Finanse Kościoła – fakty i mity


„Przetacza się walec laicyzacji” – powiedział proboszcz podczas tegorocznej wizyty duszpasterskiej w moim domu, komentując mniejszą niż w latach ubiegłych liczbę rodzin przyjmujących księdza. Na 96 mieszkań w moim bloku, tylko w 23 była kolęda. No cóż, od wielu lat wręcz rytuałem okresu między Świętami Bożego Narodzenia a Świętem Trzech Króli jest dyskusja w mediach o kopertach wręczanych księżom, jakby to była istota wizyt duszpasterskich. Presja medialna robi swoje. W tym roku, dodatkowo w samo święto 6 stycznia, za sprawą konferencji prasowej Barbary Nowackiej, która przedstawiła projekt ustawy o rozdziale Kościoła od państwa, sprawa finansów księży i Kościoła wróciła w szerszym kontekście.

Wokół finansów Kościoła krąży sporo mitów niemających z prawdą wiele wspólnego. Jednym z nich jest przekonanie, że księża nie płacą podatków. Kiedyś toczyłam na Twitterze długie dyskusje na ten temat i zorientowałam się, że wiedza o kościelnych zobowiązaniach podatkowych nie tylko jest ograniczona, ale przede wszystkim fałszywa.

Mit pierwszy: Kościół nie płaci podatków

Nie jest to prawda, księża płacili i nadal płacą podatki. Na podstawie kolejnych dekretów i ustaw o podatku dochodowym od osób fizycznych, duchowni w przeszłości byli zobowiązani do prowadzenia ksiąg podatkowych, które uznawane były za dowód w procesie ustalania podstawy opodatkowania. Po październiku 1956 roku wprowadzono ryczałtowy sposób ustalania wysokości dochodów w zależności od liczby mieszkańców parafii i jej położenia. Ustalony okólnikiem ministra finansów z 25 lutego 1959 roku podatek ten przetrwał do 20 grudnia 1991 roku. Wówczas na mocy rozporządzeń wyznaczano osobie duchownej już nie przewidywaną wysokość dochodu, ale kwotową, kwartalną wysokość podatku, zależną od funkcji, liczby mieszkańców parafii (nie wiernych) i jej położenia.

Dopiero na mocy art. 42 ust.1 ustawy z 20 listopada 1998 r. o zryczałtowanym podatku dochodowym opodatkowanie duchownych uzyskało swoją konkretną podstawę ustawową. Reguluje ona opodatkowanie zryczałtowanym podatkiem dochodowym niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne, które prowadzą pozarolniczą działalność gospodarczą, w tym przez osoby duchowne (nie tylko katolików, ale wszystkich prawnie uznanych wyznań, jak prawosławie, protestantyzm, buddyzm, islam, karaimizm, judaizm i innych). W ten sposób opodatkowana jest tylko działalność o charakterze duszpasterskim.

  Księża proboszczowie i wikariusze zostali więc potraktowani przez państwo podobnie jak osoby fizyczne, które prowadzą pozarolniczą działalność gospodarczą.

Z ustawy tej wynika, że osoba duchowna (np. wikary, proboszcz) powinna poinformować o pełnionej przez siebie funkcji urząd skarbowy, który ustala kwotę kwartalnego podatku, a jego stawka zależy od wielkości parafii, czyli liczby mieszkańców. W przypadku wikariuszy liczy się dodatkowo także wielkość miejscowości, w której znajduje się parafia. Warto pamiętać, że przy ustalaniu stawki podatku ryczałtowego uwzględnia się wszystkich mieszkańców, a więc zarówno osoby wierzące, jak i niewierzące. Przykładowo w mojej parafii osób praktykujących jest zaledwie jedna czwarta ogółu mieszkańców, a przecież nie wszyscy chodzący do kościoła dają na tacę czy zamawiają tzw. intencje mszalne.

  Nie wszyscy praktykujący finansują swoją parafię.

Podatek ryczałtowy płacą również księża, którzy jedynie pomagają w posłudze duszpasterskiej i nie są na stałe przydzieleni do żadnej parafii. Wówczas muszą sami zgłosić urzędowi skarbowemu wysokość swoich dochodów, a ten nalicza im ryczałt.

Opłacanie ryczałtu pozostaje jedną z możliwości regulowania obowiązku podatkowego przez osoby duchowne. Mogą zrzec się opodatkowania w tej formie i opłacać podatek dochodowy na ogólnych zasadach, prowadząc księgę przychodów i rozchodów.

Osoby duchowne mają też obowiązek opłaty składki zdrowotnej liczonej na podstawie aktualnej płacy minimalnej. Nie zawsze tak było, w PRL-u duchowni byli jedyną grupą społeczną, która nie miała ubezpieczenia zdrowotnego. Pamiętam, jak w latach osiemdziesiątych brat mojego męża, ks. Ryszard, podczas wizyty w moim domu dostał ataku kamicy żółciowej i trzeba było wezwać pogotowie. Ta wizyta słono kosztowała, bo jako ksiądz nie był on ubezpieczony. Czyżby Barbara Nowacka, postulując zniesienie ubezpieczeń dla księży, chciała nawiązać do tamtych czasów?

Katecheci i urzędnicy kurialni płacą PIT

Duchowni płacą podatek zryczałtowany, ale też podatki dochodowe od wynagrodzenia na dokładnie tych samych zasadach co wszyscy pozostali podatnicy. W zależności od formy umowy, na jakiej są zatrudnieni (np. katecheci, kapelani), płacą albo jak pracownicy zatrudnieni na etatach, albo jak od umowy-zlecenia – 18 proc. podatku.  Oprócz podatków płaconych przez samych księży, podatki obowiązują również zakony, parafie i instytucje kościelne od prowadzonej przez nie działalności gospodarczej. Muszą ją zarejestrować i płacą takie same podatki CIT i VAT jak wszystkie podmioty gospodarcze.

Należy też pamiętać, że około 1/3 dochodów księży pochodzących z działalności duszpasterskiej przeznaczona jest na różnego rodzaju daniny. Najbardziej znana danina to świętopietrze, które trafia do Watykanu bezpośrednio z parafii. Na ten cel przeznaczone są pieniądze rzucane na tacę w najbliższą niedzielę po 29 czerwca (wspomnienie świętych Piotra i Pawła).

Parafie utrzymują też działalność biskupstw oraz instytucji kościelnych, znajdujących się na terenie diecezji (seminariów duchownych, domu księży emerytów, domów samotnej matki itp.). Każda diecezja sposób finansowania reguluje inaczej w zależności od tradycji wynikającej głównie z tego, pod jakim kiedyś jej tereny znajdowały się zaborem. Na przykład w słynącej z religijności diecezji tarnowskiej (były zabór austriacki) instytucje diecezjalne utrzymywane są z tacy – każda zbiórka w pierwszą niedzielę miesiąca przeznaczana jest na ten cel. W archidiecezji poznańskiej (były zabór pruski) parafie są obciążone stałym podatkiem miesięcznym: każda musi wysłać co miesiąc do biskupstwa kwotę będącą iloczynem jednej trzeciej mieszkańców (bo szacunkowo tylu uczęszcza do kościoła) pomnożonym przez 1,05 zł. Do tego w Wielkim Poście każda parafia płaci daninę diecezjalną w wysokości 1,55 zł od mieszkańca parafii. Natomiast w archidiecezji lubelskiej (były zabór rosyjski) ustanowiono podatek zwany podusznym: jednostki liczące powyżej 800 mieszkańców (mniejsze są zwolnione z opłat) płacą miesięcznie 3 gr od duszy, większe, powyżej 1200 mieszkańców – 7 gr. Jeszcze inaczej jest w archidiecezji warszawskiej – tutaj obowiązuje roczny ryczałt uzależniony od liczby uczestników niedzielnej Mszy św.

W archidiecezji wrocławskiej księża finansują też z osobistych dochodów Katolickie Liceum Ogólnokształcące im. Edmunda Bojanowskiego w Henrykowie, które zapewnia uczącej się tam  młodzieży nieodpłatne miejsce w internacie z całodobową opieką oraz częściowo odpłatnym wyżywieniem.

Kościoły płacą też podatek od nieruchomości.

Kościoły płacą podatek od nieruchomości, które wykorzystują na działalność gospodarczą. Również będące ich własnością użytki rolne i lasy nie są zwolnione z podatku rolnego i leśnego. Takich gruntów jest około 110 tys. hektarów, więc odprowadzane od nich podatki przekraczają rocznie 20 mln zł.

Kościoły korzystają natomiast z ulg i zwolnień na podstawie ustawy o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego, która zwalnia kościelne osoby prawne, czyli parafie, od opodatkowania i świadczeń na fundusz gminny oraz fundusz miejski od tych nieruchomości, które są przeznaczone i wykorzystane na cele kultu religijnego lub cele edukacyjne (szkoły, seminaria, internaty przy szkołach i seminariach duchownych). Zwolnienie obejmuje też nieruchomości wpisane do rejestru zabytków, domy zakonów kontemplacyjnych, domy formacyjne zakonów, domy księży emerytów i sióstr emerytek. To samo dotyczy części mieszkalnych przy siedzibach władz kościelnych.

Antyklerykarna propaganda przejawia się też stale powracającym postulatem likwidacji Funduszu Kościelnego. Towarzyszy temu przekonanie, że z tego funduszu przekazywane są gigantyczne środki. Warto więc przypomnieć, skąd wziął się Fundusz Kościelny i co jest z tego finansowane.

Mit drugi: Fundusz Kościelny, czyli państwowe miliony

W Polsce międzywojennej Kościół był właścicielem ok. 10 proc. ziemi i dużej liczby nieruchomości głównie pochodzących z darowizn, nadań panujących, rycerstwa, później szlachty i magnatów. Te właśnie dobra kościelne nazywa się dobrami martwej ręki. Uzyskiwane z nich dochody przeznaczone były na finansowanie bieżących potrzeb oraz działalność duszpasterską, oświatową, charytatywną, a także medyczną. Reżim komunistyczny wywłaszczył Kościół z niemal całego majątku (często nie oszczędzając nawet szczątkowych areałów, których pozostawienie przewidywały komunistyczne ustawy rekwizycyjne). Fundusz Kościelny stanowił więc namiastkę odszkodowania. Zmusiło to Kościół w PRL do finansowania działalności duszpasterskiej, charytatywnej i społecznej wyłącznie z datków wiernych.

Po 1989 roku Kościołowi zwrócono zaledwie 65 tys. ha z zabranych niemal 145 tys.

Fundusz Kościelny został powołany na mocy art. 8 ustawy z 20 marca 1950 roku. Początkowo miał być finansowany przede wszystkim z dochodów z nieruchomości przejętych przez państwo na mocy ustawy oraz uzupełniająco poprzez dotacje państwowe uchwalane przez Radę Ministrów. Okazało się to niemożliwe, ponieważ nigdy nie zinwentaryzowano przejętych na rzecz Skarbu Państwa kościelnych dóbr ziemskich. Aktualnie – na mocy konkordatu – Fundusz Kościelny jest finansowany z budżetu państwa. Stanowi wyodrębnioną pozycję w ustawie budżetowej, której dysponentem jest Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji. Warto pamiętać, że pieniądze z Funduszu dostają także Kościoły, których dóbr państwo nigdy nie przejęło.

Obecnie z Funduszu Kościelnego finansowane lub dofinansowane są:

– remonty i prace konserwatorskie zabytkowych obiektów sakralnych, w szczególności: remonty dachów, stropów, ścian i elewacji, osuszanie i odgrzybianie, izolację, remonty i wymianę zużytej stolarki okiennej i drzwiowej, instalacji elektrycznej, wodnej, kanalizacyjnej, odgromowej, a także w szczególnie uzasadnionych przypadkach wyposażenie tych obiektów, takich jak np. organy, dzwony oraz stałych elementów wystroju, jak np.: ołtarze, polichromie, freski, posadzki

– kościelna działalność charytatywno-opiekuńcza, w szczególności: prowadzenie zakładów dla sierot, starców, osób upośledzonych fizycznie lub umysłowo oraz innych kategorii osób potrzebujących opieki, prowadzenie szpitali i innych zakładów leczniczych oraz aptek, organizowanie pomocy w zakresie ochrony macierzyństwa, pomocy sierotom, osobom dotkniętym klęskami żywiołowymi i epidemiami, ofiarom wojennym, znajdującym się w trudnym położeniu materialnym lub zdrowotnym rodzinom i osobom, w tym pozbawionym wolności, prowadzenie żłobków, ochronek, burs i schronisk, pomoc w zapewnianiu wypoczynku dzieciom i młodzieży z ubogich rodzin, przekazywanie za granicę pomocy ofiarom klęsk żywiołowych i osobom znajdującym się w szczególnej potrzebie.

Ponadto na mocy ustawy z  13 października 1998 roku o systemie ubezpieczeń społecznych zobowiązano Fundusz Kościelny do finansowania 80 proc. składek na ubezpieczenie społeczne, rentowe i wypadkowe tych osób duchowych, które nie są zatrudnione na podstawie umowy o pracę i oddają się wyłącznie działalności duszpasterskiej  oraz 100 proc. składek członków zakonów kontemplacyjnych klauzurowych, misjonarzy w okresach pracy na terenach misyjnych, pozostawiając duchownym możliwość samodzielnego opłacania dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego.

„Kto ma księdza w rodzie tego bieda nie ubodzie” – to stare porzekadło odzwierciedla przekonanie nie tylko, że Kościół jako instytucja jest bogaty, ale także księża są zamożni.

Mit trzeci: Kościół jest bogaty, a księża żyją ponad stan

To mit bardzo rozpowszechniony, a w zdecydowanej większości nieprawdziwy. Warto też pamiętać, że środki z budżetu państwa na finansowanie działań podejmowanych przez instytucje kościelne, służą całemu społeczeństwu, a nie tylko Kościołowi rozumianemu wąsko jako duchowieństwo. 

  Kościół katolicki w Polsce należy do najmniej zasobnych w Europie i utrzymuje się w 80 proc. z ofiar wiernych, a na wspieranie państwa wydaje kilka razy więcej, niż od niego otrzymuje.

Przypomnę zatem, co składa się na dochody parafii. Wierni składają ofiarę na tacę, na intencje mszalne, czyli wtedy, kiedy zamawiają Mszę św., za celebrację chrztów, ślubów i pogrzebów oraz na wypominki za zmarłych, no i przekazują datki w czasie wizyty duszpasterskiej w słynnych kopertach. Pieniądze z tacy to środki na utrzymanie kościoła, oświetlenie, ogrzewanie, drobne remonty, kwiaty do ołtarza, dekoracje, komunikanty, wino mszalne itp. Prawo kanoniczne stanowi, że środki na utrzymanie księży pochodzą z tzw. parsu, czyli ofiar składanych przy okazji chrztów, ślubów i pogrzebów. Z tego utrzymywana jest plebania, czyli pokrywane są opłaty za prąd, gaz, wynagrodzenie osób, które gotują czy sprzątają (coraz częściej księży na to nie stać i robią to sami), kościelnych i organistów, wyżywienie proboszcza i wikariuszy, koszty prowadzenia kancelarii parafialnej itp. Koszt stanowią także wydawnictwa (parafialne gazety, plakaty, ulotki, śpiewniki), honoraria za wykłady czy prelekcje, koncerty i inne pozaliturgiczne parafialne wydarzenia. Osobiste dochody księży pochodzą z ofiar za intencje mszalne, które w parafii, gdzie oprócz proboszcza są wikariusze, najczęściej są sumowane i dzielone proporcjonalnie do liczby odprawionych Mszy św., przy czym ksiądz może w ciągu dnia odprawić więcej niż jedną Mszę św., ale nie może otrzymać więcej niż jednego stypendium mszalnego. W parafiach, na terenie których mieszkają zamożni i pobożni ludzie zdarza się, że ofiara na Maszę św. to 50 zł, częściej jednak jest to mniejsza kwota. Maleją też dochody ze ślubów, bo upowszechnia się życie bez ślubu, i chrztów, bo rodzi się coraz mniej dzieci. W jednej z dużych wrocławskich parafii, w której oprócz proboszcza jest dwóch wikarych, widziałam sprawozdanie za rok ubiegły: chrzest przyjęło 66 dzieci, sakrament małżeństwa zawarło 13 par, zmarło 90 parafian. Jedynie ta ostatnia pozycja nie maleje.

Na co zatem księża wydają pieniądze, jak mają zapewnione wyżywienie i mieszkanie? Na wszystko, co zwykli ludzie: ubrania, kawę, słodycze, kosmetyki, telefon, książki, prasę itp. Często te tak bardzo kłujące w oczy księżowskie samochody to pojazdy używane, które kupują okazyjnie i choć wyglądają one na „wypasione” są niejednokrotnie nabyte taniej niż auta wiernych. Najczęściej na pierwszy samochód księdza składa się jego rodzina – rodzice i krewni. Warto też pamiętać, że samochód dla księdza to także narzędzie pracy, które jednak musi sam, z własnych dochodów utrzymać, a także opłacić paliwo zużywane głównie w celach duszpasterskich (parafie bywają bardzo rozległe i mające filialne kościoły w kilku miejscowościach). Sam musi sobie kupić komputer, drukarkę, choć także używa tego sprzętu prawie wyłącznie do pracy duszpasterskiej. Warto też pamiętać, że koszty wszystkich wyjazdów w celach urzędowych do miasta (kurii, urzędu skarbowego) ksiądz także pokrywa z własnej kieszeni. Przy remontach niejednokrotnie księżowski samochód służy jako środek transportu niektórych materiałów. Dlatego nie dziwi, że najbardziej pożądane księżowskie samochody to wersje combi lub coraz bardziej popularne SUV-y.

Nie można też zapominać, że wikary to ktoś, kto nie rzadziej niż co pięć lat (zakonnicy częściej) zmienia parafię. To nie tylko zmiana miejsca pracy, ale i mieszkania. Ksiądz musi więc mieć środki na przeprowadzkę, a niejednokrotnie także wyposażenie nowego miejsca, bo na przykład jego poprzednik zabrał będące na wyposażeniu meble, gdyż były jego własnością. Musi więc zacząć od kupna kanapy do spania, biurka itp. Nie mówiąc już o pościeli czy jakiś filiżankach do kawy, sztućcach, serwetkach itp. Mówi się, że dwa razy przeprowadzić się, to jak raz przeżyć pożar. Coś w tym jest, każda taka przeprowadzka to nie tylko operacja logistyczna, którą trzeba przeprowadzić w krótkim czasie, ale także strata wielu rzeczy, bo na przykład niektóre, wcześniej kupione, nie pasują do nowego miejsca i trzeba je komuś podarować, albo zostawić na starym miejscu.

Ksiądz, jeżeli jest proboszczem parafii jednoosobowej, a takich jest jedna trzecia spośród ponad 10 tys. funkcjonujących w Polsce, praktycznie nie ma urlopu od pracy duszpasterskiej. Jeżeli chce sobie pozwolić na wyjazd, musi załatwić na ten czas zastępstwo i nie dość, że nie ma w tym czasie żadnych dochodów, to jeszcze musi zapłacić księdzu, który wykonuje jego obowiązki, za tę posługę. Nie zawsze może sobie na to pozwolić, bo go po prostu nie stać. Analogiczna sytuacja jest w przypadku choroby, zwłaszcza połączonej z pobytem w szpitalu. Brat mojego męża, już nieżyjący ks. Ryszard, gdy pełnił funkcję proboszcza, nie brał urlopu przez 30 lat. Jego krótkotrwałe nieobecności wiązały się tylko z pobytem w szpitalu. Tylko raz pozwolił sobie na trzytygodniową nieobecność, gdy po operacji wyjechał do poszpitalnego sanatorium.

Kościół w Polsce otrzymuje ze strony państwa znacznie mniejszą pomoc niż w przeciętnym kraju europejskim. W wielu krajach państwo wypłaca duchownym wynagrodzenia, w innych na rzecz Kościoła ściąga podatki.

Mit czwarty: Kościół na Zachodzie nie jest finansowany przez państwo

Nie jest to prawdą, państwo dotuje Kościół katolicki zarówno w krajach zachodnich, nawet w laickiej Francji, jak i w krajach postkomunistycznych. Przykładowo Kościół w Niemczech uzyskał w 2011 roku z samego tylko podatku kościelnego 4,9 mld euro, czyli 20,5 mld zł. Do tego dochodzą liczne dotacje ze środków publicznych na szkolnictwo wyznaniowe, kapelanów w wojsku, szpitalach oraz na cele charytatywno-społeczne. W sumie Kościół katolicki w Niemczech dysponuje budżetem około 20-krotnie wyższym od Kościoła w Polsce.

We Włoszech kwota, jaką Kościół otrzymuje z dobrowolnych odpisów podatkowych (0,8 proc.) wynosi ok. miliarda euro rocznie, czyli ponad 4 mld zł. Do tego dochodzi 50 mln euro z kościelnych majątków, 15 mln euro darowizn na cele kościelne i oczywiście dobrowolne ofiary wiernych, które – za względu na zamożność społeczeństwa – są wyższe niż w Polsce.

W sumie więc Kościół we Włoszech dysponuje budżetem nawet pięciokrotnie wyższym niż w Polsce.

Znacznie proporcjonalnie wyższy jest też budżet Kościoła w niektórych krajach postkomunistycznych, np. na Słowacji czy w Czechach. Niezależnie od ofiar składanych przez wiernych, państwo wypłaca tam pensje duchownym oraz finansuje w znacznym zakresie działalność charytatywno-społeczną oraz edukacyjną prowadzoną przez Kościół.

We Francji ze środków publicznych pokrywane są koszty remontów i utrzymania budynków kościelnych. Dotyczy to tych gmachów, które zostały zbudowane przed 1905 rokiem i były upaństwowione na mocy ustawy z tego czasu. Katedry i pałace biskupie są utrzymywane z budżetu państwa, a inne świątynie – przez gminy. Ponadto system podatkowy umożliwia przedsiębiorcom i indywidualnym podatnikom odliczanie (do określonego limitu) darowizn na rzecz Kościoła. Stowarzyszenia katolickie mają prawo do państwowych dotacji na określone cele na równi z innymi stowarzyszeniami. Z funduszy publicznych finansowane jest duszpasterstwo w wojsku, szpitalach i więzieniach. Z budżetu państwa opłacani są także nauczyciele w prywatnych szkołach katolickich, pod warunkiem że dana szkoła zawarła porozumienie z państwem.

* * *

A tymczasem Kościół instytucjonalny w Polsce nie bogaci się, jak usiłują nam wmawiać antyklerykałowie, ale biednieje. Utrzymują go ludzie średnio i mało zamożni, a ci bogatsi rzadko są hojni. Antykościelna propaganda robi swoje. Mój parafialny kościół od kilku lat nie jest zimą ogrzewany, choć jest podłączony do elektrociepłowni, bo parafii po prostu na to nie stać. Ogrzewana jest tylko mała boczna kaplica przy ołtarzu, oddzielona od głównej nawy szklanymi drzwiami. Gdy kilka lat temu wichura zerwała dachówki i dach zaczął przeciekać, niezbędny był jego remont, na który parafia zaciągnęła kredyt. Już kilka lat jest spłacany. Taca z jednej niedzieli miesiąca przeznaczona jest na ten cel. Ksiądz proboszcz zawsze dziękuje za tę zbiórkę, informując, ile udało się zgromadzić pieniędzy. To zwykle jest około 2,5 tys. zł, a ludzie na ogół dają wtedy więcej niż zwykle. Obserwuję postępujące oszczędności w mojej parafii, nie tylko ograniczenie ogrzewania do kaplicy, ale także bukiety z ciętych kwiatów zdobiące ołtarz zastąpiły doniczki, których nie trzeba zmieniać co tydzień.

Boczna kaplica w moim parafialnym kościele, oddzielona od ołtarza szklanymi drzwiami. Na kartce napis: Proszę zamykać drzwi, kaplica jest ogrzewana.

Użyłam sformułowania Kościół instytucjonalny, bo pod pojęciem Kościół rozumiem wspólnotę wierzących. To właśnie tych, którzy chodzą do kościoła, posyłają dzieci na religię, Barbara Nowacka chce obciążyć kosztami, pokrywanymi obecnie na mocy konkordatu przez państwo, które oddaje tylko niewielką, symboliczną część tego, co Kościołowi w przeszłości zagrabiło. Nie to jest jednak najważniejsze, istota tej propozycji nie tyle jest skierowana przeciw duchowieństwu, co uderza we wszystkich ludzi wierzących, czyli większość społeczeństwa.


Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

19 komentarzy

  1. k.jarkiewicz.ign@gmail.com' Katarzyna Jarkiewicz pisze:

    Warto wspomnieć,że w 2014 podjęto kroki w celu wprowadzenia u nas odpisu 0,5% od podatku dochodowego na rzecz związków wyznaniowych.Miało to zastąpić Fundusz Kościelny.Zgodnie z porozumieniem Nycz-Boni,ówczesnego ministra administracji i cyfryzacji system miano testować 3 lata.Skończyło się niczym,zwłaszcza po przeliczeniach,że się państwu likwidacja Funduszu Kościelnego nie opłaca.Badania,ile Państwo jest winne Kościołowi przekazać prowadziła i Ewa Czaczkowska i ks. Dariusz Walencik.Nawet uwzględniając spadek przychodów Kościoła z tytułu opodatkowania wiernych i odejścia od tacy,Kościół z zaległych zobowiązań Państwa winien się utrzymać.Gdyby Kościół chciał wyegzekwować skutecznie te zobowiązania,np. na drodze sądowej pozywając polskie państwo,mógłby puścić państwo z torbami.Nikomu się to nie opłaca. Utrzymuje się status quo,choć ma się świadomość,że jest to tylko przeciąganie w czasie problemu.Nie ulega wątpliwości,że najlepszy byłby podatek kościelny na wzór włoskiego,ale kto się odważy go wprowadzić.

  2. wladyslaw_daleczko@poczta.onet.pl' wladdal pisze:

    Warto podkreślić, że przepisy prawne dotyczą wszystkich związków wyznaniowych w takim samym stopniu i wszystkie one korzystają z Funduszu Kościelnego (nie tylko kościół katolicki).

  3. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Trzy z czterech mitów, z którymi rozprawia się autorka, są łatwe do obalenia, bowiem wystarczy przytoczyć przepisy prawa podatkowego, które kościół i duchownych obowiązują, przypomnieć fakty dotyczące Funduszu Kościelnego (świetne uzupełnienie Katarzyny Jarkiewicz), jak też przywołać zasady finansowania obowiązujące na Zachodzie. Trudniej z mitem trzecim, czyli osławionym „bogactwem księży i życiem ponad stan”. Oczywiście sytuacja materialna księży jest bardzo zróżnicowana, są bogatsze i biedniejsze parafie. Znam księdza, który jest proboszczem wiejskiej parafii w Kotlinie Kłodzkiej z pięcioma kościołami filialnymi, tak biednego, że gdyby nie sprzyjająca sytuacja rodzinna, nie utrzymałby się. Tam do tej pory księża się zmieniali co dwa lata, wpływy nie starczały na podstawowe opłaty, nie było za co nie tylko ogrzać kościoła, ale też plebanii. O słynnej gospodyni nie było mowy. Obecny proboszcz ma jeszcze w pełni sił rodziców, którzy zamieszkali z nim i wspierają go swoją pracą (mama sprząta, gotuje, organizuje przyjęcia odpustowe; ojciec pomaga w męskich pracach na plebanii), ale także swoimi emeryturami. Bez tego by nie dał rady. Słyszałam o księdzu w lubelskiem, który odziedziczył dwuhektarowe gospodarstwo po rodzicach i żeby się utrzymać poza pracą duszpasterską, uprawia rolę. I to mu pomaga przetrwać. To ekstremalne przykłady, w miejskich parafiach bywa lepiej. Ale i tak ksiądz do swojej pracy duszpasterskiej wszystko kupuje z tzw. swojej pensji. Np. w mojej parafii ksiądz zajmujący się duszpasterstwem dzieci sam kupuje upominki (czekolady, cukierki, lizaki i wiele, wiele innych), aby – nagradzając aktywnych i pobożnych – zachęcać do praktyk religijnych. Warto dodać, że prowadzi on chór (dorosłych i dzieci), a sam studiuje w trybie dziennym na Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, gdzie ma zajęcia w poniedziałki, wtorki i czwartki. Nie ma własnego samochodu, więc trasę Wrocław – Bydgoszcz i z powrotem odbywa dwa razy w tygodniu pociągiem. No i za swoje pieniądze płaci za miejsce w akademiku. Zdaję sobie sprawę, że większość tych, którzy wytykają księżom wyimaginowane „bogactwo”, nie sprostałoby trudom takiego życia. Są i księża zamożniejsi, ale porównując do ludzi świeckich, zdajmy sobie sprawę, że angażujący się w pracę zawodową single, którzy mieszkają u rodziców i nie kupują własnego mieszkania (księża mieszkają na plebanii, nie spłacają kredytu hipotecznego), są na ogół zamożniejsi niż obciążeni rodziną i rodzinnymi obowiązkami mężowie i ojcowie.

  4. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Pod zapowiedzią tego tekstu na Facebooku rozgorzała dyskusja, a właściwie wymiana opinii między Tadeuszem Kurandą a Rafałaem Biskupem. Przytaczam ją poniżej w całości.

    Tadeusz Kuranda: Między innymi, podatków nie płacą sklepy wielkopowierzchniowe. Kościół przy tym to pikuś.

    Nieszczelność VAT za rządów PO to (jak się zdaje) ponad 250 mld złotych. Solą w oku jest Kościół, który pomaga biednym, wychowuje młodzież, jest ostoją jedności, tożsamości i kultury narodowej.
    Poza tym stoi na straży dziesięciu przykazań.
    Państwo powinno przede wszystkim chronić własny potencjał ekonomiczny. Na każdym paragonie z zakupu np. w Lidlu, czy Carrefourze jest informacja o tym ile pieniędzy podatku „wylatuje” z Polski.

    Rafał Biskup: Dlaczego w Polsce nie zostanie wprowadzony wspomniany słusznie w artykule podatek kościelny, który funkcjonuje np. w Niemczech (oczywiście wprost proporcjonalnie do zamożności i dochodów obywateli)? Ofiarowane w Niemczech datki na tacę mają często charakter symboliczny, bowiem podstawowe finansowanie Kościołów pochodzi właśnie z podatku kościelnego.
    Czy nie jest aby przypadkiem tak, że w chwili deklaracji płacenia bądź nie płacenia podatku kościelnego (który o ile mi wiadomo w Niemczech nie jest obowiązkowy) wyszłoby, jaki procent społeczeństwa TAK NAPRAWDĘ przynależy do Kościoła?

    Tadeusz Kuranda: Z tym niemieckim odniesieniem to jest dokładnie tak jak budowę centralnego lotniska w Polsce skomentował pan Rafał Trzaskowski: Po co lotnisko w Polsce, skoro jest w Berlinie?
    Podobne myślenie spowodowało, że ponad 85% rynku medialnego w Polsce należy do Rzeszy. Proszę tylko pomyśleć, przecież nie dlatego, że jesteśmy głupsi a dlatego, że smaczni.
    Powinniśmy robić wszystko, żeby nie pozwolić obedrzeć się z cech narodowych i nie pozwolić na depopulację.

    Rafał Biskup: Odniosłem się do podatku kościelnego w Niemczech, który popieram, a Pan pisze o CPK, Trzaskowskim i rynku medialnym. Gratuluję umiejętnego czytania ze zrozumieniem.

    Tadeusz Kuranda: Dziękuję bardzo za troskę, o panu Trzaskowskim nie mogłem sobie odmówić przyjemności wspomnieć. Wydawało mi się, że przykład był dobry. Napiszę o tym szerzej w swojej książce, gdzie wszystko opiszę bardzo jasno i dokładnie. Nie a FB. Pozdrawiam.

    Rafał Biskup: Bardzo proszę. Przykład o p. Trzaskowskim był – przynajmniej dla mnie – nieczytelny w stosunku do omawianego powyżej artykułu. Również pozdrawiam.

    Tadeusz Kuranda: Marny byłby ze mnie prelegent, skoro polegam więcej na wyobraźni adresatów.
    Gdybym miał to jaśniej wyłożyć, to tylko jako swoją opinię, że Kościół Polsce przynosi niewymierne korzyści będąc minimalnym obciążeniem dla budżetu państwa. Gdyby państwo utrzymywało ministerstwo zajmujące się kształtowaniem polityki kościelnej, rozdziałem kościelnych dóbr, wynagrodzeń, celów, to zapewniam, że kosztowałoby to więcej niż dotacje a już napewno nie podatki od datków.
    Skala środków uciekających z budżetu polskiego państwa jest ogromna z powodu aktywności nie kościoła a jurgieldu i działalności obcych agentów podających się za Polaków. Lotnisko centralne w środku Europy to wyłącznie polski zysk.i wielka strata dla niemieckiego, bo potężna konkurencja.

    Rafał Biskup: Może zamiast przerzucać się uszczypliwościami odniósł by się Pan do Pana negatywnego stosunku wobec modelu podatku kościelnego? Co Panu w nim nie odpowiada, co z tym modelem jest nie tak? Chętnie poczytam. Bo jak na razie dowiedziałem się tylko tyle, że jest on zły, bo niemiecki.

    Tadeusz Kuranda: Mamy swój własny rozum, własną tradycję i pamięć historyczną oraz interes narodowy zupełnie różne od niemieckich. Tak samo interes w kształtowaniu własnego bytu. Nie będziemy budować Polski na modłę niemiecką i dla Niemców.
    Dopowiem do tego co jeszcze powyżej, że pan Trzaskowski, to całkiem młode pokolenie wychowane w Polsce jak na żerowisku. Jego bardzo wyraźne hasło „po co nam lotnisko?” zareagowali prawidłowo wszyscy, którzy tak samo zareagowaliby gdyby powiedział „po co nam Kościół?”. To jest człowiek inteligentny i tego tak wprost nie powiedział. Mógł powiedzieć jeszcze wyraźniej: po co nam Polska?
    Jego wyborczy sukces w Stolicy to efekt barometru – pokazuje w jakim stopiu administracja państwowa opanowana jest przez obce siły, którym bardzo by zależało na tym, żeby rodziło się jak najmniej Polaków, żeby jak najmniej było tu polskiej własności, żeby zmarginalizować rolę Kościoła, właśnie przez pozbawienie go finansowania i np zarżnięcie podatkami, przez to osłabienie więzi narodowych.
    NIE ZABIJAJ, NIE KRADNIJ…. Każde przykazanie z Dekalogu jest takie oczywiste i jest jak narodowa forteca.
    Wymieszanie pojęć, zniszczenie religii spowoduje wygubienie narodu. Jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości….. to niech żyje jak umie.
    Wolność kosztuje każde pieniądze, o czym przekonali się ci, którzy za wolność oddawali życie.

  5. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Istotnie ciekawa ta dyskusja pomiędzy Tadeuszem Kurandą i Rafałem Biskupem, który postuluje podatek kościelny, na wzór niemiecki. I podobnie jak Kuranda, uważam, że to nie jest dobry pomysł. Kościół jest żywą wspólnotą, a nie instytucją świecką. Obowiązujące finansowanie jest dla budżetu państwa najmniej obciążające, co ewidentnie dowodzi wpis Katarzyny Jarkiewicz, a wierni składają przecież ofiary dobrowolnie. Tym, którzy do Kościoła nie należą, nic do tego.

    W dyskusji na temat finansowana Kościoła i postulatach Barbary Nowackiej pojawił się pomysł wycofania religii ze szkół. Postulowano też ograniczenie liczby godzin tygodniowo do jednej. Przypomnę więc, że w Polsce, w okresie międzywojennym nauczanie religii odbywało się w wymiarze dwóch godzin tygodniowo. Treści programowe obejmowały dogmatykę, teologię moralną i historię Kościoła. Konstytucja z 17 marca 1921 r. w art. 120, zapewniała w szkołach państwowych obowiązkową naukę religii dla wszystkich uczniów do 18 roku życia. W Konkordacie z 1925 r. artykuł XIII potwierdzał obowiązkowość nauki religii w wymiarze dwóch godzin tygodniowo. Katechetów obsadzał Kościół za aprobatą władz świeckich w ramach tzw. misji kanonicznej. Istniała możliwość prowadzenia przez Kościół szkół prywatnych. Sprawą Kościoła było ujednolicenie planów i programów nauczania oraz podręczników do nauki religii. Za nauczanie religii w szkołach odpowiedzialna była Komisja Szkolna Episkopatu Polski.

    W początkowym okresie po wojnie lekcje religii były prowadzone w szkołach mimo wypowiedzenia w 1945 r. Konkordatu. Wynikało to z faktu, że taki obowiązek był zapisany w konstytucji marcowej, którą władze komunistyczne uznawały. Ograniczono nauczanie do jednej godziny tygodniowo (zamiast konkordatowych dwóch) i zlikwidowano obligatoryjność uczestnictwa. Od 1949 r. władze zaczęły systemowo usuwać religię ze szkół, co usankcjonowano w 1956 roku odpowiednimi przepisami zezwalającymi szkołom na nieprowadzenie lekcji religii (wciąż nie zakazując). W 1961 r. Sejm uchwalił ustawę o rozwoju systemu oświaty i wychowania definitywnie usuwającą lekcje religii ze szkół. Od tej pory lekcje religii były prowadzone przez księży i katechetów przy parafiach. Jednak do 1981 były one wciąż pod kontrolą władz oświatowych.

    Po 1989 r. religię do szkół ponownie wprowadzono na mocy instrukcji Ministra Edukacji Narodowej z 30 sierpnia 1990 r. Obecnie prawo organizacji zajęć katechetycznych w szkołach gwarantowane jest przepisem art. 53 ust. 4 Konstytucji, art. 12 Konkordatu i art. 12 Ustawy o systemie oświaty. Uczniom, którzy wybrali religię (mogą też uczęszczać na lekcje etyki), należy zapewnić dwie godziny nauki tygodniowo. Czy to zbyt dużo? Wątpię, gdy obserwuję absolutną ignorancję i niewiedzę ludzi wydawałoby się wykształconych i inteligentnych. Odrębną kwestią jest poziom tego nauczania, który niejednokrotnie pozostawia wiele do życzenia. Jest co poprawiać, ale z pewnością nie likwidować, ani ograniczać.

    • szkudlarek76@gmail.com' Szkudlar pisze:

      Obawiam się, że na religii nie tylko swojej ignorancji się nie wyzbędą, ale mogą ją powiększyć… Podobnie jak na fałszowanej przez obecną ekipę historii…

  6. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    W tym miejscu chciałabym też zwrócić uwagę na często mało docenianą działalność społeczną Kościoła i kościelnych instytucji. Wykonywaną codziennie, bez rozgłosu i fajerwerków. To domy opieki dla ludzi starych i niedołężnych, dla dzieci głęboko upośledzonych, przy których praca jest szczególnie trudna. To całoroczna praca Cariras i pomniejszych inicjatyw przy kościołach. O inicjatywach podejmowanych w jednej tylko parafii pisałam w tekście „#DobryKler” http://twittertwins.pl/dobrykler/ . Ale takich parafii jest mnóstwo. Są świetlice dla dzieci, pomoc w odrabianiu lekcji, opieka nad samotnymi młodocianymi matkami, które nie zdecydowały się pozbyć dziecka przed narodzeniem. Kościół i kościelne instytucje w dużej mierze w tym dziele wyręczają państwo. A robią to znacznie lepiej i nieporównywalnie taniej. Ludzie, widząc dzieła miłosierdzia, inicjatywy charytatywne, wspierają je jak mogą. Myślę, że niejeden z Czytelników chętnie podzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem na temat kościelnych inicjatyw charytatywnych.

  7. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Dobrze, że zebrała Pani i przedstawiła te podstawowe informacje o zasadach finansowania Kościoła, ich rozdzielania, podatkach, ubezpieczeniach, Funduszu Kościelnym, dochodach osobistych księży. Chyba po raz pierwszy spotykam się z takim całościowym i zrozumiale napisanym oracowaniem tych zagadnień. Wreszcie jest link, którym można się podeprzeć przy dyskusjach na te tematy. Wiedza o finansach Kościoła naszym kraju bardzo kiepska i zmącona, a temperatura dyskusji zwykle odwrotnie proporcjonalna do wiedzy. No niestety, ale uważam za duży błąd Kościoła, księży, mediów katolickich, że rzadko przedstawiają te kwestie w tak kompleksowy i klarowny sposób jak Pani to uczyniła. Skutkuje to podatnością na dezinformację i podrywaniem zaufania do księży i instytucji Kościoła. Uważam , że księża mają prawo żyć godnie na poziomie nie odbiegającym od przeciętnej stopy życiowej pracujących ludzi z wyższym wykształceniem na danym terenie.

    • szkudlarek76@gmail.com' Szkudlar pisze:

      „Uważam , że księża mają prawo żyć godnie na poziomie nie odbiegającym od przeciętnej stopy życiowej pracujących ludzi z wyższym wykształceniem na danym terenie”. Tylko czy mówimy o stopie życiowej asystentki w NBP czy też Misiewicza w spółce SP, czy np. rodziny z jednym dzieckiem (a więc bez 500 plus), za to z kredytem mieszkaniowym na barkach… A co do podrywania zaufania do księży – żadna „dezinformacja” nie jest tak groźna, niż sama postawa kościoła i części kleru w Polsce

      • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

        Przeciętna stopa życiowa pracujących ludzi z wyższym wykształceniem na danym terenie oznacza przeciętną. Przeciętną, a nie najwyższą, ani najniższą. I to na danym terenie, czyli np. na terenie parafii, w której posługuje dany ksiądz. Radzę czytać ze zrozumieniem.

  8. lanceortegao2@gmail.com' wolt-r pisze:

    Ten artykuł to propaganda. Opiera się na zapisach m.in. prawa podatkowego.
    Pomija stan faktyczny……
    ….Jest on taki, że dziennikarz podający się za księdza z samego tylko powodu bycia księdzem rzymskokatolickim (!) uzyskał u oficjalnego dilera nowych samochodów niewiarygodnie duży upust cenowy.
    Polega to na tym również, że pomoc finansowa dla kleru to nie tylko np. Fundusz Kościelny, ale ziarnko do ziarnka, olbrzymie kwoty z innych źródeł, jak Fundusz Ochrony Środowiska (bo drzewka nie były posadzone w szkółce leśnej, lecz jako ozdoba wzdłuż alejki prowadzącej do drzwi pałacu biskupiego!) Takich kwiatków jest mnóstwo.
    Podatek kościelny w Polsce to świetny pomysł. Kler utrzymywany byłby tylko przez jego „owieczki”. Ale nasz naród ma pewną szczególną cechę: jestem wierzący, ale jeśli mam za to płacić (dodatkowy podatek zwany kościelnym) to nie – aż tak wierzący to nie jestem jednak. Dlatego wprowadzenie podatku kościelnego raz na zawsze obaliłoby słynny mit o większości katolickiej w Polsce, bo katolicyzm (i gotowość do płacenia podatku) zgłosiłoby poniżej 20% społeczeństwa. Kler straciłby raz na zawsze mandat do wtrącania się w politykę, uczestnictwa w państwowych uroczystościach itd.
    Argument o odszkodowaniach za utracone za „komuny” ziemie nie przemawia do mnie – państwo włoskie by się chyba nie wypłaciło za ziemię Państwa Kościelnego! Polska za tereny krzyżackie itd.

    • agadam@wp.pl' Adam Gajewski pisze:

      Siłą kościoła była zawsze niezależność od państwa, jego naturą jest ponadnarodowa powszechność. Jeśli ktoś uważa, że można uzależnić byt fizyczny od środków finansowych i jednocześnie zapewnić niezależność ideologiczną czy teologiczną albo etyczną, to jest albo bardzo naiwnym człowiekiem albo bardzo przebiegłym antyklerykałem. O źródłach ewangelicznych rozdzielności tego co boskie i cesarskie, nie będę pisał, natomiast z punktu widzenia teorii władzy, rządzi ten co płaci – a któż nie chciałby rządzić i ciałem i umysłem i duchem człowieka. Taki prosty zabieg sprawia, że zamiast rządu, mamy Master of Puppets. Przywoływanie niemieckiego modelu religijnego jako przykładu, ze względu na jego opłakany stan, jest aż nadto wymowne w kwestii destruktywnych intencji. Podstawą podatku kościelnego jest deklaracja. Po co płacić za deklaracje? Każdorazowa, coniedzielna dobrowolność datków jest najlepszym rozwiązaniem.

    • dareknowak@op.pl' Darek pisze:

      Ty jesteś wierzący?!!!A w co, mogęż wiedzieć?

  9. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Bardzo ciekawa dyskusja inspirowana tym tekstem toczy się na Twitterze. Przytaczam wymianę między Twitterowiczem o nicku Moja Frakcja a Katarzyną Jarkiewicz. Dwa razy pozwoliłam sobie włączyć się do tej dyskusji, a raz zrobił to Szkudlar. Poniżej całość debaty.
    Moja Frakcja: U nas też był podjęty dyskurs w sprawie podatku i miałam wrażenie, że bardziej na nie był KK, niż wierni.

    Katarzyna Jarkiewicz: Ustalenia Nycz-Boni są z 2013.Odpis 0,5%. Państwo dalej w rozmowach nie poszło, bo przeliczono przy minimalnym nawet wpływie odpisu lukę budżetową, a pozostała i tak kwestia obciążeń państwa z tytułu umowy konkordatowej i nieuregulowanych kwestii majątkowych z Kościołem.

    Moja Frakcja: Te kwestie majątkowe trudno będzie uregulować, ot pretekst. Dają o tym pojęcie procesy związane z komisją majątkową: https://www.tvn24.pl/krakow,50/proces-ws-komisji-majatkowej-zakonnik-i-rzeczoznawcy-przed-sadem,534002.html … KK opłaca się obecna sytuacja i nie ma pewności, czy wierni wywiązywaliby się z obowiązku płacenia. Liczby nie kłamią – rosną nakłady na KK

    Katarzyna Jarkiewicz: Państwo zabrało majątek kościelny i mogło go oddać w 1956,ale ani nie było woli politycznej, ani nie było czym ruchomości i nieruchomości zastąpić. To się ciągnie i raczej nie ma woli politycznej, aby to uregulować raz ustawą. Czysta karta, a potem podatek kościelny.

    Moja Frakcja: I ani słowem nie odniosła się Pani do machlojek związanych z komisją majątkową – tak wygodnie? Oddanie majątku, oznacza że w gruncie rzeczy oddamy go my podatnicy, którym też majątki zabierano i nikt nie oddawał. Paranoja. Naprawdę traktujmy się nawzajem poważnie.

    Maria Wanke-Jerie: Bo trzeba by przypomnieć całą złożoność tej sytuacji, pełnomocników, którzy byli agentami SB itp. Półprawda to nie połowa prawdy, ale całe kłamstwo.

    Moja Frakcja: Trzeba by, sprawy są skomplikowane – to jednak nie usprawiedliwia ciągłych roszczeń. Przeciętny duchowny żyje na wyższym poziomie, niż przeciętny mieszkaniec PL i duszenie przez KK grosza jeszcze z tych kasjerek z Biedronki jest po prostu niemoralne. Księdzu dzieci nie płaczą jeść.

    Katarzyna Jarkiewicz: Kościół dał się wciągnąć w rozwiązania połowiczne. Nie powinien przystępować do Komisji Majątkowej i godzić się na takie rozwiązania. One nic nie rozwiązują, tylko gmatwają sprawę. Co do całości: oddadzą podatnicy i wróci do podatników, gdyż co Kościoła to wiernych.

    Moja Frakcja: Trzeba by, sprawy są skomplikowane – to jednak nie usprawiedliwia ciągłych roszczeń. Przeciętny duchowny żyje na wyższym poziomie, niż przeciętny mieszkaniec PL i duszenie przez KK grosza jeszcze z tych kasjerek z Biedronki jest po prostu niemoralne. Księdzu dzieci nie płaczą jeść.

    Katarzyna Jarkiewicz: Ciągłe roszczenia? Nie spotkałam się, raczej wręcz przeciwnie – ustawiczne naciski ludzi i władz, aby się Kościół nawet wyprzedawał z tego co ma. W Nowym Targu, moim rodzinnym mieście, były ogromne naciski na proboszcza, że nie daje ziemi na drogę, że nie można działek robić. Oddał za darmo i tak ludziom było mało, bo przecież w innym miejscu też Kościół grunty ma, czemu nie oddaje. A potem zdziwienie, że kościół ma dziurawy dach, rynny trzeba wymienić i zbiórka. Z czegoś Kościół musi żyć i posługiwać.
    Moja Frakcja: A skąd mają brać na dach ludzie, którzy nie mają ziemi?

    Katarzyna Jarkiewicz: Ludzie, którzy nie mają pieniędzy nie stawiają domu, więc nie mają problemów z dachem. Ja mieszkam w bloku, za dach odpowiada spółdzielnia, ja płacę za to w czynszu (tzw. fundusz remontowy. Moja sąsiadka opłaca czynsz z MOPS-u.
    Moja Frakcja: I jeszcze tacy ludzie, którzy przeważnie mieszkają w bloku, mają łożyć na KK, gdy ich ksiądz jeździ sam samochodem, o którym oni mogą tylko marzyć? Rozsądku!

    Maria Wanke-Jerie: Też zawsze mieszkałam tylko w bloku w mieszkaniu o pow. 48 m kw. i nie zajmuję się porównywaniem mojego samochodu, dla którego nigdy nie miałam garażu (stoi pod blokiem), do samochodu księży w mojej parafii. Łożę na Kościół, bo uważam, że tak należy.
    Moja Frakcja: A ja mam taką refleksję, że jednak „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”, a nie bardziej, bo tego nikt nie powinien wymagać. Łożę na KK, ale w granicach które uznaję za rozsądne.

    Katarzyna Jarkiewicz: Ale o co chodzi? O zazdrość? Że nie jeżdżę samochodem takim jak proboszcz? Ależ to małostkowe…
    Moja Frakcja: Nie chodzi o zazdrość, tylko o to, że powinna jednak być taka kolej rzeczy, że bogatszy wspiera biedniejszego, a nie odwrotnie.

    Maria Wanke-Jerie: Ależ Pan cały czas powtarza o tym bogactwie. A to w zdecydowanej większości mit niemający z prawdą wiele wspólnego.

    Moja Frakcja: Właśnie w zdecydowanej większości jednak prawdziwy. Nawet jeśli się bierze pod uwagę parafie wiejskie. Jak już Pani pisałam jest duża rozpiętość zamożności parafii i księży: https://www.deon.pl/magazyn/pazdziernik-2018/art,1,ile-tak-naprawde-zarabiaja-ksieza.html

    Katarzyna Jarkiewicz: Chyba Pan nie przeczytał komentarzy poniżej. Sama badałam to zjawisko na potrzeby artykułu w „Życiu Duchowym” (nr 93/2018) i nie zgadzałam się z Karolem Wilczyńskim. Średnio księża mają 2-2,5tys. miesięcznie. U mnie na parafii w Krakowie proboszcz dochody ma 3,5tys.,wikary ok. 2tys. Z tego się księża muszą utrzymać. Kucharki nie ma, księża sami gotują. W artykule piszę co jedzą księża, ile parafii ma gosposię, ile księży ma samochody, ile nie ma. U mnie na tacę daje mało osób i mało zamawia msze. Kościół konsekrowano dlatego po 40 latach budowy, nie było za co.

    Szkudlar: To naprawdę straszne. Bo rodzina 3-4 osobowa, która ma 5-6 tys. miesięcznie, to nie musi się z tego utrzymać, nie musi zapłać czynszu, zapłacić kredytu mieszkaniowego, itp.

    Katarzyna Jarkiewicz: Rodzina musi utrzymać siebie, ksiądz musi utrzymać parafie. Świadomość, że KK jest dobrem wspólnym spada, coraz mniej ludzi łoży na potrzeby parafii. Można to porównać do sytuacji rodziny, z której jeden członek się wyautowuje, nie obchodzą go potrzeby rodziny. Tu mamy sporo outsiderów.

  10. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Świetne tekst.Wiele wyjaśnia.Czy właściwie rozumiem że mówi tylko o księżach diecezjalnych?Chętnie się dowiem jak to wygląda w przypadku misjonarzy.Oj biednie u nich chyba jest.Na przykład Werbiści zbierali stare klucze by zdobyć fundusze.Bardzo cenię ten zakon.To wspaniali ludzie.

  11. krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

    Nie od dziś wiadomo, że z punktu widzenia atrakcyjności informacji, z całej krzywej Gaussa najbardziej interesujące są krótkie, skrajne fragmenty w okolicy +/- 3 sigmy 🙂 Dotyczy to nie tylko mediów, ale i zwyczajnych rozmów. Przeciętny żywot, przeciętnego wikarego, w przeciętnej parafii nie jest nazbyt zajmującym tematem do dyskusji. Za to o wannie za 15k tys. EUR w luksusowej rezydencji biskupa Limburga słyszeli wszyscy 😉

    Teoretycznie matematyka pomogłaby pomoc przedstawić bardziej obiektywny obraz zamożności księży. Obawiam się jednak, ze nawet gdyby komuś chciało się policzyć i opublikować jakimi środkami miesięcznie średnio (mediana) dysponują kapłani – a wynik raczej nie byłby imponujący, nikt nie zwróciłby na to uwagi. Niemniej jednak osobiście uważam, że im więcej jawności i konkretnych liczb, tym lepiej.

  12. wanda.kapica@interia.eu' Wanda Kapica pisze:

    Ciekawe, że najwięcej mają do powiedzenia ci, którzy ani do kościoła nie chodzą, ani nie przeznaczają na Kościół ani grosza.

    Tak tylko wspomnę mimochodem, że od każdej złotówki, którą wrzucam na tacę już zapłaciłam PIT i VAT.

    Jeszcze przy okazji napomknę o sytuacji, jaka miała miejsce w Hajnówce (Diecezja Drohiczyńska).

    Hajnówka liczy około 21 tys. mieszkańców, z czego około 7000 jest katolikami

    W jednej z 2 parafii katolickich – na 5000 mieszkańców przypada 1700 katolików.

    Proboszczowie – i katolicki, i prawosławny – płacili ryczałt od 5000 osób i trzeba było interweniować u Ministra Finansów, żeby położyć kres tej kuriozalnej sytuacji.

    Nie wiem, czy podobna sytuacja miała miejsce także w drugiej hajnowskiej parafii – podejrzewam, że tak.

    Kończą się dziś Światowe Dni Młodzieży.
    Ciekawe czy i tym razem media napiszą, że „gdyby nie były katolickie, należałoby się nimi zachwycić”.

    Link:

    http://fraszki-ulotki.info/2016/07/definicja.html

  13. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Nie spodziewałam się, że tekst o finansach Kościoła, spotka się z tak dużym zainteresowaniem – od wtorku jest nieprzerwanie czytany, podawany dalej i to zarówno na Facebooku, jak i na Twitterze, gdzie pod postami i tweetami anonsującymi rozwijała się gorąca dyskusja. Zainteresowanie dowodzi z jednej strony, że potrzebna jest rzetelna wiedza zamiast stereotypów, z drugiej zaś, że są one na tyle silnie zakorzenione, iż trudno z faktami się przebić do powszechnej świadomości. Dziękuję wszystkim, którzy zabrali głos, wpisując swoje uwagi pod tekstem, a także tym, którzy – zainspirowani tym artykułem – żywo dyskutowali, wymieniając posty i tweety. Nie sposób ich wszystkich przytoczyć i pewnie nie miałoby to dużego sensu. Cieszę się natomiast, że wiedza na ten dość hermetyczny temat trochę się poszerzyła i trochę prawdy przebiło się do świadomości publicznej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *