Tytułomania

Czy ktokolwiek używa tytułów naukowych, mówiąc o Marii Curie-Skłodowskiej albo o Czesławie Miłoszu? Czy mówimy profesor Adam Mickiewicz, profesor Albert Einstein? Przecież oni wszyscy byli profesorami. Pamiętajmy, że czasem nazwisko znaczy więcej niż tytuł. Nie nadużywajmy tytułów, nie uprawiajmy tytułomanii.

tytułomania2

Wzrastałam w otoczeniu środowiska akademickiego, w naszym domu często bywali ludzie utytułowani, bo ojciec został profesorem, gdy ja i moja siostra byłyśmy jeszcze małymi dziewczynkami. Przyjaciele taty to byli profesorowie, docenci, doktorzy… Nie chodziłyśmy jeszcze do szkoły, gdy po wizycie znajomych taty, zadałam mu pytanie: dlaczego do pana Czekanowskiego czasami mówi się panie profesorze, a innym razem panie rektorze? To było po spotkaniu taty przyjaciół, którzy przyszli do naszego domu na brydża. Wśród nich był prof. Jan Czekanowski, ale ani ja, ani moja siostra nie zdawałyśmy sobie sprawy, że to wybitny uczony.

Tytułomania4

Wracając do tytułów, wtedy właśnie dowiedziałyśmy się, że profesor to tytuł naukowy, a rektor to ważna funkcja na uczelni. Rektora, który kieruje uczelnią, tak się zwyczajowo tytułuje, nawet wówczas, gdy przestaje tę funkcję pełnić. Nasz ojciec nie przywiązywał wielkiej wagi do tytułów. To właśnie od niego dowiedziałyśmy się, że czasem nazwisko jest od tytułu ważniejsze. Gdy mówimy o uczonych naprawdę wybitnych, nie używamy tytułów w ogóle. Na przykład nie powiemy profesor Albert Einstein czy profesor Maria Curie-Skłodowska. A cóż dopiero, gdyby użyć pełnej tytulatury: profesor doktor habilitowany? Ktoś powie profesor doktor habilitowany Czesław Miłosz albo profesor doktor habilitowany Adam Mickiewicz? Byłoby infantylnie i zabawnie.

tytułomania3

Gdy pracowałam jeszcze na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu tytułomania była w modzie, pełna tytulatura wydłużała niezmiernie czas powitania gości przy akademickich uroczystościach. Ja i moja siostra próbowałyśmy delikatnie temu przeciwdziałać. Kiedyś rozmawiałyśmy na ten temat z jednym z wybitnych profesorów tej uczelni, który lubował się w używaniu pełnej tytulatury, ba, nawet podpisując się pod oficjalnymi dokumentami, zwykł pisać: prof. dr hab. inż. dr hc. multi., co oznaczało, że jest doktorem honoris causa więcej niż jednej uczelni. Po rozmowie z nami zaczął się podpisywać tylko imieniem i nazwiskiem. Widać udało nam się przekazać to w taki sposób, że nie obraził się, tylko przekonał,  iż podpisując się pełną tytulaturą, nie dodaje sobie prestiżu, ale wprost przeciwnie – ujmuje.

Podobnie jest, gdy mówimy o wybitnych postaciach naszej historii. Używamy określeń tylko wyłącznie po to, żeby było jednoznaczne, o kim mówimy. Czy przy nazwiskach wybitnych osób, już nieżyjących, mówimy świętej pamięci? Chyba tylko zaraz po śmierci, do pogrzebu. Czy na przykład powiemy świętej pamięci Ronald Reagan czy świętej pamięci Margaret Thatcher? Albo świętej pamięci Józef Piłsudski? Tak nie mówimy nawet o osobach duchownych. Nie powiemy na przykład świętej pamięci abp Tadeusz Gocłowski czy świętej pamięci kardynał Franciszek Macharski choć odszeli do Pana w ubiegłym roku.

Piszę o tytułomanii, bo zbliża się rocznica katastrofy smoleńskiej i będziemy wspominali Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Gdy słyszę zbitkę: „Świętej pamięci Prezydent Profesor Lech Kaczyński”, miałabym ochotę przywołać słowa mojego ojca. Każdy, kto uważa Lecha Kaczyńskiego za męża stanu, powinien zaniechać tego infantylnego sformułowania. Nie dodaje szacunku, ani nie podkreśla rangi osoby. Wprost przeciwnie. Zapewniam.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

22 komentarze

  1. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Może nie wypada, ale przypomniał mi się pewien napis jaki widziałem na nagrobku przed nazwiskiem zmarłego: ” dr nauk med. spec. chor. wewn.” – doktor nauk medycznych, specjalista chorób wewnętrznych, Nie wiem komu ten napis był potrzebny, ale widocznie był.

    • justyna560@o2.pl' Justyna pisze:

      Ale to chyba już dziwny pomysł rodziny. Niektórzy całe życie chowają się za doktorskim tytułem rodziców. Znam wiele takich osób. Miałam kolegę na roku, który już na zajęcia z anatomii przyszedł z plakietką lek.med. Koledzy zwrócili mu uwagę, więc powiedzmy „opatentował” sobie napis „lek.med in spe” o z takim identyfikatorem chodził po Uczelni. Z jednej strony niesamowita postać, a z drugiej przerażająca.

  2. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    W stu procentach zgadzam się z Pani poglądami dotyczącymi tytułowania osób. Jeśli już samo nazwisko jest wybitne i szeroko znane, dodawanie tytułów jest chyba zbytkiem kurtuazji. Pomijanie natomiast tytułowania mniej znanych osób jest co najmniej niestosowne i też nie powinno mieć miejsca. Jeśli ktoś posiada tytuł naukowy, a poza tym pełni jeszcze ważną, społeczną czy zawodową funkcję, to tytułuję go tym ważniejszym moim zdaniem przedrostkiem, np do ministra będącego posłem, zwracam się Panie pośle, a nie Panie ministrze, choć niektórzy inaczej to stosują. Do profesora będącego generałem, zwracam się per Panie generale, jeśli kwestia dotyczy spraw wojskowych czy obronnych, ale per Panie profesorze, jeśli temat dotyczy akurat spraw naukowych. Interakcje na TT, z wiadomych względów preferują najprostszą formę zwracania się do interlokutora, mówimy więc często, zwłaszcza w potocznej odpowiedzi Proszę Pana, proszę Pani, zamiast pełnego tytułowania. Zaobserwowałem, że osoby którym zdobycie tytułu lub wysokiego stanowiska przyszło trudno i kosztowało ich wiele wysiłku, bardzo starają się, by nie pomijać ich tytułów.

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Ad vocem! Akurat w sprawie ministra będącego posłem nie zgadzam się z Panem. Funkcja ministra jest ważniejsza i w tym wypadku tytułujemy Panie Ministrze, a gdy jest dodatkowo wicepremierem – Panie Premierze. Co więcej, w przypadku ministra (ale nie wiceministra) nawet po zakończeniu sprawowania urzędu, zwracamy się: Panie Ministrze. Podobnie jest z ambasadorem, wojewodą, marszałkiem, prezydentem, wójtem, burmistrzem. Ale nie zastępcą.

  3. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Wiem o tych zasadach i zgadzam się ze sprostowaniem; z tym ministrem zagalopowałem się trochę, tyle że ja wyżej cenię bycie posłem od bycia ministrem, ale zdaję sobie sprawę, że to jest tylko moje subiektywne zdanie.

  4. mr@gmail.moc' Propro pisze:

    Przypomina się PRL i tytułomania ówczesna, szczególnie puszenie się tytułem „magistra”.”Zrównane” homosowietikusy w ten sposób samo-podnobilitowywały się. Z tamtej ery pamietam rysunek Mleczki (który wtedy był w porządku, nie to co dziś). Podaję z pamięci. Gada dwóch osobników, jeden zwraca się do drugiego: „Jestem magister, więc mów mi Meggi”.

  5. mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

    Zgadzam się całkowicie. Poważnie.

    Tylko co zrobić z ludźmi, którzy mają tylko tytuł, a nie mają nazwiska…

    A niepoważnie: pracownicy polskich firm mają teraz problem, nie można bowiem używać tytułu „prezes”, bo Prezes jest tylko jeden. 😉

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Ad vocem.
      Osoba, którą ma Pan @TesTeq na myśli, ma nie tylko tytuł Prezes, ale i inne teź używane:
      – poseł,
      – szeregowy poseł.
      Także grzecznościowy, związany z pełnioną przez niego przed laty funkcją:
      – premier.
      Ma także przezwiska:
      Kaczor, Kaczafi, Naczelnik…
      też często używane i zrozumiałe dla słuchaczy.

  6. dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Jest pewna grupa profesorow ktorzy wręcz powinni ukrywac swoj tytuł profesorski.Profesor Magdalena notorycznie obrazajaca kobiety o odmiennych od swoich pogladach.Profesor Stefan czesto uzywajacy jezyka spod budku z piwem .Profesor Monika twierdzaca ze w zwiazkach homoseksualnych rodzi sie wiecej dzieci niz w zwiazkach hetero.?Ale tez jest profesor Andzrzej o bardzo popularnym nazwisku ktory godnie reprezentuje swoje srodowisko i wspaniale przybliza nam historię naszego kraju.I q tym przypadku tytul profesorski przed nazwiskiem jest jak najbardziej na miejscu.?

  7. gsznajd@gmail.com' natalia pisze:

    Kiedyś używano tytułu „Pani profesorowa” w odniesieniu do żony profesora. Dla mnie i dla moich rodziców brzmiało to jak dowcip – od małego miałam „alergie” na tytułomanię

  8. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Chyba najbardziej adekwatnym przykładem, który pokazuje jak niewłaściwe jest dodawanie do nazwiska zmarłego prezydenta „świętej pamięci prezydent profesor”, jest Ignacy Mościcki. Czy wyobrażamy sobie, żeby wobec niego? Był wybitnym uczonym, wynalazcą, profesorem Politechniki Lwowskiej i Warszawskiej, a nawet rektorem. Czy ktoś wspominając przedwojennych polityków mówi śp. prezydent prof. Ignacy Mościcki?

    Im mniejsze, mniej znaczące środowisko naukowe, tym większe przywiązanie do pełnej, formalnej tytulatury. Śmieszy mnie perfekcyjne przestrzeganie umieszczania tytułu prof. przed lub po nazwisku w zależności czy ów profesor ma czy nie ma tytułu. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że po habilitacji można być mianowanym na stanowisko profesora nadzwyczajnego bez nadania tytułu profesora przez prezydenta. I wtedy formalnie pisze się (i mówi!!!): dr hab. Imię Nazwisko, prof. nadzw. Wiem, że są uczelnie, gdy takiego zapisu przestrzega się perfekcyjnie. A co szkodzi w jednym i drugim przypadku napisać prof. Imię Nazwisko? Inna rzecz, że osoba bez tytułu profesora, tylko zatrudniona na tym stanowisku, po odejściu z uczelni, profesorem nie jest, bo to tylko stanowisko. A cóż powiedzieć o tytułowaniu magistrów profesorem, np. sędziów Trybunału Konstytucyjnego (prof. Julia Przyłębska czy prof. Jerzy Stępień), jak to robią telewizje – publiczna o jednym , związane z opozycją o drugim. Nie śmieszne to?

    Używanie pełnej tytulatury sprawia też, że odróżnia się profesorów z habilitacją i bez. A trzeba pamiętać, że ci najwybitniejsi, których nazwiska znaczą więcej niż tytuły, czasami nie mieli habilitacji, nie kończyli studiów… Proszę zobaczyć, jak elegancko o wybitnych matematykach pisze prof. Roman Duda na portalu Wszystko Co Najważniejsze https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-roman-duda-o-wplywie-matematyki-lwowskiej-na-matematyke-wroclawska/

  9. elzbieta314@gmail.com' Elzbieta Zborowska pisze:

    Nie znoszę tytutomanii. Co prawda nie jestem profesorem,ale po skończeniu studiow nigdy nie epatowałam swoim tytułem magistra. Używałam gi wyłączne, kiedy podpisywałam świadectwa uczniowskie,ale w dziennikach przy przedmiocie,czy na stronie tytułowej juz nie.Razi mnie tez nazywanie zony tytułem zawodowym mėza. Kedys próbowano zwracac sie do mnie per „pani dyrygentowo”/ mąż prowadzi chor w kosciele Uniwersyteckim/? Nie pozwoliłam. Mówiłam,ze jestem co najwyżej żona dyrygenta i mam swoją osobowość.Tylulow roznych należy używać, owszem,ale tam gdzie trzeba i bez przesady.

  10. justyna560@o2.pl' Justyna pisze:

    W moim LO Pani polonistka-mgr uwielbiała zwrot „Pani Profesor”. Pewnie dlatego w Dzień Edukacji Narodowej bukiet kwiatów, który dostała od swoich wychowanków wyrzuciła do kosza mówiąc (tzn, bardziej krzycząc), że w Dzień Nauczyciela kwiaty to dostają sprzątaczki. Dowiedzieliśmy się o tym od wspomnianej klasy. Owa Pani (ich wychowawczyni, a nasza nauczycielka polskiego) oczywiście wypomniała im, że klasa A to dała swojej Pani upominek….

    • dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

      W moim liceum tez uzywalismy zwrotu pani profesor.Tak bylo przyjęte i nikt nie zastanawial siczy nasi nauczyciele rzeczywiscie maja taki tytuł?Nasze grono „profesorskie”na koniec roku organizowalo nam ognisko i to byl bardzo mily gest.?Wiekszosc z noch byla bardzo wymagająca i moze dlatego mimo iż ten zaszczytny tytul im nie przysługiwał w pelni na niego zasłużyli.Gdy po latach zorganizowalismy spotkanie klasowe wszyscy zgodnie mile ich wspominalismy bo to oni przyczynili się do naszych mniejszych lub wiekszych sukcesów.Chemię wykladala pani Jagiełło a matematyki uczyl nas pan Sikorski.Tak że tak.?

  11. elzbieta314@gmail.com' Elżbieta Zborowska pisze:

    Absolwenci mojego gimnazjum po naukach w szkołach srednich równiez tytułowali mnie przy spotkaniach – pani profesor.Było mi miło,aczkolwiek prosiłam aby zwracali się do mnie:proszę Pani. Później/ jak już dorośli założyli rodziny /zostałam Panią Ela..To taki familiarny zwrot świadczący i zażyłości. A prezent od nigdy od uczniów nie wymagam Na Dzień nauczyciela odstawiłam kwiaty i laurki czy dyplomy.

  12. elzbieta314@gmail.com' Elżbieta Zborowska pisze:

    Słownik telefoniczny wie lepiej. Dostawalam kwiaty, a nie odstawiłam….

  13. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Mój syn pracujący na Politechnice Wrocławskiej mówi mi, że dopiero pod koniec I roku studenci zrywają z pochodzącą z czasów licealnych manierą zwracania się do prowadzących zajęcia w formie: Panie Profesorze/Pani Profesor. Pokutuje bowiem przyzwyczajenie, że nauczycieli liceum nazywa się profesorami. Jest więc profesor od polskiego, matematyki, geografii…

    Natomiast zwyczaj tytułowania żony profesora profesorową pamiętam z dzieciństwa, tak czasem mówiono o naszej mamie. To chyba minęło razem z tamtym pokoleniem, kiedy to tak zwracały się i tak określały domowników pomoce domowe. Była więc pani profesorowa, pani sędzina (żona sędziego), pani doktorowa (żona lekarza) itp.

    Wśród matematyków, a z tego grona się wywodzę, nie było ani tytułomanii, ani zbytniej hierarchii. Jeśli student pierwszego roku mógł wytknąć błąd w rozumowaniu wybitnemu profesorowi, albo podać prostszy, bardziej elegancki dowód twierdzenia, to szacunkiem darzyło się każdego. Bo liczyły się racje, a nie tytuły. Często zresztą profesorowie przechodzili na ty z młodymi pracownikami, a nawet (co praktykował prof. Andrzej Hulanicki) ze studentami. Oczywiście wzajemnie na ty, a nie – co obserwowałam w innych miejscach – jednostronnie.

    • Maria WANKE-JERIE pisze:

      Pozwolę sobie na sprostowanie. Nie tylko pomoce domowe zwracały się do pań domu, żon, profesorów, doktorów, sędziów itp. profesorowa, doktorowa, sędzina. Tej formy używali też znajomi. Do naszej mamy tak zwracali się goście bywający w naszym domu, mówili pani profesorowo. Dotyczyło to nie tylko tytułów, ale i nazwisk. Gdy na przykład mąż nazywał się Mazur, jego żona była nazwana Mazurowa, a córka Mazurówna, choć w dokumentach nazwiska były w podstawowej formie. To minęło z odejściem pokolenia naszych rodziców.

  14. jerzpolski@wp.pl' Jurek pisze:

    Używanie języka wiąże się z utartymi zwyczajami. Znaczenie wymawianych słów zależy od kontekstu, w którym się wymawia. Często ważniejsza jest postawa człowieka, który zwraca się do drugiej osoby niż wypowiadane słowa.
    Zauważyłem również nadużywanie już nie tytułów, ale innych określeń dot. zmarłych na … nagrobkach i klepsydrach.

  15. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Ciekawa dyskusja, za którą serdecznie dziękuję. Zgadzam się z Jurkiem, że znaczenie słów zależy od kontekstu, osoby, której wypowiadane słowa dotyczą i tej, która je wypowiada. Także od wzajemnych relacji między nimi.
    Nie pisałam podsumowania wczoraj ze względu na szczególny jego rocznicowy i podniosły charakter. Przywołane w moim tekście sformułowanie – świętej pamięci Prezydent Profesor Lech Kaczyński powtarzane było wczoraj wielokrotnie przez polityków, uczestniczących w uroczystościach, i dziennikarzy. Z jednym znamiennym wyjątkiem. To Jarosław Kaczyński użył chyba jako jedyny sformułowania najbardziej właściwego na miarę rangi męża stanu jakim był jego zmarły tragicznie brat: Prezydent Lech Kaczyński. Warto brać z niego wzór.

  16. ewama7@wp.pl' Ewa Mastalska pisze:

    Oboje moi rodzice pracowali na Uniwersytecie Wrocławskim dziś już są na emeryturze. Mama się śmiała jak na rocznicowejutro imprezie ktoś się do niej zwrócił pani profesorowo. Tak jak do lekarki nie powinno się mówić pani doktorowo nawet jeśli ma męża lekarza bo jej dyplom jest ważniejszy. Inna sprawa ze są naprawdę mądre kobiety nie lubiące żeńskich końcówek zawodów w stylu psycholozka filolozka. Ja zawsze mówię że jak te zawody powstawały to kobiety nie mogły ich wykonywac. Jakoś forma nauczycielka czy urzedniczka od dawna nie razi.

  17. sidor.zabrze@wp.pl' Stanisław pisze:

    Nie potrafię sobie wytłumaczyć czemu nazwy zawodów pań reprezentujących dziedziny o nazwach z identycznymi końcówkami mają różne końcówki.
    I tak:
    estetyka – estetka
    akrobatyka – akrobatka
    dentystyka – dentystka
    ale już:
    dietetyka – dietetyczka
    gimnastyka – gimnastyczka
    matematyka – matematyczka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *