Aborcja prawem człowieka?

Abortion is a human right – zmultiplikowane dziesięciokrotnie hasło tej treści pojawiło się 21 listopada w tweecie Amnesty International (@amnestyusa) wraz z hashtagiem #DemDebate. Zasłużona międzynarodowa organizacja pozarządowa, której celem jest zapobieganie naruszeniom praw człowieka na świecie, zajęła się – jak widać – lansowaniem prawa do aborcji. Wywołało to zrozumiałą reakcję internautów, którzy na różne sposoby wyrażali swój sprzeciw.

 

Ten twitterowy wpis istotnie brzmi szokująco, ale jest zapewne echem zakończonego tydzień temu szczytu ludnościowego w Nairobi, organizowanego pod auspicjami ONZ, podczas którego próbowano przeforsować m.in. stwierdzenie, że prawo do aborcji jest elementem opieki zdrowotnej na świecie.

Szczyt zgromadził przedstawicieli 170 państw oraz setki organizacji pozarządowych z całego świata. Tylko nielicznym organizacjom chroniącym życie i podstawowe wartości udało się uczestniczyć w tym zgromadzeniu. Wzięli w nim udział m.in. przedstawiciele Ordo Iuris z Polski i World Youth Alliance, ale pominięte zostały nawet tak znaczące organizacje jak C-FAM, Family Watch International czy CitizenGo.

Mimo to ostatecznie 20 państw, w tym Polska, Węgry, Białoruś, Rosja, USA, Brazylia, Egipt, Kongo i kilka krajów arabskich, sprzeciwiło się postanowieniom końcowym szczytu w Nairobi. Dokument podsumowujący poparła jedynie część państw zachodniej Europy i nieliczne kraje z innych części świata. Brak jednomyślności ma znaczenie interpretacyjne dla państw i agend ONZ, bo wprawdzie decyzje tego typu szczytów nie są częścią wiążącego prawa międzynarodowego, jednakże – jeśli zapadają jednomyślnie – stają się światowym standardem.

Dobrze, że tak się nie stało i że w Nairobi wybrzmiały głosy (choć były w mniejszości) sprzeciwiające się przyznaniu aborcji statusu prawa człowieka.

Do opinii publicznej w Polsce w niewielkim stopniu przebiły się informacje z kenijskiego szczytu. Temat aborcji natomiast od ponad czterech tygodni, czyli od polskiej premiery głośnego filmu „Nieplanowane”, wrócił do dyskursu publicznego, ale zupełnie inaczej niż do tej pory. Na plan dalszy zeszły kwestie ustawowych regulacji, kompromisu aborcyjnego, liberalizacji prawa dopuszczającego aborcję i całej politycznej otoczki.

Film, który zmienia życie

Byłam na tym filmie na drugi dzień po premierze. Jeszcze wtedy nie było wiadomo, że będzie cieszył się aż taką popularnością w Polsce, we wrocławskich kinach było zaledwie po trzy seanse dziennie, podczas gdy np. „Jocker” miał ich w tym samym czasie siedem. W sali kinowej przeważała młoda widownia, w większości kobiety poniżej trzydziestki. W skupieniu, bez popcornu i coca-coli, za to z zapasem chusteczek do wycierania łez. Na końcu chyba wszyscy płakali. Film wzruszający i poruszający zarazem. Nie podejmuję się oceny artystycznej tego dzieła, nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, dla mnie najważniejszy był przekaz, który ten film niesie. Przyjęta formuła ilustrowania obrazem wspomnień, które pojawiają się w narracji głównej bohaterki, na podstawie prawdziwych zdarzeń opisanych w książce, będącej podstawą scenariusza, wzmacniała – moim zdaniem – wrażenie autentyczności.

Film pokazuje z jednej strony potężny przemysł aborcyjny, dysponujący wielkimi pieniędzmi i możnymi sponsorami, będący przedsięwzięciem czysto biznesowym z rozbudowaną machiną propagandową, z drugiej zaś zagubione, potrzebujące wsparcia kobiety, które zgłaszają się do kliniki aborcyjnej. One wcale nie są pewne swojej decyzji, przyjeżdżają same, bez mężów, partnerów, kochanków. Bez ojców poczętych dzieci. Oczekują pomocy, rady, wsparcia. I są przekonywane, że im szybciej pozbędą się niechcianego dziecka, tym będzie taniej, prościej, łatwiej. We wczesnej ciąży do ósmego tygodnia oferowano aborcję farmakologiczną, później zabieg, a w końcowej fazie wstrzyknięcie trucizny, która zabija dziecko, a następnie wywoływany jest poród. Ta ostatnia metoda wiąże się z trzydniową hospitalizacją i oczywiście kosztuje najwięcej. Dla kierownictwa kliniki tak ważne było, by pacjentki broń Boże nie zetknęły się z pikietującymi przed budynkiem przedstawicielami organizacji pro-life. Dlatego zatrudniano wolontariuszki, których zadaniem było zajęcie się wysiadającymi z samochodów kobietami, miały zasłonić przed ich wzrokiem widoczne zza płotu transparenty antyaborcyjne, nie pozwolić na rozmowę, ani na jakikolwiek kontakt. Bo a nuż odwiodą je od zamiaru usunięcia ciąży, przekonają do urodzenia dziecka, zaoferują pomoc.

Pacjentce nie pozwala się też zobaczyć na ultrasonograficznym monitorze, jak przebiega aborcja, nie wolno jej spojrzeć na ekran. Właśnie ten widok sprawił, że główna bohaterka filmu, Abby Johnson, już wówczas dyrektorka kliniki, odpowiedzialna za przeprowadzenie ponad dwudziestu tysięcy aborcji, porzuca pracę i odmienia swoje życie, stając się obrończynią nienarodzonych.

Niesamowite wrażenie robi, gdy do kliniki przyjeżdża kobieta z kilkuletnią córeczką, a za płotem stoi jej matka i rodzeństwo. Proszą, by nie zabijała drugiego dziecka, które nosi pod sercem, oferują jej pomoc… Przekonują, że przecież to takie samo jej dziecko, jak ta córeczka, którą prowadzi za rękę. Albo scena, gdy lekarz kompletuje szczątki zabitego dziecka, by sprawdzić, czy wszystko zostało dokładnie usunięte. Pozostałości w macicy mogłyby grozić komplikacjami. Potem te szczątki trafiają do beczek i są utylizowane. Ciarki po plecach przechodzą podczas modlitwy nad tymi beczkami. A na koniec to morze białych i czerwonych róż zatkniętych przez kobiety, które dokonały aborcji. Każdy z kwiatów upamiętnia jedno dziecko.

Ta scena uświadamia widzom, że dla tych kobiet aborcja to nie ulga, pozbycie się kłopotu, tylko trwały ślad, powracający wyrzut sumienia. Mówi się o syndromie poaborcyjnym. Nie jestem lekarzem ani psychologiem, dlatego nie potrafię z medycznego czy psychologicznego punktu widzenia spojrzeć na to zjawisko. Jestem jednak przekonana, że większość tych niedoszłych matek, albo jak kto woli, matek martwych dzieci, ostatecznie żałuje tego w głębi serca, choć często do tego głośno się nie przyznaje.

Edukacja, perswazja i modlitwa

Film pokazuje też siłę perswazji, ale także potęgę modlitwy, która kruszy serca, zmienia myślenie. Nie kara, nie potępienie, ale właśnie cierpliwe wyjaśnianie, edukowanie i… modlitwa.

I to chyba najlepsza droga, by nie tylko aborcji nie nadawać statusu prawa człowieka, jak chce tego Amnesty International, ale realnie zmniejszać liczbę dokonywanych zabiegów. Edukacja, perswazja i modlitwa.

Zakazy są masowo omijane, kto przecież kontroluje gabinety reklamujące się w prasie ogłoszeniem „Zabiegi ginekologiczne wszystkie”? No kto?

Możliwości ograniczenia tzw. legalnych aborcji, czyli dokonywanych na podstawie obowiązującego w Polsce „kompromisu aborcyjnego”, też są realne. Pisała o tym blogerka Kataryna w tygodniku „Do Rzeczy” z 18 listopada.

Ot, choćby wyłączenie niektórych wad genetycznych, jak np. zespołu Downa, z możliwości korzystania z zapisu o „dużym prawdopodobieństwie ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej)” jako przesłanki do dokonania aborcji. Do tego przecież nie potrzeba zmiany ustawy, wystarczy rozporządzenie ministra. Kataryna proponuje też ułatwienia i uproszczenia w procedurze adopcji dziecka z wrodzonymi wadami połączone z finansową rekompensatą za donoszenie ciąży albo wprowadzenie obowiązku rozmowy z przedstawicielem organizacji pro-life, gdy w ciążę zaszła nieletnia (przed ukończeniem 15. roku życia)? Często taka ciąża, uznana przez prawo jako pochodząca z przestępstwa, nie jest wynikiem ani gwałtu, ani czynu pedofilskiego, tylko dobrowolnego współżycia dwójki nastolatków. Może zamiast podejmować pochopne decyzje, mające konsekwencje na całe życie, lepiej tym dzieciakom pomóc podjąć się roli rodziców?

Możliwości jest wiele

Ogromny wpływ na sposób myślenia ma kultura masowa – filmy fabularne, seriale, widowiska, literatura… Sam fakt, jak w USA rekordy popularności bił film „Nieplanowane”, mimo utrudnień w jego rozpowszechnieniu. Jego produkcja kosztowała 6 mln dolarów, a po 19 tygodniach wyświetlania zysk wynosił prawie 19 mln dolarów. W Polsce też, wbrew przewidywaniom, cieszy się dużym uznaniem i nie tylko nie znika z ekranów kim, ale zwiększono liczbę seansów.

Można np. ogłosić konkurs na scenariusz, albo konkurs literacki na utwór (wiersz, opowiadanie, powieść), poświęcony tematyce ochrony życia. Brakuje takich inicjatyw. Kiedyś, gdy się nawet nie śniło, że będzie można ustawowo ograniczyć prawo do aborcji, takie inicjatywy były podejmowane. Sama wzięłam udział w  konkursie organizowanym przez Terenowy Komitet Obrony Praw Dziecka poświęcony idei obrony macierzyństwa, kobiety ciężarnej i dziecka poczętego w kategorii utworów poetyckich, zdobywając II nagrodę (pierwszej nie przyznano) za wiersz pt. „Twojej matce” (publikowany był później w Tygodniku Katolickim „Niedziela”).

Był 1988 rok. To były czasy, gdy ginekolog, stwierdzając ciążę, obcesowo pytał: „To, co? Rodzimy, czy usuwamy?”. Spotkało mnie to przy drugim dziecku, a przy pierwszym, gdy miało dwa miesiące, odwiedzająca mnie przyjaciółka, stwierdziła, spoglądając na warunki, w jakich mieszkaliśmy (zaadaptowany na cele mieszkalne blaszany garaż w oficynie, wilgoć, grzyb na ścianie): „W takich warunkach? Nie mogłaś usunąć?”. Chyba jednak trochę od tego czasu się zmieniło. Ale w formowaniu wrażliwości sumienia jeszcze dużo do zrobienia.

 Zachęcam do dyskusji i dzielenia się pomysłami.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

15 komentarzy

  1. jerzpolski@wp.pl' jurek pisze:

    Niektóre podejmowane decyzje przez nas mają nieodwracalne skutki, które poznajemy wcześniej czy później. Decydowanie o życiu płodu stawia nas w pozycji Boga i jemu należy pozostawić tę decyzję.
    Ludzie chcą, żeby Bóg myślał tak jak my. Ludzie sądzą, że nauka wszystko wyjaśni, że człowiek wszystko może…
    Tymczasem, to co zaczynają głosić niektórzy ideolodzy jest nie tylko sprzeczne z nauką, ale również często ze zdrowym rozsądkiem. Mam tu na myśli np. ideologię gender ale i pogląd, że płód nie jest człowiekiem.

  2. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Pojawiły się już pierwsze komentarze do tego tekstu w mediach społecznościowych:

    Basia Corelowa
    Zgadzam się z tym, że aborcja absolutnie nie powinna być traktowana jako środek rozwiązujący problem, jednocześnie nie zgadzam się na prawny zakaz jej stosowania. Edukacja, perswazja, modlitwa (jeśli ktoś wierzy w jej działanie), a przede wszystkim zapewnienie pomocy kobietom, które decydują się na usunięcie ciąży z lęku przed jej konsekwencjami (np. ze słusznej obawy przed samotnym wychowywaniem i opieką nad dzieckiem niepełnosprawnym), OK. Ale na tym koniec. I jeszcze – oczywiście, są kobiety, które cierpią na syndrom poaborcyjny, ale są również i takie, które tego absolutnie nie doświadczają. I nie ma co twierdzić, że na pewno w głębi duszy jednak tak, bo to nie jest w żaden sposób twierdzenie uzasadnione.

    Alicja Jesz @AlcjaJesz
    Gdy ja byłam młodą dziewczyną, gdy chodziłam do liceum to była głęboka komuna. Urodziłam się w 1956 roku. Cała nauka była komunistyczna i jeśli nie wyniosło się tego z domu to nie było świadomości, że w kobiecie rozwija się człowiek. Straszne ale tego nie uczono i nie informowano.

    Andrzej Polski @AndrzejPadre
    Czas na humanizację człowieka w człowieku. Barbaryzacja życia dokonywana przez mas media zbiera swoje ohydne żniwo: odhumanizowania człowieka.

    Katarzyna Waluś @Kararzyna_Walus
    To kwestia sumienia aczkolwiek nie należy zmuszać patologicznej matki do urodzenia kolejnego mordercy gro osób po prostu wyjedzie np. do Czech i usunie niechcianą ciążę… Pomijam zagrożenie życia matki która jednak chce żyć

    Daria Ziemiec @DariaZiemiec
    „Zauważyłem ze wszyscy którzy popierają aborcję zdążyli się już urodzić” Ronald Reagan.

    Teresa Bochwic @TBochwic
    To były czasy, kiedy ginekolog po stwierdzeniu ciąży zapytał mnie: to na kiedy wyznaczyć pani termin usunięcia? Mieliśmy 27-28 lat, ślub, nowe choć bardzo małe (17 m kw.) mieszkanie i pracę. Pozdrawiam.

    Anatta @HetmankaPL
    Najpierw „Ta scena uświadamia widzom, że dla tych kobiet aborcja to nie ulga, pozbycie się kłopotu, tylko trwały ślad, powracający wyrzut sumienia” a później „wprowadzenie obowiązku rozmowy z przedstawicielem organizacji pro-life”, który przecież na pewno wzmocni wyrzuty sumienia.
    To jest ta „pomoc” dla kobiet?
    Właściwie powinnam Pani podziękować Ten tekst uświadomił mi, że koszulki z napisem „aborcja jest ok” wcale nie są idiotyczne. Są reakcją na to wzbudzanie wyrzutów sumienia, na swego rodzaju szantażowanie kobiet w trudnej sytuacji życiowej.
    Najbardziej oburza mnie, że miała Pani prawo do podjęcia decyzji – rozumiem, że postawa lekarza była niefortunna, ale to za mało, żeby odbierać innym kobietom możliwość decydowania o swoim losie. Nie jesteśmy idiotkami. Nie jesteśmy bez serca.

    Krzysztof Sietczyński @ksietczynski
    A prawo dziecka i jego los? Jest bezradne, co nie znaczy, że nieważne.

    Anatta @HetmankaPL
    Przypominam, że chodzi o prawo do podjęcia decyzji. Jego przeciwieństwem jest ZMUSZANIE kobiet do określonych zachowań, które mają dla nich ogromne, życiowe konsekwencje.
    Zmuszenie kogoś do… zjedzenia zupy może być problematyczne.

    Krzysztof Sietczyński @ksietczynski
    Jaką decyzję może podjąć dziecko?

    Anatta @HetmankaPL
    Jeśli nie ma mózgu to pewnie żadnej
    To Pan chciał przeczytać?

    Krzysztof Sietczyński @ksietczynski
    Do kiedy? Póki samo nie zrobi sobie kanapki? czy nie skończy studiów? W sumie skończyliśmy dyskusję.

    Matylda Zimna @ZimnaMatylda
    A kto zmusza kobiety do zajścia w ciążę? Mówię o sytuacjach innych niż gwałt. Ciąża to nie jest choroba zakaźna. Trzeba ponosić w życiu konsekwencje swoich wyborów.

    Anatta @HetmankaPL

    Aco jeśli np. nie chcę zgłaszać gwałtu?
    jeśli po prostu nie chcę z nikim o tym rozmawiać i po prostu usunąć ciążę, spróbować zapomnieć o tym, co się stało?

    btw, wprowadzenie recept na tabletki „po” to raczej zaproszenie do podziemia aborcyjnego, tak samo jak brak edukacji seks.

    Krzysztof Sietczyński @ksietczynski

    Gdzie tu jest dziecko i jego życie? I podaje Pani przykład skrajny dla usprawiedliwienia wielu banalnych.

  3. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Edukacja, perswazja, modlitwa… To jest długa droga i zapewne nie w pełni uwieńczona sukcesem. Perswazja jest o tyle skuteczna, o ile dla osoby, którą staramy się przekonać, życie ludzkie jest bezwzględną wartością, wynikającą z godności człowieka. Każdego człowieka. Dla ludzi wierzących życie ludzkie jest darem Boga, dlatego jest bezcenne. Czy takim jest dla ludzi niewierzących? Może być, ale musi. Pamiętam wstrząsającą scenę z filmu dokumentalnego o eutanazji w Holandii. Rodzice z dziecięcym wózkiem, w którym jest ich dziecko z ciężką wadą wrodzoną, spotykają znajomą, a ona bez ogródek mówi im z tonem współczucia: „Nie pomyśleliście o eutanazji?”. Dla niej życie tego dziecka jest niewiele warte. Nie padły słowa: „Jak sobie radzicie, może wam w czymś pomóc?”. Jak ktoś tak traktujący życie dziecka, które widzi, zareaguje na słowa perswazji odnoszące się do dziecka w łonie matki, w fazie embrionalnej? Nie mam złudzeń. Niestety, wraz ze wzrostem zamożności, zwiększa się też egoizm jednostek i społeczeństw. Dlatego nie przeceniałabym siły oddziaływania zarówno perswazji, jak i takich obrazów, jak „Nieplanowane”. Jestem bezwzględnie za wyłączeniem z przesłanek do aborcji „ze względu na ciężkie, nieodwracalne upośledzenie płodu” zespołu Downa. Można to zrobić już, rozporządzeniem ministra. To stanowi przecież ponad połowę legalnie wykonywanych aborcji.

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Ta scena z filmu dokumentalnego nt. eutanazji w Holandii z zadanym pytaniem nad wózkiem z dzieckiem obciążonym wrodzoną wadą genetyczną: „Czy nie pomyśleliście o eutanazji?” nie specjalnie różni się od tego, czego sama doświadczyłam od mojej zatroskanej przyjaciółki, która pytała, patrząc na mojego dwumiesięcznego synka: „Czy nie mogłaś usunąć?” Dla mnie w zasadzie nie ma różnicy. Bo aborcja to zabicie, pozbawienie życia, tego konkretnego dziecka, a nie abstrakcyjne pobycie się ciąży. Zawsze tak myślałam. I co więcej, chyba nawet nie odnosiłam tego głównie do prawa Bożego, choć też, ale przede wszystkim do prawa naturalnego. Łono matki powinno być tym najbezpieczniejszym schronieniem dla rozwijającego się dziecka, a nie miejscem, gdzie czeka go śmierć. Dlatego dywagacje, jak bardzo już dziecko jest rozwinięte, jakie narządy już funkcjonują, jak jest ukształtowane, które często padają jako argumenty w dyskusji, są wg mnie trochę bez sensu. Człowiek całe życie się zmienia, od momentu poczęcia do chwili śmierci i żaden etap z puntu widzenia ochrony życia nie jest inny niż pozostałe. Zaskoczyło mnie, gdy podczas niedawnej konferencji prawników poświęconej mowie bez nienawiści usłyszałam w kuluarowej rozmowie, że nazwanie aborcji zabiciem nienarodzonego dziecka jest mową nienawiści wymierzoną w kobiety, które, zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, korzystają z możliwości PRZERWANIA CIĄŻY. To przecież czysty eufemizm.

  4. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Justyna Godlewska-Iskierka pod zapowiedzią tego tekstu na Facebooku napisała:
    Aborcja to morderstwo niezależnie od przyczyny jej dokonania. Śmierć to śmierć.

    Wywiązała się dyskusja, której zapis przedstawiam poniżej:

    Basia Corelowa
    Czyja śmierć? Kilku komórek?

    Maciej Rajfur
    Śmierć człowieka, takiego samego jak Pani.

    Basia Corelowa
    Nie, proszę pana. Tym kilku komórkom wiele jeszcze do człowieka brakuje.

    Maciej Rajfur
    Co takiego na przykład? Czekam na Pani definicje, od kiedy można człowieka nazywać człowiekiem 😏

    Basia Corelowa
    Przynajmniej od wtedy, kiedy zacznie funkcjonować system nerwowy i płód jest zdolny odczuwać ból. Jeżeli nie dostrzega Pan różnicy między sobą a kilkoma komórkami, które są zaledwie potencjalnym człowiekiem, to się dziwię. Ja dostrzegam. Zresztą, definicje bywają różne. Moja znajoma przedwcześnie urodziła bliźnięta (6 miesiąc ciąży). Chciała je pochować, ale ksiądz odmówił. Stwierdził, że ponieważ nie mają 30 cm długości, nie są jeszcze ludźmi – bo człowiek zaczyna się od 30 cm właśnie.

    Maciej Rajfur To, że są różne definicje nie oznacza, że mamy to relatywizować. Ogromna prośba z mojej strony. Proszę się dokształcić, a nie tworzyć swoje teorie człowieczeństwa. Nauka już dawno ten problem rozwiązała.

    Basia Corelowa
    Taaak? I co nauka twierdzi? Ze od momentu połączenia komórki jajowej i plemnika mamy do czynienia z człowiekiem? Obawiam się, że to Pan powinien się dokształcić.

    Maciej Rajfur Robię to non stop i zapewniam, że życie zaczyna się od poczęcia, a nie ustalonej granicy indywidualnie jak nam się podoba, ale według subiektywnie ważnego czynnika np. ośrodek nerwowy czy mózg czy serce.

    Basia Corelowa
    Życie być może. Ale nie oznacza to, że owo życie jest już człowiekiem.

    Bogumiła Kempińska-Mirosławska
    Jest człowiekiem. I nikim innym się nie urodzi.

    Basia Corelowa
    No i jak się urodzi, to człowiekiem będzie. Ale wcześniej nie jest.

    Maciej Rajfur A kim jest, zwierzęciem, rośliną? Pani mnie zaczyna rozbawiać 😊

    Artur D. Zysk
    Czy Pani już jest człowiekiem czy też jeszcze życiem?

    Basia Corelowa
    Zarodkiem. Embrionem. Płodem. Jestem żyjącym człowiekiem

    Artur D. Zysk
    A kiedy zakwalifikowała się Pani na status człowieka? Czy za człowieka można uznać życie, które nie jest w stanie chodzić czy samo zabezpieczyć sobie życia bez uzależnienia od rodziców by stać się samowystarczalnym? Tak „pi razy drzwi”; po maturze czy po studiach? Trudny temat, bo znam takich w dalszym ciągu na garnuszku starających się rodziców. Nawet zwracałem się do nich per „człowieku”, ale teraz nie jestem pewien czy nie są jedynie życiem.

    Paweł Sobótka
    Emocje ,słowa nie zawsze, jak widać w wielu przypadkach, dotrą do wszystkich ,słuchają ale nie słyszą.
    Trzeba tak żyć i tak kształtować wspólnotę narodu aby nie trzeba było nawet pomyśleć o takiej rzeczy złej, bo to nazwać można obóz koncentracyjny w łonie matki już ,bo jakże inaczej wielu z nas mogło by się nie urodzić z tegoż powodu, gdyby takie usilne promocje tegoż procederu i sposobu kształtowania myśli dotarły by do naszych rodziców … pewnie do wielu docierały ale były to patologiczne sytuacje związki. Dziś jednak ustala się to za normy społecznie usprawiedliwienie no nie! Zła nie można nazwać dobrem!

    Ala Piotrowska
    Co za czasów myśmy doczekali…aż nie chce się w to wierzyć. Od kiedy zabicie niewinnego dziecka jest prawem człowieka? Świat po prostu zwariował.

  5. hetmankapl@gmail.com' Hetmanka pisze:

    najpierw „Ta scena uświadamia widzom, że dla tych kobiet aborcja to nie ulga, pozbycie się kłopotu, tylko trwały ślad, powracający wyrzut sumienia”
    a później
    „wprowadzenie obowiązku rozmowy z przedstawicielem organizacji pro-life”, który przecież na pewno wzmocni wyrzuty sumienia

    to jest ta „pomoc” dla kobiet?

  6. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Przytoczona powyżej wymiana zdań między Basią Corelową a jej adwersarzami najlepiej dowodzi, że możliwości perswazji są ograniczone, o czym pisałam we wcześniejszym komentarzu. Język, którym poczęte życie ludzkie nazywa się kilkoma komórkami, embrionem czy płodem, ma na celu wyciszanie głosu sumienia, zapewnienie nie tylko prawa do aborcji, ale także moralnego komfortu. Dlatego ta wymiana zdań nie jest dyskusją tylko równoległymi monologami.

    • bodo31415@wp.pl' Kulka Kulkiewicz pisze:

      Nie. Nie da się jednoznacznie zdefiniować życia. Przykładem niech będą wirusy: to materia ożywiona czy nie? Dokąd nie będzie jednoznacznej definicji, to takie dyskusje będą trwały i nie będzie to żadne wyciszanie sumienia.
      Dalej – czy jeżeli perswazja nie wystarcza to znaczy, że należy zmusić ustawami? To i tak będą martwe ustawy, bo wrócą „wycieczki aborcyjne”, pojawi się „podziemie aborcyjne”, co będzie skutkowało jedynie wzrostem śmiertelności kobiet. Czyli tracimy dwa życia.
      Moja opinia od dłuższego czasu jest taka sama – jestem przeciw aborcji, ale też za wyrzuceniem ustaw do kosza.

  7. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Właśnie przeczytałam, że Parlament Słowacji zajmie się projektem ustawy, która zobowiązałby lekarzy do pokazywania kobietom zamierzającym poddać się aborcji zdjęć ultrasonograficznych ukazujących aktualny rozwój dziecka, który w wyniku aborcji zostałby zakończony. Projekt stanowi też, że jeśli jest to technicznie wykonalne, lekarz musi również umożliwić kobiecie posłuchanie bicia serca jej dziecka. Ciekawe, czy projekt, który powstał z inicjatywy trzech konserwatywnych posłów, zostanie uchwalony. Intencją icjatorów jest powstrzymanie kobiet przed podejmowaniem decyzji o zabiciu poczętego dziecka.

  8. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    „Zabicie nienarodzonego dziecka jest prawem człowieka” – tak powinien brzmieć projekt uchwały ONZ, jeśli miałby być sformułowany zgodnie z istotą rzeczy. Uważam, że słowo „aborcja” powinniśmy zawsze pisać w „”. To bardzo bałamutny, usypiający sumienie i zakłamujący istotę czynu eufemizm. Sprawia wrażenie, ze to zwykły medyczny zabieg. A „aborcja” zawsze oznacza brutalne zabicie istoty ludzkiej. Trochę biologii . W momencie połączenia i rekombinacji materiału genetycznego pochodzącego od ojca i od matki powstaje UNIKATOWY projekt, który określa większość cech fizycznych i część cech psychicznych ich dziecka. Projekt ten będzie działał nawet ponad 100 lat – przez całe życie. I projekt ten jest natychmiast w życie wcielany. Nieporozumieniem jest porównanie do „nasionka” – w nasionach procesy życiowe są uśpione – w zarodku przebiegają z niesamowitą dynamiką. Manipulacją jest hasło: „mam prawo do decydowania o własnym ciele”. Dokonując „aborcji” kobieta decyduje nie tylko o swoim ciele, ale o zabiciu swojego dziecka. Zarodek czy płód nie jest częścią ciała matki! Totalnym idiotyzmem jest sformułowanie „zlepek komórek”. Komórki nie zlepiają się, ale dzielą, różnicują, i przeobrażają wg osobistego projektu jak napisałem powyżej. Wszystkie przemiany mają stopniowy charakter. Jedyna zmiana jakościową jaka zachodzi w momencie ma miejsce w chwili połączenia materiału genetycznego. Zarodek, płód niemowlęctwo dojrzewanie,, dojrzałość,, starość to fazy rozwojowe człowieka – wynik stopniowych przemian. „Kilka komórek” to dziecko , potomek (lub „potomkini” jak ktoś bardzo lubi tego typu słowa) swoich rodziców – w sensie biologicznym,, ale i prawnym. Przynajmniej od czasów starożytnego Rzymu istnieje prawo,, dające prawo do dziedziczenia dzieciom urodzonym o śmierci ojca tzw. „pogrobowcom” .
    Wszystko to co tu napisałem wydaje się, że powinno być oczywistością dla każdego kto choć trochę uczył się biologii. Dlaczego tak nie jest? Kilka powodów:
    1. Przyzwyczajenie – przepisy dopuszczające „aborcję” funkcjonują już dziesiątki lat
    2. Wygoda. Współcześni ludzie,, zwłaszcza w bogatych, konsumpcyjnych społeczeństwach robią wszystko by czynić swoje, życie wygodnym, chętnie przyjmują te teorie,, które są wygodne,, a wypierają ze świadomości wszystko co może implikować jakieś problemy. Wygoda kształtuje świadomość.
    3. Ideologia. Kwestia „aborcji” jest jednym z głównych pól bitew w ideologicznych i politycznych wojnach. Powtarzanie ileś razy pod rząd przez niby poważną i zasłużoną organizację hasła: „Aborcja jest prawem człowieka” nie jest żadnym rzeczowym przekonywaniem, ale objawem ideologicznej fiksacji
    Obecny stan debaty; „aborcji” vs. obrona życia zapowiada długie i ostre zmagania. Myślę,, że jednak stan świadomości społecznej będzie rósł. Sądzę, ważnym elementem tych zmagań jest projekcja filmu „Nieplanowane” Jest wiele przykładów na to, że fabularny film silniej wpływa na świadomość społeczną niż dziesiątki naukowych wywodów. Bardzo podoba mi się też wzmiankowany przez Panią pomysł zawarty w projekcie słowackiej ustawy zobowiązujący lekarzy do pokazywania kobietom zamierzającym poddać się aborcji zdjęć ultrasonograficznych ukazujących aktualny rozwój dziecka. Naturalne jest, że podejmując jakąkolwiek decyzję powinniśmy mieć świadomość co z niej może wyniknąć, jakie skutki może spowodować.

  9. Rafał Kubara – 100% racji! Ta dyskusja jest ważna, ale jeszcze ważniejsza jest intensywna
    modlitwa o łaskę zrozumienia Bożego dzieła stworzenia człowieka. W tym kontekście, życzę Basi Corelowej otwarcia na poszukiwanie Prawdy.

  10. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dziękuję za zainteresowanie tematem poruszonym w tym tekście i za dyskusję, która toczyła się nie tylko na blogu, ale także, nawet z większą intensywnością, w mediach społecznościowych. Trzeba przyznać rację mojej siostrze, że perswazja w tej kwestii ma ograniczony charakter, o czym świadczy m.in. polemika między Basią Corelową i jej adwersarzami, a także Hetmanką a Krzysztofem Sietczyńskim. Jedna strona konsekwentnie twierdzi, że moment poczęcia (czy jak chce Krzysztof Sietczyński zagnieżdżenia zarodka w macicy) to początek życia człowieka. Druga już nieco plącze się w ustaleniu tego momentu, a spierający się z nią adwersarze sprowadzają to myślenie do absurdu proponując np. pełnoletniość czy inny moment określający pełną samodzielność i świadomość. Postęp medycyny sprawia, że neonatolodzy potrafią utrzymać przy życiu wcześniaki urodzone w 23. czy 24. tygodniu ciąży (w takim stanie zaawansowania ciąży dokonuje się aborcji w przypadku podejrzenia o wady rozwojowe i choroby genetyczne). Mocne było świadectwo Mateusza Maranowskiego, którego syn Julian przyszedł na świat w 24. tygodniu ciąży. Dziecko rozwija się i jest radością dla dzielnych i kochających rodziców. Trafna jest diagnoza Rafała Kubary, który stwierdził, że są trzy najważniejsze przyczyny akceptacji aborcji, czyli przyzwyczajenie, wygoda i ideologia. Ciekawy jest pomysł, który przyjął Parlament Słowacji, na co zwróciła uwagę moja siostra, żeby przed dokonaniem aborcji był obowiązek pokazania ciężarnej obrazu ultrasonograficznego rozwijającego się dziecka i aby pozwolić jej posłuchać bicia jego serca. Dużo jeszcze do zrobienia w kształtowaniu świadomości chroniącej życie. Jeśli ten tekst i dyskusja, którą on wywołał, choć w malutkiej części się do tego przyczynił, byłabym bardzo rada.

  11. aleczka86@gmail.com' Ala pisze:

    Aborcja nigdy nie była, nie jest i nie będzie humanitarna. To morderstwo niewinnego dziecka, które też chce kochać i być kochane. Dziecko jest najpiękniejszym cudem.
    Nie ma nic wspanialszego niż uśmiech na słodkiej, małej buzi i tupot uroczych stópek.

  12. malmichalik@gmail.com' Stonava pisze:

    Zdecydowanie każdy powinien mieć wolny wybór, są różne sytuacje i nie można wszystkich wrzucać do jednego worka, a u nas prawo jest zdecydowanie zbyt restrykcyjne.

  13. alicjajanus@gmail.com' Aborcja.cz pisze:

    To że kobiety będą mieć wybór nie oznacza, że będą taśmowo usuwać ciążę, w wielu krajach gdzie prawo jest mniej restrykcyjne widać spadek ilości aborcji w ostatnich latach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *