Trzy dni samotności

20160824_084825

Na portalu Stacja7.pl przeczytałam zaskakujący tytuł: „Najmniej samotni jesteśmy, gdy jesteśmy sami”. O tym, że samotność może być darem, lekarstwem dla duszy i ciała przekonałam się sama. Wybrałam się samotnie w góry i spędziłam tam trzy dni. Cudowne trzy dni.

Decyzja była szybka, jej realizacja również. Zadzwoniłam do mojego ulubionego schroniska „Samotnia” w Karkonoszach, ale tam nie było już miejsc, nocleg znalazł się natomiast w położonej nieopodal „Strzesze Akademickiej”. Jak na warunki górskiego schroniska wręcz luksusowy – udało mi się zarezerwować pokój jednoosobowy. Wprawdzie wspólna ubikacja na korytarzu, a prysznic na parterze, ale w pokoju umywalka z ciepłą wodą. Dla mnie wprost komfort, tym bardziej, że za jedyne siedem złotych dostałam pościel. Bilet na autobus kupiłam przez Internet i wyruszyłam z małym plecakiem, w którym upakowałam tylko niezbędne rzeczy. Do całkiem normalnego funkcjonowania naprawdę potrzeba niewiele, nawet gdy przewiduje się radykalne zmiany pogody, co w górach zawsze jest możliwe.

20160823_140343

Komfortowa podróż autobusem z Wrocławia do Jeleniej Góry i szybka przesiadka na autobus do Karpacza. W południe byłam już w miejscu skąd mogłam wyruszyć w góry moim ulubionym żółtym szlakiem od wyciągu na Małą Kopę. Dobrego dnia życzył mi starszy pan, który sprzedawał bilety do Karkonoskiego Parku Narodowego, umożliwiając dyskretną zamianę dżinsów na krótkie spodnie. Dzień, choć pochmurny, był ciepły. Uwielbiam to uczucie, kiedy droga zaczyna być coraz bardziej stroma i zmęczenie skraca oddech. Wokół las i prześwitujące słońce.

20160823_130256

To, co zawsze zachwyca mnie w górach, to spotykani ludzie, inni niż w pozostałych miejscach wypoczynku. Nie śmiecą, nie hałasują, uśmiechają się przyjaźnie i najczęściej mówią „dzień dobry” albo „dobryj deń”. Całe rodziny z dziećmi, czasem całkiem małymi w nosidełkach, ale też maszerującymi samodzielnie. Schodzący z góry turyści, nawet nie pytani, informowali, że już niedaleko. To, że ludzie chodzący po górach są życzliwi, pierwszy raz spostrzegłam w całej ostrości dopiero, gdy szłam samotnie. Wiele razy przyszło mi owej życzliwości doświadczyć.

20160823_171330

Mój pokój był na drugim piętrze z widokiem na panoramę Karpacza i okolic, ale i drogi prowadzącej na grzbiet Karkonoszy i dalej do Domu Śląskiego i na Śnieżkę.

20160823_164117

Po krótkim posiłku i zainstalowaniu się w pokoju wybrałam się jeszcze na rekonesans, by zrobić plany na następny dzień. Doszłam do Spalonej Strażnicy, czyli na rozstaje dróg, jedna prowadziła na Śnieżkę, druga do Słonecznika.  Piękne widoki.

20160824_122659

W górach myśl zawsze prędzej wędruje do Boga, nie dlatego, że do nieba bliżej, ale tu podziw dla Stwórcy jest bardziej naturalny. Myśl sama, bez wysiłku woli układa się w modlitwę zachwytu i dziękczynienia. Gdybym nie była sama to miejsce wypełniłaby zapewne rozmowa, może spór. A tak czysty zachwyt nad pięknem otaczającej przyrody i… skierowanie myśli ku Bogu.

20160825_090546

Gdy wróciłam do schroniska, usiadłam z kubkiem herbaty na tarasie z widokiem na masyw otaczający Dolinę Małego Stawu. Olśniewający widok. Przy sąsiednim stoliku dwoje turystów jadło obiad. Cicho rozmawiali. Kojąca cisza.

Zapadający zmrok skłonił mnie do powrotu do pokoju. Zanim zasnęłam wpatrywałam się w prostokąt okna, w którym widać było tylko ciemno granatowe niebo z punkcikami świateł w oddali. Szybko zapadłam w sen.

20160824_083317

Rano góry otulone były mgłą. Nie zapowiadał się słoneczny dzień. Po szybkim śniadaniu wyruszyłam w góry i wtedy droga prowadząca do Spalonej Strażnicy rozświetliło słońce. Mgła opadała gromadząc się nad Karpaczem i okolicami. Niesamowity widok, gdy dotarłam na Śnieżkę – nade mną niczym nie zmącony błękit, a parę metrów niżej gruba warstwa chmur. Takich bezwietrznych, słonecznych dni jest na Śnieżce niewiele w ciągu roku. Byłam ponad chmurami, wrażenie podobne do tego, gdy leci się samolotem.

20160824_104555

Udało mi się zrealizować plan – po zejściu ze Śnieżki dotarłam grzbietami gór do Słonecznika, nad Doliną Małego i Dużego Stawu. Mijałam grupy młodzieży, indywidualnych turystów, rodziny z dziećmi. I to samo wrażenie, co poprzednio. Ludzie, którzy chodzą po górach, nie śmiecą (żadnych butelek, puszek, papierów, chusteczek higienicznych), nie hałasują, są życzliwi i usłużni.

20160824_131412

Mijany turysta, widząc pustą butelkę po wodzie mineralnej zatkniętą w bocznej kieszonce mojego plecaka, uśmiechając się zaproponował mi swoją wodę. Gdy docierały do mnie strzępy rozmów mijanych osób, które konwersowały ze swoimi dziećmi, słyszałam poważne tematy dotyczące historii, czasem wręcz rozmowy edukacyjne, na przykład tata bawił się z córką w językowe skojarzenia, jedna z mam przepytywała swojego synka z tabliczki mnożenia.

20160824_134348

Schodziłam wtedy ze Słonecznika do Polany, by stamtąd znów wspiąć się do Doliny Małego Stawu i mojej ukochanej „Samotni”. Wieczór podobnie jak poprzedniego dnia na tarasie „Strzechy Akademickiej”. To był forsowny dzień. Zmęczenie mięśni, ale ulga dla ducha. Kolacja w towarzystwie przemiłej pani z dziesięcioletnią rezolutną córeczką. Śmiałą, mądrą i grzeczną. Jestem pewna, że ludzie, którzy chodzą po górach i zabierają na te wędrówki swoje dzieci to osoby wyższej kultury i to bez względu na status materialny. To ludzie zahartowani, którzy hartu ducha, wytrwałości i dyscypliny uczą swoje dzieci. I jak się okazuje, wykorzystują te wędrówki do edukacji.

20160825_072625

Po zmierzchu prostokąt okna mojego pokoju to rozgwieżdżone niebo, które rano zamieniło się w nieskazitelny błękit. Pora było wracać. Znów wybrałam się do Spalonej Strażnicy, stamtąd do Domu Śląskiego i stromym zejściem do schroniska pod Łomniczką. Trudna trasa, zwłaszcza do schodzenia, ale dałam radę. Ból mięśni rekompensowały widoki – to najpiękniejsza trasa w Karkonoszach, którą zazwyczaj wybierałam się na Śnieżkę. Gdy dochodziłam do przystanku autobusowego marzyłam nawet o stromej trasie w górę, byleby już skończyła się droga w dół. Autobus nadjechał w niecałe dwie minuty.

20160825_111131

Niesamowita satysfakcja, ale i nasycenie pięknem, wyciszenie i wrażenie doznania czegoś oczyszczającego. Takie trzy dni mogą zastąpić dwutygodniowy urlop. Polecam każdemu, kto kocha góry, tak jak ja.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

24 komentarze

  1. mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

    Pięknie, lecz bywa też i tak:

    „Schodząc ze szczytu spotkałem pokaźną grupę młodzieży gimnazjalnej, której przewodził pan przewodnik w czerwonym swetrze z dumnie błyszczącą na piersi odznaką przewodnika oraz pani nauczycielka. Uczniowie zwartą grupą zajmowali całą szerokość szlaku słuchając barwnych opowieści specjalisty od spraw gór. Chcąc przedostać się przez ciżbę powiedziałem „przepraszam” i przemknąłem niemal niepostrzeżenie – niemal, ponieważ pani nauczycielka zwróciła się do podopiecznych:
    – Dzieci przesuńcie się trochę, bo tamujemy ruch.
    Na to pan przewodnik odparł:
    – A po co? Mogą nas obchodzić.
    Przyznam, że wypowiedź ta zmroziła moje serce – w młodości wpojono mi zasadę, że na szlaku, nartostradzie, ścieżce biegowej lub rowerowej należy zatrzymywać się tak, żeby nie przeszkadzać osobom będącym w ruchu. Nie chciałem jednak facetowi robić wstydu przy młodzieży, więc poszedłem dalej. Tymczasem grupa zaczęła podążać za mną, a pan przewodnik zdecydowanie wysforował się do przodu. W tej sytuacji zaczekałem na niego i gdy się zbliżył, zwróciłem mu delikatnie uwagę, że nie powinno się utrudniać ruchu na szlaku i należy z tą zasadą zapoznawać młodych adeptów turystyki.
    I tu się zaczęło. Pan przewodnik przyjął moją wypowiedź bardzo osobiście i przeprowadził kontrakt pełną oburzenia salwą nieparlamentarnych argumentów osobistych, szczególnie troszcząc się o stan mojego umysłu.”
    http://biz.blox.pl/2010/09/Turysta-XXI-wieku.html

    • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

      Delikatność oraz dobre wychowanie często uchodzą u nas za słabość. Pan przewodnik uznał widocznie, że ogłada nie zawsze pomocna jest w życiu. Tym bardziej cieszy fakt, że wśród komentujących mamy Pana TesTeq, któremu obce jest chamstwo otaczające nas coraz mocniej, człowieka o wysokiej kulturze osobistej. Dziękuję Panu. Dodam tylko, że może uwierało pana przewodnika to, że musiał dłużej czekać na rolę swego życia., w której jak widać zupełnie się nie sprawdził.

  2. igormertyn@gmail.com' Igor pisze:

    Takich tekstów o górach jak najwięcej. Karkonosze znam średnio. Ale kiedyś chodziłem w Tatrach. Byle nie od czerwca do sierpnia. Teraz to już nie ma znaczenia. Samotność w Tatrach jest coraz większym przywilejem. A i z kulturą turystyki górskiej jest źle. Zatem można osiągnąć jeszcze stan samotności w Karkonoszach jak opisuje autorka. Dodałbym jeszcze Bieszczady. Samotność jest potrzebna to jak komputerowy reset.

    • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

      Komputerowy reset? Jeśli rozumiany dosłownie, jest potrzebny wtedy, kiedy system operacyjny i oprogramowanie są zawodne. To utrapienie użytkowników Windows, a rzecz prawie nieznana w świecie dobrze skonfigurowanego Linuksa.

      Wniosek? Jeśli mamy dobrze skonfigurowaną codzienność, nie potrzebujemy „resetów”.

      • mariarozycka@wp.pl' Maria pisze:

        Racja – w sensie dosłownym. Ale w znaczeniu opisanym powyżej „reset” czasem bardzo potrzebny… Nawet przy doskonale poukładanej codzienności, raz na jakiś czas potrzeba odejścia od wszystkiego, co się na tę codzienność składa, przewietrzenia, wyłączenia… Jak zwał, tak zwał – samotność jako lekarstwo na tempo i intensywność codzienności potrzebna a nieraz wręcz konieczna!

      • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

        Tak. „Reset” jest potrzebny. Ale i w formie odwrotnej: osoba samotna na co dzień potrzebuje „resetów” towarzyskich.

  3. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Samotność różne ma oblicza. Gdy jest wyborem, zwłaszcza na krótko i tak atrakcyjnie, jak tu opisane, jest oczyszczająca, odświeżająca jak reset czy ozdrowieńcza kuracja. Ale, gdy samotność przychodzi nagle nieproszona, gdy tracimy kogoś bliskiego albo w wyniku odrzucenia, zranienia – boli. I to bardzo. Doskwiera. Samotnym można być też wśród ludzi przez niezrozumienie, życie nie razem tylko obok.

    Samotność w górach. To chyba najpiękniejszy rodzaj samotności. Istnieje tylko jedno niebezpieczeństwo, gdy ulegnie się kontuzji na szlaku, a wokół pusto. W Karkonoszach to raczej nie grozi, ale przestrzegałabym przed samotnymi wyprawami na trudnych trasach. Tak w imię starej zasady, strzeżonego Pan Bóg strzeże.

  4. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Nie ukrywam, że z rozrzewnieniem przeczytałam ten piękny tekst, który przywołał te piękne wspomnienia, bo tam się właśnie urodziłam, wychowałam i tam spędziłam swoje młode lata. To prawda, że człowiek przemierzający samotnie górskie szlaki skupia się przede wszystkim na tym, co go otacza, a także na sobie. To tak, jakbyśmy oddawali swoje życie w ręce żywiołu. Krocząc samotnie w górach poszukuje się jakoby własnego życia i odnajdując je zastanawiamy się głębiej nad jego znaczeniem. Takie samotne wędrowanie prowadziło mnie zawsze do przemiany wewnętrznej i za to jestem wdzięczna górom. Tam odzyskiwałam siły do życia, dzięki którym na nizinach mogłam by sobą. Samotnie przeżywamy chwile, jakie otrzymujemy od gór. To doskonała refleksja nad sobą i swoim życiem. Tutaj na szlakach poznawałam swoje słabe i mocne strony, to leczyło także moją dość stępioną wrażliwość, jaką otrzymywałam codziennie od świata z zewnątrz. Obecność tylko mnie i gór nie zakłócała spokoju moich myśli. Wymagało to ode mnie ogromnej dyscypliny, którą skrzętnie staram się przechowywać do dzisiaj. Tutaj niejednokrotnie odnajdywałam swoją własną ścieżkę. Jeszcze raz bardzo dziękuję autorce za przywołanie także i moich pięknych wspomnień.

    • mariarozycka@wp.pl' Maria pisze:

      Dołączam się do komentarza p. Barbary! Również i ja z sentymentem czytam ten (i inne pojawiające się tutaj) tekst o Karkonoszach, bo z tymi górami mam wiele pięknych wspomnień… Dodam, że były to pierwsze góry, które w życiu odwiedziłam – jako dwulatka, na plecach Taty (tak „zdobywałam” po raz pierwszy Śnieżkę i Śnieżne Kotły) 🙂
      Podobnie jak Autorka kocham góry. Mam doświadczenie zarówno samotnych wędrówek (w granicach rozsądku – w wysokie Tatry sama się nie wybieram..) jak i w niewielkim gronie przyjaciół. W tłumie i dużej grupie – nigdy w życiu! Stać w kolejce do wejścia na szczyt/łańcuchy/platformę widokową? To nie dla mnie…
      I podpisuję się pod zdaniem Autorki, że kilka dni samotności pozwala odpocząć, zregenerować się i nabrać nowych sił i ochoty na to, co składa się na codzienność. Polecam każdemu!

  5. gramatis@tlen.pl' Ufka pisze:

    A ja mam odwrotnie:) Pojechałam do Gdańska i trochę czasu spędziłam w dwóch galeriach pod pretekstem szukania butów. No nie tylko – termin wybrany nieprzypadkowo – pod Bramą Stoczni też byłam. Oczywiście spotkanie na piwie ze znajomymi czy spacer plażą. No a potem wróciłam do siebie i wychodząc z samochodu zobaczyłam przepięknie rozgwieżdżone niebo . Wiedziałam że znowu jestem tam gdzie zawsz.e chciałam być

  6. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Odnosząc się do komentarza Pani Małgorzaty Wanke-Jakubowskiej potwierdzam, że największa samotność może nam dokuczać czasami w tłumie. Ważne, jak pisze Pani jest przede wszystkim nasze bezpieczeństwo. Należy poruszać się tylko wyznaczonym szlakiem, a co do turystów samotnych w górach, to często uważa się ich za pomylonych albo wręcz szaleńców. Ja mam jednak odmienne zdanie. Przecież każdy samotnik w górach szuka przede wszystkim życia, a nie śmierci i to życia w najczystszej formie. To właśnie w górach siła natury triumfuje nad człowiekiem i to pozostawia wspaniały obraz w naszej pamięci. Góry, to dostojność, siła i majestat. Tekst tak mnie zainspirował, że postanowiłam w najbliższym czasie sięgnąć do źródeł, by dowiedzieć się jakie przemyślenia ma nasz samotnik Marek Kamiński, który dotarł do bieguna południowego i jak radził sobie w tych ekstremalnych warunkach z tak ogromnym wyzwaniem. Jeszcze raz dziękuję autorce za ten piękny tekst.

  7. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Dziękuję za wszystkie komentarze i dyskusję. Dyskusję o samotności, potrzebie resetu w życiu, a także o większej kulturze ludzi, którzy kochają góry. Przypadek opisany przez TesTeq’a to raczej wyjątek, który potwierdza regułę. Samotność w Tatrach jest coraz większym przywilejem – napisał pan Igor, dlatego polecam Karkonosze. Znacznie bezpieczniejsze do samotnych górskich wypraw, a także piękne. Wprawdzie tablice na trasie doliną Łomniczki na Śnieżkę upamiętniające tych, którzy w Karkonoszach zginęli ze wspólną inskrypcją: „Martwym ku pamięci, żywym ku przestrodze” ostrzega, że góry mogą być groźne. Tym bardziej szanujmy ich dostojne piękno. – To właśnie w górach siła natury triumfuje nad człowiekiem i to pozostawia wspaniały obraz w naszej pamięci – napisała Barbara Utech. Świetna puenta.

    • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

      Bardzo dziękuję autorce za to piękne podsumowanie, a także za wspomnienie mojej skromnej osoby. Dodam tylko, że po takiej samotnej górskiej wędrówce tęsknimy za kimś i przez to otwarci jesteśmy bardziej na innych.

  8. elzbieta314@gmail.com' Elżbieta Zborowska pisze:

    Wczoraj po raz drugi zobaczyłam najpiękniejszy krajobraz Karkonoszy, gdy syn wrzucił zdjęcie z wypadu w góry.Oprócz jego podobizny bylso tam wszystko i kocol Małego Stawu z nim wläcznue i Samotnie i Strzecha A na końcu przecudna Śnieżka. Miałam ochotę wskoczyć w te górkę żeby także się tam natychmiast znaleźć. Zatanawialam się skąd ten pejzaż znam. Dziś znalazłam odpowiedź,gdy po raz kolejny czytalam tekst o samotności. Zobaczyłam taką samą fotografię. Nasze Karkonosze są piękne,mają swoją moc i warto tam szukać wyciszenia oraz lądować akumulatory. Żałuję bardzo że po górach nie za bardzo mogę chodzić że względów zdrowotnych.

  9. mariapm@op.pl' mariapm pisze:

    Piękne fotografie autorki i ciekawy opis przeżyć duchowych ze spędzonych dni w Karkonoszach… Chciałam dodać, że Strzechę Akademicką i Samotnię znam przede wszystkim z zimowych wyjazdów narciarskim i wielką przyjemnością było powrócić do tych wspomnień…
    Doświadczenie samotności dotyka człowieka w każdym miejscu…wszyscy de facto jesteśmy samotni… prawdziwa samotność to stan duszy… ale aby jej doświadczyć i uświadomić ją sobie, umieć z nią porozmawiać.. do tego potrzebne jest czasami odosobnienie…
    Dla mnie sam fakt wyjazdu z domu, obcowanie z naturą, przyrodą nieskalaną zbytnio działaniem człowieka, jest odosobnieniem pozwalającym pobyć ze swoją samotnością…wyzwala dziękczynienie i zachwyt Bogu za piękno życia… pozwala wrócić do równowagi wewnętrznej. Mam takie miejsce ukochane na ziemi, w Polsce, w którym swoją przestrzeń bardzo strzegę….
    A jeśli chodzi o zachowanie przewodnika – skandaliczne… wszyscy mamy wpływ na kształtowanie młodego człowieka…

  10. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Sanotność.To codzienność połowy mojego dnia i weekendy.Tak się do tego przyzwyczaiłem że aż zdziczałem.W odróżnieniu od samotnej wyprawy w góry jako wytchnienie urlop spędzam na Warmii i odżywam na krótko.Z rodziną i wszędzie obcymi,serdecznymi ludźmi.Góry kiedyś oglądałem z góry :).Chciałbym mieć tu możliwość zdjęcia Wam pokazać komentując.

    • mwj53 pisze:

      Niejeden raz brakowało mi możliwości dodania zdjęcia do komentarza. Żałuję, bo góry oglądane z lotu ptaka, też są piękne. Zachęcam do turystyki górskiej.

  11. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Pięknie opisane trzy dni samotności w urokliwych Karkonoszach. Też uważam, że każdemu taki reset od rzeczywistości się przyda. Słabo znam Sudety i mało tam bywałem, ale często wyjeżdżałem dla takiej samotności w ulubione Bieszczady, gdzie można było znaleźć wiele odludnych miejsc.
    Na pospolitych szlakach nawet tam turystów było wielu, ale nigdy nie zauważyłem rażącego zachowania się żadnego z napotkanych wędrowców.
    W czasie wędrówek wszyscy pozdrawiali mijane osoby, tak jak to powinno się robić. Wśród turystów na szlakach byli także rodzice z dziećmi, tymi kilkuletnimi, wędrującymi o własnych siłach, ale niektórzy wchodzili na szczyty z maluchami w nosidełkach na plecach. Oczywiście wszędzie zdarzą się pewnie wyjątki i wszędzie można spotkać niekulturalnych turystów, ale ja na takich akurat nie trafiałem.

  12. anna-drozdowska@wp.pl' Anna Makuch pisze:

    Nie funkcjonuję na co dzień bez ciszy i samotności – jest mi niezbędna do pracy i dobrej organizacji życia rodznnego. W szumie i codziennym zgiełku przestaję funkcjonować. Do równowagi potrzebny mi las – ” cóż jest piękniejszego niż wysokie drzewa”; nie mogę darować scenarzystom „Władcy Pierścieni” pominęli puszczęToma Bombadila ?

  13. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Wybrałam się na podobną samotną wyprawę w roku pandemii Covid-19. Miałam pewne obawy, że będzie tłok na popularnych trasach i w schronisku. Ale niepokoiłam się niepotrzebnie. W pociągu Kolei Dolnośląskich komfortowo i co chwila miły kobiecy głos przypominał o konieczności zasłaniania nosa i ust. Zdyscyplinowani ludzie byli też w busie do Karpacza. Żółtym szlakiem dotarłam do Strzechy Akademickiej i dostałam pokój na pierwszym piętrze z widokiem na szlak prowadzący do Spalonej Strażnicy. W bufecie w kolejce wszyscy w maskach, a obsługa za pleksiglasowymi szybami. Uciekłam od wrocławskiego upału, tu temperatury nie przekraczają 20°C.
    Pobiedni rekonesans to droga na Słonecznik z widokiem na dolinę Małego Stawu, Samotnię,.Strzechę i Śnieżkę przez Pielgrzymy, Polanę Bronka Czecha, Samotnię na miejsce. Rozkoszowaniu się widokami towarzyszyła mi modlitea -różaniec, koronka…
    Drugi dzień był pochmurny. Postanowiłam zwiedzić czeską stronę – piękne widoki, płaskowyż niemal na wysokości ok. 1400-1500 m npm, ścieżki niemal parkowe… Dwa luksusowe schroniska Vyrovka Chata i Lučni Bouda (w obu zero reżimu danitarnego), kapliczka upamiętniająca ofiary Karkonoszy, punkty widokowe. Po drodze pokropił krótki pógodzinny deszcz, ochłodziło się. Czeski dzień był na tyle udany, że postanowiłam przedłużyć pobyt o jeden dzień.
    Dziś podziwiałam wschód słońca przez otwarte okno. Budzi się nowy dzień. Wdzięczna jestem siostrze, że mnie namówiła na ten wyjazd.

    • Maria WANKE-JERIE pisze:

      A ja cieszę się, że udało mi się Ciebie namówić. Dobrze, że o jeden dzień dłużej góry są piękne. Tam prawdziwie się odpoczywa, bo to regeneracja duszy i ciała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *