Apel Twitter Twins

Close up of businessmen shaking hands

Znana była w latach osiemdziesiątych i powtarzana pewna historia, nie wiem, czy prawdziwa, ale nie w tym rzecz. W kolejce po jakieś trudno dostępne dobra, bez znaczenia, czy to było przed sklepem mięsnym, po papier toaletowy, cytrusy, sprzęt AGD czy meble, trwał ostry spór. Kto kogo wyprzedził, ktoś pojawił się, a nikt go sobie nie przypominał, a ten twierdził, że ktoś inny zajął mu miejsce, bo wynajęci i opłaceni „stacze kolejkowi” to była normalność. Tak to w kolejkach bywało, choć zazwyczaj dochodziło do porozumienia. Nie było łatwo, bo wiadomo było, że dóbr nie starczy dla wszystkich. Temperatura sporu rosła, mogło nawet dojść do rękoczynów. Aż tu nagle rozbrzmiewa czyjś spokojny, ale stanowczy i donośny głos: „Przekażcie sobie znak pokoju”. Hałaśliwe swary milkną, ludzie się wyciszają, podają sobie ręce i ustalają na nowo kolejność w ogonku do sklepu.

Przypomniała mi się ta historia, gdy dziś temperatura sporu politycznego niebezpiecznie rośnie. Dwie strony barykady walczą ze sobą na śmierć i życie, nikt już nie słucha drugiej, padają coraz bardziej absurdalne oskarżenia i przerzucanie się obelgami. Na 13 grudnia, kiedy wypadałoby w zgodzie i spokoju uczcić ofiary stanu wojennego, planowana jest antyrządowa manifestacja z apelem de facto wzywającym do wypowiedzenia posłuszeństwa państwu. Brzmi jak zapowiedź rokoszu.

Marzy mi się, aby znalazł się ktoś, kto – jak w tej kolejce – powiedziałby: „Przekażcie sobie znak pokoju”.

I chciałoby się, aby ten, kto z tym wezwaniem się zwróci, mógł być autorytetem dla obu stron. Czy jest jeszcze ktoś, kogo by nie zaszufladkowano do jednej z nich?  Kto jest nie tyle obok, co ponad dwoma zwaśnionymi obozami? Do niedawna taką instytucją był Kościół, który prowadził mediacje. Często bardzo skuteczne. Pamiętajmy, że w 2007 roku, gdy rząd Jarosława Kaczyńskiego po opuszczeniu koalicji rządowej przez „Samoobronę” i LPR stał się mniejszościowy, a opozycja składała wotum nieufności wobec wszystkich ministrów, kolejno wyłuskując ich z rządu, można było przerwać ten chocholi taniec, usiąść do rozmowy i uzgodnić „opcję zerową”, czyli przyspieszone wybory. Wynik ich nie był przesądzony. Jeszcze wtedy takie porozumienie było możliwe.

Dziś sytuacja w niczym nie przypomina tamtej, rząd ma stabilną większość i prezydenta ze swojego obozu politycznego, ale spór jest chyba jeszcze ostrzejszy i kryzys jednej z ważnych instytucji państwowych, jaką jest Trybunał Konstytucyjny, wciąż nierozwiązany. I nie wydaje się, aby koniec kadencji obecnego prezesa zakończył ten spór, coraz bardziej niezrozumiały dla większości społeczeństwa. Czy i tu nie powinno się znaleźć jakieś wyjście, jakaś „opcja zerowa”?  Bo rozważanie, kto pierwszy zaczął, do czego miał, a do czego nie miał konstytucyjnego prawa, jak widać do końca sporu nie prowadzi. Pojawiają się kolejne ustawy naprawcze, nieuznawane przez Trybunał, dużą część środowiska prawników i opozycję. Jak z tego wyjść? Pewne rozwiązania kompromisowe proponował poseł Kazimierz Michał Ujazdowski, ale one bazowały na ustąpieniu przez obie spierające się strony z części swoich racji. Nikt nie chciał zrobić pierwszego kroku w obawie przed kapitulacją, nikt nie był bowiem w stanie zagwarantować, że po pierwszym kroku jednej strony, nastąpi adekwatna reakcja z drugiej. Dlatego propozycja ta została odrzucana i już dziś jest  nieaktualna.

A może tak jakaś „opcja zerowa”? Może po symbolicznym przekazaniu sobie „znaku pokoju” pełnomocnicy obu zwaśnionych stron usiądą do rozmów i uzgodnią jakąś mapę drogową porozumienia. Może zbliżające się Święta Bożego Narodzenia mogłyby być do tego stosowną okazją? Chciałabym, aby ten głos, który formułuję w imieniu własnym i mojej siostry, był sygnałem płynącym z Wrocławia, miasta-symbolu pojednania. Miasta, z którego przed ponad pół wiekiem, padły najpiękniejsze i najbardziej w historii współczesnej Europy znaczące słowa: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Może zamiast kolejnych coraz mocniejszych oskarżeń, powiedzieć sobie to, co zwykle sobie mówimy, łamiąc się opłatkiem, i wyjść ze spirali wzajemnych oskarżeń. Wybaczyć i poprosić o wybaczenie. I zacząć rozmawiać. Może opcja zerowa jest jeszcze możliwa?

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

30 komentarzy

  1. elzbieta314@gmail.com' Elzbieta Zborowska pisze:

    Czyżby potrzebny był po raz drugi „Okrągły Stół”?

  2. czreczuch@gmail.com' czesław pisze:

    Czy obie zwaśnione strony przeczytają apel z Twittertwins? Daj Boże!

  3. Sądzę, że uzdrowienie sytuacji nie jest możliwe bez szerszego zaangażowania klasy średniej i inteligencji. Zajęci biznesami i karierami naukowymi oddaliśmy sprawy państwa w ręce grupy, którą nazwaliśmy klasą polityczną. Ludzie ci ustawili się po dwóch stronach, nazywając się (i/lub siebie nawzajem) lewicą i prawicą, po czym zaczęli się okładać, podgryzać, oskarżać i podkopywać. Szybko zorientowali się też, że można i warto w tę walkę zaangażować rzesze Polaków, każąc im po nocach „pilnować Polski” na Twitterze albo gromadzić się na wiecach, jednak nie po to, by móc, jak Martin Luther King, przedstawić im swoją wizję państwa, ale by powtarzać: „moja racja jest najmojsza”. Cel jest jeden, żebyśmy przy następnych wyborach to im właśnie przedłużyli lepszą śmieciówkę, jaką stał się dziś mandat posła, senatora czy radnego. Gdy jednak politycy, po dobrze odegranym spektaklu, udają się na zasłużony odpoczynek na łódce, przed telewizorem czy w jacuzzi, w polskich domach dzieją się prawdziwe dramaty, rodzice nie rozmawiają z dziećmi, rodzeństwa się do siebie nie przyznają, a i nad wigilijnym stołem coraz częściej gęstnieje atmosfera politycznego sporu. W 1964 roku Ronald Reagan, popierając w wyborach Barry’ego Goldwatera, powiedział m.in.: „Ciebie i mnie uczono, że powinniśmy wybierać między lewicą a prawicą, ale nie ma czegoś takiego, jak lewica i prawica, jest tylko góra i dół, można iść w górę ku odwiecznemu marzeniu człowieka o indywidualnej wolności w granicach prawa i porządku albo w dół, do mrowiska totalitaryzmu”. Mało kto pamięta dziś Barry’ego Goldwatera, ale przemówienie Reagana wywarło olbrzymi wpływ na życie polityczne w Ameryce, w której nie mówi się dziś o lewicy i prawicy, ale o konserwatystach i republikanach, a makkartyzm jest wstydliwie pomijaną kartą historii. Jeżeli ktoś zdoła w ten sposób zmienić nasze myślenie, uratuje nas przed zejściem do mrowiska totalitaryzmu, do czego nieuchronnie prowadzi podsycane przez polityków poczucie zagrożenia, i to bez względu na to, jakie ideały wypisują sobie oni na czołach. Zresztą im bardziej są one wzniosłe, tym bardziej niebezpieczne, bo tym bardziej abstrakcyjne i wykluczające.

    • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

      Bardzo trafny komentarz, Panie Mariuszu.

    • bialanka@zoho.com' czerniakowianka pisze:

      Świetny komentarz. To myśmy im dali władzę, my też możemy ją odebrać i wcale nie musimy wybierać miedzy jednymi a drugimi skompromitowanymi ludźmi. Jeśli my się zgodzimy, wyrwiemy się spod opowieści o konieczności tkwienia w okopach i strachu przed śmiercią wskutek „friendly fire” to cała opowieść konfliktu zwyczajnie runie. Będzie można z tego stworzyć coś nowego.

  4. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Tak bardzo życzę nam wszystkim, by ten Apel Twittertwins stał się zaczynem prawdziwego pojednania.

    • rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

      Tak jak pamietny list biskupów polskich do biskupów niemieckich – oby. Potrzebna jest koalicja ludzi mądrych.

    • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

      Nie zawsze się z Panią zgadzan, Pani Barbaro, ale akurat z tym, to stuprocentowo. Też bym tego wszystkim życzył, ale realizm podpowiada, że nic z tego.

      • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

        Dziękuję Panie Vectorze, ale zwykle ci, którzy krzywdzą nie chcą uznać swoich błędów. Kto krzywdzi nie ma odwagi przyznać się do winy, a co gorsze próbuje ją umniejszać. Jeśli wszyscy i rządzący i opozycja nie wykażą dobrej woli nie patrząc na paliwo, jakim jest to wzajemne okładanie, to tak, jak Pan czarno to widzę, a czasu jest mało. Liczy się tylko wróg i nasza wspólna walka o stołki.Mimo wszystko chociaż my na dole odnośmy się do siebie nawzajem z szacunkiem i miłością. Pozdrawiam Pana serdecznie.

  5. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Takie głosy nawołujące do deeskalacji totalnej politycznej wojny są potrzebne i oby było ich jak najwięcej. Może dzieki temu politycy dostrzegą, że spoleczenstwo, a przynajmniej znaczna jego część nie aprobuje bezsensownych niezrozumiałych kłótni o sprawy dla przeciętnych ludzi mało istotne. Politycy muszą odczuc, że takie zachowania mogą się im nie oplacać. nie sądzę by jednak by doszło do tego szybko. Przede wszystkim dlatego, że złe emocje, antagonizmy a czasem pogarda i wrogość przeniosły już do dużej części społeczeństwa. Po drugie dziala mechanizm opisany przez Eryka Mistewicza https://wszystkoconajwazniejsze.pl/eryk-mistewicz-zarzadzanie-wrogiem/ -kreowanie wroga sprzyja mobilizacji zwolenników. Optymistą być na tym etapie trudno.

  6. dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Pojednanie spoleczenstwa bedzie mozliwe wtedy gdy ograniczymy politykom dostep do mediow.Gadajace glowy sa szalenie destrukcyjne.Szczegolnie jak maja niewiele do powiedzenia.Telewizja obnaza braki naszej elity ktora mimo tego ciagle z uporem maniaka lansuje swoje poglady i założenia programowe.Niektorym dziennikarzom tez nalezy przypomniec ze ich zadaniem jest obiektywan ocena wladzy a nie jej lansowanie bądź obrazanie.Te dwie grupy kreuja rzeczywistosc narzucajac nam swoja narrację i zakladaja ze glupi narod to kupi.Musze przyznać ze obie grupy osiągnęły cel.Jezeli ludzie z odmiennymi pogladami politycznymi sa tak skloceni ze nie moga usiąść przy jednym stole to szczerze współczuję.W moim domu panuje zasada ze o polityce nie rozmawiamy.Zycie jest bardziej zajmujace?Wszystkim z prawa z lewa i ze srodka polecam wiecej spacerów,ksiazek i rozmów i zdecydowanie mniej tv i internetu.A biorac udzial w wyborach w ktorych spora część krytykujacyvh nie uczestniczy nie glosujmy na kolor koszuli.A jesli chodzi o pojednanie to moim zdaniem nie ma na to szansy.?Zbyt wiele pogardy i nienawisci po obu stronach.

    • elzbieta314@gmail.com' Elzbieta Zborowska pisze:

      W mojej rodzinie – tak jak w Polsce, każdy ma swoje poglądy, nieraz bardzo różniące sie od siebie. Dlatego uznaliśmy wszyscy, ze rodzina ważniejsza od polityki i w zasadzie nie dyskutujemy na tematy polityczne, gdy jesteśmy wszcysy razem.. Dlatego z córką zięciem wnukami i synami spokojnie zasiadamy do Wigilii,spotykamy sie na swiėtach i innych uroczystościach rodzinnych.

  7. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Pojednanie uważam za najlepszy sposób, by odbudować to, co przez te wszystkie lata sporów, nienawiści, szkalowania i lekceważenia oraz wzajemnych oskarżeń zwaśnionych stron narosło, ale świadoma jestem tego, że zbyt długo czekaliśmy z tym pojednaniem. Przebaczanie sobie nawzajem nigdy nie było łatwe. My po prostu nie potrafimy wzajemnie się wysłuchać bez okładania jeden drugiego. Każdy chce mieć proroka po swojej stronie. W dużej mierze służyła temu wszystkiemu manipulacja historią i propagandą mediów. Wszystko to doprowadziło do frustracji, z którą nie możemy sobie niestety poradzić.Błędem było realizowanie celów jakiejś grupy wbrew prawu lub dobru ogółu.Nie można usprawiedliwiać ludzi, którzy nie wytrzymali presji III RP. Nie przesądzam też o winie ludzi, których ten system złamał moralnie. Wiem jedno, że bez uhonorowania prawdziwych bohaterów i potępienia zbrodniarzy nie uda nam się zbudować moralnie zdrowego społeczeństwa. Wszystko to wg. mnie przerodziło się już w konflikt czysto polityczny. Uważam, że to nasze pojednanie powinno odbywać się przede wszystkim w prawdzie. Przebaczyć mogę każdemu, ale pojednać mogę się tylko z tym, kto uzna swoje błędy i przestanie krzywdzić. Życzę nam wszystkim, by ta bolesna przeszłość się skończyła byśmy mogli zacząć budować teraźniejszość.

  8. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Osobiście uważam, że w obecnej sytuacji na szybkie pojednanie dwu zwalczających się stron, nie ma co liczyć. Każda ze stron uważa, że ma patent na prawdę, a do ustępstwa potrzebnego do kompromisu, nie ma chętnych. Ciągle znajdowane są nowe powody do wzajemnych oskarżeń, a gdy chwilowo ich nie ma, to po raz któryś z kolei wyciągane są na światło dzienne i rozdrapywane te stare. Myślę, że sytuację zmieniłoby jakieś zewnętrzne zagrożenie, które by nam wszystkim groziło, ale oby nie.

  9. gregr@o2.pl' Grzegorz pisze:

    Pojednanie nie jest na rękę politykom. Nasze pojednanie. Podzielili nas sztucznie równo na pół i namawiają do wzajemnego zwalczania. Te stan odsuwa ludzi od prawdziwego zagrożenia, jakim są dla nas politycy. Naszym wrogiem nie jest drugi człowiek. Jest nim polityk. Różnimy się. Nie da się nas w taki prosty sposób podzielić. Na Przystanku Woodstock bawią się obok siebie Krisznowcy i księża katoliccy. Ludzie w koszulka żołnierzy wyklętych i punkowcy. Ludzie w jamajskich czapkach w stylu rasta i metalowcy. Tam żadne pojednanie nie jest potrzebne, bo nie ma żadnego konfliktu. Jest tylko różnica w poglądach na życie. Ale można się fajnie uzupełniać. Gdyby tak nasi politycy potrafili się uzupełniać, żyłoby się nam zdecydowanie przyjemniej. Ale się nie uzupełniają. Nie mają czym. Dlatego tak dążą do podziałów.

  10. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Konflikt polityczny trwa, bo obie zwaśnione strony na polaryzacji swoich stanowisk tylko zyskują. Umacniają przy tym swój żelazny elektorat, który nawet udaje się poszerzać. Dlatego konflikt musi być stale podgrzewany, co obserwujemy zresztą na co dzień. Na myślenie poza logiką konfliktu brakuje miejsca, a politycy, którzy próbują budować mosty, najczęściej są marginalizowani. Najgorsze, że logika konfliktu przenosi się na całe społeczeństwo, dzieli kolegów, przyjaciół i rodziny. Ludzie coś innego oglądają i czytają, inny zbiór faktów, o których się dowiadują z serwisów informacyjnych, determinuje ich myślenie i oceny. Widać to wyraźnie jak po Faktach TVN przełączam kanał i oglądam Wiadomości w programie pierwszym, że to dwie zupełnie różne rzeczywistości, poruszające całkiem inne emocje. Najgorsze, że logika konfliktu próbuje wepchnąć w obręb jednej lub drugiej strony każdego, wyklucza popieranie jednego poglądu przy równoczesnym niezgadzaniu się z drugim. Gdy napisałam kiedyś na Twiterze opinię, w której zauważyłam negatywny aspekt likwidacji gimnazjów, od razu podniosła się wrzawa, że nie jestem już zwolennikiem „dobrej zmiany”. A co, myśleć nam nie wolno? Gdy Konrad Piasecki w którymś z tweedów napisał: „Różnica między demonstrowaniem a kontrdemonstracją jest taka jak między pisaniem książek a ich paleniem”, sytuacja była podobna, pisano, że powinien się wstydzić. Dlatego popieram jego komentarz do tej sytuacji: „ Jeden z idiotyzmów TT to sprowadzanie każdego wpisu do zapisywania się na listę któregoś z plemion albo zabiegania o posadę, kolejny, to marzenie o wrzuceniu każdego w szufladkę z napisem „NASZ” albo „NIE NASZ”. Zero światłocieni. Czerń. Biel. Prostota świata.” Trudno ująć to celniej. Czarno-biały świat jest prosty, nie zmusza do myślenia, poszukiwania, własnej oceny. Ta czarno-biała logika wyzwala reakcje stadne i – niestety – także dosadne.
    Nie wierzę w pojednanie polityków tak długo dopóki logika konfliktu będzie im służyć. Pragnę jedynie pojednania zwykłych ludzi: kolegów, przyjaciół, członków rodzin. Im logika konfliktu przynosi tylko ból, niepotrzebne urazy i podziały. Wierzę, że oni mogą sobie nawzajem wybaczyć i się pojednać. To mógłby być pierwszy krok, a nawet jeśli nie byłoby następnych to i tak warto. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, można je tak zaplanować, żeby się spotkać, przełamać opłatkiem i wypowiadając słowa: „wybaczam i proszę o wybaczenie” wreszcie przełamać nikomu niepotrzebną wrogość.

  11. jerzpolski@wp.pl' Jurek pisze:

    Podobno powiedziała matka Teresa , że aby naprawić świat, to ja muszę się poprawić i ty musisz się poprawić.
    Jeśli chodzi o przebaczenie, to jest ono jednym z etapów drogi do nawrócenia.
    Pierwszym etapem jest przekazanie znaku pokoju. Zaczyna się od zmiany naszego myślenia o drugiej osobie.
    Nie musimy się uśmiechać do osoby, której nie lubimy, ale też nie musimy mówić o niej źle i możemy spróbować znaleźć w niej coś dobrego. Nie powinniśmy prowokować nikogo do agresji słownej. Jeśli przekażemy szczerze komuś znak pokoju, to możemy myśleć o środkach prowadzących do przebaczenia.

  12. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Bardzo dziękuję za tę dyskusję. Widzę, że mimo różnic poglądów, tu na naszym blogu potrafimy z życzliwością wobec siebie nawzajem wymieniać opinie w nawet najbardziej kontrowersyjnych sprawach. W kwestii porozumienia czy choćby podjęcia rozmów przez polityków, brak jakichkolwiek nadziei. Nikt, dosłownie nikt nie widzi w najbliższym czasie „cienia” na to szansy. Ale, jeśli poszlibyśmy za głosem mojej siostry, ale także Barbary Utecht, Jurka czy Rafała Kubary, przynajmniej wśród przyjaciół i w gronie rodziny moglibyśmy bez wrogości rozmawiać. Szanować naszą odmienność, a nie iść w ślady polityków, dla których spór, i to im bardziej gorący tym w większym stopniu, przynosi polityczną korzyść. Dla nas tu na dole to tylko strata. Spróbujmy! Przekażmy sobie znak pokoju i autentycznie zaniechajmy wrogości.

  13. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Jeśli wolno mi dodać jeszcze coś do tego pięknego podsumowania autorki tekstu z własnego doświadczenia, to zapewniam: o ileż łatwiejsze i ciekawsze będzie nasze życie jeśli odnosić się będziemy do siebie nawzajem z miłością.

  14. jacek.bartosiewicz@neostrada.pl' Jacek pisze:

    „Różnica między demonstrowaniem a kontrdemonstracją jest taka jak między pisaniem książek a ich paleniem”, jest najglupszym co moze napisac dziennikarz. Kaczynski od ponad 6 lat demonstruje nienawisc, pomawia i insynuuje. Uczestnicy miesiecznic nosza tablice, transparenty falszywie oskarzajace niewinne osoby. Dziennikarze i osoby postronne byli wielokrotnie poturbowani, lzeni, opluwani. To jest palenie ksiazek, a nie ich pisanie. A jesli pisanie to „Mein Kampf – w praktyce”

    • bialanka@zoho.com' czerniakowianka pisze:

      Panie Jacku, mogę się nie zgadzać z ideą miesięcznic, niemniej jako liberał uważam że zaprzeczyłabym idei państwa wolnego wewnętrznie, zakazując komukolwiek tego typu zgromadzeń – albo jesteśmy wolnościowcami po całości albo nie, ale wtedy nie mówmy o liberalizmie. Nie po to też walczyła Solidarność, aby dzisiaj komukolwiek zakazywać wolności zgromadzeń.
      Jeśli ktokolwiek został poturbowany są od tego środki prawne aby sprawców ukarać. Nie idźmy drogą eliminowania ze społeczeństwa ludzi z którymi się nie zgadzamy.

  15. alicja.js@wp.pl' AlicjaJesz pisze:

    Szanowni Państwo! Nawoływanie do pojednania jest piękne ale niestety w naszej sytuacji to jak wołanie na puszczy.
    Osiem lat poprzednia władza robiła wszystko by społeczeństwo podzielić. Części wmówiła, że jest elitą, to ci młodzi, wykształceni z wielkich miast, z niewolniczą pracą w korpo i ciepłą wodą w kranie. Wszystkie poglądy, poczucie bycia Europejczykiem a nie Polakiem (bo to wstyd i obciach) wdrukowano im z TVN i Wyborczej. Te media po to właśnie powstały! Nasłuchaliśmy się jak to dla Polski ani kropli krwi, jacy to oni są nowocześni i postępowi, światowcy po prostu (i tylko ta cholerna słoma z butów).
    Po przeciwnej stronie postawiono im rzesze rzekomo starych ciemniaków, niewykształconych z małych miasteczek, godnych pogardy za swój chory tradycjonalizm i katolicyzm.
    Nie wiedzieć po co wspominających bohaterów o których dawno należało zapomnieć, upierających się, że chcą prawdy o Smoleńsku a przecież „wszystko już dawno wyjaśnione”, idących w procesjach na Boże ciało i preferujących małżeństwa kobiety i mężczyzny. Aborcja jeszcze im się ciemniakom nie podoba a to przecież tym drugim się należy jak psu buda.
    Lewacka postępowa masa rządziła 8 lat bez przerwy i myślała, że tak już będzie zawsze. Dożywotnio! Władza, bezkarność, wszędzie krewni i znajomi królika. Przecież im to obiecano! Jak to?
    A nagle wiatr historii się zmienił, Polacy powiedzieli dość i sprawdzam!
    Do tych straszliwie pokrzywdzonych przez los i historię miłośników PO/PSL dołączyli beneficjenci PRL i SB i krzyczą wspólnie – ratunku, gwałcą, mordują, demokrację zabierają!
    A z drugiej strony ci zaszufladkowani jako ciemnogród i wszelkie zło wyciągają ręce z propozycją zgody i pojednania.
    Czy ktoś wam Szanowni wysłał sygnał, że tamta strona chce pojednania? Ktoś przeprosił i czeka na jakieś przeprosiny? Jakieś wybaczamy i prosimy o wybaczenie? Nie! Oni chcą tylko, żeby było tak jak było! Żeby znowu była władza i bezkarność a ta druga część społeczeństwa siedziała cicho z mordą w kubeł.
    Ja nie widzę żadnych sygnałów, żeby było inaczej.
    Nikt z moich znajomych co był za poprzednią władzą nie zmienił poglądów. Chcą tylko, żeby ten cholerny PiS zdechł i oddał władzę i żeby wróciło stare. Straciłam ostatnio kilka przyjaciółek bo to, że ich nie jest już na wierzchu sprawiło, że stały się jeszcze bardziej agresywne w atakach.
    Więc o jakim pojednaniu my mówimy? Kogo z kim? To nadal jest tak, że jedna połowa społeczeństwa pogardza tą drugą i te nawoływania do pojednania to dla nich objaw słabości.
    Oni się nie chcą jednać!
    Ja na żadną Magdalenkę, żaden okrągły stół się nie zgadzam! To PRL i komuniści przejęli władzę, swoich tajnych współpracowników wysuwając na czołowe pozycje.
    To była tylko prosta kontynuacja a komuna upadła ale na cztery łapy!
    Nie chcę pojednania z ludźmi którzy bezczeszczą polskie ideały i historię, plują i sprzedają Polskę wrogom.
    Nie pójdę też z nimi we wspólnym marszu z okazji 100-ej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości! Moi przodkowie którzy walczyli o wolność Polski na wielu frontach by się przewrócili w grobach!
    Pojednanie jest możliwe jeśli to obie strony chcą pojednania a u nas absolutnie tak nie jest!

  16. gregr2@o2.pl' Grzegorz pisze:

    @Ola, a ja myślałem, że Polskę „sprzedał” prof. Balcerowicz. Jak patrzę na inne kraje bloku wschodniego, które „nie sprzedały się” (czyt. nie wprowadziło jego reform) jakie tam bogactwo jest, to zastanawiam się, czy to „sprzedanie” nie było jednak dobre dla Polski.

  17. annaw1976@arb.pl' AnnaW pisze:

    Szanowni Państwo! Nawoływanie do pojednania jest piękne ale niestety w naszej sytuacji to jak wołanie na puszczy.
    Osiem lat poprzednia opozycja robiła wszystko by społeczeństwo podzielić. Części wmówiła, że jest elitą, to ci, którzy uważają się za jedynych patriotów. Wszystkie poglądy, poczucie bycia lepszym patriotą a nie Polakiem o innych poglądach wdrukowano im z wpolityce i Gazety Polskiej. Te media po to właśnie powstały! Nasłuchaliśmy się jak to tylko oni robią coś dla Polski, reszta to lewacy i zdrajcy.
    Po przeciwnej stronie postawiono im rzesze rzekomych lemingów, .
    Nie wiedzieć po co skupiających się na tym, co według nich jest dobre dla Polski – wzmacnianiu pozycji w Europie, rozudowie infrastruktury itp. , upierających się, że chcą prawdy o Smoleńsku a nie ciągłych wrzutek o kolejnych wersjach zamachów z komisji smoleńskiej , idących zarówno w procesjach na Boże ciało i preferujących małżeństwa kobiety i mężczyzny, jak i dopuszczających organizacje Parad Równości, popierających tzw. kompromis aborcyjny,nie pozwalając na liberalizację czy zaostrzenie prawa.

    PS.
    „Lewacka postępowa masa rządziła 8 lat bez przerwy” LOL, To jest właśnie wdrukowanie przez media. RZądy PO to były chyba najbardziej konserwatywne rządy w Europie w swoim czasie. Katolickie Irlandia i Malta pozwoliły na związki jednpołciowe, podobnie konserwatyści w UK. Orban,mając od 6 lat większość konstytucyjną, rządzi krajem ze związkami partnerskimi homo, z aborcją na życzenie, z Budapesztem będącym centrum europejskiego przemysłu porno. Jeśli rządy PO to było lewactwo, to jak nazwać Orbana i resztę Europy…

  18. annaw1976@arb.pl' AnnaW pisze:

    Według mnie wina polityków w podziale Polski jest przeceniana. Jakbym miała dzielić procentowo to 20%politycy, 40%media, 40% internet (setki fałszywych, propagandowych wrzutek, memów itp. dziennie). Gdyby większość ludzi miała taki sam dostęp do internetu jak do tv, to podwyższyłabym internetowi procent. I nie, te komentarze i wrzutki w mediach czy internecie w większości nie są zasługą polityków. Są własną inicjatywą „dziennikarzy” i internautów/trolli. Kiedyś ludzie tacy jak oni, fanatycy jednego pomysłu na Polskę, odmawiający innym miana Polaka, też istnieli, ale nie mieli takiej siły oddziaływania. Teraz działają jak sekty.

  19. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Warto obserwować.Ocenić kto dzieli i wyciągnąć wnioski.Zdaje się zwykli ludzie są aktualnie bardziej podzieleni niż w stanie wojennym (tu mogę z racji wieku mieć niewłaściwą ocene).Nie ukrywam jestem podatny na retorykę i eurystyke polityków czy wojujących dziennikarzy.Często uświadamiam sobie to i coś mi tu „śmierdzi” (jest wręcz głupio).Gdy pojawia się ktoś zachowujący się normalnie to aż mu nie wierze.Jest jeszczcze czas do następnych wyborów.Kryteria mojego wyboru będą inne niż dotąd.

  20. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Niestety samo życie dopisało złośliwy komentarz do tego tekstu. Polityczna wojna nabrała w ostatnich dniach nowego impetu. Przyznam, że choć interesuję się polityką to nie nadążam, nie ogarniam i nie rozumiem tego co się dzieje. Myślę, że jak większość rodaków. Mam życie wypełnione pracą, sprawami rodzinnymi, a w nocy śpię. W poznaniu i zrozumieniu prawdy na pewno nie pomagają media. Te same wydarzenia, te same projekty ustaw, dwie relacje w różnych mediach i zero elementów wspólnych między nimi. Obawiam się, że ludzie oglądający wyłącznie TVP nie są w stanie zrozumieć tych, którzy oglądają tylko TVN i Polsat. Mentalnie żyją oni w dwóch całkowicie odmiennych „rzeczywistościach”. Tym, którzy zaglądają trochę tu trochę tam też nie jest łatwo. Mówi się, że prawda leży po środku, ale tu tego środka nie widać i trudno dojść do niego rozumowymi metodami. Osobiście uważam, że za podgrzewanie społecznych waśni odpowiada głównie opozycja, która za wszelką cenę usiłuje stworzyć wrażenie, że mamy w kraju jakąś brutalną dyktaturę. Ale czemu PIS im w tym pomaga?! Jeśli partia rządząca chce bez problemów i dwuznaczności załatwić najważniejsze dla siebie sprawy (budżet, ustawa deubekizacyjna) to powinna odpuścić działania w tematach drugorzędnych, o których wiadomo, że będą paliwem dla wrogich jej partii, mediów i ośrodków za granicą. Ustawa regulująca poruszanie się dziennikarzy w sejmie mogła poczekać. Posłowi Szczerbie też można było pozwolić się wygadać.
    Wieloletnia wojna polityczna, używanie w niej tematów drażliwych, różniących mocno ludzi doprowadziła do głębokich podziałów w społeczeństwie. Niestety wygląda na to co napisał w tweecie Eryk Mistewicz, że jest czas Cyby i nastrój prowokacji. Wiem, że przy świątecznym stole siądę z ludźmi, którzy patrzą na nasze sprawy odmiennie niż ja. Może będą chcieli mnie przekonać. A ja będę się starał nie podejmować tematu. Łatwo jest się pokłócić ( zwłaszcza, gdy alkohol już działa), ale nadal pozostaniemy rodziną i będziemy sobie potrzebni.
    Ludzie, choć różnimy się między sobą to nie pozwólmy się ogłupić i skłócić – ze zwykłego rozsądku i przez szacunek dla Boga, który przychodzi na świat.
    Życzę zdrowych, spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia Paniom Redaktorkom i wszyskim, którzy będą czytali ten komentarz.

  21. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Pan Mariusz Zagórski wspaniale naszą rzeczywistość opisał w swoim komentarzu.W piątek druga osoba w państwie po złości i bezmyślnie zainicjowała konflikt.Następnie równie jak Jaruzelski,znienawidzona w naszym kraju osoba mówi przed mediami (ktore protest odpuściły) że nie ustąpi.Człowiek który tyle lat wyzywał,obrażał,grał na negatywnych emocjach świadomie prowokuje.Opozycja wykorzystuje sytuacje ( wiadomo co oznacza nieuchwalenie budżetu).Ludzie jadą pod sejm.Oprócz tych którym sie PIS nie podoba zadymiarze.Ziobro nazwany „cwelem”.Na miejscu słychać nawoływania „idziemy na Sejm”.Posłanka ( tu z dużej litery bo początek zdania) Pawłowicz lansuje się ,dzielnie w asyście policji na ulicy piechotą (nikt przemocy nie stosuje ale w sieci będzie).Dziennikarz TVP_Info dzielnie w tłum wchodzi (będzie materiał,wiadomo pokrzyczą a że kulturalni to ryja nie obiją a nawet jeśli to dodatek kombatancki się należy,awans za zasługi).Szkoda że nie można ich tam w tej okrągłej sali zamknąć,obstawić kamerami,dać miecze i wypuścić jak już sami między sobą temat załątwią.Przepraszam za emocje ale tak to wygląda.Nie ma na kogo obecnie u nas głosować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.