To były piękne dni! O mundialowych emocjach sprzed lat

Nigdy nie byłam zapalonym kibicem piłkarskim, ale był taki czas, kiedy kibicowanie wciągnęło mnie na dobre. Wtedy polska reprezentacja odnosiła spektakularne sukcesy, było się z czego cieszyć, gdy Orły Górskiego tak często dawały nam powody do radości. I tylko żałowałam, że nasz Ojciec tego nie dożył.

Od dzieciństwa pamiętam, że nasz tato był miłośnikiem futbolu, a jego ulubionym piłkarzem był Włodzimierz Lubański, zawodnik Górnika Zabrze i kapitan polskiej reprezentacji. Tato śledził rozgrywki ligowe, oglądał mecze, cieszył się sukcesami. To od niego dowiedziałyśmy się na czym polega „spalony”, co to jest rzut karny i rzut wolny, kiedy jest rzut rożny i że w drużynie są napastnicy, pomocnicy i obrońcy. Nawet raz zabrał nas na mecz ligowy. Ale polska drużyna nie odnosiła wtedy międzynarodowych sukcesów.

Wszystko zmieniło się, gdy 1 grudnia 1970 roku selekcjonerem reprezentacji został mianowany Kazimierz Górski. Postawił on sobie za zadanie zakwalifikowanie drużyny na Olimpiadę w Monachium, w przeciwnym razie miał się podać do dymisji.

Nie śledziłam wtedy ani eliminacji, ani rozgrywek, bo wiele wówczas działo się w moim życiu: ciężka choroba i śmierć taty 27 marca 1971 roku, przeprowadzka, zaręczyny, a potem ślub 24 czerwca 1972 roku. W wynajmowanym z mężem pokoju nie mieliśmy dostępu do telewizora, tak więc pozostawały tylko relacje radiowe. Docierały do mnie informacje o kolejnych wygranych na olimpiadzie: z Kolumbią (5:0), Ghaną (4:0) i NRD (2:1). Potem remis 1:1 z Danią, i zwycięstwa (ależ radość!) z ZSRR (2:1), Maroko (5:0) i na końcu w finale z Węgrami (2:1). Kiedy był rozgrywany ten finałowy mecz byliśmy z mężem w… kinie (namówiłam go na ówczesny przebój – melodramat „Love story”). Nie widzieliśmy więc ani tego zwycięskiego meczu, ani dekoracji złotym medalem, ani biało-czerwonej na maszcie przy dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego.

I chyba wtedy, tak zaocznie wciągnęły mnie te emocje i eliminacje do Mistrzostw Świata 1974 już uważnie śledziłam. Martwiły mnie kłopoty z kolanem Lubańskiego, który – niestety – z powodu kontuzji nie zagrał już na Mundialu w RFN. Kapitanem drużyny został Kazimierz Deyna.

Słynny mecz z Anglią na stadionie Wembley w Londynie 17 października, zakończony remisem 1:1, oglądaliśmy we czwórkę z mężami w mieszkaniu mojej siostry. Pamiętam te okrzyki radości, gdy Jan Tomaszewski znakomicie bronił naszej bramki, odpierając ataki Anglików. Pięć dni później była inna rodzinna radość – moja siostra urodziła syna, Andrzeja (może i te piłkarskie emocje przyspieszyły rozwiązanie).

Mistrzostwa Świata oglądałam już regularnie, nawet nocne powtórki. Wprawdzie wciąż nie mieliśmy jeszcze mieszkania, ale wynajmowaliśmy pokój w Instytucie Matematycznym PAN przy ul. Kopernika, a tam był telewizor i kilkunastoosobowa widownia, mieszkańcy innych pokoi. W większej grupie emocje się udzielają i są intensywniej przeżywane.

Wiedziałam, że Mundial to poważniejsza sprawa i będzie znacznie trudniej niż na Olimpiadzie dwa lata wcześniej. Tak w cichości marzyłam, aby polska drużyna przynajmniej wyszła z grupy, bardzo zresztą trudnej grupy, bo były w niej takie piłkarskie tuzy, jak Włochy i Argentyna. Pierwszy mecz z Argentyną już był radosną niespodzianką (wygrana 3:2, do przerwy 2:0 i pierwszy strzał Laty już w szóstej minucie). Mecz z Haiti był najłatwiejszy do wygrania, ale pewnie nikt się nie spodziewał aż tylu bramek. No prawie nikt, bo mój mąż w naszych instytutowych zakładach postawił 7:0. Strzelił na chybił trafił i trafił. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc nie tylko pożądanym, ale oczekiwanym wynikiem z Włochami była wygrana. I nie zawiedliśmy się, mecz zakończył się rezultatem 2:1 (do przerwy 2:0). Potem było zwycięstwo w meczu ze Szwecją 1:0, z Jugosławią 2:1 i jedyna przegrana z gospodarzami, czyli RFN 1:0. Dziwny to był mecz, zanim się bowiem rozpoczął, nad stadionem przeszła ulewa. Boiska, mimo starań organizatorów, nie udało się osuszyć, a mimo to sędziowie zezwolili na rozegranie meczu w takich warunkach. Nasiąknięty po deszczu jak gąbka, grząski stadion powodował, że był to po trosze „mecz na wodzie” i z taką nazwą przeszedł do historii. Sędzia wyraźnie sprzyjał gospodarzom. Karny w 53. minucie meczu był moim zdaniem bardzo wątpliwy (tak to pamiętam), ale Tomaszewski znów pięknie go obronił. Niestety wygrać się nie udało, Niemcy strzelili jedynego w tym meczu gola pod koniec drugiej połowy, gdy zmęczenie dawało się już we znaki. Polska drużyna schodziła z boiska pokonana po świetnej grze w maksymalnie trudnych warunkach. Czasem bardziej liczy się styl i wola walki niż sam rezultat.

Po tej przegranej pozostała już tylko walka o trzecie miejsce (i srebrny medal) z Brazylią. I tu nasi piłkarze nie zawiedli, mecz zakończył się wynikiem 1:0. I do tego Grzegorz Lato został królem strzelców Mundialu z siedmioma bramkami na koncie. To były naprawdę piękne, wzruszające chwile.

Mistrzostwa Świata z 1974 roku były dla mnie jedynym takim przeżyciem. Cztery lata później byłam już matką i oczekiwałam drugiego dziecka. Mieliśmy już wtedy i mieszkanie, i telewizor, mąż oglądał i przeżywał kolejne zmagania Orłów Górskiego, choć już bez tak spektakularnych sukcesów (polska reprezentacja nie zakwalifikowała się na Mistrzostwa Europy w 1976 roku, ale dostała się ponownie do finału igrzysk olimpijskich). Potem przyszła zmiana selekcjonera, piłkarska reprezentacja z Jackiem Gmochem jako trenerem ponownie zakwalifikowała się na Mistrzostwa Świata, tym razem w Argentynie, ale nie sięgnęła po medal, zdobyła tylko miejsce piąte. No i była jeszcze powtórka sukcesu sprzed ośmiu lat podczas Mundialu w Hiszpanii w 1982 roku z Antonim Piechniczkiem jako selekcjonerem i Zbigniewem Bońkiem kapitanem drużyny. Stan wojenny, ukrywanie się męża, wszystkie dolegliwości tego trudnego dla mnie czasu sprawiły, że kompletnie tymi zawodami już się nie interesowałam. Choć dobrze wiem, że w tamtych mrocznych czasach trzecie miejsce na Mistrzostwach Świata było jakąś drobną iskierką radości dla wielu kibiców. Tym razem to przeszło obok mnie.

A potem już był regres polskiej piłki i brak zainteresowania stał się uzasadniony. Wróciły emocje podczas Mistrzostw Europy 2012 rozgrywanych w Polsce, także we Wrocławiu na nowym Stadionie Miejskim na Maślicach. Ale krótko mogliśmy kibicować polskiej drużynie, bo nie udało się nawet wyjść z grupy.

Jak będzie tym razem?

Dziś, na dwa dni przed inauguracją Mistrzostw Świata i tydzień przed pierwszym mundialowym meczem z Senegalem trzymam mocno kciuki za drużynę Adama Nawałki i marzę o powtórce sukcesów z lat siedemdziesiątych.

Wiele się od tego czasu w piłce nożnej i w samym sporcie zmieniło. Wkroczyła komercja, mniej jest szlachetnej rywalizacji. Ale futbol emocjonuje kibiców wciąż tak samo, dlatego im wszystkim, ale także sobie samej, życzę niezapomnianych wrażeń, zaś Polakom sukcesów na miarę marzeń. Wszystko może się zdarzyć, bo – jak mawiał Kazimierz Górski – piłka jest okrągła a bramki są dwie.

* * *

Złote myśli Kazimierza Górskiego

Chodzi o to, żeby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika.

Co do szczegółów, to niech się wypowiedzą specjaliści.

Czasami się wygrywa, czasami się przegrywa, a czasami remisuje.

Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe.

Im dłużej my przy piłce, tym krócej oni.

Jak się szczęście zaczyna powtarzać, to już to nie jest szczęście.

Jedni rodzą się do skrzypiec, inni do munduru. Ja urodziłem się dla piłki.

Piłka jest okrągła, a bramki są dwie, albo my wygramy, albo oni.

Piłka może przejść, zawodnik nie.

Piłka to gra prosta. Nie potrzeba do niej filozofii.

Tak się gra, jak przeciwnik pozwala.

To skoro było tak dobrze, to dlaczego było tak źle?

Ty do mnie, ja do ciebie.

We Lwowie piłka miała bogate tradycje i swoją wielkość – Pogoń, każdy z nas marzył by w niej zagrać.

Według moich obliczeń, jeżeli oni po przerwie nie strzelą drugiej bramki, to bardzo trudno im będzie strzelić trzecią.

Więcej wart jest trener, który ma szczęście, niż lepszy trener, który szczęścia nie ma.

 

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

12 komentarzy

  1. gugulskimarcin@gmail.com' Marcin Gugulski pisze:

    Bardzo to sympatyczne wspomnienia, ale w 1973 roku na Wembley Jan Tomaszewski NIE obronił karnego a ‚brawurowo’ – i owszem –
    obronił wszystkie pozostałe strzały Anglików. Dwa karne obronił w 1974: z Niemcami (co Pani napisała) i że Szwecją.

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Dziękuję za przypomnienie i sprostowanie (w tekście już poprawiłam). Pamięć zawodna bywa. Istotnie,  Jan Tomaszewski bronił skutecznie, przepuszczając w meczu tylko jeden strzał oddany przez Allana Clarke’a z rzutu karnego. Dzięki swojemu występowi zdobył duży szacunek wśród angielskich kibiców i zyskał przydomek bohatera z Wembley, a także człowieka, który zatrzymał Anglię.

  2. ewama7@wp.pl' Ewa Mastalska pisze:

    Pamiętam rok chyba 1982, nasza drużyna zdobyła 3 miejsce. Mój Tato lubi futbol, my z Mamą mniej, ale nieraz do towarzystwa oglądamy mecze. Choć zwykle to wygląda tak, ze czytamy książki lub gazety, a Tato ogląda.

  3. katarzyna.walus@onet.pl' Katarzyna Waluś pisze:

    Piłka nożna wyzwala różne emocje! źle kiedy lepszy trener nie ma szczęścia..niesamowicie w piłce przeżywa się porażki zupełnie jakby kończył się świat…

  4. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Piłka nożna wyzwala emocje nieporównanie większe niż każda inna dyscyplina sportu. To fakt, który jest bezsporny, ale dla mnie niezrozumiały. Niezrozumiały, bo nigdy piłkarskim emocjom nie ulegałam. Owszem, interesowałam się czasem mistrzostwami, ale przyznaję, że całego meczu z uwagą nigdy nie potrafiłam obejrzeć od początku do końca. Prawdę mówiąc najbardziej interesował mnie wynik, a jak zdarzyło się coś naprawdę ważnego, zawsze to powtarzano. Dlatego na ogół łączę oglądanie meczu z jakąś inną czynnością, coś czytam, prasuję, przygotowuję posiłek. Wiem, wiem, że zgorszę wielu, ale cóż taka jest prawda. Oglądanie całego meczu po prostu mnie nuży. Mundialem interesuję się najczęściej, śledząc wyniki, zapisując w tabelki. Podczas ostatnich Mistrzostw Świata oglądałam w całości tylko mecz finałowy Niemcy – Argentyna. Ale pamiętałam wyniki rozgrywek od fazy grupowej poczynając. Dziś zachęcam do takiego kibicowania tych wszystkich, którzy tak jak ja nie są fanami piłki nożnej. Polecam stronę
    https://www.google.pl/search?q=terminarz+mistrzostw+%C5%9Bwiata+w+pi%C5%82ce+no%C5%BCnej+2018&rlz=1C1SFXN_enPL499PL499&oq=plan+mistrzostw+%C5%9Bwiata+w+pi%C5%82ce+no%C5%BCnej&aqs=chrome.2.69i57j0l5.21621j1j7&sourceid=chrome&ie=UTF-8#sie=lg;/m/06qjc4;2;/m/030q7;mt;fp;1

    • Kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

      Pani Mario!Też tego nie rozumiem. Nie rozumiem też ustawek kibiców. Nie rozumiem ogromnych pieniędzy które można na pomoc potrzebującym dać. Chleb rozumiem, igrzysk nie. Zdaje si~ jakiś mecz był przed chwilą?

    • zdariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

      Moja serdeczna przyjaciolka Bunia kobieta dojrzala jsk sama o sobie mówi (94 lata) dzisiaj zarzadzila zakup telewizora.Fakt to niezwykly bo Bunia telewizor ma jednak nie używa:) Gdy zapytalam po co jej ten zbędny nabytek odrzekła:Mistrzostwa Świata w piłce noznej! Mecze Bunia miała w glebokim poważaniu jednak pod wpływem mojego młodszego syna postanowila zostać wiernym kibicem.Do tematu podeszla poważnie bo zakup telewizora to tylko preludium:) Pozostaje jeszcze wytlumaczenie niuansów pilki noznej.Przy spalonym syn byl bliski rozpaczy:)To pierwsze mistrzostwa Buni .Znając jej zaangazowanie i sumienność będzie kibicować calym sercem.Cytujac jej słowa „Polska bedzie w finale” mam nadzieje że jej proroctwo się „wydarzy”czego sobie i wszystkim kibicom życzę!!!

  5. Gorski zaczal od porazki z RFN 1:3 w Wawie, ktory to mecz omal nie zkonczyl dobrze sie zapowiadajacej kariery Jana Tomaszewskiego. Potem bylo 0:0 w Hamburgu, meczu omal nie wygralismy. Ale dalej wyszli Niemcy, ktorzy zreszta po tych eliminacjacvh zdobyli mistrezostwo Europy. Ale druzyna Gorskigeo tez przegrala w tej grupie mecz o pietruche z Turcja w Izmirze 0:1 i wrazenia nie byly dobre. Dopiero eliminacje olimpijskie do 1972 obudzilky cos. Najp[iewrw przegralizmy w Starej Zagoirze z Bukgaria. Rumuski sedzie P{aduranu nie uznali nam bramki przy remisie i wyrzucil z boiska Lubanskiego, ktory byl kapitanem . ZEmsta w WAwie byla rozkosza bogow, bedacy w zyciowej formie Banas strzelil dwie bramki, a tezcia byla po jego podaniu, ktora strzelil Marks w 86 minucie po wejsciu na boiskoi w pierwszym kontakcie z pilka. Ale na Io nie pojechal, bo mialo krotki epizod ucieczki na Zachod, kiedy rozegrla kiloka spotkan w nizszej zawodowej niemieckiej lidze. Gdyby zastosowac owczesne ostra przewpisy, to za granie jego w zawodowej druzynie powinni nam odebrac punkty w eliminacjach, ale jakos nikt z przeciwnikow nie byl na tyle przytomny. Banas, ktory dlugo gral w swietnej wtedy Polonii Bytom, potem w Gorniku razem z Lubanskim w ataku. To on strzelil piewrsza bramke w jedynym przez nas dotad wygranym meczu z Anglia w Chorzowie 2:0, dziekie ktoiremu na Wembley potem wystarczyl nam remis. Ale latem zlpal kontuzje i do kadry Gorskiego juz nie wrocil

  6. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Warto też wkleić komentarz Leszka Budrewicza z posta na Facebooku:

    No kto by nie pamietal, ale prawie wszystkie te zdjecia są przedmundialowe, z eliminacji. No i to sie jeszcze nie nazywalo nazwą Mundial.Nazwa sie przjela potocznie na stale po tym, jak w latach 1970, 1978, 1982, 1986 finaly byly w krajach hiszpanskojezycznych. Teraz to jest na przyklad Cziempionat Mira, ale nie tylko u nas nikt tak nie mowi. W 1974 ani w Polsce, ani w RFN nikt tak nei mowil..

  7. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Pierwszym mundialem, który świadomie z zainteresowaniem oglądałem były Mistrzostwa Świata w Hiszpanii w 1982r. Pamiętam je jakby były pół roku temu, a wszystkie następne to już mi się doskonale mieszają w pamięci. Pierwsze mecze na turnieju nie były łatwe zremisowaliśmy bezbramkowo Włochami i Kamerunem i zwłaszcza po meczu z (bardzo silną) drużyną afrykańską na naszych zawodników spłynęła fala krytyki. Wszystko odmienił fenomenalny mecz i zwycięstwo 5:1 z Peru. Z tego meczu zapamiętałem świetny występ Andrzeja Buncola( który kojarzył mi się zawsze ze zmarłym przed kilkoma dniami Romanem Kłosowskim) Potem w drugie rudzie był piękny mecz i trzy gole Bońka z Belgami i zwycięski remis z ZSRR. W półfinale przegraliśmy z Włochami, ale w pamięci pozostaje mecz o 3-cie miejsce z Francją, zwycięstwo 3:2 i piękny gol Andrzeja Szarmacha. Niezapomnianym wydarzeniem turnieju w Hiszpanii był też mecz półfinałowy Francja – Niemcy. Francuzi stracili szanse na finał w ostatnich minutach dogrywki mimo, że prowadzili w niej już 3:1

  8. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dziękuję za zainteresowanie moimi wspomnieniami z kibicowania biało-czerwonym, a zwłaszcza tym, którzy uzupełnili je swoimi refleksjami: Marcinowi Gugulskiemu za istotne sprostowanie, a także Leszkowi Budrewiczowi, debiutującemu w roli komentatora naszego bloga, który dodał wiele interesujących szczegółów ze zmagań Orłów Górskiego, i Rafałowi Kubarze za wspomnienia z Mundialu 1982.

    Piłka nożna nie pasjonuje wszystkich, a swoją rezerwę do namiętnego kibicowania wyrazili pozostali komentatorzy. Ciekawostką jest przytoczony przez Darię Ziemiec przykład 94-latki, która dopiero w tym wieku „zarazila się” kibicowską pasją.

    Dziś, w przeddzień pierwszego polskiego starcia na Mundialu 2018, polecam statystyczne prognozy szansy biało-czerwonych w wykonaniu publicysty „Gościa Niedzielnego” i autora Sondy2 Tomasza Rożka youtu.be/eTaCLWCft0A choć i tak wszystko się może zdarzyć, bo piłka jest okrągła i bramki są dwie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *