Wiara w czasach zarazy

„Jak trwoga, to do Boga” – któż tego nie słyszał. Pobożność wzmaga się w czasie zagrożenia, niepewności, kryzysu. Kościoły zawsze zapełniały w chwilach trwogi, odprawiane były specjalne nabożeństwa, śpiewano suplikacje. A jak jest dzisiaj? Czy wobec epidemii, a właściwie pandemii koronawirusa, nie potrzebujemy Pana Boga? Kościoły w ubiegłą niedzielę opustoszały, jak nigdy dotąd. Czyżbyśmy nie potrzebowali już Lekarza dla duszy?

Archikatedra pw. św. Jana Chrzciciela we Wrocławiu 15 marca podczas niedzielnej Mszy św. o godz. 12.00

„Od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas Panie” – śpiewamy w suplikacjach. Od powietrza, czyli zarazy, zakażonego, morowego powietrza. Epidemie nawiedzały nasz glob, Europę, ale także i Polskę, wiele, wiele razy w przeszłości.

Śmiertelne żniwo zbierała cholera, zwana czarną śmiercią. Epidemia tej choroby w Europie w latach 1347–1353 prawdopodobnie przyniosła najwięcej ofiar, proporcjonalnie do wielkości populacji, w historii. Ocenia się, że była ona przyczyną śmierci od 30 do 60 proc. Europejczyków. W XIV wieku liczba ludności świata spadła z powodu tej choroby z 450 do 350 mln. Spowodowało to ogromne wstrząsy o charakterze społecznym, religijnym i gospodarczym, zmieniając bieg europejskiej historii. W XIX wieku świat doświadczył aż sześciu epidemii cholery, które dotarły do niemal każdego zakątka globu, a według powszechnego przekonania za zarażenia odpowiadało tzw. morowe powietrze.

Nie lepiej było z dżumą, najgroźniejszy jej atak odnotowany był w Europie w XIX wieku w latach 1831–1838. Kolejna fala epidemii pojawiła się w latach 1848–1855.

Zaledwie sto lat temu świat opanowała największa znana pandemia w dziejach świata – jedna z mutacji wirusa grypy H1N1 zainfekowała 30 proc. mieszkańców naszej planety. Wbrew nazwie, nawiązującej do Hiszpanii, rzekomego ogniska pandemii, przywędrowała ze Stanów Zjednoczonych. W samej Europie z powodu grypy hiszpanki zmarło około 20 mln ludzi. Globalna liczba zgonów jest jeszcze większa i szacuje się ją na 50 – 100 mln.

Śmiertelne żniwo zbierała czarna ospa (zanim szczepienia wyeliminowały zagrożenie, w XVIII wieku w Europie z powodu ospy zmarło około 60 mln ludzi), tyfus, czerwonka, a całkiem współcześnie wirus HIV (stał się przyczyną śmierci około 25–30 mln ludzi), świńska grypa, wirus ebola… Świat nie jest wolny od groźnych, zakaźnych chorób, każde pokolenie go doświadcza.

Najnowsza epidemia spowodowana przez koronawirusa, czyli wirusa SARS-CoV-2 wywołującego groźną chorobę COVID-19, jednak zaskoczyła. Nie tyle liczbą zarażonych czy odsetkiem zgonów, ale tempem rozprzestrzeniania się. Wykładniczo rośnie liczba zainfekowanych, jeszcze większa jest liczba podejrzewanych o zarażenie, objętych kwarantanną i bardzo szybko służby medyczne mogą stać się niewydolne. Spowolnienie tempa przyrostu liczby chorych stało się sprawą priorytetową.

Dlatego wprowadza się drastyczne ograniczenia, które dotyczą także praktyk religijnych. Włosi, gdzie epidemia ma najdrastyczniejszy przebieg spośród wszystkich krajów europejskich, kościoły zamknięto wcześniej niż szkoły, galerie, handlowe, stadiony, kina, kluby i inne miejsca masowej rozrywki. Odprawianie Mszy św. było zakazane, ale ludzie tłoczyli się w innych powszechnie dostępnych miejscach. Dopiero szybki wzrost liczby zakażonych, a także zgonów (ponad sto, a nawet ponad trzysta na dobę) sprawiło, że wprowadzono kolejne ograniczenia.

W Polsce, zanim pierwsze osoby zaraziły się koronawirusem, już środowiska antykościelne zaczęły domagać się podobnych rozwiązań, jakie zastosowane we Włoszech. Nie zabrakło wypowiedzi hejterskich i szyderczych. Np., gdy już rząd podjął decyzję o zamknięciu szkół, ktoś oświadczył, że po co zamykać szkoły, skoro w każdej klasie są krzyże i wystarczy modlitwa, to uchroni przed zarażeniem. Gdy Episkopat wydał komunikat o dyspensie od niedzielnej Mszy św. dla osób w podeszłym wieku, mających objawy infekcji, dzieci i ich rodziców, a nawet tych, którzy obawiają się zarażenia, jeden z polityków napisał: „Kościół litościwy – dostaniecie dyspensę. O ile biskup pozwoli. A jak nie pozwoli, to zasuwajcie na msze i rekolekcje po »koronawirusa«. Taca, misiu, taca!”. A znany dziennikarz pytał: „Czy premier Morawiecki zebrał się na odwagę i powiedział coś o ograniczeniu mszy? Czy tylko mówił o mszy w telewizji i »rozmowach ze związkami wyznaniowymi« bez podaniu rezultatów”. Przytaczam tylko łagodniejsze wpisy, większość nie nadaje się do zacytowania.

Z drugiej strony, radykalnie tradycjonalistyczni katolicy zarzekali się, że obecność na Mszy św. jest dla katolika niezbędna. I nie może być tak, żeby obawa przed zarażeniem miała uzasadniać absencję. Krytyce poddano także udzielanie Komunii św. na rękę czy zrezygnowanie z korzystania z wody święconej. Nawet jeden z biskupów w liście pasterskim stwierdził, że nie można się zarazić przez wodę święconą ani przez komunię świętą do ust. „Nie lękajcie się sięgać z wiarą po wodę święconą. Boi się jej bowiem diabeł” – czytamy we wspomnianym liście. Posługujący w Tomsku na Syberii polski jezuita ks. Wojciech Ziółek SJ ocenił, że podobne stwierdzenia to wystawianie Pana Boga na próbę i napisał: „Jeśli jesteś wierzącym katolikiem, lekceważ zagrożenie #koronawirus i pokaż jak silną masz wiarę. Jest przecież napisane: »Aniołom swoim rozkaże, a na rękach nosić cię będą, byś się nie zaraził« . Odrzekł mu: »Ale jest też napisane: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego«”. Istotnie, to przypomina podpowiedź szatana.

Przywoływane tu wypowiedzi nie miały większego wpływu na postawę Episkopatu, księży i zachowania wiernych.

Okazało się, że Kościół, i ten instytucjonalny, i ten rozumiany jako lud Boży, wykazał się daleko idącą odpowiedzialnością, myśleniem wspólnotowym, po prostu miłością bliźniego i siebie samego, co wynika wprost z przykazań.

Takie ogłoszenie ukazało się na stronie internetowej i profilu facebookowym parafii św. Faustyny we Wrocławiu

Oferta transmisji telewizyjnych, radiowych i internetowych Mszy św. była w niedzielę 15 marca tak bogata, że od świtu do późna wieczór można było wziąć udział w transmitowanych nabożeństwach. Pojawiły się też oferty rekolekcji wielkopostnych (podczas Mszy św. transmitowanej o 9.00 przez Program I Polskiego Radia właśnie się rozpoczęły). Były też transmisje Gorzkich Żali z kazaniem pasyjnym, modlitwa Koronką do Miłosierdzia Bożego o 15.00 i wieczorny różaniec z Jasnej Góry. Telewizja Polska ogłosiła, że w dni powszednie będą dwukrotnie transmisje Mszy św., o 7.00 rano w TVP1 i o 20.00 z Kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze w TVP3. Na portalu https://msza-online.net Msze św. były transmitowane co 30 minut od 6.00 do 21.00.

Msza św. bez udziału wiernych

W sobotę abp Stanisław Gądecki zaapelował, aby w liturgii uczestniczyli tylko zamawiający intencje i ich rodziny, a wszyscy inni zostali w domu. Zalecał też, aby Komunii św. udzielać na rękę, dbać o dezynfekcję ławek, konfesjonałów, opróżnienie kropielnic z wody święconej. Apele o pozostanie w domach popłynęły też od innych biskupów, np. abp Grzegorz Ryś pisał: „Kochani Seniorzy, kiedy piszę do Was te słowa, mam przed oczyma moich mamę i tatę. Mama ma 84 lata, tata – 86. Piszę do Was to, co ja i mój brat – lekarz – mówimy swoim rodzicom: proszę Was, zostańcie w domu”. O to samo apelowali też przedstawiciele rządu, a przede wszystkim, zachowujący spokój, rzetelny i profesjonalny minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Obawa, jak będzie się wpuszczać ludzi do kościoła, by ich liczba nie przekroczyła pięćdziesięciu osób, zgodnie z rozporządzeniem rządu związanym wprowadzenia stanu zagrożenia epidemicznego, okazała się bezzasadnia. Kościoły w niedzielę 15 marca świeciły pustkami – na Mszach św. było zaledwie kilka, najwyżej kilkanaście osób. I to w tak dużych świątyniach jak Bazylika Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach czy katedry w metropoliach. Nawet, jeśli – tak jak w mojej parafii – odprawiono dodatkową, ósmą Mszę św., to i tak w ciągu całego dnia w kościele było nie więcej niż czterdzieści osób, bo w każdej Mszy św. uczestniczyło nie więcej niż kilkanaście, a w niektórych zaledwie troje wiernych (normalnie w sumie ok. 1800). I podobnie było w całej Polsce. Odwołano planowane rekolekcje i spotkania grup parafialnych, a także funkcjonowanie kancelarii ograniczono wyłącznie do załatwiania sprawy pogrzebu.

Wielkie świątynie świeciły pustkami

Okazało się, że nie potraktowano tej wyjątkowej sytuacji jako okazji do dodatkowej wolnej godziny w ciągu dnia, którą można przeznaczyć na rozrywkę, tylko z wielką pobożnością i bardzo licznie uczestniczono w transmitowanej Mszy św. Ludzie zrozumieli, że Eucharystia, którą przyjmują w kościele, jest wielką wartością, z której w imię miłości rezygnują.

„W parafii w Chojnicach za dwa tygodnie miały rozpocząć się rekolekcje wielkopostne. Rozpoczęły się już teraz. Miejscem ich przeżywania jest rodzina. Wśród tematów są najważniejsze sprawy w życiu – miłość, rodzina, sens życia, przemijanie, perspektywa wieczności” – napisał ks. Janusz Chyła na Twitterze, który ogłosił też, że rezygnuje z kolekty w tym dniu. Odprawił dodatkową Mszę św. z udziałem sióstr zakonnych w intencji oddalenia epidemii koronawirusa i epidemii grzechu.

Postawa Polaków jest budująca, jesteśmy zdyscyplinowani – ocenił minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Chyba, jak na razie zdaliśmy egzamin i jako obywatele, i jako katolicy. Z odpowiedzialności i dobrze rozumianej pobożności. Nie było potrzeby, aby zamykać kościoły i zakazywać odprawiania Mszy św. Wierni wiedzieli, jak trzeba się zachować.

Absencja w kościołach, rezygnacja z kolekty to oczywiście brak wpływów do parafialnej kasy, niejednokrotnie z trudem pozwalającej na utrzymanie, o czym pisała moja siostra w tekście „Finanse kościoła – fakty i mity” [LINK]. Zwróciła na to uwagę Alina Petrowa, która napisała na Twitterze „Nie byliśmy dziś na Mszy św. w naszym parafialnym kościele Matki Bożej Królowej Polski na Marymocie. Modliliśmy się w domu. Na konto parafii przelejemy darowiznę, w ten sposób damy na tacę. Dla nas Kościół i kościół to dobro niepoliczalne”.

Posłuchajmy tego apelu, duchowni wykonują w tych trudnych czasach bardzo ważną i trudną posługę. Są narażeni przez kontakt z wiernymi, a większość z nich to osoby w zaawansowanym wieku.

Można wpłacić na konto parafii, a także zamówić intencję. Nieważne czy będziemy na tej Mszy św., czy nie, ale istotne, żeby była odprawiona. W intencji zdrowia, opanowania epidemii i jej skutków. Zdrowotnych, gospodarczych, społecznych.  

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

24 komentarze

  1. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Kościół katolicki to instytucja bardzo konserwatywna, odporna na naciski, opierająca swoje działania o święte domaty wiary. A jednak potrafił przyjąć naukowe argumenty i w ciągu kilku dni chyba po raz pierwszy w historii podjąć decyzję o zachęcaniu wiernych do nie uczestnictwa w mszach świętych. Tymczasem w wielu miejscach ludzie głoszący „naukowy” światopogląd nie potrafiło zrezygnować z gromadzenia się w swoich „świątyniach” :klubach, pubach, na stadionach i wielotysięcznych manifestacjach (120-to tysieczna manifestacja feministek w Madrycie) . Wychodzi na to że rozrywki, przyjemności, utrzymanie hedonistycznego stylu życia czy manifestowanie ideologii jest dla nich ważniejsze niż życie i zdrowie.

  2. wskpwlk@wp.pl' Wiesław pisze:

    Bardzo dziękuję za spokojny i wyważony głos. Od siebie dodam tylko tyle – nowością i źródłem głębokiego niepokoju jest dla mnie nie tylko epidemia, ale także to, że stała się jeszcze jedną okazją do bardzo agresywnego ataku na Kościół, oraz reakcja samego Kościoła instytucjonalnego, to znaczy zdumiewająca dla mnie łatwość i szybkość, z jaką w wielu miejscach na świecie, zrezygnował z publicznego i wspólnotowego wymiaru swojej aktywności, wyprzedzając nierzadko pod tym względem działania władz państwowych. Skrajnym tego przykładem są decyzje papieża i jego wikariusza dla diecezji rzymskiej o zamknięciu bazyliki św. Piotra i ZAKAZIE WSTĘPU do kościołów (ta ostatnia decyzja po wpływem bezprecedensowej fali krytyki została odwołana). Podkreślam, że nie krytykuję tu zrozumiałych środków ostrożności nawet w postaci np. rezygnacji z odprawiania nabożeństw z udziałem wiernych, ale działania, które nie tylko z punktu widzenia tradycji Kościoła, ale także z punktu widzenia wiedzy medycznej można uznać za przejaw nadgorliwości. Nie wątpię, że również w dzisiejszych czasach są kapłani, którzy wzorem wielkich świętych nie tylko w zaciszu swych domów i świątyń zanoszą modły za wiernych, ale także ryzykując życiem i zdrowiem spieszą z posługą sakramentalną do chorych, obawiam się jednak, że w pamięci wiernych i nie tylko zostanie i utrwali się obraz inny – najwyższych dostojników Kościoła, odizolowanych od wiernych w swoich kuriach i pałacach, komunikujących się z nimi za pośrednictwem mediów elektronicznych, co więcej, utrudniających lub nawet uniemożliwiających wiernym bezpośredni dostęp do sakramentów i budynków kościelnych. Boję się, że w nieodległej przyszłości nawet ci, którzy dzisiaj nawołują do zamykania kościołów, będą wytykać Kościołowi bierność i tchórzostwo.
    PS. Przypomniał mi się w tym momencie Sienkiewiczowski dialog między św. Piotrem, upuszczającym Rzym (na prośbę i w trosce o wiernych!) a Chrystusem:
    — Quo vadis, Domine?…
    I nie słyszał odpowiedzi Nazariusz, lecz do uszu Piotrowych doszedł głos smutny i słodki, który rzekł:
    — Gdy ty opuszczasz lud mój, do Rzymu idę, by mnie ukrzyżowano raz wtóry.

  3. goloszjoanna@gmail.com' Joanna Czarna @asiamarcowa pisze:

    Jako jedna z nielicznych byłam z Mężem w niedzielę na Mszy świętej, ba jak napisałam na TT nie wyobrażam sobie niedzieli bez kościoła. Prawie pusty kościół robił wrażenie.
    U mnie dominował smutek, bo ja osobiście wychodzę z założenia, że Kościół jest ostoją i wsparciem w trudnych chwilach i zawsze tam w ciężkich momentach ludzie się gromadzą, by prosić o wsparcie, opiekę i otuchę.
    Od wiek wieków to Kościół i wiara były opoką i skałą.
    Przeżywając tę niedzielną Mszę przeszła mi przez głowę myśl, jak bardzo bylibyśmy nieszczęśliwi i ubodzy, gdyby zabrakło Eucharystii. W takim momencie ogromnie się Ją docenia.
    Komunię przyjęłam do ust, bo osobiście uważam, że Komunia na rękę jest profanacją (pomijam aspekt higieniczny-tą samą ręką składałam ofiarę pieniężną i mogło na niej pozostać mnóstwo bakterii przenoszonych przez banknot)
    Jako ludzie wierzący powinniśmy walczyć, aby nigdy nie zabrakło Eucharystii w naszym życiu i aby nasze kościoły były zawsze otwarte.
    Często mam przed oczami fragment z Potopu, gdzie Ojciec Kordecki niesie Przenajświętszy Sakrament na Wałach Jasnogórskich, a wokół strzelają armaty i wybuchają bomby.
    Jego omijają.
    Teraz jest ten czas, aby pomyśleć bardziej o życiu wiecznym niż doczesnym.
    Większej wiary wszystkim życzę.

    • gregork22@gmail.com' @GrzegorzKondrat pisze:

      Pani Joanno,
      W pełni popieram Pani stanowisko.
      Takie czasy, że rozum przysłania ludziom wiarę.
      Najbardziej zadziwia mnie, to bezprzykładne posłuszeństwo, skrupulatnie realizowane tylko w kościołach.

  4. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Nie byłam w kościele w ostatnią niedzielę, uczestniczyłam w Mszy św. transmitowanej przez TVP Polonia. Ja i mąż ubraliśmy się odświętnie jak na niedzielę przystało, ustawiliśmy krzesła przed telewizorem wstaliśmy na rozpoczęcie śpiewając pieśń, którą zaintonowano w kościele pw. św. Joachima w Sosnowcu. Piszę, że uczestniczyliśmy w Mszy św., bo to robiliśmy, śpiewaliśmy razem z wiernymi, na głos modliliśmy się, odpowiadaliśmy kapłanowi, klękaliśmy, wstawaliśmy, jednym słowem zachowywaliśmy się dokładnie tak, jak robilibyśmy to w kościele. Piękna Msza św. z wieloma odwołaniami do wiernych przed telewizorami, doskonałe kazanie i śpiew zamiast chóru duet mężczyzn ze znakomitymi głosami. Przed Komunią św. celebrans wezwał wiernych przed telewizorami do przyjęcia Komunii duchowej. W kościele, którym była garstka wiernych siedzących daleko od siebie nawzajem, Komunia św. była na rękę, ale drugi kapłan był gotów do podania chętnym do ust. Nie było takich. Ta Msza św. była dla mnie wzruszającym przeżyciem, z jednej strony mocno dało się odczuć tęsknotę za osobistym uczestnictwem w nabożeństwie, z drugiej strony dawało silne poczucie wspólnoty odpowiedzialnej za siebie nawzajem. Ja, a w szczególności mój mąż, jesteśmy w grupie ryzyka, więc chronimy w ten sposób siebie, ale nie tylko siebie. Nie wiemy przecież, czy sami nie jesteśmy już zainfekowani, zostając w domu chronimy innych, być może jeszcze bardziej narażonych na skutki tej groźnej choroby. Nie widzę nic złego w przyjmowaniu Komunii św. na rękę, tak wyłącznie robiono to do XIV wieku. Nawet była specjalna instrukcja jak ułożyć dłonie – na lewą dłoń kładzie się prawą tak, by były ułożone na krzyż. Ten krzyż z dłoni jest tronem dla naszego Króla, Jezusa. A potem delikatnie jak to tylko możliwe bierze się Ciało Chrystusa w dwa palce (kciuk i palec wskazujący) prawej ręki by podać sobie do ust. Jakaż w tym profanacja? Przecież kapłan podając kolejnym wiernym Komunię do ust zbliża rękę w obszar oddechu tej osoby, z tym oddechem na dłoń księdza mogą przenieść się wirusy, które wraz z komunikantem zostaną podane następnym osobom przyjmującym Komunię św. Prawdę mówiąc, przyjmując Komunię św. na rękę, przede wszystkim chronimy innych, gdybyśmy sami już byli nosicielami wirusa. A tego nikt nie może wykluczyć. To nie jest tylko chronienie siebie, to przede wszystkim odpowiedzialność za innych, za wspólnotę. W duchu wiary, by nie wystawiać Pana Boga swego na próbę, jak w trzecim kuszeniu Chrystusa.

  5. dariaziemiec@gmail.com' daria ziemiec pisze:

    Jak trwoga to do Boga!Kto z nad katolikow nie doświadczył tego uczucia niech pierwszy rzuci kamieniem.
    Gdy juz opadna pierwsze uczucia zwiazane z pandemią typu strach przed zarazeniem i obawą o przyszłość przyjdzie czas na refleksję.
    Jedni będą leczyc traumę u terapeutow inni zwroca sie w stronę kościoła.I w tym momencie rola duchownych jest kluczowa.
    Zamykanie kościołów jest jak strzal w kolano.
    Obawiam sie ze za kilka miesięcy kościół bedzie nam bardziej potrzebny e swojej wspolnocie niz zapasy zywnosci .
    Ta pandemia zostawi duze spustoszenie w nas i jeszcze dlugo bedziemy odczuwac jej skutki.
    Kosciol nigdy nie powinien zamykac swoich bram przed wiernymi.Gdy je zamknie to inni otworza swoje.

  6. krzysiek.kala@gmail.com' Krzysztof pisze:

    Stary dowcip opowiada o pewnym wierzącym człowieku na środku jeziora.

    Ratownicy zauważyli, że słabnie wiec podpłynęli motorówką, żeby mu pomoc. „Nie potrzebuję pomocy, Bóg nade mną czuwa!” – wiec odpłynęli. Jednak po chwili facet osłabł jeszcze bardziej, motorówka zawróciła. „Nie potrzebuję Waszej pomocy, Bóg mnie uratuje!” Sytuacja powtórzyła się jeszcze raz, a on wreszcie utonął.

    Staje przed Bogiem z wyrzutem: „Panie, jak tak w Ciebie wierzyłem, modliłem się, dlaczego mnie nie uratowałeś?!” Wtedy Bóg rzekł: „Idioto, ja po ciebie 3 razy motorówkę wysyłałem!!!”

  7. alinapetrowa@gmail.com' Alina Petrowa pisze:

    Bardzo dobry i mądry tekst. Obawiam się, że istnieje w niektórych katolikach pokusa poddawania „próbie” Pana Boga, a to znaczy, że zapominamy o proporcjach. Nie wolno Go kusić, trzeba roztropnie postępować. Wydaje mi się, że wierzący przechodzą dziś test. Czym dla mnie jest wiara, Kościół, sakramenty? Czy czujemy się głodni bez Eucharystii? Po ustaniu zarazy przekonamy się, jak jest z nami. Pochodzę z Bułgarii. Spotkałam wielu katolików, którym udawało się zachować wiarę mimo bardzo utrudnionego dostępu do sakramentów. I w tych dniach myślę o nich i milionach katolików i chrześcianach z innych Kościołów, którzy tak żyli i zachowali wiarę. Taki czas – możemy sobie uświadomić, za jak wiele możemy Bogu dziękować. Nas to ominęło, doceńmy, dziękujmy.

  8. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Pod zapowiedzią tego tekstu na Facebooku wywiązała się dyskusja, którą przytaczam:

    Olga Zaród: Jak zwykle przeczytałam z przyjemnością. Jednak pytanie: „Czy wobec epidemii, a właściwie pandemii koronawirusa, nie potrzebujemy Pana Boga? ” wydaje się tu nie pasować – tekst jest o chodzeniu do kościoła podczas epidemii, o fizycznym wchodzeniu do budynku – nie o potrzebach duchowych. Czy wierzący mają chodzić do kościołów w czasie epidemii? Oczywiście nie. Wie to każdy, kto skończył liceum ogólnokształcące i poznał w pierwszej klasie, na początku nauki, podstawy wirusologii. Suplikacje i modlitwy można stosować w domu lub spacerując nad Odrą. Modlitwa popłynie tak samo jak w murach kościoła, a unikniemy ryzyka zakażenia.

    Maria Wanke-Jerie: Polecam tekst orędzia abp. Stanisława Gądeckiego, które zostało nadane na wszystkich kanałach telewizyjnych http://wiez.com.pl/…/zachecam-wiernych-do-korzystania…/
    Podobnej treści komunikat wystosował wrocławski metropolita abp Józef Kupny, wielokrotnie powtarzany przez wrocławskie media katolickie i rzecznika prasowego archidiecezji. W TVN24 w rozmowie z Konradem Piaseckim wystąpił Prymas Polski abp Wojciech Polak, apelując o pozostanie w domach. Zachęcał przy tym księży do nabożeństw różańcowych bez wiernych. Archidiecezja warszawska nadała transmisję Mszy św. bez wiernych z seminaryjnego kościoła w TVN24. Przecież dlatego kościoły były w niedzielę prawie puste. W wielu parafiach także uruchomiono internetowe transmisje Mszy św. zachęcając tym samym do pozostania w domach. To było naprawdę budujące.

    Olga Zaród: Narracja w sprawie pozostania w domach zmieniła się dopiero w sobotę, gdy władze poleciły zamkniecie galerii handlowych, restauracji etc. Jeszcze w piątek wieczorem (!) były zaproszenia na koncelebrowane z pompą msze, adoracje. Zastanawiam mnie ta niefrasobliwość 🙁

    Jan Kosendiak: Na szczęście władze nie mogą „zamknąć kościołów” na tej samej zasadzie jak zamyka się restauracje i galerie. Jak się nie chce słyszeć PRAWDZIWYCH apeli hierarchów, to się nie słyszy, Ludzie wierzący, też mają swój rozum i sumienie i podjęli stosowne do sytuacji decyzje.

    Olga Zaród: Pomysł z zapraszaniem do kościoła w czasie epidemii był co najmniej niefrasobliwością. Pewnie, że staramy się odkażać wszystko, ale zalecana izolacja polega na siedzeniu w domu lub chodzeniu na spacery. Mamy nie zaspokajać potrzeb kulturalnych w bibliotece i kinie, a duchowych- w kościele. Na nic sprzątanie, skoro w ograniczonych przestrzeniach (sklep, sala szkolna, kościół, wagon metra) wirusy unoszą się dość długo w powietrzu, tworząc wraz mikropyłami aerozol, który wdychamy. Ściskam wirtualnie – morowo – obie Dyskutantki Oby wirusy – paskudy już sobie poszły!

  9. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dyskusja nad tym tekstem toczyła się też na Twitterze. Przytaczam niektóre z ciekawszych wpisów.

    Ks. Łukasz Romańczuk @kslukromanczuk
    Chyba najrzetelniejszy artykuł jaki spotkałem w tej kwestii. Polecam, warto przeczytać!

    Dariusz Wroński @Aeromobilny
    Pani Małgorzato, dziękujemy za artykuł. Jest mocny i taki ciepły w przekazie. Prosimy o więcej. Pozdrowienia z Pomorza.

    Dariusz Lipiński @DaLipinski
    Bardzo ciekawy tekst, trafna charakterystyka zachowań Polaków w obliczu pandemii. Pytanie, czy wytrzymamy w tej postawie, jeśli sytuacja potrwa dłużej; oby! Warto przeczytać!

    Witold Kabański @WitoldKabanski.
    Wierni wspomogą darowizną Kościół, ale przeciwnicy, ateiści i ci, którzy się w sprawie wiary i przynależności wahają, mogą powiedzieć na ten apel – liczy się tylko kasa. Dzisiaj wiele branż traci wszystko. Przyjdzie bieda jakiej Świat nie widział. Wystarczy modlitwa Bóg zrozumie.

    1/Ależ PBóg to Lekarz i duszy i ciała. Z jakiegoś powodu ograniczamy Go do duszy, której nie widzimy a „ciałem to my się Panie Boże już sami zajmiemy bo się na tym znamy,ok?” On dopuszcza udręki i cierpienie na duszę i na ciało. I prośmy o ratunek całego człowieka. Przyjmując …
    2/Komunię św. dajemy pożywienie i dla naszej duszy, i dla naszego ciała. Wszak Jego Ciało ukryte pod postaciami Chleba i Wina jest przyswajane przez nas na poziomie komórki i w którymś momencie jesteśmy z nim zjednoczeni… chwała Bogu!

    Wąski @MrWąski
    Ja byłem. Moja Żona została w domu. Pierwszy raz tak bardzo pragnąłem być na Mszy Świętej. Mało osób (naliczyłem 40), każdy siedział po 2 metry od drugiego (było kilka rodzin po kilka osób razem), ksiądz nie chodził za ofiarą (wrzuciłem do puszki Św. Rocha), Komunia Św. na rękę.

    Ewa Oczkowska @Ewa1064
    Ja też byłam w parafialnym kościele. Myślałam o pozostaniu w domu. Ale oddałam wszystko w ręce Boga. W dużym kościele było nas może 30 osób. Wielu młodych ludzi. Wieczorem jeszcze wystawienie Najświętszego Sakramentu i różaniec w intencji Polski i świata. To też uważam za obowiązek katolika
    Właśnie. A my katolicy na to pozwalamy A tak naprawdę powinniśmy klęczeć prze Bożym Miłosierdziem. Pracuję w szpitalu. Mam kontakt z różnymi ludźmi. Są tacy którzy kłamią, że nic im nie jest w kontekście wirusa, a później okazuje się inaczej. Jezu Ty się tym zajmij.
    Wierzący powinni pamiętać, że tylko Bóg jest największą nadzieją i ratunkiem. Zachować ostrożność trzeba. Szczególnie ludzie starsi. Ale nie popadajmy w skrajności i nie patrzmy tylko po ludzku.
    To taka wiara zawieszona w próżni, która prowadzi tak naprawdę do egzystencjalnej pustki. Jeszcze długa droga przed nami.
    Boję się żeby ludzie nie uznali tej nieobecności w kościele za normę. I się nie przyzwyczaili. ,,Bo w sumie nic się nie dzieje jak nie idą,, To taki test na naszą wiarę.

    Barbara Utecht @B_Utecht
    W historii ludzkości było już wiele epidemii i właśnie wtedy ludzie zwracali się błagając Boga o ratunek. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, by nie dać sobie znieczulić duszy i nie pozwolić na odsunięcie od źródła nadziei!
    Najbardziej szokujący w tym wszystkim jest fakt, jak środowiska wrogie Kościołowi przyjmują decyzję o zamykaniu Kościołów.

    Oscar383838 @oscar383838
    A może po prostu wierni posłuchali mądrego apelu biskupów?

    Krzysiek Kała @KalaKrzysiek
    Przekonanie osób starszych w mojej rodzinie do pozostania w domu nie było takie proste, dlatego posłużyłem się starym dowcipem. OK, opowiem w komentarzu.

    Piotr @piotr12283473
    Lekarzem dla duszy jest Słowa Boga nie jego innowatorzy typu kk.

    Henryk Ciachorowski @henioci
    Bóg nie mieszka w kościele modlić można się wszędzie.

    Andrzej Polski @AndrzejPadre1
    Może być i trwoga byle ludzie wrócili do Boga i do siebie nawzajem. 🙂
    Każdy katolik wie i rozumie, że parafia musi funkcjonować(rachunki, opłaty, pensje dla zatrudnionych w parafii,utrzymanie kapłanów)dlatego każdy katolik wspiera swoja parafię swoimi ofiarami jeśli nie dziś to przy najbliższej okazji to uczyni-to jest normalność i odpowiedzialność

    AnKa @AnkaFanka7777
    Niska frekwencja może świadczyć o wielu rzeczach – na przykład o zastosowaniu się do apelu zwierzchników Kościoła do pozostania w domach i uczestniczenia w mszach św. online.
    Czyli tekst zapowiadający jest przewrotny, celowo prowokacyjny. Takie czasy…

  10. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Piotr Woyciechowski (@PiotrW1966) w odpowiedzi na zapowiedź tego tekstu napisał:
    Odpowiem słowami Pana Jezusa w „Słowo Pouczenia” Alicji Lenczewskiej
    „Na Ołtarzu Eucharystycznym podczas Ofiary skupia się energia – moc stwarzająca i podtrzymująca życie milionów istot. Ukryta przed okiem ludzkim Moja Święta Moc. Ukryta aby dać możliwość zasługi wiary i ufności”

  11. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Do dyskusji pod zapowiedzią tego tekstu na Facebooku włączyła się Krystyna Duda, która napisała:

    Nie wyobrażam sobie nie być na mszy św. w niedzielę w kościele, kiedy nic mi nie dolega. Czy Eucharystia może nam zaszkodzić???

  12. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Bardzo polecam dwa teksty z „Gościa Niedzielnego” również poświęcone tematowi korzystania z dyspensy od uvzesyictwa w niedzielnej Mszy sw. w czasie epidemii
    https://www.gosc.pl/doc/6215568.Milosc-w-czasach-zarazy i https://www.gosc.pl/doc/6191344.Niewiara-w-Eucharystie-czy-wystawianie-Boga-na-probe

  13. alicja.js@wp.pl' AlicjaJesz pisze:

    Nie przeczytałam innych komentarzy bo nie chciałam się zasugerować cudzymi opiniami.
    Akurat w tym temacie mam bardzo ważne rodzinne wspomnienia.
    Historia mojej rodziny jest bardzo trudna i dramatyczna.
    Mój pradziadek Tatar został siłą wcielony do armii rosyjskiej i poszedł na I-szą Wojnę Światową w armii zaborczej. Zaginął na 6 lat. Prababcia nie wiedziała czy żyje bo nie dawał znaków życia. Okazało się, że był te wszystkie lata w niewoli niemieckiej, jako robotnik przymusowy u niemieckiego bauera. Prababcia została sama z trójką dzieci i czwartym które urodziło się już bez ojca. Po sześciu latach pradziadek wrócił do Wilna na rowerze. Wszystkie te lata prababcia modliła się o jego życie i powrót do Matki Boskiej w Ostrej Bramie. Na klęczkach chodziła do obrazu i wymodliła jego życie.
    Niestety w 1920-tym roku jej mąż, matka i syn Michał (brat mojej babci) zmarli w epidemii grypy „hiszpanki”. Potworny dramat rodzinny. W 1939-tym roku we wrześniumojego dziadka dziennikarza narodowego „Dziennika Wileńskiego” sowieci wywieźli z Wilna do łagru. Cudem ocalał i dotarł do Andersa. Cały szlak bojowy przeszedł i przeżył wojnę. Babcia modliła się o jego życie do Matki Boskiej Ostrobramskiej i została wysłuchana. W tak strasznych okolicznościach moje babcie wymodliły życie dla mężów. Głęboko wierzę w modlitwę i opiekę Boga i Matki Bożej. Tym co nie wierzą współczuję.

  14. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze zarówno tu pod tekstem, jak i w mediach społecznościowych. I dziękuję za te piękne świadectwa przywiązania do wiary i Kościoła, bo tylko sporadyczna była krytyka hierarchów, wynikająca raczej z niepełnej informacji. Jak widać puste kościoły nie tylko nie świadczą o tym, że wiara jest niepotrzebna, ale wprost przeciwnie, wynika to z odpowiedzialności za siebie, za innych, za wspólnotę.

    Mam nadzieję, że ta wspólnota przełoży się też na ofiary, które można składać przelewem na konto parafii z opisem „Darowizna na cele kultu religijnego”. Dzięki temu możemy odliczyć tę kwotę od dochodu, a proboszcz, podobnie jak z tacy, nie płaci z tej ofiary podatku. Płaci od każdego zameldowanego, i tego który chodzi do kościoła, i tego, który omija kościół szerokim łukiem.

    Przy okazji polecam też rekolekcje, które wygłosił rok temu w Warszawie ks. prof. Franciszek Longchamps de Berier. Jego tegoroczne nauki miały się rozpocząć w mojej parafii pw. św. Faustyny we Wrocławiu w czwartek 19 marca i trwać do niedzieli. Zostały odwołane, ale żeby nie zostawić nas bez strawy duchowej, ksiądz profesor poprosił naszego proboszcza o upowszechnienie ubiegłorocznych o PRZEBACZENIU.

    Wg mnie bardzo warto ich wysłuchać, więc polecam nagrania:

    PRZEBACZCIE po raz pierwszy
    https://www.youtube.com/watch?v=v7lTrGaQmgg&list=PLZrmPfbGRFLblflDJl-vsKLz-zCAikCd3&index=1

    PRZEBACZCIE po raz drugi
    https://www.youtube.com/watch?v=wdZP9mkM28A&list=PLZrmPfbGRFLblflDJl-vsKLz-zCAikCd3&index=2

    PRZEBACZCIE po raz trzeci
    https://www.youtube.com/watch?v=t5Q1-_-P-XE&list=PLZrmPfbGRFLblflDJl-vsKLz-zCAikCd3&index=3

    PRZEBACZCIE po raz czwarty
    https://www.youtube.com/watch?v=x-GpZicSfhE&list=PLZrmPfbGRFLblflDJl-vsKLz-zCAikCd3&index=4

  15. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dziś rano zmarł ks. Henryk Borzęcki – proboszcz parafii Matki Boskiej Częstochowskiej w Białopolu. Jest pierwszą spośród kapłanów ofiarą koronawirusa. Powinno to uświadomić nam, że osobami szczególnie narażonymi na zarażenie się wirusem są księża. We Włoszech na COVID-19 zmarło już kilkidziesięciu kapłanów. Dlatego warto pamietać, że przychodząc do kościoła narażamy przede wszystkim księdza, który spowiada, rozdaje Komunię. Przekonanie, że uczestniczenie w Eucharystii w kościele zamiast podczas radiowej czy telewizyjne transmisji, jest moim zdaniem podszyte nutą faryzeizmu i – nie ukrywam – poczuciem wyższości. Nie idąc do kościoła nie robimy tego z wygody czy lenistwa, ani mniejszej pobożności, ale w z poczucia odpowiedzialności za siebie, ale i za innych. Nie możemy być bowiem pewni czy nie jesteśmy nosicielami wirusa o groźnej nazwie SARS-CoV-2. Pamietajmy, że odległość księdza od wiernego przystępującego do Komunii jest mniejsza niż dwa metry, otwierajac usta oddychamy na jego dłoń, którą potem bierze następne komunikanty. Daltego apeluję, nie narażajmy kolejnych kapłanów i wiernych, którym oni slużą. Niechodzenie do świątyni to wyraz miłości bliźniego i odpowiedzialności za siebie i innych.

  16. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Rozgorzała na nowo dyskusja nad tym tekstem na Facebooku.

    Na wpis naszego stałego komentatora Jerzego Strzelczyka, który tutaj podpisuje się Jurek: „Wiara wymaga pokory i posłuszeństwa. Pokory przed nieznanym i posłuszeństwa Kościołowi, który jest kierowany przez Ducha Świętego”, Olga Zaród odpowiedziała: „Niestety pokora i posłuszeństwo nie są cnotami. Zwalniają od samodzielnego rozumowania i rozważania i dobra/zła w swoim sumieniu. Można postępować niemądrze i nieroztropnie, a potem tłumaczyć się posłuszeństwem wobec autorytetu. Taka ścieżka zwalnia od odpowiedzialności za własne czyny!”

    • Maria WANKE-JERIE pisze:

      Pokora i posłuszeństwo w duchu pokory nie zwalniają ani od myślenia, ani od racjonalnego działania. Olga Zaród z góry zakłada, że Kościół może nakazać coś, co będzie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem czy względami bezpieczeństwa. Rzeczywistość w czasach epidemii pokazuje coś wręcz przeciwnego – wspaniałą, pełną troski o wiernych postawę biskupów, którzy wręcz zachęcają do pozostania w domu, przyjmowania Komunii św. duchowej, uspokajają tych, którzy mają obawy, że zgrzeszą, nie spowiadając się w okresie wielkanocnym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *