Powstrzymać agresję

Wczoraj rano wrocławski kapłan ks. dr Ireneusz Bakalarczyk, kierownik notariatu wrocławskiej kurii i duszpasterz Duszpasterstwa Wiernych Tradycji Łacińskiej, w drodze do Kościoła Najświętszej Marii Panny na Piasku, gdzie miał odprawić Mszę św., został ugodzony nożem przez 57-letniego nieznajomego mężczyznę. Dzień wcześniej w czasie porannej Mszy św. w kościele pw. Świętej Trójcy w Rypinie 46-letni mężczyzna zaatakował siekierą ołtarz. Został zatrzymany przez wiernych i oddany w ręce policji. Coraz częściej dowiadujemy się o przypadkach agresji.

„Modlę się i proszę o modlitwę w intencji księdza Ireneusza, zaatakowanego dziś rano we Wrocławiu, kiedy szedł sprawować Eucharystię. Módlmy się także za człowieka, który dokonał tego czynu i za wszystkich siejących nienawiść, by się opamiętali i zaprzestali szerzenia zła – napisał na Twitterze wrocławski ordynariusz abp Józef Kupny.

Rzecznik Archidiecezji Wrocławskiej ks. dr Rafał Kowalski, prosząc o modlitwę w intencji ks. Ireneusza, stwierdził, że po raz kolejny boleśnie przekonujemy się, iż przyzwalanie na hejt i język nienawiści może przynieść tragiczne skutki. „Od słów jest bardzo blisko do czynów. Czy tym razem wyciągniemy w końcu wnioski?” – pytał na Twitterze. Czy to jest jedynie pytanie retoryczne?

Statystyki policyjne są jednoznaczne: wzrasta agresja nie tylko wobec księży, ale także wobec ludzi wierzących – pamiętamy atak na plebanii parafii św. Augustyna w Warszawie, kiedy to napastnik zabił przebywającego tam mężczyznę i zaatakował księdza, który stanął w jego obronie. Coraz częstsze są napaści słowne i włamania do kościołów, których jedynym celem jest profanacja Najświętszego Sakramentu. Do aktów profanacji, w których wyszydzane są symbole i obrzędy religijne, dochodzi nie tylko w kościołach.

Trzeba tę agresję powstrzymać – to chyba jest oczywiste dla każdego przyzwoitego człowieka. Tylko jak to zrobić, aby te działania były skuteczne? Jak protestować przeciw profanacjom, aktom agresji, nie nagłaśniając jednocześnie budzącego sprzeciw zachowania? Przecież każde takie zdarzenie, zwłaszcza gdy do jego opisu dodane jest zdjęcie i nawet jeśli opatrzymy to pełnym słusznego oburzenia komentarzem, jest jednocześnie jego upowszechnianiem, nadaniem rozgłosu gorszącemu incydentowi i jego sprawcy. Im szerszy zasięg ma wyrażanie sprzeciwu, im więcej osób włącza się do wyrażania protestu, tym większe prawdopodobieństwo, że czyn taki, poprzez jego nagłośnienie, znajdzie naśladowców.

Czy ktoś słyszał o profanacji Matki Boskiej podczas ubiegłorocznej Parady Równości w Warszawie? Chyba nikt, z wyjątkiem osób, które w owej szyderczej inscenizacji uczestniczyły. Celowo nie podaję szczegółów. Parę dni temu, tuż przed tegoroczną paradą w Warszawie, zdjęcie z tej inscenizacji zostało upublicznione, oczywiście w dobrej wierze, z potępiającym komentarzem i przestrogą, co nas może czekać na mającym się dopiero odbyć marszu. Jeszcze świeża była pamięć profanacji Najświętszego Sakramentu podczas podobnej parady w Gdańsku, która odbyła się w przedwyborczą sobotę.

Odruch oburzenia jest całkowicie zrozumiały, potrzeba wyrażenia sprzeciwu – również, ale czy tym całkowicie naturalnym odruchom przyzwoitych ludzi (nie są to tylko osoby wierzące) nie powinna towarzyszyć taka oto refleksja, że czyniąc zadość potrzebie serca i rozumu, by zaprotestować przeciw barbarzyństwu w sferze publicznej, przyczyniamy się do upowszechniania tego wydarzenia, nieświadomie prowokując do naśladowania?

Posłużę się pewną analogią. Bywam często w Taizé i niejednokrotnie zastanawiałam się, jak to się dzieje, że przy tak licznej obecności młodych ludzi nigdzie nie widać, na żadnej ścianie czy murze choćby najmniejszego śladu tak popularnego wszędzie w Europie grafitti. Czyżby to było możliwe, że wśród uczestników z tak wielu różnych krajów nie znalazł ani jeden, który zostawiłby po sobie ślad w postaci wykonanego sprayem bohomazu na ścianie? Okazuje się, że nie jest to prawda, że wśród tych tysięcy młodych, którzy przewijają się przez wioskę na wzgórzu, nie ma domorosłego artysty, tylko służby złożone z wolontariuszy każdy najmniejszy nawet ślad farby na ścianie czy murze natychmiast usuwają, żeby nikt tego nie zobaczył i nie zechciał naśladować. Nikogo o tym się nie informuje, nawet gdy sprawca zostanie złapany na gorącym uczynku, dostaje upomnienie, z groźbą wydalenia w razie powtórzenia tego czynu. Ale robi się to po cichu, nie nagłaśniając tych przypadków. Jest to metoda rozwiązywania takich spraw, nie tylko w odniesieniu do malowania po ścianach, ale do wszystkich problemów z zachowaniem młodych.

Czy nie można by skopiować tej metody? Zamiast nadawania rozgłosu, choćby w wyniku zupełnie uzasadnionych protestów, zastosować natychmiastowe usuwanie przedmiotów stanowiących profanację, zatrzymywać sprawców i stawiać ich przed kolegium. Po cichu, bez rozgłosu, bez medialnego szumu. Takie działania zostały zastosowane podczas ostatniego Marszu Niepodległości w odniesieniu do haseł nacjonalistycznych, propagujących nienawiść – konfiskata transparentów, zatrzymanie tych, którzy je nieśli. Przecież można zrobić to samo na Marszu Równości.

Pod tekstem na stronie Gazety Wyborczej informującym o ataku nożownika na ks. dr. Ireneusza Bakalarczyka pojawiło się ponad 300 komentarzy, a wśród nich wiele głosów aprobujących zbrodniczy czyn. Uważam, że moderator tej strony powinien mieć postawione zarzuty, w pierwszym rzędzie za nieusunięcie tych nawołujących do nienawiści, a nawet wręcz do morderstwa, wpisów, a w drugim za niezgłoszenie do prokuratury ich autorów, jeżeli tylko możliwa jest ich identyfikacja (komentarze pod tekstem mogą pisać tylko prenumeratorzy), jest bowiem świadkiem popełnienia przestępstwa polegającego na nawoływaniu do zabójstwa, a nie zgłasza tego organom ścigania.

Może nie dałoby to stuprocentowej skuteczności, ale – moim zdaniem – osłabiłoby narastającą falę nienawiści.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

16 komentarzy

  1. leszekanowak@wp.pl' Le'szeik pisze:

    Tak wygląda tolerancja według Kalego czyli tzw. „opozycji”.

  2. kwarszawski@gmail.com' www pisze:

    Takie podejście generalnie może wydawać sie słuszne. Ale…
    Myśląc o tym staje mi przed oczami casus sylwestra w koloni i masowego molestowania kobiet w trakcie ulicznej zabawy. Decyzja o blokadzie informacyjnej na te zdarzenia miała pewnikiem podobne motywacje. Nie chodziło co prawda o naśladownictwo ale o niezbudzanie niechęci czy wręcz agresji do ”gości”. Czyli niejako odgórnie dokonuje się pewnego filtrowania informacji celem ograniczania eskalacji napięcia. Motywacje słuszne. Bez dwóch zdań.
    Jednak jak sie okazało taka filtracja ma pewne bardzo groźne skutki uboczne. W monecie gdy sam fakt filtracji staje sie powszechnie znany powoduje on gwałtowne załamanie zaufania do osób i mediów za tą filtrację odpowiedzialnych.

    Oczywiście pominąłem kwestie sprawnego i natychmiastowego karania sprawców takich incydentów gdyż pomimo faktu iż zdaje sie ona czynić idee filtrowania słuszną to jednak obydwie kwestie tak naprawdę nie są ze sobą związane i każda toczy się niezależnie od siebie.

  3. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Proponowana tu metoda wzorowania się na działaniu wobec antysemickich czy nacjonalistycznych haseł podczas Marszu Niepodległości lub też kopiowania sposobów wypracowanych w Taizé wobec graficiarzy może być tylko częściowo skuteczna. Akty agresji wobec nietykalności cielesnej są powszechne potępiane i nikt rozsądny (poza internetowymi trollami) nie będzie tego pochwalał. Tu działania policji nie budzą zastrzeżeń. Ale inne formy obrazy i słownej agresji już nie. To zawsze można podciągnąć pod wolność artystycznego wyrazu. Każdy czyn profanacji czy bluźnierstwa łatwo tak zaklasyfikować i konfiskata czy działania prokuratury (ciche, bez rozgłosu) będą nagłaśniane przez drugą stronę. Przedstawiane jako zamach na wolność słowa. A że ta wolność kogoś rani? I że to wcale niemała grupa, która czuje się dotknięta? Nie mam dobrego pomysłu jak z tym sobie radzić, bo tych, którzy chcą atakować nie tyle Kościół czy kler, ale wprost wiarę i ludzi wierzących w Boga wcale nie brakuje. Wierzę jednak, że „bramy piekielne go nie przemogą”, choć szatan ma dziś wielu pomocników.

  4. mariusz.wiacek.1960@gmail.com' marwiac2 pisze:

    Dlaczego jest tak powszechna profanacja świętych katolickich, Matki Boskiej, Chrystusa a nie ma szyderstw i kpin z Mahometa? Z tej prostej przyczyny że muzułmanie gotowi są ginąć za swoją wiarę. Za satyryczne rysunki Charlie Hebdo wysadzili redakcję w powietrze. Salomon Rushdie za Szatańskie Wersety ma czapę zaoczną i ukrywa się już tyle. lat. Dlaczego szydzą, profanują? Bo mogą, bo nie ma reakcji od katolików. Padają słowa pełne oburzenia i tyle. Oni wiedzą że dzięki temu zdobywają rozgłos i aplauz i nic się nie dzieje. Nasikałem w świętym miejscu i co? Nic mi się nie stało żaden grom z jasnego n nieba nie strzelił. Hulaj dusza piekła niema. Za nieprawomyślne wypowiedzi o LGBT można wylecieć z pracy – ludzie się miarkują. dlaczego katolicy nie wrzucą z pracy bluźnierców. Nie chcą umierać za wiarę

  5. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Ożywiona dyskusja pod zapowiedzią tego tekstu toczy się na Facebooku. Przytaczam niektóre wpisy.

    Olga Zaród
    Kuria mówi, że to przypadek, „spiskowcy”, że atak na Kościół. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku śp. Pawła Adamowicza – część osób twierdziła, że to atak będący wynikiem hejtu, część, że nożownik był zaburzony i każdy mógł paść jego ofiarą.

    Małgorzata Wanke-Jakubowska
    Ale tu już mamy wyjaśnienie samego sprawcy: „Film Sekielskich to dobry trop”. Zaatakował, bo chciał zabić.

    Aleksander Gleichgewicht
    Używanie filmu Sekielskich (za który dziękował autorom Prymas Polski) jako przykładu zachęty do mordu… No cóż, (niedoszły, na szczęście) morderca może gadać co chce. Cytowanie go – bez komentarza – nie powinno mieć miejsca.
    Mowa nienawiści przynosi zatrute owoce. Ktoś przygotował dla niej glebę, nie miejsce to na ważenie win, choć równowagi i symetrii nie ma. Hejt przeciw Kościołowi i klerowi jest obrzydliwy, tak jak każdy inny, ale nie można zań winić Sekielskich ani innych uprawnionych krytyków Kościoła, który swą hipokryzją sięgającą najwyższych hierarchów na szczere napomnienie zasługuje.

    Małgorzata Wanke-Jakubowska
    Zamachowiec, który nie wyraził skruchy i przyznał się do zarzucanych mu czynów, chce przerzucić część odpowiedzialności na autorów filmu. Może liczy na łagodniejszy wymiar kary?

    Aleksander Gleichgewicht
    Nie rozumiem, dlaczego miałby na to liczyć? Więcej by chyba „wytargował”, gdyby się powoływał na tę kretyńską demonstrację, przywoływaną przez Pawła.
    P.S. Gdzie znaleźć szczegóły dot. rozwoju tej strasznej sprawy?

    Basia Corelowa
    Film Sekielskich pokazuje prawdę o polskim kościele. Jeśli należałoby kłamać lub przemilczać prawdę, żeby unikać różnych konsekwencji, to nie jest dobrze.

    Paweł Wróblewski
    Może, ale wpisująca się w opisaną przez Panią Marię. O wszystkim dziś decyduje kontekst. Ale pokazywać tylko jedną stronę medalu i uogólniać oraz piętnować stosując zbiorową odpowiedzialność też chyba nie za dobrze.

    Małgorzata Wanke-Jakubowska
    Ludzie uwielbiają uogólnienia i łatwo stosują zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Właśnie dlatego np. w Niemczech unikano upowszechniania informacji o gwałtach i molestowaniu kobiet, aby nie było ataków odwetowych. Taka niestety bywa społeczna reakcja.

    Aleksander Gleichgewicht
    I dobrze, bo większość tych histerycznych często informacji okazało się nieprawdą! (Dla porządku, wpis dot. gwałtów i „gwałtów”w Niemczech.

    Olga Zaród
    Każdy, kto atakuje z nożem, chce zabić. Sprawca ataku na prezydenta Gdańska też mówił o swoich motywacjach politycznych a jednak obserwowano go na oddziale psychiatrii. Osoby takie bada się psychiatryczne i tak też będzie zapewne z tym człowiekiem.

    Małgorzata Wanke-Jakubowska
    Ale jeśli ksiądz w sutannie na ulicy jest wyzywany od pedofili, to nie jest normalne. Widziałam wpisy pod zdjęciem tego umierającego księdza udzielającego błogosławieństwa prezydentowi. Nawet śmiertelna choroba i cierpienie nie chronią przed wulgarnymi wyzwiskami.

    Olga Zaród
    Wyzywanie na ulicy jest godne potępienia. Niestety mamy przyzwolenie na to, bo ludzie sobie prawo do „dokładania” innym. Przy mnie facet w tramwaju wygłaszał rasistowskie teksty w obecności ciemnoskórych- tylko ja zareagowałam, reszta białych, młodych mężczyzn- wrocławian udawała, że „nie słyszy”. Znam nauczyciela, który wygłasza publicznie rzeczy typu ” pedały niech się nie afiszują, mogą sobie żyć
    Wojciech Zięba
    Nie będę się wymądrzał, ale są przesłanki do stwierdzenia, że może istnieć związek przyczynowo-skutkowy miedzy postrzeganiem księży dzisiaj a atakiem.

    Olga Zaród
    To nie jest żadna agresja wobec kościoła, tylko facet dźgnął nożem księdza. Kiedy pewien człowiek zaatakował siekierą i poważnie ranił 3 nauczycielki, nikt nie pisał o
    „ataku na szkołę”. Kiedy zaatakowano lekarza w karetce, nie było mowy o „ataku na służbę zdrowia. Po co takie tytuły? Żeby wywołać psychozę?

    Basia Corelowa
    Nie jest to także, moim zdaniem, atak na tle religijnym.

    Elżbieta Zborowska
    Już na Twitterze pod informacją o napadzie na księdza napisałam ze przeraża mnie wzrost agresji w Polsce. Spirala nakręca się od kilku lat. Ludzie nie chcą tolerować kogoś, kto ma inne od nich poglądy. Niewierzący atakują wierzących,z drugiej zaś strony jest także atak na ateistów. Prawi na lewych,lewica na prawicę. Hetero wyśmiewają LGBT, ci zaś również w swoich marszach parodiują różne rzeczy i tak w koło. Czytam czasem komentarze na różnych forach po obydwu stronach barykady i włosy stają dęba od tego ,co tam można przeczytać. Czy będziemy kiedyś ze sobą normalnie rozmawiać?

  6. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Odkleił mi się tekst „Sacrum vs. profanum”. Brakuje nam w epoce informacyjnej wzajemnego szacunku. Ostatnio od noża zginął polityk, dziecko w szkole, starszy Pan w kościele w Wawie. Czy to wynik tego że postrzegamy księdza jak zwykłego człowieka czy tego że ludzie nie radzą sobie z tymi czasami? Wymieniłem trzy zdarzenia.Sprawcy z problemami psychicznymi. Brak właściwej opieki zdrowotnej się kłania. Może wrocławski przypadek to bezdomny który sobie właśnie wikt, opierunek i opiekę zdrowotną zapewnił?

  7. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Pod moim postem na Facebooku, zapowiadającym ten tekst ciąg dalszy dyskusji, którą wyżej przytoczyła moja siostra:

    Peter V. Schettel
    Nie zgadzam się z teorią, że zdarzenie jest neutralne niczym łomot, który spuścił niejaki Babinicz niejakiemu Kuklinowskiemu, bo za bramą Jasnej Góry „już prywatnemu, a nie posłowi” Zdarzenie bezwzględnie jest związane z sutanną. Celem był, być może ktokolwiek, ale koniecznie w sutannie. Czyli celem jest jednak Kościół. Podobnie jest z zachowaniami agresywnymi wobec przedstawicieli ochrony zdrowia, zwłaszcza wobec personelu PRM oraz SOR. Istnieje sporo prac naukowych z całego świata, gdzie zauważa się, że ambulans jest odbierany przez agresywne środowiska z przedmieść, jako element represyjnego systemu państwa i nie wjeżdża się w niektóre dzielnice bez asysty policji. Jeżeli uderzenie nożem nie związane było z prywatną sprawą między tymi dwiema osobami, to jest to agresja wobec swoistego znaku – munduru – sutanny czyli Kościoła. Jeżeli mamy mieć szansę na dialog, to musimy ze wszystkich stron dyskursu jednakowo definiować mowę nienawiści. Najczęściej obserwuję zastrzeganie „mowy nienawiści” do ataków na swoje środowisko, bo już ataki na naszych ideologicznych przeciwników są uzasadnionym gniewem i krytyką…

    Basia Corelowa
    A moim zdaniem celem nie jest kościół lecz ksiądz. A to nie to samo.

    Olga Zaród
    Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Natomiast warto zauważyć, że przy atakach na pielęgniarkę/nauczycielkę nie ma larum w prasie w tonie „atak na służbę zdrowia”/”atak na polską oświatę”. Dobrze pamiętam 3 wrocławskie nauczycielki, porąbane siekierą i reakcje w prasie…(czy im się aby nie należało?). Nie wiadomo, czemu człowiek z nożem czekał pod kościołem, o czym rozmawiał z tym księdzem, czy się znali…

    Peter V. Schettel
    Jeżeli jako kościół rozumiemy instytucję/organizację to celem był jednak kościół. Jeżeli jako wspólnotę wiernych, to absolutnie nie. Oczywiście nie jest to też raczej zdarzenie antyreligijne, a jedynie ślepa brutalna agresja. Nie oczekiwałbym od tegoż agresora głębszych refleksji. Jednak pamiętajmy, że to wybitnie inteligentni ludzie z reguły popychają do agresji bezrefleksyjne, proste jednostki. Historia jest pełna „pożytecznych idiotów”. Jesteśmy świadkami niestety bardzo brutalnej podjazdowej wojny propagandowo-ideologicznej. Umysł agitatora, odpowiada za zbrodnię w równym stopniu, co ręka zamachowca. Przy czym nie chodzi mi tu bynajmniej o braci Sekielskich.

    Darek Niworowski
    Absolutnie się zgadzam że wszystkimi. Po co ksiądz łaził o siódmej rano koło Kościoła? Wina księdza. Ewidentnie. Nadział się sam na nóż Bogu Ducha winnego przechodnia, który teraz pewnie ze strachu od zmysłów odchodzi. Absolutnie nie jest to atak na tle religijnym. Nic by się nie stało gdyby Ksiądz się nie szwendał koło Kościoła. Nie dość, że nie udowodniono jeszcze winy biednemu przechodniowi, a już pisowska publiczna telewizja wydała na niego wyrok. Nie dziwię się, że tylu roztrzęsionych obywateli, weźmie teraz z piwnicy siekiery i pójdzie walczyć o Pokój i demokrację i postęp. Moim zdaniem to wszystko wina Kościoła i księdza. Gdyby nie wydano zgody na postawienie Kościoła w tak atrakcyjnym miejscu Wrocławia, zapewne szczęśliwy mieszkaniec wracał by wtedy o 7 rano z położonej w tym miejscu klubu Go-Go albo dyskoteki. I nic nikomu by się nie stało. A tak już kolejny raz ludzie tracą nerwy i postrzelą jakiegoś Radnego PiSu, niechcący włożą nóż w czyjś pisowska brzuch czy na widok sutanny nie wytrzymają podniecenia i dźgną niechcący.

    Olga Zaród
    Ależ poziom w dyskusji…jeśli się z kimś nie zgadzamy, piszemy, że jego komentarze to „bzdury”. Potem dorzućmy Wyborczą, paskudny postęp i zgnębiony nagonką PiS. Brakuje tylko Sorosa i legionów LGBT ??? (Żeby było milej, to oczywiście prenumeruję Wyborczą i zapewne, pojona jej jadem, nie myślę samodzielnie)

  8. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Agresja nie jest motywowana wyłącznie względami ideologicznymi i politycznymi, pojawia się na ulicach, w galeriach handlowych, środkach komunikacji miejskiej i innych miejscach publicznych, a nóż coraz częściej staje się narzędziem wyrażania emocji. Nie tak dawno 15-latek zasztyletował 16-latka. Nie ma, co prawda, ataków z użyciem karabinu czy innej broni palnej, ale nóż też jest bardzo groźnym narzędziem, którym można zabić albo ciężko ranić.
    Na wzrost poziomu agresji, zwłaszcza u młodych, wpływ mają pełne brutalnych scen filmy akcji czy gry komputerowe. Dostęp do nich mają coraz młodsi użytkownicy, którzy niejako „znieczulają się” i potem bez trudu i oporów atakują. Rodzice często zakazują swoim dzieciom oglądania w domu takich filmów, stosują jakieś rodzicielskie blokady, ale nie mają swoich pociech pod obserwacją całą dobę. A te korzystają z komórek i telewizorów u kolegów, których rodzice są mniej czujni. Agresja wzrasta, a znieczulonych na cierpienia ofiar młodych napastników przybywa. Czy producenci owych obrazów aż tak bardzo przedkładają komercję i zysk nad ewentualne śmiertelnie niebezpieczne skutki?

  9. leszekanowak@wp.pl' Dembrza pisze:

    Fala agresji już zbyt narosła, poza tym żadne argumenty już nie pomogą. Autorytety dla tych ludzi nic już nie znaczą. Ot, kryzys wartości, przed którym swego czasu przestrzegał już Stanisław Vicenz. On wiedział doskonale czym jest wspólny dom i wzajemna tolerancja. Taki mamy dom, jaki sami sobie stworzyliśmy. Czy sami?

  10. ksietczynski@gmail.com' Krzysztof Sietczyński pisze:

    dużo jest racji w tym tekście, jednak myślę, że to się przelało… po występie Jażdżewskiego pod patronatem Tuska cały ten antyklerykalny radykalizm uzyskał „legalizację w przestrzeni publicznej”. już nie jest wstydliwy (jak wspomniane graffiti wykonywane często pod osłoną nocy) a stał się w pewnych środowiskach modny. I czuje przyzwolenie… dlatego nie unikniemy już nagłośnienia, ale jako katolicy musimy głośno i stanowczo mówić: nie ma i nie będzie zgody! dość!

    • kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

      Panie Krzysztofie. Jażdżewski to nawet wśród osób popierających PO wzbudził niesmak. Z pewnością nie zachęcił do przemocy. Nikt rozsądny nie atakuje katolików. Ba, nikt nie przekonuje katalików by przestali wierzyć czy żyć zgodnie z zasadami wiary. Ofensywa jest raczej w drugą stronę. Akcja równa jest reakcji.Dziś katolicy bardziej przypominają nachodzących w domach „Jechowych”. Tylko gorzej. Nie dają zazwyczaj przykładu a piętnują inność,nie szanują innego poglądu na życie. Nawet Krzyżacy Prusów asymilowali zamiast ich na siłę przechrzcić.

  11. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Zastanawiam się co jest bardziej przerażające i niepokojące na przyszłość: próba zabójstwa księdza czy dziesiątki komentarzy wyrażających aprobatę i „zrozumienie” dla tego czynu. Myślę, że każdy kto atakuje drugiego człowieka z użyciem niebezpiecznego narzędzia ma w jakimś stopniu wypaczoną osobowość. Nie znaczy to, że zwalnia go to z odpowiedzialności. Zmierzam do tego, że w każdym społeczeństwie jest jakiś odsetek takich ludzi i takie szokujące czyny się zdarzają. Problemem jest, gdy mordercze ataki są usprawiedliwiane tym że zaatakowany należał do określonej grupy. Oznacza to pojawia się niebezpieczna patologiczna nienawiść.
    Osobiście uważam, że w przypadku tego konkretnego ataku na księdza Bakalarczyka – podobnie jak w przypadku zamachu na prezydenta Adamowicza – póki nie ma szczegółowych wyników śledztwa dotyczących przebiegu zajścia i motywów, nie można obarczać odpowiedzialnością nikogo poza bezpośrednimi sprawcami. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest w naszym kraju atmosfera antyklerykalnej nagonki. Od wielu lat w Internecie i na obrzeżach polityki aktywnie działają ludzie wyrażający swoją wrogość do księży i pogardę do katolików. Przy każdej okazji usiłują wykazać, że Kościół, księża, katolicy, katolicka etyka to samo zło. Do tej pory większość polityków starało się, by nie być kojarzonymi z radykalnym antyklerykalizmem. Znamiennym novum była sytuacja z suportem przed wykładem Donalda Tuska na UW. Unaoczniła ona wojującym ateistom, że jest akceptacja ze strony wspieranych przez nich polityków dla ostrych hejterskich sformułowań. Zajadli wrogowie katolicyzmu uznali ze można bez skrępowań dać upust swoim fobiom. Zaistniała atmosfera nagonki i chyba jakiejś rywalizacji: kto dosadniej „dowali” księżom, kto „dowcipniej” wyszydzi świętości i nabożeństwa. Okazało się te działania były politycznie przeciwskuteczne i w tym jest nadzieja na ich wyciszenie, ale nie do wszystkich ten argument przemawia. Pewna granica niestety znowu została przekroczona.

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Wydaje mi się, że na działania na przeczekanie i zamilczenie jest już za późno. Eskalacja prowokacji postępuje tak szybko, że zamilczeć tego już się nie da. „W parafii mojego kolegi chuligan pobił proboszcza. Powiedział, że chciał po prostu dorwać jakiegoś księdza” – pisze Wojciech Batug. Ks. Daniel Wachowiak zauważa: „Od lat mnie to zdumiewa. Aktywność zajadłych przez wielokrotne pisanie donosów, oszczerstwa, czasem – jak widać – bluźnierstwo na Mszy a większość (czyli normalnie myślący) wycofani. Dają się przestraszyć wrzaskliwej mniejszości. „Po co się wychylać?” – czyli przyzwalają na zło.”

      Marsz Równości w Częstochowie zaplanowano dokładnie w tym samym dniu, w którym odbywała się XX Jubileuszowa Pielgrzymka Podwórkowych Kółek Różańcowych Dzieci, a demonstrujący nie ukrywali, że zamierzają „zdobyć” Jasną Górę, czyli aby to, co święte, splugawić. I zrobić to w obecności licznie zgromadzonych, modlących się przed Jasnogórską Królową dzieci. Widziałam na jednym zdjęciu z tej demonstracji mężczyznę w koszulce z polskim godłem na tęczowym tle i w podniesionej do góry ręce oprawionym w ramy wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej z tęczową aureolą. Dwa przestępstwa na jednym obrazku (profanacja polskiego godła i obraza uczuć religijnych).

      Nie mam wątpliwości, że następuje testowanie wytrzymałości ludzi wierzących na zasadzie: „jak daleko pozwolą się posunąć!”. Brak reakcji rozzuchwala i zachęca, aby pójść dalej. Jak choćby kilka dni temu dwie lesbijki namiętnie całujące się przed ołtarzem jednego z wrocławskich kościołów w trakcie Mszy św. Wierni siłą rozdzielili owe panie i wyprowadzili jedną z kościoła. Nie wiadomo, co by zrobiły, gdyby nie było żadnej reakcji. Jeszcze niedawno podobna zuchwałość, jakiej dopuściły się te dwie lesbijki, byłaby zupełnie nieprawdopodobna.

  12. Krzysztof.Atlasiewicz@gmail.com' not_registered pisze:

    Nikt nawet się nie zająknął o wolności słowa… Wszyscy czują się nieustannie obrażani. Osoby homoseksualne czują się obrażane przez katolików (i jak Pan Śmiszek, chcą penalizować ,,mowę nienawiści”). Katolicy czują się obrażeni bo osoby spod znaku LGBT demonstrują i domagają się swych praw (nie wnikam czy słusznie czy nie). A może by tak zrobić krok wstecz? Ksiądz mówi, że homoseksualizm jest grzechem? Jego prawo, a negowanie prawa do wyrażania swoich poglądów jest właśnie nietolerancją. Jeżeli jednak uważam, że jest inaczej – moje prawo o tym mówić, a nawet demonstrować o ile taka wola. A Ksiądz nie powinien protestować – bo to jest to samo prawo, które pozwala jemu swobodnie głosić przekonania religijne.
    Oczywiście granice wolności słowa istnieją. Nie wolno nawoływać do przemocy. Postępowanie dwóch Pań opisane wyżej to naruszenie miru domowego. Ale powinniśmy je zakreślić dużo dalej niż obecnie ma to miejsce. Dla własnego dobra.

  13. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dziękuję za ożywioną dyskusję wywołaną poruszonym tematem. Właściwie prawie wszyscy ze mną się zgodzili, choć najczęściej pisali „tak, ale…”. Zgadzam się z autorem ostatniego komentarza, że powinny istnieć granice wolności słowa, ale przesunęłabym je nieco w stosunku do jego propozycji – nie tylko nie wolno wzywać do przemocy, ale także nie wolno obrażać i znieważać. Ani też naruszać miru domowego. Są na to odpowiednie przepisy prawa, które wystarczy egzekwować. Zamiast pełnych słusznego oburzenia petycji, apeli, listów i komunikatów, zamiast słów potępienia wyrażanego w twitterowych czy facebookowych wpisach, lepiej wezwać policję i poprosić o interwencję albo złożyć zawiadomienie do prokuratury. Grzywna za wykroczenie dużo skuteczniej ostudzi antyklerykalną czy antyreligijną ekspresję prowokatorów niż setki petycji czy apeli z tysiącami zebranych podpisów. „Żadne argumenty już nie pomogą. Autorytety dla tych ludzi nic już nie znaczą” – pisze Dembrza. Zgadzam się z tą opinią i podobną autorstwa Krzysztofa Sietczyńskiego, który ocenia, że antyklerykalny radykalizm uzyskał „legalizację w przestrzeni publicznej”. Dlatego tym bardziej nie powinno się tych oburzających incydentów nagłaśniać, co wcale nie oznacza, że się je akceptuje. Prowokatorom zawsze zależy na rozgłosie, oni oczekują słów oburzenia, po to profanują czy znieważają. Powinni wiedzieć, że nie ma na to przyzwolenia, a dowiedzą się wówczas, gdy poniosą karę. Nie mam wątpliwości, że następuje testowanie wytrzymałości ludzi wierzących – pisze w komentarzu moja siostra. Prawda, sprawcy powinni się dowiedzieć, że to nie jest kwestia wytrzymałości, tylko, że za ludźmi wierzącymi stoi prawo, które ich chroni, że bezkarnie nie wolno dopuszczać się profanacji czy znieważania. Gdy przyjdzie im stanąć przed sądem i zapłacą wysoką grzywnę skończy się testowanie.

  14. aleczka27@gmail.com' Ala pisze:

    Nie rozumiem, jak można pochwalać coś okropnego. Świat po prostu zwariował, podstawowe wartości powoli tracą na znaczeniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *