A może zamiast dzieci szkolić rodziców?

Tylko tematy, które poruszają emocje szerokich kręgów społecznych, mogą zdefiniować główną oś sporu w wyborach. Sprawa seksualizacji dzieci wbrew woli rodziców takim tematem niewątpliwie jest. Obawy rodziców są realne i – co więcej – uzasadnione. Lektura wytycznych WHO, na którą powoływali się promotorzy karty LGBT, musi nie tylko zdumiewać, ale i budzić niepokój. Głos zabrali polscy biskupi. Odsuwając na bok wywołane ostatnio emocje, warto przyjrzeć się bliżej problemom związanym z wychowaniem dzieci w tym delikatnym i trudnym obszarze. Bo nie wszystko jest takie proste, jak się wydaje.

Temat wywołany deklaracją LGBT Plus podpisaną przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego i późniejsza wypowiedź Pawła Rabieja o prawach związków jednopłciowych i ich ostatecznym celu, jakim  miałoby być prawo do adopcji, a także późniejsza reakcja obozu rządzącego ze słynnym zdaniem Jarosława Kaczyńskiego „Wara od naszych dzieci” zdefiniowały główną oś debaty w nadchodzących wyborach. Będzie nią niewątpliwie spór światopoglądowy, koncentrujący się wokół edukacji seksualnej dzieci z pierwszoplanową nauką tolerancji.

„Dzieci nie są własnością państwa, ani jakiejkolwiek grupy społecznej. Prawo międzynarodowe, a przede wszystkim zdrowy rozsądek, gwarantuje rodzicom prawo do wychowania dzieci. Zdecydowanie wspieramy rodziców w walce o ochronę dzieci przed deprawacją proponowaną przez WHO” – brzmi przesłane Katolickiej Agencji Informacyjnej  „Oświadczenie Rady KEP ds. Apostolstwa Świeckich w sprawie narzucania na szczeblu samorządowym wskazań WHO odnośnie do wychowania dzieci”. Osobne oświadczenie w tej sprawie opublikowali biskupi warszawscy: metropolita warszawski kardynał Kazimierz Nycz i Romuald Kamiński, biskup warszawsko-praski. „Deklaracja LGBT Plus podpisana przez prezydenta stolicy jest sprzeczna z konstytucyjnym prawem rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami oraz z obowiązującym prawem oświatowym” – czytamy w tym oświadczeniu.

Wydaje się, że wychowanie seksualne dzieci powinno być zadaniem i odpowiedzialnością rodziców i że oni zrobią to najlepiej. Czy tak jest w istocie? Czy nie przegapią odpowiedniego momentu, nie zlekceważą pytań, które łatwo zbyć, byle odsunąć czas poważnej rozmowy na trudne tematy, zapominając, że dzieci tak czy inaczej zdobędą tę wiedzę i to w formie najczęściej zwulgaryzowanej, od której rodzice chcieliby trzymać dziecko z daleka.

Zacznę może od historii, która zdarzyła się u przyjaciół mojego męża. Ponieważ ich córka rozstała się mężem i sama chowała dwójkę dzieci, często zostawały one pod opieką jej rodziców, którzy nawet zamienili mieszkanie, aby być bliżej córki. Dziadek był w szczególnie bliskich relacjach  ze swoim wnukiem Michałem. Gdy ten miał już trzynaście lat, postanowił wysondować, co wie na temat spraw związanych z seksem, żeby ewentualnie zabezpieczyć komputer przed dostępem do nieodpowiednich dla dziecka stron. Michał błyskawicznie zorientował się, o co chodzi dziadkowi i ku jego zaskoczeniu powiedział: „Jak ciebie to interesuje dziadku, to mogę ci pokazać, ale zablokowałem te strony przed mamą, żeby nie martwiła się, że to oglądam”. Dzieci wyprzedzają rodziców swoją sprawnością w operowaniu komputerem, a internet daje im dostęp do wszelkiej wiedzy, także tej niepożądanej.

Jak potwierdzają badania z 2017 roku, przeprowadzone na zlecenie Ministerstwa Zdrowia w ramach Narodowego Programu Zdrowia 2016–2020, aż 43 proc. dzieci i młodzieży w wieku od 11 do 18 lat miało w ciągu ostatnich 12 miesięcy kontakt z materiałami pornograficznymi i seksualizującymi. U dwojga na dziesięcioro z tej grupy była to pornografia związana z przemocą. Niemal 80 proc. widziało tego typu materiały na smartfonie.  Badanie to przeprowadzono na grupie 3943 uczniów z 90 szkół, przy maksymalnym błędzie oszacowania 1,9 proc.

W podziale na grupy wiekowe wygląda to jeszcze bardziej zatrważająco. Kontakt z materiałami pornograficznymi miało w wieku od 11 do 12 lat – 21 proc., 13 do 14 lat – 36 proc., 15 do 16 lat – 55 proc., 17 do 18 lat – 63 proc.  Co może niepokoić jeszcze bardziej, 18 proc. młodzieży ogląda pornografię regularnie raz w tygodniu, zaś 8 na 100 – codziennie.

Okazuje się, że tylko w jednym na dziesięć przypadków dzieci miały zainstalowane oprogramowanie do kontroli rodzicielskiej. Nie tylko rodzice, ale i osoby pracujące na co dzień z dziećmi mają zaufanie do typu rozwiązań.

Trudno udawać, że problem seksualizacji dzieci nie istnieje. Jest to problem realny i należy się z nim zmierzyć. Dziecko, które nie uzyska od rodziców informacji na temat własnej seksualności, poszuka ich gdzie indziej. Najgorzej, gdy sięgnie po pornografię, która burzy świat dziecka, oddziela sferę seksualną od uczuciowej, oducza wrażliwości. Jest najgorszym z możliwych sposobów uświadamiania.

Czyżby remedium na tę sytuację mogłyby być lekcje w szkole? Anna Białoszewska, która na Twitterze posługuje się nickiem @czerniakowianka, 10 marca napisała:

„Cóż, w sprawie seksedukacji pamiętam, że nie było nic bardziej żenującego niż takie lekcje w szkole. Nie dowiadywaliśmy się na nich niczego, było dużo śmiechu i zgrywy. I w zasadzie to było najlepsze, co można zrobić w tej kwestii. Naprawdę, dajcie rodzicom być rodzicami”. W stu procentach zgadzam się z ta opinią.

Szkoła nigdy nie była i – moim zdaniem – w dalszym ciągu nie jest dobrym środowiskiem do edukacji dzieci w tej dziedzinie.

A rodzice? Prawdą jest, że często nie potrafią tego robić, albo zbywają pytania dzieci, albo odwracają ich uwagę. Dziecko wyczuwa, że coś jest nie tak, że dotknęło jakiegoś tabu, widzi przecież zakłopotanie rodziców, którzy być może przegapią ten moment, kiedy dziecko z ufnością pytało. Może już więcej nie zapytać i poszuka tej wiedzy gdzie indziej.

Dlatego postuluję, żeby zamiast edukować dzieci, zaoferować edukację rodzicom. Od psychologów dziecięcych czy innych edukatorów rodzice powinni dowiedzieć się, jak z dziećmi na ten temat rozmawiać, jak odpowiadać na ich pytania, a nawet je wyprzedzać. Jak strzec je przed zagrożeniami, jak rozpoznawać zachowania świadczące o tym, że coś złego dziecku się przytrafiło. Takie szkolenia można przeprowadzić już z rodzicami dzieci przedszkolnych, potem powtarzać w czasie szkolnej edukacji, dostosowując je do wieku dzieci. Edukacja ta powinna objąć też instrukcje, jak zabezpieczyć w porę komputer czy smartfon i jak dziecku to wytłumaczyć, dlaczego nie mają dostępu do niektórych stron czy aplikacji.

Szkolenie rodziców zamiast szkolenia dzieci to pozostawienie w gestii rodziców także zakresu tego szkolenia i systemu wartości w jakim będzie ono osadzone.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

8 komentarzy

  1. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    W 100% zgoda.

  2. k.jarkiewicz.ign@gmail.com' Katarzyna Jarkiewicz pisze:

    Edukacja rodziców w obszarze tematyki seksualnej jest koniecznością,np. w trakcie szkolnych spotkań wychowawczych z rodzicami.To fakt,ale trzeba zauważyć też postępujący proces liberalizacji,który pogłębia seksualizację życia wogóle i której jakby nie dostrzegają specjaliści i część środowisk społecznych. Wp.pl opublikowała artykuł Aleksandry Hangel „Dziecięca masturbacja.Rodzice się martwią, psycholodzy uspokajają”, gdzie przytaczane są wypowiedzi psychologów, którzy jakby nie dostrzegają tego problemu: masturbować się dziecko może byle nie przy innych dzieciach.Zalecają wychowawcom instrukcję postępowania- jeśli dziecko się dotyka powiedz mu „chcesz się podotykać, idź do łazienki”. Zero w tych instrukcjach rozpoznania przyczyn zachowań dziecko,które choćby starsi doświadczeniem i mentalnością seksuolodzy jak Zbigniew Starowicz zalecają:bo może dziecko ma robaki (owsiki),może są to objawy nerwicowe (strach przed czymś,lęk sytuacyjny),na końcu jest ciekawość przyjemności.Dziś właśnie poprzez seksualizację wybija się tylko element hedonizmu zachowań:aby było mi dobrze, nawet gdy ten hedonizm ma dotyczyć dzieci. Obawiam się,że edukacja rodziców może być elementem uspokajania ich wątpliwości etycznych,przekonywania,że ich głos wewnętrzny jest niepotrzebnym strachem,przecież wszystko jest dla ludzi, uczenia instruktażu-rozmawiaj jak najwcześniej z dzieckiem o seksie, to uchronisz je przed wykorzystaniem i będziesz miał pod kontrolą jego seksualną edukację.Jeśli na Twitterze część TT przekonuje mnie,że seks party u dzieci w wieku wczesnoszkolnym to nic groźnego,że te wspólne leżakowanie z dotykaniem się jest OK,bo to część wieku rozwojowego i niech dzieci się uczą pod kontrolą zachowań,które będą potem w wieku dojrzałym robiły,to zapala mi się czerwona lampka.I kiedy się popiera takie twierdzenia opiniami psychologów, to zaczynam się zastanawiać,czy wystarczy tylko edukować rodziców.Mamy do czynienia z procesem seksualizacji życia wogóle i do tego procesu chce się przekonać społeczeństwo-nie wiem po co,ale tendencje są widoczne. Spór jak edukować z obszaru szkolnej edukacji może i raczej na pewno przeniesie się na poziom edukacji rodziców, bo przecież „zaściankowi”, „konserwatywni”, „nie idący z duchem czasów”, itd. Dyskusja raczej powinna dotyczyć procesu seksualizacji-czy godzimy się na propagowanie seksu w przestrzeni publicznej i liberalizację zachowań w tym obszarze.

  3. ewama7@wp.pl' Ewa pisze:

    wreszcie madry I wywazony glos. popieram deklaracje presidents Trzaskowskiego ale uwazam istotnie ze rodzice nie powinni uciekac od tych tematow. gdy moja moja Mama miala 3 lata a jej siostra 6 Babcia urodzila trzecie dziecko i dla dziewczynek bylo oczywiste ze siostrzyczki nie przyniosl bocian tylko rosla w brzuchu mamy. inna rzecz to uczulanie dzieci na zly dotyk bo niestety pedofile zdarzaja sie czesto w kregach z nimi pracujacych

  4. goloszjoanna@gmail.com' Joanna Czarna pisze:

    Uważam, że rodzice powinni wyczulić swoje pociechy, że strefa ludzkiej seksualności to niezwykle delikatna i wrażliwa dziedzina. Wymagająca wyczuci i taktu.
    To, że dzieci zaczerpną wiedzę z internetu lub z innych źródeł, nie upoważnia rodziców do rywalizacji z tymi źródłami, bo tak naprawdę stoją na z góry przegranej pozycji.
    I nie o to chodzi, żeby na tym polu wygrywali.
    Wzajemne okazywanie sobie przez rodziców czułości, bez nadmiernego epatowania seksualnością, to dla dzieci znakomita lekcja.
    Generalnie rzecz biorąc, nie uchronimy dzieci przed wylewającym się zewsząd seksem, ale stanowczy sprzeciw rodziców wobec nachalnej propagandy w szkołach, uważam za konieczny.

  5. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Oczywiście, że lepiej edukować rodziców, jak mają mówić dzieciom o delikatnej sferze seksualności, w jaki sposób ustrzec przed pornografią i tzw. złym dotykiem. Gdyby te cele, rodziców i edukatorów, były zbieżne, to można tylko temu przyklasnąć. Ale nie możemy też zapominać, że istotne jest KTO edukuje i JAKI MA CEL tej edukacji. Niestety ideolodzy i aktywiści LGBT nie odpuszczają, dążą do wojny kulturowej i inżynierii społecznej. Są już tego skutki. W krajach zachodnich, gdzie ten proces właśnie się odbywa, coraz więcej młodych ludzi ma luźną orientację seksualną. Głośne badanie przeprowadzone przez YouGov w 2015 roku ujawniło, że 49 proc. Brytyjczyków w wieku 18–24 lat określa swoją orientację jako niebędącą w 100 proc. heteroseksualną. W starszych przedziałach wiekowych ten odsetek jest znikomy. W Wielkiej Brytanii gwałtownie wzrasta też liczba nieletnich skierowanych do procedury zmiany płci (w latach 2009–2010 zarejestrowano 97 przypadków, a w okresie 2017–2018 już 2519, czyli 26 razy więcej). Zgroza.

    Jeśli pogadanki dla rodziców w szkołach podczas wywiadówek, albo bezpośrednio po nich, będą prowadzili edukatorzy LGBT, skutek będzie oczywiście mniej groźny niż gdyby bezpośrednio szkolili oni dzieci, bo dorośli są mniej podatni na homopropagandę. Rodzice będą bardziej krytycznie przyjmowali to, co im zostanie przekazane, ale lepiej byłoby, gdyby owe szkolenia można było sobie wybrać. Aby ci rodzice, którzy sobie nie życzą takiej agitacji, nie musieli w niej uczestniczyć, a co więcej, aby mogli mieć inną, wybraną przez siebie ofertę.

    Natomiast tolerancji dla inności i odmienności najlepiej uczyć dzieci przez naukę szacunku dla każdego człowieka, także niepełnosprawnego, mniej wysportowanego, zbyt tęgiego czy wychudzonego, o innym kolorze skóry itp. Wpojony od dzieciństwa szacunek dla każdego, uczulenie na to, że każdy ma swoją godność i nie wolno krzywdzić ani czynem, ani słowem, ani spojrzeniem, jest najlepszą lekcją tolerancji.

  6. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Pod zapowiedzią tego tekstu w mediach społecznościowych pojawiły się komentarze:

    Witold Kabański
    Tak dzieci, jak i rodzice powinny być edukowane nt. seksualności. Kościół cierpi od lat na problemy z pedofilią, celibatem i homoseksualizmem. Tu ostrożnie. Szkoła, nauczyciele plus rodzice, to dobra forma edukacji dzieci. Rodzice mają publiczne media, książki i własne doświadczenia.

    Wojciech Batug
    Głos rozsądku: edukacja seksualna rodziców, żeby dać im wsparcie w wychowaniu dzieci zamiast lekcji. wychowania seksualnego w szkole.

    Błażej Matusiak OP
    Warto przeczytać. Postawiony problem, twarde dane i propozycja rozwiązania.

    Krzysztof Jurczyk
    Znakomita teza! Jeśli jakiś rodzic nie czuje się na siłach do takiej rozmowy, bardzo polecam materiały tworzone przez Stowarzyszenie Twoja Sprawa: https://opornografii.pl/…/jak-rozmawiac-z-dzieckiem-o… oraz świetne scenki na https://www.bezpornografii.pl/rozmowa/.

    Michał Charzyński
    Zgadzam się z autorką że należy uczyć rodziców jak powinni rozmawiać z dziećmi o tych sprawach. Mam wątpliwości czy to może zastąpić szkołę. Są bowiem rodzice olewający takie tematy.

    Mirosław Kaczyński
    Jestem za wprowadzeniem programu seksualizacji do szkół, dla dobra przyszłych pokoleń. Ojciec osiemnastoletniej córki.

  7. gabriellawit@gmail.com' Gabriel pisze:

    Nasza cywilizacja jest judeo-chrzescijansko-islamska. W tym sposobie widzenia swiata, sex jest jedynie srodkiem do prokreacji. Wszystko inne jest grzechem. Dlatego trudno o naturalne podejscie do sexu. Zawsze to jest mniej lubi wiecej delikatny temat. Wiadomo, ze to wazna dziedzina zycia, i edukacja powinna byc, rowniez, aby zrownowazyc zalew porno, ktory daje zupelnie inny wymiar sexowi.

  8. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Temat nie wywołał zasadniczego sporu, co najwyżej wątpliwości. Większość czytelników przyklasnęła mojemu pomysłowi, aby zamiast edukować dzieci, szkolić rodziców, by z dziećmi o tych delikatnych trudnych sprawach nauczyli się rozmawiać. Katarzyna Jarkiewicz, choć uważa, że edukacja rodziców w obszarze tematyki seksualnej jest koniecznością, obawia się, iż może być ona elementem uspokajania ich wątpliwości etycznych, instruktażu, by rozmawiać z dzieckiem o seksie jak najwcześniej, a tym samym uchronić je przed wykorzystaniem. A tymczasem mamy do czynienia z procesem seksualizacji życia w ogóle i można mieć wątpliwości czy namawianie rodziców do wdrażania tego w procesie wychowania nie przyniesie szkody dzieciom. „Dyskusja raczej powinna dotyczyć procesu seksualizacji, czy godzimy się na propagowanie seksu w przestrzeni publicznej i liberalizację zachowań w tym obszarze” – pisze Katarzyna Jarkiewicz. Odpowiadam: „pełna zgoda”. To podstawowy problem, dlatego rodzice powinni mieć nad edukacją seksualną kontrolę. Moja siostra natomiast poruszyła wątek inżynierii społecznej prowadzonej przez środowiska LGBT. Przywołując statystyki z Wielkiej Brytanii, gdzie można obserwować rosnący odsetek młodzieży, która swoją orientację określa jako nie w 100 proc. heteroseksualną, a także wzrost liczby chętnych do zmiany płci pokazuje w jakim kierunku to zmierza. Przyznaje jednak, że pogadanki dla rodziców prowadzone przez edukatorów LGBT, w porównaniu do sytuacji, gdyby bezpośrednio szkolili oni dzieci, nie będą tak szkodliwe, bowiem dorośli są mniej podatni na homopropagandę. Jednym słowem, nawet przy wątpliwościach, propozycja szkolenia rodziców zamiast dzieci jest akceptowana. Dodam jeszcze jeden, nie poruszany wcześniej, korzystny efekt. Nawiązanie kontaktu rodziców z dziećmi w tym delikatnym obszarze edukacji seksualnej może zaowocować lepszymi relacjami i tak potrzebnym zaufaniem w wieku późniejszym, gdy dzieci będą dorastały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *