Przywileje

Głośno się w pewnym momencie zrobiło na temat odprawy emerytalnej, która wpłynęła na konto Jarosława Kaczyńskiego. To – zgodnie z przepisami (art. 25 p. 3a ust.1 oraz art. 38 p 1  Ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora* [LINK]) – trzykrotność miesięcznego uposażenia posła, a więc ok. 30 tys. zł. Jak sprawdziłam w oświadczeniach majątkowych, parlamentarzyści, którzy osiągnęli wiek emerytalny i nabyli prawo do otrzymywania emerytury, z tego prawa skorzystali (odprawa jest automatyczną tego konsekwencją). Wszyscy bez wyjątku posłowie i senatorowie. A takie uprzywilejowane, zwiększone odprawy emerytalne pobierają nie tylko politycy. Zresztą różnych przywilejów jest więcej.

Zgodnie z art. 92 p. 1 kodeksu pracy, pracownikowi spełniającemu warunki uprawniające do emerytury, przysługuje odprawa pieniężna. Przepisy jasno określają, że wysokość takiej odprawy jest równa miesięcznej pensji, a odprawa emerytalna jest świadczeniem jednorazowym. Inną sprawą jest jednak sytuacja, kiedy w momencie przejścia na emeryturę pracownik pracuje u kilku pracodawców. W takim przypadku odprawa należy się od każdego z nich na takich zasadach jak przy zatrudnieniu u jednego pracodawcy, czyli jednorazowo. Pracownik nie musi składać żadnego wniosku w tej sprawie, bowiem wypłata pracownikowi odprawy emerytalnej jest obowiązkiem pracodawcy. Jeśli nie wywiąże się on z tego obowiązku, grozi mu za to kara grzywny.

Są grupy zawodowe, które otrzymują odprawy w wyższej wysokości niż inni pracownicy. Należą do nich m.in. nauczyciele. Karta nauczyciela gwarantuje odprawę uzależnioną od stażu pracy w zawodzie, przy stażu poniżej 20 lat  – odprawa jest w wysokości dwumiesięcznego wynagrodzenia, gdy staż przekracza 20 lat – jest ona trzykrotnością miesięcznej pensji.

Odprawy emerytalne w wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia otrzymują pracownicy wszystkich szkół wyższych, publicznych i niepublicznych. I to nie tylko nauczyciele akademiccy, ale wszyscy zatrudnieni w uczelni. Wynika to z kolei z Prawa o szkolnictwie wyższym.

Uprzywilejowani są również pracownicy i urzędnicy służby cywilnej. Oni, na mocy Ustawy o służbie cywilnej, w przypadku stażu pracy wynoszącego mniej niż dwadzieścia lat mogą liczyć na odprawę emerytalną w wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia. Gdy pracują dłużej, to ich odprawa emerytalna wynosi sześć miesięcznych pensji.

Inną uprzywilejowaną grupą zawodową są urzędnicy państwowi i samorządowi. Wysokość ich odprawy też zależy od stażu pracy: przy stażu powyżej dziesięciu lat przysługuje dwumiesięczne wynagrodzenie, gdy staż pracy jest większy niż 15, ale mniejszy niż 20 lat – trzymiesięczne, a powyżej 20 lat – sześciomiesięczne pobory.

A przy okazji, po odebraniu odprawy emerytalnej i zwolnieniu się z pracy na jeden dzień, można pracować nadal, biorąc pensję (z jednego lub więcej etatów) i emeryturę też. Przy powtórnym odejściu z pracy odprawa już nie przysługuje.

Tak więc posłowie nie należą do najbardziej uprzywilejowanych grup zawodowych.

Pracownicy jednostek budżetowych mogą też liczyć na inne, niestosowane w pozostałych sektorach rynku pracy przywileje. Jednym z nich jest nagroda jubileuszowa.

Przepisy regulujące zatrudnienie w sferze budżetowej przewidują taką nagrodę jako obligatoryjny składnik wynagrodzenia za pracę. Jest więc to świadczenie powszechne dla pracowników budżetówki. I tylko budżetówki. Nagroda jubileuszowa nie jest uzależniona od jakości i efektów pracy, należy się każdemu.  Nie ważne jak pracuje, byle odpowiednio długo.

Nagroda jubileuszowa wynosi:

– po 20 latach pracy – 75 proc. wynagrodzenia miesięcznego ze wszystkimi dodatkami funkcyjnymi i premiami,

– po 25 latach pracy – 100 proc. wynagrodzenia miesięcznego ze wszystkimi dodatkami funkcyjnymi i premiami,

– po 30 latach pracy – 150 proc. wynagrodzenia miesięcznego ze wszystkimi dodatkami funkcyjnymi i premiami,

– po 35 latach pracy – 200 proc. wynagrodzenia miesięcznego ze wszystkimi dodatkami funkcyjnymi i premiami.

I na tym koniec, ale nie dla wszystkich pracowników jednostek budżetowych. Wśród uprzywilejowanych, jakimi są pracownicy budżetówki, są uprzywilejowani jeszcze bardziej.

Nauczyciele po 40 latach pracy otrzymują nagrodę w wysokości 250 proc. wynagrodzenia z dodatkami i premiami.

Urzędnicy państwowi, pracownicy samorządowi i korpus służby cywilnej oraz pracownicy szkół wyższych (wszyscy, nie tylko nauczyciele akademiccy [LINK]) po 40 latach pracy otrzymują nagrodę jubileuszową w wysokości 300 proc. wynagrodzenia zasadniczego, a po 45 latach pracy – 400 proc. Też ze wszystkimi dodatkami i premiami.

Pamiętam taką sytuację, gdy rektor pewnej uczelni nakazał w dziale płac „naciągnąć” nieco swój staż pracy tak, aby termin wypłaty nagrody jubileuszowej przypadł w czasie kadencji rektorskiej. Gdyby– zgodnie z dokumentami – naliczono ją kilka miesięcy po zakończeniu kadencji, nagroda jubileuszowa w wysokości 400 proc. wynagrodzenia nie uwzględniałaby już funkcyjnego dodatku rektorskiego, a to kwota nie do pogardzenia.

Gdy prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu w trakcie prezydenckiej kadencji staż pracy uprawniał do nagrody jubileuszowej (wszak całe życie pracował w instytucjach finansowanych z budżetu państwa) też podniósł się wrzask, skąd taka nagroda. Bo wielokrotność uposażenia prezydenta, dodatkowo z wysługą lat to kwota niemała. Tyle że wypłacana na mocy ustawy bez udziału zainteresowanego.

Dodatek stażowy, zwany potocznie wysługą lat, to kolejny przywilej rzadko spotykany poza sferą budżetową. Przyznawany jest pracownikom, których staż pracy jest większy niż pięć lat (w przypadku nauczycieli cztery, co wynika z Karty Nauczyciela). A więc pracownik, który przepracował w budżetówce pięć lat, otrzymuje dodatek wysokości 5 proc. pensji. Z każdym rokiem dodatek wzrasta, osiągając po dwudziestu latach pracy maksymalną wysokość 20 proc. wynagrodzenia zasadniczego.

Kolejnym przywilejem przysługującym pracownikom jednostek budżetowych jest dodatkowe wynagrodzenie roczne, potocznie zwane „trzynastką”. Uprawnienie do świadczenia tego rodzaju dla tej właśnie grupy zatrudnionych wynika z ustawy z 12 grudnia 1997 roku (Dz. U. Nr 160, poz. 1080 z późn. zm.). Pracownik nabywa prawo do dodatkowego wynagrodzenia rocznego w pełnej wysokości po przepracowaniu u danego pracodawcy całego roku kalendarzowego. A więc, zgodnie z ustawą, wystarczy fakt przepracowania wymaganego okresu pracy u danego pracodawcy, aby pracownik uzyskał uprawnienie do „trzynastki” w pełnym wymiarze.

Ustawa o dodatkowym wynagrodzeniu rocznym nie ma zastosowania do osób, o których mowa w art. 2 ustawy o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe (takich jak Prezydent, Marszałek Sejmu, Senatu, Premier, Prezes Trybunału Konstytucyjnego, Prezes NIK, Rzecznik Praw Obywatelskich), którym w ogóle nie wypłaca się tego typu świadczeń, a także do żołnierzy i funkcjonariuszy służb państwowych (m.in. policjantów i strażaków), którzy na podstawie przepisów regulujących ich stosunki służbowe otrzymują dodatkowe uposażenia roczne lub nagrody roczne, stanowiące odpowiednik „trzynastki” pracowników cywilnych. Trzynastego wynagrodzenia nie otrzymują także posłowie i senatorowie.

Przepisy ustawy o dodatkowym wynagrodzeniu rocznym nie mają zastosowania do pracowników poza sferą budżetową.

Nazbierało się więc różnych, ustawowo zagwarantowanych przywilejów dla licznych grup pracowników sfery budżetowej, co w skali kraju oznacza ogromne wydatki budżetu państwa.

Czy te przywileje są zasadne? Mam wrażenie, że nie. Większość z nich uchwalono przed 1989 rokiem i były one jakąś formą przekupywania różnych grup zawodowych. Trudno mi sobie jednak wyobrazić, by można się było z nich dziś wycofać. Np. zlikwidować uprzywilejowane, zwiększone odprawy emerytalne, obligatoryjne nagrody jubileuszowe, dodatki stażowe czy też „trzynastki”. Wytykanie przywilejów tylko posłom, którym notabene nie wszystkie one przysługują, a pomijanie innych grup zawodowych, które z nich korzystają, jest wyrazem niezrozumienia bądź niewiedzy. Albo złej woli.

* Art. 25 Uposażenie posłów i senatorów
3a. Posłowi lub senatorowi uprawnionemu do emerytury na podstawie:
1) ustawy z dnia 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (Dz. U. z 2016 r. poz. 887) lub ustawy z dnia 20 grudnia 1990 r. o ubezpieczeniu społecznym rolników (Dz. U. z 2016 r. poz. 277), który osiągnął wiek emerytalny wynoszący 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn,
Art. 38 Odprawa przy przejściu na emeryturę lub rentę
  1. Posłowi i senatorowi, który w trakcie sprawowania mandatu lub w ciągu dwunastu miesięcy po jego wygaśnięciu albo dwóch lat od zakończenia korzystania z urlopu bezpłatnego, o którym mowa w art. 29 urlop bezpłatny lub zwolnienie od pracy w celu wykonywania obowiązków i art. 30 ograniczenie możliwości wykonywania pracy w okresie sprawowania mandatu, przechodzi na emeryturę albo rentę, przysługuje jednorazowa odprawa w wysokości trzech uposażeń – przy przejściu na emeryturę oraz jednego uposażenia – przy przejściu na rentę.
  2. W razie zbiegu uprawnień, z różnych tytułów, do jednorazowej odprawy w związku z przejściem na emeryturę lub rentę, przysługuje odprawa wybrana przez uprawnionego.

 

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

11 komentarzy

  1. ewa.oczkowska64@gmail.com' Ewa pisze:

    Wspaniała analiza przepisów prawa pracy. Nigdy nie zazdroszczę ludziom wynagrodzenia,szczególnie tego wypracowanego ciężką i uczciwą pracą.Ale rzeczywiście w większości te przywileje przysługują jeszcze sprzed 1989 roku i są wypłacane bez względu na efekty pracy.Chciałoby się powiedzieć….,,czy się stoi ,czy się leży…..,,
    A najgorsze jest to,że ludzie korzystający z tych wszystkich przywilejów finansowych najgłośniej krzyczą jeśli takie pieniądze otrzymują inni i to Co którzy bardzo sumiennie zasłużyli na te wypłaty.
    Nigdy nie potrafiłam zrozumieć wrzasków dotyczących górników. Dla mnie powinni oni być bardzo dobrze opłacani.To samo dotyczy teraz odprawy Pana Prezesa Kaczyńskiego.
    Hipokryzja niektórych poraża.

  2. marian.landowski@gmail.com' ML pisze:

    Zabieranie już raz prawem przyznanych przywilejów jest nieuczciwe.
    Proszę sobie wyobrazić sytuację gdy Tobie/Wam zabiera się część co miesiąc otrzymywanych pieniędzy, pod byle pretekstem. O to bardzo łatwo przy ciągłych zmianach rządzących hunwejbinów. Zresztą przy inflacyjności pieniądza fiudacyjnego naprawdę warto szukać innej drogi wyrównywania dochodów, świadczeń – poprawy komfortu życia wszystkim. Taką drogą jest skracanie obowiązkowego czasu pracy do średniej chociaż OECD http://stats.oecd.org/Index.aspx?DatasetCode=ANHRS . Wiem, zaraz podniesie się sprzeciw wyżej sytuowanych pracowników nauki :-(. Jednak dobro ogółu jest chyba ważniejsze i mniej szkodzi niż żonglerka płacami.

    • Maria WANKE-JERIE pisze:

      Nie wiem dlaczego polemizuje Pan z tezą, której w tym tekście nie ma. Wręcz przeciwnie, jest tam powiedziane, że zabranie tych przywilejów jest raczej niemożliwe. Cytuję: Trudno mi sobie jednak wyobrazić, by można się było z nich dziś wycofać. Np. zlikwidować uprzywilejowane, zwiększone odprawy emerytalne, obligatoryjne nagrody jubileuszowe, dodatki stażowe czy też „trzynastki”.
      Głównym przesłaniem tego tekstu jest, jak zrozumiałam, to, że korzystanie z przywilejów płacowych sfery budżetowej przez posłów jest niektórym z nich (np. Jarosławowi Kaczyńskiemu) wytykane jako coś nagannego. Autorka dowodzi po pierwsze, że są to przywileje, z których korzystają wszyscy parlamentarzyści, a podrugie, że dotyczą one całej sfery budżetowej, a nawet wśród tej licznej grupy pracowników są uprzywilejowani bardziej niż posłowie. Niewiedzę na ten temat wykorzystuje się, by kontynuować nagonkę na rządzących, że to niby tacy pazerni są. Ale jak delikatnie wyrazi się krytyczną ocenę obecności tych przywilejów to podnosi się lament: „nie odbierać!” Nikt nie postuluje, żeby odbierać, ale konstatacja, że to relikt minionej epoki jest całkowicie uprawniona. Widać dla Pana ML, gdy korzystają z tych reliktów pracownicy budżetówki jest O.K., a gdy posłowie, zwłaszcza ugrupowania rządzącego to już nie. To i nielogiczne, i niesprawiedliwe.

      • m.porebska@interia.pl' Małgorzata Porębska pisze:

        Przywileje zależą od grupy zawodowej, której dotyczy, jej siły i rządów. Kiedyś pracownicy ochrony zdrowia mieli darmowe leki oraz prawo do korzystania ze świadczeń bez kolejki- to taka rekompensata do niskich zarobków. Darmowych leków dawno już nie ma, o premiach i trzynastych pensjach w szpitalu w którym pracuję nikt nie słyszał od prawie 20 lat.

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      „Zabieranie już raz prawem przyznanych przywilejów jest nieuczciwe. Proszę sobie wyobrazić sytuację gdy Tobie/Wam zabiera się część co miesiąc otrzymywanych pieniędzy, pod byle pretekstem”. Pozwolę sobie odnieść się do tych słów.

      Nie mogę się z tym zgodzić, że raz przyznane grupowe przywileje są nieodwoływalne. Natomiast z całą pewnością likwidacja każdego, nawet najbardziej nonsensownego i niesprawiedliwego przywileju jest zawsze bardzo trudna. Dlatego każda władza unika jej jak ognia, bojąc się protestów, które – jak obserwujemy – szaleją we Francji, a niedawno trawiły Grecję.

      Za czasów komunizmu każdy miał zagwarantowane prawo do pracy, wczasów pracowniczych i innych zdobyczy socjalnych, także tych przywilejów, o których tu piszę. Gospodarka wolnorynkowa zmieniła wszystko. Ludzie tracili pracę, a co za tym idzie także przywileje. Poznawali smak bezrobocia, a – o ile się udało – zatrudnienia w prywatnych firmach, w których nie było wysługi lat, „trzynastek”, nagród jubileuszowych, ani odpraw emerytalnych większych niż jedna miesięczna pensja. Teraz sektor prywatny jest większy niż publiczny i to on wypracowuje pieniądze, z których jednostki budżetowe są opłacane. Mam przekonanie, że przywileje dla budżetówki są społecznie niesprawiedliwe, ale dobrze wiem, że są bardzo trudne do zlikwidowania. Dlatego, krytykując, wcale tego nie postuluję.

      A tak dla przykładu zabierania przywilejów. Do niedawna osoby przechodzące na emeryturę miały naliczane uposażenie emerytalne nie od uzbieranych przez okres pracy składek, tylko od dziesięciu kolejnych, najlepszych lat. Były one ok. 30 proc. wyższe niż obecne emerytury kapitałowe. I też zabrano ten przywilej, bo nie wystarczyłoby pieniędzy na emerytury. Zlikwidowano wcześniejsze emerytury dla kobiet (co też było przywilejem) i podniesiono wiek emerytalny. Obecnie wrócono do poprzedniego, ale wcześniejszych emerytur już nie przywrócono. Można wyliczać i wyliczać.

      Przywileje służą realizacji polityki państwa i nie są przyznawane raz na zawsze.

  3. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Pytanie, czy wymienione w tekście przywileje są zasadne, jest – moim zdaniem – źle postawione. Raczej trzeba zapytać, czemu służą? Były zapewne tak pomyślane, aby gratyfikować doświadczenie (dodatek stażowy, nagrody jubileuszowe) i dawać na zakończenie pracy (dodatek emerytalny) coś w rodzaju ustawowego podziękowania. W czasie, gdy zarobki pracowników sfery budżetowej były znacząco niższe od dochodów w sektorze prywatnym, stnowiły one nie tylko rekompensatę, ale i zachętę do pozostania w pracy budżetowej. Warto uświadomić sobie, że najwyższe pensje są w spółkach skarbu państwa, a to nie prywatny biznes tylko państwowy. Stwierdzenie, że to prywatny sektor utrzymuje pracowników budżetówki jest nieprawdziwe i krzywdzące. Wszyscy płacą podatki, trudno też uznać, że np. praca sekretarki w KGHM jest bardziej społecznie użyteczna niż praca nauczyciela, lekarza, czy pielęgniarki. Tak moim zdaniem nie powinno się dzielić pracowników.

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Owszem, jestem zdecydowanie za niedzieleniem, czyli przeciw ustawowym przywilejom. Dlaczego np. portier na uczelni ma prawo do 400 proc. nagrody jubileuszowej, a nauczyciel tylko 250 proc. Dlaczego historyk w IPN ma odprawę emerytalną równą sześciu pensjom, a ten z uczelnianego instytutu tylko trzykrotność, zaś zwykły śmiertelnik – jedną pensję. To nie jest ani logiczne, ani sprawiedliwe.

  4. Szary zjadacz chleba lub też zwykły śmiertelnik często nie jest świadomy swoich praw! hierarchia społeczna niestety mocno dzieli społeczeństwo! Polityk powinien być sowicie wynagradzany pod Warunkiem przydatności do zawodu jaki wykonuje ..Przede wszystkim nie szkodzić społeczeństwu!

  5. zzwar@o2.pl' Zygmunt Warych pisze:

    Dwadzieścia cztery lata temu na wakacjach spotkałem się z Panią u której była znajoma z Francji. Pani przedstawiła ją jako dyrektorkę przedszkola, mówiąc, że ze względu na dochodowe stanowisko stać ją na bardzo wiele… Zbaraniałem!!! Zupełnie inaczej widziałem finansowo wówczas posadę dyrektora przedszkola w Polsce. Nie wiem jak to dzisiaj wygląda. Jednak prestiż dyrektora, burmistrza, czy ministra powinien być również poparty znacznymi zarobkami. Niekoniecznie w innej formie niż miesięczne dochody…

  6. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Pod zapowiedzią tego tekstu na Facebooku pojawiły się komentarze.
    Elżbieta Zborowska napisała:
    Wyraziła pani w pełni to co myślę na ten temat.Część sfery budżetowej jest tak niedofinansowana w porównaniu z korporacjami i sferą prywatna, ze zarówno trzynastki jak i nagrody jubileuszowe oraz odprawy emerytalne są potrzebne. Po trzydziestu latach pracy moja pensja nauczyciela mianowanego była niższa od zarobków jednego z synów, który pracował w prywatnej firmie kilka lat.Dzięki trzynastkom, czy nagrodom mogłam sfinansować trochę większe inwestycje domowe, zaś odprawa emerytalna to była największa kwota jaką w ciągu całej zarobkowej pracy otrzymałam i uważam że przez ponad 30 lat pracy jako nauczyciel na nią zasłużyłam. Uważam ze jeśli są takie przepisy o odprawach, trzynastkach i nagrodach to powinny zostać.
    Ewa Bożena Kuczyńska zamieściła następujący komentarz:
    Moim zdaniem bardzo zasadne bo zarobki w budżetówce sa wyjatkowo niskie. Te dodatki trochę wyrownują. Sformułowanie „za nic tylko staż”. Praca np. nauczyciela jest na tyle ciezka ze to nie jest za nic. Po drugie nauczyciele na początku maja wyjatkowo niskie pensje. Dopiero po wielu latach jak np. w moim przypadku po 30 jest to pensja w miarę do przeżycia, ale i tak znacznie poniżej średniej krajowej.

  7. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dziękuję za zainteresowanie tematem i ciekawą dyskusję, choć inne „gorące” sprawy, jak choćby protest rodziców dzieci niepełnosprawnych w Sejmie czy śmierć Alfiego Evansa odciągały uwagę. Oczywiście wymieniłam tu tylko niektóre przywileje z bardzo licznych, które zachowały się po czasach PRL, na co zwracano mi uwagę na Twitterze, m.in. wymieniając deputaty węglowe dla górników, czternastki itp. Nie wymieniałam tych stricte branżowych przywilejów, a skupiłam się na obowiązujących w całej sferze budżetowej.

    Jednym z głównych argumentów, które przewinęły się w kilku wypowiedziach, było stwierdzenie, że przywileje dla budżetówki wyrównują niskie płace, o wiele niższe niż sektorze prywatnym. Nie jest to prawdą. Średnia zarobków w budżetówce jest wyższa niż w sferze pozabudżetowej, a tak skonstruowane przywileje uprzywilejowują w tejże budżetówce najlepiej zarabiających, a zwłaszcza tych, którzy pracują na kilku etatach, co poza budżetówką w zasadzie nie jest praktykowane. Na przykład nagroda jubileuszowa (nawet 400 proc. wynagrodzenia miesięcznego) jest wypłacana z wszystkimi dodatkami funkcyjnymi (kadra kierownicza) i to w każdym miejscu pracy. Niezależnie od efektów pracy. Kto na tym najbardziej korzysta? Nie ci, którzy zarabiają mało, tylko wprost przeciwnie. Takie ustawowe, dodatkowe wypłaty, niepowiązane z jakością pracy, są typowym reliktem PRL-u. Zresztą tych pozostałości jest mnóstwo jeszcze w wielu dziedzinach, a najwięcej w mentalności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *