Tolerancja

Czy wyobrażamy sobie, aby środowiska konserwatywne domagały się tolerancji? Każdy powiedziałby, że to absurd. Nawet wówczas, gdyby brak tolerancji ich właśnie dotyczył. Bo pojęcie tolerancji nie tylko zostało zawłaszczone przez liberalną lewicę, ale także zmieniono jej znaczenie.

Tolerancja (z języka łacińskiego tolerare – „znosić”, „cierpieć”) to świadoma zgoda na wyznawanie i głoszenie przez innych ludzi poglądów, z którymi się nie zgadzamy, oraz na wybór sposobu życia uważanego przez nich za właściwy, chociaż go nie aprobujemy. Tolerancja oznacza rezygnację ze stosowania przymusu wobec innych.

220_f_10303255_zbtbrjr5k3in4u66e0ftjpdx5hpidlks

Jutro obchodzony będzie na całym świecie Międzynarodowy Dzień Tolerancji (International Day of Tolerance) – święto proklamowane na dzień 16 listopada przez Zgromadzenie Ogólne ONZ rezolucją z 12 grudnia 1995 roku.

W Polsce Międzynarodowy Dzień Tolerancji był obchodzony po raz pierwszy w 1996 roku. Pod Urzędem Rady Ministrów odbyła się wówczas uroczystość, podczas której przedstawiciele młodzieży wciągnęli na maszt sześć flag – symboli tolerancji. Flagi zostały zaprojektowane przez sześciu światowej sławy artystów plastyków z inicjatywy Pierre’a Cardina – ambasadora dobrej woli UNESCO, który z tej okazji przybył do Warszawy.

3

We Wrocławiu marsz na rzecz tolerancji, zwany oficjalnie Marszem Wzajemnego Szacunku, przechodzi ulicami miasta w rocznicę Nocy Kryształowej 9 listopada i jest połączony z europejskimi obchodami Dnia Walki z Faszyzmem, a organizatorem jest Fundacja Bente Kahan, wspierana przez władze Wrocławia. Tegoroczny przeszedł pod hasłem „Pamiętając o przeszłości, idziemy z nadzieją na lepszą przyszłość”. Pochód upamiętniający wydarzenia Nocy Kryształowej zorganizowany był w mieście już po raz dwunasty. Przypomnijmy, w 1938 roku w nocy z 9 na 10 listopada naziści spalili 36 synagog i domów modlitwy w Niemczech i Austrii. Taki los spotkał także tzw. Nową Synagogę we Wrocławiu, mieście będącym wówczas w granicach III Rzeszy Niemieckiej. Jak co roku w Marszu Wzajemnego Szacunku uczestniczył prezydent Rafał Dutkiewicz.

9

Dziś najbardziej prześladowaną grupą wyznaniową na świecie są chrześcijanie. Około 100 milionów ludzi w ponad 50 krajach doświadcza różnego rodzaju represji tylko z tego powodu, że są wyznawcami Chrystusa. Według raportu papieskiej fundacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie co roku ginie ponad 170 tys. chrześcijan, a 3/4 ofiar prześladowań religijnych stanowią właśnie chrześcijanie. Marszów w obronie prześladowanych i mordowanych chrześcijan nie ma. A to oni są przede wszystkim ofiarami nietolerancji na świecie. Warto o tym pamiętać w przeddzień Międzynarodowego Dnia Tolerancji ustanowionego przez ONZ.

tumblr_n451mzbbhp1t0hoy1o1_500

Tymczasem tolerancja, której demonstranci domagają się na ulicach, to coraz częściej parady środowisk LGBT, którzy w tzw. Marszach Równości idą z hasłami walki z homofobią, dyskryminacją, nietolerancją i mową nienawiści. I to całe zło, z którym walczą i na rzecz, którego paradują, ma dotyczyć mniejszości seksualnych. Powstaje taka zbitka słowna – „równość i tolerancja”, przy czym równość oznacza przede wszystkim prawa (a w istocie przywileje) dla środowisk LGBT. Takie marsze organizowane są też we Wrocławiu, po raz ósmy przeszedł przez Wrocław Marsz Równości w sobotę 8 października. W tym roku manifestowano pod hasłem: „Nie ma kultury bez równości” – nawiązując do tego, że Wrocław jest Europejską Stolicą Kultury. Władze miasta nie wspierają i nie przyłączają się do tego marszu.

z19412012qmarsz-rownosci-w-gdansku

W Polsce na szczęście nie dochodzi do takich absurdów jak w zachodniej Europie, aby w szkołach zamiast matka i ojciec, występowało określenie „rodzic 1” i „rodzic 2” po to, by nie urazić dzieci wychowywanych przez pary homoseksualne. Z zachodu takie nowinki przywędrowały już do naszej części Europy i zadomowiły się ostatnio na Litwie. W Polsce natomiast w ankietach w pytaniu o płeć zaczyna pojawiać się oprócz męskiej i żeńskiej trzeci wybór, „inna”. Tolerancja kojarzy się niestety przede wszystkim z „tęczową” tolerancją.

57e3e1851f1fd_osize933x0q70h5b5bac

I co dziwne, ci, którzy mają pełne usta słów o tolerancji, jakoś niekoniecznie są tolerancyjni wobec ludzi wyznających tradycyjne wartości. Nie przeszkadzają im obrazoburcze instalacje, ale np. krzyż w miejscu publicznym już tak. – Wieszanie krzyży w klasach to naruszenie „prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami” oraz łamanie „wolności religijnej uczniów” – orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu w 2009 roku i zasądził 5 tys. euro odszkodowania za straty moralne dla pochodzącej z Finlandii obywatelki Włoch.

20131115_111452_2-600x450

Głosiciele tolerancji stają się coraz mniej tolerancyjni dla tradycyjnej większości, która pod tym naporem ustępuje. To w imię tolerancji rezygnuje się ze stawiania choinek w miejscach publicznych, szopki mogą być, ale nie religijne (to ostatnia nowość pochodząca z Francji), z życzeń na Boże Narodzenie wykastrowano „Boże Narodzenie”, a więc nie Merry Christmas, tylko Happy Holiday…

Polska jeszcze wciąż przed tym wszystkim się broni. Ale czy się obroni?

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

57 komentarzy

  1. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Grypa mi chyba w głowie pomieszała,więc napisze :).Tekst bardzo odnosi się do tęczowych kwesti.Będąc kiedyś ministrantem/lektorem poznałem kolegę u nas w kościele który pogubiony bo tęczowy (tak dziś rozumiem) na siłę zrozumienia szukał.Nawet do głowy by mi wtedy nie przyszło że mężczyzna może kochać mężczyzne.W pewnym momencie zniknął z naszego grafiku (ministrant ma obowiązki jakby ktoś nie wiedział).Po latach się dowiedziałem że rodzice wyrzucili go z domu.

  2. jerzpolski@wp.pl' Jurek pisze:

    Spotykamy się z różnymi przejawami nietolerancji, ale chyba zawsze była nietolerancja wobec słabszych.
    Mass media gloryfikują kult siły, a słabość jest lekceważona, obrażana a nawet pogardzana.
    Pojawia się tendencja, aby słabszych wykorzystać, zniszczyć i to prowadzi do agresji.

  3. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Człowiek ma prawo mieć własne poglądy, ma również prawo przekonywać do swoich racji, ale nigdy nie może ich nadużywać ze szkodą dla innych. Tolerując pokazuję, że mi na kimś zależy, nie poniżam ludzi, których toleruję mimo, że zdecydowanie nie popieram jego poglądów. Tolerancja ma sens wtedy, gdy ponad nią stawiam prawdę, miłość, odpowiedzialność, pracowitość, sprawiedliwość oraz inne wartości. Jednym z przejawów „poprawności politycznej” stało się dzisiaj promowanie tolerancji jako jednego z najważniejszych celów wychowania. Dla zwolenników współczesnej tolerancji stała się ona już niemalże sztuką dla sztuki. Należy zrezygnować z własnych poglądów nawet jeśli są w 100% słuszne, by uznać zdanie innej osoby choćby były najbardziej bezsensowne. Zwolennicy współczesnej tolerancji tak chętnie atakują kościół. Czy zatem wobec postulowanej dzisiaj tolerancji szydzenie z czyichś uczuć religijnych, to postawa właściwa? Dlaczego za poprawność uważa się promowanie obrazoburcze książki i filmy? Tolerancję wg. mnie powinna cechować wrażliwość moralna rozumu, a nie woli i emocji.

  4. mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

    Bardzo tolerancyjnie to brzmi: „Bo pojęcie tolerancji nie tylko zostało zawłaszczone przez liberalną lewicę, ale także zmieniono jej znaczenie.”

    Zapewne lewaccy funkcjonariusze przeprawili wpisy w słownikach i encyklopediach. Ukradli tolerancję chrześcijanom i katolikom, którzy z takim zaangażowaniem krzewili ją podczas wypraw krzyżowych, konkwisty i podboju Dzikiego Zachodu. W Europie tolerancję krzewiła Święta Inkwizycja, niestety poniosła pewne porażki. Skandaliczne poglądy na temat budowy Układu Słonecznego stały się popularne wśród gawiedzi…

    To tyle na temat tolerancji tęczowej i jedynie słusznej, czarno-białej…

    • krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

      a Inkwizycja nie była taka zła jak się ją maluje – “Obrona Świętej Inkwizycji” Roman Konik dr. filozofii, adiunkt w Katedrze Estetyki Instytutu Filozofii na Uniwersytecie Wrocławskim.

  5. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Tolerancję często myli się z akceptacją, a nawet afirmacją. A przecież tolerując nie musimy akceptować. Tolerując odmienne poglądy nie musimy ich podzielać. Właściwie zamiast o tolerancji, której środowiska lewicowe nadały rozszerzający sens, powinno się mówić o szacunku. Środowiska konserwatywne właśnie tym pojęciem się posługują. Szacunek to coś więcej niż tolerancja, a także trochę co innego. Można, szanując osobę, nie podzielać jej poglądów i nie akceptować zachowań. Szacunek dla osoby wymaga, aby nie szydzić z rzeczy dla niej świętych i ważnych. Do takich wrażliwych obszarów każdego człowieka należą: wszystko to co łączy się z wiara, ojczyzną, miejscem pochodzenia, rodzicami. Jak szanować innych, pomimo odmienności, najlepiej uczy wspólnota Taizé. Ludzie różnych wyznań, kolorów skóry, narodowości czują się tam szanowani.

    • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

      Tylko jak wmówić tęczowemu gejowi, że rzecz dla niego ważna – miłość do drugiej osoby tej samej płci – zasługuje na potępienie tolerancyjnego, a jakże, społeczeństwa. Czy ktoś ma jakiś tolerancyjny pomysł?

      • Maria Wanke-Jerie pisze:

        Tak, jak najbardziej – kompromis. Środowiska lewicowe rezygnują z ostentacyjnego, niekiedy prowokacyjnego i obscenicznego w formie demonstrowania swojej seksualnej odmienności, a w zamian otrzymują należny im szacunek, co nie oznacza pochwały ich homoseksualnych zachowań, ale też nie jest ich potępieniem.

        • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

          Jak najbardziej jestem za takim kompromisem, ale czy to już aby nie jest za późno? Nie czyniliśmy nic w tym względzie, tylko pozwoliliśmy, by zło się umacniało w myśl zasady: a niech sobie robią co chcą, trzeba być tolerancyjnym, przecież mamy wolność. Znam homoseksualistów, którym by do głowy nie przyszło obnosić się na manifestacjach ze swoimi skłonnościami seksualnymi. Te skłonności są dla nich prawdziwą traumą. Zmagają się ze swoimi problemami, bo chcą żyć normalnie, a nie będą walczyć, by ich problemy uznać za normę. 20 lat temu homomanifestacje były nie do pomyślenia a teraz co się dzieje, czy mamy do czynienia z postępem, czy raczej upadkiem? Dla mnie puste są te wznoszone hasła na paradach wg.mnie nie jest to ani równość, ani wolność, a tym bardziej demokracja.

        • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

          Pani Barbara Utecht pisze: Znam homoseksualistów, którym by do głowy nie przyszło obnosić się na manifestacjach ze swoimi skłonnościami seksualnymi. Te skłonności są dla nich prawdziwą traumą.

          Proszę o radę. Co zrobić z homoseksualistą, który nie epatuje swoją orientacja, nie chodzi na manifestacje, jest lubiany i szanowany przez otoczenie, nie odczuwa żadnej traumy i jest szczęśliwy w swoim wieloletnim związku z osobą tej samej płci. Jak mu wytłumaczyć, że jego życie to porażka i powinien coś z tym zrobić?

          • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

            Jeśli jest niewierzący, to nic. Znam takich ludzi, lubię, szanuję. Nie jestem od nawracania. Natomiast, gdy ktoś taki jest wierzący, to ma konflikt sumienia i powinien poradzić się mądrego księdza, co zrobić ze swoim życiem. Są chyba takie duszpasterstwa. Ale to już nie nasza sprawa, tylko jego bardzo osobista.

          • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

            W odpowiedzi do Pana TesTeq, tak jak poniżej pisze autorka tekstu, jeśli jest niewierzący nic, ale jeśli jest człowiekiem wierzącym, to wie, że małżeństwo oparte jest na miłości i prawdzie, jak głosi nauka kk.a nie na tolerancji. Kochać, to znaczy stawiać wymagania, a nie być obojętnym na los drugiego.

      • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

        Ja mówię o człowieku wyklinanym z ambony przez księdza. Pani mówi o środowiskach lewicowych. Mnie interesuje człowiek wyrzucany poza nawias społeczeństwa. Panią etykiety ideologiczne i parady równości. Trudno o kompromis, jeśli widzi się bliźniego jako element walki politycznej, a nie człowieka, którego uczucia są ranione…

        Zadziwia mnie stosowana przez Panią figura retoryczna zrównująca lewicowość z homoseksualizmem, tak jakby wśród konserwatystów (ograniczmy się tylko do nich) nie było gejów.

    • mariarozycka@wp.pl' Maria pisze:

      Podzielam w pełni zdanie p. Marii, że pod pojęciem tolerancji próbuje się ukryć nieraz wiele innych, często niemających wiele z nią wspólnego pojęć. Często oczekuje się, że tolerować = akceptować, ba – wręcz pochwalać i propagować określone zachowania czy środowiska (jak choćby sztandarowe LGBT). Ja również wolę pojęcie szacunku – bo za nim idzie poszanowanie człowieka, osoby. Szacunek należy się każdemu, niezależnie od poglądu, wyznania, koloru skóry, orientacji…. Natomiast to, że szanuję człowieka (= realizuję przykazanie miłości bliźniego) wcale nie znaczy, że zgadzam się (akceptuję/toleruję/pochwalam – jakkolwiek to nazwać) ze wszystkim co robi i co wyznaje. Powiedziałabym nawet, że to właśnie szacunek i miłość bliźniego każe mi w pewnych sytuacjach głośno powiedzieć „nie”, „nie zgadzam się”, „nie pozwalam”! Zgadzam się z ks. Januszem, że to właśnie miłość bliźniego jest przykazaniem, a nie tolerancja!
      Jest jeszcze jedno pojęcie, które chętnie utożsamia się z tolerancją, a nawet z niewłaściwie, albo wybiórczo rozumianym szacunkiem: jest nim wszechobecna tzw poprawność polityczna. W jej imię zdejmuje się krzyże ze ścian (żeby nie urazić wyznawców innych religii), zakazuje się świątecznych dekoracji (żeby nie urazić muzułmanów), wycofuje się z restauracji dania z wieprzowiny (patrz wyżej), albo czyni się wymogiem, by w każdej produkcji telewizyjnej pojawił się, choćby poboczny i epizodyczny wątek osoby o orientacji homoseksualnej…
      I bardzo znamienne jest to, że osoby i środowiska, które najgłośniej krzyczą o tolerancję i manifestują swoje rzekome przywiązanie do niej, w żaden sposób nie okazują jej (o szacunku już nie mówiąc) tym, którzy myślą inaczej niż oni… Widać i słychać było to chociażby podczas czarnych i innych marszów i demonstracji różnych będących przeciwko wszystkiemu środowisk.
      A na koniec po raz kolejny dziękuję Autorkom tego bloga za tworzenie miejsca i przestrzeni dla spotykania się i wymiany poglądów w atmosferze wzajemnego szacunku i poszanowania, podczas kulturalnej i merytorycznej dyskusji!

  6. Zastanawiałem się w czym mogłaby mi przeszkadzać „tęczowa” tolerancja i co mi zawłaszcza?
    Co to są „tradycyjne wartości”? To te odchodzące w przeszłość?
    I dlaczego jedne miałyby przeszkadzać drugim.

    Nie obchodzi mnie kto z kim sypia; i to zarówno dotyczy płci jak i faktu wcześniejszego zaobrączkowania.
    Jeżeli katolik łamie przykazanie o cudzołożeniu, to on ma problem ze sobą; to nie jest mój problem.
    Nie poczuwam się też do zwracania uwagi komukolwiek, że wyznaje wartości, które się różnią od moich.
    Świat jest na tyle duży, że wszyscy i wszystkie poglądy się zmieszczą.
    Oczywiście Polska jest zapóźniona w otwartości na innych o kilkadziesiąt lat. A powód jest jeden, zasadniczy:
    hierarchowie kk po wyborze JP2 poczuli się jak w powiedzonku „hulaj dusza, piekła nie ma”.
    Zamiast upowszechniać to, co JP2 przekazywał w encyklikach hierarchia zaczęła budować jasełkowy kk w Polsce. Z językiem i środkami przekazu, które były właściwe dla feudalizmu. Wyjątki – rzadkie (Orzech we Wrocku) i zazwyczaj skazane na wiatr w oczy.
    I jak zawsze w takich przypadkach, kiedy trzeba się odwoływać do emocji zamiast rozumu – należało wskazać wroga, dzięki któremu należy się zjednoczyć.
    Dla sztukmistrza z Torunia wrogiem była nawet żona prezydenta.
    Ale generalnie na wroga zostali wybrani na ochotnika „odmieńcy” — wg optyki hierarchii kk.
    I byliby chyba ostrzej prześladowani, ale na nieszczęście części KEP pojawił się sztukmistrz z Biłgoraja – Palikot i pokazał, że diabeł tkwi w czyichś innych duszach.
    Tzw lud zobaczył wreszcie, że Biedroń nie napada samotnych mężczyzn, a pedofilia częściej się przydarza panom w czarnych sukienkach niż gejom.
    I tu dochodzimy do rozróżnienia w rodzajach tolerancji – tolerancja dla gejów, transseksualistów, lesbijek, innowierców, niewierzących, o różnych kolorach skóry – TAK.
    Dla pedofili – ZAWSZE NIE!

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Nie mogłam na to nie odpowiedzieć. Niestety afirmacja homoseksualizmu powoduje jego upowszechnienie, co potwierdzają badania. To unieszczęśliwianie ludzi, bo nikt mi nie powie, że nie jest lepiej mieć normalną szczęśliwą rodzinę niż… Dlatego, gdy ktoś poważnie myśli o drugim człowieku, nie może uważać, że to jest dobre. Naprawdę tak wiele jest nietolerancyjnych zachowań, a homoseksualiści nie mogą narzekać na dyskryminację, a już tym bardziej na prześladowania ze strony ludzi Kościoła. Nie mają natomiast przywilejów, które przysługują tylko małżeństwom, nawet nie związkom nieformalnym (konkubinatom). Brak przywilejów wynikających z faktu wychowywania dzieci, to jeszcze nie dyskryminacja.

      Nikt nie ma za złe jak kto żyje, chodzi tylko o to, że to praktycznie jedyna forma walki o tolerancję. A gdy pojawiają się obrazoburcze instalacje, publiczne darcie Pisma Świętego itp., to wszystko jest OK? Krzyż, jak w tej włoskiej szkole, obraża, a to nie? To dozwolone?

      Wracając do księży i biskupów, nigdy nie słyszałam z ich ust potępienia, jest szacunek do grzesznika i potępienie grzechu. Ksiądz musi nazwać grzech grzechem, bo ma prowadzić ludzi do Boga. Musi ostrzegać, co zamyka człowiekowi drogę do nieba. To jego OBOWIĄZEK. Oczywiście najlepiej, gdy świadczy o tym swoim życiem. Nie zawsze tak jest, ale nawet wtedy musi nauczać tak, jak naucza Kościoła. I nie może nie mówić, że jest w porządku, gdy nie jest. A gdy ktoś nie wierzy w Boga, to mówienie, że grzeszy, go nie dotyczy. To w czym rzecz? Grzech może być przeciw Bogu, którego się wyznaje. Gdy muzułmanin zgodnie ze swoją wiarą nie je wieprzowiny, to dla mnie mówienie, że ja sprzeciwiam się Allahowi, jedząc, nie ma znaczenia. Mnie to nie obraża. Nie jestem muzułmanką, mnie to nie dotyczy, jem.

      Nie można mieć za złe księżom, że nauczają w zgodzie z Ewangelią. Na temat czynów, a nie skłonności, homoseksualnych, polecam listy św. Pawła. Kościół mówi, że trzeba takim ludziom towarzyszyć, współczuć i… prowadzić do Boga.

      A w kwestii pedofilii, to przecież jest przestępstwo. Zupełnie inna kategoria. Sądzę, że skala pedofilii wśród księży jest niestety wyolbrzymiana, choć każdy przypadek to rzecz skandaliczna. Że nie było właściwej reakcji? Myślę, że wychodzono z błędnego moim zdaniem założenia, iż ujawnianie takich przypadków może prowadzić do odchodzenia ludzi od kościoła. To była błędna droga.

      • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

        Nie rozumiem, dlaczego do kwestii homoseksualizmu podłącza Pani „obrazoburcze instalacje, publiczne darcie Pisma Świętego”. Można byłoby również dodać podpalanie samochodów, zatruwanie wody w studniach i rzucanie uroków. Uważam, że wszelkie uogólnienia szkodzą tolerancji i porozumieniu.

        Niektóre formy kultu mogą się wydawać niezrozumiałe (na przykład otaczanie czcią zadrukowanych kartek papieru), ale nie widzę powodu, żeby komuś sprawiać przykrość i taką świętą księgę drzeć.

        Z drugiej strony nie widzę też powodu, żeby tolerować budowę religijnych budynków i pomników bez zezwoleń, jakie są wymagane od KAŻDEGO inwestora.

  7. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Jeśli tolerancja, to zgadzanie się na inność, pewna forma szacunku, to obrazoburcze instalacje i darcie Pisma Świętego jest tego szacunku brakiem. Jest nietolerancją w najczystszej postaci. Przecież tekst był o tolerancji. Jeśli komuś przeszkadza krzyż w miejscu publicznym, to oznacza nietolerancję wobec chrześcijan. Dla wierzących w Chrystusa to ważny, święty znak, dla niewierzących symbol religii, której nie wyznają. Powinien być obojętny, a nie jest. To właśnie jest brak tolerancji.

    • Logika i wiara to trudna para.
      „Obrazoburcze instalacje”??? darcie Pisma Świętego jest szacunku brakiem.
      Tak, jeśli czyni to zadeklarowany wyznawca tejże religii. Reszta nie rozumie obrazoburczości.
      Pamiętam krzyki oburzonych, kiedy Hanuszkiewicz kazał wjechać postaciom z Balladyny na Hondach – dziś – paranoja picture.
      Krzyż – ważny symbol dla katolików, obojętny dla niekatolików. Jeśli więc zdejmuję obojętny dla mnie symbol, to dlaczego jest to naganne? Nie muszę wszak mieć w swoim otoczeniu symboli, które sa mi obojętne. Może wystarczą mi kamienie zorientowane S-N ? Tak jak Indianom Whoopi?
      A jeśli użytkujemy wspólnie to samo pomieszczenie (typu Sejm) to może powinny tam wisieć wszystkie symbole religijne obecnych tam posłów? Jak herby w kasetonach sufitowych w komnatach wawelskich?
      A może nie powinno tam wisieć nic?
      Tolerancja w Polsce – długa droga przed nami.

    • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

      Pisze Pani: Jeśli komuś przeszkadza krzyż w miejscu publicznym, to oznacza nietolerancję wobec chrześcijan. Dla wierzących w Chrystusa to ważny, święty znak, dla niewierzących symbol religii, której nie wyznają. Powinien być obojętny, a nie jest. To właśnie jest brak tolerancji.

      Świetny przykład! Logika podpowiada, że serwowanie w restauracjach baraniny, wieprzowiny czy wołowiny może urażać uczucia tych, którzy uważają, że to uraża ich uczucia religijne. Serwowanie mięsa może być nie w smak wegetarianom. Przypominam, że restauracje są miejscami publicznymi. Mamy zatem do czynienia ze skandalicznymi przykładami nietolerancji w każdym polskim lokalu gastronomicznym!

      • matematyk.adolf.patyk@gmail.com' AdolfPatyk pisze:

        Bardzo podoba mi się ta dyskusja – cywilizowana i konstruktywna jak rzadko. Tak wiele można wyjaśnić zwyczajnie słuchając, co mają do powiedzenia inni. Czekam na ciąg dalszy!

      • matematyk.adolf.patyk@gmail.com' AdolfPatyk pisze:

        [TL;DR: za mało rozmawiamy ze sobą (także jako społeczeństwo), a za dużo się kłócimy o drobiazgi i czepiamy się słówek, udając, że nie rozumiemy w czym rzecz lub odgrywając się za urazę]

        Ciąg dalszy tej odnogi dyskusji nie nastąpił (może i dobrze), więc pozwolę sobie: odpowiedzią jest dialog. Jesteśmy ludźmi, rozstrzygamy rzeczy rozmawiając ze sobą. Wbrew pozorom jest bardzo łatwo ustalić, co w głównych religiach jest święte (i nie chcemy, żeby to obrażano), a co jest grzechem (i nie powinno nas interesować, czy inni to robią, czy nie). W ramach szacunku dla drugiej osoby (czyli szeroko pojętej tolerancji) nie zwracamy uwagi na grzechy innych i nie obrażamy tego, co jest dla nich święte (i nie czujemy się przez to obrażeni), ale też: nie wymagamy niegrzeszenia od innych i święcenia tego, co dla nas święte. Przykład 1: przeważnie w polskiej klasie wisi krzyż, bo większość dzieci jest z rodzin katolickich. Jeśli pozostałe są z rodzin niewierzących, krzyż nie przeszkadza, bo nie znaczy nic. Jeśli pozostałe dzieci są wyznawcami innych religii, np.: jedno z rodziny muzułmańskiej, wystarczy powiesić obok półksiężyc. Przykład 2. Jeśli w jadłodajni w piątek ktoś je schabowego, nie przejmuję się tym i kupuję sadzone. Jeśli we wtorek kupuję kotlety wieprzowe i popijam piwem, nie spodziewam się, że obrażę siedzącego obok muzułmanina, który wcina ryż z warzywami. Przykład 3. Uważam, że homoseksualizm to grzech, ale nie używam słowa „gej” jako wyzwiska i całkiem spokojnie idę się zbadać do mojego lekarza, o którym wiem, że jest orientacji homoseksualnej. Przykład 4. Jest mi przykro, gdy ktoś drze Pismo Święte, nie pluję na Koran i nie dorysowuję Buddzie rogów, ale nie oczekuję, że ktoś z podatków zbuduje posąg Chrystusa Króla Wszechświata. Tak mniej więcej wyobrażam sobie cywilizowane zachowanie. To w ramach odpowiedzi na ten jeden przytyk. Dodatkowo wyjaśnienie: rozmawiając o kwestiach tak drażliwych, bardzo chętnie popełniamy błąd złożenia (zakładamy, że to, co jest prawdziwe dla części danej grupy, zwykle tej bardziej widocznej czy hałaśliwej, jest także prawdziwe dla całości) i jednocześnie bardzo się obruszamy, jeśli ktoś z oponentów taki błąd popełni (nawet nieświadomie). To nie pomaga w dialogu. Troszkę tak zrobiła Pani Wanke-Jakubowska w, jak to się teraz mówi, leadzie, mówiąc o zawłaszczeniu słowa tolerancja przez „liberalną lewicę” i robiąc przy tym skrót myślowy trochę niesprawiedliwy dla osób, które są zwykłymi zwolennikami silnej ochrony środowiska, podatków progresywnych i możliwości życia w konkubinacie z dostępem do standardowych praw obywatelskich (przepraszam za ewentualne przekłamanie w tym opisie, ale nie do końca rozumiem pojęcie „liberalna lewica” – czy tylko dla mnie brzmi jak oksymoron?). Pewnie dla podkreślenia tej niesprawiedliwości TesTeq reaguje dość zaczepnie, tak to odbieram, ale nie sądzę, żeby to była skuteczna droga. Skuteczniej jest wyjaśnić, na przykład: <> Tak jest mniej dotkliwie, ale może bardziej zrozumiale?

        • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

          Zgadzam się. TesTeq reaguje zaczepnie. Nie powinniśmy tolerować takich zaczepek. Czepia się znaczeń słów i stosuje logikę, która z założenia nie powinna być używana w kwestiach wiary i przekonań. Z definicji ani wiara, ani przekonania nie muszą być logiczne.

  8. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Kiedyś słów „Żyd”,”Pedał” używałem jako obelgi.Nie znałem żadnego Żyda ani geja (a może znałem?).Czytałem wtedy w kościele Nowy Testament.Dziś słowa „pedał” używam tylko w sklepie rowerowym,a słowa „Żyd” jako określenie czyjejś narodowości..Co do tolerancji,to czy w dyskusji pod tekstem bierze udział/weźmie gej?

  9. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Myślę, że wszystko co jest czysto prywatną sprawą człowieka i nie powoduje niczyjej krzytdy ni zagrożenia zasługuje na tolerancję i neutralne uszanowanie – twoja sprawa, mnie nic do tego. Nie mam nic przeciw temu by np geej sprawowali ważne funkcje społeczne – pod warunkiem że będą zajmować się wyłącznie pracą, a nie promocją swojej ideologii. Uważam że osoby pozostające w stałych homo-zwiazkach mogą mieć prawo dotyczace np. kwestii dziedziczenia, czy informacji medycznej. Jednak tolerancja i równość ludzi wobec prawa nie musi oznaczać jednakowego traktowania różnego rodzaju związków. Jestem przeciw dawaniu gejom i lesbijki prawa do adopcji dzieci. Dziecko nie jest „rzeczą” osobistą.
    Podobnie nie mam nic przeciw zamieszkaniu w sąsiedztwie ludzi innej narodowości czy wiary – o ile nie będą mi w niczym przeszkadzać i będą przestrzegać prawa.
    Osobną sprawą jest mój stosunek do ludzi których nazwę propagandystami tolerancji. Sęk w tym, że hasła tolerancji, sa u nich zazwyczaj splecione w pakiecie z domaganiem się aborcji na żądanie, lansowanie hedonistycznego stylu życia i ostrym antykatolicyzmem. Absolutnie sobie nie życzę by tacy ludzie wplywali na programy szkolne, by zachęcali moje dzieci do „eksperymentów, poszukiwania własnej orientacji seksualnej i tożsamości płciowej”,by wysyłali dzieci na przestawienia gejowskiej wersji „Romea i Julii”. Na przykładzie wielu zachodnich krajów widać jak „krzewiciele tolerancji” wprowadzają sukcesywnie zakamuflowany totalitaryzm nazywając nietolerancją, homofobią itp każda krytykę swoich działań i domagając się karania inaczej myślących.
    Uważam również, że trzeba zdecydowanie na wszelkich forach międzynarodowych nagłaśniać wszelkie przejawy nietolerancji i prześladowań chrześcijan. Światowe media działają tak, że dużo więcej uwagi poświęcają czyjejś „homofobicznej” wypowiedzi niż masakrze wypełnionego wiernymi kościoła.

    • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

      Pisze Pan: Sęk w tym, że hasła tolerancji, sa u nich zazwyczaj splecione w pakiecie z domaganiem się aborcji na żądanie, lansowanie hedonistycznego stylu życia i ostrym antykatolicyzmem. Absolutnie sobie nie życzę by tacy ludzie wplywali na programy szkolne…

      Pytanie teoretyczne: co w duchu tolerancji powiedzieć ludziom, którzy uważają, że nie życzą sobie, żeby ich dzieci chodziły do szkoły prokatolickiej, gdzie muszą uczęszczać na religię (alternatywa jest często niedostępna), uczestniczyć w mszach i przerywać naukę na czas rekolekcji? Czy mają ci „dziwni” ludzie takie samo prawo do „nieżyczenia sobie” jak Pan?

  10. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Osobiście tolerancję pojmuję tak, jak to wyjaśniła autorka, cytując jej łacińskie tłumaczenie: „Tolerancja (z języka łacińskiego tolerare – „znosić”, „cierpieć”) to świadoma zgoda na wyznawanie i głoszenie przez innych ludzi poglądów, z którymi się nie zgadzamy, oraz na wybór sposobu życia uważanego przez nich za właściwy, chociaż go nie aprobujemy. Tolerancja oznacza rezygnację ze stosowania przymusu wobec innych.”
    Zgodnie z tą zasadą nie podoba mi się wiele zachowań, ale je toleruję. Niektóre z nich nawet rozumiem, a niektóre staram się zrozumieć.
    Nie podoba mi się dominująca rola kościelnych chierarchów w przestrzeni publicznej i ich osąd w kwestiach o których z racji wykonywanej funkcji nie mogą mieć większego pojęcia.
    Nie podobają mi się wszechobecne krzyże w pomieszczeniach publicznych, czy na szczytach gór.
    Tak samo nie podobają mi się, ani teź nie popieram żadnych parad równości, czy też innych, krzykliwych manifestacji organizowanych przez ludzi o innej orientacji seksualnej, bo przecieź inności nie musimy manifestować całemu światu, gdy wiadomo, że jest to zaledwie margines.
    Nie podoba mi się też manifestowanie swoich poglądów przez wyznawców innych religii takich jak islam, judaizm, świadków jehowy, czy innych.
    Żadna z tych religii, czy też grupa osób o odmiennej orientacji, nie powinna aspirować do wiodącej roli w przestrzeni publicznej, ani też nie powinna wyróżniać się na siłę pokazami które mogą być niemiłe dla innych.
    Z autopsji wiem, że wyznawcy różnych religi raczej nie tolerują się za bardzo i uważają, że to właśnie oni mają rację, a inni są w błędzie, więc tylko ich poglądy powinny być brane pod uwagę.
    Tolerancja to trudna sztuka i póki co, wydaje się, że niewielu jest w stanie właściwie ją pojmować i stosować się do niej, a chętnych do ustępstw jak na razie nie ma.

  11. Moją uwagę zwrócił wpis ks. Janusza Chyły na Twitterze takiej oto treści: „Tolerancja nie należy do Bożych przykazań. Zdarza się, że stoi ona w sprzeczności z przykazaniem miłości Boga i bliźniego” Na moją replikę że „Nie stoi, bo mamy „znosić siebie nawzajem w miłości” (św. Paweł) […] odpisał „Współczesne rozumienie jest jednak inne. Tolerancja jest traktowana jako akceptacja, także zła. Paweł nie to miał na myśli”
    Szczerze mówiąc nie wiem co św. Paweł „miał na myśli”, wiem co napisał w liście do Efezjan i co było przedmiotem rozważań Soboru Watykańskiego II, a przybrało formę encykliki Dignitatis humanae. Z kolei Jan Paweł II rozważał tę kwestię dość szeroko w Fides et ratio. Kościół mówi wprost, że tolerancja winna być także zasadą prawną: należy uznać i zagwarantować prawo do postępowania zgodnie z własnym sumieniem i wyznawania oraz praktykowania własnej wiary. Wyraźną granicą tolerancji jest naruszanie porządku publicznego. Przejawami nietolerancji są postawy fanatyzmu, fundamentalizmu czy ksenofobii.

    Zatem, czy to co propagują środowiska lewicowe, ruchy LGBT a opisują dyskutanci i autorki jest tolerancją? Wszystkie marsze tęczowe, podczas których mają miejsce obsceniczne sytuacje? A marsze hetero gdzie występowałyby takie sytuacje – chcielibyście oglądać? Zapewne nie. Państwo aktywiści z LGBT pewnie też nie, ale na to im wyobraźni brakuje.
    Narzucanie innym konieczności zmiany własnych poglądów, religijnych, politycznych, społecznych przez mniejszości nie jest przecież żadną tolerancją! To jest z gruntu jej zaprzeczenie. Tolerancja nie opiera się bowiem na relatywiźmie a na prawdzie.
    Dla mnie z punktu widzenia prawa związki homoseksualne, mają taki sam status jak każdy innym konkubinat. W punktu widzenia przestrzegania praw cywilnych, administracyjnych, etc. Jest jeden wyjątek – przysposobienie dzieci. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że dzieci ze związków homoseksualnych potrzebują znacznie więcej opieki w okresie dorosłości, opieki ze strony głównie państwa i na jego koszt – psychologicznej i psychiatrycznej. Z punktu widzenia państwa jest to rozwiązanie „nieopłacalne” a punktu widzenia moralnego katolików „nieakceptowalne”, choć dla psychologów i psychiatrów szerokie pole do badań, po czym powstają szerokie elaboraty, publikowane dotowane i publikowane przez rozmaite organizacje – pytanie czy można zrobić z ludzi króliki doświadczalne, dla mnie trąci to nazizmem.

    Stąd mój protest wobec wypowiedzi księdza – my mamy nie tylko się tolerować, to stanowczo za mało, mamy kochać bliźniego jak siebie samego. Tolerancja jest elementem miłości, fundamentem i nigdy nie stoi w sprzeczności z przykazaniem miłości. Ale to, że mniejszość krzykiem i fałszywymi hasłami, którym usiłuje nadać błędną treść, chce narzucić innym swój punkt widzenia – nie ma nic wspólnego z tolerancją. I nie można dawać sobie narzucić błędnych pojęć. To pierwszy krok do uległości… Nie tylko w aspekcie związanym z kwestiami tu bezpośrednio poruszanymi.

    • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

      W odpowiedzi do Pani Czerniakowianki. Bardzo dziękuję za ten mądry i bardzo rzeczowy komentarz i trudno nie zgodzić się / tak jak i ja pisałam w komentarzu, że tolerancja ma sens, gdy ponad nią stawiamy prawdę. Czy tolerancja i wolność, to działanie „róbta co chceta”, a może należałoby ją łączyć właśnie z prawdą, odpowiedzialnością i szacunkiem dla wartości i ludzi. Z zachowań patologicznych uczyniono dzisiaj normę mierzącą jakość tolerancji, demokracji i dyskryminacji. Dzisiejszy świat za człowieka tolerancyjnego uważa tego, kto wyzbywa się wartości religijnych na rzecz jakiejś spolegliwości. Homoseksualizm nie jest przecież niczym nielegalnym. Ta wrzawa dotyczy niestety instytucjonalizacji, czyli zrównania tych związków z małżeństwem. To zjawisko, które godzi w rodzinę, w jej pojęcie i status – w jej tożsamość. W genderyźmie chodzi głównie o rozchwianie samej tożsamości człowieka, jego płci, obalić to, co jest konstruktywnym wyrazem tożsamości ludzkiej. To kolejne narzędzie, które służy destrukcji małżeństwa i rodziny. To wszystko w myśl perspektywy wspólnego, miłego dobrego i łatwego życia.To nikt inny, jak sam Jan Paweł II mówił, że przyszłość świata idzie przez rodzinę.

    • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

      Znakomity tekst.

      Wobec argumentów przeciwko adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, jak należy potraktować związek dwóch pań, z których jedna korzysta z przysługi mężczyzny-przyjaciela domu i zachodzi w ciążę. Czy należałoby takiej parze odebrać to dziecko. To nie jest pytanie teoretyczne, znam taki przypadek.

      • rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

        Chyba to jest oczywiste, że jeśli jedna z tych pań jest matką to powinna swoje dziecko wychowywać. Druga jednak w tej sytuacji nie jest ojcem ani nawet ojczymem ;-). A swoją drogą, ta pierwsza przed skorzystaniem z usług „przyjaciela domu”powinna to bardzo dobrze przemyśleć nie tylko pod kątem swoich egoistycznych aspiracji. Muszą być brane pod uwagę również prawa ojca i tworzy się galimatias, w którym poszkodowane jest dziecko.
        Tak na marginesie niełatwo jest jest sędziom rodzinnym, nawet Salomon by mial problemy …

        • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

          Zazwyczaj największy „galimatias” widzą postronni moraliści. Doskonale odczytują czyjść egoizm i mają receptę na wszystko. Przepraszam za niemiły ton, ale mam alergię na kazania. 🙁

      • Czasy się zmieniają, nie wszyscy to zauważają.
        Wielka dyskusja o adopcji przez pary jednopłciowe służy raczej sterowaniu emocjami tłumu i utrzymaniem status quo.
        Gdyby panowały teraz obyczaje kk z XII wieku, kiedy to zabijano rytualnie pierworodnych synów (a nawet 1/3 potomstwa) i zagrzebywano pod progiem domostwa, to współcześnie myśląc oddałbym dziecko każdemu. W Anglii jeszcze w XVIII wieku z powodów religijnych zamurowywano żywe dzieci w kominach.
        Obecnie dziecko stanowi w kręgu kultury judeochrześcijańskiej zbyt dużą wartość, stąd próba nowych uregulowań jego statusu i szczególna ochrona do pełnoletności.
        Ale znowu najwięcej do powiedzenia mają bezdzietni starsi mężczyźni poubierani w kolorowe sukienki. Rolę odgrywają ich uprzedzenia, a nie fakty.
        Nie udało mi się znaleźć opracowania naukowego, z którego by wynikało, że adoptowane przez pary jednopłciowe dzieci mają gorsze życie, są gorzej przystosowane do życia w społeczeństwie itd.
        Natomiast często się słyszy o znieczulicy wobec dzieci w DD przy zakonach żeńskich. Być może w tym nagłaśnianiu „NIE dla adopcji dzieci przez pary jednopłciowe” chodzi tylko o to, żeby siostry Bernadetty miały pracę, a zakony pieniądze?

        • dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

          Jestem przeciwna adopcji dzieci przez pary gejow czy lesbijek.Przyczyna mojego protestu jest prosta.Natura nie przewidziala ze ze związków jednej płci powstanie dzidziuś.I tak jak niscy musza godzic się z faktem ze juz nie urosną a wysocy ze nie zmaleją tak pary gej i lesb z faktem ze dziecko powinno mieć zgodnie z natura mamusię i tatusia.I tolerancja czy jej brak nie ma tu wiekszego znaczenia bo z faktami sie nie dyskutuje.

          • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

            Czy – w związku z powyższym – należy również uznać za szkodliwe domy dziecka i ośrodki wychowawcze prowadzone przez wychowawców jednej płci. Wygląda na to, że i tego natura nie przewidziała.

            Proszę tego nie traktować jako jakiś atak – to próba wnioskowania na podstawie przedstawionych przez Panią założeń.

          • @ Daria Ziemiec 17 listopada 2016 o 10:17
            Zawsze mnie zdumiewa pewność siebie w tym niepewnym świecie.
            Przemawianie za NATURĘ – ja wiem, czego chciała natura. BINGO!!!
            Być może była Pani chora lub nauczycielka od biologii w podstawówce niewyraźnie mówiła, ale proszę zapoznać się z rozmnażaniem ślimaków.
            Że są elementem NATURY – trudno zaprzeczyć.
            Potem proszę poczytać o kręgowcach – chociaż to może być tragiczne w skutkach – zawali się fajnie poukładany przez sukienkowych świat.

          • dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

            Nie ma osrodkow wychowawczych w ktorych pracuja wychowawcy jednej płci?Podobnie jest w domach dziecka.Gwoli wytlumaczenia nie atakuje ludzi o innej orientacji seksualnej.Otwarcie przedstawiam moja opinię bo mam do tego prawo.Roznica pomiedzy czlowiekiem a slimakiem jest taka ze to czlowiek decyduje o losie slimaka a nie odwrotnie.Ale mogę sie mylic bo biologia nie byla moim ulubionym przemiotem.Ukłony dla obu Panów.

        • krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

          Ad vocem Orginal_Replica: Zgadzam się z Panem – „Czasy się zmieniają, nie wszyscy to zauważają” – przecież dzisiaj nikt już nie składa ofiar z dzieci. „Badacze przypuszczali, że dzieci wykorzystywano jako ofiary zakładzinowe, czyli składane w fundamentach pod budowlami. Takie ofiary pojawiają się już w NEOLICIE.” KK ma długą historię, ale znowu nie aż tak długą. Pozdrawiam. http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1508750,1,rzez-niewiniatek.read

          • Dzięki za link – nie znałem tej publikacji. Do tej pory raczej czytałem podręczniki akademickie dotyczące historii religii. KK przejął obyczaje, mające swe korzenie w neolicie.
            Przy okazji – zapewne większość nie wie dlaczego nie podaje się ręki przez próg.
            Ale to historia na inną bajkę.

        • rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

          Gdyby brać na serio wszystko co Pan pisze to można by uwierzyć, że Kościół Katolicki odpowiada za całe zło na świecie, w tym za koklusz, trzęsienia ziemi i muchy w zupie ( inspiracja z „Seksmisji) ?

          • Lubię dowcipne i zaczepne teksty.
            Plagiaty, w dodatku słabo umotywowane, zniechęcają do dyskusji….
            Sorry Winnetou…

          • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

            Z równym zacięciem Pan obciąża gejów (nie konkretne osoby, ale całą grupę osób) w sprawie złego wychowywania dzieci.

            Zagadka dla Pana: ile dzieci pobitych przez pary gejowskie trafiło do szpitala w ostatnim roku w Polsce. Nie śmiem sugerować, że ZERO. A ile dzieci wychowywanych przez pary heteroseksualne? Dziesiątki? Setki? Tysiące?

        • krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

          @ Orginal_Replica 17 listopada 2016 o 09:00
          „Nie udało mi się znaleźć opracowania naukowego, z którego by wynikało, że adoptowane przez pary jednopłciowe dzieci mają gorsze życie…”
          Również nie znam takiego opracowania, jednak niepokój może budzić fakt, że „homoseksualiści znajdowali się w centrum
          wszelkich ruchów faszystowskich, jakie kiedykolwiek się narodziły. […] Z wyjątkiem Jean-Marie Le Pena wszyscy najbardziej znani faszyści (neonaziści, skini) europejscy w ostatnich trzydziestu latach byli gejami” [Johann Hari, Attitude 2004] http://www.huffingtonpost.com/johann-hari/the-strange-strange-story_b_136697.html

          Przy okazji pojawia się pewien dysonans – co z tolerancją dla geja-faszysty? Jest to przypadek szczególny szerszego problemu filozoficznego – czy powinniśmy tolerować nietolerancję? Skoro w imię tolerancji trzeba szanować odmienne poglądy dlaczego nie szanować przekonań nazistów? Nie, bo?…

          • Jest jeszcze inna prawidłowość – tam, gdzie społeczeństwo toleruje homoseksualne osoby i mogą one spokojnie żyć bez strachu, tam następuje najszybszy rozwój, zarówno techniczny jak i kulturowy. Nowy York i California – przykłady sztandarowe. Alabama – antyprzykład.

          • krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

            @ Orginal_Replica 18 listopada 2016 o 14:19
            Jeśli ma Pan na myśli pop-kulturę, chętnie się zgodzę. Jeżeli jednak mówimy o współczesnej kulturze, odpowiem słowami G.Herlinga-Grudzińskiego:
            „-Dzisiaj jest już taki terror nowoczesnej sztuki, iż bardzo wiele osób wstydzi się powiedzieć, że ‚król jest nagi’, że to na co patrzą, to jest bzdura”. I nawet nie chodzi tutaj o wspomnianą przez autorkę tego bloga „obrazoburczość”, ale o to, że to jest po prostu słabe. NMP ulepiona z ekskrementów (NY), penis na krzyżu (GDN), sex porno w teatrze (WRO). Kto za kilkadziesiąt lat będzie pamiętał o tych artystach i ich ‚dziełach’? Już nawet w kulturze masowej dostrzega się miałkość takiej sztuki – reklama Skody, gdzie ludzie dyskutują i podziwiają wieszaki z ubraniami tylko dlatego, że stoją w galerii. „Sztukę współczesną zepchnie do kresu przyzwolenie absolutne” (Picasso) – czyli absolutna tolerancja?

          • gregr2@o2.pl' Grzegorz pisze:

            Grzecznościowo od @ Orginal_Replica dla @Krzysiek
            replica.jpeg

  12. krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

    Piękno matematyki bierze się z precyzyjnych definicji pojęć, którymi operuje. Niestety w języku naturalnym słowa, szczególnie pojęcia abstrakcyjne, mają często szerokie spektrum znaczeniowe, a dodatkowo ewoluują na przestrzeni lat. Bardzo trudno rozmawiać o tolerancji skoro każdy rozumie ją nieco inaczej – od „znoszenia” do „akceptacji”. Dlatego w tej dyskusji niektórzy próbują posiłkować się prawem do wyznaczenia granicy tolerancji („Dla pedofili – ZAWSZE NIE” Orginal_Replica, „to przecież jest przestępstwo” MWJ, „Wyraźną granicą tolerancji jest naruszanie porządku publicznego” czerniakowianka) Prawo rzeczywiście stara się precyzyjniej definiować pojęcia i stawiać granice, jednak jako prawo stanowione może być przecież zmienione – czyli depenalizacja pedofilii jest możliwa (Juergen Trittin, Partia Zielonych, odpowiadał za program wyborczy, w którym proponowano zniesienie kar za stosunki seksualne dorosłych z dziećmi). I co wtedy? Czy dzisiejsi piewcy tolerancji zaakceptują taką „nową tolerancję” wyznaczoną przez prawo? Czy jednak wbrew tej „tolerancji” będą bronić swoich przekonań i wartości bo przecież „Dla triumfu Zła potrzeba tylko, żeby przyzwoici ludzie nic nie robili” [Edmund Burke] ?

    Na marginesie łatwiej wyobrazić sobie jakiegoś autokratę, który wprowadza takie prawo, niż państwo demokratyczne, bo demokracja to większość, a większość z nas ma przecież dzieci, wnuki, siostrzenice… Jest nas po prostu więcej i to jest chyba jedyna zaleta demokracji, a poszanowanie mniejszości nie może się zmienić w mniejszości dyktaturę.

    Na koniec przypomnę, że mamy długą i piękną tradycję tolerancji. XVI Polska bez stosów była ewenementem na skalę światową. Ówczesna tolerancja opierała się na WZAJEMNYM szacunku wyznawców różnych religii, wyznań. Jeszcze przed wojną, na wielokulturowych kresach dzieci uczono jak trzeba pozdrowić księdza, jak popa, a jak należy przywitać się z rabinem.

  13. katarzyna.walus@onet.pl' Katarzyna Waluś pisze:

    Tolerancja wielkie słowo sprowadzone tylko do nic nie znaczącej wypowiedzi…lub jak kto woli słowotoku..słowo to nie obejmuje przyzwalania na krzywdzenie czy też ranienie w imię tradycji jaka jest obecna w danej religii ! niektóre wierzenia dobrze przemyśleć od nowa bo kwawe rytuały w hinduizmie to raczej bulwersujący sposób okazywania czci.. Chrześcijanizm również nie jest święty pamiętne wojny krzyżowe w imię Boga raczej przeczą prawdziwej wierze .Każda z religii ma wiele ciemnych stron które wśród młodych ludzi wywołują bunt …Jak to krzywdziłeś w imię Boga? więc czym naprawdę jest tolerancja?..

  14. dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Zacytuję wpis Pani Anny z tt
    „Tolerancja stanowi świetne alibi dla braku odwagi do reagowania i niechęci do zajęcia jednoznacznego stanowiska”

    • @ Daria Ziemiec 17 listopada 2016 o 22:13
      „Nie ma osrodkow wychowawczych w ktorych pracuja wychowawcy jednej płci”
      Rozumiem, że sławna siostra Bernadetta spała w jednej celi ze swoim spowiednikiem?
      Żeby Pani twierdzenie miała jaką-taką podstawę.
      Naprawdę – proszę mi nie ułatwiać replik.
      „Roznica pomiedzy czlowiekiem a slimakiem jest taka ze to czlowiek decyduje o losie slimaka a nie odwrotnie.Ale mogę sie mylic bo biologia nie byla moim ulubionym przemiotem.Ukłony dla obu Panów.”
      Potwierdzam -nie tylko może się Pani mylić, ale robi to Pani wdzięcznie.
      Ukłony.

  15. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Tolerancja niewiele ma wspólnego z odwagą, Pani Dario. Reagowanie na inność, to już byłby brak tolerancji właśnie, a zajęcie jednoznacznego stanowiska nie oznacza aprobaty do tej inności i nie wymaga aż tak wielkiej odwagi, by to wyznać.

  16. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    To człowiek decyduje o losie człowieka.Tak było i będzie,coraz bardziej.Realia się zmieniają.Nie będzie tolerancji.Decydować zaczynają ci którzy posiadają zasoby technologie.

  17. Orginal-Replica i Tes Teq – tolerancja – amen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *