Wspierać najlepszych

Projekt Gowina nazywany jest w naszym środowisku „Kudrycka, tylko trochę gorzej” – mówi Ryszard Terlecki, który uważa, że proponowana reforma nie odpowiada idei zrównoważonego rozwoju i dlatego jest w konflikcie z programem Prawa i Sprawiedliwości. – Z niepokojem oceniam zapisaną w projekcie znaczącą rolę ministra jako regulatora rynku edukacji wyższej – napisał na Twitterze rektor SGH prof. Marek Rocki o ustawie 2.0, mimo że projekt zakłada zwiększenie, a nie zmniejszenie, autonomii uczelni. Czyżby „ruszenie z posad bryły nauki i szkolnictwa wyższego” było kwadraturą koła?

Projekt ustawy jest ważnym krokiem we właściwym kierunku – napisał prof. Leszek Pacholski na portalu Wszystko Co Najważniejsze [LINK], dodając, że przedstawione propozycje są za mało radykalne. Ale zdaje się, że grono tych, którzy chcieliby, żeby było tak jak jest, jest całkiem spore.

Wspierać najlepszych, aby stali się jeszcze lepsi – to jest główna dewiza Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej, działającej od 1991 roku pozarządowej, apolitycznej instytucji typu non profit, która realizuje misję wspierania nauki, będąc największym w Polsce pozabudżetowym źródłem jej finansowania. To, moim zdaniem, powinno być także głównym celem polityki naukowej państwa, bo nauka nie może być egalitarna.

Pamiętam, gdy tuż przed stanem wojennym Kornel Morawiecki, podczas procesu, w którym występował w roli oskarżonego, tłumaczył, odpowiadając na pytanie sędziego, co to takiego teoria optymalizacji, którą się zajmował, pracując naukowo. „To problem rozstrzygnięty już w Biblii” – mówił, wyjaśniając o co chodzi na przykładzie drwali, z których jedni są dobrzy, inni  gorsi, z mniejszymi umiejętnościami. Podobnie siekiery  – jedne lepsze, inne gorsze.  I – jak się okazuje ­ zgodnie z teorią optymalizacji, żeby efekt pracy tychże drwali był najlepszy, dobre siekiery trzeba dać dobrym drwalom. Nie na odwrót. Istotnie, jak w Piśmie Świętym: „Kto ma, temu będzie dane…”.
Dokładnie w odwrotnym kierunku nastąpiły zmiany w 1989 roku, kiedy to pod hasłem odpolitycznienia nauki, zadecydowano, że o tym jak ma być zarządzana i finansowana, miały decydować nie czynniki polityczne, ale samorząd uczonych. Tak powstał Komitet Badań Naukowych. W dziesięciolecie jej powstania szef KBN minister Andrzej Wiszniewski, któremu przez czas jego kadencji ja i moja siostra doradzałyśmy w zakresie promocji nauki, przyrównał tę instytucję do dwugarbnego wielbłąda, łączyła ona bowiem zarządzanie budżetem nauki przez ministra realizującego politykę naukową państwa, z instytucją samorządową, w której sami uczeni decydują o organizacji nauki i jej finansowaniu. Połączenie ministerstwa z samorządem uczonych, choć unikatowe w skali światowej, okazało się wyjątkowo wytrzymałe i trwałe. Wytrzymałe jak wielbłąd, który potrafi wytrwale iść bez jedzenia i picia. Ta barwna metafora oddaje istotę problemu. Państwo po prawie pół wieku komunistycznej dyktatury było wciąż postrzegane jako narzędzie opresji, a zmiany konstruowano tak, aby jego wpływ maksymalnie ograniczyć. Ja i moja siostra pisałyśmy o tym w tekście „Polska nauka. Potrzeba terapii szokowej, publikowanym na portalu Wszystko Co Najważniejsze, który ukazał się również w 9. numerze kwartalnika „Nowe Media”. Pamiętam, jak profesor Wiszniewski opowiadał nam o swojej wizycie w Stanach Zjednoczonych, gdzie spotkał się ze swoim odpowiednikiem, czyli ministrem nauki, i przedstawiał mu, jak zarządzana jest nauka w Polsce. Usłyszał wówczas w odpowiedzi: „U nas też kiedyś były takie plany, a na szczęście prezydent Roosevelt się nie zgodził”. Obecnie system szkolnictwa wyższego w Polsce reguluje ustawa z 2005 roku „Prawo o szkolnictwie wyższym” w kolejnych latach wielokrotnie nowelizowana, a także ustawy o finansowaniu nauki, o stopniach naukowych i tytule naukowym, o pożyczkach i kredytach studenckich.

Dziś jest szansa na głęboką reformę polskiej nauki. Projekt ustawy, zaprezentowany w ubiegłym tygodniu podczas Narodowego Kongresu Nauki w Krakowie, jest pierwszą od dwunastu lat próbą całościowej reformy nauki i szkolnictwa wyższego. – Ta ustawa jest inna niż wszystkie – przekonywał wicepremier Jarosław Gowin, nietypowy był bowiem tryb przygotowań reformy, na opracowanie założeń ustawy rozpisano konkurs, a w proces tworzenia ustawy włączone zostało środowisko naukowe. Do konkursu zgłosiło się 15 zespołów, a oceniła je komisja pod przewodnictwem wybitnego fizyka prof. Tomasza Dietla. W maju ubiegłego roku spośród piętnastu zespołów wybrano trzy. Każdy z nich otrzymał grant w wysokości 300 tys. zł na przeprowadzenie konsultacji i opracowywanie założeń do nowej ustawy. Stały się one punktem wyjścia do dalszych dyskusji nad ostatecznym kształtem reformy. W ramach dyskusji nad reformą nauki odbyło się ponad sto spotkań, w których wzięło udział około 7 tys. osób. Chyba żadna reforma nie była tak przedyskutowana jak ta. Jarosław Gowin jest przekonany, że otwarty i szczery dialog jest najlepszą drogą reformowania kraju.
Mam co do tego wątpliwości z bardzo prostego powodu, po prostu nie można zadowolić wszystkich, a gruntowne reformy, tak bardzo potrzebne polskiej nauce, dzięki którym promowani będą najlepsi, muszą wywołać protest tych słabych, którzy woleliby, żeby było, jak jest. Dodatkowe strumienie finansowania na uczelnie badawcze oraz regionalne inicjatywy doskonałości to z pewnością wsparcie najlepszych. Także zniesienie obowiązku habilitacji, co m.in. umożliwi powrót do Polski wybitnych uczonych z zagranicznym doktoratem i nadanie im tytułu profesora (obecnie to niemożliwe) lub zatrzymanie na uczelni znakomitych dydaktyków na stanowiskach adiunktów. Czy to wystarczające? Przyszłość pokaże. Ryszard Terlecki obawia się, że stracą na reformie prowincjonalne uczelnie. Inni z kolei – jak choćby Piotr Zaremba – lękają się o los  humanistyki.

Jestem przekonana, że zmiany, których naprawdę potrzebuje polska nauka, będą kontestowane przez większość środowiska akademickiego, dlatego reforma przygotowana przez Jarosława Gowina jest z pewnością ważnym, choć niewystarczającym krokiem w dobrym kierunku. Ale to jest cena, którą trzeba i warto było zapłacić za poparcie środowiska akademickiego.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

6 komentarzy

  1. ewama7@wp.pl' Ewa Mastalska pisze:

    Bardzo ciekawy tekst, wyślę go moim rodzicom, którzy są emerytowanymi naukowcami (prawnicy z UWr) oraz przyjacielowi, który pracuje teraz na tym wydziale.

  2. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Bardzo trudno jest przeprowadzać głębokie reformy i mieć równocześnie akceptację środowiska, muszą one bowiem naruszyć czyjeś interesy. Nie można wszystkich zadowolić. W pomysłach Jarosława Gowina jest jeden ważny postulat – wyraźny wzrost finansowania, tak więc wspierając najlepszych, nie trzeba aż tak bardzo zabierać słabszym. To ważne dla uzyskania aprobaty, bo ludzie boją się zmian nawet na lepsze, a co dopiero, gdy za rogiem czeka jakieś zagrożenie (likwidacja, redukcja czy generalnie wzrost wymagań).

    Dlatego wyrażam podziw i uznanie dla wicepremiera Jarosława Gowina, że dość znaczące zmiany zapowiada, przy równocześnie stosunkowo niewielkim oporze środowiska akademickiego. Bo, że politycy będą chcieli przy tej okazji to i owo ugrać, to inna sprawa. Minister Gowin położył na stół projekt zaakceptowany przez środowisko, do którego jest kierowany. To majstersztyk. Jeśli tylko drugi wicepremier da na to pieniądze, to trzeba tylko mocno trzymać kciuki, żeby się udało, a te rzucane kłody pod nogi, były do przeskoczenia. Żartując, można powiedzieć, że wicepremier jest wysoki i nawet duże kłody mu niegroźne.

    Powodzenia Panie Premierze! Dacie radę, wierzę w to!!!

  3. Danuta.sikora@wp.pl' Danuta pisze:

    Bezwzględnie sprawnie przeprowadzona reforma szkolnictwa jest potrzebna. Dostępność kształcenia w Szkołach Wyższych spowodowała że na rynku są kadry niekoniecznie wykształcone do potrzeb pracodawców. Wątpliwości wzbudza też kształcenie doktorantów. Na uczelniach pozostają czasem nie studenci najlepsi ale tacy którzy nie odnajdują się na rynku pracy i chcą przeczekać. Choć liczba doktorantów w ostatnich latach znacznie wzrosła to jak wynika z raportu NIK średnia liczba obronionych prac doktorskich to zaledwie 40%.

  4. Dwie noce temu, około trzeciej, widziałem ministra Gowina, stojącego w holu Politechniki Wrocławskiej. Hol był pusty, jakby od dawna nie używany. Ciemnoszare ściany sprawiały ponure wrażenie. Minister rozejrzał się niepewnie, po czym ruszył przed siebie z wyrazem determinacji na twarzy. To był mocny, wyrazisty sen.

  5. Reformy min. Kudryckiej były bardzo niepopularne, a w środowisku naukowym budziły nie tylko sprzeciw, ale wręcz agresję, jednak wiele z nich było krokiem w dobrym kierunku. Pokazuje to choćby niedawny awans UW w rankingach (wbrew przechwałkom min. Gowina to efekt działań sprzed co najmniej paru lat). Dla mniejszych uczelni wyjście jest jedno: pozyskanie studentów zagranicznych. Średniej wielkości uniwersytet powinien ich mieć 30-50%. To jednak wymaga po pierwsze ciekawej i wartościowej oferty w języku angielskim, po drugie promocji polskich uczelni za granicą, po trzecie dobrego klimatu społecznego (nastroje antyimigranckie, delikatnie mówiąc, nie pomagają). Czy polskie uczelnie mogą liczyć na szerokie zainteresowanie? Tak, w wielu krajach na świecie źródłem prestiżu jest ukończenie studiów w Europie, a Polska przecież jest w Europie i nawet nie musimy o tym specjalnie nikogo przekonywać, może tylko czasemi samych siebie.

  6. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dziękuję za wszystkie głosy w dyskusji, zwłaszcza że nie było ich wiele. Gorąca wymiana opinii, inspirowana tweetami zapowiadającymi ten tekst toczyła się na Twitterze. Dziękuję za zainteresowanie tematem i w znakomitej większości poparcie dla sformułowanej podstawowej tezy tego tekstu. Jest szansa na reformę nauki i szkolnictwa wyższego i dlatego należy poprzeć projekt wicepremiera Jarosława Gowina, nawet gdy nie jest ona dostatecznie odważnym krokiem reformatorskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *