Pokaż mi swoich wrogów, powiem ci, kim jesteś

Masz wrogów? Dobrze. To znaczy, że kiedyś w swoim życiu stanąłeś w obronie czegoś ­– te słowa Winstona Churchilla uświadamiają, że człowiek, który wrogów nie ma, musi być nijaki, miałki. Nie sposób, robiąc cokolwiek ważnego, istotnego, nie natknąć się na konflikt interesów, na czyjąś zawiść, niechęć. Brytyjski premier mawiał jeszcze, że człowiek, który zgadza się ze wszystkimi nie zasługuje na to, żeby ktokolwiek z nim się zgadzał. Zawsze lubiłam cytować tę sentencję, gdy w dyskusji chciałam wyrazić sprzeciw wobec wypowiadanych opinii, wyrazić własne, odrębne zdanie.

Wrogość to niechęć, antypatia, awersja, a nawet nienawiść. Adwersarz, antagonista, oponent, konkurent czy przeciwnik to jeszcze nie wróg. Wrogość jest uczuciem, z którego wynikają słowa lub czyny. Może być uwarunkowana okolicznościami, być rezultatem kompleksów, konkurencji, różnicy poglądów w ważnych kwestiach, ale niekiedy wynika też z wyobrażeń, stereotypów czy nieprawdziwych informacji.

„Pokaż mi swoich wrogów, a powiem ci, kim jesteś” – to popularne przysłowie pokazuje, że z listy wrogów można odczytać niekiedy więcej o danym człowieku niż z jego biografii. Człowiek, który wybija się ponad przeciętność, zawsze będzie miał wrogów. „Człowiek nie ma przyjaciół. Przyjaciół ma tylko powodzenie” – mawiał Napoleon Bonaparte, który sam boleśnie tego doświadczył, gdy los przestał mu sprzyjać. To bardzo pesymistyczne stwierdzenie, ale pokazuje, że do obozu zwycięzców lgną różni ludzie, znakomita większość to konformiści.

Ja i moja siostra miałyśmy w pracy sporo wrogów. Z posiadania niektórych byłyśmy nawet dumne. Redagując na wrocławskiej Akademii Rolniczej, późniejszym Uniwersytecie Przyrodniczym uczelniane pismo „Głos Uczelni”, nie unikałyśmy prezentowania własnych poglądów, na przykład światopoglądu katolickiego. Robiłyśmy to subtelnie – przemycałyśmy niektóre treści w edytorialach, życzeniach redakcyjnych na Święta Bożego Narodzenia czy Wielkanoc, w kąciku akademickiego humoru czy doborze informacji środowiskowych, w których na równych prawach pojawiały się informacje z Papieskiego Wydziału Teologicznego, relacje z Mszy św. poprzedzających Święto Nauki Wrocławskiej itp. Nie ukrywałyśmy sympatii do „Solidarności” , prezentując teksty czy wywiady z okazji różnych rocznic. Zdeklarowani ateiści czy osoby związane w przeszłości z komunistyczną władzą szczerze nas nienawidzili. Wcale nas to nie martwiło, a nawet byłyśmy z tego dumne.

Gorzej było, gdy chodziło o relacje z najbliższymi współpracownikami. Byłyśmy dość pryncypialne, jeśli chodzi o dyscyplinę pracy, nie wychodziłyśmy w żadnych sprawach prywatnych, nie robiłyśmy zakupów w czasie pracy itp. Często zostawałyśmy po godzinach… No cóż, stachanowców nikt nie lubi, a niektórzy po prostu nie cierpią. Ta wrogość też raczej nam schlebiała, niż nas martwiła, choć niekiedy miała ona bardzo dokuczliwe przejawy.

Doświadczyłyśmy też wrogości najbardziej absurdalnej, bo wynikającej z antysemickich uprzedzeń. Pisała o tym moja siostra w tekście „Pomarcowe wyjazdy” [LINK]. Absurdalne to było, bo po pierwsze nie jesteśmy Żydówkami, a po drugie uprzedzenia antysemickie są jak najbardziej godne potępienia.

To była taka zwykła wrogość, z którą pewnie z różnych powodów ludzie spotykają się na co dzień. W ostatnich latach pojawiły się też nowe odmiany wrogości, które wcześniej w takiej intensywności nigdy nie występowały, a mianowicie wrogość wynikająca z odmiennych poglądów politycznych. Najbardziej bolesne jest to, że podzieliła ona ludzi będących do niedawna po samej tzw. solidarnościowej stronie, ludzi, którzy jeszcze kilka lat temu potrafili ze sobą normalnie rozmawiać i wymianę poglądów oraz informacji traktowali jako wspólne dążenie do prawdy. Dziś albo rozmowa w ogóle jest niemożliwa, albo staje się pojedynkiem na słowa, w którym zamiast wymiany zdań toczą się równoległe monologi. Najgorzej chyba mają ci, którzy starają się zachować obiektywizm (nie lubię pojęcia symetryzm, bo nie oddaje istoty rzeczy), w różnych konkretnych sprawach próbują wyważać racje, znajdować jakieś kompromisowe rozwiązanie i to otwarcie głoszą. Otóż najczęściej obrywają z jednej i z drugiej strony, zawsze klasyfikowani jako zwolennicy przeciwnego do rozmówcy obozu, bo wystarczy być nie dość pryncypialnym w jakiejś kwestii, albo krytycznym w innej, aby taka klasyfikacja nastąpiła. Takim rozmowom towarzyszą emocje, gniew, złość.

Jeszcze kilka lat temu w najbardziej absurdalnych wizjach przyszłości nie dopuszczałam takiego scenariusza, czyli pojawienia się wrogości między zwykłymi ludźmi nie na tle jakichś osobistych animozji, ale politycznych poglądów.

W ostatnich latach pojawiła się też wrogość do uchodźców. Pisałam o tym w tekście „Uchodźcy, imigranci – moje refleksje” [LINK]. Aneksem do tego tekstu może być relacja 27-letniej Rajel Matsili, ciemnoskórej mulatki (ojciec Kongijczyk, matka Polka, oboje wykładowcy akademiccy) urodzonej w Polsce, gdzie chodziła do przedszkola, szkoły i studiowała. Przyjechała z Krakowa do Warszawy, gdzie podjęła pracę w Cafe Kulturalna. Przez dwa tygodnie była wyzywana od małp, dzikusów murzynów i ciapatych, poszturchiwana, spluwano jej w twarz i pod nogi. „Ludzie myślą, że mogą mnie bezkarnie obrażać, bo pewnie nic nie rozumiem” – ocenia. Po dwóch tygodniach postanowiła wrócić do Krakowa. Tu cały wywiad z Rajel [LINK].

Strach, o którym pisała moja siostra [LINK] jest złym doradcą, wydobywa z ludzi ciemną stronę ich duszy, rodzi niepotrzebną wrogość. Wrogość bywa irracjonalna jak strach, który ją rodzi. Dlatego tak ważną cnotą jest odwaga, czyli umiejętność pokonywania strachu. Zwłaszcza, że – jak mawiał Winston Churchill – sukces nigdy nie jest ostateczny, porażka nigdy nie jest totalna, liczy się tylko odwaga.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

14 komentarzy

  1. jerzpolski@wp.pl' Jurek pisze:

    Wrogość bywa często skutkiem poczucia zagrożenia ze strony osób, które inaczej myślą.
    Wraz ze wzrostem poczucia zagrożenia rośnie wrogość.
    Kiedy wzrasta wrogość, tracimy możliwość racjonalnego myślenia.
    Politycy lubią kreować swoich przeciwników na wrogów publicznych dla wzrostu popularności.

  2. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Kreowanie przez polityków wrogów jest stare jak świat. Wystarczy sięgnąć do czasów Nerona, który za takich uznał chrześcijan i hasło „Chrześcijanie dla lwów” znalazło poklask. Takie emocje bardzo łatwo wywołać. W czasach stalinowskich byli „wrogowie ludu”, też kreacja komunistycznych władz. Dziś kreowanie przez polityków politycznych konkurentów na wrogów może mieć takie konsekwencje jak z Markiem Rosiakiem. Podburzeni, niezrównoważeni ludzie mogą na własną rękę próbować rozprawić się wrogiem. Przy rozkręcanych emocjach takie zdarzenia są zawsze możliwe. Teraz ostatnio też dochodziło do ataków na biura poselskie. Na szczęście nikt nie ucierpiał. Ale zawsze do czasu. Gdzieś może się czaić drugi Cyba, po tej i po drugiej stronie politycznego sporu.

    • szkudlarek76@gmail.com' Szkudlar pisze:

      Mistrzami w kreowaniu wrogów są jednak politycy PiS… lekarze, sędziowie, wszyscy, którzy nie podpisują się pod religią smoleńską, seanse nienawiści 10. każdego miesiąca, każdy kto nie jest z PiS-em to wróg – zdrajca, UBywatel, POpapraniec, KODomita, lewak, pijak i złodziej

      • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

        Może najlepszą odpowiedzią niech będzie moje doświadczenie z 2015 roku. Mój bardzo dobry przyjaciel, gdy dowiedział się, na kogo zamierzam głosować w drugiej turze wyborów prezydenckich, stwierdził, że gdyby jego żona i córka o tym się dowiedziała, to by mnie znienawidziły i uznały za osobistego wroga. Nie próbowałam tego oceniać, ani go krytykować za inne wyborcze preferencje niż moje. Jesienią, gdy składałam mu imieninowe życzenia, stwierdził, że jego sympatia do mnie spadła drastycznie, mimo że do niczego go nie przekonywałam. I mówiłam, że wciąż go lubię i jego inne niż moje poglądy mi nie przeszkadzają. Dlaczego nie możemy się pięknie różnić? Dlaczego nie możemy oceniać nie zero-jedynkowo, tzn., że jedni mają rację w tym, a tu się mylą, a inni też. Nikt przecież nie ma w 100 proc. racji, a nikt nie może w 100 proc. we wszystkim się mylić. Dlaczego polityka dzieli przyjaciół? Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć.

        • wlalos@onet.pl' Władysław Łoś pisze:

          Nie dotyczy to tylko Polski. Dorosła córka mojego kuzyna, skądinąd miła, inteligentna, wykształcona, obywatelka USA, rozgniewana zerwał ze mną znajomość na Facebooku, gdy tylko próbowałem się od niej dowiedzieć, dlaczego uważa wybór Trumpa za nieszczęście i wątpić w słuszność stawiania go na równi z Hitlerem. Nawet jej nie interesowało czy i jakie ja mam zdanie na temat Trumpa – a nie mam żadnego, bo brak mi ku temu przesłanek, sądzę, że żadne z dostępnych mi mediów nie daje w miarę obiektywnego jego obrazu. Myślałem, że coś się od niej dowiem, a ta z miejsca uznała mnie za osobistego niemal wroga.

  3. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Najbardziej przerażająca jest wrogość wśród najbliższych, niegdyś bardzo kochających się ludzi. Mam na myśli rozstających się małżonków, którzy rozwodzą się w atmosferze wrogości i wzajemnych oskarżeń. I co ciekawe, zazwyczaj bardziej wrogo do drugiej nastawiona jest ta strona, która skrzywdziła, zdradziła, porzuciła. To, moim zdaniem, syndrom zagłuszania wyrzutów sumienia. Aby je uciszyć, trzeba zrobić z ofiary wroga. To bardzo charakterystyczne, pisała o tym moja siostra w tekście „Który skrzywdziłeś… nienawidzisz” http://twittertwins.pl/ktory-skrzywdziles-nienawidzisz/

  4. gabriellawit@gmail.com' Garibaldi11 pisze:

    Wam sie tylko wydaje ze nie jestescie Zydowkami. Skoro was spotykaly antysemickie antypatie, to jestescie. I zadne aryjskie papiery, swiadectwa chrztu do 10 pokolenia wstecz wam nie pomoga. Jestescie tez ciapatymi, POpaprancami i PiSdzielacami ubeckimi wdowami, nazistkami i kibolami. Amen.

  5. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Niemałą rolę sprawczą w eskalowaniu złych emocji ogrywają adwokaci strony wnoszącej o rozwód. To oni podpowiadają taktykę, która obciąża czasem wyssanymi z palca zarzutami. A potem już mechanizm wiary w tę wymyśloną narrację sam się rozkręca. Rodzi się wrogość, której wcześniej nie było. A im bardziej niesprawiedliwe zarzuty, tym większa nienawiść w myśl argumentacji, którą rozwinęłam w tekście http://twittertwins.pl/ktory-skrzywdziles-nienawidzisz/

  6. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Jest wiele czynników i rzeczy, które powodują, że życie nasze staje się często pasmem wrogości i goryczy. Jakże często sukcesy jednych generują nienawiść do innych. I czasami ta wrogość do innych jest tak irracjonalna i bezsensowna, że trudno to w logiczny sposób uzasadnić. Zachowanie, które drażni nas u drugiego i wszystko to, co się wokół nas dzieje, często jest tym, co tak naprawdę tkwi w naszej podświadomości i jest odzwierciedleniem nas samych. Jeśli tak bardzo drażni nas coś w drugiej osobie, warto wówczas dokładnie przyjrzeć się sobie. Jeśli są to cechy negatywne, to odnoszą się one niestety do tej negatywnej strony naszej osobowości. Nie należy zapominać, że więź z drugą osobą niesie zawsze ze sobą ryzyko. Ktoś powiedział, że bardziej niebezpieczni są przyjaciele w swojej wrogości, niż wrogowie w swojej konsekwencji. Często tam, gdzie kończy się lojalność, zaczyna się wrogość. Polecam zresztą doskonały tekst Pani Małgorzaty „O lojalności” http://twittertwins.pl/o-lojalnosci/ z ub. roku. To prawda, że nie należy zapominać, że człowiek, który wybija się ponad przeciętność zawsze będzie miał wrogów. I tutaj warto też czasami stosować zasadę ograniczonego zaufania. A rada moja, to :” jeśli odczuwasz wrogość do drugiego – naucz się wybaczać!”

  7. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Od kilku lat polityka bazuje na bardzo niskich emocjach. Taki przykład z pracy. Kolega o 20 lat młodszy bardzo często używa słowa „ciapaty”. Nie zacytuję. Zadałem mu pytanie czy jesteś więrzący? „No słabo”. Ale masz chrześcijańskie wychowanie? „No tak.” To jak Twoje wychowanie ma się do tego co mówisz?

  8. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Szczęśliwie żyję w komfortowej sytuacji. Nie należę do żadnej zhierarchizowanej instytucji, nie muszę brać udziału w wyścigach szczurów, nie jestem niczyim zwierzchnikiem i dla nikogo nie jestem nawet potencjalnym rywalem. Wszelkie nieporozumienia i konflikty staram się wyjaśniać od razu unikając przy tym słów które mogą zranić, zadrażnić Drani się wystrzegam lub szybko ograniczam bliższe kontakty. Dlatego wydaje mi się, że nie mam wrogów.
    Myślę, że wrogość jest najczęściej pochodną pychy. Ktoś kto uważa się za kogoś lepszego od swojego przeciwnika nie dopuszcza możliwości porozumienia się z nim, jakiegoś kompromisu, jedyne rozwiązanie widząc w zniszczeniu lub przynajmniej upokorzeniu go.
    Postawa wrogości niekoniecznie musi musi być tożsama z nienawiścią. Bywa, że ktoś nienawidzi drugiej osoby, ale nie czyni mu nic złego – ot taka ” platoniczna ” nienawiść. Z drugiej strony chyba największe zbrodnie były popełniane „na zimno”, gdy oprawcy w ogóle nie widzieli w swych ofiarach ludzi, a tylko przeszkody do usunięcia.

  9. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Pojęcie nienawiści jest mi obce. Nienawidzić można kogoś, kto nam, lub naszym najbliższym wyrządził wielką krzywdę, a u mnie nic takiego nie miało miejsca. Kiedyś potępiałem komunę, ale pomimo tego nie mogę powiedzieć, bym nienawidził któregokolwiek z jej przywódców czy działaczy. Po prostu nie podzielałem ich poglądów, potępiałem, lekceważyłem i tyle. Wrogów też miałem niemało, ale to byli wrogowie z powodów ekonomicznych najczęściej, czyli konkurencja, z którymi nieraz wypadało mi ostro walczyć, by nie dać się zepchnąć na margines. Walczyłem, ale jakoś nie nienawidziłem, bo przecież rozumiałem ich poczynania, jak i swoje. Teraz mam coraz większą niechęć do rządzących, głównie z powodu usilnych prób chrystianizacji i wprowadzania coraz większej roli kościoła w życie świeckie Polaków, ale o nienawiści nie ma mowy. W dzisiejszych czasach ludzie są tak podzieleni i wrogo do siebie nastawieni, na tle politycznym, jak chyba nigdy dotąd. Z mojego punktu widzenia, ani poprzednia ani obecna ekipa nie jest kryształowa, bo każda popełnia wiele błędów. Zarówno jedni jak i drudzy starają się oczernić przeciwnika, chwytając się sposobów nawet poniżej pasa, byle utrzymać się, lub odzyskać władzę, bo kto ma władzę, to ma wszystko.

  10. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dziękuję za zainteresowanie tematem i ciekawą dyskusję. „Tekst jest ważny! Przez moje zajęcia przewinęło się sporo studentów z różnych stron świata, byli Turcy, Hindusi, Nigeryjczycy, Irańczycy. Sam wykładałem też we Francji, Turcji, Finlandii, mam szacunek do ludzi! Ale też znam problem o którym Pani napisała” – napisał na Twitterze Maciej Miczanowski. Cieszę się z tej opinii. Istonie, wrogość z powodu odmiennych poglądów politycznych to zjawisko, które pojawiło się niedawno. Niestety nie ma na razie recepty, by temu zaradzić, poziom emocji obniżyć. Dlatego z przyjemnością przeczytałam, że dla Vectora nienawiść jest pojęciem obcym. Oby takich deklaracji było więcej.

  11. annaif@wp.pl' Lumi pisze:

    O nienowisci wiersz napisala kiedys Szymborska – warto go przeczytac, jesli ktos go jeszcze nie czytal. Jest tez cos takiego jak nienawisc „bezinteresowna” – tak to nazywam – czyli nikomu nic zlego nie zrobiles, nawet nie znasz tej osoby za dobrze, a ona i tak cie nienawidzi. Sa ludzie ktorzy po prostu lubia innych nienawidziec i czepiac sie bez powodu bo czuja z tego satysfakcje ( z czepiania sie i ponizania innych, zastraszania ich).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *