Kto ma szczęście do matematyki?

Matematyka_talenty

Ponad połowa dzieci ma zdolności matematyczne u progu nauki szkolnej, a co czwarte jest wybitnie uzdolnione. Po ośmiu miesiącach nauki wybitne zdolności przejawia tylko co ósmy uczeń klasy pierwszej – zauważa prof. Edyta Gruszczyk-Kolczyńska w ostatnim, sierpniowym wydaniu „Plus Minus”. Dlaczego tak się dzieje? Czy szkoła tłumi matematyczne zdolności? Jak nie marnować matematycznych talentów?

Nie umiem powiedzieć jak badano zdolności matematyczne dzieci przedszkolnych i jakim trafem aż jedna czwarta wykazuje zdolności wybitne. Wybitne, czyli wyjątkowe, wydawałoby się, że to rzadkość, a tu aż 25 proc. Niemniej problemem jest diagnozowanie talentów, a później i ich rozwijanie.

Wychowawczynie w przedszkolu i nauczycielki klas początkowych rzadko mają predyspozycje matematyczne, częściej niechęć do matematyki zadecydowała o takim, a nie innym wyborze zawodu. Dlatego zapewne nie zainteresowałaby się na przykład, że czterolatek „odkrywa” podczas zabawy przemienność mnożenia. Mój syn, dziś dorosły już matematyk, zainteresowania w tej dziedzinie przejawiał bardzo wcześnie. To właśnie on, podczas gdy jego koledzy pstrykali kapsle, ułożył z nich prostokąt 4 x 3 i zauważył, że nieważne czy mnożymy 4×3 czy 3×4 to i tak będzie 12. I że to tak jest przy każdym mnożeniu. Miał szczęście, że jego rodzice to matematycy, którzy odpowiadali na każde z zadawanych przez dziecko pytań. A ono powoli „odkrywało” np., że jeśli tak w nieskończoność będziemy dodawać ½ + ¼ + 1/8… to w sumie otrzymamy 1. A potem pytał o potęgi, potęgi o wykładniku ujemnym, logarytmy, także z postawą ułamkową… I to zanim poszedł do szkoły.

W szkole, niestety, nie było kółka matematycznego, a na lekcjach syn nudził się niemiłosiernie. Nikomu z nauczycieli matematyki nie przyszło do głowy, żeby wyszukać jakieś trudniejsze zadanie i zająć czymś pożytecznym i rozwijającym w czasie lekcji dziecko, które już to wszystko umiało. Jako drugoklasista zgłosił się do konkursu dla uczniów starszych klas tylko dlatego, że miał starszego brata. Przypuszczalnie, gdyby nie my rodzice, jego matematyczny talent zmarnowałby się, a z cała pewnością nie rozwinąłby się tak jak mógł. Podobnie jak on uzdolnionych dzieci jest więcej, a nie mają rodziców matematyków. Nie mają do matematyki szczęścia.

Prof. Edyta Gruszczyk-Kolczyńska twierdzi, że w rozwoju uzdolnień matematycznych szczególnie ważne są okresy, które określa jako krytyczne, czyli okresy szczególnej podatności na proces uczenia się. Pierwszy przypada na ostatni rok wychowania przedszkolnego i pierwszy rok szkoły.

Są wprawdzie teraz matematyczne konkursy dla najmłodszych, takie jak: Alfik czy Kangur (dla dzieci od drugiej klasy, więc już po pierwszym krytycznym okresie), ale mam obawy czy w prowincjonalnych szkołach o nich wiedzą, a jeśli tak, to czy zachęca się dzieci do wzięcia w nich udziału, nie mówiąc już o specjalnym przygotowaniu.

Czy nie warto byłoby zatem przeznaczyć na rozwój uzdolnionych matematycznie dzieci dodatkowych środków. Nie wspominam już o kółku matematycznym, które powinno być w każdej szkole, ale o zindywidualizowanym nauczaniu utalentowanych dzieci. Przypominam sobie syna moich znajomych, też uzdolnionego matematycznie, który przez dwa lata był z rodzicami w USA i chodził tam do szkoły. Kończąc III klasę miał na świadectwie przy ocenie celującej z matematyki adnotację, że opanował program klasy VI. Widać można. Choć to nie tylko kwestia opanowania materiału starszych klas, ale też i rozwiązywania konkursowych, takich olimpijskich zadań, gimnastykujących umysł. Dlatego warto wprowadzić dla wybitnie zdolnych matematycznie dzieci indywidualny tok nauczania, a nauczycieli, którzy podjęliby się takiej opieki, dodatkowo gratyfikować. A może na uniwersyteckich studiach matematycznych wprowadzić specjalność „nauczanie początkowe matematyki”?

To tylko garść luźno rzuconych pomysłów u progu nowego roku szkolnego. Kolejny rocznik trafił właśnie do szkół. Nie zmarnujmy uzdolnionych matematycznie dzieci i ich talentów. Polski rynek pracy potrzebuje ścisłych umysłów.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

4 komentarze

  1. jerzpolski@wp.pl' Jurek S. pisze:

    Uważam, że najważniejsza jest popularyzacja matematyki. Trzeba ludzi przekonywać, że matematyka jest pożyteczna, ciekawa i można się jej nauczyć. Środki masowego przekazu stworzyły atmosferę zniechęcającą do poznawania matematyki. Wydaje mi się, że teraz najważniejsze jest, aby dziennikarze pomogli przybliżyć zagadnienia matematyczne w ciekawy sposób. W Polsce mamy dobrych matematyków, a przy sprzyjającej atmosferze będzie ich przybywać.

  2. Małgosiu, jestem za od dawna, a właściwie odkąd pamięcią sięgnę. W międzyczasie reforma goni reformę, a z niemarnowaniem dziecięcych talentów jest, w moim odczuciu, coraz gorzej. Jakieś 8 lat temu przestałam walić głową w edukacyjny mur i postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. http://www.earlymath.pl/ Dziś właśnie zadzwoniła do mnie mama jednego ze świeżo upieczonych pierwszoklasistów, aby podzielić się wrażeniami po pierwszym dniu w szkole. Oto recenzja Konstantego, którego znam jako małego dżentelmena: „Mamo, chodzenie do szkoły nie ma sensu. Matematyki będę się uczył na Bardzkiej, a do szkoły nie będę chodził”

  3. kris@4picture.pl' Krzysztof pisze:

    Smutne marnowanie talentów, a w zasadzie nie rozwijanie talentów w ogóle, także plastycznych, muzycznych, technicznych, językowych itd. to główna bolączka naszych szkół. Matematyka jest tylko jedną z ofiar. Spróbujmy sobie przypomnieć, kto po skończeniu szkoły podstawowej umiał rysować (o malowaniu zapomnijmy), grać na jakimś instrumencie, śpiewać czy majsterkować, ładnie się wysławiać w mowie i piśmie, kto nauczył się czytać i zapisywać nuty? Nasze szkoły nie służą rozwijaniu talentów, predyspozycji czy nabywaniu umiejętności. Są po prostu kolejną instytucją z mniej lub bardziej kompetentnym personelem, który ma realizować program, głównie poszerzania wiedzy teoretycznej. Niestety, w tym programie zapomniano o rozwoju uczniów. Dobrze, że chociaż od czasu do czasu znajdzie się kilku nauczycieli z powołania. Szkoda, że tak niewielu.

  4. elzbieta314@gmail.com' Elzbieta Zborowska pisze:

    Inna siatka godzin nauczania matematyki rowniez moze byc przyczyna zmniejszenia umiejętności uczniów w tym przedmiocie. Jak zaczynałam pracę to i w klasach początkowych, i w poźniejszych było więcej godzin nauczania matematyki tygodniowo. W obecnej siatce- 4 godz.tygodniowo w gimnazjum oraz 3-4 godz.w szkole ponadgimnazjalnej nie wystarcza na realizację podstawy programowej, a co dopiero mówić o rozwijaniu talentów i zdolności. Kiedys było inaczej, polscy uczniowe stali na wyższym poziomie niż ich rówieśnicy za granicą. Teraz ledwo zdają egzaminy gimnazjalne i maturalne .Wydaje mi sie ,ze gdzies leży błąd w dydaktyce tego przedmiotu- ale o tym musieliby wypowiedzieć się specjaliści. Na moj”nos”polonistki – nie ma czasu na powtarzanie i utrwalanie materiału. Nawarstwiają sie wiec zaległości. Jestem z pokolenia,ktore rowniez musiało zdawać matematykę na egzaminie maturalnym /dawno temu/. Wyniki matur aż tak tragiczne nie były ,jak obecnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.