Nowomowa

Pojęcie nowomowy (po angielsku newspeak) pojawia się po raz pierwszy w powieści Orwella „Rok 1984”, ale jego znaczenie wykracza daleko poza ramy tego ponadczasowego dzieła i opisuje stan narzucanego przez reżim bądź ideologię języka w celu wyeliminowania nieprawomyślności i narzucenia sytemu wartości. Tak rozumiana nowomowa zaczęła być praktykowana znacznie wcześniej i to nie Orwell ją wymyślił, on tylko z właściwą sobie przenikliwością to zjawisko opisał. Bo przecież wszystko zaczyna się od słowa, to znaczy od języka.

W opisanej przez Orwella wizji świata z 1984 roku nowomowa jest urzędowym językiem Oceanii, który władze wprowadzają, zastępując nim dotychczasowy angielski, czyli staromowę. Miało to na celu zmianę pojęć i zawężenie sposobu myślenia obywateli, aby uniemożliwić im pojmowanie rzeczywistości w sposób inny niż narzucona oficjalna ideologia. Wszystkie zabronione poglądy określono mianem myślozbrodni, a eliminując nazwy konkretnych ideologii, sprawiono, że nie sposób było je wyznawać czy choćby o nich dyskutować. Nowomowa była kształtowania poprzez tworzenie neologizmów, np. seksozbrodnia, dobromyśl i eliminowanie wyrazów niewygodnych dla władzy, takich jak wolność, honor, sprawiedliwość, moralność.

Tyle Orwell. Wszak z narzucanym przez ideologię językiem nie mamy do czynienia tylko w fikcyjnej orwellowskiej rzeczywistości. Socrealizm stworzył swoistą nowomowę, która budziła naturalny sprzeciw społeczeństwa. Nie całego rzecz jasna. Język propagandy, najbardziej rozpowszechniony, znany był z przemówień partyjnych dygnitarzy, ale i z gazet, radia czy telewizji. Socrealistyczna była literatura, a powstające wtedy utwory przypominały propagandowe slogany. Z nowomową mieliśmy do czynienia także w zwykłym, codziennym życiu, „Obywatel Kowalski Jan” – tak adresowano listy, „Obywatelu, czy rozmiecie?” – to była oficjalna forma zwracania się. Zakazanym słowem było „pan” lub „pani”, tych mieli przepędzić komuniści. To tylko takie pierwsze z brzegu przykłady, językoznawcy mogliby na temat socrealistycznej nowomowy i jej roli w krzewieniu ideologii pisać dysertacje naukowe. Bo język jest ważny, język ma znaczenie, wszystko zaczyna się od języka.

Potrafiliśmy się przed tym bronić, np. prof. Hugo Steinhaus nie otwierał listów zaadresowanych do niego „Obywatel Steinhaus Hugo”, bo – jak twierdził – nie interesowało go, co ma mu do powiedzenia ktoś, kto tak się do niego zwraca. Nawet, gdy to był list urzędowy. W inteligenckich domach kultywowano dawne formy, nie poddawano się presji ani języka propagandy, ani biurokratycznej nowomowy, ani tej kiczowo-ludowej, którą posługiwali się ludzie z partyjnego awansu społecznego.

Dlaczego to przypominam? Ano dlatego, że dziś obserwujemy podobną inżynierię społeczną z użyciem języka – pewne formy są zalecane, inne uznawane za niestosowne, a wszystko w myśl narzucanej ideologii.

I ten nowy język, nowomowę trzeciej dekady XXI wieku narzucają poważne gremia – Rada Języka Polskiego przy Polskiej Akademii Nauk czy Parlament Europejski, który wydał specjalny „Glosariusz niedyskryminacyjny” z zestawem sformułowań zalecanych i tych, których należy unikać.

Głośnym echem odbiła się opinia wyrażona przez dr. hab. Marka Łazińskiego, jednego z członków Rady Języka Polskiego, który ocenił, że słowo „Murzyn” jest nacechowane negatywnie, obarczone złymi skojarzeniami i archaiczne. Potwierdziła to potem cała czterdziestoosobowa rada i w zasadzie można by się z tym zgodzić, jeśli istotnie czarnoskórzy odbierają to określenie jako poniżające. Wyrazy brzmiące archaicznie same zazwyczaj są wypierane przez zastępujące je nowe określenia. Któż dziś powie na samolot „aeroplan” czy na rower „bicykl”, a na statek „korab”? Albo na kobietę „niewiasta” czy „białogłowa”, a do niej „waćpanno” lub „waćpani”? We wspomnianej opinii neutralnie brzmiący „Murzyn” to nie tylko archaizm, mimo że w filmach sprzed kilku- czy kilkunastu lat występuje, ale – jak ocenia Rada Języka Polskiego – nazwa nacechowana jest negatywnie. Mam nadzieję, że owa opinia nie wpłynie na cenzurowanie dawnych dzieł literackich, zmianę tłumaczeń literatury niepolskojęzycznej albo polskiej wersji filmów fabularnych.

Tych źle nacechowanych sformułowań autorzy zaleceń językowych pod merytorycznym patronatem Rady Języka Polskiego dopatrzyli się jednak więcej. Zaliczono do nich określenia: „homoseksualizm” i „homoseksualista”, bo ponoć sugerują one chorobę lub zaburzenia  i należy używać zamiast nich odpowiednio: „homoseksualność” i „osoba homoseksualna”. Niewłaściwe są także określenia takie, jak: „fala uchodźców”, „zalew imigrantów”, „imigracja ekonomiczna”, a też używane w tym kontekście słowa takie, jak „najazd” czy „inwazja”. Według Rady także określenia „mniejszości seksualne”, „kochający inaczej”, „zmiana płci”, „zalegalizować związki osób tej samej płci”, „homozwiązki”, „homomałżeństwa”, „homorodziny” są niewłaściwe, bo dają negatywne skojarzenia.

W tych wskazaniach znalazły się również feminatywy, a więc zalecenia, by stosować „żeńskie formy gramatyczne prestiżowych funkcji i zawodów”, czyli do pani profesor na uczelni należy się zwracać „pani profesoro” (chyba dlatego nie „profesorko”, bo jest zarezerwowane dla nauczycielek w liceum), a do pani minister „pani ministro”.

W uzasadnieniu napisano, że „język jest narzędziem włączania konkretnych grup, ale także swoistego zapraszania kobiet na stanowiska ministr, prezydentek i premierek”.

I to wszystko znalazło się w specjalnie wydanym podręczniku zatytułowanym „Poradnik: jak mówić i pisać o grupach narażonych na dyskryminację”, który ukazał się pod honorowym patronatem Rzecznika Praw Obywatelskich dr. Adama Bodnara i merytorycznym Rady Języka Polskiego we współpracy z prof. Ewą Kołodziejek, a za jego wydaniem stoi agencja FleishmanHillard. Jak można przeczytać na stronie tytułowej jest to: „poradnik dla osób, które chcą pisać i mówić o grupach narażonych na dyskryminację w sposób trafny, inkluzywny i niepowielający stereotypów”. Dostępny jest on pod linkiem https://etykajezyka.pl/.

Jeszcze dalej w tego rodzaju instrukcjach idzie „Glosariusz niedyskryminacyjny” opracowany przez Parlament Europejski. Niezalecane określenia to: „naturalny”, „normalny”, „płeć biologiczna”, „zmiana płci”, prawdziwe imię”, „preferencje seksualne”, „skłonności seksualne”. Mam nadzieję, że nie będzie to dotyczyć np. jogurtu naturalnego, bo na Zachodzie ingerencja ideologów spod znaku Black Lives Matter dotknęła też nazw produktów spożywczych i kosmetyków, które uznano za rasistowskie i doprowadzono do ich zmiany, jak np. „Aunt Jemima” czy „Uncle Bens”.

Ba, w stanie Oregon rasistowska okazała się nawet matematyka, stanowe Ministerstwo Edukacji wydało 80-stronicowy dokument z zaleceniami, które mają być stosowane przez nauczycieli zatrudnionych w szkołach w tym stanie, żeby zwalczyć rasizm i „białą supremację” w nauczaniu… matematyki.

Uznano, że zarówno nauczanie matematyki jak i sama matematyka są trwale skażone rasizmem i poczuciem białej wyższości. To skażenie rasizmem przejawia się m.in. poprzez uznawanie za wartość obiektywizmu matematyki, czyli dzielenia odpowiedzi na poprawne i błędne.

To już nawet nie dotyczy języka, ale samej metodyki nauczania przedmiotu. Na szczęście to nie polski problem. Natomiast zalecenie wprowadzone w hiszpańskiej Aragonii w ramach Programu na rzecz Równości, zawarte w podręczniku pt. „Język inkluzywny z perspektywą gender”, aby stosować rozdzielenie rodzaju męskiego i żeńskiego i w sposób zamienny odwoływać się np. do „pracowników i pracownic”, „towarzyszek i towarzyszy”, „delegatów i delegatek”, zagościło w Polsce na dobre. Określenia „Polki i Polacy”, „wrocławianki i wrocławianie”, „studentki i studenci”, „katoliczki i katolicy” to już polska adaptacja owego zalecenia lub wyprzedzające dostosowanie do wytycznych zawartych w poradniku wydanym przez agencję FleishmanHillard.

 Na szczęście jeszcze nie zakazano, jak we wspomnianym hiszpańskim podręczniku, słów „mężczyzna” czy „chłopiec”, które nie jest dobrze widziane w języku inkluzywnym, gdyż „odnosi się do płci męskiej, jest seksistowskie i pozbawione większej ambiwalencji”.

Trudno się w tych wszystkich zawiłościach połapać, bo akurat w Polsce nie „mężczyzna” czy „chłopiec”, ale słowo „kobieta” jest na cenzurowanym, bo determinuje płeć, a więc pojawiły się „osoby z macicami”, a nawet „osoby menstruujące”.

Nikt jakoś nie zauważył, że pierwsze określenie jawnie dyskryminuje kobiety po histerektomii (zabieg chirurgicznego usunięcia macicy), a drugie – po menopauzie. Ale kto by się takimi drobiazgami przejmował.

Urszula Kuczyńska

Urszula Kuczyńska, asystentka posła Koniecznego z partii Razem, została zwolniona z pracy, bo nie podoba jej się zamiana słowa „kobieta” na „osoba z macicą”. Koledzy pani Kuczyńskiej obrzucili ją inwektywami, pojawiło się nawet znane hasło *****, ale tym razem odniesione nie do PiS, i groźby, że trafi martwa do dołu z wapnem. To pierwszy sygnał potwierdzający starą prawdę, że rewolucja pożera własne dzieci.

Te zalecane językowe zastępniki wyrażeń niezalecanych wykorzystują określenia „osoba”, a więc „osoba homoseksualna”, „osoba z macicą” (nie ma odpowiedniego nazwania w podobny sposób mężczyzny, czekam na propozycje), „osoba z niepełnosprawnością”, zamiast „niepełnosprawny” itp. Nie zauważono jednak, że „osoba” jest rodzaju żeńskiego, chyba że to celowy zabieg.

Nowomowa, którą nam się ostatnio narzuca, ma cel antydyskryminacyjny, a więc wprowadzana jest po to, by nie obrażać, nie poniżać, nie wywoływać negatywnych skojarzeń. Niektóre z zaleceń, zwłaszcza te dotyczące uchodźców, istotnie eliminują obraźliwe i dehumanizujące określenia. Inne, zwłaszcza te związane z płciowością, mogą budzić zdumienie bądź rozbawienie.

Ale z kolei dziwić może, że ci sami ludzie, którzy z taką wrażliwością pochylają się nad każdym „-izmem”, kwestionując nawet nazwanie chorego na cukrzycę „cukrzykiem”, bo to też obraźliwe, a wulgarne hasła eksponowane na transparentach podczas demonstracji organizowanych przez Strajk Kobiet im wyraźnie nie przeszkadzają.

Swoistej nobilitacji udzieliła im ostatnio polska noblistka Olga Tokarczuk, która w rozmowie z Jerzym Sosnowskim w programie „Punkt widzenia”, emitowanym 9 marca na antenie Radia Nowy Świat, powiedziała: „Te transparenty mówią dziś prawdę. To jest nowa poezja. To jest nowy język, który staje się językiem zbiorowym i który pozwala nam dziś wyartykułować prawdę o świecie. Chciałabym, aby powstała książka z hasłami z tych wszystkich transparentów”.

Nie tylko wulgarne, ale i dehumanizujące były hasła głoszone przez uczestniczki Strajku Kobiet, np. wobec nienarodzonych dzieci określenia „zdeformowane płody”, „zlepek komórek” itp. Cieszyć może fakt, że Michał Szułdrzyński w felietonie „Odrzuceni”, publikowanym w magazynie „PlusMinus” jednym tchem jako odrzuconych wymienił: dziecko w łonie matki (tak, dziecko, a nie płód), geja, lesbijkę, imigranta, narkomana, alkoholika, bezdomnego. Wszyscy zasługują na szacunek. I chyba to jest właściwy kierunek, zamiast nowomowy powinno się lansować język szacunku. Szacunku do każdego.

Wracając do antydyskryminacyjnych, równościowych zakazów i nakazów, skoro to tylko zalecenia i nie idą za tym żadne konsekwencje w razie ich nieprzestrzegania, śmiejmy się z tych, które nas śmieszą, parodiujmy je, jak kiedyś śmiano się z socrealistycznej nowomowy.

Śmiech jest dobry na wszystko, o czym przekonuje Państwa biała, heteroseksualna kobieta, z wykształcenia matematyk, przez wiele lat rzecznik prasowy uczelni.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

23 komentarze

  1. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dwie ważne uwagi wobec tego tekstu sformułowani dociekliwi Czytelnicy i pozwolę sobie je przytoczyć in extenso:

    1) Wojciech Wagłowski:

    Szanowna Pani Małgorzato,

    Jestem właśnie po lekturze tekstu „Nowomowa” i pewnie potrzebuję jeszcze nieco więcej czasu na pełną refleksję. Tymczasem chciałbym się odnieść do jednego fragmentu, który bezpośrednio dotyczy Poradnika „Poradnik: jak mówić i pisać o grupach narażonych na dyskryminację”.
    Reprezentuję agencję FleishmanHillard, która przygotowała tą publikację i zależy mi na dość istotnym uściśleniu.
    Napisała Pani, http://m.in. że:
    …. Tych źle nacechowanych sformułowań Rada Języka Polskiego dopatrzyła się jednak więcej. Zaliczyła do nich określenia: „homoseksualizm” i „homoseksualista”, bo ponoć sugerują one chorobę lub zaburzenia i należy używać zamiast nich odpowiednio: „homoseksualność” i „osoba homoseksualna”…..
    i dalej podobnie. Chciałem uściślić, że to nie są wyrażenia które oceniała i których „dopatrzyła się” Rada Języka Polskiego.
    Są to wyrażenia wskazane przez autorów artykułów – osoby znane z imienia i nazwiska, reprezentujące organizacje pozarządowe, których punkt widzenia chcieliśmy przedstawić. To nie są teksty stworzone przez Radę Języka Polskiego.
    Rada udzieliła jedynie publikacji patronatu merytorycznego – ale to nie jest stanowisko Rady.

    Wypowiadała się na ten temat prof. Kłosińska, przewodnicząca RJP mówiąc:
    „Nie jest to tekst stworzony przez radę. Być może nie każdy jej członek podpisałby się pod każdym zdaniem. Jednak nadanie patronatu merytorycznego jakiemuś przedsięwzięciu oznacza, że uważamy je za ważne”
    Pozostaję w uszanowaniu czekając na kolejne ciekawe teksty u Pań publikowane.
    Wojciech Waglowski

    2) Magdalena Kawalec:
    Wszystko dla mnie byłoby fajnie, gdyby nie ten fragment: „W inteligenckich domach kultywowano dawne formy, nie poddawano się presji ani języka propagandy, ani biurokratycznej nowomowy, ani tej kiczowo-ludowej, którą posługiwali się ludzie z awansu społecznego.”. Generalizacja tego typu jest nieuprawnioną. Ja jestem całkowicie z awansu społecznego, mój dziadek podpisywał się trzema krzyżykami, a babcia miała 4 klasy zima wiejskiej szkoły, zaś druga babcia 7 klas szkoły powszechnej. Rodzice już oboje studiowali. Nie przypominam sobie w moim domu żadnego językowego kiczu. Po co pisać takie rzeczy?

    Ad. 1. Bardzo dziękuję za wnikliwą lekturę tego tekstu. Pisząc o poradniku wydanym przez agencję FleishmanHillard wspomniałam o patronacie merytorycznym Rady Języka Polskiego nad tą publikacją, ale istotnie nie wybrzmiało w wystarczający sposób stwierdzenie, że członkowie Rady mogą się nie z każdym stwierdzeniem zawartym w poradniku zgadzać. Użyte w zacytowanym przez Pana Dyrektora Waglowskiego fragmencie mogłoby sugerować autorstwo Rady, co nie jest zgodne ze stanem faktycznym. Zmieniłam w tekście ów fragment.

    Ad 2. Odpowiadając Pani Magdalenie Kawalec, stwierdzam, że kiczowo-ludowa to klasyfikacja językoznawców badających socrealistyczną nowomowę i dotyczy ludzi z partyjnego awansu społecznego. W podobnej do Pani sytuacji jest rodzina mojego męża, która nie poddawała się takiej zideologizowanej nowomowie, choć byli to byli bardzo prości ludzie. Istotnie, to wymagało doprecyzowania, co zrobiłam. Dziękuję za zwrócenie uwagi.

  2. jerzpolski@wp.pl' jurek pisze:

    Język jest ważnym narzędziem komunikacji i warto pracować nad tym, aby jak najlepiej spełniał rolę mu powierzoną. Biblia mówi, że na początku było słowo. Słowo mówione budowało mowę, język pierwotny utworzony dawno przed językiem pisanym. Język tworzy się spontanicznie, nie mogą tego zmienić żadne Rady Programowe, chociaż one są powołane do nauczania stosowania języka zgodnie z obowiązującymi kanonami kultury. Nowe określenia i nadawane im określone znaczenia mogą zostać zaakceptowane, jeśli zostanie utrwalony zwyczaj (usus wg prof. Miodka) ich używania. Ponieważ język tworzy się spontanicznie, więc wszelkie próby narzucania zasad nieakceptowanych społecznie kończy się niepowodzeniem, mimo stosowania różnych nacisków.

  3. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Olga Zaród w poście na Facebooku skomentowała ten tekst tak:

    🌿Nie trzeba sztucznej poprawności politycznej, gdy ludzie są empatyczni, dobrze wychowani, taktowni i nie będą pisać/mówić, że jakaś rodzina jest „normalna”/”nienormalna”, a ktoś się zakochał i jego miłość jest „nienaturalna”.

    🌼Nie używajmy pogardliwych sformułowań typu „zalew uchodźców”, bo to są ludzie, a nie plaga egipska.
    🌿Nie mówmy o nikim „kaleka”, bo to pojęcie łączy się z kałem, błotem i „skalaniem”.

    🌼Sama nie będę się upierać przy „Murzynach” i „Cyganach”- mają pejoratywne konotacje i kogoś mogą zranić.

    Nowomowa wkracza też z innej, niekomunistycznej strony. W połowie lat osiemdziesiątych zaczęły się rozpowszechniać „dzieci poczęte” (pamiętam, że się zastanawiałam, czy istnieją jakieś dzieci „niepoczęte”😉 oraz „stan błogosławiony” (czyli wartościujące określenie ciąży, które narzuca radość ze stanu, na który wiele kobiet narzeka, którego unika).

    Do nowomowy ostatnich lat zaliczę „ideologię LGBT” (nienaukowy nowotworek, wartościujący ujemnie) oraz choćby nadużywanie słowa „gender” w kompletnie odwróconym kontekscie, niemającym nic wspólnego z socjologią i psychologią społeczną. Tu także dodaje się chętnie słowo „ideologia”(!).

    Z ostatnich dni mamy Orwellowski „Nowy Ład”. Brzmi przejmująco.

    Tyle z przerwy kawowej- pora do pracy.

  4. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Świat z powieści „Rok 1984” Georga Orwella to wizja społeczeństwa w fikcyjnej przyszłości poddanego terrorowi i powszechnej inwigilacji, nad którym rządy sprawuje dyktatorska władza, tępiąca wszelkie przejawy indywidualizmu. Język służy wyłącznie propagandzie, tworzona jest nowomowa, która eliminuje wszystkie wyrazy nawołujące do buntu. Jej celem jest bowiem podtrzymywanie władzy.
    Nowomowa, czyli zalecenia językowe, o której traktuje artykuł, nie jest ani narzucana, ani wymuszana terrorem. Jest oceną sformułowań, które zdaniem autorów są nacechowane negatywnie, i propozycją tych, które należy stosować. Wiele z tych ocen może budzić kontrowersje, niektóre brzmią nawet zabawnie. Całość jest pewną inżynierią społeczną inspirowaną ideologicznie, ale analogie do orwellowskiego świata wydają mi się jednak dość odległe. Istotą wizji Orwella jest przede wszystkim inwigilacja, permanentna kontrola każdego obywatela, całkowite ograniczenie swobód obywatelskich. Myślę, że językowe zalecenia, mimo że wyraźnie nacechowane ideologią lewicową, nie są na tyle groźne, żeby dokonywać aż tak daleko idących paraleli.
    Dlatego z zadowoleniem przeczytałam ostatni akapit tekstu:
    „Śmiech jest dobry na wszystko, o czym przekonuje Państwa biała, heteroseksualna kobieta, z wykształcenia matematyk, przez wiele lat rzecznik prasowy uczelni”.
    Jestem optymistką i nie sądzę, żeby większość z zalecanych sformułowań, zwłaszcza takich jak osoby z macicami, przyjęło się.

  5. wlalos@onet.pl' Władysław Łoś pisze:

    Co konkretnie jest lewicowego w tej współczesnej, politpoprawnej nowomowie?

    • Maria WANKE-JERIE pisze:

      Głównym założeniem lewicy jest dążenie do równości społecznej, upominanie się o prawa mniejszości i grup społecznie lub kulturowo upośledzonych czy marginalizowanych. Eliminowanie sformułowań dyskryminujących, promowanie inkluzywnych jest jedną z metod realizacji tego celu. Dlatego środowiska lewicowe promują poprawność polityczną i język, który te poprawnościowe założenia realizuje.

      • wlalos@onet.pl' Władysław Łoś pisze:

        Głównym założeniem lewicy było zawsze zwalczanie wyzysku ekonomicznego związanego z podziałem społeczeństwa na klasy. Walka w imieniu eksploatowanej większości przeciw uprzywilejowanej mniejszości. Wszelie inne podziały w społeczeństwie są wtórne wobec tego padstawowego, lub w ogóle nieistotne. Zaniknąć mają w idealnym społeczeństwie, czy to socjalistycznym, czy komunistycznym, czy jakie komu się marzy. Występowanie w imieniu jakichs mniejszościowych grup społecznych, których przedstawiciele mogą należeć przecież do różnych klas jest podważaniem podstawowej solidarności klasowej. Lewica z zasadfy zwalcza takie postawu, chyba, że na „danym etapie” widzi w nich sił chwilowo pomocną w podważaniu tradycyjnych struktur społeczeństwa.
        Także „równouprawnienie” jest reakcyjną fikcją, mającą odwrócić uwagę społeczeństwa od rzecywistych problemów wynikających z nierówności klasowej. Nie ma faktycznie równych praw bez możliwości wyegzekwowania ich przez tych, co nie mają wpływu na swoją sytuację ekonomiczną. I także w przyszłości lewica nie obiecuje jakiego powszechnego, idealnego równouprawnienia. Nie ma tego ani w socjalistycznym haśle „Każdy według swoich możliwości, każdemu według jego wkładu pracy”, ani w komunistycznym „Każdy według swoich możliwości, każdemu według jego potrzeb”.

  6. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dyskusja na temat tego tekstu toczy się na Facebooku pod jego zapowiedzią i wywiązała się jako polemika z komentarzem Olgi Zaród.

    Jerzy Strzelczyk
    Ogólnie się zgadzam, ale w rozmowie należy zachować zdrowy rozsądek. Wszystko zależy do kogo się mówi i jak się mówi. Pełną wypowiedź określa nie tylko treść, ale sposób mówienia, akcentowanie. Wypowiedzi publicystyczne podlegają nieco innym zasadom. Tam większą rolę rolę odgrywa kontekst. Wyrażenie „dzieci poczęte” jest nie tylko synonimem noworodków, ale ma głęboki sens, jeśli używamy go do omówienia roli jednego z etapów rozwoju dziecka. Dzisiaj to szczególnie ważne, kiedy lansuje się teorię antynatalizmu. Nie należy mylić nowomowy z niewłaściwym używaniem słów, m. in. w złym kontekście.

    Władysław Daleczko
    Murzyn, Cygan, Rom, Sinti, Kreol, Metys, Eskimos, Indianin, Słowianin itd. nie mają pejoratywnych znaczeń. Poprawni politycznie oszaleli. Podobnie ze słowami schizofrenik, homoseksualista (w odróżnieniu od geja), paranoik, psychopata, neurotyk itd. są określeniami medycznymi. Kojarzenie natomiast słowa „kalectwo” z kałem, to jakaś absolutna pomyłka nie mająca nic wspólnego z pochodzeniem tego słowa. Czy „inwalida” – z angielskiego – nie jest bardziej niepoprawnym słowem?

    Olga Zaród
    Dla Pana nie mają. „Cyganić” jest określeniem pejoratywnym. Znane mi osoby ciemnoskóre nie życzą sobie być nazywane Murzynami. I to jest ważniejsze od mojego (czy Pana) przekonania o neutralności tego określenia.

    Władysław Daleczko
    Obcy nie mają prawa wtrącać się do polskiego języka, gramatyki czy ortografii. To, że paru osobom poprawnie politycznie, udało się przekonać niezbyt dobrze znających język polski, że powinni się wstydzić, że są nazywani np. Murzynami nie oznacza, że powinniśmy nasz język zmieniać. Czy żąda Pani zmian nazw geograficznych Niger, Nigeria (państwa), Niger (rzeka) itd., bo to wstyd dla obywateli tych państw? Jedyne pejoratywne słowo pochodzące od słowa Cygan, to „ocyganić”, czyli udzielić komuś za przystępną cenę korepetycji z życia. Czy chce Pani pozmieniać wyrażenia „cygański tabor”, „cyganeria” (dotyczy ruchu artystycznego), „cygańska ballada”, „cygański romans”, „cygańska wolność”, tytuły „Cyganeria”, „Baron cygański”, utwór skrzypcowy „Cygan” Sarasatiego, zmienić libretto opery Carmen Bizeta itd. itp.? Sam Don Wasyl nazywa siebie Cyganem. Naród cygański składa się z różnych plemion ( Romów, Sinti itd). Od kiedy narodowość jest czymś pejoratywnym? To, co teraz się wyprawia jest paranoją.

    Olga Zaród
    Proszę nas nie obrażać. I nie pisać bzdur o „obcych”. Język polski znam doskonale, dziękuję.

    Małgorzata Wanke-Jakubowska
    „Osoba z niepełnosprawnościami” to jakiś potworek słowny, bo co to są niepełnosprawności? Nie może być „niepełnosprawny”? Przecież ktoś nie w pełni sprawny jest niepełnosprawny. To nikogo nie dyskredytuje i nie obraża, a ta narzucona politpoprawna forma jest dodatkowo nielogiczna.

    Olga Zaród
    „Osoba z niepełnosprawnościami” ma małe szanse ze względu na nieekonomiczność – to bardzo długie i niewygodne określenie. Język ma tendencję do ekonomizacji wypowiedzi. Nawet z „rozsołu” zrobił „rosół”, żeby było krócej;)
    A propos „czystości” języka…”politpoprawna”…to takie rosyjskie w brzmieniu (prawie jak ulubione rusycyzmy prawicowych forów „prawilny” ( prawidłowy*) i „sowiecki” (sowiet to po polsku rada*). Warto szanować polszczyznę i pisać „radziecki”, unikać „prawilnego”, unikać radzieckich z ducha zrostów typu „zbiorkom” ( komunikacja zbiorowa), „politpoprawność” (tu wyczuwamy jednak nutkę dezaprobaty).
    *uwaga do młodych czytelników.

    Małgorzata Wanke-Jakubowska
    Krytykę dot. „politpoprawności” przyjmuję, choć ws. słowa „radziecki” mam dodatkową argumentację, bo w latach 40. i 50. czyli w okresie terroru stalinowskiego, ludzie stawiający opór przed tym celowo używali terminu „sowiecki” i „Sowieci”, by podkreślić wrogi, z obcego nadania system. Gdy ktoś w prywatnej rozmowie mówił „radziecki” lub „ludzie radzieccy” albo nawet samo „radzieccy” to był sygnał „ich człowiek”. Ja, jako córka więźnia stalinowskiego, jestem na to szczególnie wyczulona. Wiem, że rusycyzm, ale ma to dla mnie dodatkowe znaczenie.

    Olga Zaród
    Zgoda! Ten drugi aspekt „sowieckości” ma uzasadnienie!
    Dodam jeszcze, że „zbiorkom” czesto lubią ludzie o poglądach lewicujących, a „prawilność” to ulubione słowo wielu prawicowców. Ach to nasza rosyjska dusza!;)

    Maria Wanke-Jerie
    Uwagi językoznawcy nie są zakazami. Ważny jest kontekst. Terminologia medyczna w artykułach naukowych nie razi. Ale jak np. red. Warzecha nazywa ministra zdrowia psychopatą to jest czy nie jest obraźliwe?

    Olga Zaród
    Serdecznie zachęcam wszystkich do niezmuszania kogokolwiek do wczuwania się w konteksty. Codziennie ( sic!) Znane mi czarnoskóre i śniade osoby doświadczają lekceważenia, naszego poczucia wyższości. Nawet jak ośmielą się USIĄŚĆ W TRAWAJU (krzesełka tylko dla Polaków?).
    Nie upierajmy się przy słowach „Cygan” czy „Murzyn”. Niech zostaną w literaturze i sztuce – nikt ich stamtąd nie ruguje.

    Władysław Daleczko
    Rzeczywiście. Jest to coś innego. Gdyby natomiast redaktor nazwał Murzynem, albo Cyganem, to nie byłoby to obraźliwe, a tylko śmieszne, świadczące jedynie o niekompetencji redaktora. Złośliwi Francuzi nazwali ludzi ograniczonych umysłowo w pewnym przedziale, ale zawsze uśmiechniętych, miłych i ufnych w stosunku do innych słowem cretin nawiązując do słowa chretien, czyli chrześcijanin, m. in. do sympatycznego nastawienia do bliźnich . Czy z tego powodu należy zastąpić słowo chrześcijanin jakimś innym?

    Władysław Daleczko
    Marysiu, ale takie zrównywanie narodowość=negatywna cecha jest zupełnie nielogiczna, zwłaszcza, że w przykładzie dotyczy jednej tylko cechy. Nigdy nie robiłem równości pomiędzy Niemiec=hitlerowiec nie mówiąc o innych narodowościach. W każdym narodzie są różne wyrzutki, nawet może to być na skalę masową. Naród, to jest taka większa rodzina, w której człowiek się wychowuje, posługuje się językiem, kultywuje tradycję itp. Żaden naród nie jest winien np. zbrodni, za które odpowiada państwo. Wracając do Niemców. Przecież polskimi patriotami byli Kossakowie, Stanisław Unrug itd., itp.. Dodam jako ciekawostkę, że Uniwersytet Wrocławski, uruchamiając swoją działalność, otworzył natychmiast katedrę filologii niemieckiej, a dyplom nr 9 w 1946 roku uzyskała na tym wydziale Władysława Meisenhelder. Dzięki za artykuł na Twitterze!

    Maria Wanke-Jerie
    Zgadzam się całkowicie. Napisałam nawet taki tekst „Antyniemieckość”. Polecam: http://www.twittertwins.pl/antyniemieckosc/

    Olga Zaród
    „Nowomowa po polsku” prof. Głowińskiego – pozycja kanoniczna i obowiązkowa. Perła.

  7. wlalos@onet.pl' Władysław Łoś pisze:

    „Murzyn” pojawił się w polszczyźnie w XIV wieku i przynajmniej do lat osiemdziesiątych zeszłego stulecia był uważany za wyraz całkiem neutralny, gdy obraźliwe było powiedzieć o czarnoskórej osobie afrykańskiego pochodzenia „czarny”. Odwróciło się to w wyniku kalkowania przez wykształciuchów relacji w innych językach, zwłaszcza amerykańskim angielskim, między „Negro” a „black”. Zresztą w USA „Negro” miało do lat sześćdziesiątych raczej pozytywne znaczenie, wprowadzone w XVI w. i używane w takim znaczeniu przez wybitnych czarnoskórych działaczy na rzecz równouprawnienia Murzynów jak W. E. B. DuBois i Booker T. Washington na początku XX wieku. Dopier ruch Black Power w latach sześćdziesiątych odrzucił „Negro”, nagle ponoć obraźliwe, na rzecz przymiotnika „black” mającego podkreślać rasową dumę.
    „Politpoprawny” jest wyrazem utworzonym najzupełniej zgodnie z orwellowskimi zasadami nowomowy i w kontekście te dyskusji użycie tego słowa jest oczywiście żartobliwe.

  8. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Nie tylko na Facebooku, ale i na Twitterze ten tekst był komentowany. Oto niektóre z wpisów:

    Kamil B z Krakowa @Kamil5730417
    Cała paranoja z którą obecnie walczymy to Orwell to kwadratu. Tylko, że światem nie zarządza „Wielki Brat” tylko komuna państwo-korporacyjna.

    RetroBell @rem_iza
    Mało co tak mnie drażni, jak lansowane przez lewicę feminatywy.

    Zbyszek Adamczyk @ZbyszekKrak
    Wyraziła Pani w pełni to co myślę nt tych ideologicznych sztuczek językowych i lansowanych przez środowiska lewicowe! Orwell był dobrym obserwatorem i dobrze wiedział co to jest bolszewicka rewolucja. Folwark zwierzęcy czy Rok 1984 to prace ostrzegające przed tą ideologią!

    Jan Śliwa @JanSliwa
    Jak w końcu mówić na tego m…yna? Bez wskazywania na kraj pochodzenia i zamieszkania. Kiedyś négritude to był powód do domy.

    Andrea Speranza @Speranza7Andrea
    Nowomowa ma zdecydowanie lewicowe pochodzenie i staje się narzędziem do piętnowania”myślozbrodni” dokonywanej przez demokratyczną większość,która staje na pozycji cenzurowanej przez mniejszość. Dokonuje się swoisty gwałt na kulturze słowa- nawet dokonywany przez „uczone rady”.
    Polecam, bo warto przeczytać. Zabrać głos w dyskusji i wnioski wyciągać.

    Adam Ziółkowski @BurningTones
    Nie zrozumieliście Orwella, skoro porównujecie nowomowę do zalecenia jak mówić, by zachować szacunek dla innych.

    Lupus71 @Ty2_911
    n.b. z dzieciństwa pamiętam to właśnie wydanie Orwella. Przeczytałem wtedy i byłem wstrząśnięty

  9. bartoszewicz.micha@gmail.com' Michał Bartoszewicz pisze:

    A propos Murzynów. Słowo rzeczywiście nie jest obraźliwe.
    Jeden z moich profesorów na Uniwersytecie Warszawskim
    nosił nazwisko Murzynowski, myślę, że jego rodzina nosiła to nazwisko
    od stuleci i nie było to powodem żadnego wstydu.
    Czasami może być trafniejsze użycie słów wskazujących na związek z państwem. Nieraz Kenijczyk, Etiopczyk, Senegalczyk więcej niesie treści niż „Murzyn”, ale to już inna sprawa. Tak samo nie jest obraźliwe słowo „Żyd”, chociaż niektórzy szukają określeń zastępczych.

  10. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Wyśmiewane absurdów bywa dobrą metodą . Kilka lat temu lansowano tezę że słowo: niepełnosprawny jest obraźliwe i należy używać terminu „sprawny inaczej „. Zwątpiono gdy w kabaretach i zwykłych rozmowach zaczęły pojawiać się analogiczne określenia: „trzeźwy inaczej ” czy ” mądry inaczej „. Oczywiście jest bardzo wielu ludzi którzy dzięki determinacji, ćwiczeniom, ale też dostępowi do odpowiedniej rehabilitacji, protezom i urządzeniom wsponagającym radzi sobie bardzo dobrze mimo np braku lub niedowladu rąk, nóg czy wzroku. Jednak zdecydowana większość takich osob spotyka się z problemami które dla pełnosprawnych ludzi nie istnieją. Jeśliby wszyscy byli ” sprawni inaczej” to po co podjazdy czy sygnały dźwiękowe przy przejściach ulicznych.
    Nie jestem przeciwny istnieniu Rady Języka Polskiego. Dobrze żeby rada złożona z kompetentnych ludzi wskazywala jak należy poprawnie po polsku się wysławiać i zwracała uwagę na częste błędy. Dobrze jednak, aby dbała, żeby język był komunikatywny, zrozumiały dla wszystkich i kierowała się przy tym polską historią, kulturą i wrażliwością, a nie kopiowala obce rozwiązania i mody. Nie czuję się kompetentny by analizować konkretne przykłady nowych zaleceń RJP. Zdecydowanie jestem jednak przerażony działaniami jakie w kwestii ” poprawności językowej „prowadzą środowiska genderowej lewicy. Dążenie do wyrugowania tak podstawowych słów jak : kobieta, mężczyzna, matka, ojciec, wprowadzanie koszmarnych, absurdalnych zamienników: „osoba z macicą ” ” rodzic1, rodzic2″ to nie tylko profanowanie estetyki i sensowności języka, i nie tylko objaw ideologicznego obłędu. To świadome działanie w celu destrukcji rodziny i społeczeństwa w jego dotychczasowej postaci. Stawianie przez lewicowych doktrynerów w centrum zainteresowania kwestii związanych z transpłciowoscią, wymyślanie coraz to nowych „płci” teorii , dogmatów, wprowadzanie przedziwnych neologizmów, totalne dyskredytowanie rodziny jako żywo przypomina strategię werbownikow sekt. Chodzi o to by ogłupić zwłaszcza młodych ludzi, zasiać w nich niepewność co do ich seksualnej czy genderowej tożsamości, zachęcić do „poszukiwań ” w tej dziedzinie i w ten sposób zwiększyć grono wyznawców, których „obronę ” lewica deklaruje. Pani Urszula Kuczyńska osmieliła się delikatnie podać pod wątpliwość tylko jedno słowo z całego tego lewicowo-genderowego „nauczania „. W reakcji spotkał ją okrutny hejt i pogróżki że strony ideologicznie nakreconego środowiska https://www.tvp.info/52733883/zaszczuta-za-nazywania-kobiet-kobietami-oskarzona-o-transfobie-urszula-kuczynska-nie-jest-juz-asystentka-macieja-koniecznego To dobitnie pokazuje ile warte są ich deklaracje o dążeniu do tolerancji i „języku miłości „

  11. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Prof. Krzysztof Kawalec skomentował ten tekst na Facebooku pod jego zapowiedzią. Ważny głos, więc pozwalam sobie zacytować:

    Na marginesie zaleceń euroglosariusza oraz ostatnich decyzji Rady Języka Polskiego zastanawiam się nad funkcjami języka. Czy jest on instrumentem komunikacji, co zakłada precyzyjny przekaz myśli, czy stanowi niebezpieczne medium, które należy obezwładnić w interesie grup mniejszościowych, by czuły się komfortowo. Oczywiście najlepiej byłoby sprzeczne nieraz oczekiwania godzić.
    Co jednak robić, gdy pojawia się konflikt? Czy potrzeby komunikacji nie są ważniejsze? Czy ingerencja w żywy język nie jest zabiegiem Orwellowskim, pomniejszającym, a nie powiększającym sferę wolności?
    Jest się nad czym zastanawiać.

  12. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Śmiech jest dobry na wszystko, ale ostatnie zalecenia czy też decyzje Rady Języka Polskiego, wcale nie są śmieszne, tylko po prostu absurdalne, w pełnym znaczeniu tego słowa.

  13. krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

    Czytam własnie „Zabić drozda”. Jak słusznie zauważa Pan Władysław Łoś – „murzyn
    był uważany za wyraz całkiem neutralny”. Nawet więcej – był wtedy zalecany w opozycji do innego powszechnie używanego określenia:

    – Bronisz czarnuchów, Atticusie?
    – Oczywiście, ze bronię. Ale nie mów „czarnuch”. To pospolite słowo.
    – Tak własnie mówią w szkole.

    Co zmienią dzisiejsze zalecenia? Czy nauczą szacunku? Prof. Krzysztof Kawalec mówi o instrumencie komunikacji – dla mnie słowo jest wtórne w stosunku do tego, co chcemy przekazać. Jak ktoś będzie chciał obrazić – znajdzie sposób, znajdzie nowe słowo. Stary dowcip o papudze i milicjancie kończy się puentą: – Ty, niebieski! Ty wiesz, co…

    • wlalos@onet.pl' Władysław Łoś pisze:

      W polskiej wersji jako :czarnuch” przetłumaczono angielskie „nigger”. Widać więc, że w latach sześćdziesiątych, kiedy powstało tłumaczenie „murzyn” nie oddałby obraźliwej konotacji słowa angielskiego. Co więcej bohaterowie książki jako słowa neutralnego używają „Negro” uważając, żeby nie powiedzieć „nigger”:

      „But I was worrying another bone. “Do all lawyers defend n-Negroes, Atticus?”
      “Of course they do, Scout.”
      “Then why did Cecil say you defended niggers? He made it sound like you were runnin‘ a still.”
      Atticus sighed. “I’m simply defending a Negro—his name’s Tom Robinson”

  14. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Pod tym linkiem są lewicowe wynalazki w dziedzinie ” niebinarnych” zaimków https://zaimki.pl/

  15. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Przeczytałem może 1/3 zawartosci. Głowa boli 🙃

  16. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Zaskoczyło mnie ogromne zainteresowanie tekstem o współczesnej nowomowie, a zwłaszcza bardzo liczne komentarze, wręcz ożywiona dyskusja pomiędzy czytelnikami. Bardzo za to dziękuję. Także za uwagi, które pozwoliły mi poprawić usterki bądź brak precyzji, a nawet błąd w jednym nazwisku (mam zwłaszcza na myśli Pana Dyrektora Wojciecha Waglewskiego i Panią Magdalenę Kawalec).

    Sprowadzenie ostatnich zaleceń językowych, które pojawiają się w poradnikach i glosariuszach, do uwrażliwienia na odczucia innych oraz przypomnienia o potrzebie okazywania szacunku i empatii – tak rozumiem komentarz Olgi Zaród i jej kolejne wypowiedzi w dyskusji. Wyraźne nacechowanie lewicową ideologią owych zaleceń dostrzega moja siostra, ale uważa, że to sprawa niegroźna i niezasługująca na porównanie do sytuacji opisanej przez Orwella. Z określeniem owej ideologii lewicową polemizuje Władysław Łoś, według którego głównym celem lewicy było zwalczanie wyzysku ekonomicznego związanego z podziałem społeczeństwa na klasy, a nie upominanie się o prawa mniejszości i ich równe traktowanie.
    Sporo uwagi poświęcono inkryminowanemu określeniu osoby czarnoskórej „Murzynem” – ze stwierdzeniem, że to obraźliwe nie zgadzają się ani Władysław Łoś, ani Władysław Daleczko, ani Michał Bartoszewicz, ani Krzysztof Kała. „Czy ingerencja w żywy język nie jest zabiegiem Orwellowskim, pomniejszającym, a nie powiększającym sferę wolności?” – pytał retorycznie Krzysztof Kawalec. Lewicowych doktrynerów, którzy stawiając na pierwszym miejscu kwestie związane z transpłciowością, narzucają nowe normy językowe, ostro skrytykował Rafał Kubara i na dowód, jak daleko się oni posuwają, podał link do strony z zaimkami binarnymi. To istotne uzupełnienie mojego tekstu.
    Dobrą puentą, które potwierdza, że owe wskazania zaczynają już na dobre wchodzić do języka, niech będzie ostatnie oświadczenie Młodej Lewicy, w którym czytamy m.in.: „Oświadczamy, że wszystkie osoby członkowskie Młodej Lewicy, które współpracowały w ramach asystentury z posłanką Moniką Pawłowską z dniem jutrzejszym złożą formalne rezygnacje”. Widać, że jeszcze nie zapoznały się z tezami zawartymi w dokumencie https//zaimki.pl, opracowanymi przez osoby redaktorskie, bo wówczas zastosowałyby jakieś neutratywy, dukaizmy, czyli formy postpłciowe, a nie takie wprost żeńskie. Ale wszystko przed nami. Uważam, że w tym wypadku śmiech jest najlepszą bronią.

  17. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Mała poprawka: chodzi o tzw. „zaimki niebinarne”. Binarne to te, które wszyscy znamy 😀

  18. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Taka moja refleksja do podsumowania tekstu o nowomowie. Napisała Pani, że skrytykowalem lewicowych doktrynerów. To trochę nie tak, bo postrzegam skupiającą się na kwestiach gender, feminizmu i ” antyrasizmu” współczesną lewicę jako międzynarodową sektę, dla której, jak sami piszą, fakty nie mają znaczenia jeśli nie pasują do ideologii. Krytykowanie sekty nic nie da – conajwyżej ” udoskonalą ” metody. Przed sektami trzeba ostrzegać, demaskowac i nie dać się im zwieść. Mam wrazenie, ze nasi lewicowi politycy może jeszcze nie stracili kontaktu z rzeczywistością, ale są pod silną presją radykalizyjacego się środowiska chlonacego nowości z zachodu. To tacy wymyślają „niebinarne” zaimki lub grożą „odstępcom ” takim jak p. Kuczyńska

  19. kadras1975@gmail.com' MariuszD pisze:

    Jest takie słowo.Bardzo pasuje do polityków.Określa prostytutki.Jezyk jest żywym tworem.Nic na siłę.Feminitatywy są śmieszne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *