Nagrody dla ministrów

Co jakiś czas powraca ten temat i rezonuje w mediach i portalach społecznościowych. Nagrody dla ministrów. Wydatki na ten cel „Super Ekspres” wyliczył nawet od początku kadencji, czyli od czasu, gdy Beata Szydło zasiadła w fotelu premiera. Bo kwota ma bulwersować. „Była premier przyznała sekretarzom i podsekretarzom stanu w sumie 2,4 mln złotych nagród” – donosi popularny tabloid.

Problem nagród dla ministrów pojawił się nawet w niedzielnym programie „Kawa na Ławę” w TVN24, dając pożywkę posłom opozycji do ostrych słów krytyki. – Chodziło tak naprawdę nie o nagrody, tylko o drugą pensję. Jeżeli PiS chciało podnieść zarobki ministrów trzeba było to zrobić w ustawie. PiS się z tej ustawy wycofał – mówił poseł Platformy Obywatelskiej Rafał Trzaskowski. W podobnym tonie wypowiadała się Barbara Dolniak – posłanka Nowoczesnej. Przypomnijmy, że w lipcu 2016 roku klub PiS, po burzy w Sejmie i konsultacji z władzami partii, wycofał swój projekt ws. zmian wynagrodzeń m.in. dla premiera i ministrów.

– W ramach dobrej zmiany zabraliście się państwo za reformę wynagrodzeń najważniejszych osób w państwie – grzmiała z trybuny sejmowej Monika Wielichowska, posłanka PO, podczas debaty 19 lipca 2016 roku, zwracając się do parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości. – To gigantyczna podwyżka dla premier Beaty Szydło, gigantyczna, bo pensja premier ma wzrosnąć niemal o 50 proc. Podwyżki dla prezydenta, wicepremierów, ministrów, wiceministrów i wojewodów wyniosą od 4 do 5 tys. zł. Wzrosną też pensje parlamentarzystów – mówiła z oburzeniem, dodając, że ograniczenia i oszczędności trzeba zawsze zaczynać od siebie. Warto przy okazji przypomnieć, że w poprzedniej kadencji, kiedy ówczesna marszałek Sejmu Ewa Kopacz przyznała wicemarszałkom nagrody w wysokości kilkunastu tysięcy złotych pod presją krytyki, głównie posłów ówczesnej opozycji, oddali oni te pieniądze. Oddali, bo sprawa trafiła do mediów i poruszyła opinię publiczną. Ale warto pamiętać, że w ministerstwach nagrody zawsze były.

„Rząd Donalda Tuska w 2013 roku lekką ręką rozdał swoim urzędnikom w ministerstwach gigantyczne 102 553 000 zł nagród”– czytamy w «Super Expresie» ze stycznia 2014 roku [LINK]. Dlatego trudno oprzeć się wrażeniu, że przez posłów opozycji przemawia hipokryzja.

Sprawa wysokości pensji i nagród najważniejszych osób w państwie powraca jak bumerang w kolejnych odsłonach. Podwyżki, jak się okazuje, nie są możliwe do przeprowadzenia, a nagrody kłują w oczy. Argument, w którym dokonuje się porównania ich wysokości do średnich zarobków w Polsce, działa na wyobraźnię obywateli, którzy – nawet gdy popierają rząd – nie kryją oburzenia. Zwycięża logika egalitaryzmu.

Od ministrów oczekuje się wysokich kompetencji, ciężkiej pracy, bezwzględnej uczciwości i żeby zarabiali niewiele więcej od przeciętnego Polaka. Nikt nie zastawia się skąd brać tych kompetentnych i pracowitych altruistów. Powiedzmy sobie szczerze, ministrowie zarabiają bardzo mało. Mało w porównaniu do zarobków ministrów w innych państwach europejskich i w porównaniu do pensji zarządów korporacji, a przede wszystkim gremiów kierowniczych spółek Skarbu Państwa, które nadzorują.

Jako polska patriotka czuję się upokorzona tą dysproporcją. Polacy, dumny naród, powinni domagać się odpowiedniego wynagradzania członków swojego rządu, najważniejszych osób w państwie. Odpowiedniego, to znaczy porównywalnego do zarobków ministrów czy wiceministrów w innych państwach europejskich. Powinno być nas na to stać, inaczej godzimy się, żeby nasze państwo było dziadowskie.

W latach 1997–2001 pracowałam razem z moją siostrą jako doradczyni ministra nauki w zakresie promocji. Pamiętam ówczesne problemy kadrowe, jak trudno było znaleźć na przykład kandydata na dyrektora Departamentu Informatyki czy dobrego prawnika. Dyrektorzy Departamentu Informatyki zatrudniali się na krótko, po to tylko, żeby mieć odpowiedni wpis do swojego CV, nie wiązali z tą pracą swoich długoterminowych planów. „Łatwiej zatrudnić pięciu kiepskich prawników niż jednego dobrego i zapłacić mu dwa, trzy razy więcej niż przewidują widełki taryfikatora” – powtarzałam wówczas w rozmowach z moją siostrą. Przecież z tych niskich zarobków na stanowiskach dyrektorów departamentów wynika mnożenie wiceministrów. To taki bypas, który pozwala na zatrudnienie osoby kompetentnej. Ale i pensja wiceministra, na którym spoczywa bardzo wiele obowiązków i ogromna odpowiedzialność, jest kompromitująco niska, zaledwie 7 tys. zł. Tyle przecież, a nawet więcej, chcą zarabiać lekarze rezydenci, czyli ludzie po studiach, zdobywający dopiero doświadczenie i kwalifikacje. Nagrody dla ministrów i wiceministrów to łatanie tych żenująco niskich wynagrodzeń.

– Wszyscy w Polsce pracują bardzo ciężko, chciałbym żeby wszyscy (…) zarabiali jak najlepiej, a jakiekolwiek zmiany wynagrodzeń, zwłaszcza w administracji publicznej, powinny być zawsze procentowo ciut niższe niż w całej gospodarce – przekonuje premier Mateusz Morawiecki. Nie zgadzam się z nim. Uważam, że podwyżka wynagrodzeń w administracji publicznej powinna być znacząca.

I jeszcze na koniec dwie uwagi. Po pierwsze, zawsze mierziło mnie „zaglądanie” do cudzej kieszeni i wzbudzanie u siebie uczucia zazdrości, że komuś dobrze się powodzi. Na ogół nie zdajemy sobie sprawy z tego, że ministrowie i wiceministrowie pracują niejednokrotnie po 12, a nawet 14 i więcej godzin dziennie, często także w soboty i niedziele. Wielu z nich w rozłące z rodzinami, które nie przeniosły się do Warszawy. Koszty utrzymania takich rodzin znacząco wzrastają. Po drugie, iluzją jest, że gdyby te środki, które poszłyby na podwyżki dla najważniejszych osób w państwie, przeznaczyć np. na podwyżki najniższych rent i emerytur, to zapewniam, że byłyby one groszowe. Pamiętam moje doświadczenie, jak wyliczałam na komputerze podwyżki wynagrodzeń w mojej uczelni – większym obciążeniem dla budżetu była 10-złotowa podwyżka dla asystentów i adiunktów niż kilkusetzłotowa dla profesorów. Dlatego pamiętajmy, że z niepodwyższania pensji dla najważniejszych osób w państwie nie wynika, że najuboższym będzie lepiej. To nie ten rząd wielkości.

A propozycję posła Grzegorza Długiego z Kukiz’15, aby o połowę zmniejszyć liczbę ministrów i jednocześnie zwiększyć ich zarobki, proponuję zastosować, ale do administracji centralnej, szczebla niższego od wiceministrów.

 

 

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

18 komentarzy

  1. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Warto pamiętać że fachowiec z doświadczeniem nie zostawi dobrze płatnej pracy w korpo, by za część poprzedniej pensji ignorant bez pojęcia, z partyjnego nadania nim dyrygował. Szczególnie w przypadku gdy jego wiedza i doświadczenie nie zgadzają się z linią rządzącej partii. Prawda jest taka że wywodzący się z Polski naukowiec nie zostawi zachodniej uczelni/instytutu by tu na takich zasadach wrócić.

  2. Świetny tekst – pełna zgoda z Autorką.
    Dodam od siebie obronę instytucji premii jako takiej. Bezapelacyjnie lepsze efekty przynosi zawsze podział całkowitego wynagrodzenia na 2 części: zasadniczą (minimum, jakie wystarczy, żeby zapewnić zainteresowanie posadą ludzi o odp. kompetencjach) oraz premii (która sprawi, że ci ludzie o wymaganych kompetencjach będą dodatkowo zmotywowani do pracy na oczekiwanym poziomie – będzie im się chciało dać z siebie więcej, będą realizować postawione przed nimi cele).
    Oczywiście premia nie może być uznaniowa, a już na pewno – gwarantowana (wówczas traci sens!). Każdy pracownik (ministrowie jak najbardziej też) powinien co roku mieć wyznaczone własne CELE. Np. dla Min. Finansów mogą to być pożądane wskaźniki gospodarcze, dla Min. Rolnictwa – poziom produkcji i jakości żywności, dopłaty vs. ceny, kondycja finansowa branży etc. Dla Min. Obrony – stan Armii opisany poziomem inwestycji w uzbrojenie i infrastrukturę, udział w misjach zagranicznych i ich rezultaty, sukcesy w organizacji manewrów. Dla MSW – poziom bezpieczeństwa obywateli: liczba napadów, kradzieży, wypadków itd. itp.
    I tak dla każdego – od ministra w dół. Im niżej tym cele bardziej operacyjne (szczegółowe).
    Naprawdę w Polsce jest masa mądrych ludzi, o niebo mądrzejszych ode mnie, którzy takie „kluczowe mierniki skuteczności” z łatwością opracują.. 😉 Potrzeba chyba „tylko” woli politycznej..

  3. a.d.zysk@gmail.com' Artur pisze:

    Marzy mi się państwo normalne w którym politycy pracują dla interesu Polski i swoje wewnętrzne wojenki polityczne toczą pomiędzy sobą na własnym podwórku ale gdy chodzi o dobro kraju stoją za nim murem i wspólnie odpierają wszelkie ataki.

    Tak, tacy politycy powinni dobrze zarabiać choć nigdy nie zrównają się z poziomem zarobków w korporacjach. Wolę aby posłowie, we właściwym tego słowa znaczeniu, zarabiali (szalony przykład) PLN 1 mln a ministrowie nich to będzie nawet pięciokrotność. Warunkiem jest uczciwość i jeden bardzo ważny szczegół o którym przeciętli ludzie myślą i mówią a sami posłowie chyba zapomnieli lub zapominają z pełną premedytacją… Bycie posłem a tym bardziej członkiem rządu nie jest i nie powinno być w żadnym wypadku traktowane jako zawód a powołanie choć jednocześnie wynagradzane.

    W obecnej sytuacji tzw. opozycja w żadnym wypadku nie zasługuje na jakiekolwoek podwyżki, chyba wręcz przeciwnie. Tutaj powinna diałać zasada ‚jeden za wszystkich, wszyscy za jednego’ więc dla szeregowych posłów nie powinno być żadnego wzrostu uposażenia po to tylko aby ukrać tych którzy na karaę zasługują za cenę jednak niewinnych.

    Same podwyżli w rządzie powinny być ale nie w tak drastyyczny sposób i nie jest ważne czego dopuszczali się poprzednicy. Same podwyżki powinny być jednocześnie w jakiś przejrzystu sposób regulowane w zależności od sprawdzenia się poszczególnych członków rządu. Tutaj nie widzę przeciwskazań aby co do nagradzania nie można stosować metod korporacji. Pracujesz dobrze i efektywnie, dobrze zarabiasz.

    No coż… można sobie pozwolić o tej porze na inny sen skoro sen prawdziwy powiek zamknąć nie chce.

  4. jerzpolski@wp.pl' Jurek pisze:

    Rządzący są zawsze pod obstrzałem opinii. Myślę, że podwyżki dla innych najbardziej bolą tych, którym powodzi się nieźle. Dla przeciętnego Polaka jest najważniejsze, aby widział zmiany na lepsze.
    Najlepiej u siebie.

  5. zdariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Zgadzam się z autorką tekstu w 100%.Za dziadowskie państwo zapłaciliśmy katastrofą w Smoleńsku. Trzeba skończyć z mysleniem jakos to będzie.Wystarczy zmniejszyć ilość posłów bo 460 to ogromna przesada.PIS ma w tej chwili 238 i „daje radę”?Zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na wynagrodzenie ministrów i ich wice.Bo tak jak lekarz odpowiadajacy za nasze zycie czy nauczyciel kształcący nasze dzieci również rzadzacy nami powinni godnie zarabiać. GODNIE to znaczy tyle by nie musieli kombinować jak dorobić na boku i by utrata stanowiska byla bolesna.Mam wrazenie ze większość rodakow drazni nie wysokość pensji rzadzacych tylko ich arogancja i poczucie ze wolno im więcej. Przyslowiowe osmiorniczki, limuzyny łamiace przepisy drogowe , boiska wynajmowane na koszt podatnika czy tez niebotycznie drogie meble w gabinetach ministrów:(

  6. ewa.oczkowska64@gmail.com' Ewa pisze:

    Zgadzam się w 100% z autorką.Wszyscy chcą podwyżek.Nauczycielom mało, lekarzom mało ponieważ uważają,że wykonują trudne zawody.Ale ,że dobrobyt całego Państwa zależy od tych którzy nim rządzą i Ci ludzie powinni być godnie opłacani, to już trudno wszystkim zrozumieć! Najbardziej denerwuje mnie mentalność zaglądania w cudze portfele.
    Wszyscy chcą aby rządy były dobre i uczciwe a jednocześnie odmawiają rządzącym wynagrodzenia adekwatnego do odpowiedzialności i stawianych im wymagań.
    I najbardziej boli mnie krytyka ludzi ,,prawych,, którzy oczekiwali największych zmian w Państwie.
    Szkoda,że nie potrafią docenić pracy Polskiego Rządu.

  7. k.jarkiewicz.ign@gmail.com' Katarzyna Jarkiewicz pisze:

    Niestety pokutuje mechanizm wypracowany jeszcze w II RP, który z pewnymi modyfikacjami dobrze się przyjął w czasach komunizmu.Administracja nasza nie jest może jeszcze tak zbiurokratyzowana jak francuska czy niemiecka (tam trwa wciąż model z połowy XIX wieku),ale jest mocno zawieszona w systemie partyjnym-co zmiana rządu,to wymiana kadr, stąd tendencja do lojalnościowego traktowania wynagrodzenia: niskie płace, wysokie nagrody za lojalność. Krajowa Szkoła Administracji Publicznej,która miała być w założeniu instytucją apolityczną dla potrzeb państwa szybko została przez polityków spacyfikowana. De facto najważniejsi urzędnicy, w tym wiceministrowie, są z łapanki tzw. „swoi”. Nie ma obecnie woli,aby to zmienić.Nikomu z głównych graczy na polskiej scenie politycznej na tym nie zależy,bo powiązania interpersonalne są zbyt duże. Tragedią jest,że posiadając tak wiele pieniędzy z budżetu główne partie nie uruchomiły mechanizmu pozyskiwania i szkolenia kadr nie partyjnych, a urzędniczych.Partie żyją nie długofalowo,ale od wyborów do wyborów! To tragedia! Szanse widzę jedynie w tworzeniu pozapolitycznego gremium kształcącego i grupującego ludzi gotowych pracować dla Polski, z którego mogliby politycy rządzący w danym momencie wyławiać pracowników swych ministerstw. Musieliby się jednak liczyć z funkcjonowaniem pewnego kodeksu zachowań, które w sytuacjach granicznych obligowałyby takich ludzi do sprzeciwu wobec dyktatu lojalności partyjnej. Istotą prac rządu musi być bowiem dobro Polski jako całości,a nie dobro partii nawet najlepszej. Nie wiem tylko, czy politycy w Polsce są gotowi na przyjęcie takiego mechanizmu. Może nacisk społeczny wpłynie na zmianę ich zachowań,bo na pewno nie zmiana pokoleniowa. Casus Misiewicza wyraźnie to pokazał.

  8. zdariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Przykladem pro panstwowca i pasjonata jest dla mnie pani minister Anna Streżyńska.Stworzyla kreatywny zespół mlodych ludzi ktorzy z zaangazowaniem wyciagągali nas z zapasci cyfrowej.Zapewne kazdy z nich jako fachowiec zarabiał by krocie w firmie prywatnej a jednak wspolnie z panią minister zaczęli „walkę na ugorze”.Niestety „ugór”został przyslowiowo „zaorany”:(
    Doskonaly przyklad dla mlodych pasjonatow by zapomnieć o „pracy dla ojczyzny” w imię wyższych celów. Dziękuję za propagowanie profilu zaufanego.Pani Anna da sobie radę pozostaje pytanie ile na tej zmianie stracą obywatele.

  9. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Reakcja opinii publicznej na nagrody dla ministrów pokazała, jak trudno jest urealnić wynagrodzenia najważniejszych osób w państwie – ministrów, sekretarzy i podsekretarzy stanu, czyli tzw. r-ki. Każda próba podwyżki wynagrodzeń spotyka się z krytyką nie tylko opozycji, ale i żerujących na najniższych instynktach tabloidach. Tworzy się błędne koło. Przecież te nagrody oznaczają de facto dodatek do pensji ok. 4 tys. zł na rękę miesięcznie. Wyższy dodatek uznaniowy dostaje moja znajoma, która jest prezesem gminnej spółki zajmującej się utylizacją odpadów i wywozem śmieci w mieście powiatowym. O czym my mówimy? To rzeczywiście dziadowskie państwo, które nie potrafi zapewnić godziwych warunków pracy osobom, na których spoczywa ogromna odpowiedzialność. To prawda, że na całym świecie w korporacjach zarabia się więcej niż na ministerialnych stanowiskach, ale nie kilkadziesiąt razy więcej. Te różnice nie są aż tak horrendalne jak u nas. Trzeba o tym mówić, trzeba zmieniać społeczną świadomość. Nie dziwi nas, że fachowcy wyjeżdżają zagranicę szukając lepszych zarobków, a na stanowiskach chcielibyśmy altruistów. Dobrze, że ten tekst wywołał dyskusję i cieszy mnie, że komentujący podzielają ten pogląd.

  10. ewa.oczkowska64@gmail.com' Ewa pisze:

    Myślę ,że potrzeba jest jeszcze, jednej zmiany pokoleniowej,aby znaczna część społeczeństwa miała podobne zdanie.Bardzo ważne jest kształtowanie świadomości w domu oraz mądra nauka na tematy społeczne w szkole.
    Damy radę , żyję taką nadzieją.

  11. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Celne komentarze bywają pod zapowiedzią tekstu na Facebooku, np.:

    Adam Kłykow
    Zabrakło mi w tym antypopulistycznym (to oczywiście komplement) tekście słowa o korupcjogenności niskich wynagrodzeń wysokich urzędników państwowych…

  12. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Kolejne komentarze z Facebooka a propos tego tekstu:

    Ewa Mastalska
    Coś w tym jest, przed wojną oczekiwano, że do dyplomacji idą ludzie mający duże dochody rodowe i mieli niskie wynagrodzenia. W pewnych wspomnieniach żony ministra jest, że nie było jej stać na ciepły zimowy płaszcz.

    I radykalnie przeciwny do wyrażanych tu opinii:

    Gabriel Lawit
    Ministrowie powinni płacić za ta fuchę, a nie zarabiać. Ja bym nawet premierem mógł być za friko.

  13. aanaw@wp.pl' AnnaW pisze:

    Hipokryzją opozycji nie jest, bo nagrody w latach 2007-2015 otrzymywali pracownicy ministerstw, a nie zajmujący polityczne stanowiska ministrów i sekretarzy stanu. Hipokryzją obecnie rządzących tak, bo wówczas nawet nagrody dla zwykłych pracowników skrytykowali.
    A na takiej miedzy innymi krytyce dostali się do władzy – patrz reakcja na podsłuchaną prywatną rozmowę minister Bieńkowskiej, w której komentowała pracę za 6 tys. złotych pani wiceminister, młodej wdowy z dwójką małych dzieci,profesor prawa, która bez problemu mogłaby znaleźć lepiej płatną pracę.Pani Doroty Pyć. Widać wówczas wiceministrami zostawali bardziej ideowi ludzie. Teraz bez nagród to nawet Misiewicz by nie chciałby pracować. A opinie mają dzięki propagandzie – zupełnie inną.

  14. katarzyna.walus@onet.pl' Katarzyna Waluś pisze:

    Niesamowite dysproporcje! Bardzo nie lubię zaglądania do cudzych portfelów oraz domów! albo jesteś przedsiębiorczy albo nie! Zawiść ludzka jest koszmarna doprawdy nie interesuje Mnie jaki dom ma Tomasz Lis czy Aleksander Kwaśniewski…Mają takie na jakie ich stać! Natomiast hipokryzji w polityce jest niesamowicie dużo…opozycja jest nieskuteczna pozostaje czepianie się o czyjeś majątki pomijając oczywiście te nabyte w sposób nielegalny!Posłowie opozycji do biednych nie należą…

  15. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Nie mija dyskusja na temat nagród dla ministrów i wiceministrów, odgrzana tym razem informacjami o przyznanych premiach w Kancelarii Prezydenta. Przecież premie uznaniowe funkcjonują wszędzie, w firmach bywa, że połowa wynagrodzenia jest wypłacana w postaci premii, którą np. obniża się na czas zwolnienia lekarskiego (przy miesięcznym zwolnieniu lekarskim nie jest wypłacana w ogóle). A w tzw. sferze budżetowej premie są zinstytucjonalizowane. Np. uczelniana administracja otrzymuje wynagrodzenie podstawowe + 20 proc. premii regulaminowej. Można ją zabrać pracownikowi w sytuacji jego niesubordynacji, albo (znam takie przypadki) na czas zwolnienia lekarskiego. Premia może być wyższa, znam przypadki w uczelni przyznawania 100 i więcej proc. miesięcznej premii oprócz wynagrodzenia podstawowego i wysługi lat.

    Warto też wiedzieć, że w tzw. sferze budżetowej obowiązuje taki relikt przeszłości, jak nagroda jubileuszowa. Przyznaje się ją jednorazowo co pięć lat KAŻDEMU bez wyjątku pracownikowi, który przepracował w budżetówce co najmniej 20 lat. I to nie zależnie od tego czy to sprzątaczka, profesor, rektor, prezydent czy premier. Po 20 latach 75 proc. miesięcznego wynagrodzenia, po 25 – 10 proc., po 30 – 150 proc., po 35 – 200 proc. Urzędnicy państwowi, a do takich np. zaliczana jest administracja uczelniana ma dodatkowo po 40 latach – 300 proc. wynagrodzenia, a po 45 latach – 400 proc. Pamiętam, jak nagle wyciągnięto Lechowi Kaczyńskiemu, gdy był prezydentem RP, jakąś wysoką nagrodę. A to była jubileuszówka. Podobnie było z premierem Buzkiem. Dlaczego o tym wspominam. Ano dlatego, że wypłacając nagrody roczne w Kancelarii Premiera i Prezydenta, zamiast podwyżek pensji, ZMNIEJSZA SIĘ np. ewentualne nagrody jubileuszowe czy odprawy emerytalne. Czyli dla budżetu to korzystne, a także elastyczne i motywujące (bo za złe wyniki można nie wypłacić, albo wypłacić mniej).
    Wielkie domaganie się ze strony opozycji i sprzyjających jej mediów (jak choćby w dzisiejszej rozmowie z Michałem Dworczykiem): „podnieście sobie pensje, zamiast po cichu wypłacać nagrody” ma na celu obniżenie społecznego poparcia rządzących. Jest oczywistą hipokryzją.

  16. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    I jeszcze kolejny komentarz z Facebooka pod zapowiedzią tego tekstu:

    Jerzy Gątarz
    Ministrowie i większość wiceministrów bierze się z polityki, co to ma wspólnego z fachowością, kompetencją i bezwzględną uczciwością Bóg raczy wiedzieć. W Polsce większość sfery budżetowej zarabia słabo, kto mógł i chciał już znalazł inne miejsce. Nie wiem jakie to kwalifikacje posiadają te dziesiątki absolwentów historii, politologii, stosunków międzynarodowych itp. typu Pan Szefernaker. Wiem, na każdego ze wspomnianych fachowców czekają na rynku oferty pracy za 20000 co miesiąc. Nawet obecna minister finansów jest z uniwersytetu, czyli nie czuje degradacji finansowej. Polityka wciąż jest awansem także finansowym, dla większości w niej funkcjonujących. Reszta to rozważania teoretyczne jak być powinno w państwie i społeczeństwie idealnym, bez populizmu i z fachowcami w polityce

  17. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dziękuje za dyskusję, w której zdecydowana większość osób komentujących mój tekst zgodziła się ze mną, potwierdzając główną tezę tego artykułu. Marzy mi się państwo normalne, w którym politycy pracują dla interesu Polski i swoje wewnętrzne wojenki polityczne toczą pomiędzy sobą na własnym podwórku ale gdy chodzi o dobro kraju stoją za nim murem i wspólnie odpierają wszelkie ataki – napisał Artur, dodając, że tacy politycy powinni dobrze zarabiać. Reakcja opinii publicznej na nagrody dla ministrów pokazała, jak trudno jest urealnić wynagrodzenia najważniejszych osób w państwie – przypomniała moja siostra, a pani AnnaW zauważyła, że w poprzedniej kadencji, gdy dzisiejsza opozycja rządziła, krytyka nagród przyznawanych nawet nie ministrom czy wiceministrom, ale niższej rangi pracownikom też było krytykowane. Rządzący są zawsze pod obstrzałem opinii – zauważył Jurek. Szkoda, że ta opinia publiczna jest tak populistyczna, iż nie oburza się na obowiązujący w sferze budżetowej system nagród, w tym taki relikt przeszłości, jak nagrody jubileuszowe, które, po 20 latach pracy, przyznawane są każdemu co pięć lat. Urzędnicy państwowi, a do nich zaliczana jest np. administracja na uczelniach otrzymuje nagrodę jubileuszową wynoszącą nawet 400 proc. miesięcznego wynagrodzenia, a oprócz tego są co najmniej 20-proc. a bywa i 100-proc. premie comiesięczne i premie kwartalne. Ale to opinii publicznej nie bulwersuje tak jak nagrody dla rządzących. Pani Ewa ocenia, że potrzebna jest zmiana pokoleniowa. Być może.

  18. gabriel.lawit@gmail.com' garibaldi pisze:

    Moje 3 grosze.

    W artykule i w komentarzach miesza sie dwie kategorie pracownikow, mianowicie czlonkow rzadu i urzednikow w ministerstwach. Ministrowie nie musza byc zadnymi specjalistami. Od tego maja dyrektorow departamentow i zaly tabun urzednikow. Ci urzednicy maja lojalnie sluzyc kazdemu rzadowi. Ich zatrudnienie obok pensji ma miec szereg innych benefitow. Stalosc zatrudnienia, dobra emeryture. Za to nie wolno im strajkowac. Ministerstwa powinny umiec pracowac nawet wtedy, kiedy ministra z jakiegos powodu nie ma. Pensje powinny byc porownywalne do pensji w gospodarce prywatnej – ale nie wyzsze. Wlasnie z powodu tych benefitow.

    Natomiast ministrowie maja odpowiedzialnosc polityczna. Zaangazowali sie w polityke, mam nadzieje, nie ze wzgledow finansowych. Nie maja zadnego bezpieczenstwa w zatrudnieniu, sa osobami publicznymi, narazonymi na ataki mediow. Nieraz trudno to pogodzic z zyciem rodzinnym. Ale – sami to wybrali. Chca nami rzadzic, niech sie pomecza. Pensje – nie musza byc wysokie. Nie moga byc zacheta do wybrania sobie takiej kariery. Tylko rekompensata za trudy.

    Co do nagrod – to jest skandaliczne. Nie dlatego, ze sa zbyt wysokie. Co to znaczy 2 miliony w gospodarstwie panstwa? Nie powinno byc zadnych nagrod wlasnie z powodow politycznych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *