Przesłanie Jana Olszewskiego


Dla wszystkich, którzy w polityce szukali szlachetności, bezinteresowności i służby na rzecz dobra wspólnego, naturalnym punktem odniesienia był i zapewne pozostanie zmarły niedawno premier Jan Olszewski. Dziś jego słowa o tym, czym grozi zatrucie nienawiścią rodzinnego kraju, brzmią jeszcze mocniej niż wtedy, gdy zostały wypowiedziane.

Uroczystości pogrzebowe Jana Olszewskiego z długą listą nieobecnych, którzy nie tyle z kurtuazji, co ze względu na zwykłą przyzwoitość powinni tam być, pozbawiają złudzeń, że może dojść do jakiegokolwiek pojednania. Pojednanie wymaga wysiłku, a tu zabrakło nawet ludzkiego gestu. W polskiej tradycji istnieje szczególny szacunek dla majestatu śmierci, bo to ostatni moment dla wyrażenia wdzięczności, złożenia hołdu. Dlatego najbardziej brakowało na uroczystościach pogrzebowych tych, których Jan Olszewski odważnie bronił. Szczególnie raziła też nieobecność osób, dla których udział w uroczystościach pogrzebowych powinien być obowiązkiem – byłych prezydentów, premierów, marszałków i wicemarszałków Sejmu i Senatu, liderów opozycji. Z tego grona zjawili się nieliczni.

A więc wojna, dalej wojna na słowa i gesty, podsycanie nienawiści. Szczególnie bolesne jest, że to nieprzyzwoite zachowanie dotknęło Człowieka tak dobrego, tak zasłużonego i tak bardzo świadomego tego, czym jest sianie nienawiści.

Sięgnęłam do mowy końcowej mecenasa Jana Olszewskiego wygłoszonej podczas procesu zabójców księdza Jerzego Popiełuszki. Wybitna mowa, niesłychanie odważna, ale jej zakończenie po prostu wbija w fotel.

Jan Olszewski: „Zostali oszukani po stokroć gorzej, bo własnymi rękami, w obcym interesie, mogli poprzez swój czyn zatruć nienawiścią swój rodzinny kraj”

„Ta krew miała więc uruchomić wznoszącą się spiralę represji i oporu. Mechanizm wzajemnego terroru miał zostać wprowadzony w ruch zapalnikiem tej zbrodni. Zgadzam się z przedstawicielem urzędu prokuratorskiego, że oskarżony Piotrowski nie ma moralnego prawa odwoływać się z ławy oskarżonych do siedzących tu funkcjonariuszy MO, bo to przeciwko nim właśnie chciał skierować gniew i oburzenie społeczeństwa. To rzucone w pył drogi Godło Państwa, któremu oskarżeni obowiązani byli służyć, urasta do miary symbolu.

 Znana jest rzymska zasada: Cui bono, cui prodest. Kto może mieć interes w tym, by Polska była krajem nędzy, rozpaczy i terroru? Żadna orientacja polityczna, żaden odłam społeczeństwa nie może w tym upatrywać dla siebie korzyści. W międzynarodowym układzie sił nie ma stanu próżni ani obszarów wyłączonych. Słabość jednych staje się zawsze siłą drugich. Kto odnosił korzyść, gdy Polska była słaba? Na to pytanie potrafi odpowiedzieć każde polskie dziecko, jeśli jest rzetelnie uczone ojczystej historii. Wzdragam się przed myślą, że oskarżeni, ludzie, którzy się w tym kraju urodzili i tu wychowali, mogli działać z pełną świadomością szkody, którą ich czyn mógł przynieść Ojczyźnie. Cokolwiek złego o nich sądzę, nie jestem uprawniony do podniesienia przeciw nim takiego zarzutu. Oskarżeni tu przed sądem mówili, że czują się oszukani, bo gwarancje bezkarności, o jakich ich zapewniano, okazały się złudzeniem. Chciałbym, aby zrozumieli, że zostali oszukani po stokroć gorzej, bo własnymi rękami, w obcym interesie, mogli poprzez swój czyn zatruć nienawiścią swój rodzinny kraj”.

Dlatego tak ważne jest, żeby i teraz nie dać się sprowokować, w myśl zasady, że czyjeś nieprzyzwoite zachowanie, nie zwalnia z obowiązku, by samemu zachować się przywozicie. Wiem, że to po tym, czego byliśmy świadkami w ostatnią sobotę, jest trudniejsze niż było wcześniej. Ale powinno nie być niemożliwe.

Przypomnę raz jeszcze słowa śp. Jana Olszewskiego wypowiedziane po zabójstwie prezydenta Pawła Adamowicza (przywoływane już na tym blogu i odczytane podczas Mszy św. pogrzebowej w katedrze warszawskiej przez bp. Michała Janochę – siostrzeńca zmarłego Premiera):

„Niech ta wielka tragedia, jaka wydarzyła się w Gdańsku, stanie się przyczynkiem do wielkiego pojednania, zgody i wzajemnego przebaczenia między Jarosławem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem i Lechem Wałęsą, jak również między innymi politykami. Apeluję o to i wierzę, że tak się w końcu stanie”.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

10 komentarzy

  1. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    „Uroczystości pogrzebowe Jana Olszewskiego z długą listą nieobecnych, którzy nie tyle z kurtuazji, co ze względu na zwykłą przyzwoitość powinni tam być” – to zdanie przypomniało mi jeden z wcześniejszych tekstów na tym blogu, w którym udowadniaćie Panie, że czasem odpłatą za dobro jest zło i nienawiść. Niestety zapomniałem tytułu tego tekstu . Zabrakło ludzi, których śp Jan Olszewski bronił i z którymi współpracował.

    • Maria WANKE-JERIE pisze:

      To tekst „Który skrzywdziłeś… nienawidzisz”
      http://twittertwins.pl/ktory-skrzywdziles-nienawidzisz/ o częstym zjawisku polegającym na tym, że ludzi których się skrzywdziło dla uspokojenia własnego sumienia zaczyna się nienawidzić. I odwrotnie – tych, którym doświadczyliśmy dobro – kochamy. Dobro rodzi dobro, także w sercu. Kochamy ludzi za dobro, które im wyświadczyliśmy, a nienawidzimy za zło, które im wyrządziliśmy.

  2. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Dziwne czasy.Można zostać wygwizdanym na pogrzebie.Na państwowy pogrzeb trzeba dostać zaproszenie.Może się mylę ale mam wrażenie że dziś, ludzie którzy kiedyś walczyli o wolną Polskę się najbardziej nienawidzą.Pamiętam DTV w dzieciństwie gdy o tym wspominali.Pojednanie?Nie do zrobienia.Wystarczy obejrzeć Wiadomości.Ciekawe jak długo tamte czasy nie pozwolą nam przejść do normalności?Stawiam na dwa pokolenia bo i dzisiejsi młodzi są zarażani.

  3. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Lubiłam i ceniłam sobie bardzo śp. Premiera Jana Olszewskiego za to, że kochał ludzi. Miał dla nich jakąś dziwnie nie dającą się określić otwartość, a i ludzie Go za to lubili. Dlatego na pogrzebie były tłumy, choć wielu zabrakło! Lubiłam Go, bo był szczery do bólu. Potrafił skrytykować, jak coś było nie tak, ale umiał przede wszystkim pochwalić. A my niestety jakże często nie potrafimy ani jednego, ani drugiego. Próbujmy zatem zrozumieć, a nie osądzać. A jeśli nas skrzywdzą, myślmy o nich, jak o słabych, a nie o złych. To przecież ogromna różnica, by słabemu pomagać, a złego ukarać. Nie marnujmy czasu na wzajemną i bezustanną nienawiść. Mamy jeszcze czas, ale tak naprawdę nikt z nas nie wie ile nam go jeszcze pozostało!!!

  4. Gabriel.Lawit@gmail.com' Gabriel pisze:

    Jak zwykle, siostry „W” poruszaja wazne kwestie.”Wielkie” wazne – i te „male” – ale tez wazne. Rzadko (i moim zdaniem slusznie) rzucaja sie na glebokie, i metne wody polityki. Poruszaja przede wszystkim kwestie moralne. W wirze codziennego zycia, wchechobecnosci medialnej propagandy, braku medialnej odpowiedzialnosci i rzetelnosci, na ogol zupelnie nie dostrzegane.

    „Zwariowany” kraj, „zwariowani” mieszkancy. Z jednej strony zdolni do powszechnej solidarnosci, poswiecenia, szlachetnosci – a na codzien -do zbiorowego lajdactwa, zawisci, przekupstwa, nienawisci. Czy bardziej niz inne narody? Chyba bardziej. Albo wyrazniej to u siebie obserwujemy. A dlaczego tak? Historia, temperament? I czy musi tak byc?
    Wydawaloby sie, ze kraj, po upadku totalitarnego systemu i niezaleznie od decydentow roznych opcji – zmierza ku malo bohaterskiej, ale chyba wymarzonej … normalnosci. Ale jednak nie. Walka o symbole, pomniki, ordery (w rzeczywistosci chyba po prostu o kase) przeniosla sie z salonow politykow do zwyklych rodzin, zwyklych mieszkan, zwyklych ludzi. Wszechobecne „bicie piany”. Oczywiscie wydarzenia jak pogrzeby ludzi majacych kiedys duzy wplyw na losy kraju, w wypadku pana Olszewskiego – wplyw wlasnie moralny, sa swietna okazja do lania krokodylich lez.. Nie mam pojecia, czy polityczna droga pierwszego premiera byla dobra i korzystna – za malo o tym wiem. I wlasciwe jest to dzisiaj malo wazne. Wazne jest jednak podkreslanie, ze nie wszyscy na „wierchuszce” byli albo stali sie po prostu sukinsynami. Wierze siostrom „W”, ze pan Olszewski takim nie byl.

    Pogrzeb panstwowy, zaloba narodowa, obecnosc czy nieobecnosc na pogrzebie, caly ten cyrk wlasciwie uwlacza szacunkowi dla zmarlego. Przez 30 lat nikt sie nie interesowal osoba i dzialalnoscia czlowieka. Ale gdy umarl (mial prawo umrzec w tym wieku), robi sie publiczne widowisko, oczywiscie dla partykularnych interesow ludzi czy grup na aktualnym, bylym, lub przyszlym „swieczniku”, a my, idioci, dajemy sie jak zwykle nabrac i z zawzietoscia obrzucamy sie blotem..

  5. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    W przywołanym przesłaniu Jan Olszewski przestrzega przed wywołaniem zbiorowej nienawiści. W ostatnim publicznym wystąpieniu, które zostało tu przypomniane, a ja cytowałam je w tekstach http://www.twittertwins.pl/mowa-nienawisci/ i http://www.twittertwins.pl/epoka/, zmarły Premier apelował o pojednanie czołowych polskich polityków i wyrażał nadzieję, że tak się kiedyś stanie. Wątpią, że tak się stanie w najbliższym czasie komentujący ten tekst czytelnicy Mariusz i Gabriel. Nie mogę zgodzić się z nazwaniem uroczystości pogrzebowych cyrkiem, bo tak wybitna postać, jaką był Jan Olszewski wymagała godnego upamiętnienia. Próba politycznego wykorzystania tej śmierci nie podoba mi się, bo Jan Olszewski wymykał się łatwemu zaszufladkowaniu. To prawda, że ci nieobecni na pogrzebie nie szczędzili zmarłemu w czasie jego politycznej aktywności ciosów poniżej pasa i niesprawiedliwych oskarżeń. Nawet dziś ten, którego Jan Olszewski bronił i którego był doradcą, dopuścił się niewybrednych ataków na Twitterze. To nie jest dobry prognostyk dla upragnionej normalności. Ale nie wolno ustawać w dążeniu do tego. Takie było pragnienie Jana Olszewskiego i powinniśmy się czuć zobowiązani do wypełnienia jego przesłania.

    • szkudlarek76@gmail.com' Szkudlar pisze:

      Pojednanie Kaczyńskiego i Tuska? Przecież Kaczyński od Smoleńska „robi” z Tuska mordercę, choć doskonale wie, że to był wypadek, do którego najbardziej przyczyniło się jego środowisko. Prawicowe i „publiczne” media za państwowe pieniądze robią przez tyle lat nagonkę na Tuska, a teraz nagle pojednanie? Naprawdę? Dziwne, że tak dużo pani mówi o upragnionej normalności, a tak mało o tych, którzy normalność niszczą – niszcząc wolne sądy, robiąc z prokuratury narzędzie mściwego Ziobry, tolerując ludzi pokroju Kamińskiego na czele służb, robiąc z mediów publicznych narzędzie gorsze pod względem propagandy od mediów Urbana, tolerując nieudolnych polityków na ministerialnych stanowiskach, którzy szkodzą Polsce, tolerując powszechne dojenie publicznych spółek i wszelkich instytucji, z których można „wyciągnąć” pieniądze… Gdy zaapeluje pani, żeby władza opanowała się w tym choć trochę, rzeczywiście, może kiedyś dojdzie do pojednania

      • Maria WANKE-JERIE pisze:

        Naprawdę uważa Pan, że mam aż tak wielką siłę sprawczą, że mój apel może doprowadzić do pojednania? Bardzo to miłe, ale to nieprawda.

  6. szkudlarek76@gmail.com' Szkudlar pisze:

    Nie, nie uważam tak… po prostu uważam, że swoje apele adresuje pani trochę nie do tych co trzeba… 😉

  7. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dziękuję wszystkim, których zainteresował ten tekst, a szczególnie tym, którzy wzięli udział w dyskusji, także na Facebooku i na Twitterze. Przypominając słowa Jana Olszewskiego, który przestrzega, czym jest zatrucie własnego kraju nienawiścią, chciałam poruszyć Czytelników tym przesłaniem. Kierowałam to do WSZYSTKICH, a nie jak sugeruje pan Szkudlar, tylko do jednej strony wojny plemiennej, jakiej od kilku jesteśmy świadkami i często – niestety – też uczestnikami. Spór jest istotą polityki, tego nie zmienimy, ale powinien być toczony w cywilizowanych ramach. A oznaczać to powinno przede wszystkim wyłączenie z niego spraw związanych z bezpieczeństwem państwa czy polityką zagraniczną. A nade wszystko ten naturalny w demokracji spór nie powinien przenosić się na społeczeństwo, dzielić przyjaciół czy rodziny. A tak właśnie się dzieje. Pisał o tym Garibaldi, konstatując z goryczą, że Polacy z jednej strony zdolni są do powszechnej solidarności, poświęcenia, szlachetności – a na co dzień – do zawiści, przekupstwa, nienawiści. To jest istota tego, przed czym przestrzegał Premier Olszewski – zatrucie nienawiścią. Myślę, bo tak to zrozumiałam, że „cyrkiem” nazwał Garibaldi roztrząsanie obecności, a raczej nieobecności, na uroczystościach pogrzebowych i próbę politycznego ich wykorzystania, a nie sam pogrzeb i jego oprawę, spór, który staje się kolejną okolicznością do, jak pisze, obrzucania się błotem. Istotnie, gubi się w tym, co odzwierciedla także dyskusja pod tekstem, przesłanie Premiera Olszewskiego. A ono jest wezwaniem do zgody i wzajemnego przebaczenia. Podobnie jak Jan Olszewski, wierzę, że to kiedyś nastąpi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *