Matematyk zrobi to lepiej


Matematyk zrobi to lepiej – mawiał Hugo Steinhaus, przedstawiciel lwowskiej i wrocławskiej szkoły matematycznej, jeden z genialnych opisanych przez Mariusza Urbanka w słynnej książce pod takim właśnie tytułem. Na pytanie, co konkretnie zrobi lepiej, odpowiadał krótko: „Wszystko”. Jestem przekonana, że w sentencji Steinhausa jest wiele racji, dlatego tak bardzo ucieszyłam się, gdy wśród kandydatów do Parlamentu Europejskiego znalazłam prof. Andrzeja Kisielewicza, wybitnego wrocławskiego matematyka specjalizującego się w algebrze, kombinatoryce i logice, nauczyciela akademickiego związanego z uczelniami Wrocławia i Opola.

Andrzeja Kisielewicza poznałam jako znajomego prof. Józefa Dudka, matematyka, mojego sąsiada i przyjaciela, znanego jako pomysłodawca, twórca i gospodarz salonu nazwanego od jego nazwiska. O Salonie Profesora Dudka jako wrocławskim fenomenie pisałam na portalu Wszystko co Najważniejsze [LINK] a o samym jego twórcy na naszym blogu w tekście „Profesor Dudek od salonu” [ LINK ]

W obu tych artykułach wspominam prof. Andrzeja Kisielewicza jako jednego z głównych organizatorów salonu, a ponieważ w początkowym okresie i ja byłam zaangażowana w jego organizację, miałam okazję do kontaktów z nim. Skromny, sympatyczny, delikatny, inteligentny. Pomimo wielkiego wkładu pracy organizacyjnej i koncepcyjnej w to przedsięwzięcie zawsze pozostawał w cieniu, na dalszym planie. Nawet wtedy nie wiedziałam, że jest związany z Solidarnością Walczącą, a na pewno nie zdawałam sobie w pełni sprawy, że jest człowiekiem tak wielu talentów i niezwykle prawego charakteru, że ma na swoim koncie piękne karty działalności opozycyjnej. A także, że ma kresowe korzenie.

Jego mama urodziła się w majątku pod Lwowem. W czasie wojny, wraz z siostrami, została wywieziona na Syberię i tam spędziła całą wojnę. Ojciec pochodził z małej wioski Zawonie nad Bugiem, która w marcu 1944 roku została spacyfikowana i spalona przez ukraińskie oddziały SS-Galizien pod dowództwem Niemców. Część mieszkańców zabito na miejscu (w tym wielu ukrywających się we wiosce Żydów). Wszystkich mężczyzn wywieziono do obozów koncentracyjnych. Jego dziadek Albin zginął w Gross-Rosen. Ojciec, który wówczas miał 16 lat, zdołał się ukryć wśród dzieci i uciec. Trafił do oddziału AK. Wiele lat potem otrzymał Krzyż Partyzancki. Oboje  rodzice Andrzeja Kisielewicza doświadczyli dość typowego dla tego pokolenia polskiego losu ludzi z Kresów Wschodnich. Andrzej chował się więc w patriotycznym domu.

Jest moim rówieśnikiem, urodził się w 1953 roku w Jeleniej Górze, ale szkołę podstawową i średnią kończył już we Wrocławiu.  Studiował matematykę na Uniwersytecie Wrocławskim w latach 1971–1976. Trzy lata później obronił doktorat na podstawie pracy pt. O liczbie operacji algebraicznych w algebrach idempotentnych, napisanej pod kierunkiem doc. Jerzego Płonki w Instytucie Matematycznym PAN w Warszawie. Rok wcześniej poznał swoją żonę Marię Peisert, która wprowadziła go w środowisko demokratycznej opozycji, współpracowała bowiem z KSS KOR i warszawskim SKS.

Kisielewicz w 1978 roku zaczął pracować jako adiunkt w Instytucie Matematyki na Politechnice Wrocławskiej, tym samym, w którym zatrudniony był Kornel Morawiecki. Po karnawale „Solidarności” przyszła ponura noc stanu wojennego. Wtedy to zaczęła się dla Andrzeja Kisielewicza działalność konspiracyjna. Pierwszą lekcję historii na żywo doświadczył podczas pacyfikacji przez oddziały ZOMO strajku na Politechnice, w którym uczestniczył. Drugą – gdy jego żona została internowana w Gołdapi. W czerwcu 1982 roku przystąpił do Solidarności Walczącej i przez wiele lat, razem z żoną, zajmował się redagowaniem głównego pisma organizacji Kornela Morawieckiego o nazwie „Solidarność Walcząca” – podziemna siedziba redakcji mieściła się w jego mieszkaniu. Kilkakrotnie zatrzymywany przez SB. W 1983 roku współredagował „Biuletyn Dolnośląski”, a w latach 1986–1987 był redaktorem wrocławskiego Radia Solidarności Walczącej.

13 grudnia 1983 roku umożliwił studentom zorganizowanie w sali wykładowej krótkiej uroczystości poświęconej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego, za co był odsunięty od prowadzenia zajęć w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki i przeniesiony do pracy w filii Politechniki w Legnicy.

W roku 1989, gdy rozpoczęły się obrady Okrągłego Stołu, uznał, że jego rola dziennikarza prasy podziemnej dobiegła końca i wrócił do badań naukowych, wyjeżdżając na staż podoktorski do Kanady. Rok spędził na Uniwersytecie Manitoba, a później dwa lata w Technische Hochschule w Darmstadt, w Niemczech, gdzie otrzymał stypendium naukowe Alexandra Humboldta. Po powrocie do kraju podjął pracę na Uniwersytecie Wrocławskim. W 1992 roku habilitował się na podstawie rozprawy pt. Trzy problemy związane ze składaniem funkcji. W 2010 spędził rok na Uniwersytecie Vanderbilt w Nashville jako stypendysta Fulbrighta. Odbył też wiele krótkookresowych staży zagranicznych, m.in. we Francji, Włoszech, Austrii i Izraelu. Przez kilka lat wykładał jednocześnie na Uniwersytetach Wrocławskim i Opolskim. W 2001 roku otrzymał tytuł profesora.

Zajmuje się matematyką, informatyką i logiką. Jest autorem ponad siedemdziesięciu publikacji naukowych w czasopismach zagranicznych, a także trzech książek w języku polskim, m.in. takich pozycji, jak: „Sztuczna inteligencja i logika” (wydanej przez WNT) i „Logika i argumentacja” (wydana przez Wydawnictwo Naukowe PWN).

Po 1989 roku nie angażował się w działalność polityczną, ale pomagał znajomym z Prawa i Sprawiedliwości, zwłaszcza w momentach przełomowych. Prowadził konferencje organizowane przez wrocławski PiS, pomagał w działalności śp. Aleksandrze Natalii-Świat, a po katastrofie smoleńskiej był razem z żoną współzałożycielem Wrocławskiego Społecznego Komitetu Poparcia Jarosława Kaczyńskiego.

Był jedynym z Wrocławia przedstawicielem Ministra Nauki na Narodowym Kongresie Nauki i członkiem Rady Programowej tego kongresu.

Andrzej Kisielewicz odznaczony został w 2017 roku Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, rok wcześniej Krzyżem Wolności i Solidarności, a w 2010 roku – Krzyżem Solidarności Walczącej.

Na pytanie, dlaczego zdecydował się kandydować do Parlamentu Europejskiego, odpowiada, że Europę trzeba ustrzec przed nową wersją lewicowego totalitaryzmu i powinna ona skorzystać z doświadczeń Polski w walce ze zniewalaniem umysłów. Dyktatura poprawności politycznej przypomina bowiem, jego zdaniem, proces zniewalania umysłów w komunizmie. Spośród trzech zagrożeń, przed którymi chciałby bronić Europy w Parlamencie Europejskim, pierwsze dotyczy właśnie wolności słowa, drugie – realnej równości państw i obywateli w Unii Europejskiej, któremu zagraża dominacja Niemiec i Francji, a trzecie – poszanowania tradycji, odrębności kulturowych i różnych stylów życia.

Andrzej Kisielewicz kandyduje z czwartego miejsca listy nr 4 w okręgu dolnośląsko-opolskim. Jego hasłem jest: „Wprowadźmy logikę do Europy”

Oddajmy mu głos: https://www.youtube.com/watch?v=38zGR8bvOD0&feature=youtu.be

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

12 komentarzy

  1. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Na Twiterze pojawiły się pierwsze komentarze, przytaczam je w całości:

    Gutab
    – matematyk to zrobi lepiej,
    – co?
    – wszystko.
    Duch lwowskiej szkoły matematyki jest wciąż żywy. Dlatego lubię Wrocław, miasto z lwim pazurem.

    Artur Kril‏
    Muszę powiedzieć, że kryterium „matematyczności” kandydata jest dla mnie pewną nowością. W zasadzie się zgadzam – matematyk na pewno zrobi to lepiej. Z drugiej strony nie mogę oprzeć się skojarzeniu z postulatami feministek o głosowaniu na kobiety.

    Ewa Oczkowska‏
    Piękny życiorys. Dobrze byłoby pomóc, aby tak mądry człowiek dostał się do Parlamentu. Bo rzeczywiście tacy właśnie ludzie powinni mieć wpływ na kształt Europy.

    Na Facebooku napisał tylko:
    Władysław Daleczko
    Obawiam się, że próby nauczenia logiki – choćby jej podstaw – europosłów z PE, to syzyfowa praca.

  2. leszekanowak@wp.pl' Dembrza pisze:

    Będzie trudno, ale trzeba starać się ich uczyć.

  3. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dobrze znam prof. Andrzeja Kisielewicza i z Instytutu Matematycznego, gdzie razem studiowaliśmy (był dwa lata niżej) i później ze spotkań w Salonie Profesora Dudka, ale także z konferencji w Auli Ossolineum po tragedii smoleńskiej. Podziwiam jego intelekt, przenikliwy umysł, szeroką wiedzę i bezwzględną uczciwość. Potrzeba takich mądrych ludzi w polityce. Bardzo podoba mi się jego osobista uczciwość i prawość. Trzymam za niego kciuki, ale wiem, że gdy start w wyborach nie przyniesie mu mandatu, ma co robić w nauce i w dydaktyce. Jego próba wejścia do polityki, to nie konieczność, jak dla wielu innych, którzy żyją z polityki. On nie musi.

  4. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Mam dylemat ze stwierdzeniem że Pan profesor będzie bronił w PE „różnych stylów życia”. Czy to znaczy że będzie bronił tego by politycy w Polsce mogli mi narzucać jak mam żyć? Chodzi o to by mieli prawo decydować kiedy i gdzie mogę np. na zakupy się wybrać bo niektóre sklepy ustawowo zamkną?Czy może będzie bronił tego by nikt mi w moim kraju niczego nie narzucał i za mnie nie decydował?

  5. k.kawalec.1954@gmail.com' Krzysztof Kawalec pisze:

    Czy matematyk wszystko zrobi lepiej, miałbym wątpliwości. Ale prof. Kisielewicz na pewno

  6. Krzysztof.Atlasiewicz@gmail.com' not_registered pisze:

    Olbrzymim problemem naszych czasów jest pewna nieuczciwość wielu ,,intelektualistów” polegająca na tym, że niewątpliwe kompetencje w swojej specjalizacji rozciągają na inne dziedziny, na których się nie znają. Typowym objawem tej choroby są tzw. ,,Listy intelektualistów w sprawie…”. Czy matematyk zrobi wszystko lepiej? Nie zrobi dobrze operacji serca – to oczywiste. Jest też wiele innych dziedzin (np. ekonomia), gdzie pokusa ścisłego ,,matematycznego” myślenia wcale niekoniecznie przynosi dobre rezultaty. Oby p. Kisielewicz nie uległ pokusie znania się na wszystkim.

  7. krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

    Matematykę kocham, kilku matematyków lubię, wszystkich szanuję 🙂

    Po pierwszych akapitach pomyślałem, ze matematykowi ciężko jest opuścić ten poukładany, dobrze zdefiniowany, aksjomatyczny świat matematyki, i żeby to zrobić, musi mieć bardzo dobry powód. Jakby na potwierdzenie czytam dalej „uznał, że jego rola dziennikarza prasy podziemnej dobiegła końca i wrócił do badań naukowych”. 🙂

    Świat polityki to zupełnie inna przestrzeń. „Wprowadźmy logikę do Europy” – byłoby pięknie, tylko czy takie hasło przekona wyborców?

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Z przekonaniem wyborców jest taki problem, że oni najpierw wybierają listę, a dopiero później zastanawiają się, kogo z tej listy wybrać. Często też bez zastanowienia głosują na pierwszego, chyba że jest bardzo kontrowersyjny, jak np. był Marian Krzaklewski – ” jedynka” na liście Platformy Obywatelskiej w okręgu rzeszowskim do Parlamentu Europejskiego w 2009 roku. Mimo pierwszego miejsca nie uzyskał mandatu, bo był dla elektoratu tej partii trudny do zaakceptowania. Tak się zdarza jednak bardzo rzadko. Najczęściej ta pierwsza pozycja jest bardzo wyróżniona i prawdziwy „bój” toczy się dopiero pomiędzy pozostałymi kandydatami. Nie na darmo napisałam „bój”, bo nierzadko większym rywalem dla kandydata nie jest konkurent z innej listy, tylko kolega z tej samej. Pisałam o tym kiedyś w tekście http://www.twittertwins.pl/wybory/.

      To mankament ordynacji wyborczej, która wręcz wymusza wewnątrzpartyjną rywalizację miast współpracy. Nie każda ordynacja proporcjonalna (a do Parlamentu Europejskiego taka być musi) przewiduje taki tryb wyboru. Czy ktoś wreszcie to spróbuje zmienić, bo przed nami kolejne, jesienne wybory i kolejna wewnątrzpartyjna rywalizacja.

      • rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

        W rywalizacji kandydatów z tej samej listy nie musi by nic złego o ile toczona jest fair, ale o to w polityce coraz trudniej

      • Maria WANKE-JERIE pisze:

        Wybór najpierw listy, a potem kandydata z tej listy jest założeniem tak skonstruowanej ordynacji wyborczej. Czy wyborcy tak właśnie wybierają? Część z nich zapewne tak, nie jestem nawet pewna czy większość. Nie byłoby w przeciwnym razie pomyłek przy głosowaniu i preferencji dla listy z numerem pierwszym, gdyby tak było, że wyborca w taki właśnie modelowy sposób głosuje. Czasem wybiera kogoś, kogo zna bez względu na to, z jakiej listy kandyduje. Pamiętam osobę o wyraźnie antykomunistycznych poglądach, która zagłosowała na Hannę Gucwińską, bo ją znała z telewizyjnego programu „Z kamerą wśród zwierząt” nie bacząc na to, że startuje ona z listy SLD-Unia Pracy. Czasem wyborcy wybierają ludzi, nie najpierw listę i robią to świadomie.

  8. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dziękuję za wszystkie głosy w dyskusji, zarówno za te, które Czytelnicy wpisali pod tekstem, jak za pisane na gorąco pod zapowiedzią artykułu na Facebooku i Twitterze. Większość to pozytywne opinie, nawet, gdy poprzedzone były wątpliwościami czy istotnie matematyk wszystko zrobi lepiej. Zgodzić się wypada, że nie zastąpi chirurga, a już z całą pewnością nie przeprowadzi operacji. Ale wszędzie tam, gdzie potrzebne jest logiczne myślenie, prawidłowe wnioskowanie zrobi to lepiej. Część dyskusji za sprawą wpisu mojej siostry dotyczyła samego głosowania, które modelowo powinno przebiegać tak, że to najpierw wyborca dokonuje wyboru listy, a potem dopiero kandydata. Czasem jednak kandydat, taki jak prof. Andrzej Kisielewicz, może sprawić, że ci wyborcy, którzy nie zamierzali głosować na listę , z której kandyduje, jednak postawią krzyżyk przy jego nazwisku.

  9. mariusz.wiacek.1960@gmail.com' marwiac2 pisze:

    Niedoceniona jest rola techników (jako synonim słowa inżynier). Podeprę się przykładem muzyka wie jak nutki zagrać sprawnie, ale aby był z tego efekt musi akustyk się postarać i mieć wiedzę jak ich nagłośnić aby byli słyszalni. Gdyby akustyk miał warunki takie same wszędzie, ale jedna sala jest taka druga inna, w tej lepiej słychać niskie dźwięki w tej wysokie. Jak technik jest dobry to wyciśnie na maksa sprzęt salę muzyka. Jak kiepski to nic nie wyjdzie choćby sprzęt był najwyższej jakości i muzyk z górnej półki. Nie inaczej jest w polityce. Polityk choćby najlepszy musi współpracować z technikami (urzędnikami) tymi którzy jego idee i polityczne ustawy wcielają w życie. Najlepszy pomysł można uwalić i ośmieszyć, oraz najgorszy podnieść do rangi wspaniałej ustawy. Mój Tata jak go wysłali na emeryturę z fabryki samolotów a był dobrym specjalistą od obróbki plastycznej przygarnął go facet po zawodówce rzemieślnik. Nie jego jednego tylko całą rzeszę takich fachowców z wielkich zakładów. Weryfikacja następowała bardzo szybko – albo coś umiesz – czyli rozwiązywać problemy albo nie i wyjazd po 3 miesiącach. Właśnie takimi inżynierami zbudował potężny zakład, sam się na tym nie znał – natomiast potrafił spowodować to że pracowali na niego mądrzejsi. Pytanie retoryczne – nie lepiej aby mądrzejszy pracował na rzecz głupszego polityka, a tan go chciał słuchać. Co z tego jak najlepsze pomysły gdzieś ugrzęzną w urzędniczej pajęczynie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *