Prawa kobiet

Jeden z wrocławskich profesorów zamieścił na Twitterze mem w kształcie klepsydry ozdobionej błyskawicą z wpisem: PRAWA KOBIET, lat 102, ur. 7.11.1918 zm. 22.10.2020. Zastanawiam się, jakież to prawa wprowadzone 102 lata temu zostały kobietom odebrane? Czyż to nie bałamutne i oparte na kłamstwie? Warto jednak pochylić się nad kwestią praw kobiet.

Wybór daty „narodzin” w Polsce wiąże się z przyznaniem kobietom prawa wyborczego. Istotnie wcześniej kobiety ani w Polsce, ani w wielu innych krajach praw wyborczych nie miały. Dopiero ruch sufrażystek w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii na przełomie XIX i XX wieku doprowadził do przyznania im prawa głosu, najwcześniej w  Nowej Zelandii w 1893 roku, a za jej śladem w 1902 roku poszła Australia, w roku 1906 roku prawa wyborcze otrzymały kobiety w Finlandii, w 1913  – w Norwegii, w 1915 – w Danii i Islandii, a w 1918 roku w Polsce.

Nasz kraj – jak widać – był jednym z pierwszych na świecie, który płeć piękną obdarzył prawem udziału w akcie wyborczym. Nawet w Europie po II wojnie światowej nie we wszystkich krajach kobiety miały prawa wyborcze, np. w Szwajcarii zyskały je  w 1971 roku, a w jednym z kantonów dopiero w 1990 roku.

Wiele innych praw przysługujących tylko  mężczyznom kobiety musiały sobie wywalczyć dopiero w XX wieku. Na przykład nie miały wstępu na uniwersytety. Wprawdzie w XVIII wieku na Uniwersytecie Bolońskim zdarzyły się dwa wyjątki – Maria Geatana Agnesi (matematyk) i Laura Bassi (fizyk), panie, które były profesorami i wybitnymi naukowcami, ale z reguły nawet najwybitniejsze kobiety nie studiowały i nie uprawiały nauki. Dopiero pod koniec XIX wieku zaczęło się to powoli zmieniać. Polskie uniwersytety zostały otwarte dla kobiet w 1894 roku. Wówczas senat Uniwersytetu Krakowskiego (Jagiellońskiego) zezwolił trzem warszawiankom: Stanisławie Dowgiałło, Jadwidze Sikorskiej i Janinie Kosmowskiej na rozpoczęcie studiów farmaceutycznych. Zostały one przyjęte jako hospitantki, bez prawa do zdawania egzaminów.

Kobiety nie mogły zajmować wysokich stanowisk i mimo uzyskania pełni praw wyborczych ich udział w polityce był minimalny. Nie wykonywały wielu zawodów, a przyjętym zwyczajem było, że ich powołaniem jest wyjść za mąż, rodzić dzieci i zajmować się domem oraz wychowywaniem potomstwa. Najczęściej kobieta nie pracowała zawodowo i była całkowicie zależna od męża. Nawet przysięga małżeńska do września 1990 roku zawierała zobowiązanie posłuszeństwa wobec męża, wedle wskazania św. Pawła w Liście do Kolosan: „Żony bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu. Mężowie, miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi!”. Role bynajmniej nie były symetryczne.

Dziś w większości państw świata (z wyjątkiem krajów arabskich czy afrykańskich) nikt nie kwestionuje równouprawnienia kobiet i mężczyzn, stosowne zapisy równościowe są zarówno w konstytucji, jak i w konwencjach międzynarodowych. Dbałość o równouprawnienie przybiera nawet kuriozalną postać parytetów, co sprawia, że chodzi tu raczej o przywileje, o czym pisała moja siostra w komentarzu do tekstu „Równi i równiejsi” [LINK].

Są też prawa kobiet, wynikające wprost z odmiennej od męskiej roli kobiety wynikającej z biologii, takie jak ochrona ciąży i macierzyństwa, prawa do urlopu macierzyńskiego i wychowawczego. Choć i tu zachodzą zmiany i wprowadzane są tzw. urlopy tacierzyńskie, czyli możliwość przejęcia przez ojców opieki nad dzieckiem. Role w małżeństwie (czy w nieformalnych związkach) stają coraz bardziej partnerskie. Kobiety to sobie wywalczyły.

Nie mogę się natomiast zgodzić z tym, że urodzenie (lub nie) poczętego dziecka to sprawa wyłącznie  kobiety. „Moje ciało, moja sprawa”, „Moje ciało, mój wybór”, „Moje ciało, moja decyzja”, „Prawo do aborcji prawem człowieka” – takie i podobne hasła (przytoczyłam tylko cenzuralne) dominowały na manifestacjach organizowanych przez Ogólnopolski Strajk Kobiet. To ostatnie, przytoczone przez mnie hasło, było postulatem szczytu ludnościowego w Nairobi, organizowanego rok temu pod auspicjami ONZ, podczas którego próbowano przeforsować m.in. stwierdzenie, że prawo do aborcji jest elementem opieki zdrowotnej na świecie (pisałam o tym w tekście „Aborcja prawem człowieka” [LINK]).

Aborcja, bez względu na to, jakie obowiązuje w danym kraju prawo, nie jest i nie może być prawem kobiety. Poczęte dziecko ma przecież i matkę, i ojca, dlatego jego los,  jego życie nie może być tylko problemem kobiety. Hasło, będące postulatem szczytu w Nairobi, i takie myślenie, zwalniają z odpowiedzialności ojców dziecka. I jakby nie oceniać wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku, wyroku, który wywołał największą i na szczęście gasnącą falę protestów ulicznych w naszym kraju (moim zdaniem wyrok nie mógł być inny, jeśli miał oceniać zgodność przesłanki eugenicznej z Konstytucją, która nie jest aksjologicznie neutralna, przyjmuje bowiem przyrodzoną godność osoby ludzkiej i bezwzględną ochronę życia ludzkiego), hasło „Moja macica, moja sprawa”, „Aborcja to sprawa kobiet” jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem.

Hasło „Moja macica, moja sprawa”, „Aborcja to sprawa kobiet” jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem.

– To hasło to ogromny błąd. To sprawa dwojga ludzi – przekonuje siostra Małgorzata Chmielewska w Piotrem Witwickim i choć uważa wyrok TK za błąd, bo według niej nie można od ludzi wymagać heroizmu, nie zgadza się na zwolnienie ojców z odpowiedzialności za poczęte dziecko. Walczące o swoje prawa kobiety i dziewczyny pewnie nieświadomie działają przeciw sobie. Przekonują bowiem panów, że dziecko to wyłącznie sprawa kobiet, a mężczyznom nic do tego. To, że w obliczu trudności, ojcowie sami zwalniają się z odpowiedzialności, nie znaczy, że należy ich w tym utwierdzać. Wielu z nich w to uwierzyło i uchyla się od obowiązku alimentacyjnego, a niemal 50 proc. mężów czy partnerów porzuca kobietę z niepełnosprawnym dzieckiem. Tym, które urodziło się z wadami genetycznymi, ale także tym, które niepełnosprawność dotknęła w późniejszym czasie, po roku lub kilku latach. Naprawdę o to chodzi?

Dezawuowanie roli ojca jest zresztą charakterystyczne dla narracji feministek i ich sojuszników. Oto bowiem dzięki ruchom emancypacyjnym nastąpiły istotne zmiany cywilizacyjne. Doprowadziły one do tego, że panie wybiły się na samodzielność, zrzucając z siebie „jarzmo” represyjnej władzy „samców”. Teraz mogą się one cieszyć wolnością, wybierając, jak chcą żyć. To rzecz jasna wygodne dla mężczyzn, bo zwalnia z odpowiedzialności, przerzucając ją w całości na kobietę.

Zdobycze feminizmu, jak prawo do aborcji czy antykoncepcja w zasięgu ręki, przetarły szlak oddzielaniu seksu od prokreacji. A korzyść w tym dostrzegło mnóstwo mężczyzn szukających przelotnych związków z kobietami bez takich konsekwencji, jak ciąża.

Dlatego protesty przeciw wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego popiera wielu mężczyzn, którzy opowiadają się za prawem do aborcji. Popierają, bo to nie oni przechodzą przez koszmar, jakim jest usuwanie ciąży.

Kroplą w morzu jest akcja nastoletnich chłopców pod hasłem TWÓJ WYBÓR TO MÓJ SYN. „Jako przyszły ojciec nie wyobrażam sobie, aby moje biologiczne dziecko zginęło z rąk własnej matki” – pisze młody internauta.

A wracając do przywołanego na początku memu, który tak bardzo podobał się panu profesorowi, uważam, że eksponowanie aborcji jako prawa kobiet, zwłaszcza w zestawieniu z wywalczoną przez dziesiątki lat emancypacją, za szczególnie szkodliwą manipulację. Trochę się dziwię, bo od dojrzałego, statecznego jegomościa można wymagać więcej niż od pełnych emocji nastolatków.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

7 komentarzy

  1. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Burzliwa dyskusja na temat praw kobiet, wywołana tym tekstem, toczy się na Twitterze. Aby umożliwić odniesienie się do tych opinii Czytelnikom, którzy nie mają twitterowego konta, zamieszczam je poniżej (pominęłam niecenzuralne i z atakami ad personam):

    Jan Czapski @an_czapski
    25 i pół roku temu byłem przy porodzie mojego pierworodnego. Była to wtedy nowość, tylko niektóre szpitale oferowały taką możliwość, oczywiście odpłatnie. Wtedy był to 1000 zł. Spora suma. Szpital Miejski w Gdyni, na pięknym Klifie Redłowskim…

    Magdalena Łysiak @magda_razem
    Przypominam, że zaledwie 27 lat temu mężczyźni w Polsce wywalczyli sobie prawo do bycia z żoną przy porodzie. Teraz wydaje się to takie naturalne, ale ta dyskryminacja mężczyzn trwała setki lat.

    Bogna Janke @BognaJanke
    Autorka przypomina, że Polki uzyskały prawa wyborcze zaledwie 102 lata temu. Warto to przypominać, gdy rozmawiamy o #prawakobiet. Osobiście uważam, że kobiety w PL wciąż nie mają równych szans z mężczyznami – nie prawnie, ale nadal na poziomie kulturowym.

    Marysia Wrocławianka @HaremzaMarysia
    To nie jest NICZYJA „sprawa” albo „wybór”. To jest PRAWO do życia nienarodzonego dziecka.

    Przemek Kucia @PrzemekKucia
    Smutne jest to, że ta konstrukcja jest pytaniem retorycznym z najpewniej zupełnie inną intuicyjną odpowiedzią dla Pani niż dla mnie.

    Sir Winston Al.-Lach @SirWinstonCh
    Tamte, to były kobiety.
    I – co równie ważne – to były Polki. P O L K I.

    Adriana @Adriana81944
    A teraz będzie pierwszym, gdzie te prawa stracą.

    Paweł @doktorspeedway
    Czy kobieta to człowiek?

    Artur Posen @aposen
    No właśnie, obawiam się jednak, że #StrajkKobiet traktują mężczyzn jako strzykawki ze spermą. Ciekawe, bardzo młody człowiek a mnie, starego zadziwił dojrzałością argumentu.

    Andrzej Dębski @diandej
    Jak kobieta nie chce dziecka to niech się podda sterylizacji jak to się robi z suką psa.

    Unpopularopinion @Amorek4
    To jest jeden z moich głównych argumentów na temat całkowitej legalizacji aborcji. „Ile mniej byłoby ich przeprowadzanych, gdyby kobiety czuły, że mają wsparcie od partnera?” Kobiety krzyczą „ja moje sama”, a faceci usłużnie przytakują. To wygodnictwo. Traumę ma potem kobieta.

    Krzysztof @KrzysztofPL
    W punkt!

    Michał Dmowski @dmodrt
    Ale alimenty to chętnie pobierają. I regularnie wnioskują o więcej! Konsekwencji.

    Katarzyna Jarkiewicz @Ignatianum
    Wśród wszystkich narcyzm i materializm się pogłębia, a że u kobiet bardziej to wynik kultury konsumpcji, która narzuca kosztowny styl życia. Gdyby dziecko z wadami letalnymi miało odziedziczyć miliardowy majątek nikt by go nie abortował, bo każdy by chciał być spadkobiercą.

    Zbigniew Siedlewski @zbigsiedlewski
    Żeby potem mogły mówić jak to im źle z tymi facetami, a poważnie to atomizacja związku i jego deprecjacja.

    Katarzyna Jarkiewicz @Ignatianum
    Niestety przy wzroście postaw narcystycznych w młodym pokoleniu taki wybór kobiet, że jeszcze bardziej będą podkreślać swoją niezależność, jeszcze bardziej atomizację pogłębia. Ta wojna między płciami jest szkodliwa dla wszystkich, a dla społeczeństwa jako takiego jest katastrofą.

    Jerzy @Jerzy18291445
    Też mi się tak wydaje. Jeśli chodzi o biologię dziecko jest częścią ciała faceta też. Nie ma w tym bełkocie Pań na ulicy takiej logiki. Moje Panie. Należy zastanowić się kim się idzie do łóżka. Może boli ale coś w tym jest.

    rsajdok @rasajdok
    Kto temu chłopakowi broni mieć dzieci.

    Katarzyna Jarkiewicz @Ignatianum
    No tak zostaje mu surogatka z targu w Brukseli. Piękna perspektywa nie ma co.

    Monika Petryna @monikape
    Nie, zostaje mu związać z kobietą, która patrzy na życie z tego samego punktu widzenia. Oczywiście, Tyr o sobie wiemy ile nas sprawdzono, więc może okazać się, że w sytuacji dramatycznej zachowamy się inaczej, niżbyśmy sądzili – ale to tyczy się zarówno mężczyzn, jak i kobiet, a niestety liczby są niemiłosiernie realne i pokazują, że więcej niż połowa panów, w sytuacji narodzin dziecka niepełnosprawnego, decyduje się partnerkę i dziecko pozostawić samym sobie.

    Katarzyna @Katarzyna93864011
    W Polsce też można urodzić dziecko z pomocą surogatki.

    Piotr Szczytko @Pioter0170
    Brawo młody.

    TOM @xFish
    To jest ogólnie niesamowite podejście. Wg strajkujących to od kobiety zależy czy w brzuchu rozwija się niezwiązany z dawcą nasienia zlepek komórek, który zgodnie ze swoją wolą kobieta może zabić, czy rozwija się człowiek, nasze dziecko, na które dawca nasienia ma obowiązek płacić.

    Unpopularopinion @Amorek4
    W brzuchu to dziecko kobiety, po urodzeniu „nasze”, czyli wtedy nagle jest wspólne… Właśnie takie nazewnictwo jest by zagłuszyć sumienie. Łatwiej powiedzieć „zabiłam płód”, niż „zabiłam dziecko”.

    Regan @Regan1906
    O ile nie chodzi o alimenty, wtedy już nie tylko jej wybór.

    lukasz @loonely1980
    Hmmm stawiam na proporcję między ilością kobiet płacących alimenty facetom a facetów płacących alimenty kobietom 🙂

    Fred ze Zgierza @FZgierza
    Jeżeli kobiety chcą mieć prawo do aborcji dziecka to mężczyźni powinni mieć prawo do aborcji prawnej. Pomysł dyskutowany w Szwecji/Danii. Jeżeli kobiety chcą mieć prawo być „wolne” gdy dziecko w brzuchu, to mężczyzna powinien mieć prawo być „wolny” gdy dziecko poza brzuchem.

    Anna Kramarz @wstawtytul
    Wprowadzenie zarówno dostępu do antykoncepcji, jak i aborcji i narracja „moje ciało-moja sprawa” stały się tak naprawdę więzieniem kobiet, choć miały być wyzwoleniem. Nie tylko zdejmują odpowiedzialność i prawa z mężczyzn, ale też stawiają pod znakiem zapytania.

    Lars Nielsen @dobrapamiec
    Swoją drogą ciekaw jestem czy po wprowadzeniu w życie ich postulatów hasło „jej ciało, jej wybór” zwalniałoby mężczyznę z obowiązku alimentacyjnego?
    W pełni zgadzam się z hasłem „Moje ciało, mój wybór”. Oznacza ono, że można zrobić sobie tatuaż, blizny, wbijać złom, palić papierosy a nawet ćpać. To wszystko dotyczy mojego ciała. Zabijanie innego człowieka absolutnie nie mieści się w tej kategorii.

    Robert Oszczyk @OczczykRobert
    Z równą logiką można by argumentować, że o wprowadzeniu prawa do honorowego zabójstwa żony powinni decydować wyłącznie mężczyźni.

    Ewelina @eweliiiina
    Co to w ogóle za bzdury? W Polsce jest zakaz aborcji, czyli moje ciało moja sprawa nie ma racji bytu, a i tak mężczyźni zostawiają kobiety same, uciekają zagranicę itd. No to i tak zostaną zostawione same sobie, i tak. Wiecie ile znam takich dziewczyn porzuconych w ciąży?

    Ernest Korus @ernestkorus
    Żadne bzdury. Jest bardzo wiele przypadków kobiet, które zaszły w ciążę, nie poinformowały o tym swoich chłopaków i poddały się aborcji.

    Monika Piskorz @piskorz_monika
    Czym jest #StrajkKobieti rewolucyjny feminizm? Shulamith Firestone w swej książce The Dialectic of Sex (1970 r.) wzywa do „rewolucji klas płciowych”: „Aby wyeliminować klasy płciowe, klasa podrzędna (kobiety) musi się zbuntować i przejąć kontrolę nad reprodukcją…
    To oznacza, że celem rewolucji feministycznej jest nie tylko usunięcie przywilejów mężczyzn, co było celem ruchu feministycznego, lecz wyeliminowanie różnicy między płciami; różnice płciowe nie będą już więcej miały żadnego znaczenia”. Brzmi znajomo?

    Jan Śliwa @JanSliwa
    Tyle że na Zachodzie to przekonanie jest powszechne (wśród rządzących). I teraz przyjdą brukselskie czołgi i powiedzą albo-albo. Boję się tego. Czemu? Przecież mają USG.

    Gutab @BatugWojciech
    Historia Polski przesiąknięta jest geniuszem kobiecości i związanym z nim etosem wolności, którego zwieńczeniem jest archetyp Matki-Polki będący zaprzeczeniem lewackiej feministki, babo-chłopa. Dlatego zaraz po odzyskaniu niepodległości kobiety otrzymały pełnię praw politycznych.

    Andrzej Polski (Andrea Speranza) @AndreaPolski
    Trzeba być mężczyzną, żeby to zrozumieć.

    Dorota Kowalska @dorowska1
    Narcyzm, który moim zdaniem prowadzi jednak do uprzedmiotowienia. Najkrócej mówiąc. Tak, ta wojna miedzy płciami przynosi szkodę samym wojującym, a istotnie… dla społeczeństwa jest katastrofą.
    Ja osobiście uważam, że dbanie Mężczyzny o Kobietę, to forma jej komplementowania, dostrzegania podmiotowości.

    Mariusz Wiącek @marwiac1
    Im więcej praw, tym mniej sprawiedliwości.

  2. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Kolejna porcja komentarzy z Twittera:

    Katarzyna Jarkiewicz @Ignatianum
    Surogacja jest prawem zakazana, również in vitro Art. 189a.§ 1.Kto dopuszcza się handlu ludźmi, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.§ 2.Kto czyni przygotowania do popełnienia przestępstwa określ w §1, podlega karze pozbaw wolności od 3 miesięcy do lat 5.
    Przecież to nie ma związku-mężczyźni nie dlatego zostawiają kobiety, że jest aborcja czy antykoncepcja, ale dlatego, że tak chcą, że nie są odpowiedzialni i nie chcą odpowiedzialności ponosić. Aborcja i antykoncepcja im ułatwia tylko tłumaczenie decyzji przeciw dziecku.

    Piotr P. @PPPleNNN
    Jeden z aspektów merytorycznych który w #StrajKobiet został zminimalizowany do zera.

    Katarzyna @Katarzyna93864011
    To jak wytłumaczyć fakt, że jeszcze 20, 30 lat też, u dostęp do antykoncepcji w Polsce nie był tak rozwinięty jak w tej chwili, a mężczyźni mimo to zostawiali kobiety z dziećmi, nadal się to zresztą dzieje. Gdzie tu logika?

    Katarzyna Jarkiewicz @Ignatianum
    Ale wybierając aborcję przyczyniamy do wzrostu nieodpowiedzialności wśród mężczyzn. Pogarszamy tym samym własną sytuację.

    Katarzyna @Katarzyna93864011
    Aborcja jest zabiegiem tak starym jak ludzkość. Mężczyźni sami proponują aborcję kobietom. Delegalizując aborcję skazuje się kobiety na powikłania lub śmierć, bo będzie ona robiona często w warunkach nie szpitalnych. Edukacja i jeszcze raz edukacja seksualna od wczesnych lat.

    Katarzyna Jarkiewicz @Ignatianum
    Myli Pani aborcję ze spędzeniem płodu. Aborcja to zabieg medyczny, a spędzenie płodu to działanie samej matki przeciw własnemu ciału. Kobiety spędzają dziś płód farmakologicznie niezależnie od aborcji, którą czasem dokonują, gdy środki poronne nie zadziałają.
    Ale wybierając aborcję przyczyniamy do wzrostu nieodpowiedzialności wśród mężczyzn. Pogarszamy tym samym własną sytuację.
    To najgorszy rodzaj handlu ludźmi, bo handluje się miłością.
    Myli Pani aborcję ze spędzeniem płodu. Aborcja to zabieg medyczny, a spędzenie płodu to działanie samej matki przeciw własnemu ciału. Kobiety spędzają dziś płód farmakologicznie niezależnie od aborcji, którą czasem dokonują, gdy środki poronne nie zadziałają.

    Robert Kubara @2003Rafal
    zwłaszcza w obecnych czasach to wygoda kształtuje świadomość. Ludzie kombinują jak tylko mogą by nie dopuścić do świadomości faktów, które mogą komplikować jakieś niedogodności. Stąd: „zlepek komórek” „płód nie żyje” itp.

  3. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Znów wywiązała się polemika na Twitterze w związku z tym tekstem, którą poniżej przytaczam:

    Witold Kabański @WitoldKabanski
    TK ma wątpliwą prawnie legitymację z wiadomych powszechnie powodów. Zaostrzono prawo aborcyjne tylnymi drzwiami, tylko dlatego, że władza bała się przeprowadzić te zmiany w parlamencie. Na nic się zdadzą argumenty, które nie przekonują nawet większość katolików.

    Krzysztof Sietczyński @ksietczynski
    Akurat to orzeczenie mogło być tylko takie w świetle poprzednich wykładni Art 38 konstytucji przez TK (choćby z 1997 roku). Przyznają to nawet byli sędziowie i prezesi TK. Więc funkcjonowały zapisy niezgodne z konstytucją. Tyle

    Witold Kabański @WitoldKabanski
    TK przed 2015 rokiem cieszył powszechnym szacunkiem, z czego niewiele zostało. Wybrano złe miejsce i najgorszy czas pandemii do dalszego dzielenia społeczeństwa. Władza nie wygra na dłuższą metę z kobietami. A zresztą, wygrać z kobietami nie honor, a przegrać, to klęska.

    Krzysztof Sietczyński @ksietczynski
    I takie uproszczenie jak „walka z kobietami” nie przystoi inteligentnemu człowiekowi. Pisze Pan polemikę pod tekstem kobiety, mnóstwo kobiet jest pro life. To bardzo słabe uproszczenie. tak jak powszechny szacunek TK.

    Małgorzata Wanke-Jakubowska @Rz_mwj
    Tylko że to orzeczenie opiera się na identycznym, jak w 1997 r. uzasadnieniu. Nie mogło być inne. Chyba nie uważa Pan, że w Polsce prawo ma być sprzeczne z Konstytucją? Kobiety mogą „wygrać” tylko przejmując władzę, zdobywając większość konstytucyjną i zmieniając Konstytucję.

    Witold Kabański @WitoldKabanski
    Z całym szacunkiem, ale nie o prawo tu idzie. W sprawie aborcji istniał od lat pewien kompromis. Polacy walczą teraz o byt i przetrwanie pandemii. Ten TK ma wątpliwą legitymację i wie o tym, bo nic praktycznie nie robi. Jak chciano odwrócić uwagę, to nie wyszło a puszkę otwarto.

    Małgorzata Wanke-Jakubowska @Rz_mwj
    Ten kompromis był kontestowany przez liczne środowiska pro-life, pod projektem #StopAborcji podpisało się kilkaset osób, a obowiązujące prawo było w świetle uzasadnienia z 1997 r. sprzeczne z Konstytucją. I pisze Pan, który tą KON-STY-TU-CJĄ szermował od kilku lat.

    Krzysztof Sietczyński @ksietczynski
    To prawo było w oczywisty sposób niezgodne z konstytucją. A TK nie jest wątpliwy i robienie takiego wrażenia to podważanie ustroju państwa i jego instytucji. bardzo groźne dla naszej przyszłości.

    Witold Kabański @WitoldKabanski
    Zdania nie zmienię. Zły czas i organ, który nie cieszy się szacunkiem społecznym.
    Nie rozumiemy się. Konstytucją się nie szermuje. Konstytucji się przestrzega i to nie wybiórczo. Wybrano najgorszy moment na tę akcję, o czym świadczy społeczna reakcja. Społeczeństwo nie było na to przygotowane. To orzeczenie może przynieść odwrotny od oczekiwanego skutek.
    Większość konstytucjonalistów ma odmienne niż Pan zdanie. Ustrój Państwa określony jest Konstytucją a inną kwestią jest legitymacja poszczególnych organów. Tego sporu tt nie rozstrzygnie. Zmierzy się z nim prawo i historia. Jutro Narodowe Święto Niepodległości, cieszmy się.

    Krzysztof Sietczyński @ksietczynski
    Myślę, że wszyscy tutaj doskonale się rozumiemy. Konstytucja od początku była traktowana instrumentalnie, bo nie o nią chodzi, a o brak zgody na demokratyczny wybór tej a nie innej siły politycznej.

  4. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Już w komentarzu do tekstu „Równi i równiejsi” przekonywałam, że kobiety walczą nie tyle o równouprawnienie, co uprzywilejowanie. Domagają się parytetów, a nie swobodnej konkurencji, ale także szczególnego prawa, prawa do aborcji. To ostatnie stało się głównym postulatem ruchów feministycznych, czasem nawet następuje pewne utożsamienie praw kobiet z prawem do aborcji właśnie. Wyjątkowo to pokrętne rozumienie wolności, która wyżej stawia komfort jednego człowieka (kobiety) niż życie innego człowieka (dziecka). Z całkowitym pominięciem mężczyzny, czyli ojca poczętego dziecka. Zdaję sobie sprawę, że od jego postawy w dużej mierze zależy decyzja kobiety, która gdy ma wsparcie, nie decyduje się na zabicie dziecka. Ale to powinien być raczej argument dla zorganizowania wsparcia dla takich kobiet, a nie usprawiedliwiana postulatów feministek. Jeszcze raz przypomnę zatem Fundację „Dwie Kreski” https://www.dwiekreski.pl/. Przypominam zarówno tym, którzy chcieliby się włączyć do wolontariatu, jak i uzyskać tam pomoc.

  5. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Ciekawa dyskusja pod zapowiedzią tego tekstu toczyła się też na Facebooku. Poniżej zamieszczam wpisy:

    Olga Zaród
    Ojcowie najchętniej płacą alimenty w Wielkiej Brytanii, bardzo chętnie w Holandii i Belgii. Blado wypadają Hiszpania, Włochy, Polska. Coś mi się wydaje, że w tych trzech pierwszych krajach prawo do aborcji jest bardzo liberalne…
    W Polsce mamy w kwestii alimentów bardzo dużo pobłażania dla dłużników. Szefowie potrafią dać część pensji pracownikowi pod stołem, żeby ten mógł przed sądem wykazać się mniejszymi dochodami i mniej zapłacić na utrzymanie dziecka. Wspiera go też często własna rodzina. Nie śmiem snuć przypuszczeń, skąd to się bierze.

    Małgorzata Dobrowolska
    „Niemal 50% mężów czy partnerów porzuca kobietę z niepełnosprawnym dzieckiem…”. Wiele razy pytałam o źródło tej statystyki, w której występował zresztą różny odsetek porzucających mężczyzn, i prawdę mówiąc, nigdy takiego źródła nie widziałam. Przyznam, że nie do końca nawet rozumiem to stwierdzenie. Od jakiego wskaźnika liczone jest owe 50%? Czy chodzi o to, że 50% mężczyzn porzucających żonę lub partnerkę czyni to z powodu niepełnosprawności dziecka? Czy o to, że 50% dzieci niepełnosprawnych wychowuje się w rodzinie bez ojca? I dlaczego w takim razie wszystkie znane mi rodziny z niepełnosprawnymi dziećmi, których nie jest tak mało, są rodzinami pełnymi, z ojcem i matką? Jak w ogóle definiowane jest porzucenie w statystycznych badaniach? Czy fakt, że matka sprawuje opiekę nad niepełnosprawnym dzieckiem oznacza, że została porzucona? A nie np., że ojciec dziecka jest nieznany, albo że sąd przyznał prawo do opieki matce? Czy mężczyzna płacący alimenty wlicza się do statystyk porzucenia, czy nie? Czy w dzisiejszym świecie zjawisko porzucenia kobiety przez mężczyznę jest w ogóle kwantyfikowalne? I czy można wyciągać z tych statystyk jakieś sensowne wnioski, jeśli nie towarzyszą im dane opisujące zachowanie matek?

    Olga Zaród
    „Niemal 50% mężów czy partnerów porzuca kobietę z niepełnosprawnym dzieckiem…”. Wiele razy pytałam o źródło tej statystyki, w której występował zresztą różny odsetek porzucających mężczyzn, i prawdę mówiąc, nigdy takiego źródła nie widziałam. Przyznam, że nie do końca nawet rozumiem to stwierdzenie. Od jakiego wskaźnika liczone jest owe 50%? Czy chodzi o to, że 50% mężczyzn porzucających żonę lub partnerkę czyni to z powodu niepełnosprawności dziecka? Czy o to, że 50% dzieci niepełnosprawnych wychowuje się w rodzinie bez ojca? I dlaczego w takim razie wszystkie znane mi rodziny z niepełnosprawnymi dziećmi, których nie jest tak mało, są rodzinami pełnymi, z ojcem i matką? Jak w ogóle definiowane jest porzucenie w statystycznych badaniach? Czy fakt, że matka sprawuje opiekę nad niepełnosprawnym dzieckiem oznacza, że została porzucona? A nie np., że ojciec dziecka jest nieznany, albo że sąd przyznał prawo do opieki matce? Czy mężczyzna płacący alimenty wlicza się do statystyk porzucenia, czy nie? Czy w dzisiejszym świecie zjawisko porzucenia kobiety przez mężczyznę jest w ogóle kwantyfikowalne? I czy można wyciągać z tych statystyk jakieś sensowne wnioski, jeśli nie towarzyszą im dane opisujące zachowanie matek?

    Krzysztof Gorzkowski
    Dziecko to człowiek. Żywy. Urodzony. Płód to coś, a nie ktoś.

    Małgorzata Wanke-Jakubowska
    Aborcję eugeniczną, czyli przeprowadzaną w związku z podejrzeniem wad wrodzonych mającego się narodzić dziecka, przeprowadza się poprzez wywołanie przedwczesnego porodu ok. 22-24 tyg. ciąży. Dziecko rodzi się ŻYWE, tylko że w związku z wcześniactwem ma niewykształcone płuca. Bez pomocy neonatologów, bez podania tlenu dusi się, często przez kilkadziesiąt minut, a nawet kilka godzin i umiera w straszliwych męczarniach. To nie coś, tylko KTOŚ, skazany na okrutną śmierć, a po śmierci jak odpad medyczny. Bez pogrzebu, bez grobu, bez pamięci.

    Władysław Daleczko
    Krzysiek, proponuję, abyś obejrzał film produkcji zachodnioniemieckiej z lat 70-tych „Helga”. Pokazuje rozwój ciąży od samego poczęcia do narodzin ze wszystkimi szczegółami. Może uda Ci się go znaleźć w internecie. Ja nie znalazłem. Cenzura w PRL dopuściła do wyświetlania podczas kilku seansów w kinach studyjnych, natomiast bez problemów był wyświetlany w kościołach, choćby w ramach przygotowania do małżeństwa. Był też obowiązkowy dla wszystkich uczennic i uczniów ze szkół katolickich. Zresztą ogromna część ateistów jest zdecydowanie przeciwna przerywaniu ciąży twierdząc, że dla nich, ateistów, życie tutaj jest jedynym bytem, a nowopowstały człowiek ma jedyny, niepowtarzalny w świecie układ genów i tego nie wolno zniszczyć. Poza tym jest jeszcze jedna, niezwykle ważna sprawa. Z badań z lat 70-tych (teraz jest niemożliwe przeprowadzenie tego typu ankiet ze względu na ochronę prywatności) wynika, że przerwanie pierwszej ciąży – niezależnie od sposobu – powoduje u 50% kobiet albo bezpłodność, albo ogromne problem z utrzymaniem ciąży w przyszłości. To wynika z badań i ankiet przeprowadzonych przez lekarzy ginekologów biorących udział w tych badaniach.

    Hanna Biesiada
    Dzień przed planowanym terminem porodu to także nie jest człowiek?

    Bogusława Kempińska-Mirosłwska
    Płód to ktoś, czyli człowiek. Świadczy o tym także to, że może być pacjentem w ramach tzw. medycyny perinatalnej.

  6. Postanowiłem zamieścić komentarz również bezpośrednio pod tekstem, gdyż sprawa jest najwyższej wagi – wbrew narzuconej narracji nie jest to dyskusja religijna a cywilizacyjna – a powyższy tekst dokładnie to ukazuje. Nazywanie aborcji prawem kobiety jest dokładnie tak nielogiczne jak nazwanie eutanazji prawem młodszego pokolenia. Jest to klasyczny przykład zmiany pojęć wbrew logice tylko po to, by czyn obiektywnie zły, niepożądany, traumatyczny i niehumanitarny awansować moralnie. Logika, biologia, fakty nie mają tu nic do gadania, bo retoryka ma to wszystko zagłuszyć już na wstępie i de fakto wykluczyć dyskusję, stawiając obrońców życia w pozycji wrogów kobiet. Jestem mężem, ojcem czterech córek (plus dwóch synów) i bardzo zależy mi, również z tych prywatnych powodów, na powszechnym szanowaniu kobiet i ich prawach. Trudno mi jednak przyjąć, że wulgarne podstawy Strajku Kobiet są w interesie pań, ba jestem przekonany, że one je takiego szacunku tak naprawdę pozbawiają. Postaram się (jeśli czas pozwoli) napisać o tym dłuższy tekst na moim ojcowskim blogu niebawem.

  7. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dziękuję za niezwykle ożywioną dyskusję, która głównie toczyła się w mediach społecznościowych (przytoczyłam znaczną część tych komentarzy z Twittera i Facebooka), ale także, a może przede wszystkim tym, tzn. mojej siostrze i Panu Krzysztofowi Sietczyńskiemu za wpisanie swoich opinii tu na blogu pod tekstem.

    Wyróżniały się tu dwa całkowicie odrębne stanowiska, na tyle różne, że można powiedzieć, iż były to dyskusje równoległe. Jedno stanowisko, reprezentowane zresztą przez popierających #StrajkKobiet pod hasłem W*********ć, polega nieuznaniu poczętego dziecka za człowieka, a jedynie za część ciała kobiety, zaś „nielegalność” Trybunału Konstytucyjnego nie pozwala na rozważanie, czy de facto ustawa zakazująca aborcji eugenicznej jest czy nie jest sprzeczna z Konstytucją. Drugi pogląd, z którym ja się utożsamiam, to uznanie poczętej istoty ludzkiej za CZŁOWIEKA i w związku z tym każde przerwanie jego życia (a nie przerwanie ciąży, bo nie można jej przecież po przerwie wznowić) za zabójstwo. Istotnie, jak napisał Krzysztof Sietczyński, nazywanie aborcji prawem kobiety jest dokładnie tak nielogiczne jak nazwanie eutanazji prawem młodszego pokolenia.

    Bo przecież aborcja eugeniczna jest eutanazją na najwcześniejszym etapie i prawo do takowej może skutkować jedynie wprowadzeniem eutanazji dla starych i niedołężnych, a może nawet tylko dla bezproduktywnych, czyli emerytów. Zamiast rozważać, jak pomóc kobietom, które dowiadują się o wadach genetycznych mającego się narodzić dziecka, o czym pisze moja siostra, mówi się o prawe wyboru i prawie do decydowania o własnym ciele. Istotnie, takie stawianie sprawy stawia obrońców życia jako wrogów kobiet. I nieważne, że to nielogiczne, a – jak pisze Krzysztof Sietczyński – to klasyczny przykład zmiany pojęć wbrew logice tylko po to, by czyn obiektywnie zły, niepożądany, traumatyczny i niehumanitarny awansować moralnie.

    To istotnie równoległe dyskusje bez punktu wspólnego. I kolejne demonstracje wychodzą na ulice miast. Tylko wirus SARS-Cov-2 się cieszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *