) najbliżej było na Bujwida

    Andrea Speranza @Speranza7Andrea
    Niech dostąpi radości nieba 🙂 Ave Maria….

  5. Maria WANKE-JERIE pisze:

    „Poznacie ich po owocach” to znany cytat z Ewangelii św. Mateusza, ale szczególnie przydatny, by opisać orzechowy plon, czyli to, co cechuje wychowanków Orzecha. W tekście jest obrazek z symbolicznym drzewem i owocami będącymi nazwiskami osób, których powołanie do kapłaństwa i życia zakonnego wykiełkowało w duszpasterstwie „Wawrzyny”. Nazwiska tych, których Orzech przygotował do małżeństwa, wspaniałych ojców i matek, gdyby tak porozwieszać na podobnych drzewach wyrósłby cały las. Niemało było też takich osób, które w duszpasterstwie odnalazło wiarę, które Orzech ochrzcił, przygotowywał do Pierwszej Komunii św. i do bierzmowania. Pewnie byłoby z tego niejedno drzewo.

  6. hkulka@onet.eu' hkulka pisze:

    Ogrom nam dał. I z nas chyba takie promienujące dalej orzeszki. Pociągął nas ku dobru i miłości, a teraz musimy biec dalej w tej sztafecie. Laury czekają … Mam nadzieję, że w tej krętej drodze dotrę do nieba i On m.in. będzie wręczał wawrzyna.

  7. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dziękuję za wszystkie komentarze, a zainteresowanie tym tekstem wynikało przede wszystkim z ogromnej popularności śp. „Orzecha”, przywiązania do niego, było wyrazem pamięci i chęci podzielenia się osobistą refleksją.
    Trwajmy w modlitewnej pamięci za charyzmatycznym duszpasterzem, który tyle dobra pozostawił.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *