Nie dobry, tylko niedobry kompromis

sejm

W piątek 11 września  już po raz n-ty odbyła się w Sejmie debata na temat tzw. ustawy antyaborcyjnej. Trzeci raz w tej kadencji i już po raz piąty do laski marszałkowskiej trafił projekt Fundacji „Pro – prawo do życia”. I po raz kolejny sprawozdawcą była Kaja Godek – matka dziecka z zespołem Downa.

To nie była dobra dyskusja, obie strony sporu przerzucały się argumentami z kategorii szantażu emocjonalnego (np. niepotrzebne przywołanie Auschwitz), które w żaden sposób nie przemawiały do oponentów, a dodatkowo emocje podgrzał fakt, że marszałek wyłączał mikrofon… „Łatwiej wyłączyć mikrofon niż sumienie” – pisał o tej sprawie na Twitterze ks. Janusz Chyła (@Janusz1967).

Ale sprawa wraca i będzie wracała – zapowiadają inicjatorzy społecznej akcji. Jak twierdzą, aż do skutku. Czy mają rację? Czy może słuszne są argumenty o dobrym kompromisie, który poparł kiedyś Kościół, i którego – jak się uzasadnia – nie należałoby ruszać?

Przypomnijmy, obecna  ustawa przyjęta została w 1993 r. w zupełnie innej rzeczywistości. Od 1956 r. obowiązywało prawo dopuszczające aborcję ze względów społecznych, czyli w praktyce na żądanie, świadomość, czym aborcja jest w istocie, była znikoma, a zabiegi były powszechnie stosowane, w zasadzie bez ograniczeń.

Nie zapomnę wizyty u ginekologa, u którego się leczyłam. Przyjmował w swoim mieszkaniu w zaadaptowanym na gabinet jednym z pokoi. Salon był wykorzystywany na poczekalnię dla pacjentek. Zauważyłam, że bez względu na to, jak wcześnie przychodziłam, zawsze jedna z pacjentek przyjmowana była jako pierwsza, jej wizyta trwała znacznie dłużej, a lekarz w międzyczasie wychodził z dużym naczyniem do łazienki i coś spuszczał w sedesie. Notabene w tym mieszkaniu kręciły się jego nieletnie, chodzące do podstawówki dzieci, widać było żonę przygotowującą w kuchni posiłek… Życie toczyło się, jak to w rodzinie. Nie domyślając się o co chodzi z tą „uprzywilejowaną” pierwszą pacjentką, zapytałam i wyjaśniła mi młoda, może 20-letnia dziewczyna.

– To na zabieg, ja też byłam, a teraz już tylko do kontroli. To nic takiego, nic się nie czuje, nic nie boli. Zdecydowałabym się na to dziecko, ale z moim chłopakiem zaplanowaliśmy wakacje w Grecji… Gdyby nie ten wyjazd, to wzięlibyśmy ślub i bym urodziła. Ale szkoda mi było tej Grecji.

No tak, życie dziecka kontra wymarzona wycieczka. Na szczęście dziś już to nie jest prawnie dozwolone. Zdarza się, ale jest jakaś refleksja, bo prawny zakaz zawsze do tego obliguje. Prawo kształtuje świadomość. Wtedy, jak pamiętam, gdy ów lekarz stwierdził u mnie drugą ciążę, usłyszałam: „No to co, usuwamy, czy rodzimy?”. Jakiej presji poddawane są dziś kobiety, gdy lekarz zdiagnozuje przypuszczalne upośledzenie płodu? Czy to aż taki zupełnie wolny wybór?

Poruszona tym wydarzeniem napisałam wiersz, który w 1988 roku zdobył drugą nagrodę w ogólnopolskim konkursie na utwór poetycki poświęcony problematyce ochrony życia (nie przyznano pierwszej nagrody), a 10 lat temu opublikował  go Tygodnik Katolicki „Niedziela” http://www.niedziela.pl/artykul/37146/nd/Twojej-Matce

 Wracając do kompromisu, warto zauważyć, że przyjęte wówczas rozwiązanie prawne w istotny sposób poprawiało ochronę życia. To było wtedy maksimum, co udało się obrońcom życia wynegocjować i niepoparcie tej ustawy pozostawiałoby przyzwolenie na aborcję na życzenie. Kompromis był wówczas korzystnym rozwiązaniem. Dziś już tak nie jest i powoływanie się na stanowisko Kościoła sprzed 22 lat jest nadużyciem. Ponadto, wiadomo, że gros aborcji wykonywanych legalnie to tzw. aborcje eugeniczne, których liczba z roku na rok wzrasta. Według danych pochodzących z dziewięciu oddziałów NFZ to ok. 2,5 tys. rocznie, co w praktyce oznacza, że jest ponad 4 tys. Mało? W większości są to dzieci z Zespołem Downa, a nie z upośledzeniem zagrażającym życiu. Kaja Godek przytaczała dwa głośne przykłady dzieci, które przeżyły aborcję, jedno umierało około czterech godzin (nikt z personelu nie udzielił mu pomocy), a drugie ratowano przez miesiąc, ale w końcu też zmarło. Jeśli to nie jest zabijanie dzieci, to co nim jest?

Dyskusja na taki temat powinna się odbyć w komisji, bez kamer i mikrofonów, aby posłowie mówili do siebie nawzajem, a nie do swoich wyborców. Bo zasadne jest choćby uszczelnienie dopuszczalności aborcji ze względu „na trwałe i nieodwracalne uszkodzenie płodu albo choroby zagrażającej jego życiu”. Żeby powodem nie był Zespół Downa czy rozszczep podniebienia.

zespol_downa

Warto także podkreślić, że zawsze jest to tylko podejrzenie upośledzenia dziecka, a nie stuprocentowa pewność. Nie zapomnę historii, opowiedzianej kiedyś na Twitterze. Jeden z obserwowanych przez mnie twitterowiczów w pewnym momencie zapowiedział, że zawiesza swoją aktywność, bo ma poważny problem rodzinny. Po kilku miesiącach okazało się, że oczekująca potomstwa żona dowiedziała się, iż dziecko najprawdopodobniej ma Zespół Downa. Taka wiadomość jest zawsze traumą dla rodziców. Ale zdecydowali się, że dziecko się urodzi. I jakąż niespodzianką było to, że dziecko urodziło się zdrowe. Ojciec napisał wtedy na Twitterze: urodził się Antoś, zupełnie zdrowy, Bogu niech będą dzięki.

Ilu takim dzieciom nie dano tej szansy właśnie z powodu prawnej dopuszczalności aborcji w podobnych przypadkach?

O tym można było i trzeba było rozmawiać w komisji, ale większość sejmowa – niestety – po raz kolejny do tego nie dopuściła.

Dzieci poczęte w wyniku przestępstwa (gwałtu, kazirodztwa, uwiedzenia nieletniej) też nie są w niczym gorsze od innych. Ale ich życia prawo nie chroni. Polecam wywiad http://www.oaza.pl/cdz/index.php/pl/obrona-zycia/512-rebecca-kiessling.html. Dlatego zamiast natarczywego pytania, które zadaje pewna znana publicystka „Czy zgwałconą można zmuszać, aby urodziła?”, warto zapytać, „Czy wolno zgodnie z prawem zabić Rebeccę Kiessling?” Dlaczego prawo nie ma chronić życia takich jak ona?

I kolejny wyjątek, zdrowie i życie matki. Pamiętamy głośną sprawę Alicji Tysiąc. Chodziło o wadę wzroku. I znów życie kontra wzrok. A w ilu przypadkach w Hiszpanii dokonywano aborcji, powołując się na szkodliwy wpływ ciąży na zdrowie matki (depresja). Ten zapis otworzył furtkę de facto do aborcji na życzenie. Podobnie w Irlandii, gdzie powoływano się na zagrożenie życia matki (depresja i próby samobójcze).

Powołam się raz jeszcze na wywiad z prof. Andrzejem Zollem, konstytucjonalistą, byłym prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Twierdzi on, że tzw. kompromis aborcyjny jest sprzeczny z konstytucją i gdyby orzekał w tej sprawie, uznałby za niezgodne z ustawą zasadniczą wyjątki dopuszczające aborcję ze względu na nieuleczalną chorobę dziecka, poczęcie na skutek czynu zabronionego czy zdrowie matki. Jedynie zagrożenie życia matki może stanowić taką przesłankę. Odsyłam do wywiadu http://gosc.pl/doc/989117.Prof-Zoll-ostro-o-polskim-prawie-aborcyjnym. I tak na zdrowy rozum, jeśli myślimy o prawie do ochrony życia z punktu widzenia poczętego człowieka, to dlaczego ma nie być ono chronione, gdy ojciec jest przestępcą, matka zbyt młoda, albo gdy jest ono niepełnosprawne. Czyż to nie jawna dyskryminacja?

Dlatego, to nie dobry, ale niedobry kompromis.

Tak często w kontekście przyjmowania uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu przywoływana jest ostatnio postać bł. Matki Teresy z Kalkuty, która okazywała miłosierdzie i pomoc bez względu na wyznanie. Ale jakoś ci sami ludzie nie chcą pamiętać, co powiedziała, odbierając Pokojową Nagrodę Nobla:

http://www.milujciesie.org.pl/nr/temat_numeru/aborcja_najwieksze_zagrozenie_dla.html

 

 

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

3 komentarze

  1. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Bardzo dziękuję za dyskusję, która przetoczyła się na Twitterze po opublikowaniu tego tekstu. Przytaczam niektóre wpisy:

    Kejt Ha ‏@HaKejt
    @Rz_mwj Świetny tekst. Moja mama usłyszała dokładnie takie samo pytanie od lekarza, gdy dowiedziała się, że jest ze mną w ciąży.

    Jan Czapski ‏@jan_czapski
    @Rz_mwj @HaKejt Moja znajoma, 39 lat, dowiedziała się po badaniach, że dziecko ma wady genetyczne. Urodziła ZDROWĄ córeczkę, Lenkę… :))

    Małgorzata Źródło ‏@Magorzatardo
    @jan_czapski @Rz_mwj @HaKejt Tak samo u moich znajomych. A dziecko zdrowe, teraz ma 7 lat

    Kejt Ha ‏@HaKejt
    @jan_czapski @Rz_mwj Na forach o ciąży można poczytać o dziesiątkach takich przypadków. Niestety lekarzom zależy na „pozbyciu się problemu”.

    Błażej Duber ‏@BDuber
    @Rz_mwj bardzo dziękuje za ten tekst!

    Rafal Kubara ‏@2003Rafal
    @Rz_mwj @ag16mal @JanMariaSzewek @Jaroslaw_Gowin klucz to przemiana świadomości ludzi, rozmawialiśmy juz o tym:http://twittertwins.pl/przed-jutrzejsza-decyzja-senatu/#commentlist-container

    Rafal Kubara ‏@2003Rafal
    @Rz_mwj i dobrze, że Pani pisze, w pełni się z tym tekstem zgadzam @ag16mal @JanMariaSzewek @Jaroslaw_Gowin

    Uderza przywoływanie przykładów błędnej diagnozy badań prenatalnych wskazujących na wady genetyczne. Mimo nacisków rodzice zdecydowali się na dziecko, a ono urodziło się ZDROWE. Tymczasem w majestacie prawa można pozbawić je życia przed narodzeniem. To nie jest dobre prawo, to bardzo niedobre prawo, to bardzo niedobry kompromis.

  2. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Kampania wyborcza to nie najlepszy czas zmiany w tak ważnym i delikatnym obszarze, jak zmiana ustawy o dopuszczalności aborcji. W polityce, oprócz racji moralnych liczy się skuteczność, dlatego po dwóch próbach podjętych przez Fundację „Pro prawo dożycia” w tej kadencji Sejmu, było oczywiste, że trzecia zainicjowana w roku wyborczym będzie skazana na niepowodzenie. Jedyne, co może po tej akcji pozostać, to większa świadomość, zwiększenie wrażliwości. Chyba nawet tego nie osiągnięto.
    Jest szansa, że sprawa zostanie podjęta w przyszłej kadencji Sejmu i doczeka się właściwych rozstrzygnięć. Wszystko w tej sprawie powinno poruszać. Ten tekst, spokojny i wyważony, trafia do wyobraźni. Wyobrażam sobie, że rodzice, którzy zdecydowali się na aborcję ze względu na zdiagnozowane wady poczętego dziecka, zapewne rwali by sobie włosy z głowy, gdyby mieli świadomość, że diagnoza była błędna, a to zdarza się często. Rwaliby sobie włosy z głowy z rozpaczy, gdyby wiedzieli, jak to, na co się zdecydowali, naprawdę się odbywa. Gdyby słyszeli nie niemy, ale głośny krzyk…
    Czy od takich decyzji powstrzyma bardziej restrykcyjne prawo? W części przypadków zapewne tak. Przywracać będzie świadomość. Wiadomo, że nie powstrzyma wszystkich. Tych pozostałych trzeba nie tylko przekonywać, choć to uważam za najważniejsze. Trzeba także tworzyć warunki, które zapewnią tym niechcianym, bo z wadami i upośledzeniami dzieciom, opiekę. Trzeba tworzyć ośrodki stałego pobytu, specjalistyczne żłobki i przedszkola, szkoły życia z internatem itp. Ci zrozpaczeni rodzice muszą wiedzieć, że ze swoją traumą nie zostaną sami. I to powinni usłyszeć, gdy przekazywana jest im ta traumatyczna wiadomość z fatalną diagnozą. Powinni to usłyszeć zamiast pytania zawierającego w podtekście niegodziwą sugestię, bo ta opcja musi być prawnie zakazana. Wtedy nie będą szukać dróg, aby prawo ominąć, co przy otwartych granicach to nie jest takie trudne. Dobrze by było, żeby przez te granice przenikała także świadomość, co jest niegodziwe, gdy u nas zapanuje już ład moralny w obowiązującym prawie. Bo łatwiej byłoby je egzekwować, gdyby podobne regulacje obowiązywały w otoczeniu naszego kraju.

  3. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Po ostatniej dyskusji nt. aborcji postanowiłam i ja dać swoje małe świadectwo.Otóż moja Mamusia zdecydowała się na wybranie tej niezwykle trudnej drogi i postanowiła urodzić mimo wiadomości, że chłopiec będzie dzieckiem niepełnosprawnym. Otóż brat urodził się z rozszczepem kręgosłupa /paraplegik/.Od urodzenia poruszał się tylko na wózku inw. Ukończył studia na Uniwersytecie Wrocławskim, pracował na kierowniczych stanowiskach. Zmarł w 2003 roku mając 59 lat. Ostatnia jego praca, to PFRON we Wrocławiu na ul. Szewskiej, gdzie pełnił stanowisko dyrektora. Ileż pomysłów i marzeń miał jako młody człowiek. Organizował Mistrzostwa Inwalidów w konkurencjach alpejskich. W Wałbrzychu był twórcą Maratonu na wózkach im Prof. Weissa z Konstancina. Sam jeździł na Międzynarodowe zawody w podnoszeniu ciężarów, gdzie zdobywał czołowe miejsca. Nigdy nie buntował się przeciwko losowi, a my byliśmy dumni z jego sukcesów.Budowaliśmy się każdego dnia od nowa jego postawą i docenialiśmy, jak wzrastając obok takiego człowieka stajemy się silni. Ludzie kochani, otoczeni troską i opieką bliskich, choć niepełnosprawni potrafią się pięknie realizować w życiu i być oparciem dla bliskich. Kiedy uświadamiamy sobie, że czyjąś codziennością jest walka o życie, o przetrwanie, nasze problemy wydają się naprawdę śmieszne.On po prostu kochał życie, niezależnie od tego, co mu przygotowało. Często powtarzał „jakiegoś mnie Boże stworzył, takiego mnie masz i nie masz wyjścia, musisz mnie kochać”.Nakręcono nawet film o nim pod tytułem: „Jakiegoś mnie Boże stworzył…”, który po jego śmierci puszczano w TV oo.Franciszkanów przez rok. Wielką, niczym nie zastąpioną stratą była dla nas rozłąka z nim z chwilą śmierci. Mamusia moja jest dla nas wielką Bohaterką / a była nas razem czwórka/, ponieważ podjęła to trudne wyzwanie i codziennie mierzyła się z tymi problemami, bo jak się ma solidny kręgosłup moralny, to akceptacja i godzenie się z tym faktem jest naprawdę możliwa.Dlatego ponownie apeluję do ludzkich sumień, bo tylko ta wolność osobista jest coś warta, która nie powoduje krzywdy bezbronnego człowieka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *