To już ostatni moment

Dziś Instytut Pamięci Narodowej przedstawi wyniki ekspertyz grafologicznych Instytutu Sehna dotyczących materiałów z archiwum odnalezionego w domu Czesława Kiszczaka. Od kilku dni już wiadomo, że potwierdzają one, iż rękopisy sporządzone przez TW Bolka są dokumentami pisanymi przez Lecha Wałęsę. To już naprawdę ostatni moment, by wyjawił on prawdę i do niej się przyznał. I przeprosił.

 Prawie rok temu napisałam tekst „Oczyszczająca moc wyznania winy”

http://twittertwins.pl/oczyszczajaca-moc-wyznania-winy/

w którym przekonywałam, że Lech Wałęsa powinien stanąć w prawdzie, przyznać się do błędów młodości, przeprosić tych, których skrzywdził. Wybaczyliby i oni, i Polacy, bo jak mało który naród na świecie, cenią oni odwagę, także odwagę cywilną.

akta1

Po prawie roku, kiedy to Lech Wałęsa brnął w kolejne kłamstwa i oskarżenia, nabieram wątpliwości. Nie co do oczyszczającej mocy wyznania winy, co do tego, że prawda wyzwala przede wszystkim tych, którzy brną w kłamstwa, jestem pewna. Moje wątpliwości dotyczą samego Lecha Wałęsy. Gdyby sprawa dotyczyła tylko pierwszej połowy lat siedemdziesiątych, każdy zrozumiałby jego uwikłanie, kładąc to na karb błędów młodości, niewyrobienia młodego, niewykształconego chłopaka.

Lech Wałęsa pewnie dobrze wie, że nie miałby problemów z wybaczeniem i zrozumieniem. Dlaczego zatem brnie w kłamstwa?

Oczywiście naiwnością byłoby sądzić, że Wałęsa sam zmagał się ze swoim brakiem odwagi cywilnej. W obronę kłamstwa dotyczącego przeszłości przywódcy „Solidarności” włączył się cały aparat III Rzeczypospolitej, nie tylko potężne i wpływowe media, pierwszoligowi politycy, ludzie nauki, kultury i show biznesu, ale także instytucje wymiaru sprawiedliwości, które z całą determinacją ścigały i skazywały wszystkich, którzy choćby tylko wiązali TW Bolka z nazwiskiem Lecha Wałęsy. Sam zainteresowany nie tylko biernie z tego wsparcia korzystał, ale także, ujawniając dwie paskudne cechy swego charakteru – bezwzględność  i mściwość – niszczył każdego, kto próbował ujawnić prawdę. Wystarczy przywołać choćby przykłady Adama Hodysza czy Krzysztofa Wyszkowskiego. Zaangażowanie Lecha Wałęsy w zwalczanie wszystkich tych, którzy znali prawdę i zadawali publicznie niewygodne pytania, daleko wykraczało poza ramy obrony koniecznej. Jeżeli w ogóle dopuścimy, że taka obrona zafałszowanej przeszłości jest dopuszczalna. Dodawało to kolejne rozdziały do katalogu wyrządzonych przez Wałęsę krzywd. To już nie kilkuletni epizod z przeszłości, który być może usiłował wyprzeć z pamięci, to teraźniejszość. Czy rozumie niegodziwość tego postępowania?

Wałęsa

Moje wątpliwości i obawy dotyczą jednak czegoś zupełnie innego niż dywagacji na temat jego sumienia. Wobec tego całego systemu kłamstwa, które otaczało Lecha Wałęsę, zasadne zdaje się być pytanie, czy aby jego współpraca ze Służbą Bezpieczeństwa skończyła się w połowie lat siedemdziesiątych, czy kiedykolwiek „urwał się” on z esbeckich wpływów? Czy Lech Wałęsa, symbol „Solidarności”, nie był tylko kreacją służb, które posługując się jego osobą sterowały niezależnym ruchem przez cały okres lat osiemdziesiątych i nadały kształt późniejszej transformacji? Te pytania same się nasuwają.

Być może Lech Wałęsa, brnąc w coraz bardziej kompromitujące kłamstwa, odsuwa moment, kiedy prawda o jego rzeczywistym uwikłaniu ujrzy światło dzienne. Odsuwa ten moment, licząc, że on nie nadejdzie.

Dziś, gdy moje nadzieje na to, że Lech Wałęsa stanie w prawdzie są bliskie zeru, te wątpliwości i pytania powracają z coraz większą siłą. Chciałabym się mylić, ale obawiam się, że to tylko wishful thinking. Coraz bardziej obawiam się, że ta hipoteza – niestety – jest bardzo prawdopodobna. A to oznacza, że historia ostatnich dziesięcioleci wyglądała zupełnie inaczej, niż nam się wydawało.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

35 komentarzy

  1. a.d.zysk@gmail.com' Artur pisze:

    Dla mnie punktem zwrotnym utraty zaufania i upadku autorytetu Wałęsy stała się ‚nocna zmiana’. Po tym zdarzeniu cała lawina wydarzeń zarówno z okresy „Solidarności’ jak i po układają się w jeden coraz bardziej klarowny obraz. Wszystko to nie pozostawia dla mnie złudzeń że Wałęsa nie był dziełem przypadku…

    Teoria Wałęsy jako człowieka służb która powstała już dawno zaczyna potwierdzać się w sposób bardzo wyraźny i nawet bez twardych dowodów trudna jest już do obalenia.
    Wiemy że ośrodki „Solidarności’ były obsadzone ludźmi służb na najwyższych szczeblach władz związku. Nie pamiętam nazwiska, zdaje się że zastępcy przewodniczącego regiony Dolny Śląska gdy to jeszcze przed stanem wojennym nagle ‚poszła’ plotka(?) że był on człowiekiem służb. Słuch o nim zaginął. Dlaczego więc Wałęsa nie mógłby być jednym z nich?

    Kumoterstwo Wałęsy z Jaruzelskim czy Kiszczakiem i resztą salonu III RP jeszcze bardziej cementuje fakty jego czynnej i w pełni świadomej od samego od początku współpracy; można wręcz rzec pracy.
    Szczególne zachowania Wałesy po wygranej Dudy a po nim PiS wydają się bardzo wyraźnym wskaźnikiem na to kim naprawdę był i czyje interesy chronił.

    Skruchy u Wałęsy nie będzie i w moim przekonaniu nigdy być nie mogło. I to nie ze względu na jego specyficzne cechy osobowe ale raczej dlatego że był on częścią aparatu III RP który umocnił się w ‚wolnej’ Polsce w pełni przekonany o swojej bezkarności.

    Obrońcy III RP wiedzą doskonale że na udawanie skruchy teraz jest już za późno i pozostaje im jedynie otwarta wojna o własne interesy. Wałęsa był, pozostał ich człowiekiem i ich obrońcą używając do tego swojego autorytetu umiejętnie zaszczepionego w opinię międzynarodową.

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Ad vocem!
      Nie chodziło o zastępcę przewodniczącego „Solidarności” Regionu Dolny Śląsk, tylko pierwszego (przed Władysławem Frasyniukiem) przewodniczącego związku Jerzego Piórkowskiego. Nie był człowiekiem służb, tylko członkiem egzekutywy PZPR, zastraszanym i szantażowanym. Sam się wycofał, a potem wyemigrował. Wspominamy o nim w dwóch naszych książkach: „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuk 1982”, Wrocław 2013 oraz „Robiłem, co należało, Tomasz Surowiec. Anatomia legendy”, Wrocław 2016.

      W drugiej z nich znalazła się taka wypowiedź Frasyniuka: Uważano, że powinien to być ktoś przyzwoity, ale związany z partią, bo to zwiększa bezpieczeństwo. Piórkowski był członkiem PZPR, zabierającym często głos w sprawach pracowniczych. Ale najbardziej przestraszonym człowiekiem w MKS był właśnie on.

      Dlatego szefem MKS, a potem dolnośląskiej „Solidarności” został Piórkowski. Potem ustąpił na rzecz Frasyniuka i wyemigrował do Niemiec. Dlatego słuch o nim zaginął. Ale dał się jeszcze wykorzystać na początku stanu wojennego. 19 grudnia 1981 roku sam udał się do redaktora naczelnego „Monitora Dolnośląskiego” (ukazywał się zamiast gazet codziennych) i zaniósł oświadczenie, w którym wzywał swoich współpracowników do powrotu do pracy oraz pomocy w zaprowadzeniu ładu i porządku.

      To tak dla wyjaśnienia. Do sprawy Lecha Wałęsy jeszcze się odniosę.

  2. ryszard.balicki@uwr.edu.pl' Ryszard Balicki pisze:

    Nie potrafię ocenić postawy Lecha Wałęsy… i chyba nie chcę… Dla mnie LW to jednak symbol, symbol pokojowej walki o wolność. Walki wygranej! Jego ciemny czas początku lat siedemdziesiątych nie jest dla wielu (wszystkich?) zaskoczeniem, zaskoczeniem może być jedynie niechęć LW do jasnego oświadczenia: „tak, byłem wówczas słaby, zrobiłem coś czego później żałowałem… i odkupiłem”. Nie jestem psychologiem i nie znam duszy LW, nie wiem dlaczego postępuje tak, jak postępuje. Ale Lech Wałęsa to nie tylko doświadczenia lat 70-tych to – przede wszystkim – piękna dekada lat 80-tych. To wówczas pojawiła się i ugruntowała wielkość Lecha Wałęsy!

    Pewien ksiądz zwrócił kiedyś uwagę, że przecież dwóch uczniów zdradziło Jezusa: Judasz i Piotr. Ale tylko jednego uważamy za zdrajcę. Drugi został Opoką na której zbudowano Kościół, pomimo zdrady, trzykrotnego zaparcia się Jezusa… Piotra nie uważamy za zdrajcę, oceniamy nie jeden moment słabości, ale całe jego życie…

    Z Lechem Wałęsą powinno być tak samo, nie pozostawajmy w latach 70-tych, spójrzmy na całe jego życie…

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Piotr został Opoką, bo nie tylko wyraził skruchę natychmiast, ale uważał się za niegodnego z tego powodu do końca swoich dni. I to jest istotna różnica. Chyba nie o ocenę moralną jednego człowieka tu chodzi, ale o ocenę i skutki polityczne.

      • ryszard.balicki@uwr.edu.pl' Ryszard Balicki pisze:

        Skutki polityczne? 10 mln ruch Solidarności, pokojowa rewolucja w najgorszych czasach, rozmowy a nie wojna domowa i dumne „We the People…” w Kongresie USA.
        Wielki symbol, a jednocześnie człowiek, który sam sobie zrobił największa krzywdę…

    • szuwarska@wp.pl' Lonia pisze:

      Całym życiem? No właśnie jak wyglądało by jego życie gdyby nie chodził na pasku służb. Gdyby nie miał nic za pazurami. Mnie wystarczyła „Nocna zmiana”, tak nie postępuje prezydent Polski, tak postępuje tchórz, który boi się że jego sprawki wyjdą na jaw. To nie tylko lata 70., cała jego prezydenturę świadczy o jego małości. Zna ktoś kogoś komu Wałęsa pomógł finansowo? A zarabiał krocie tymi swoimi, często szkalującymi innych pseudowykładami. Tak, patrzmy na całe jego życie.

  3. anna-drozdowska@wp.pl' Anna Makuch pisze:

    Bardzo dobry wyważony tekst. O prawdę historyczną – zawsze i bezwzględnie trzeba walczyć.

  4. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    W odniesieniu do tekstu autorki i dzisiejszych wniosków opinii biegłych wg. ekspertyzy, że Wałęsa, to TW Bolek mam podobny dylemat, w jakich kategoriach rozważać ten haniebny czyn. Zrobił coś, czego nigdy już nie da się wymazać. Zastanawia mnie tylko upór tego człowieka. Wiem, że to trudne powiedzieć prawdę, tym których się krzywdziło, ale również przez te wszystkie lata krzywdził również siebie. Wystarczyło uznać swój błąd, stanąć w prawdzie, przeprosić krzywdzonych i zamknąć tę haniebną przeszłość raz na zawsze. Sądzę, że wielu z nas wybaczyłoby mu ten czyn.Zachowania jego były jednak cały czas i do końca dwuznaczne. Mniemam, że skoro Kiszczak zbierał kwity a następnie zawarł z nim umowę przy okrągłym stole, to jednak obawiał się, że gdyby przyznał się do współpracy natychmiast znalazłyby się taśmy i nagrania i tego chyba najbardziej się obawiał. Za to był jednak sowicie wynagradzany. Należy pamiętać, że legendy nigdy nie zbuduje się na kłamstwie. Nie mnie osądzać, a wierzę że Sprawiedliwość go osądzi.

    • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

      Zażartuję teraz Pani Barbaro: Gdyby Lech Wałęsa nie był taki skąpy, wręczyłby pani Kiszczakowej te głupie dziesięć tysięcy które żądała za nieujawnienie teczki i nie byłoby dzisiaj sprawy.
      Sprawdza się stare przysłowie: „Chytry dwa razy traci”.

  5. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Obiektywne i wyważone opisywanie sprawy Lecha Wałęsy jest bardzo trudne, bo trzeba się przedrzeć przez pogmatwany splot zależności historycznych, politycznych, psychologicznych i emocji z nim związanych. Tym bardziej należą się podziękowania Paniom za to, że już po raz kolejny podejmujecie ten temat prezentując mało znane fakty i uwarunkowania, które wyjaśnić może dopiero poznanie całej prawdy o uwikłaniu Wałęsy we współpracę z SB. Mam na myśli takie działania jak: „wzmacnianie lewej nogi”, pomysły tworzenia „NATO-bis”, otaczanie się dziwnymi doradcami, bywanie na urodzinach gen. Jaruzelskiego czy niechęć do pułkownika Kuklińskiego. Znamienna jest również postawa środowiska „Gazety Wyborczej”, która po latach wyszydzania Wałęsy, ustawia go na piedestale narodowych bohaterów i zaciekle broni przed wszelkimi próbami udowodnienia jego niechlubnej przeszłości. Mam nadzieję, że wreszcie da się te sprawy wyjasnic – choć nie będzie to łatwe bo opór jest wielki.
    Chciałbym przy okazji zauważyć, że ten tekst jest kolejnym, jednym z wielu, dla których wspólnym mianownikiem jest słowo PRAWDA, a właściwie jej brak. Zakłamanie, ukrywanie, tuszowanie prawdy, manipulowanie nią, różne półprawdy i post-prawdy są straszną patologią naszego życia publicznego i prowadzą do wielkich szkód społecznych, ekonomicznych, nawet geopolitycznych. Ale jak to zmienić?

  6. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Sprawa Lecha Wałęsy i jego uwikłania od dawna jest problemem daleko wykraczającym poza ocenę jednego, choćby nawet bardzo ważnego dla historii Polski człowieka. Sześcioletni epizod współpracy Lecha Wałęsy z SB jako TW Bolek był oczywisty i niebudzący wątpliwości, jeśli nie od czasów słynnej „Nocy teczek” (odsyłam do mojego tekstu http://twittertwins.pl/noc-teczek/), to na pewno od ukazania się w 2008 roku świetnie udokumentowanej książki Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do historii”. Pamiętamy, jakie działa wtedy wytoczono przeciw książce i jej autorom, jeszcze zanim ona się ukazała. Jak pisze sam Cenckiewicz, był on dziewięciokrotnie przesłuchiwany w tej sprawie, inwigilowany, zakładano mu podsłuchy. „ Ileż instytucji państwowych wprzęgnięto w walkę przeciw prawdzie. Cenckiewicz nie wystraszył się jednak, napisał kolejne dwie książki: „Sprawa Lecha Wałęsy” w tym samym roku („odchudzona”, bardziej popularna niż poprzednia naukowa wersja, zawierająca kulisy aktywności TW Bolka i operacji kradzieży dokumentów w okresie prezydentury Wałęsy w latach 1992–1995, czyli patologie III RP w pigułce) oraz „Wałęsa człowiek z teczki” w 2013 roku, będącą odpowiedzią na „lukrowany” film Andrzeja Wajdy „Człowiek z nadziei”. Pamiętamy też histerię po ukazaniu się książki Pawła Zyzaka – minister nauki Barbara Kudrycka zarządziła nawet specjalną kontrolę na Uniwersytecie Jagiellońskim, bowiem książka ta to publikacja pracy magisterskiej na Wydziale Historii UJ, a sam Zyzak z wilczym biletem zwolniony z pracy zatrudnił się w supermarkecie. Sądy lustracyjne orzekały – wbrew faktom – korzystne dla Wałęsy wyroki, pierwszy prezes IPN prof. Leon Kieres nawet osobiście pofatygował się, aby dostarczyć Lechowi Wałęsie status poszkodowanego, który nie przysługiwał współpracownikom SB. Nikt nie stawiał Wałęsie zarzutu karnego o kradzież wypożyczonych dokumentów na swój temat (to ewidentne przestępstwo), nikt nie dociekał co się zdarzyło w bloku, gdzie mieszkał Hodysz (w pożarze zginęli ludzie). Sądy, prokuratura, media i liczne grono tzw. autorytetów zjednoczyło się w obronie kłamstwa. Przypadek?

    Nie warto więc dziś zajmować się egzegezą psychiki Lecha Wałęsy i oceną moralną jego postawy. Trzeba natomiast przyjrzeć się jego obrońcom i apologetom oraz dokonać oceny politycznej wpływu kłamstwa lustracyjnego na historię Polski. Na to dopiero przyjdzie czas. Długa droga przed nami. Dzisiejsza przysłowiowa „kropka nad i” (choć kwestionowana przez jego pełnomocnika mec. Jana Widackiego), którą postawił IPN, to dopiero początek.

    • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

      Ten mit legendy i bohatera tworzą przychylni mu ludzie i oczywiście media, dlatego warto jak Pani Małgosia wspomina należy przyjrzeć się obrońcom.

  7. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Historię lustrowania Lecha Wałęsy opisał dziś w obszernym artykule Andrzej Stankiewicz http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/walesa-wypozyczal-dokumenty-lustracyjne-i-je-niszczyl/991j5tv?utm_source=tw&utm_medium=social&utm_campaign=info

  8. dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Komunizmu nie obalil Walesa jak sam o sobie lubi mówić.To ruch Solidarność i milony sympatyzujacych uczciwych Polakow.Skromych ludzi czesto zapomnianych i zyjacych czasami w biedzie.Czlowiek donoszacy na kolegow za pieniądze nigdy nie powinien byc nazywany ikoną Solidarnosci.Bo to obraza wszystkich uczciwych ludzi ktorzy maja zasady.Ci ktorzy bronia Walesy jak niepodleglosci powinni dobie zadac pytanie.Gdzie jest dzisiaj i jak odpowiada na zarzuty?

  9. mariarozycka@wp.pl' Maria pisze:

    Dziękuję Autorce za ten świetny tekst! Kolejny, tym bardziej wartościowy, że – jak napisał wyżej p. Rafał – słowem-kluczem jest tutaj PRAWDA. Lektura obowiązkowa na dziś!
    Ważne i kluczowe w tej sprawie są pytania-hipotezy postawione przez p. Marię: „Czy Lech Wałęsa, symbol „Solidarności”, nie był tylko kreacją służb, które posługując się jego osobą sterowały niezależnym ruchem przez cały okres lat osiemdziesiątych i nadały kształt późniejszej transformacji?”. Mogę podobnie jak Autorka powiedzieć – chciałabym, żeby tak nie było, ale wobec niezaprzeczalnych faktów (perfekcyjnie udokumentowanych choćby przez prof. S. Cenckiewicza) twierdząca odpowiedź na powyższe pytanie nasuwa się sama… I nie jest to jedyna sprawa, wobec której należy powiedzieć, że „historia ostatnich dziesięcioleci wyglądała zupełnie inaczej, niż nam się wydawało”… Nie jest też jedyna, w której działają po ludzku przerażające mechanizmy walki z prawdą i z tymi, którzy tę prawdę odważnie pokazują…
    Warto przywołać tutaj równie ważną dla współczesnej historii sprawę, jaką jest zamordowanie bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Mechanizm podobny – paniczna walka o to, by prawda nie wyszła na jaw, niszczenie świadków prawdziwych wydarzeń, podważanie wiarygodności osób, które o prawdę walczą… Takiego działania – podobnie jak prof. S. Cenckiewicz – doświadczył p. Wojciech Sumliński, który wobec udokumentowanych przez prokuratora Witkowskiego faktów, jasno powiedział, że po wyjaśnieniu sprawy morderstwa ks. Jerzego współczesną historię Polski trzeba napisać od nowa… Chcę przywołać tu jego słowa świetnie pokazujące jak przebiegłe są metody tych, którzy boją się prawdy: „Jeżeli nie można podważyć faktów, to zawsze można podważyć wiarygodność osoby, która je zebrała i to jest skuteczniejsze. Wystarczy zrobić z Witkowskiego wariata, ze mnie przestępcę, a z Cenckiewicza oszołoma”… To się działo i dzieje. Dlaczego? Dlatego, że wciąż są ludzie (i to z różnych środowisk i stron sceny politycznej), którym panicznie zależy na podtrzymaniu misternie zbudowanej na kłamstwie, a przynajmniej na półprawdzie, historii. Sprawa Lecha Wałęsy jest tylko tego dobitnym przykładem.

  10. Konstancja23@wp.pl' Konstancja pisze:

    Mam duży kłopot ,nie z teczką, odkrywaniem prawdy, ale z osobistymi krzywdami, urazami i ubieraniu ich w odkrywanie historii. Przepraszanie, przyznawanie się to już nie historia to osobiste zwycięstwa i porażki. Czy Piłsudski przepraszał ? Oceniamy człowieka czy postać ? Wałęsa kontra Walentynowicz , Piłsudski kontra Dmowski święty Stanisław kontra Król. W dyskusji pomyliliśmy dwa porządki osobisty i historyczny. Krytycy i obrońcy ugrzęźli w błędzie. Historyk prowadzi osobistą wojnę ,obrońcy zaczarowują rzeczywistość. Stawiajmy postacie w kontrze, ale co do celów i skutków a nie osobistych krzywd. Wałęsa przecież nie pretenduje do świętości,a symbolem jest i będzie. Prawda ma to do siebie że zawsze znajdzie drogę.

  11. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Bardzo dobra, obiektywnie ujęta ocena roli, jaką Lech Wałęsa odegrał w naszej najnowszej historii.
    Z komentarzami pod tekstem też trudno się nie zgodzić, pomimo tego, że każdy inaczej starał się ocenić „bohatera” naszych czasów.
    Rola L.W. w świecie i w kraju jest niepodważalna, więc tym bardziej trudno przyjąć do wiadomości i pogodzić się z faktami jego współpracy ze służbami SB.
    Być może, że taka współpraca umożliwiała obu stronom przyjęcie kompromisu, co umożliwiło pokojowe rozwalenie komunizmu, ale branie za to pieniędzy to już nie do usprawiedliwienia ohyda.
    Szkoda, że znany na całym świecie przywódca ruchu związkowego, który przyczynił się do obalenia komunizmu, okazał się oszustem i kłamcą. Przykre to i szokujące bardzo.

  12. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    25-letnia historia „lustrowania” Lecha Wałęsy pokazuje pewną prawidłowość, którą zainicjowała słynna noc teczek. A mianowicie każdy, kto próbował ujawniać agenturalną prawdę (nie tylko Wałęsy), był szykanowany, czy to w miejscu pracy, czy ostracyzmem środowiskowym. Niektórzy, jak ppłk Adam Hodysz, cudem uszli z życiem.

    Świetnie ilustruje to powieść Bronisława Wildsteina „Dolina Nicości”. Nieco przerysowana, ale jednak to prawda o rzeczywistości III RP.

    Pamiętajmy, że rząd Jan Olszewskiego nie tylko odwołano, ale próbowano wyrzucić go na śmietnik historii. Na śmietnik życia zawodowego próbowano wysłać wielu zbyt dociekliwych. Mnie i moją siostrę też dotknęły prześladowania z powodu nadmiernej dociekliwości.

    • rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

      No właśnie, choćby uznać wszystkie zasługi jakie Wałęsa sobie przypisuje (co na pewno byłoby grubą przesadą) to nie zmienia faktu, że wobec dziesiątek ludzi, którzy usiłowali mówić prawdę o nim zachowuje się w sposób podły, ohydny, brutalnie wykorzystując swoje wpływy. Uważam, że to o wiele bardziej obciąża jego biografię niż fakt współpracy z SB w latach 70-tych

  13. gregr@o2.pl' Grzegorz pisze:

    Rozumiem emocje Pań. Przeczytałem wszystkie wpisy o „tamtym” okresie na blogu Wiem, że było ciężko i rozumiem, że nie jest to łatwe. To boli. W dziwnym okresie jest teraz Polska. Z jednej strony bohaterem jest człowiek, który „sprzedawał” informacje innemu krajowi. Z drugiej strony Wałęsa. Prosty robotnik. Ani wykształcenia, ani elokwencji, Z niejasną przeszłością. Można oczekiwać, że się przyzna. Ale czy to coś zmieni? Czy nikt nie robi bilansu zysków i strat. Część Solidarności tego oczekuje. Prawa strona tego oczekuje i ma do tego pełne prawo. A straty? Lech Wałęsa to najbardziej rozpoznawalna polska marka na świecie. Lider Solidarności, Noblista, Prezydent. Świat patrzy na Polskę z niedowierzaniem. Czy to się dzieje naprawdę?

    • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

      Myślę, Panie Grzegorzu, że się nie przyzna i dalej będzie brnął „w zaparte”, bo ludzie jego mentalności nie potrafią przyznać się do błędu. Potwierdzam, najgorsze, że świat na to patrzy i nie wie jak to możliwe, że u nas dzieją się takie (i podobne) rzeczy.

    • kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

      Trudny temat.Tekst przeczytałem gdy tylko się ukazał,tuż po północy.Nie zdobyłem się od razu na komentarz.Autorka poprosiła wczoraj o skomentowanie tekstu pewną znaną panią.Nie podobała mi się jej odpowiedź.Nie ze względu na treść ale na arogancje i brak szacunku dla osoby która ma większe prawo do oceny choćby ze względu na własne doświadczenia i postawę w tamtych czasach.Mam wrażenie że cele mediów są inne niż Pań.Szkoda.W odróżnieniu od Pań patrzyłem na Lecha Wałęse z innej perspektywy.Dziś wszystko co jako dziecko postrzegałem staje na głowie.Bardzo nie podoba mi się ponowna wywołana tym tematem „wojna” polsko-polska .Zapytałem o opinię na temat LW i kwestie jego współpracy z SB młodszych kolegów w pracy.Odpowiadają tak: „A co nas to obchodzi?Interesuje nas to co dzieje się teraz i ma znaczenie dla naszego życia”.Mają racje.

  14. igormertyn@gmail.com' Igor pisze:

    Bardzo spokojnie, rzeczowo opisane. Dla mnie Wałęsa od 1999 roku stał się kreacją służb. Wtedy przeczytałem tekst o przedziwnych relacjach jego i Wachowskiego. Dziękuję Mario za ten tekst.

  15. krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

    Komentując wielką politykę często zapominamy, że to gra potężnych interesów-również międzynarodowych. Jeżeli, jak chcą jedni, podjął współpracę bo się bał, możliwe jest, że teraz tym bardziej boi się do tego przyznać. I nie chodzi tutaj bynajmniej o odwagę cywilną, ale o czystą kalkulację związaną z możliwymi konsekwencjami. Załóżmy, że jak chce wielu, przyzna się i przeprosi. Następnym pytaniem będzie to stawiane przez autorkę: czy ktoś pana w związku z tym szantażował po roku 90? I dalej: kto Pana szantażował? W jakim celu?… a długa jest w naszej ostatniej historii lista niewyjaśnionych ‚wypadków’. Nie chcę go w ten sposób usprawiedliwiać, ale zasygnalizować jedną z możliwych przyczyn wybrania drogi „w zaparte”.

    Niektórzy od wczoraj starają się go przedstawiać jako drugiego Jacka Soplicę, inni – podobnie jak autorka, słusznie wskazują na brak skruchy i ekspiacji. Jednak Ksiądz Robak „postanowił [dopiero] przed śmiercią oczyścić swoje sumienie” – wygląda, że eksprezydent chce jeszcze pożyć.

  16. rescueman@wp.pl' Docteur Déprimé pisze:

    Jak w wielu sprawach i w sprawie Lecha Wałęsy, Polakami szarpią przede wszystkim emocje, a także lokalizacja po jednej ze stron narodowego politycznego „Rowu Mariańskiego”. Jedni za każdą cenę będą bronić „bohaterów” takich jak Wałęsa czy Kijowski, zgodnie ze starą zasadą „może sku…n, ale NASZ sku…n”, a drudzy w sposób bardzo często pozbawiony wyczucia, wzywają do 100% ekshibicjonizmu.
    Problemem jest to, że z punktu widzenia interesu Kraju, żadna ze skrajnych postaw nie jest dobra.
    Jakie w takich sytuacjach „uwikłąnia” znanej i rozpoznawalnej w danym kraju jednostki mamy rozwiązania ?:
    a/ rozwiązania oldskulowe, charakterystyczne jeszcze dla „XX-lecia międzywojennego” – „umoczony” delikwent, któremu służby kontrwywiadowcze udowodniły jego „umoczenie” wybiera rozwiązanie honorowe – pokutę lub parę gramów ołowiu z własnej ręki – ale to się już nie zdarza, albowiem ostatni ludzie prawdziwie zdolni do rozwiązań honorowych, zginęli w dołach Katyńskich lub zniesieni przez wichry historii i zdradzeni przez aliantów, kończyli swoje życie na emigracji, skacząc z nowojorskiego balkonu, albo pracując jako barmani czy magazynierzy, odwieszając swe generalskie/oficerskie mundury głęboko do szaf.
    b/ „umoczony” bohater dostawał propozycję nie do odrzucenia – dostatnia emerytura, wywiady w ograniczonym zakresie, rauty w nieograniczonym, funkcja reprezentatywna oraz co istotne 100% egzekwowany zakaz wypowiadania się na jakiekolwiek tematy współczesne oraz aktywnego udziału w życiu politycznym. jak np. wschodni „Zasłużony emeryt Nikita Ch.”
    c/… rozwiązania pozaprawne, z reguły charakterystyczne dla systemów totalitarnych, o bardzo długich rękach „sprawiedliwości”

    Dlaczego to tak istotne ?

    „Umoczony” i nierozliczony, a na dodatek aktywny politycznie delikwent, jest bardzo podatny na wszelkie pozakulisowe sugestie i naciski. Żyjąc w nieustannym zwierzęcym strachu, iż utraci swoją pozycję i bogactwa, zrealizuje każde zlecenie „onych”, którzy wylegitymują się wiedzą na temat jego przeszłości.
    I tu mamy „nocną zmianę”, „lewą nogę”, „spontaniczne protesty społeczne” i wiele innych nieznanych szerszemu społeczeństwu tematów…

    Byłoby naiwnością sądzić, że kwity na ważnych „umoczonych” posiadają tylko wymierające dziadki leśne pokroju denata Kiszczaka, albowiem jest pewnikiem, iż dossier „Bolka” i innych „bohaterów” posiadają wywiady, zarówno przyjaciół z zachodu, jak i wschodniej „Miszy”. I tu dochodzimy do o wiele groźniejszych niż wewnętrzne gierki problemów – wyprzedaż majtku narodowego za bezcen, samolikwidacja struktury przemysłowej, sterowana polityka zewnętrzna i wewnętrzna, drenaż kapitału społecznego i finansowego…
    A jeżeli chcą Państwo tego typu polityczne rozgrywki prześledzić na podstawie dzieła artystycznego, obrazującego jeden z prawdziwych epizodów naszej historii, to serdecznie polecam kilkukrotne przesłuchanie i przeczytanie tekstu „Rejtan czyli raportu ambasadora” Jacka Kaczmarskiego.

    „…Skłócony naród, król niepewny, szlachta dzika
    Sympatie zmienia wraz z nastrojem raz po raz.
    Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka,
    To wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse.

    Dlatego radzę: nim ochłoną ze zdumienia
    Tą drogą dalej iść, nie grozi niczym to;
    Wygrać, co da się wygrać! Rzecz nie bez znaczenia,
    Zanim nastąpi europejskie qui pro quo!”

  17. m.wanke.jakubowka@gmail.com' Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Nie oczekuję już skruchy i ekspiacji od Lecha Wałęsy. Za bardzo zabrnął w kłamstwa, matactwa, trudno mu już tego się sensownie wycofać, tym bardziej, że miał już tyle sprzecznych ze sobą wypowiedzi, że słowa straciły znaczenie. Zostawmy go, tym bardziej że przeżył niedawno osobistą tragedię.

    Oczekuję natomiast przyznania się do błędu i przeprosin od jego obrońców i apologetów. Mówił o tym dziś w programie Tak Jest na antenie TVN24 prof. Antoni Dudek. To oni powinni przeprosić. Tymczasem, gdy słyszę posłów Schetynę, Niesiołowskiego czy senatora Augustyna, na to się nie zanosi. Wprost przeciwnie padają kolejne oskarżenia, domaganie się natychmiastowej likwidacji IPN (plugawego, pisowskiego tworu, jak twierdzi Niesiołowski) i padają groźby pod adresem tych, którzy potwierdzają autentyczność akt TW „Bolka”. Panowie, trochę, przyzwoitości!

    • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

      Pani Małgosiu, nic dodać, nic ująć w tym Pani komentarzu, jestem podobnego zdania. Nie ma co roztrząsać beznadziejności położenia, ale przyzwoitość nakazuje, by chociaż ci pseudo szlachetni obrońcy stanęli dziś w prawdzie!

  18. shymz@o2.pl' @Szymsio pisze:

    Pisze Pani, zresztą bardzo celnie o historii. Spójrzmy jednak na przyszłość.
    Zeznania, złożone przed sądem lustracyjnym, powodują odpowiedzialność karną. Czy nie skończy się tak, że legenda Solidarności będzie ciągana po sądach, przy fleszach fotoreporterów? Przy natężeniu propagandy, wylewającej się z TVP, o to nietrudno.

  19. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Pod moją zapowiedzią tego tekstu na Facebooku wywiązała się dyskusja. Pozwalam sobie ją przytoczyć poniżej.

    Jacek Ściobłowski
    O Bolku od dawna wiadomo wszystko – a przynajmniej od 1992 i ‚Nocnej zmiany’ . Dla mnie osobiście żenujące są próby obrony Wałęsy przez ludzi ‚opozycji’, którzy także doskonale znają prawdę, mające na celu tylko i wyłącznie znalezienie pretekstu do atakowania polskiego rządu, którego organicznie nienawidzą i aby to zrobić nie cofną się przed żadnym kłamstwem, żadnym świństwem i żadną zdradą.

    Jerzy Gątarz
    Lech Wałęsa był symbolem/wehikułem/taranem rodzącego się establishmentu IIIRP. „Bolek” jest „wehikułem” establishmentu kolejnej RP. W obu przypadkach jest to instrumentalne. Czy, w jakim stopniu, współpraca z lat 70-76 miała wpływ na zachowania Wałęsy w latach 80-95 najprawdopodobniej nigdy się nie dowiemy.
    Niewykluczone, że w pamięci historycznej gdański elektryk i tak zapisze się pozytywnie, wszak pamięć ta istnieje obok „twardych” faktów. Do tego trwałość obecnego, tworzącego się establishmentu nie jest wcale taka pewna, a i go dotkną naturalne procesy degeneracji, co może rzutować na jego „narzędzia”, a takim jest „Bolek”. Na przepraszania, ekspiacje itp. nie ma miejsca w tej grze, zresztą za chwilę nie będzie już wśród żyjących tych, których „Bolek”

    Jacek Ściobłowski
    Strach przed ujawnieniem prawdy o Bolku był przyczyną puczu z 4.06.1992, który doprowadził do obalenia rządu mec. Olszewskiego. To jedno z bezpośrednich przełożeń współpracy Wałęsy z SB na lata po 1989. skrzywdził. W sumie cała sprawa coraz mniej istotna dla „przeciętnego” Polaka, podobnie jak słynny zbiór zastrzeżony, który miał zadać cios elitom IIIRP, a na razie przyniósł sensacje typu: funkcjonariusz Czempiński wykonywał zadania funkcjonariusza Czempińskiego.

    Marcin Torz
    Mnie interesuje tylko jedno: czy Lech Wałęsa był sterowany przez SB w latach 80. i po 89 roku. Tym powinni się zająć śledczy, a nie samym faktem współpracy. Bo tu już w zasadzie nie ma wątpliwości.

    Agnieszka Sylwester
    A ja nie oceniam Pana Lecha Wałęsy, dla mnie jest bohaterem i uważam, ze my żyjący we w miarę komfortowych czasach, nie mamy prawa oceniać tego co robił i jeszcze jedno, za grosz nie wierze w ekspertyzy IPN wiadomo kto i jak nimi rządzi

    Dorota Korwin
    Więź: Słucham dzisiejszych oskarżycieli Lecha Wałęsy, którzy objawili światu „prawdę” teczek, słyszę wypowiedź dzisiejszego przewodniczącego „Solidarności”, i czuję że dzieli nas, Polaków, przepaść nie do zasypania. A przecież tu chodzi o żywego człowieka, a nie figurę woskową, którą można bezkarnie kłuć szpikulcem. No, są jeszcze życzliwi Wałęsie, którzy de facto mogą tylko człowieka dobić. Mówią bowiem oni: no, ale jak się ten Wałęsa zachowuje?; mógł przecież przeprosić, powiedzieć jak to było, po tych wydarzeniach grudniowych, i wszyscy mu przebaczyli. O, święta naiwności! Nikt, by mu nie przebaczył, bo od początku w tej sprawie chodzi o to, żeby Wałęsę utłuc. A on sam zachowuje się jak poraniony byk; wali na oślep. Rozumiem to. Osobiście nigdy nie oczekiwałem od Wałęsy ani przeprosin, ani wyjaśnień; byłby to przejaw bezbrzeżnej pychy. Wałęsa jest bohaterem narodowym. W decydującym momencie, po wprowadzeniu stanu wojennego oparł się mundurowym komunistom; nie podpisał żadnej lojalki; stał się symbolem trwania w oporze.
    Czego zatem bym chciał? Namysłu. Rozwagi. Skromności. Rozumienia, że los Lecha Wałęsy odzwierciedla jak w kropli wody losy milionów podobnych mu Polaków, raz przestraszonych, raz heroicznych, ludzkich, ze wszystkimi ułomnościami. On jest przecież zakorzeniony – krew z krwi, kość z kości, z całym swym bohaterstwem i z całą brzydotą – w kulturze, która czci księdza Robaka, dawniej Jacka Soplicę, i Babinicza – niegdyś Kmicica. Jak oni był uwikłany w historię, stawiany przed wyborami, których nie życzę młodym prokuratorom spod znaku „prawdy, która wyzwala”.

    Mirek Wiśniewski
    Doroto. Nie popieram gwałtów a Pani delikatnie gwałci prawa logiki ale niech tam. Lubię czasem sprawiać ludziom przyjemność dlatego załączam fotkę które dokumentuję że Wałęsa może łączyć a nie dzielić

  20. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Dziękuję za dyskusję na ten niełatwy temat. Jestem naprawdę zbudowana jej poziomem i spokojnym tonem, mimo że komentarze prezentują tak różne punkty widzenia. Za ten styl debaty – bardzo dziękuję. Chciałoby się rzec, żeby tylko tak debatowano w innych segmentach przestrzeni publicznej. To wielka zasługa naszych Czytelników, których stale przybywa. Za to, że jesteście z nami wielkie dzięki.

  21. gatarz.jerzy@op.pl' Gibon-Małp pisze:

    Lech Wałęsa był symbolem/wehikułem/taranem rodzącego się establishmentu IIIRP. „Bolek” jest „wehikułem” establishmentu kolejnej RP. W obu przypadkach jest to instrumentalne. Czy, w jakim stopniu, współpraca z lat 70-76 miała wpływ na zachowania Wałęsy w latach 80-95 najprawdopodobniej nigdy się nie dowiemy. Niewykluczone, że w pamięci historycznej gdański elektryk i tak zapisze się pozytywnie, wszak pamięć ta istnieje obok „twardych” faktów. Do tego trwałość obecnego, tworzącego się establishmentu nie jest wcale taka pewna, a i jego dotkną naturalne procesy degeneracji, co może rzutować na „narzędzia”, a takim jest „Bolek”. Na przepraszania, ekspiacje itp. nie ma miejsca w tej grze, zresztą za chwilę nie będzie już wśród żyjących tych, których „Bolek” skrzywdził. W sumie cała sprawa coraz mniej istotna dla „przeciętnego” Polaka, podobnie jak słynny zbiór zastrzeżony, który miał zadać cios elitom IIIRP, a na razie przyniósł sensacje typu: funkcjonariusz Czempiński wykonywał zadania funkcjonariusza Czempińskiego.

  22. wery13@interia.pl' Stefan pisze:

    Elokwencja Lecha Wałęsy, gruba kreska, wojna na górze, pluralizm, rabunkowa prywatyzacja, upadek stoczni, porzucenie PGR-owców kosztem obszarników, wykup ziemi przez podstawione słupy, zagłuszanie „Solidarności”, polityka exportu wykształciuchów za chlebem, monopolizacja mediów,wyolbrzymianie swoich zasług wbrew faktom i blokowanie lustracji, to jego MENU dla Wolnej Polski, po zwycięstwie Ruchu. Przy tym, wcześniejsze kablowanie to przekąska.

  23. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Pozwalam sobie na jeszcze jeden komentarz po kilku dniach od konferencji prasowej IPN, na której zaprezentowano opinie grafologów ws. materiałów dotyczących teczki TW Bolka. Przetoczyła się w mediach dyskusja, której kolejną odsłonę obejrzałam dziś w programie Bogdana Rymanowskiego „Kawa na Ławę”. Strona opozycyjna zgodnie twierdzi:

    1) Nic nowego się nie dowiedzieliśmy, od dawna wszyscy wiedzieli o epizodzie współpracy z SB Lecha Wałęsy.

    2) Jest to gra PiS-u, który chce pisać historię na nowo i zastąpić jednych bohaterów innymi, po to była ta cała akcja IPN.

    Ad. 1) To nieprawda, że wszyscy od dawna wiedzieli o epizodzie współpracy Lecha Wałęsy z SB. Gdyby tak było w istocie, publikacje Sławomira Cenckiewicza nie spotkałyby się z taką napaścią, nie byłby przesłuchiwany, inwigilowany i represjonowany. Gdyby tak było prof. Andrzej Paczkowski nie przepraszałby w marcu 2009 roku Lecha Wałęsy w imieniu korporacji historyków, a prof. Andrzej Friszke nie pisałby odkrywczo, że po opublikowaniu zawartości szafy Kiszczaka i przestudiowaniu akt TW Bolka, potwierdza, że Lech Wałęsa współpracował z SB, był nawet w tym gorliwy, a jego donosy dla wielu osób bardzo szkodliwe. Wcześniej konsekwentnie temu zaprzeczał, a politycy odgrywali swoje role.

    Ad. 2) To nie politycy PiS zainicjowali badanie akt TW Bolka. Przypomnijmy, że Maria Kiszczak rok temu zwróciła się do prezesa IPN Łukasza Kamińskiego z propozycją sprzedaży tajnych dokumentów z szafy męża. Prezesa – dodajmy – wybranego przez Sejm większością PO-PSL. W konsekwencji prokuratorzy IPN przeszukali mieszkanie Marii Kiszczak i odnaleźli m.in. teczkę TW Bolka. Łukasz Kamiński na konferencji prasowej zaprezentował dokumenty. Bez inspiracji polityków PiS. To w związku z oskarżeniem Lecha Wałęsy o to, że dokumenty te są falsyfikatami, zdecydowano o poddaniu ich badaniom grafologicznym w Instytucie im. Sehna. A po roku już nowy prezes IPN, biegli i prokuratorzy zaprezentowali wyniki. I tylko tyle. Nic więcej.
    Wobec tego narracja opozycji w tej sprawie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Politycy opozycji nadal odgrywają swoje role.

    Racje, fakty, prawda nie mają żadnego znaczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *