Romek

Tak trudno pisać o Nim w czasie przeszłym, bo wciąż nie sposób uwierzyć, że nie ma Go już wśród nas. Romek Lazarowicz to był Ktoś zupełnie wyjątkowy. Nie ma ludzi niezastąpionych, to prawda znana i ogólnie słuszna, ale z tym jednym, jedynym wyjątkiem – nikt nie zastąpi Romka. Ba, nie zastąpi Go nawet kilka osób, które próbowałyby podjąć się jego zadań, zająć jego miejsce.

Poznałam Go, podobnie jak moja siostra, pod koniec lat osiemdziesiątych. Wtedy to Agencja Informacyjna Solidarności Walczącej, która była wydawcą wszystkich druków tej organizacji, zaczęła wydawać swój miesięczny serwis prasowy rozprowadzany w kraju i za granicą na dyskietkach. Była to technologiczna nowość, bo komputeryzacja, nawet w takich instytucjach jak wyższe uczelnie, dopiero raczkowała i mało kto posługiwał się edytorami tekstów. Wówczas ja i moja siostra pośredniczyłyśmy w nawiązaniu kontaktu, bowiem nasza mama Halina Wanke podjęła się przepisywania tych tekstów. I tak nawiązałyśmy kontakt z Romkiem Lazarowiczem, który razem z Piotrem Bielawskim zajmował się wydawaniem tego wyjątkowego serwisu. Pamiętam duży i ciężki laptop, który mimo pokaźnych rozmiarów nie miał twardego dysku i system operacyjny trzeba było wczytywać z dyskietki, a ponieważ miał tylko jedną kieszeń, jego obsługa wymagała nie lada ekwilibrystyki, bowiem po uruchomieniu DOS-u należało usunąć dyskietkę systemową i włożyć drugą, z edytorem (wtedy był to ChiWriter strasznie toporny i trudny w obsłudze), który po uruchomieniu pozwalał pisać tekst. To był wtedy pierwszy kontakt naszej mamy z komputerem, nauczyła się jego obsługi i przepisywała nawet po 50 stron dziennie. Wiele z tych tekstów pisał Romek. On był mózgiem wszystkiego i głównym wykonawcą. Teksty z tego serwisu złożyły się na książkę Dziwny rok 1989. Kalendarium wydarzeń na świecie, którą wydał wspólnie z Piotrem Bielawskim.

W tym czasie też po raz pierwszy trafiłyśmy do domu przy ul. Pasteura, gdzie Romek mieszkał z żoną Helenką i swoimi rodzicami. Mieszkanie w starym budownictwie i na pierwszy rzut oka prawdziwie inteligencki dom. W obszernym przedpokoju czekało zawsze kilku pacjentów, bo mama Romka, też Halina jak nasza, jest stomatologiem i miała w domu swój gabinet. Wykonywała też to, co zwykle robią technicy dentystyczni, czyli protezy i koronki. Była w jednej i drugiej dziedzinie znakomita. Widać, że uniwersalne umiejętności to nie była tylko domena Romka, choć przede wszystkim jego. Miał w tym dużym mieszkaniu swój gabinet. Gdy się tam wchodziło, dopiero po chwili dostrzegało się Romka, którego zawsze spowijały kłęby dymu. Dużo palił, stanowczo za dużo, ale za każdym razem pytał, czy nam to nie przeszkadza. Nie, nie przeszkadzało.

Od niego nauczyłyśmy się pisania tekstów. Jego artykuły zawsze miały ciekawą konstrukcję i perfekcyjny język. Romek nie tylko w tej dziedzinie był perfekcjonistą. Gdy pojawiły się programy do łamania tekstów, zaczął się w tym specjalizować. Bardzo szybko był i w tej dziedzinie niezrównany. Potem operował też programami graficznymi i w tworzeniu designu nie ustępował osobom z wykształceniem plastycznym. Wynikało to z jego wyczucia estetyki i dobrego smaku także i w tym obszarze. W 1991 został sekretarzem redakcji pisma „Dwa Dni”, którego współzałożycielem, menedżerem i redaktorem był obecny premier Mateusz Morawiecki. Romek łączył funkcję sekretarza i redaktora technicznego, który tę wychodzącą co drugi dzień gazetę łamał.

Niebawem jego umiejętności przydały się w zupełnie nadzwyczajnej okoliczności.

Od 1990 roku we Wrocławiu zaczął ukazywać się „Dziennik Dolnośląski” – pierwsza w Polsce pełnokolorowa gazeta codzienna (wydawana początkowo pięć razy w tygodniu). Pismo utworzone zostało dzięki osobistemu poparciu Władysława Frasyniuka, a finansowanie zapewniły środki pozostałe ze słynnych 80 mln, za które zakupiono maszyny drukarskie norweskiej firmy Orkla Media. Gazeta wychodziła od września 1990 roku, a pierwszym jej redaktorem naczelnym został Włodzimierz Suleja, historyk, późniejszy szef wrocławskiego IPN, dziś dyrektor Biura Badań Naukowych Instytutu Pamięci Narodowej.

Gdy na przełomie 1990 i 1991 roku na stanowisku szefa Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” Frasyniuka zastąpił Tomasz Wójcik, z redakcji odszedł Włodzimierz Suleja i przez pierwszą połowę 1991 roku na stanowisku redaktora naczelnego gazety był wakat. W tym czasie szybko spadła sprzedaż gazety, a cykl wydawniczy zmieniono na tygodniowy, dodając do tytułu „Dziennik Dolnośląski” określenie „magazyn”.

Wtedy to redaktorem naczelnym został Ryszard Czarnecki (dziś eurodeputowany z ramienia PiS). I właśnie on zaproponował mnie i mojej siostrze pracę w gazecie w wymiarze pół etatu. Szybko nabierałyśmy dziennikarskiego doświadczenia, ale niebawem trzeba było zmierzyć się z nie lada wyzwaniem. Otóż w wydaniu nr 78 (145) z 12 lipca 1991 roku wydawca zamieścił nad winietą gazety informację, że poglądy prezentowane w Dzienniku Dolnośląskim nie są podzielane przez kierownictwo firmy Norpol-Press i większość zespołu redakcyjnego, czyli wszyscy z wyjątkiem mnie i mojej siostry, podjęli kilkudniowy strajk wymierzony w nowego redaktora naczelnego. Zastrajkowali też technicy przygotowujący makiety i klisze. Po krótkiej naradzie zapadła decyzja, że pomimo strajku gazeta zostanie wydana. Trzeba było w kilka dni we trójkę (ja, moja siostra i Czarnecki) przygotować do druku całą gazetę. Wówczas to przyszedł nam z pomocą Romek Lazarowicz, który wykonał całkowicie gratis łamanie całej gazety (16 stron formatu A3) i przygotował makiety do druku. Podjął się tego zadania, nie zaniedbując swoich obowiązków, wszak pełnił wówczas funkcję sekretarza redakcji dwudnika i zajmował się też łamaniem tej gazety. Oczywiście odbyło się to kosztem dwóch nieprzespanych nocy. Gazeta wyszła na czas, choć był to wysiłek ekstremalny. Ileż to nocy Romek nie przespał wykonując gratisowo takie nadzwyczajne prośby swoich przyjaciół. O tej przysłudze zawsze będę pamiętać.

Ścisła współpraca z Romkiem zaczęła się wówczas, gdy jego przyjaciel Piotr Bielawski został rzecznikiem prasowym i dyrektorem Departamentu Public Relations KGHM Polska Miedź. Miedziowy kombinat był wówczas w przededniu restrukturyzacji, która wiązała się ze zmianą struktury zatrudnienia. Aby załoga spółki rozumiała zachodzące zmiany i nie protestowała, trzeba było im różne zawiłe sprawy z tym związane wyjaśniać. To zadanie miał spełniać miesięcznik, który w prosty i przystępny sposób prezentowałby skomplikowane procesy restrukturyzacyjne, jednocześnie promując KGHM w środowisku zewnętrznym. To zadanie Piotr Bielawski powierzył mnie, mojej siostrze i Romkowi, który także łamał tę gazetę. Tworzyliśmy ją od podstaw, czyli wymyślenia tytułu (nazywała się „Miedziak”), zaprojektowania winiety i layoutu. Jeździliśmy raz w miesiącu do Lubina, w Departamencie Public Relations dostawaliśmy tematy i kontakty, spotykaliśmy się ze wskazanymi osobami, zwiedzając różne obiekty miedziowego kombinatu, prowadziliśmy rozmowy, nagrywaliśmy wywiady. Część tematów ustalaliśmy między sobą. To był fascynujący czas. Wtedy spotykaliśmy się z Romkiem regularnie i dość często, dzieląc trudy tworzenia gazety, która w nakładzie 10 tys. egzemplarzy trafiała do pracowników firmy.

„Cześć chłopaki” – takimi słowami witał nas Romek, dla którego ten rodzaj humoru zabarwionego pure nonsensem był charakterystyczny. Romek wprowadzał do naszej pracy spokój, łagodził nastroje, gdy pojawiały się sytuacje wywołujące nerwowość, praca ta bowiem nie tylko ze względu na odpowiedzialne zadania, ale także z powodu wyjątkowo trudnego charakteru Piotra Bielawskiego, była często bardzo stresująca. Romek zawsze był małomówny, ważył słowa, ale to, co mówił trafiało w sedno. Wydaliśmy 15 numerów „Miedziaka”, nasza współpraca z Piotrem Bielawskim skończyła się z jego inicjatywy, nie rozstaliśmy się w przyjaźni. Miałyśmy poczucie, że zwłaszcza Romek został przez swego przyjaciela skrzywdzony. Przyjął to z właściwym sobie spokojem i nigdy do tego nie wracał. W naturalny sposób wybaczył i potem bardzo swemu przyjacielowi z Solidarności Walczącej pomógł. Podziwiałam to. Taki był Romek, pomagał ludziom, wybaczał zniewagi, nie pamiętał krzywd.

W 1995 założył firmę wydawniczą Lena. Stało się to dla nas znowu okazją do współpracy. To on przygotowywał do druku i projektował okładki miesięcznika Akademii Rolniczej (później Uniwersytetu Przyrodniczego), projektował foldery promocyjne, informatory dla kandydatów. Zawsze słowny, dotrzymujący terminów. Ileż razy subtelnie zwracał nam uwagę, gdy zauważył jakiś błąd (literowy, gramatyczny, stylistyczny). Zawsze delikatnie, życzliwie. Od niego nauczyłyśmy się zasad edytorstwa. Gdy szukałyśmy kogoś, kto podejmie się łamania bardzo trudnej pozycji, jaką był współtworzony przez nas pierwszy raport o stanie nauki w Polsce, który powstał z inicjatywy ówczesnego ministra nauki prof. Andrzeja Wiszniewskiego (byłyśmy jego doradcami w zakresie promocji nauki) to oczywiście wybrałyśmy Romka. Nikt jak on nie przygotowałby równie czytelnie, co efektownie graficznie kilkudziesięciu wykresów, które zawierała ta pozycja. Romek zrobił to nie tylko pięknie, ale i inteligentnie. Niejedną broszurę wydawaną przez Komitet Badań Naukowych, zwłaszcza te przeznaczone dla Unii Europejskiej, projektował, łamał i przygotowywał do druku. Znał świetnie angielski, poprawiał błędy, jakie wkradły się do tłumaczenia. To dzięki jego perfekcji i życzliwości było to doskonałe, choć nikt od niego korekty tekstu nie wymagał.

Spotykaliśmy się towarzysko, ale Romek coraz mniej miał na to czasu. Praca była całym jego życiem. Znakomicie uzupełniali się z żoną Helenką, która robiła korektę przygotowywanych przez Romka do druku książek. Romek także sam pisał, nie tylko artykuły, ale i książki.

Miał piękną kartę opozycyjną. Od 1978 roku był kolporterem wydawnictw podziemnych. Współpracował z Klubem Samoobrony Społecznej oraz Studenckim Komitetem Solidarności. Od 1979 do 1990 roku był związany (jako współredaktor i autor) z „Biuletynem Dolnośląskim”. Od 13 grudnia 1981 do maja 1982 był redaktorem naczelnym podziemnego „Z Dnia na Dzień” – pierwszego w Polsce regularnego czasopisma stanu wojennego (pierwszy numer ukazał się już 14 grudnia 1981 roku). W 1982 roku współtworzył Solidarność Walczącą. Był członkiem kierownictwa Agencji Informacyjnej Solidarności Walczącej, wydającej podziemne czasopisma, m.in. ogólnopolski tygodnik „Solidarność Walcząca”, miesięcznik „Biuletyn Dolnośląski”, biuletyn „WiS” (Katowice) oraz „Serwis Informacyjny AISW”. Był współtwórcą pierwszego podziemnego Radia we Wrocławiu (pierwsza audycja została nadana 27 czerwca 1982 roku).Jest autorem dwóch zbiorów opowiadań: „Plastikowy delfin i inne opowiadania” oraz „Pomnik komunizmu i inne opowiadania”.

   

Od 2002 do 2014 roku był redaktorem naczelnym „Opcji na Prawo”. W 2004 roku wszedł w skład zarządu Stowarzyszenia Dolnośląska Inicjatywa Historyczna. W ostatnich latach zajmował się upamiętnianiem historii. W 2004 roku został laureatem prestiżowej nagrody Kustosza Pamięci Narodowej, przyznawanej przez prezesa IPN, za pracę w redakcji monumentalnego sześciotomowego zbioru Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość w dokumentach (razem z Mieczysławem Huchlą, Józefą Huchlową i Zdzisławem Wierzbickim).


Przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2007)

W ostatnim czasie chorował. Przeszedł operację, potem chemioterapię. 7 grudnia 2018 roku dostałam od niego maila takiej treści:

„Wczoraj miałem kluczowe badania. Okazało się, że zostałem wyleczony, nie mam już raka! Oczywiście co jakiś czas będę kontrolowany, ale praktycznie jestem zdrowy. Nie mam też zakrzepicy, z czego również byłem leczony. To właściwie niewiarygodne. Przecież jeszcze nieco ponad pół roku temu byłem prawie umierający, w dodatku jeszcze ślepy… Cały czas jestem w euforii. Dziękuję za wszystkie modlitwy i słowa wsparcia, jakie otrzymałem od Was w  tym trudnym dla mnie czasie”.

Cały Romek, przecież wysłał tego maila do ogromnego grona przyjaciół. Tak, potrafił dziękować i dzielić się radością. Niestety choroba powróciła…

Romek był nadzwyczajny w swojej zwyczajności, skromności, życzliwości, pokorze. Z nienagannymi manierami. Gdy wysiadaliśmy z tramwaju zawsze wysiadał pierwszy i podawał mi rękę, jak prawdziwy dżentelmen. Był Przyjacielem, na którego pomoc zawsze można było liczyć.

Kto nie zna Romka nawet pewnie nie uwierzy, że po przebytym w dzieciństwie zapaleniu opon mózgowych miał porażenia spastyczne mięśni i mówił z trudem. Pokonywał te ograniczenia z podziwu godnym heroizmem. I z wielką pokorą.

Msza św. w kościele pw. św. Wawrzyńca rozpoczynająca uroczystości pogrzebowe na cmentarzu parafialnym przy ul. Bujwida; na zdjęciu od prawej strony wojewoda dolnośląski Paweł Hreniak i premier Mateusz Morawiecki

Żył skromnie. Nie dbał o zaszczyty, ani o dobra materialne. Na jego pogrzebie były tłumy ludzi, chyba cały patriotyczny Wrocław i wielu gości z kraju i zagranicy. Został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, w pogrzebie uczestniczył premier Mateusz Morawiecki, przedstawiciel Prezydenta, marszałek senior Kornel Morawiecki, wojewoda Paweł Hreniak, który zapewnił asystę wojskową, liczne poczty sztandarowe organizacji niepodległościowych. Żegnały Go wojskowe salwy. Żył i pracował jak szeregowiec, żegnany był jak generał. Spoczywaj w pokoju Romku, niech dobry Bóg przyjmie Cię do Swojego Królestwa.

Grób Romka Lazarowicza utonął w kwiatach, wśród wiązanek wieniec od Prezydenta Andrzeja Dudy, od premiera Mateusza Morawieckiego, od Instytutu Pamięci Narodowej i ten najbardziej wzruszający od żony z napisem na szarfie: „Romusiowi od Helenki”

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

10 komentarzy

  1. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Pod moim postem na Facebooku, w którym zapowiadałam ten tekst, wywiązała się ciekawa dyskusja. Pozwalam ją sobie tu przytoczyć.

    Ludwik Turko
    Bardzo ładny, ciekawy i pouczający tekst. Jak mało czasami wiemy o ludziach, których niby to znamy, ale tylko powierzchownie, tylko z pozorów. Znałem Romka, spotykaliśmy się wielokrotnie przy różnych okazjach, ale tylko przelotnie. Jedyne co mi z tych spotkań utkwiło, to Jego związki z Solidarnością Walczące i porażenie mięśniowe. Aż wstyd … Żałuję, że nie wiedziałem też o Jego śmierci. Ale to chyba dlatego, że po dłuższej nieobecności do Wrocławia wróciłem dopiero niespełna tydzień temu. Dobrze, ze napisałyście ten tekst wspomnieniowy. To zostaje…

    Gabriel Lawit
    Bardzo ciekawe wspomnienia o ciekawym człowieku. Niestety nie dane mi było go poznać, chociaż innych bohaterów opowieści znam.
    Jedyna refleksja, dość smutna zresztą, jest taka. Gość żył skromnie, pracował z poświęceniem – ale nie wygląda na to, aby jakoś został za to jakoś nagrodzony. W odróżnieniu od innych „bohaterów” tej opowieści. Ale gdy zmarł, to ordery pośmiertne, flagi, poczty sztandarowe, salwy honorowe. Typowy polski pic na wodę i bicie piany.
    I jaki morał? Szanujmy się, póki żyjemy. Bo pośmiertne ordery i salwy nad grobem już nam nic nie dadzą.

    Krzysztof Grzelczyk
    Romek za życia został odznaczony Krzyżem Oficerskim OOP, o czym w tekście jest mowa. Pośmiertnie otrzymał ten sam order, ale wyższej klasy. A salwy nad grobem to piękna tradycja. W tej formie żegna się nielicznych. Trudno oddawać salwy za życia.

    Gabriel Lawit
    Ha ha. Niekiedy salwy za życia właśnie kończą życie. Ale najlepsze salwy to salwy śmiechu.
    Czy te salwy nie są czasem pożegnaniem wojskowych? Pan Romek ł prawda w Solidarności Walczącej – ale chyba wojskowym nie był. Bohaterem pewnie tez nie, podobnie jak ci wszyscy inteligenci bawiący się w konspiracje. Bohaterkami były ich zony. Ale im jakoś nikt nie oddaje salw.
    Właściwie, należałoby pytać zmarłych, jaki pogrzeb sobie życzą.

    Maria Wanke-Jerie
    Romek Lazarowicz oddał hołd bohaterskim paniom w stanie wojennym w tekście „Fajterki”
    https://wszystkoconajwazniejsze.pl/romuald-lazarowicz-fajterki-w-holdzie-paniom-podziemnym/?fbclid=IwAR3v_VmtXnzj-OCfZIRUnR2089q9TDV-Z8bFAV7dNTbMZPescnuhb5BrRbU

    Gabriel Lawit
    Faktycznie, dostał order od Lecha, nawet zdjęcie jest.

    Grazyna Sznajd
    Nie znałam Pana Romka, natomiast znałam Jego rodziców. Nasi ojcowie pracowali razem, natomiast przesympatyczna Pani Lazarowicz była przez lata moją dentystką. Jaki ten świat jest mały.

    Jarosław Hyk
    Pamiętam Romka takiego jak na tej fotografii. Pogodnego, życzliwego, powściągliwego, skromnego i cichego, a jednocześnie niesamowicie zaangażowanego i pracowitego. Wielki żal. Stanowczo za wcześnie nas opuścił.

  2. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Ad vocem
    Odpowiadam Gabrielowi Ławitowi. Zgodę na asystę wojskową zawsze wyraża rodzina (zmarłego za życia raczej nikt nie pyta). W tym wypadku wojewoda Paweł Hreniak zwrócił się do żony Romka, Helenki, a ona tej zgody udzieliła.

  3. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Gdy w drodze nad morze w piątek 2 sierpnia zajrzałam rano do Twittera, wpis @IgorJanke z 8.41 (Właśnie dowiedziałem się, że zmarł Romuald Lazarowicz. Wspaniały, dzielny człowiek, działacz Solidarności Walczącej. Wydawca. Prawdziwy patriota i dobry człowiek. Zmagał się z przeciwnościami losu i służył dobrej sprawie. Jeden z bohaterów mojej „Twierdzy”. Romku, dziękuję) wbił mnie w samochodowy fotel, nie dowierzałam. Musiałam upewnić się, czy to prawda. Niestety, Igor Janke nie mylił się.
    Do dziś trudno mi w to uwierzyć. Był przez 30 lat tak blisko, niemal na zawołanie. Był taki czas, o czym pisze moja siostra, gdy bardzo ściśle współpracowaliśmy, gdy często rozmawialiśmy. To on łamał nasze książki o bohaterach „Solidarności”: Romanie Niegoszu, Janie Pawłowskim, Jerzym Surowcu, podziemnych radiowcach. Czasem zwracał uwagę na jakąś nieścisłość, coś korygował, poprawiał… To z jego inicjatywy z okazji 30. rocznicy powstania SW ukazała się monografia „Pro Memoria. Bohaterowie Solidarności Walczącej”, którą ja i moja siostra opracowałyśmy. To on zestawił nazwiska nieżyjących działaczy, sugerował z kim rozmawiać, gdzie szukać źródeł. Troszczył się o zachowanie pamięci o bohaterach podziemia.
    Też dostałam jego mejla, w którym dzielił się radością z całkowitego wyzdrowienia. Potem jeszcze nadeszły od niego życzenia na Boże Narodzenie i Wielkanoc… Jeszcze w maju rozesłał do przyjaciół prośbę o wsparcie w wyborach Andrzeja Kisielewicza… Wiedziałam, że trafił do szpitala latem tego roku, bo choroba wróciła, ale nic nie wskazywało na to, że z niego już nie wyjdzie. Taka jednak była wola Boża.
    Bardzo, bardzo Romka brakuje. Nie odezwie się już telefon, choć cały czas jego numer figuruje pod hasłem Romek. Nie przyjdzie już mejl, ani SMS…
    Może warto przytoczyć jego słowa, które napisał jako wstęp do książki „Pro Memoria…”:
    „W momencie śmierci kogoś bliskiego uderza człowieka świadomość niczym nie dającej się zapełnić pustki – powiedział kiedyś ks. Józef Tischner. Tak właśnie to czujemy, gdy wspominamy tak wielu naszych przyjaciół, towarzyszy wspólnej walki, którzy bezpowrotnie odeszli. Myślimy o nich z tęsknotą, wdzięcznością i wzruszeniem. Brak nam ich, świat jest uboższy o każdego z nich.
    W Solidarności Walczącej uczestniczyliśmy razem w wielkiej sprawie, dzieliliśmy marzenie o wolnej Polsce. Jej właśnie podporządkowaliśmy swoje życie, dla gotowi byliśmy poświęcić wolność osobistą.
    Publikując tę książkę, zawierającą biogramy sześćdziesięciu naszych zmarłych przyjaciół, z jednej strony chcemy wypełnić ciążący na nas obowiązek przypominania o ich służbie dla Polski, z drugiej zaś – stwarzamy sobie namiastkę ich obecności wśród nas. Będą z nami jeszcze choć trochę, przez tych parę stron…”
    Romeczku, bo tak zawsze do Ciebie mówiłam i pisałam, spoczywaj w pokoju, ogarniam Cię modlitwą.

  4. jerzy.pietraszko@gmail.com' Jerzy Pietraszko pisze:

    Romek rozpoczął naszą wojenną historię. Trwał w niej do końca. A po latach ocalił nas od zapomnienia. A szczegóły nadawałyby się na bardzo grubą książkę, na którą jak mało kto na świecie zasłużył.

  5. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Uzupełnieniem mojego tekstu o Romku są jego trzy artykuły, opublikowane na portalu http://www.wszystkoconajwazniejsze.pl

    „Dzięki pamięci o Dziadku od najmłodszych lat mieliśmy świadomość fałszu oficjalnego życia w PRL, a dochodzenie do prawdy zajmowało wielu ludziom czasem nawet kilkadziesiąt lat. Również nasze późniejsze losy, wybory wartości i postaw zostały niejako zdeterminowane jego postawą życiową i jego śmiercią” – napisał Romek Lazarowicz w tekście: Tęsknota za nieznanym dziadkiem
    https://wszystkoconajwazniejsze.pl/romuald-lazarowicz-tesknota-za-nieznanym-dziadkiem/
    To artykuł ukazujący jego rodzinne korzenie, bardzo przejmujący w swojej wymowie, nie tylko w warstwie faktów, ale i osobistych emocji.

    „Solidarność Walcząca była nie tylko sprawnie działającą organizacją, ale i pewnym ideałem społecznym” – napisał w kolejnym artykule Niezłomni. Rzecz o Solidarności Walczącej.
    https://wszystkoconajwazniejsze.pl/romuald-lazarowicz-niezlomni-rzecz-o-solidarnosci-walczacej/
    Był tej organizacji ważnym filarem i – jak powiedział Kornel Morawiecki podczas uroczystości pogrzebowych – najbardziej pracowitym spośród jej członków.

    Romek był szarmancki wobec kobiet, co przejawiało się nie tylko w nienagannych manierach i takiej trochę przedwojennej galanterii wobec dam, ale przede wszystkim w tym, jak bardzo cenił kobiety, ich odwagę i zaangażowanie. Najlepiej oddaje to tekst Fajterki. W hołdzie paniom podziemnym
    https://wszystkoconajwazniejsze.pl/romuald-lazarowicz-fajterki-w-holdzie-paniom-podziemnym/

  6. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Pod zapowiedzią tekstu „Romek” na Twitterze pojawiły się komentarze. Przytaczam je w oryginalnym brzmieniu:

    Krzysiek Kała @KalaKrzysiek
    Historia to historie ludzi. Najlepiej smakują, gdy opowiadane z bliska…

    grazyna53 @grazyna1953
    Jak piękna postać Dobry Jezu

    Gutab @BatugWojciech
    Piękna opowieść. W ten sposób u schyłku i po upadku komuny tworzyły się nowe elity. Arystokracja intelektu. Powrót do źródeł. Zakorzenienie. Requiescat in pace.

    Rafal Kubara‏ @2003Rafal
    Piękne opowiadanie o wspaniałym człowieku

    Igor Janke‏ @IgorJanke
    Miałem zaszczyt poznać Romka Lazarowicza. Poświęciłem mu rozdział w „Twierdzy”. Pomagał mi ze zdjęciami do książki. Wspaniały, pracowity, twardy a zarazem cichy i skromny bohater naszej wolności.

    Stefan Sękowski‏ @sekowskis
    Piękne wspomnienie. Romuald Lazarowicz pomagał mi jako redaktor stawiać pierwsze publicystyczne kroki w „Opcji na Prawo”. Puścił kiedyś mój „anarchistyczny” tekst ilustrując go zdjęciem kombatantów. Doceniam polemiczną ironię 😉

  7. kkunert@poczta.onet.pl' Krzysztof Kunert pisze:

    Śp. Romka Lazarowicza poznałem dobre 15 lat temu. Składał wtedy Nowe Życie dla śp. ks. prof. Niteckiego, któremu pomagałem redagować pismo. Pamiętam jak się zaskoczył gdy otrzymał kilka stron poprawek do pierwszego wspólnie robionego numeru 🙂 Tamtą wymianę e-maili między nami mam do dziś. Szybko ułożyła się nam bardzo dobra współpraca. Niejako przy okazji, podrzucając różne historyczne teksty, Romek wciągał mnie w alternatywną opowieść o powojennej Polsce, także powojennym Wrocławiu. W tą opowieść wpisuje się ostatni wywiad, którego mi udzielił ok. miesiąc temu. To rozmowa o jego bliskich: Ojcu, Dziadku, Babci, Żonie, Mamie, Rodzeństwu, Rodzinie. O Polsce. Dziś te treści czytam inaczej, głębiej, wracam do nich. A Romek? Z pewnością dołączył do tych, za którymi bardzo tęsknił. Niech dobry Bóg ma Go w swojej opiece.

  8. elzbieta314@gmail.com' Elżbieta Zborowska pisze:

    Z tekstu i wszelkiego rodzaju komentarze wyłonił się przepiękny portret Człowieka, niezwykłej osobowości – choć pewnie bardzo skromnej osoby. Choć go nie znałam, to z wielkim zaciekawieniem przeczytałam zamieszczone powyżej wspomnienie i wszystkie komentarze. Niech spoczywa w pokoju.

  9. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dziękuję za zainteresowanie, wszystkie komentarze i dyskusję, która głównie prowadzona była na Facebooku (przytoczyła ją moją siostra, wpisując kolejne posty, które pojawiły się pod jej zapowiedzią tego tekstu) i Twitterze. Artykuł o Romku Lazarowiczu został przyjęty ciepło, zapowiedzi tekstu otrzymały wiele polubień i retweetów. Bardzo mnie to cieszy, bo Romek to Człowiek wyjątkowy, wzór cnót tak dziś potrzebnych: odwagi połączonej z roztropnością, niezłomności, którą łączył z życzliwością dla ludzi i niewiarygodną wręcz pracowitością, patriotyzmu, który rozumiał jako poświęcenie dla Ojczyzny, zarówno wówczas, gdy trzeba było walczyć o jej niepodległość, jak i wtedy, gdy dla niepodległej już Polski trzeba było oddać swój czas, zdolności i pracę. To Człowiek z ogromnym poczuciem humoru i dystansem do siebie. Wszechstronnie uzdolniony i bardzo pracowity. Bardzo Go brakuje.

  10. malasek1@wp.pl' ma pisze:

    Dziękuję za ten wpis. Pozdrawiam. Czytając o Romku – popłakałem się.

Pozostaw odpowiedź Małgorzata Wanke-Jakubowska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *