Wiatr zmian

Wiatr

Wczoraj spod bram Uniwersytetu Warszawskiego wyruszyła „czarna procesja” przedstawicieli polskiej nauki, którzy w ten sposób zaprotestowali  przeciwko polityce Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Na ulice wyszli ci, którzy nigdy do tej pory nie protestowali w ten sposób. Czy kogokolwiek trzeba jeszcze przekonywać, że wieje wiatr zmian?  Wiatr, który jakże symbolicznie porwał z ołtarza Hostię w trakcie uroczystości Święta Dziękczynienia, po którą schylił się prezydent-elekt. Tak miał się zaczynać tekst zaplanowany na jutro rano. Nagrania ujawnione przez Zbigniewa Stonogę i w konsekwencji lawina dymisji przyniosły zdecydowane przyśpieszenie. To już nie wiatr, ale huragan. 

Jest takie znane powiedzenie Ignacego Krasickiego „Ludzie boją się zmian, nawet na lepsze”. Przywiązanie do sytuacji zastanej, wybór oswojonego zła, gdy alternatywą jest niepewność, jaką niesie ze sobą zmiana, występuje w różnych czasach. Większość opowiada się za zmianą tylko wówczas, gdy lepsza staje się niepewność niż status quo. Takie sytuacje, gdy ludzie wbrew naturalnym lękom przed nieznanym mówią dość, zdarzają się naprawdę rzadko.

Większość opowiada się za zmianą tylko wówczas, gdy lepsza staje się niepewność niż status quo. Takie sytuacje, gdy ludzie wbrew naturalnym lękom przed nieznanym mówią dość, zdarzają się naprawdę rzadko.

Spektakularnym przykładem był rok 1989, gdy większość odrzuciła rządy PZPR, choć instrumenty propagandowe ówczesnego reżimu były wszechpotężne w porównaniu do wątłych możliwości komunikacji dopiero co organizującego się społeczeństwa. Większość opowiedziała się za zmianą, bo jedynie ona niosła nadzieję.

W minionym 25-leciu zdarzyło się to jeszcze dwa, może trzy razy.  W 1997 roku już od wiosny pojawił się klimat sprzyjający zmianom, a nastroje wzmocniła powódź tysiąclecia, która uwidoczniła bezradność i arogancję władzy. Słynne zdanie ówczesnego premiera Włodzimierza Cimoszewicza, który dramat powodzian skomentował słowami: „Powinni byli się ubezpieczyć”, było symbolem oderwania rządzących od rzeczywistych nastrojów społecznych.

Rok 2005 to kolejny przykład wznoszącej się fali społecznych nastrojów, które niosły zmianę. Afera Rywina odsłoniła przeżarty korupcją układ, a nadzieją była zapowiadana koalicja ugrupowań postsolidarnościowych. Większość, choć ostatecznie wybierano kandydata z jednej tylko listy, głosowała na PO-PiS, mimo że końcówka kampanii zwiastowała fiasko zgodnego działania partii zmian. Zawód wyborców był tym większy, gdy nie powstała koalicja PO-PiS. Dlatego jeszcze raz zmobilizowano się dwa lata później, odrzucając konflikt i opowiadając za zmianą…

Dziś, każdy kto ma słuch społeczny, kto potrafi odczytywać znaki czasu, wie, że znowu pojawiają się zwiastuny zmiany. Wyczerpała się cierpliwość w oczekiwaniu na to, że obecnie rządzący rozwiążą jakikolwiek społeczny problem. Do tego dochodzi coraz bardziej wyraźna arogancja władzy, której zapewne nie pomogą ostatnie nerwowe ruchy premier Ewy Kopacz, nie tyle mocne, co mocno spóźnione. Podobnie niewiarygodne, co erupcja legislacyjnych inicjatyw Bronisława Komorowskiego po pierwszej turze wyborów.  Niepewność, co zmiana przyniesie, wydaje się być znów atrakcyjniejsza od trwania tego, co jest. Bo to, co jest, to już nie państwo teoretyczne, ale państwo w stanie rozkładu.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

2 komentarze

  1. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Polityka tak przyspieszyła, że komentarz napisany kilka godzin wcześniej wymaga uzupełnienia. Wieje wiatr, a nawet huragan zmian, tymczasem władza jak na Titanicu. Pani premier sądzi, że kosmetyczna rekonstrukcja rządu cokolwiek zmieni. Nic nie zmieni. Zaufanie zostało nadszarpnięte tak bardzo, że nerwowe ruchy i pouczanie prezydenta elekta, który zwrócił się z apelem o spokój, jedynie pogłębiają wrażenie chaosu.

    A przecież do tej pory tak łatwo udawało się uciekać do przodu i udawało się zamiatać afery pod dywan, dbając jedynie o wizerunek. Bo nie o realną politykę. Tej nie zmieniano. Mistrzem wychodzenia cało z podobnych opresji był Donald Tusk. Ale rok temu nie zareagował na aferę taśmową. Sprawę zlekceważył, bo był już „jedną nogą” w Brukseli. Szansę miała natomiast Ewa Kopacz, bo przecież od roku zna tę sprawę i pewnie wie znacznie więcej niż opinia publiczna. Ona nie musiała tych ministrów ODWOŁYWAĆ, wystarczyło ich nie POWOŁYWAĆ. Zlekceważyła i to się mści.

    Dlatego wiatr zmian trafił na podatny grunt. Co z tego huraganu wyniknie i czy to będzie dobra zmiana? Dziś jeszcze niewiadomo, zbyt wiele znaków zapytania.

  2. jerzpolski@wp.pl' Jurek S. pisze:

    Kiedyś Gierek spotkał się ze stoczniowcami i prosił o pomoc.
    Jeden z robotników powiedział, że władza nas stale oszukiwała , ale tym razem zaufamy władzy.
    Jeśli władza znowu nas oszuka, to nigdy już nie uwierzymy władzy.
    Społeczeństwo nadal czuje się oszukiwane od czasów wyborów kontraktowych, więc trudno o zaufanie.
    Społeczeństwo nie chce wierzyć żadnej władzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *