Piąte „Nie zabijaj”

Nie, tym razem nie będzie o zabijaniu dzieci nienarodzonych, ale o narażaniu na utratę zdrowia i życia setek tysięcy ludzi, o lekceważeniu zasad reżimu sanitarnego związanego z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-Cov-2 i pandemią COVID-19.

Codzienne komunikaty Ministerstwa Zdrowia nie napawają optymizmem, mimo że w ostatnich dniach liczba zakażeń i zgonów nieco się ustabilizowała, ale na bardzo wysokim poziomie, a system ochrony zdrowia jest na granicy wydolności, powstają  polowe szpitale, do walki z COVID-19 zaangażowano nawet Wojska Obrony Terytorialnej… W wielu miejscach zaczyna brakować łóżek, sprzętu, a zwłaszcza personelu medycznego.

Tydzień temu zmarł mój przyjaciel, dziś jest jego pogrzeb. Młodszy ode mnie. Jego żona zaraziła się w pracy, a od niej mąż i syn. Żona i syn przechodzili COVID-19 łagodnie, a on trafił do szpitala i po kilku dniach zmarł. Szczęście miał mój syn, synowa i wnuki, którzy zarazili się koronawirusem  – troje z nich chorowało łagodnie, dwójka pozostałych bezobjawowo. Tu i tam dociera informacja, że ktoś znajomy choruje, ktoś inny trafił do szpitala, a jeszcze ktoś zbyt wcześnie po zachorowaniu odwiedził staruszkę mamę i brata, w wyniku czego oboje zachorowali i zmarli. Wikary u mojego znajomego proboszcza z Wrocławia zachorował i zaraził swojego ojca. Ksiądz wyzdrowiał, ale jego ojciec nie przeżył. Epidemia staje się bardziej realna, gdy chorują nasi bliscy, rodzina, przyjaciele, znajomi. Ze sfery odległej abstrakcji przechodzi w coś konkretnego, wręcz namacalnego.

Dane zebrane i opracowane przez Center for Systems Science and Engineering (CSSE) at Johns Hopkins University

Wiadomo, że czterech na pięciu zarażonych przechodzi COVID-19 bezobjawowo, co oznacza, że dzienne przyrosty zachorowań (pamiętajmy, że testuje się tylko objawowych) to nie ok. 20 tys., ale pięciokrotnie więcej, czyli 120–150 tys. Tyle jest nowych zakażeń. Codziennie, każdego dnia.

Coraz częściej mijani w sklepie, na ulicy, w urzędzie to ludzie zakażeni i zarażający. Gorzej, gdy mają objawy i sami siebie oszukują, że to pewnie nie COVID, tylko zwykła niedyspozycja, przeziębienie, zmęczenie. I nie zgłaszają się po skierowanie  na test. Oni i członkowie ich rodzin. Znam takie przypadki.

Informacje o kolejnych rekordach dobowej liczby zgonów przerażają (w ubiegłym tygodniu trzykrotnie były one wyższe niż 600), podobnie jak relacje z covidowych oddziałów pacjentów i przemęczonych do granic wytrzymałości lekarzy. Oni też chorują, zaraziła się np. ordynator oddziału zakaźnego szpitala MSW w Katowicach prof. Karolina Sieroń i jej stan był ciężki. Bogu dzięki już się poprawia. Niestety chorzy też umierają, od początku pandemii na COVID-19 zmarło już 38 lekarzy i 35 osób pomocniczego personelu medycznego.

– Najważniejsza jest liczba pacjentów wymagających hospitalizacji i liczba pacjentów na oddziałach intensywnej terapii, czyli liczba zajętych respiratorów. To jest miarą rzeczywistego rozmiaru epidemii, ponieważ to są twarde dane – uważa prof. Andrzej Horban, główny doradca premiera ds. COVID-19.

Średnie tygodniowe począwszy od września 2020 roku (wykres opracowany przez Marię Wanke-Jerie)

Nie piszę tego, by straszyć, tylko uświadamiać skalę i problem, bo teraz wszystko jest w naszych rękach, w rękach każdego z nas.

Pamiętajmy, że lockdown, tak zabójczy dla gospodarki, nic nie da, jeśli nie będziemy przestrzegać reguł reżimu sanitarnego. Przedstawiciel WHO na Europę Hans Kluge powiedział niedawno, że wprawdzie noszenie maseczki nie jest panaceum na koronawirusa, ale maseczki w połączeniu z dezynfekcją rąk, zachowaniem dystansu społecznego, unikaniem dużych skupisk powinny być surowo przestrzegane. – Gdyby 95 proc.  ludzi nosiło maski, zamiast obecnych 60 proc., żaden lockdown nie byłyby potrzebny – dodał Kluge.

Demonstracja antycovidowców w Parku Skaryszewskim z udziałem posła Konfederacji Grzegorza Brauna w sobotę 21 listopada

Wszelkie bardziej lub mniej sensowne ograniczenia wprowadzone przez rząd nic nie dadzą, gdy nie będziemy przestrzegać owych reguł. I to nie traktując maseczki jak amulet, tylko z pełnym zrozumieniem, w jaki sposób wirus się przenosi. Że maska pod nosem to tak jak brak maski, bo przecież nosem wydychamy powietrze a wraz z nim aerozol mikrokropelek śluzu, które rozchodzą się w powietrzu i osiadają na powierzchniach. To właśnie może zarażać. Dlatego tak dziwią mnie te nosy na wierzchu u tylu osób. Zwracanie uwagi, by podciągnąć maseczkę na nos, zazwyczaj skutkuje wzruszeniem ramion lub… obraźliwą ripostą.

Na szczęście „spontaniczne spacery”, które wspierali oficjalnie lub półoficjalnie włodarze miast, celebryci, akademiccy profesorowie, rektorzy wyższych uczelni i dyrektorzy szkół, powoli wygasają. To było do przewidzenia, pisała o tym moja siostra w tekście „Bunt milenialsów” [LINK], ale refleksji brakowało, gdy owe „spacery” gromadziły tysiące ludzi nie tylko na ulicach, ale też w środkach komunikacji miejskiej, które „spacerowiczów” dowoziły na miejsca zbiórek. Zapewne wcześniejsze rekordy liczby zakażeń, a w ubiegłym tygodniu najwyższe od początku pandemii i najwyższe w Europie dobowe liczby zgonów to ponure pokłosie owych  „spontanicznych spacerów” pod szyldem błyskawicy.

Zabrakło mi zdecydowanego głosu Kościoła, choć ustami rzecznika Episkopatu Polski ks. Leszka Gęsiaka padło sformułowanie „grzech” w odniesieniu do treści i haseł manifestacji (popieranie aborcji, czyli zabijania nienarodzonych), ale nie w kwestii stworzenia zagrożenia zdrowia i życia ludzi. Tak, takie beztroskie narażenie na zakażenie i przeniesienie wirusa rodzicom i dziadkom to grzech przeciw piątemu przykazaniu. Nie było takiego przekazu, brakowało tego ostrzeżenia i napomnienia ze strony Kościoła.

Rzecznik Episkopatu Polski ks. Leszek Gęsiak

Zresztą – jak to widać podczas transmisji telewizyjnych Mszy św. – reżim sanitarny w wielu kościołach nie jest rygorystycznie przestrzegany (maseczki pod nosem albo na brodzie, księża i służba liturgiczna w ogóle bez maseczek, także licznie zgromadzeni bez żadnych odstępów chórzyści). To szczególnie naganne, gdy taka Msza św. jest  transmitowana, bo te zachowania stają się wzorcotwórcze. Ale są oczywiście wyjątki, np. parafia pw. Bożego Ciała we Wrocławiu czy moja parafia św. Faustyny na wrocławskim Biskupinie, gdzie pod tym względem jest wzorowo. Przed każdym nabożeństwem na ekranie pojawia się napis: „Przypominamy o obowiązku zasłaniania ust i nosa w naszej świątyni”, przy wejściu jest bezdotykowy dozownik ze środkiem dezynfekcyjnym, księża celebrują Mszę św. w maseczkach (główny celebrans uchyla ją tylko podczas ucałowania ołtarza oraz przyjęcia Ciała i Krwi Chrystusa), podobnie z zasłoniętymi ustami oraz nosem głoszą kazania, spowiadają i udzielają Komunii św. (najpierw tym na rękę). W ślad za nimi zasłonięte usta i nos ma służba liturgiczna i wierni w kościele. To odpowiedzialność za siebie nawzajem oraz za księży, którzy mają bezpośredni, bliski kontakt z wieloma osobami podczas spowiedzi czy udzielania Komunii św.

Cieszmy się, że – mimo zamkniętych galerii handlowych, wielu punktów usługowych, ośrodków kultury i sportu – kościoły w Polsce pozostają otwarte i można uczestniczyć w praktykach religijnych. Nie tak, jak we Francji, gdzie zamknięto świątynie i zakazano sprawowania Mszy św. dla wiernych, a jednocześnie otwarte są wszystkie szkoły i przedszkola. Cieszmy się i szanujmy księży, bo to oni są najbardziej narażeni. Niemal każdego dnia docierają informacje o kolejnych zarażonych koronawirusem kapłanach i niestety też o zgonach. Zaraziło się już 17 biskupów, jeden z nich zmarł, umierają księża, nie tylko staruszkowie, ale także osoby w sile wieku, jak choćby 45-letni ks. Artur Filipiak – duszpasterz Archidiecezji Poznańskiej, twórca i koordynator Regionalnego Punktu Konsultacyjnego dla osób Zranionych w Kościele, niemal jednocześnie zmarł jezuita o. Kazimierz Kubacki i jego mama (razem zostali pochowani). Bo zarażeni księża przecież sami też zarażają. O śmierci 12 księży diecezji opolskiej od początku listopada poinformował na Twitterze ks. Marek Lis, trzech w ubiegłą niedzielę.

Dobrze, że kwestionujący pandemię księża bywają upominani, jak np. ks. Daniel Galus, który nie tylko zachęcał wiernych do nienoszenia maseczek, ale negował samo istnienie pandemii. Został ukarany przez metropolitę częstochowskiego abp. Wacława Depo półrocznym odosobnieniem i zakazem sprawowania funkcji kapłańskich za „sianie zamętu i zgorszenie wśród wiernych”.

Przydałby się wyraźny głos Kościoła, list Episkopatu w tej sprawie ze stwierdzeniem, że lekceważenie zaleceń sanitarnych to grzech przeciw piątemu przykazaniu „Nie zabijaj”. Siebie i innych. Bo narażenie zdrowia, nie tylko życia, to też grzech.

W tym przypadku Kościół mógłby odegrać ważną rolę, wspomóc działania państwowych służb sanitarnych, bo od zachowania ludzi dziś tak wiele zależy. Mógłby też zdyscyplinować takich nieroztropnych duchownych, jak ks. Daniel Galus, którzy głoszą, że „trzeba wierzyć w Jezusa, a nie w wirusa”. W Jezusa trzeba wierzyć, ale wystawiać Go na próbę, to dzieło szatańskie. Ale przede wszystkim zarówno szeregowi księża, jak i biskupi, powinni dawać przykład i przestrzegać reguł sanitarnych, tak jak w mojej parafii czy kościele Bożego Ciała. A na ogół pokazują coś zupełnie innego, demonstrując, że ich reguły sanitarne nie dotyczą.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

9 komentarzy

  1. pebeen@o2.pl' Pebeen pisze:

    „Zapewne wcześniejsze rekordy liczby zakażeń, a w ubiegłym tygodniu najwyższe od początku pandemii i najwyższe w Europie dobowe liczby zgonów to ponure pokłosie owych „spontanicznych spacerów” pod szyldem błyskawicy.”

    Zupełnie nieuprawnione. Od czasu spontanicznych spacerów pandemia zaczęła akurat wyhamowywać (a największe pokłosie owe spacery powinny zbierać po paru tygodniach, czyli właśnie teraz, kiedy mamy spadki dziennych zachorowań). Wystarczy spojrzeć na krzywą na powyższym obrazku.

    Można się nie zgadzać z hasłami Strajku Kobiet, ale nie powinno się ich uczestnikom przypisywać win, których nie popełnili. (Mam natomiast wrażenie, że wielu polityków cieszyłoby się, gdyby pandemia przyspieszyła po strajkach kobiet. Mogliby się wtedy wyżywać do woli…)

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Ad vocem
      Spontaniczne spacery rozpoczęły się w VIII tygodniu od początku września, a po trzech tygodniach nastąpiło apogeum, nie zaś spadek. To ewidentne pokłosie tych demonstracji. Najdobitniej też pokazuje to analiza zakażeń w poszczególnych powiatach, czyli kumulacja zakażeń w dużych miastach (był taki dzień, gdy Wrocław plus powiat wrocławski odpowiadał za 60 proc. zakażeń w województwie dolnośląskim), a obecnie ich rozkład jest znów zrównoważony, czyli w dużych miastach jest tylko proporcjonalnie więcej przypadków COVID-19 do liczny mieszkańców.

  2. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dziś był pogrzeb mojego przyjaciela – młodszy był ode mnie, zmagał się od lat z chorobą nowotworową i właśnie teraz w czasie pandemii pokonał jej kolejny nawrót, co pokazuje, że chorzy na inne niż COVID choroby jak tylko chcą, zgłaszają się do lekarza, są leczeni i to skutecznie. I gdy już wszystko było dobrze zachorował na COVID, którym jego żona zaraziła się w pracy. Ona i syn leczyli się w domu, mój przyjaciel trafił do szpitala, bo chorobę przechodził ciężko. Jeszcze dzień wcześniej normalnie rozmawiał, nie zdążył trafić pod respirator, bo… służba zdrowia na odcinku covidowym ledwie zipie. Pacjenci umierają, bo ktoś nie zauważył, że tlen się skończył, albo w porę nie spostrzegł, że stan chorego się pogarsza i potrzebny jest respirator, który nawet może być na oddziale, ale niepodłączony, bo nie było komu tego w porę zrobić. Dlaczego tak jest? Bo służba zdrowia działa nie na granicy wydolności, ale dawno tę granicę przekroczyła. A tymczasem różnej maści mądrale dywagują o chrześcijanach umierających za wiarę gdzieś na końcu świata. Ma to stanowić kontrast do zajmowania się antycovidową profilaktyk, co poniektórzy nazywają robienie bożka ze zdrowia. Tak, tak, cytuję Panią Joannę Czarną, która z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy walczy z wszystkimi, którzy epidemii poświęcają swoją uwagę. To jeszcze więcej osób ma umierać? Dodajmy, umierać niepotrzebnie, bo ograniczenie liczby chorych dałoby oddech służbie zdrowia, a także pozwoliło lepiej zadbać o chorujących na inne schorzenia, które zakaźne nie są. Tak, uważam, ze każdy, kto lekceważy zalecenia sanitarne, grzeszy przeciw piątemu przykazaniu. A księża? Oni są bardziej niż inni narażeni na zachorowanie. W mojej parafii zachorowało aż pięciu księży i do tego lektor. Zanim wykryto u nich zakażenie przez 72 godziny zarażali innych. Bo tak to działa. Powinni przy ołtarzu mieć maseczki? Oczywiście, że tak. Nie powinni ich zdejmować , gdy podchodzą do pulpitu i czytają ewangelię, albo mówią kazanie? No pewnie że tak. Przecież transmisja wirusa w czasie mówienia jest znacznie większa i na większą odległość. Po co np. dawać Komunię św. na rękę, gdy wcześniej dawało się do ust lektorom, kościelnemu i organistce? Właśnie ów lektor był chory. I tak ślinę z jego ust przenosi się innym. Tak, księżą powinni dawać przykład. I pamiętać, że narażenie czyjegoś zdrowia i życia to grzech ciężki.

  3. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Jak zwykle ożywiona dyskusja nt. tego tekstu toczy się na Twitterze. Zebrałam tylko niektóre komentarze:
    XKrzysztof Podstawka @kPodstawka
    Proszę wierzyć, robimy co możemy. W mojej parafii od poczatku kładę nacisk na DDM zanim to stało się „modne”. Ileż się nasłuchałem…brak wiary, Jezus jest silniejszy, niż wirus, wiara wystarczy… Ja i moi współpracownicy w maskach podczas koncelebry, Komunii, tacy, kancelarii..

    Robert @RobWisniewski
    U mnie było raczej lekceważące podejście aż w końcu proboszcz i wikary z kościelnym złapali zarazę.

    Kboko2 @kboko2
    Bardzo dziękuję Pani za ten mądry i prawdziwy tekst. Największą zbrodnią @MZ_GOV_PL i @GIS_gov oraz rządu @MorawieckiM jest to że całkowicie lekceważą profilaktykę ochronną w epidemii, nikt nie pisze/ pokazuje w klipach TVP @KurskiPL. Wirus jest wszędzie, na opakowaniach, na chodniku, na klamkach, drzwiach w sklepach , nikt tego nie dezynfekuje i nikt z @MZ_GOV_PL i @GIS_gov nie sprawdza. Dlatego właśnie musimy na siebie uważać i troszczyć o innych bo zostaliśmy pozostawieni sami sobie.

    Ireneusz X @xireneusz
    Tak samo jest w całej UE i każdy odpowiadać musi za siebie a tylko właściciele sklepów etc za bezpieczeństwo w środku. Pan chce aby to Premier przed Panem chodził dezynfekować klamki? Na czyje zamówienie rozsiewa Pan takie bzdurne judzące tweety?
    Są klipy o noszeniu maseczek, wystarczy nie oglądać tylko TVN.
    Po trzech tygodniach bardzo mocnego lockdawnu we Francji z ponad 100 tys. spadło do 4500 przypadków i 500 zgonów (tyle ze zgony oddają stan epidemii sprzed 2-3 tygodni). To jedyna droga – pełny lockdown 3 tygodnie, a potem poluźnienie.

    2kbb @2k2b1
    Zachodnie sieci sklepów jak Biedronka na moim osiedlu nie przestrzega żadnych obostrzeń w dezynfekcji. Nie mają stojaków z płynem przy wejściu. Czas aby Polska zrobiła porządek z tymi krwiopijcami na polskim organizmie.

    Bożena Mk @BozenaMk
    Proszę pomyśleć o tych, których Pani mija. Może Pani zakażać nie wiedząc o tym. To bardzo nieodpowiedzialne. Polecam #zostanwdomu
    Zawsze w takiej sytuacji mówię: przenieść na kasę do biedry. Tam wszyscy w sklepie noszą maseczki. No i odstęp klientów od kasy jest przecież większy niż wiernych od ambony i ołtarza. Proszę zapamiętać: maseczka jest dla wirusa małą przeszkodą. Pani ma obsesję

    Tobik @Tobik5716036
    Nie ma zwykłej grypki. To poważna choroba która jest umniejszają przez takie osoby jak pani

    Tomasz P @tomo900p
    Polacy bardziej obawiają się izolacji aniżeli choroby Liczba testów będzie stale spadać.

    Artur Rejent @ArturRejent84
    Zgłosiłem się, zadzwoniłem do lekarza pierwszego kontaktu. Stwierdziła, że nie ma potrzeby wysyłać na test bo niekoniecznie to musi być covid-19 i jak się pogorszy to najwyżej pojadę na pogotowie i przepisała antybiotyk.
    Nie wiem czy to antybiotyk pomógł czy domowe sposoby i czas. W każdym razie podejrzewałem, gdzie mogłem się zarazić i po trzech dniach okazało się, że Ci znajomi mają koronawirusa, a ja nie wiem czy jestem ozdrowieńcem, którego osocze się przyda.

    Rotten @zgnily
    Przestańcie pieprzyć tą covidową propagandę. Grypa jak każda poprzednia. Tak, zabija ludzi zchorowanych i tych po 80tce. Jak to grypa. Ochoczo nakładacie kagańce na mordy i szczekacie na tych, co nie chcą obroży. To Wy jesteście problemem, nikt inny.
    Zawsze umierali. Proszę sprawdzić statystyki z poprzednich lat a nie tylko powtarzać w kółko, co telewizor kazał. Kopiecie grób nie sobie, ale przyszłym pokoleniom. Wy macie to gdzieś, bo i tak tego nie dożyjecie, ale wasze dzieci i wnuki będą pracować w kołchozach jak dawniej.

    Zimnaherbata @zimnaherbata1
    Zawsze myślałam, że grzechy dla wszystkich ludzi są w każdym zakątku świata takie same. A tu okazuje się, że minister zdrowia wskazuje co jest grzechem a co nie. No bo na Białorusi czy Szwecji, gdzie chodzą bez maseczek jest ok, u nas to już grzech… ba próba zabójstwa.
    Widać, że ten tekst pisała jakaś wystraszona/przerażona osoba, która ewidentnie powinna zostać w domu i nie dyktować co Kościół ma uznawać za grzech a co nie bo ona się boi. Ciekawe czy rok temu gdy jak zawsze był sezon grypowy też wzywała o ogłoszenie grzechu tym którzy kichną.

    Joanna Brózda-Wiśniewska @pykoszanka1
    Przedszkola i szkoły, przynajmniej dla dzieci >11 powinny być otwarte, ze środkami ostrożności. Jest coś przeciwnego naturze w tym, że wymagamy od dzieci, by chroniły starszych, i zabieramy im możliwość normalnej nauki. To dorośli dają życie dzieciom.

    Paweł BryśMS @PawlBrysMS
    A i są tacy… Co z zachowaniem wszelkich reguł jadą i usługują w duchu wiary tym, co przy #covid posługują… Bo jestem taki, że jak mnie ktoś rozumnie prosi, to ja w mocy #KKK nie mogę odmówić.

    Katarzyna Jarkiewicz @Ignatianum
    Księża przede wszystkim są przy umierających na COVID, spowiadają ich, udzielają sakramentu namaszczenia chorych i Eucharystii. To ważne dla tych chorych i ich rodzin, że jest ktoś, kto towarzyszy w śmierci, gdy najbliżsi nie mogą.
    W lokalnych mediach w rodzinnym Nowym Targu pytani w sondzie ulicznej ludzie właśnie na ten fakt pracy kapłanów najwięcej zwracali uwagi, że teraz najważniejsi są kapelani szpitalni, że to jest ta pierwsza linia Kościoła dziś razem z wolontariuszami w hospicjach i domach opieki.

    Piotr Dziadek @P_Dziadek
    W szerszym kontekście dziś. czasów: w archaicznym rachunku sumienia dla dzieci przyg. go I Kom. Św. było pytanie – czy nie szkodziłem sobie (innym) na zdrowiu, może niezgrabne, może nienajszczęśliwsze, ale! – małe dzieci się o to pytało – a „dużych” księży to już nie dotyczy???

    Boszka @BoenaWojtas
    Zbieranie jałmużny jest aż tak ryzykowne ? To może czas iść do roboty i zacząć zarabiać na swoje utrzymanie ? :))))

    Joanna Czarna @asiamarcowa
    Co 3 minuty na świecie umiera chrześcijanin. Są bestialsko mordowani, mają podrzynane gardła, są torturowani. Giną w milczeniu za Chrystusa. A my stajemy na głowie, bo mamy wirusa. Zrobiliśmy ze zdrowia bożka i nieustannie bijemy mu pokłony.

    Teresa @teresini
    Módlmy się za Kapłanów, bo Oni są nam niezbędni, są pośrednikami Chrystusa. Bez Nich nie mielibyśmy dostępu do Sakramentów Świętych. I nie drżyjmy przesadnie o swoje zdrowie fizyczne, bo ono nie jest wartością nadrzędną.

    Joanna Czarna @asiamarcowa
    Oczywiście. Codziennie modlę się za kapłanów. Ale jako ludzie wierzący musimy sobie zdawać sprawę, że celem naszego życia jest wieczność a nie teraźniejszość. I, że większą troskę musimy wykazywać jeśli chodzi o nasze zbawienie a nie o nasze doczesne zdrówko.

  4. Maria WANKE-JERIE pisze:

    To smutna lektura te zebrane z Twittera komentarze. Dziś padł kolejny ponury rekord – ostatniej doby na COVID zmarły 674 osoby, od września COVID zabrał 12826 osób. To więcej niż liczba mieszkańców takiego miasta jak np. Milicz w województwie dolnośląskim. Taki Milicz od września do dziś po prostu zniknął. A pani Joanna Czarna pisze, że większą troskę powinniśmy wykazywać jeśli chodzi o nasze zbawienie a nie o nasze doczesne zdrówko. Przecież to chore!

  5. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Wybrane komentarze nt. tego tekstu z Facebooka:

    Piotr Zaremba
    Chodzę po Warszawie codziennie i widzę, że tej chwili prawie wszyscy noszą maseczki. Nawet budowanie schematu pokoleniowego: „młodzi nie noszą” staje się cokolwiek wydumany. Jest oczywiście problem manifestacji. To w dobie pandemii szaleństwo. Ale też nie jestem pewien, czy główne ognisko.

    Aleksandra Szwajcok
    Akurat na manifestacjach argumentem, że to grzech przeciw V przykazaniu nic się nie wskóra, bo Ci ludzie nie mają nic wspólnego z dekalogiem i Kościołem, nie mówiąć już o dobrze wykształtowanym sumieniu.

    Agnieszka Romaszewska
    Oczywiście, że Nie! Z całą pewnością NIE! Transmisja świeżym powietrzu jest zdecydowanie mniej groźna.

    Małgorzata Wanke-Jakubowska
    Ale ci ludzie do miejsc zbiórek dojeżdżali środkami komunikacji miejskiej, autobusami i tramwajami. To tam najczęściej dochodziło do transmisji wirusa. Restrykcje rządowe w dużej mierze mają na celu ograniczenie przemieszczania się ludzi, także dzieci i młodzieży dojeżdżających do szkół (stąd nauczanie zdalne). A w tym wypadku tłumy przemieszczały się w miejsce zbiórek.

    Jerzy Karwelis
    przecież to nie jest prawda z tą transmisją w transporcie. Jak można pisać takie wymysły i podawać jako prawdę…

    Olga Zaród w odp. na wpis Aleksandry Szwjacok
    Na jakiej podstawie Pani przypisuje sobie prawo oceniania, czyje sumienie jest „dobrze wykształcone”?
    Tylu filozofów się biedzi nad tym zagadnieniem, a Pani tu jednym zdaniem załatwia sprawę;)

    Rafał P. Garus
    Taki głos już był. Co prawda nie episkopatu ale kilku biskupów o tym mówiło że noszenie maseczek to realizacja V przykazania Dekalogu

    Klara Kameron
    Ci co nosili tak zawziecie te maski właściwie chorują, a więc czy jest sęs je nosić, wątpliwe. Moi sąsiedzi ci wszyscy, którzy tak zawzięcie chodzili maskach, teraz mają covid i te cudowne maski ich nie uratowały. A więc czy jest sęs je nosić

    Rafał P. Garus w odp. na wpis Klary Kameron
    Jest. Ja noszę i nie zachorowałem, innej choroby też nie mam. Jestem zdrowy, nic mi nie dolega poza tym że ciężko się rozmawia/śpiewa Maseczka nie ma chronić w 100% tylko ograniczać transmisję wirusa. Poza tym ja noszę antysmogową więc jest dodatkowa ochrona.

  6. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Obserwuję ciekawe, ale skądinąd nienowe i dobrze znane zjawisko, a mianowicie traktowanie posłańców złych wieści jakby byli ich sprawcami. Stalin takich mordował. Nie był zresztą w tym prekursorem, tak robili wszyscy tyrani. Informacja o niekorzystnych zdarzeniach wywołuje negatywne emocje, które najlepiej wyładować na kimś, kto z nimi kojarzy. Tak samo jest z pandemią. To tych, którzy o niej mówią, przestrzegają przed niefrasobliwością w ochronie przed zakażaniem, często posługując się statystykami, zwłaszcza tymi najbardziej smutnymi, czyli liczbą zajętych respiratorów i liczbą zgonów, traktuje się tak jakby byli nie tylko tego sprawcami, ale wręcz jakby z ich powodu nastąpiła zapaść w służbie zdrowia. Ci, którzy w najlepszej wierze, z myślą o ograniczaniu zarażeń i tym samym odciążeniu służby zdrowia, obciąża się winą za jej zapaść. Toż to absurd!!! A już powoływanie się na wiarę w Boga i piętnowanie tych ludzi za, jak pisze np. Joanna Czarna, „robienie ze zdrowia bożka”, to już całkowite pomieszanie pojęć. Wszak nieroztropne narażanie zdrowia innych, ale także i swojego to grzech przeciw piątemu przykazaniu, o czym jest ten tekst. Zamiast stosować zasady profilaktyki zdawanie się wyłącznie na Bożą opiekę toż to wystawianie Pana Boga na próbę. To rzecz szatańska, a nie pobożna. Wystarczy przypomnieć sobie kuszenie Chrystusa na pustyni. «Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego» [Łk; 4, 12].

  7. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    To, co powyżej napisała moja siostra, jest właściwie podsumowaniem dyskusji nad tym tekstem (częściowo tu przytoczonej), a która prowadzona była w mediach społecznościowych. Pani Joanna Czarna jest w niej najaktywniejsza, ale jest wielu internautów, którzy jej sekundują i popierają. Cóż, nie każdego można przekonać argumentami. Dotarło to do mnie niedawno.

    Wszystkim zabierającym głos serdecznie dziękuję.

  8. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Dziś zaslyszana historia z życia, dedykowana tym, którzy sądzą, że są młodzi silni i może ich dotknąć co najwyżej „katarek”. 45lat dotąd zdrowy, wyprostowany, bogaty – przez tydzień 39,5⁰C i potworny kaszel. Po dwu tygodniach choroby na szczęście lepiej, ale obawy powikłań. Jego żona trochę lzej. Ojciec przeszedł Covid w kilka dni bez problemów . Podobnie ponad osiemdziesiecioletni dziadek żony, mimo iż był w grupie podwyższonego ryzyka że względu na astmę. Statystyki dowodzą, że najciezej chorują na Covid ludzie starsi i z chorobami współistniejacymi. Ale to tylko statystyki, a tak naprawdę nie wiemy co nas spotka i co z naszym
    – zawinionym lub przypadkowym udziałem spotka innych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *