Patron rzeczy zaginionych

szukanie

Kto w zdenerwowaniu nie szukał jakiegoś ważnego dokumentu, przedmiotu, pamiątki? Chyba nie ma takiego, komu by się to nie przytrafiło. Gdy zdarza mi się zapodziać coś ważnego, zawsze zamiast denerwować się i chaotycznie poszukiwać zagubionego przedmiotu, modlę się o wstawiennictwo do św. Antoniego. Nigdy mnie to nie zawiodło, a pomoc świętego zaczęła się już w dzieciństwie. Dlatego mówię czasem, że mam szczególne relacje ze św. Antonim.

Pierwszy raz, odczułam interwencję patrona rzeczy zaginionych, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Chodziłam wtedy do szkoły podstawowej i w ramach przedmiotu nazywanego wówczas prace ręczne trzeba było wykonać coś, czego dokończenie przełożono na kolejną lekcję za tydzień. Dobrze nie pamiętam, ale była to zdaje się serwetka, którą trzeba było obszyć i wyhaftować na niej jakiś wzór. Woreczek z niedokończoną pracą zostawiłam w szkole i zupełnie nie zdawałam sobie z tego sprawy. Dopiero za tydzień, gdy pakowałam tornister zorientowałam się, że tego, co powinnam zabrać na prace technikę nie ma w domu. Byłam zmartwiona i na tyle przerażona tym, co nazajutrz mnie spotka w szkole, że nawet nie powiedziałam o tym mamie. Pamiętałam, że w takich sytuacjach pomaga św. Antoni, zaczęłam się więc żarliwie do niego modlić. W nocy miałam sen tak wyraźny, że zapamiętałam go z najdrobniejszymi szczegółami. Śnił mi się następny dzień w szkole i ta lekcja, której tak bardzo się bałam. Zanim się zaczęła, poszłam do ostatniej ławki w rogu klasy i sięgnęłam do półki pod blatem, a tam leżała ta moja zagubiona praca. W szkole już na jawie sytuacja wiernie się powtórzyła, moja praca leżała tam, gdzie zobaczyłam ją we śnie. Przeleżała tam cały tydzień. Nie potrafiłam zresztą dociec, jak tam się znalazła. Po latach ta historia, gdy ją wspominam, robi na mnie wrażenie, zwłaszcza że bardzo rzadko śni mi się w nocy cokolwiek, a jeszcze rzadziej coś z tego pamiętam

Nadzwyczajnych wydarzeń z interwencją św. Antoniego miałam w życiu wiele, niekiedy były one bardzo spektakularne, a świadkami były inne osoby.

Kiedyś podczas pobytu w Polanicy opalałam się na łące, a w sąsiedztwie na kocu podobnie czas spędzało małżeństwo. Gdy zobaczyłam, że oboje czegoś wokół gwałtownie szukają, zaczepiłam ich i dowiedziałam się, że zginęły im klucze od samochodu. Mówili, że przeszukali wszystko wokół. Oddaliłam się na chwilę modlitwy i wróciłam do nich. W wysokiej trawie coś mi zamigotało. Schyliłam się i podniosłam te poszukiwane kluczyki. Gdy mi dziękowali, powiedziałam, że powinni wyrazić wdzięczność nie mnie, tylko św. Antoniemu.

Innym razem, podobnie, w szczelinie między deskami w podłodze znalazłam zaginioną baterię będącą małym krążkiem. Kiedyś zamiast wpaść w panikę, gdy nie mogłam znaleźć zegarka, również po chwili modlitwy, zupełnie nieoczekiwanie przyszło mi do głowy, żeby sięgnąć do wiadra na śmieci. Przez przypadek wyrzuciłam zegarek razem z odpadkami. Nie było żadnego racjonalnego powodu, żeby tam właśnie go szukać.

Takich przykładów było bardzo wiele w moim życiu. Modlitwa zawsze przynosiła myśl, czasem zupełnie zaskakującą, gdzie mam skierować poszukiwania. Mogę  z pełnym przekonaniem powiedzieć, że św. Antoni zawsze mi pomógł, kiedykolwiek się do niego zwracałam. Zawsze. Dlatego powtarzam, że mam szczególne relacje z tym świętym.

* * *

św. Antoni

W poniedziałek 13 czerwca, będzie wspomnienie św. Antoniego. To najpopularniejszy dzień imienin osób, którym patronuje ten święty. Św. Antoni nazywany Padewskim od miasta, w którym działał najintensywniej i najowocniej, czyli włoskiej Padwy, pochodził z Lizbony, gdzie w 1195 roku przyszedł na świat jako Ferdynand. Najpierw wstąpił do zakonu Kanoników Regularnych św. Augustyna w Coimbrze, gdzie studiował i w 1219 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Rok później wstąpił do zakonu franciszkanów i tam przyjął imię Antoni. Jego kazania szybko stały się sławne, gromadziły nawet 30 tysięcy ludzi, musiał więc głosić je na placach. Zamieszkał na stałe w klasztorze Świętej Marii w Padwie, gdzie zmarł w wieku 36 lat.

Papież Grzegorz IX już w rok po jego śmierci ogłosił go świętym i jest to najkrótszy okres kanonizacyjny w historii Kościoła. 700 lat później Antoni Padewski został przez papieża Piusa XII mianowany Doktorem Kościoła. Jest jednym z patronów zakonu franciszkańskiego, a także… patronem osób i rzeczy zaginionych.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

15 komentarzy

  1. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Bardzo serdecznie dziękuję autorce za ten piękny i osobisty tekst i obalenie mitu, że kult świętych wielu dzisiaj wydaje się jako jakaś przeszłość średniowiecznych praktyk. Obrazek pokazuje jak święty Antoni przedstawiany jest z Dzieciątkiem Jezus. To świadczy o jego relacjach z Bogiem jeszcze za życia. Dodam, że św. Antoni jest także patronem dzieci, górników, podróżnych ,ubogich, a także wstawia się za narzeczonymi i małżeństwami..Pozdrawiam pięknie i jeszcze raz szczerze dziękuję.

  2. gramatis@tlen.pl' Ufka pisze:

    Ja też uwielbiam św Antoniego Nie zawracam mu głowy i staram się znaleźć coś sama Ale jak jest nadzwyczajna sytuacja i bardzo ważna/pilna sprawa to Go wzywam na pomoc Jedna z ciekawszych interwencji:
    Byłam z dziećmi w Kuźnicy na Helu. Cały dzień na plaży – książki i jedzenie oraz wiele innych rzeczy. Po południu w czasie pakowania zorientowałam się że nie mam klucza do pokoju. Szukaliśmy wszędzie wokół grajdoła. Niestety. No to poszłam do domu skłonna nawet wybić okno. Stary Kaszub – ojciec właściciela dostał szału. Darł się że ci letnicy zawsze gubią wszystko i wpuścił dzieci (mial zapasowy klucz) a mnie wręczył podbierak na ryby i kazał szukać dalej na plaży. Poszłam te 2 km modląc się do św Antoniego. No i? Po wejściu na plaży zanurzyłam RAZ rękę w piasku i wyciągnęłam klucz. Do dzisiaj jestem pod wrażeniem. Mnóstwo innych przykładów w tym ważny ale osobisty.
    Mam kapliczkę ze św Antonim – na brzozie w linii ogrodzenia a więc dostępna dla wszystkich. Zdjęcie na TT. Wierzę że jest przekupny więc teraz obiecuję mu ” w razie cuś” nowe kwiatki:))

  3. alicja.js@wp.pl' AlicjaJesz pisze:

    W mojej rodzinie Święty Antoni darzony jest wielką atencją i przyzywany na pomoc w sytuacjach wydawało by się beznadziejnych. Nawet czasem mam wyrzuty sumienia, że jako bałaganiarz nadużywam jego cierpliwości 🙂 Kiedyś pojechaliśmy z mężem na grzyby i zabraliśmy ze sobą rodziców kolegi, starszych ludzi. Po grzybobraniu, w środku lasu, daleko od cywilizacji okazało się, że zaginęły kluczyki od samochodu. Wtedy jeszcze nie było telefonów w kieszeni więc sytuacja trudna. Jak to na grzybach, przeszliśmy szmat lasu i to klucząc tędy i owędy. Ruszyliśmy trasą którą chodziliśmy i zaczęliśmy prosić Świętego Antoniego o ratunek. No i udało nam się w tym lesie kluczyki odnaleźć! Do dziś wspominamy to wydarzenie jak cud. A drugi przypadek to równie piękna pomoc. Mój Tata gdy szedł do wojska dostał od mamy swojej krzyżyk na łańcuszku i całe życie go nosił. No i nagle krzyżyk z szyi zniknął. Tata był niepocieszony, szukał wszędzie ale nie znalazł. Modlił się do Świętego Antoniego o pomoc. I po jakimś czasie nagle taka myśl intensywna mu przyszła do głowy, że nie sprawdził w kanapie jednego miejsca. I ten krzyżyk tam był!!! Łańcuszek się przetarł od używania przez 60 lat 🙂 Tata był bardzo szczęśliwy i Święty Antoni zyskał w nas jeszcze gorliwszych wyznawców. Pozdrawiam najserdeczniej! 🙂

  4. dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Bardzo ciekawy text i ciekawe komentarze.Troche odbiegajac od tematu polecam Państwu biografie Swietych.Fascynujace i niesamowite zyciorysy.Ostatni przeczytalam w tygodniku o Swietym Andzrzeju Boboli.Niespokojny za zycia po smierci nie daje spokoju innym.

  5. mmigiel@o2.pl' mmw pisze:

    Jest tu trochękomentarzy, widać tekst interesujący i na czasie. Dla mnie św. Antoni kojarzy się z procesją Bożego Ciała gdy dziewczynki sypały kwiatki, chłopcy w komżach trzymali białe lilie zwane zresztą św. Antoniego w odróżnieniu od żółtych smolinosów. Czasem gdy wiosna się spóżniała lilie nie zakwitły na 13. czerwca ale zerwane,poświęcone zakwitału potem we flakonie.
    W Coimbrze przewodnik mówi iż w ich Uniwersytecie studiował sw. Antoni Padewski, miał wtedy BIAŁY habit i takiż jeden obraz św.Antoniego w białymhabicie jest w Lizbonie. Papież Jan Paweł II modlił się w Lizbonie w kaplicy św.Antoniego podczaspielgrzymki do Faimy.

  6. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Lubię zaznajamiać się z biografiami świętych, bo zawsze są inspirujące, niezwykłe i ciekawe. Tak się jakoś zdarzyło, że nigdy nie zaznajomiłem sie ze świętym Antonim. Ani w naszej parafii ani w rodzinie nie ma tradycji zwracania się do Niego. Jestem niesamowicie roztargnionym człowiekiem. Trzy razy straciłem portfel z dokumentami i pieniędzmi (odsyłano mi potem dokumenty ale bez pieniędzy), bardzo często szukam kluczy, a telefon komórkowy to gubiłem dziesiątki razy – zawsze udawało mi się znaleźć go za pomoca drugiej komórki. Do wczoraj – telefon zginął gdzieś w polu lub w drodze na pole i rozładował się. Najbardziej szkoda kilkuset zapisanych kontaktów.
    Historie opisane przez Panią oraz w komentarzach są naprawdę niesamowite. Tylko, że ja potrafię modlić się tylko o zdrowie

    • rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

      Śpieszę poinformować, że sąsiedzi poinformowali mnie, że ich znajomy zauważył na poboczu Nokię w kilku częściach. Moja, karta SIM nadal działa

  7. wziolek@yahoo.es' wziolek_sj pisze:

    Najpierw słówko w nawiązaniu do szczególnych relacji Autorki ze św. Antonim, potem dwa moje osobiste przypadki, a na koniec zdanie podsumowania 🙂
    Gdy pisze Pani, że ma „szczególne relacje z tym Świętym” to nie tylko wierzę, ale i wiem, że tak może być. Jedna spośród moich najbliższych przyjaciół (żona mojego najlepszego Przyjaciela) Gosia, od lat jest w takich właśnie bardzo bliskich i szczególnych relacjach ze św. Antonim. U nich w domu ma On miejsce szczególne, a gdy byliśmy razem w Padwie, to wzajemnym serdecznościom nie było końca 🙂
    Oczywiście, jej też św. Antoni nigdy nie zawiódł. Ale nie tylko to. Wielu z grona naszych przyjaciół, gdy znajdzie się w potrzebie (tzn. gdy zgubią coś) zwracają się do św. Antoniego w ten, mniej więcej, sposób: „Bo widzisz św. Antoni, ja chciałbym/chciałabym Cię prosić w tej sprawie, ale żebyś wiedział, że o to samo też prosić by Cię chciała Gosia G. tylko, że ona wyjechała i o niczym nie wie, ale żebyś wiedział, że ona też…” 🙂 Już nie raz śmieliśmy się z tej protekcji, ale prawda jest taka, że zawsze skutkuje.
    Osobiście, „wielokrotnie i na różne sposoby” wzywałem wstawiennictwa św. Antoniego, jak choćby recytując nauczony przez Babcię wierszyk: „Święty Antoni Padewski/ Orędowniku niebieski! /Niech się święci chwała Twoja/ Niech się znajdzie zguba moja!
    Sądzę, że wszyscy mamy świadomość, że to nie żadne zaklęcie i żadna magiczna formułka, tylko ufne (czyli pełne nadziei) zwrócenie się do Pana Boga, przez pośrednictwo św. Antoniego, i powierzenie mu swojej sprawy. Jak w każdej innej modlitwie, tak i w tej, najważniejszy jest element powierzenia się i zdania się na Pana Boga, bo tylko On wie czego nam potrzeba: czy potrzeba, żeby się coś znalazło, czy nie; żebyśmy wyzdrowieli czy nie; żebyśmy zdali egzamin czy nie; żebyśmy dojechali szczęśliwie czy nie. Jednak to „powierzenie się” i „zdanie się na” nie tylko nie wyklucza, ale wręcz zakłada szczere i natarczywe wołanie do Pana Boga, również za wstawiennictwem świętych. A tego, że – dzięki ich wstawiennictwu – często jesteśmy wysłuchani zanegować się nie da.
    Ze dwa lata temu goszcząc z całą grupą przyjaciół w domu na wsi u Gosi i jej męża przeżyliśmy taką sytuację. W sobotę wieczorem zaginęły klucze od domu. Szukaliśmy wszyscy, ale bez skutku. Na razie dramatu nie było, bo – co prawda – domu i innych budynków nie da się na noc zamknąć, ale przecież wszyscy będziemy w domu a poza tym „wsi spokojna, wsi wesoła…” W niedzielę po wstaniu trwały bezskuteczne poszukiwania (kilkanaście osób) i sytuacja robiła się dramatyczna, bo trzeba jechać do kościoła, a nie ma jak zamknąć domu. Gospodarz ofiarował się więc, że on pojedzie na wieczorną Mszę św. a teraz zostanie pilnować. Po powrocie poszukiwania trwały (z przerwą na obiad) a sytuacja robiła się coraz bardziej dramatyczna (i oczywiście bardzo nerwowa), bo wieczorem trzeba wracać do miasta a domu na wsi nie ma jak zamknąć. Poszedłem do budynku gospodarczego, by szukać tam po raz setny. Tym razem również bez skutku. Ale taki, już nieco zrezygnowany stanąłem i zacząłem się modlić: „Święty Antoni Padewski…” I na koniec dodałem: „Żeby było jasne: proszę Cię, żebyś pomógł znaleźć te klucze, a nie o to, żebym ja je znalazł. Pewnie, że byłoby fajnie, jakbym je znalazł ja (każdy wie, jaka to radość, przy takich wspólnych poszukiwaniach, prawda? :-)) ale jeśli nie tak ma być, to też dobrze. Niech je znajdzie ktoś inny. Ważne żeby się w ogóle znalazły. Bardzo Cię proszę!” Kiedy kończyłem wymawiać „-oszę” z domu usłyszałem niesamowicie radosny krzyk: „Są! Znalazły się!” Okazało się, że gospodarz, który w sobotę wieczór stał dzielnie przy grillu, wyciągnął z szafy jakąś starą kurtkę, bo wieczorem było mu chłodno i do kieszeni tejże kurtki schował klucze. Ktoś inny, odniósł potem te kurtkę do domu. Jeszcze ktoś inny, sprzątając przed niedzielą, schował ową kurtkę w innej szafie, takiej, w której trzyma się nigdy nie używane rzeczy.
    I drugi przykład już z Tomska. Zimą, wracając z centrum językowego, gdzie pobierałem nauki rosyjskiego zgubiłem rękawiczkę. Żadna wielka wartość i żadna wielka strata, ale bardzo te rękawiczki lubiłem. Kupiłem je kiedyś w Sukiennicach w Krakowie i jestem z nimi zżyty. Zgubę zauważyłem tuż przed domem. Zrobiłem w tył zwrot i powolnym krokiem przeszedłem wstecz całą drogę (3,5 km) uważnie patrząc pod nogi i wokół siebie. Niestety, bez skutku! Wracałem więc do domu zawiedziony i wkurzony, „ze spuszczoną głową, powoli/ jak ten żołnierz z niemieckiej niewoli ;-)) Oczywiście wciąż rozglądając się uważnie za rękawiczką. I wtedy pomyślałem sobie, że poproszę o wstawienniczą pomoc św. Antoniego. Zacząłem więc „Święty Antoni Padewski…” i kiedy jeszcze mówiłem, zobaczyłem rękawiczkę odłożoną przez kogoś i leżącą na balustradzie kamiennego mostu, po którym szedłem. Nie przerywając modlitwy ani marszu spokojnym ruchem zabrałem rękawiczkę z balustrady i założyłem na rękę. To było coś bardzo oczywistego… 🙂
    I teraz najważniejsze, czyli podsumowanie. Napiszę teraz trochę jak… ksiądz 😉
    Jak już wspomniałem wcześniej, modlitwa o wstawiennictwo św. Antoniego, czy jakiegokolwiek innego świętego, to nie żadna magia czy czarodziejskie formułki. Nigdy nie można zapominać, że w chrześcijaństwie chodzi o ufne wydanie siebie samego w ręce Boga żywego a nie o próby manipulowania Panem Bogiem i pragnienie „używania Go” do swoich, choćby i najbardziej pobożnych, potrzeb i zachcianek. Jednak świętych obcowanie to rzeczywistość bardzo konkretna i próby rugowania jej z naszego chrześcijańskiego życia poprzez wyśmiewanie, deprecjonowanie czy zarzucanie jej płycizny intelektualnej i teologicznej zawsze pachną (śmierdzą?!) pychą, a ta jest dopiero naprawdę niebezpieczna.
    Studiujmy teologię, pogłębiajmy nasza wiarę i znajomość Pisma Świętego, ale ile razy przyjdzie nam do głowy, by robić to w kontrze do tego, czego nas uczyły nasze Babcie, to wiedzmy , że idziemy po bardzo kruchym lodzie… Nasze Babcie i tylu innych prostych ludzi nie studiowało tyle co my, ale byli silni i mądrzy poprzez pokorę serca na której budowali resztę.
    I jeszcze jedno: Jak napisała Autorka św. Antoni Padewski to Patron nie tylko rzeczy , ale i ludzi zaginionych. Zaginionych i odnalezionych! I właśnie dlatego jest tylu ludziom tak bliski. Bo przecież nie ma piękniejszej definicji naszej wiary niż ta: „Chrześcijaństwo to radość bycia odnalezionym!” Kto przeżył, ten wie… 😉
    Bardzo dziękuję Autorce za temat i przepraszam za koszmarne rozmiary komentarza. Obiecuję, że to się nie powtórzy… 😉
    PS. Bardzo dziękuję Pani Darii Ziemiec za wspomnienie o moim współbracie św. Andrzeju Boboli. Jezuiccy święci i moja z nimi relacja, to temat na osobną historię. Żaden z nich nie spełnia moich życzeń i próśb. Ale to właśnie Oni ukształtowali i uratowali moje życie, uczą kochać i to Oni są mi najbliżsi. Niech się św. Antoni nie obrazi, ale o wiele bliżsi niż On 😉

  8. elzbieta@gmail.com' Elzbieta Zborowska pisze:

    W mojej rodzinie św. Antoni jest takze często przyzywany przy pomocy wiersza ludowego,o ktorym wspomniano w komentarzu powyżej.Najczesciej robię to ja, kiedy naprawdę nie mogę znaleźć szukanego przedmiotu i jestem juz bardzo zdesperowana. Wtedy czuję w głowie jakis błysk i w myśli pojawia się miejsce, do którego powinnam zajrzeć. Zazwyczaj tam znajduję szukaną rzecz. Czasami odwdzięczam się świętemu,wrzucając mu w kosciele monetę do skarbony pod jego figurą.Choć nie potrafiłam sobie przypomnieć konkretnych przykładów interwencji sw. Antoniego, to jednak też uważam, że mam z nim osobliwą relację.

  9. bmichowicz@wp.pl' Barbara M-S pisze:

    A dla mnie wizyta u św. Antoniego w Padwie była początkiem religijnego pogubienia. Ale ta moja historia, choć prawdziwa, zupełnie chyba nie pasuje do ogólnego tonu..

    • wziolek@yahoo.es' wziolek_sj pisze:

      A ja myślę, że bardzo pasuje.
      Wie Pani, bez prawdziwego zagubienia nie ma prawdziwej radości bycia odnalezionym. Proszę mi wierzyć, bo – że tak kolokwialnie to ujmę – „zaliczyłem” i jedno i drugie… Gdyby nie to pierwsze, nie przeżyłbym najważniejszego, najmocniejszego i najpiękniejszego doświadczenia w moim życiu…
      Obojętnie jak to zabrzmi zawsze będę powtarzał, że choć sam nigdy bym tego tak nie zaplanował (bo za bardzo bolesne!) to jednak: WARTO BYŁO!
      Może więc warto właśnie tak na to spojrzeć?
      Z tej perspektywy patrząc jest Pani na dobrej drodze… I Pani historia jak najbardziej pasuje.
      Pozdrawiam serdecznie i doświadczenia bycia odnalezionym życzę! 🙂

  10. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Ze świętymi nie mam specjalnych koneksji, toteż nie modlę się do nich przy poszukiwaniach. Przeważnie znajduję bez ich pomocy, tylko nie zawsze wtedy, kiedy tego chcę. Rozumiem tych, którzy szukają u nich wsparcia i są im wdzięczni, w końcu wszystko można utożsamiać, z czym kto woli.
    Pozdrawiam najmocniej.

  11. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Korzystałam ze „specjalnych relacji” mojej siostry ze św. Antonim i gdy mi coś zginęło, nie tylko sama się modliłam, ale i ją prosiłam o modlitwę. Ludzie w sytuacjach trudnych zwracają się do Boga za pośrednictwem świętych. Nie byłoby przecież inaczej dokumentacji cudów w procesach beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych. Warto sięgnąć do opisu tych historii, choćby całkiem niedawna – uzdrowienie za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego Popiełuszki.
    Ludzie czasem wypowiadają akty strzeliste. To też modlitwa. Na przykład nasza babcia, gdy pod koniec życia była już całkiem niewidoma (zmagała się z jaskrą), idąc i podpierając się laską szeptała: „Matko Boska, daj, żebym nie upadła”. Pamiętam to bardzo dobrze. Bo upadek mógłby być tragiczny w skutkach.
    Ja przyzwyczaiłam się w sytuacjach bardzo trudnych szeptać, wzorem św. Faustyny „Jezu, ufam Tobie”. Ale za wstawiennictwem świętych też się modlę. Mam piękną modlitwę za wstawiennictwem św. Jana Pawła II, ale często mówię do Niego swoimi słowami. Proszę o pomoc w różnych rodzinnych sprawach, albo o uzdrowienie z ciężkich chorób. Wierzę w świętych obcowanie.

  12. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Jestem wzruszona i zbudowana tym, że mój ulubiony święty wzbudził zainteresowanie, a temat skłonił do refleksji i wspomnień z własnych doświadczeń. Dziękuję zwłaszcza ks. Wojciechowi za komentarz i teologiczną refleksję Dziś jest dzień, w którym wspominamy św. Antoniego Padewskiego. Wszystkim Antonim wiele łask Bożych i wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim wsparcia świętego patrona.

  13. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    To był prawdziwy cud. Taki zbieg nadzwyczajnych okoliczności nie ma prawa w naturalny sposób się zdarzyć. A mnie się zdarzył i to za sprawą św. Antoniego. Moja siostra powtarza, że jej nigdy nie zawiódł, więc uderzyłam do niego, a on wysłuchał i… pomógł.

    To był pierwszy wyjazd na rower w tym roku. Mąż mi napompował koła i ruszyłam. Był to czas znacznie bardziej rygorystycznych nakazów pandemicznych, więc na twarzy maseczka i słoneczne okulary, w saszetce na biodrach, w której schowałam cztery klucze od piwnicy (spięte charakterystycznym breloczkiem z wieżą Eiffla), bo i od drzwi zewnętrznych, i od kraty, i samej piwnicy dwa, miałam tubkę z żelem odkażającym. Ruszyłam na nadodrzańskie wały. W pewnym momencie zaswędziało mnie oko. Zatrzymałam się, wyjęłam żel, żeby zdezynfekować dłonie i… pewnie w tym momencie z saszetki wypadły mi klucze. Nie zauważyłam tego. Pojechałam do Parku Szczytnickiego, tam usiadłam trochę na ławce złakniona po kwarantannie świeżego powietrza i słońca.

    Gdy wróciłam, okazało się, że nie mam kluczy do piwinicy. A tylko trzy z czterech mieliśmy zapasowe (ten od kraty zamykającej wejście był tylko jeden). Natychmiast zawróciłam, ale cóż. Szukaj wiatru w polu. Trasę przebyłam długą, gdzie szukać. Nawet dokładnie nie pamiętałam, w którym miejscu dezynfekowałam dłonie. Ale po drodze cały czas żarliwie modliłam się do św. Antoniego. I wtedy przyszło mi do głowy (albo to on mi podpowiedział), żebym napisała na Facebooku w grupie Nasze Sępolno post z wyróżnionym tłem takiej oto treści:

    „Czy ktoś znalazł na wałach nadodrzańskich klucz z wieżą Eiffla? Proszę o kontakt.”

    Wróciłam do domu. Od sąsiadów pożyczyłam na chwilę brakujący klucz, schowałam rower i uklękłam do Litanii do św. Antoniego. Co jakiś czas zaglądałam do grupy Nasze Sępolno na Facebooku. Ludzie podawali dalej ten mój post, w sumie było 17 udostępnień. I w pewnym momencie zobaczyłam wpis Marka Sienki: „Widzę je” i zdjęcie moich kluczy z charakterystycznym breloczkiem zaczepione na trytkę na oparciu przy zejściu na schody. Marek Sienko jeszcze dał zdjęcie w zbliżeniu i napisał: „Niedaleko jazu, niedaleko Opatovice Baech Bar”, „Ktoś je na trytkę przyczepił.

    Było już ciemno. Wybrałam się rano, skoro świt . Zdjęcie było tak dokładne, że nie miałam problemu, by trafić. Klucze znalazły się w moim ręku. Jaki to zbieg okolicznosci, by ktoś akurat tędy przejeżdzał i klucze bezpiecznie umocował. A ktoś inny, też będący w grupie Nasze Sępolno na Facebooku zobaczył mój post i akurat tamtędy przejeżdżał. Sfotografował i wpisał w tej grupie.

    Przecież wszystkich nas naprowadzał On. Święty Antoni. Bogu niech będą dzięki za takiego Orędownika. I dobrym ludziom, którzy dali się poprowadzić. Tym, którzy podawali post dalej, ale przede wszystkim Panu Markowi Sieńce, który zdjęcie i informację zamieścił i temu nieznajomemu, który klucze bezpiecznie zamocował.

    Cuda się zdarzają, trzeba w nie tylko uwierzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *