Panika

Panikę rodzi zbiorowy strach przed zagrożeniem, zwłaszcza nieznanym, nierozpoznanym. Łatwo panikę wywołać, trudniej opanować zbiorową, nieracjonalną reakcję. Jak odpowiedzialnie ostrzegać i jednocześnie nie straszyć?

Gdy w niemieckiej galerii handlowej Thier w Dortmundzie, czterech nastolatków dla zabawy odpaliło petardy, ludzie wpadli w panikę i uciekali, tratując się nawzajem. Poważnie rannych zostało siedem osób. W podobnych sytuacjach, gdy przez wąskie wyjście usiłował wydostać się spanikowany tłum, dochodziło do stratowania na śmierć. Ludzie w panice zachowują się nieracjonalnie.

Zbiorowy strach mogą wywołać innego rodzaju zagrożenia. W sytuacji krachu finansowego, gdy szaleje inflacja i chwiać zaczyna się system bankowy, a obawę przed utratą zgromadzonych na kontach środków podsycić nietrudno, wystarczy jedna nieodpowiedzialna wypowiedź, a ludzie – tak jak przy wyjściu z pomieszczenia – tłoczą się przy okienkach bankowych, podejmując wszystkie środki pieniężne, jakie mają. No i wtedy prawdziwy krach gotowy. Oczywiście niezrozumienie mechanizmów finansowych powoduje nieracjonalne i bardzo szkodliwe działania wynikające z paniki.

Jeszcze bardziej niż bankructwa ludzie boją się o swoje zdrowie. Brak wiedzy powoduje z jednej strony nieostrożność, gdy pożądana jest czujność i rozważne działanie, a przesadne obawy w innej sytuacji. W przypadku skażeń jądrowych niewiedza jest powszechna, bo to skomplikowana materia. Po katastrofie w Czarnobylu z jednej strony ludzie w czasie największego skażenia wychodzili z dziećmi na spacer, co było groźne zwłaszcza podczas opadów, z drugiej zaś długo obawiali się skażonych grzybów i miodu. Reakcje były zupełnie nieadekwatne, o czym pisała moja siostra w tekście „30 lat od katastrofy w Czarnobylu” [LINK].

Pamiętam też, gdy na początku lat dziewięćdziesiątych pojawiła się tzw. choroba szalonych krów, czyli gąbczasta encefalopatia bydła (BSE), ludzie wpadli w panikę. Dla zlikwidowania epidemii BSE masowo wybijano całe stada bydła, co było oczywiście potrzebne. Do Polski choroba szalonych krów dotarła dopiero na początku XXI wieku, ale nie nosiła znamion epidemii. Stwierdzono zaledwie kilkadziesiąt przypadków tej choroby wśród krów. Mimo to, a zwłaszcza w sytuacji, gdy ludzi, u których wykryto chorobę Creutzfeldta-Jakoba, którą można się było zarazić poprzez zjedzenie podrobów wołowych od zarażonej przez BSE krowy, przestano nie tylko kupować wołowinę, ale nawet przetwory z niewielkim jej dodatkiem. Masowe, przesadne unikanie jedzenia wołowiny utrzymywało się jeszcze przez jakiś czas. Panikę wywołała też epidemia ptasiej grypy. Z danych WHO wynika, ze między 2003 a 2009 rokiem, czyli w okresie wzmożonego działania wirusa na świecie, spowodował on zachorowanie 440 osób i śmierć 262. Do dziś stwierdzono na świecie 861 zachorowań i 455 przypadków śmiertelnych, skala rozprzestrzeniania się była jednak niezbyt duża.

Pamiętam jeszcze z dzieciństwa, gdy pojawiały się pogłoski, a rozpuszczano takie przy niemal każdym lokalnym konflikcie międzynarodowym, że będzie wojna, a – a były to czasy permanentnych niedoborów, jak to w komunizmie – ludzie w panice wykupywali podstawowe produkty żywnościowe: sól, mąkę, cukier, ryż, kasze, konserwy. Żeby było na zapas, gdy wojna wybuchnie. Pustawe zazwyczaj sklepy pustoszały jeszcze bardziej.

Okazuje się, że wykupywanie w panice żywności, zwłaszcza w północnej części Włoch, towarzyszy obecnej epidemii koronawirusa. Szczególnie szybko rozprzestrzeniająca się choroba sieje panikę. Łatwo manipulować emocjami. Nieznane zagrożenie wywołuje strach i nieracjonalne masowe reakcje. Giełda leci na łeb na szyję, odwoływane są imprezy masowe, loty samolotowe, zajęcia w szkołach i na uczelniach, a we Włoszech nawet Msze św. w kościołach na zagrożonych koronawirusem terenach.

W takiej sytuacji, aby zapanować nad emocjami i nie wywoływać paniki, szczególnie ważne jest zaufanie. Ludzie powinni być na bieżąco informowani i instruowani. Bardzo łatwo rozhuśtać emocje i podważyć zaufanie do służb państwowych.

Dlatego dobrze się stało, że Episkopat podjął decyzję o odczytaniu komunikatu Ministra Zdrowia w kościołach podczas niedzielnych Mszy św. Wiadomo, że koronawirus w końcu dotrze do Polski i zarówno ludzie, jak i służby państwowe powinny być na to przygotowane.

W tej sytuacji szczególnie naganne wydaje granie emocjami i podważanie zaufania do państwa. Żadna kampania wyborcza tego nie usprawiedliwia, bo skutki mogą być katastrofalne. Nawet politycy Lewicy wypowiedzieli się w podobnym duchu. Adrian Zandberg napisał: „A ja prosiłbym wszystkich, niezależnie od temperatury sporu politycznego, żebyśmy zachowywali się odpowiedzialnie”. W podobnym tonie wypowiedział się Robert Biedroń: „Najważniejszy teraz jest spokój i odpowiedzialność, a nie wzniecanie paniki. Gorąco namawiam, by nie wykorzystywać tej sytuacji do celów politycznych. Potencjalna epidemia wirusa to naprawdę nie jest sposób na kampanię”.

Neurolog Rosario Sorrentino, o czym przypomniał Tomasz Łysiak, ostrzegał: „Lęk może być gorszy od wirusa, powstaje druga, paralelna epidemia”. O strachu dr Sorrentino pisze też w swoich książkach. W wywiadzie podkreślał, że „siostra obawa” jest potrzebna – dodaje jasności myślenia, mobilizuje do działania, uwrażliwia na zagrożenia. Gdy jednak obawa zamienia się w panikę – staje się groźna. Dlatego należy zachować spokój i zdrowy rozsądek. Życie powinno toczyć się normalnie, przy wszystkich środkach ostrożności, chodźmy na kawę i na spacery.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

12 komentarzy

  1. gramatis@tlen.pl' Ufka pisze:

    Niestety PO zachowuje się nieodpowiedzialnie. Histeryczka z netu – bez koronawirusa – zaliczyła swoją chwilę sławy, bo wspomniano o tym w Sejmie. Na szczęście ludzie się sami ogarniają – bez nakazów. Pani z centrum handlowego mówiła o wstawieniu pojemników z płynem dezynfekcyjnym do toalet. Ale wychodzi też głupota – jakiś dyrektor szkoły jęczał, że mu „rząd =nie kupił mydła”. To czym dotąd dzieci myły ręce? Dyrektora bym odwołała w trybie natychmiastowym

  2. gabriellawit@gmail.com' GABRIEL pisze:

    Rozmawialem z moim przewodnikiem w Nepalu. Nepal spodziewal sie w tym roku 2 milionow turystow. Jak do tej pory, prawie wszyscy odwolali swoje loty. A w Nepalu byl jeden wypadek zarazenia wirusem (jak dotad). To katastrofa dla tego biednego kraju zyjacego glownie z turystyki.
    Ale ja lece do Nepalu jesienia.

  3. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Zagrożenie rodzi strach, a strach wyłącza rozum, logiczne myślenie, a w pierwszej kolejności zaufanie. Zawsze i wszędzie. Spanikowani ludzie w obliczu zagrożenia poddają się przeciwdziałającym mu rygorom tylko wtedy, gdy korespondują one z tym, co podpowiada strach. We Wrocławiu w czasie epidemii czarnej ospy w 1963 roku, ludzie poddali się masowo szczepieniom (98 proc. wrocławian zostało zaszczepionych) nie dlatego, że ufali władzom, ale ponieważ śmiertelnie się bali. Strach bowiem nie zawsze jest złym doradcą. Ale na ogół jest nim chęć przechytrzenia innych, zabezpieczenia siebie bardziej, lepiej, wcześniej. Tym jest kupowanie towarów na zapas (przecież żadna logika tego nie uzasadnia), tym jest tratowanie się przy wychodzeniu z pomieszczenia, w którym coś niebezpiecznego się zdarzyło i wszystkim zagraża. Tłoczenie się przy wyjściu opóźnia, a nie przyspiesza opuszczenie przez wszystkich pomieszczenia. Ale każdy chce wyjść wcześniej od innych, zabezpieczyć siebie lepiej, szybciej. Tak było pięć lat temu podczas dyskoteki organizowanej przez samorząd studencki na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy. Ktoś wrzucił niedopałek do kosza, a w dwóch pomieszczeniach połączonych wąskim korytarzem imprezowało ponad 200 osób. Do tragedii doszło, gdy bawiący się młodzi ludzie poczuli dym. Spanikowani imprezowicze wychodzili przez wąski łącznik, 24-letnia studentka budownictwa została zadeptana na śmierć, 16 jej kolegów trafiło do szpitala, stan dwóch był bardzo ciężki. A przecież gdyby zachowali spokój i zdrowy rozsądek wszyscy spokojnie opuściliby to pomieszczenie.

  4. mariusz.wiacek.1960@gmail.com' marwiac2 pisze:

    Ludzie lubią się bać. Jak się lubią to musi być ktoś kto ich postraszy. Pierwszymi do straszenia są artyści – horrory, filmy katastroficzne to niezły biznes, ludzie walną drzwiami i oknami, Omen, czy Płonący Wieżowiec odniosły sukces komercyjny. Druga metoda straszenia to jest naukowa bo za 50 lat klimat się zmieni i będzie katastrofa równoznaczna z końcem świata. Raport rzymski pominę. ale przypomnę słynną dziurę ozonowa z lat 80 i 90 szkodliwe to że ho ho, a przyczyną jej powstawania były popularne dezodoranty w aerozolu i urządzenia chłodnicze napędzane złowrogim freonem. Filmy były o raku skóry że jak się nic nie zmieni to w 2020 roku rak skóry będzie najczęstszą przyczyną zgonów. Opracowania naukowców itp aby ludzie się bali bardziej. Wymieniono lodówki na nowy lepszy freon, wymyślono nowe gazy napędzające aerozole i ludzkość została uratowana – znaczy się częściowo uratowana od dziury ozonowej. Zaczęto straszyć ociepleniem klimatu że się ociepla i nerwowo szukano winnego. Do pracy zabrali się naukowcy, młodzież, dzieci i przyznający różne nagrody. Uruchomion o stosowne granty i pojawił się winny gaz zwany dwutlenkiem węgla. Ten gaz CO2 został oskarżony (a raczej ci co go emitują o najgorsze zbornie). Mniej wytrzymali, ale oczytani mają przed oczyma obrazy z Cieplarni Ursuli Le Guin. Jedyne lekarstwo nie będziemy emitować CO2 i świat zostanie uratowany. Jak to się dzieje że gazy 1,5 raza cięższy od powietrza sam z siebie wędruje na górne warstwy atmosfery a nie płoży się po gruncie czekając aż go zielone rośliny nie przerobią na tlen tego już nie bardzo da się wyjaśnić. To są przykłady długofalowego straszenia. Potrzebne jest też straszenie krótkoterminowe, ptasie grypy, choroby szalonych krów, świńskie grypy i inne. Te wszystkie „straszenia” mają za zadanie wywołanie u odbiorców określonych zachowań. Jakich np nacisk na polityków aby zakazały stosowania paliw stałych, zakup medykamentów i tym podobne. Co do paniki na imprezach gdy wybuchnie panika to proszę wejść do jakiegokolwiek budynku publicznego ile drzwi jest zamkniętych, ile wyjść ewakuacyjnych jest pozastawianych i zamkniętych. Ile stosuje się drzwi rozsuwanych które działają zbyt powoli. Tłum nie zachowuje się racjonalnie, zaś właściciele zamykają drzwi ewakuacyjne bo ktoś może wejść na lewo, robi się imprezy w pomieszczeniach do tego nie dostosowanych i zastawia się drogi ewakuacyjne. Skoro na imprezie z powodu konieczności szybkiej ewakuacji ktoś traci życie lub zdrowie to wina jest zawsze po stronie rozwiązań technicznych nie paniki

  5. dariaziemiec@gmail.com' daria ziemiec pisze:

    Na koronawirusa nie ma jeszcze lekarstwa ale wysoceprawdopodobnejest ze pojawi sie szczepionka przed nim chroniąca
    Polka dr Mariola Fotin-Mleczek nadzoruje wlasnie prace nad szczepionką i bedzie to szczepionka nowej generacji.
    Pozostaje nam czeste mycie rąk unikanie duzych skupisk ludzi a osoby o obnizonej odpornosci szczegolnie starsze powinny zachowac szczególną ostrożność bo sa najbardziej narażone.Zdrowy rozsądek powinni szczegolnie zachować niektorzy politycy opozycji obrazajacy diagnostow medycznych bo to ich wypowiedzi nakrecaja spiralę strachu.Brak słów na tak nieodpowiedzialna postawę.Mysle ze w tym przypadku zwykle slowo przepraszam nie wystarczy!

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Nawyki higieniczne wdraża się w dzieciństwie, ale na ile skutecznie, wpływ na to mają warunki, w których dzieci się chowają. Nasz, mój i mojej siostry, ojciec, gdy był dzieckiem panowała we Lwowie czerwonka, choroba, która zbierała wówczas śmiertelne żniwo. Ojciec wtedy nauczył się starannie myć ręce, przestrzegał tego na wet w warunkach turystycznych, bo nawyki nabył w warunkach, gdy było ryzyko zarażenia się śmiertelną chorobą. W czasie drugiej wojny panował tyfus i te nawyki zostały jeszcze wzmocnione.

      Dzieci w latach siedemdziesiątych nie znały takich zagrożeń, bawiły się na podwórkach i niejednokrotnie umorusane, jadły kanapki brudnymi rękoma, nie zawsze dopilnowane przez rodziców, piły ze wspólnego kubka. Nie miały żadnych obaw. Ale nie wszystkie. Mój starszy syn (nie wiem skąd się to u niego wzięło) miał naturalny, niewyuczony odruch brzydzenia się. Na wycieczce szkolnej potrafił być głodny, a nie wziął kanapki nieumytymi rękoma, nigdy nie napił się z kubka, z którego ktoś pił, wolał być spragniony. Przestrzegał tego do przesady.

      Dlatego ludziom, którzy mają wypracowane nawyki z dzieciństwa, tak jak nasz ojciec, lub naturalny odruch brzydzenia się, jak mój starszy syn, jest nieskończenie łatwiej przestrzegać żelaznych zasad higieny rąk niż ty, którzy mogą czasem się zapomnieć. Wciąż koronawirus nie taki straszny jak była kiedyś czerwonka czy tyfus.

  6. dariaziemiec@gmail.com' daria ziemiec pisze:

    Pojedynek na mycie rak miedzy marszalkami i ich polemika który sposob jest skuteczny mimo calej smiesznosci powinien nas uczulic ze oczywista oczywistość czyli mycie rąk w czasie epidemii czy tez jej podejrzenia jest absolutną koniecznością.Jesli nawyk ten nieco zaniedbalismy wystarczy sibie uświadomić ze to co bierzemy do rąk dotykali ludzie ktorzy mogą miec podstawową higienę w glebokim powazaniu:)Ku przestrodze nie powinniśmy pic bezposrednio z puszek 🙁
    W sklepach w Italii w zlym tonie jest przebieranie w owocach bez rękawiczek jednorazowych:)Korzystajmy rowniez u nas a pieczywo kupujmy w piekarniach.
    Plyny dezyfekujace których brakuje podobno w regionach zarazonych sami mozemy zrobić w domu.Polecam internet.Nie mamy kombinezonow ochronnych ani śluz zatem kierujmy sue zdrowym rozsądkiem.
    Wiele epidemii przeżyliśmy i zapewne wiele jeszcze przed nami.Jak powiedział chiński naukowiec nie wszystko co lata pelza i pływa nadaje sie do jedzenia.Targ w Wuhan to tylko wierzcholek gory lodowej:(

  7. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Znam bardzo wielu ludzi, dla których każda alarmująca pogłoska – zwłaszcza jeśli połączona z jakąś spiskową teorią – jest bardziej wiarygodna niż oficjalne dane i tłumaczenia. Jest to kwestia charakteru tych ludzi, ale przede wszystkim ugruntowanego przez pokolenia zupełnego braku zaufania do mediów i władz.

  8. dariaziemiec@gmail.com' daria ziemiec pisze:

    Domowy plyn dezynfekujacy prosty sprawdzony .
    Alkohol 70÷
    olejek lawendowy
    olejek herbaciany
    zel aloesowy
    Pojemnik z dozownikiem napelniamy alkoholem do 1 /3 jej objetosci dodajemy nowe10 ,15 kropli kazdego z olejków i dopelniamy zelem aloesowym.
    Całość mieszamy i oczywiscie używamy:)
    Olejki mozemy zmienic jesli zapachy nam nie odpowiadają.

  9. dariaziemiec@gmail.com' daria ziemiec pisze:

    Moj znajomy ratownik medyczny powiedzial kiedys ze ludzie panicznie boja sie pomagać w sytuacjach zagrozenia zycia.Boimy sie robic masaz serca bo obaeiamy sie złamać żebra.To najczesciej slyszana wymówka.Lub ze nie sa przeszkoleni nie wiedza ile oddechow itp.
    Panika paralizuje jednak warto psmietac ze nasze trzezwe spojrzenie i opanowanie strachu moga komus uratować zycie.Nawet nieudolny masaz jest skuteczniejszy niz jego brak.Młodzież w szkolach jest uczona pierwszej pomocy.Dodkonale widza jak zribic masaz serca zahamować krwotok jak rowniez to ze nie wyciagamy noza z brzucha.Potrafia pomóc kolezance epileptyczce .Nawyki wyniesione z dziecinstwa będą ratunkiem w przyszlosci.Sytuacje w ktorych wiemy jak zadziałać skutecznie pkmoga nam pokonac strach czy panikę.Dlatego warto rozszerzyć ptogram by wiedzieć jak zachowywać sue w ekstremalnych sytuacjach .Ataki terrorystyczne nas omijają ale nie zyjemy w próżni.Warto byc na nie przygotowanym by w panice nie stracić zycia.Panika nas paraliżuje ale nie ma takiego strachu ktorego nie moxna pokonać gdy człowiek musi.

  10. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Na Twitterze Paweł Raszkiewicz @raszkiewicz1 polecił ten tekst innemu twitterowemu internaucie:

    Tekst dla @MariuszGierej. Obowiązkowo. Ano o tym, że jak „państwo nie istnieje”, to nikt nie panuje nad sytuacją, co zostaje? Ratuj się kto może, wszyscy zginiemy, szturmujemy sklepy, kto pierwszy ten lepszy. Wyzłośliwiam się, ale w tych dniach szczególnie trzeba ważyć słowa. I o tym jest ten tekst.

    A Ilona Darmach @IlonaDarmach napisała
    Strach dotyczy tego, co znane; lęk, niewiadomego.

  11. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Ten tekst i dyskusja, która się wywiązała, jest jakby z całkiem innej epoki, bo dzielą nas od nich Himalaje wydarzeń. W międzyczasie Sejm zgodnie (przy aktywnym współudziale opozycji) przygniatającą większością głosów przyjął specustawę w związku ze spodziewaną epidemią koronawirusa. Oskarżenia o ukrywanie przez rząd informacji nt. pierwszych przypadków zakażenia wirusem COVID-19 i oczekiwanie na „odpalanie” informacji, aby przykryć to czy tamto, okazały się całkowicie bezpodstawne, a przychylnie o poczynaniach władz w tej sprawie zaczęli się wypowiadać przedstawiciele środowisk opozycyjnych. Nie wszystkich wprawdzie, ale inne głosy, podważające zaufanie, stały się prawie niesłyszalne.

    Sytuacja zmieniła się radykalnie z chwilą pojawienia się informacji o pierwszym zakażonym w Polsce. Od tej pory nie ma dnia, by ich nie przybywało. Przestrzeganie ostrzeżeń ze strony władz i stosowanie się do instrukcji służb sanitarnych jest w tej chwili szczególnie istotne.

    No i trzeba zachować rozwagę i spokój. Np. wykupywanie środków dezynfekcyjnych jest bezcelowe, gdy chcemy ich używać w domu po umyciu rąk. Są one przeznaczone do sytuacji, gdy brak mydła i bieżącej wody. Wykupywanie żywności tak na wszelki wypadek też nie ma sensu, nie ulegajmy panice.

    Polska jest pierwszym krajem europejskim, który wprowadził kontrole sanitarne na granicach. Może uda nam się spowolnić rozprzestrzenianie się wirusa i zminimalizować liczbę chorych.

    Chyba jednak udział w Mszy św. czy w nabożeństwie mniej naraża na zarażenie niż wyjście do kina czy galerii handlowej. To oczywiście kwestia wyboru, ale myślenie nikomu nie zaszkodziło. W kościołach poznikała woda święcona z kropielnic, ludzie przestali podawać sobie ręce na znak pokoju, ostrożność nie zaszkodzi. Bez paniki, obyśmy zdrowi byli!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *