Rodzicom na początek roku szkolnego

szkola

Początek roku szkolnego to czas, gdy wiele mówi się o szkole, edukacji, programach nauczania, nauczycielach… Pamiętamy o dzieciach i młodzieży, którym życzymy powodzenia, ale chyba nikt nie wspomina o rodzicach, jak ważną rolę odgrywają. Niedocenianą, także przez nich samych.

 Po kilkunastu latach pracy na uniwersytecie, gdzie jako nauczyciel akademicki miałam kontakt wyłącznie ze studentami, a więc osobami przynajmniej teoretycznie dorosłymi, na rok trafiłam do szkoły i to szkoły podstawowej. Uczyłam dzieci matematyki. Matematyka to przedmiot, w którym subiektywizm oceny jest chyba minimalny, łatwo o takie kryteria oceny, że nie budzą one wątpliwości. Wtedy to po raz pierwszy zetknęłam się z postawą rodziców, którą określiłam jako roszczeniową. Ten eufemizm łagodził szok, jakiego doznałam, nie zdawałam sobie bowiem sprawy, że rodzicom może zależeć bardziej na ocenie niż na faktycznych umiejętnościach swoich dzieci. Zrozumiałam wówczas, że rodzice, ich nastawienie, które przekazują dzieciom, to ważny, najczęściej pomijany aspekt kształcenia.

Przywołam jeszcze jeden przykład, tym razem dotyczący mojego młodszego syna Wojtka. Był wówczas uczniem drugiej klasy szkoły podstawowej, a więc jeszcze małym dzieckiem, zaledwie ośmioletnim. Jest niedziela i dzień moich imienin. Zajęta przygotowaniami na wieczorną wizytę znajomych nawet nie sprawdziłam czy dzieci odrobiły lekcje. Zwykle o tym same pamiętały. Ale też zawsze uczestniczyły w przyjęciu. Gdy o dziewiątej wieczorem Wojtusiowi już zamykały oczy i kazałam mu iść spać, okazało się, że jeszcze nie odrobił wszystkich lekcji.

– Mamusiu, mam z polskiego ułożyć zdania z pięcioma wyrazami. Napiszesz mi i zbudzisz mnie pół godziny wcześniej, a ja to rano przepiszę. Dobrze? – prosił sennym głosem.

– Nie, nie napiszę – odpowiedziałam stanowczo.

– To ja jutro dostane dwóję – prawie się rozpłakał.

– To dostaniesz. Będziesz na przyszłość pamiętał – nie ustępowałam, choć ściskało mnie za gardło, bo Wojtuś rozszlochał się na dobre.

Gdy następnego dnia wrócił ze szkoły z dwóją wyglądał jak zbity pies. Już łagodniejszym tonem wyjaśniłam mu, że byłoby to oszustwo, gdybym za niego odrobiła lekcje. Nie gniewałam się, ale prosiłam, żeby było to lekcją na przyszłość. Było. Nigdy więcej nie pojawił się taki problem. Dwója za nieodrobione zadanie, pomyślana jako instrument nauczenia odpowiedzialności, zadziała. Dziś jeszcze, po wielu latach, czuję ten skurcz serca i „kluskę” w gardle, gdy sobie przypominam ten incydent. Bo mojego małego Wojtusia było mi bardzo, bardzo żal, ale zdawałam sobie sprawę, że nie mogę postąpić inaczej, bo byłby to wielki błąd wychowawczy. Jak w każdym innym obszarze, to, co przynosi efekty w dłuższej perspektywie, nie jest łatwe. Stawianie wymagań, konsekwencja w ich egzekwowaniu, nie wyklucza czułości, którą można i trzeba okazywać dziecku, które powinno wiedzieć, że to dla jego dobra.

ściąganie

Jak wielu rodziców popełnia na co dzień taki błąd, odrabiając za dziecko zadania, pisząc fikcyjne usprawiedliwienia, wykłócając się z nauczycielem o stopnie, pobłażając, gdy korzystają z tzw. ściąg lub tolerując inne niedozwolone formy pomocy, które umożliwia w coraz większym zakresie rozwój elektroniki? Na krótką metę schlebia to rodzicielskiej próżności, bo dziecko przynosi dobre oceny, jest chwalone. Deformuje to jednak jego charakter, rozmywa obowiązujące normy, uczy chodzenia „na skróty”. Nie można też zapominać, że istnieje ścisła korelacja między przyzwoleniem na ściąganie a poziomem korupcji w danym kraju. Pamiętajmy o tym w dniu rozpoczęcia nauki. Charakter człowieka formowany jest przede wszystkim w pierwszych latach życia pod wpływem wychowania i relacji z rodzicami oraz najbliższym otoczeniem. Kochajmy dzieci, ucząc ich odpowiedzialności i uczciwości. Bo takie będą Rzeczpospolite, jak jej młodzieży chowanie.

 

Istnieje ścisła korelacja między przyzwoleniem na ściąganie a poziomem korupcji w danym kraju. Pamiętajmy o tym w dniu rozpoczęcia nauki. Charakter człowieka formowany jest przede wszystkim w pierwszych latach życia pod wpływem wychowania i relacji z rodzicami oraz najbliższym otoczeniem. Kochajmy dzieci, ucząc ich odpowiedzialności i uczciwości. Bo takie będą Rzeczpospolite, jak jej młodzieży chowanie.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

11 komentarzy

  1. garagula@wp.pl' G. pisze:

    Mądra mama. Świetny tekst. Szkoda, że nie znałam go, gdy moje dzieci były małe

  2. zlgrodzcy4@gmail.com' Podlasianka pisze:

    Pani Profesor jak zwykle w punkt. Ode mnie jeszcze jeden mały kamyczek do ogródka rodziców. Ze smutkiem obserwuję sytuację w swojej dalszej rodzinie, gdy 12-latka, wzorowa uczennica, laureatka różnych konkursów, jest zmuszana do podejmowania coraz to nowych wyzwań przez swoją mamę (w klasie V uczestniczyła w 4 konkursach przedmiotowych, Kanagurze, konkursie plastycznym, poezji, piosenki). Mama w młodości z problemami ukończyła LO (wagary) i licencjat na prywatnej uczelni. Z bólem obserwuję, jak jest zabijana w tym dziecku wrodzona ciekawość świata, jak wielka jest presja na wynik, najwyższe oceny ze sprawdzianów i lokaty w konkursach. Wakacje służą do przygotowania się do kolejnych aktywności. Mam już dorosłe dzieci i też nie uniknęłam błędów, starałam się być jednak wsparciem dla swoich córek a nie bezwzględnym egzekutorem osiągnięć. Szans nie należy marnować, talenty trzeba rozwijać, nie zapominając jednak o progu możliwości swojej pociechy.

    • alokazja@poczta.fm' Alo pisze:

      Ciśnienie na osiągnięcia stwarza dzisiaj przede wszystkim szkoła niestety. Od konkursów i konkursików się w roku szkolnym aż roi. Od uczestnictwa w konkursach zależą zarówno oceny jak i zachowanie na świadectwie. Sama szkoła często wymusza np. odrabianie zadań za dzieci. Bo np. klasa bierze udział w konkursie na najdłuższy łańcuch choinkowy i pani każe dziecku z drugiej klasie pociąć w drugiej klasie i pozszywać dwie kartki a4. I tak przez dwa tygodnie. Wiadomo, ze rodzice przynajmniej dziecku pomogą żeby po nocach nie siedziało … jak szkoła nie zwolni w pogoni za nagrodami w konkursach i wynikami na końcowych egzaminach to nic się nie zmieni

  3. mariarozycka@wp.pl' Maria pisze:

    Dziękuję za bardzo trafne i ważne rady dla rodziców, tym cenniejsze, że podparte własnym doświadczeniem. Bardzo mądra postawa Pani jako rodzica ośmiolatka – nie wyręczać, nie chronić przed konsekwencjami, uczyć odpowiedzialności za swoje decyzje i czyny, powstrzymując chwilowo to, do czego kusi matczyne serce! Mądrą Mamę ma Pan Wojciech!
    Do powyższych rad pozwolę sobie dodać jedną od siebie: Rodzice, nigdy nie podważajcie autorytetu nauczyciela w oczach swoich dzieci!
    A odnosząc się do komentarza powyżej – podpisuję się pod tym, co napisała p. Podlasianka! Myślę że to takie trochę błędne koło – system szkolnictwa jest taki a nie inny, współczesna szkoła to jedna wielka presja na wynik, na ocenę, na punkty z testów… Nic dziwnego, że rodzice (niektórzy, bo wiem, że nie wszyscy) w to błędne koło wpadają i swoje dzieci w to wciągają… Marzy mi się szkoła, która ze zdobywaniem wiedzy na równi stawia wychowanie, kształcenie cnót, sumienia i charakteru, a cel upatruje w nauczeniu myślenia i stosowania zdobytej wiedzy, a nie, w pierwszej kolejności, w punktach i średniej ocen… Wiem, że takie szkoły są. I wiem, że są tacy Nauczyciele, przez duże „N”, którzy tak do pracy podchodzą….
    Wszystkim uczniom, którzy dziś rozpoczęli naukę, życzę mądrych Rodziców i mądrych Nauczycieli!

  4. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Wychowanie dzieci- temat bardzo dla ważny dla każdego rodzica, ważny dla przyszłości społeczeństwa. Będąc rodzicami nie możemy powiedzieć : „po nas choćby potop”, wychowując dzieci kształtujemy je, wpływamy na ich los i ponosimy pewną część odpowiedzialności za przyszłość świata. Dobrze, że podejmuje po raz kolejny Pani kwestię wpajania dzieciom i młodzieży uczciwości. Moja obserwacja – nie jest z tym dobrze. Przepraszam, że idę trochę na skróty ale pozwolę sobie przytoczyć mój komentarz zamieszczony pod tekstem „Kilka uwag o wychowaniu”:
    Zgadzam się z tym co Pani napisała w powyższym tekscie i jestem pełen szacunku dla Pani i Pani rodziców. Pozwolę sobie jednak na kilka uwag i moich refleksji. Przedstawiła Pani na przykładzie własnej rodziny podstawowe zasady wychowania dzieci na ludzi prawych, uczciwych, rzetelnych i zdolnych do empatii. Wydawać się może taki cel wychowawczy przyświecać powinien wszystkim rodzicom, zwłaszcza tym, którzy wyznają wartości chrześcijańskie, wierzą w Boga i wieczną nagrodę lub karę za ludzkie czyny. Jakże często jednak rodzice, nieświadomie lub całkiem celowo, nastawiają swoje dzieci przede wszystkim na to by „ umiały radzić sobie w życiu” – rozpychać się łokciami, kombinować, wyłgiwać się od odpowiedzialności. Rodzice od najmłodszych lat okłamują swoje dzieci, potem złoszczą się bardzo, gdy te zaczynają okłamywać ich. Jednocześnie nie piętnują oszustwa np. w szkole. Wychowywać skutecznie można tylko własnym przykładem
    Trudno o dobre wzorce wychowawcze w tzw. kulturze masowej gdy np. bardzo popularny serial „Rodzinka.pl” można podsumować jako zapis ciągłego wzajemnego manipulowania i oszukiwania. W serialowej rzeczywistości jest to bardzo zabawne i nie przynosi żadnych poważnych konsekwencji.
    Przemoc , brutalność w Internecie , filmach, grach, wiadomościach ze świata, szkole. Ze wszą sączący się przekaz, że wygrywają ludzie cwani i bezwzględni. Ucieczka ze świata realnego w wirtualny – kuzynka nauczycielka opowiada, że kiedyś w autobusie wiozącym dzieci na wycieczkę panował radosny gwar i zamęt, dziś już nikogo nie trzeba uciszać , bo wszyscy zatopieni w swoich smart fonach i tabletach. Czy rośnie nam pokolenie aspołecznych egoistów, czy gorzej – ludzi brutalnych i pozbawionych skrupułów i nawet zdolności do współczucia?
    Jeśli zaniedbamy wychowanie naszych dzieci, nie oprzemy go na odpowiednich wartościach, nie nauczymy wybierać dobra i prawdy to nie tylko zaszkodzimy samym sobie – bo dzieci pewnie nam się „ odwdzięczą”. Jestem przekonany, że wbrew temu co się wydaje wyrządzimy krzywdę im samym.
    „Fabryka małp, fabryka psów
    Rezerwat dzikich stworzeń
    Zajadłych tak, że nawet Bóg
    I Bóg im nie pomoże”
    To słowa starej już piosenki Lady Punk . Od tego jak będziemy wychowywać nasze dzieci zależy czy ta wizja nie spełni się w stopniu dużo większym niż obecnie.
    Dziękuję Pani za podjęcie tego tematu i zapraszam do dyskusji.

    • mariarozycka@wp.pl' Maria pisze:

      Dziękuję Panu za mądre i trafne myśli o wychowaniu. Zgadzam się i podpisuję się pod wszystkim! To, co Pan napisał o konsekwencjach zaniedbania w wychowaniu dzieci (że dzieci nam się „odwdzięczą”), miałam m.in. na myśli, pisząc o podważaniu przez rodziców autorytetu nauczycieli w oczach dziecka… To za chwilę wróci, jak bumerang… I już nie rodzic będzie niszczył czyjś autorytet, tylko autorytet rodzica runie jak domek z kart, bo dziecko nie zostało nauczone, że trzeba go szanować….

  5. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Dwie kuzynki.Agnieszka uczy matematyki w Londynie.Ma szkolenia by nie uszkodzić sobie głosu.Ela nauczanie początkowe w Warszawie.Dzieci „wchodzą na głowe”,za każdą uwagę rodzice mają pretensje.Stosunek rodziców roszczeniowy.Wychowywanie to obowiązek rodziców.Kiedyś kulturę,moralność i religie wynosiło się z domu.Teraz wszystko odwrócone.Dowodem pretensje rodziców do nauczycieli o to o co sami powinni zadbać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *