O Czesławie Ryllu-Nardzewskim bardzo osobiście

rzecz_w3_ryll_nardzewski_czeslaw

Nikt nie wykładał tak jak On. Precyzyjnie, logicznie, notatki z Jego wykładów mogłyby stanowić gotowy skrypt. Gdy był przy tablicy można było śledzić, jak myśli i to było fascynujące. Zwłaszcza dla osiemnastoletnich studentek III roku matematki, które po raz pierwszy w życiu zetknęły się z geniuszem.

„Czesław Ryll-Nardzewski był genialny, to najwybitniejszy profesor spośród tych, których wykładów słuchałem. Wysoki, przystojny, bardzo elegancki w prowadzeniu wywodu” – napisał na swoim blogu prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, który – tak jak my – miał to szczęście być Jego studentem i znać Go osobiście.

Profesor Ryll-Nardzewski wykładał nam analizę funkcjonalną i funkcje rzeczywiste. To były najpoważniejsze przedmioty na III roku matematyki. Cztery godziny wykładu bez jakichkolwiek notatek. Drobniutkim pismem na przemian prawą i lewą ręką zapisywał twierdzenia i dowody kredą na tablicy. Słuchałyśmy tego z zapartym tchem i podziwem. Nikt nie wykładał tak jak On. Precyzyjnie, logicznie, notatki z Jego wykładów mogłyby stanowić gotowy skrypt. Moja siostra bardzo starannie notowała, a że siedziałyśmy w pierwszym rzędzie, na początku wykładu prof. Nardzewski zawsze zaglądał do jej zeszytu i od razu wiedział, o czym ma dalej mówić. To mu wystarczało. Uśmiechem zareagował, gdy w zeszycie zobaczył swoją podobiznę (moja siostra ma talent do rysowania i naszkicowała niewielki portrecik Profesora w zeszycie do analizy funkcjonalnej).

Raz zdarzyło się, że spostrzegłyśmy, iż dowód zaprezentowany przez Profesora można przeprowadzić prościej. Poszłyśmy wtedy z siostrą w czasie przerwy do Jego gabinetu, aby Mu o tym powiedzieć. Ze zdziwieniem zapytał: „A czemu panie nie powiedziały mi tego od razu?” A dla nas to był pretekst, aby chwilę porozmawiać z Wielkim Ryllem-Nardzewskim osobiście. Drugą godzinę wykładu zaczął od słów: „Panie zwróciły mi uwagę…”. Ot, wielkość pokorna jest. Bo dla wybitnego profesora to żadna ujma, gdy student zwróci mu uwagę. Niby oczywiste, a tak rzadko spotykane.

Egzaminy z analizy funkcjonalnej i funkcji rzeczywistych były pisemne, chyba że na zaliczenie miało się ocenę bardzo dobrą z dwóch semestrów. Wtedy był tylko egzamin ustny u Profesora w gabinecie. I to była kolejna okazja do rozmowy i piątki w indeksie. Bo prof. Ryll-Nardzewski w obawie, by nie zadawać zbyt trudnych pytań, pytał o rzeczy najprostsze. Nie wyczuwał różnicy. To też cecha genialnych.

Kolejną okazję do osobistego spotkania z Profesorem miałam wiele lat po studiach podczas organizowanej na początku lat 90. konferencji z zastosowań matematyki w Kobylej Górze. Wieczory wypełniały atrakcje towarzyskie, a jedną z nich był brydż. Byłam jedyną kobietą w gronie czwórki profesorów (jedna osoba rotacyjnie pauzowała). Graliśmy na niewielkie wprawdzie, ale pieniądze i nie dziwne, że w tak doborowym towarzystwie przegrywałam. Około północy przeprosiłam i oznajmiłam, że idę spać, a wtedy prof. Nardzewski zaproponował: „To ja teraz będę grał za panią”. No i rano okazało się, że wygrałam z jego pomocą kilkadziesiąt złotych.

„Czasem, gdy zabraknie jednej osoby, świat wydaje się wyludniony…” – ta znana sentencja staje się dla nas namacalnie realna.

Dziś ja i moja siostra składamy genialnemu Profesorowi głęboki pokłon! To był nie tylko Uczony o bardzo bogatym dorobku w różnych dziedzinach matematyki i wszechstronnych zainteresowaniach, znakomity dydaktyk, który wykształcił grono wybitnych uczniów, ale też czarujący człowiek o wyjątkowo ujmującej osobowości.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.