Imieniny czy urodziny?

Świętować imieniny, czy raczej urodziny? Która data jest ważniejsza w naszym życiu? Za „moich czasów” ważniejsze były zdecydowanie imieniny; urodziny organizowało się małym dzieciom, no i celebrowało się uroczyste, okrągłe jubileusze sędziwych jubilatów, od 70. urodzin począwszy. Dziś zaczyna to się zmieniać, urodziny powoli wypierają imieniny.

W moim domu rodzinnym z uroczystym świętowaniem imienin rodziców był pewien problem, kłopotliwa była bowiem data, kiedy one przypadały. Tata miał na imię Adam i w samą Wigilię wypadały jego imieniny, a przy okazji też urodziny, bo przyszedł na świat 24 grudnia. O urządzaniu przyjęcia imieninowego  nie było więc mowy, zatem ograniczaliśmy się do złożenia mu życzeń z samego rana, a wieczorna kolacja była oczywiście najbardziej uroczystym poczęstunkiem w roku, choć rzecz jasna nie na jego cześć i bez gości spoza rodziny. Mama miała na imię Halina i jej imieniny przypadały 1 lipca, zazwyczaj w dniu wyjazdu na wakacje lub już podczas wakacyjnego pobytu. Dlatego też nie było żadnych przyjęć ani gości, tylko życzenia od najbliższych. Upominki w tamtych czasach były raczej symboliczne. Bywaliśmy natomiast na imieninowych przyjęciach znajomych naszych rodziców. Szczególnie uroczyście obchodził swoje imieniny przyjaciel naszych rodziców prof. Józef Oberc, który do swojego domu na wrocławskim Oporowie zapraszał liczne grono gości (dzieci i młodzież miały osobny stół w sąsiadującym pokoju z salonem, gdzie biesiadowali dorośli). Pamiętam wykwintne, starannie przygotowane potrawy, pięknie podane, elegancką zastawę, wszystko w jak najlepszym guście.

Urodzin dorosłych w tamtych czasach nie obchodziło się, ale rodzice pamiętali o naszej, moich i mojej siostry rocznicy przyjścia na świat, zwłaszcza że przypada ona z racji naszego bliźniactwa tego samego dnia. Nie było jednak żadnych imprez z tej okazji, ani tortów ze świeczkami, ani kinderbali, tak jak to jest obecnie. Nie urządzano ich w naszym domu, ani też nie byłyśmy na takie imprezy do koleżanek czy kolegów zapraszane. Nie pamiętam też uroczystych celebracji „osiemnastek”. Zresztą koledzy i koleżanki z klasy kończyli 18 lat w roku, w którym zdawaliśmy maturę, więc te „pełnoletnie urodziny” przypadały często już po opuszczeniu murów szkoły i przechodziły niezauważone. A imieniny? Czasem ktoś w dniu swoich imienin przyniósł torbę cukierków i poczęstował nimi kolegów oraz nauczycieli, a w zamian mógł liczyć na łagodniejsze traktowanie, np. nieodpytywanie. Ale taki zwyczaj nie był żelazną regułą.

Moim synom i siostrzeńcom zawsze składałam życzenia urodzinowe, a od czasu ich dorosłości także imieninowe, ale – podobnie, jak za moich szkolnych lat – imprez z tej okazji się nie urządzało, nie było gości, tortu ze świeczkami, ani licznych prezentów. Upominki też były symboliczne.

A jak było w pracy?

W instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie przez pierwsze dziewięć lat po studiach ja i moja siostra pracowałyśmy jako asystentki, nie było służbowych imienin. Pewnie w myśl zasady, którą wyraził kiedyś prof. Hugo Steinhaus: „Nie obchodzę imienin, bo one mnie nie obchodzą”.

Życzenia składało się przy okazji przypadkowego spotkania na korytarzu i to tylko z okazji tych bardziej znanych, np. Kazimierza 4 marca, albo Józefa 19 marca czy Stanisława 8 maja, ale obywało się to bez kwiatów, podarunków i poczęstunków. Imieninowe przyjęcia organizowano w domach, ale prywatnie i na prywatne zaproszenie.

W wir służbowych imienin wpadłyśmy dopiero wtedy, gdy zaczęłyśmy pracować na Akademii Rolniczej, przemianowanej potem na Uniwersytet Przyrodniczy. Oprócz imienin przełożonych, na których wypadało się pojawiać, zwłaszcza że odbywały się one w godzinach pracy i gromadziły bardzo liczne grono pracowników, pojawiających się na krótko, by zrobić miejsce następnym, odbywały się też imieniny w biurze. Solenizant był zobowiązany do zaserwowania poczęstunku, a koleżanki i koledzy do złożenia życzeń i wręczenia składkowego prezentu. Gdy od pewnego momentu nasze młodsze koleżanki wprowadziły obyczaj celebrowania w ten sposób urodzin, liczba podobnych imprez w ciągu roku podwoiła się, a rytuał stał się męczącym obowiązkiem. Zatęskniłam wtedy za praktykowaną w Instytucie Matematycznym regułą profesora Steinhausa dotyczącą imienin.

Dziś, jak obserwuję, coraz częściej urodziny zaczynają wypierać imieniny. Dzieciom organizuje się huczne imprezy, często w miejscach rozrywki (kinach, galeriach, lodowiskach itp.), rezerwując salę i opłacając z góry atrakcje.

Takie urodziny organizowane są zazwyczaj w kilku turach (dla rówieśników, dla rodziny, dla znajomych rodziców). Szczególnie uroczyście obchodzone są „osiemnastki”. Urodziny urządza się i na urodziny jest się zapraszanym. Takich imprez w ciągu roku jest sporo.

Przyjęcia urodzinowe coraz częściej organizują dla siebie dorośli (kobiety obchodzą co roku tzw. osiemnaste urodziny). Zauważyłam, że w moim parafialnym kościele z roku na rok wzrasta liczba zamawianych intencji mszalnych z okazji urodzin z modlitwą o błogosławieństwo dla jubilata czy jubilatki. I to nie tylko dla dzieci, czy wiekowych jubilatów. Urodziny celebrują trzydziesto-, czterdziesto- czy pięćdziesięciolatkowie.

Czy ważniejsza jest data imienin, czy urodzin? Aby odpowiedzieć na to pytane, warto zastanowić się, skąd pochodzi obyczaj ich świętowania.

Dłuższą tradycję mają bez wątpienia urodziny – uroczyste obchodzenie rocznicy dnia, w którym ktoś przyszedł na świat. Obyczaj ten wywodzi się z religii starożytnego Rzymu – było to święto ku czci Geniusza – półboskiej, choć śmiertelnej istoty, która rodziła się wraz z mężczyzną, aby się nim opiekować i przynosić mu szczęście. Żeńskim odpowiednikiem Geniusza była Junona.

Chrześcijanie w pierwszych wiekach zaczęli dystansować się wobec celebrowania urodzin ze względu na ich pogańskie korzenie, związane z postacią Geniusza. W to miejsce zaproponowano imieniny – dzień wspomnienia świętego lub błogosławionego patrona solenizanta, noszącego jego imię. Zwyczaj nadawania dziecku imienia ważnego świętego patrona kultywowany jest w niektórych rodzinach.

Dzień imienin najczęściej wybiera się jako pierwszą po urodzinach datę przypisaną temu imieniu. Ale nie jest to regułą, czasem jest to dzień wspomnienia wybranego dla dziecka świętego patrona.

Moje imię Małgorzata zostało wybrane dla mnie zupełnie przypadkowo, rodzice po prostu nie spodziewali się dwójki dzieci, a córka miała mieć na imię Maria i tak nazwana została moja siostra, która 10 minut przede mną przyszła na świat. A moje? Z tego, co wiem, było to imię koleżanki mojej mamy. Podobnie zresztą imię mojego drugiego syna wybrał starszy Piotrek, było to mię jego ulubionego kolegi Tomka. Imieniny tradycyjnie obchodzę w lutym (nie wiem dlaczego nie w styczniu, byłoby to bliżej daty urodzin). Natomiast najsłynniejsza święta o tym imieniu to XVII-wieczna francuska zakonnica Małgorzata Maria Alacoque, której liturgiczne wspomnienie przypada na 14 października (do niedawna było 17 października, w rocznicę jej śmierci).

Zwyczaj celebrowania  imienin wciąż jest kultywowany w Polsce (z wyjątkiem Górnego Śląska i Kaszub), a także w Bułgarii, Grecji, Szwecji, Czechach, na Węgrzech, Łotwie, w katolickich regionach Niemiec, a kiedyś i w Rosji. O tym, że na Śląsku nie obchodzi się imienin, dowiedziałam się od mojej synowej, która pochodzi z Katowic. Ale i ona i jej rodzice chętnie składają życzenia z okazji imienin, a i sami takie przyjmują, choć obchodzą tylko urodziny. Na Górnym Śląsku szczególnie uroczyście obchodzi się pierwszą rocznicę urodzin dziecka – jest Msza św. w intencji malucha w kościele i udzielane jest specjalne błogosławieństwo z tej okazji. Wykonuje się też portretową, pamiątkową fotografię rocznego jubilata.

W krajach protestanckich nie obchodzi się imienin. Protestanci wszystkich denominacji nie uznają bowiem kultu świętych w znaczeniu katolickim. Święci są dla nich wzorem do naśladowania ze względu na ich cnoty, ale jednocześnie zwykłymi ludźmi, a nie pośrednikami między Bogiem a wiernymi. Dlatego też wśród protestantów uroczyście obchodzi się urodziny.

Moim zdaniem nigdy za dużo okazji do składania sobie dobrych życzeń, wszystko jest kwestią przyjętych reguł, które zmieniają się pod wpływem różnych okoliczności. Media społecznościowe, rejestrujące datę urodzenia, mają wpływ na upowszechnienie urodzin. Imieniny celebrują i o nich pamiętają raczej starsi niż młodzi.

A ja sama chętnie przyjmuję szczere i serdeczne życzenia z każdej okazji. Mogą to być imieniny i urodziny. Bez okazji też przyjmuję.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

11 komentarzy

  1. kadras1975@gmail.com' MariuszD pisze:

    :).Dokładnie chwilę temu przeminęło moje 46 lat.

  2. wladyslaw_daleczko@poczta.onet.pl' wladdal pisze:

    Warto wspomnieć, że imieniny są przede wszystkim świętem naszego patrona – jakiejś, czy jakiegoś świętego. Jest to więc zwyczaj ściśle katolicki. Protestanci odrzucają kult świętych, w związku z tym u nich obchodzi się nie imieniny, ale urodziny.

    • wladyslaw_daleczko@poczta.onet.pl' wladdal pisze:

      Przepraszam – nie doczytałem do końca, więc powtórzyłem informaccję o różnicy pomiędzy katolikami a protestantami.

  3. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Bez względu na źródła tradycji, urodziny są bardziej spersonalizowane niż imieniny, które świętują przecież wszyscy imiennicy (solenizanci), a nie tylko jubilat. W celebrowaniu zarówno imienin, jak i urodzin najważniejsza jest pamięć, a nie poczęstunek czy prezenty. Ten efekt pamięci psuje Facebook, który o urodzinach systemowo przypomina. Zawsze wzruszające dla mnie było, gdy mój syn w swoje urodziny przynosił mi różę z podziękowaniem za to, że go urodziłam. Już dawno zaniechał tego zwyczaju… a ja w urodziny moich synów, po prostu do nich dzwonię z życzeniami. Oni podobnie dzwonią do mnie i mojego męża, bo świętujemy urodziny dzień po dniu. Dlatego w ostatnich latach kupuję mały torcik i wtykam w niego cyferki będące sumą ukończonych przeze mnie i męża lat. Ciekawostką jest, że mąż mojej siostry bliźniaczki ma urodziny w tym samym dniu, co mój mąż. Moglibyśmy to posumować i świętować razem, ale jakoś nigdy tego nie robiliśmy. To byłaby dopiero duża liczba na torcie!
    A wracając do tytułowego pytania: „Imieniny czy urodziny?”, nie byłoby tego dylematu, gdyby przestrzegany był dawny zwyczaj nadawania dziecku imienia patrona dnia urodzin. Wtedy imieniny i urodziny przypadałyby tego samego dnia. Tak świętuje mąż kuzynki, który nazywa się Walenty i w ostatnie walentynki obchodził swoje 95. urodziny. Gdyby moi i mojej siostry rodzice nadali nam imiona, które – jak to się kiedyś mówiło – przyniosłybyśmy sobie na świat, jedna z nas nazywałaby się Dobrosława, Leonia albo Wilhelmina, a druga Kolumba, Egidia albo Nikarona. Też ładnie.
    W obchodzeniu imienin najbardziej nie lubiłam tych oficjalnych, świętowanych w pracy. Tu, zgadzam się z prof. Hugonem Steinhasem.

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Drobne uzupełnienie. Do tych pięknych imion, które 10 stycznia przyniosłyśmy na świat, są jeszcze całkiem zwyczajne: Anna i Janina. Czyli zamiast Małgosia i Marysia, byłoby Ania i Jasia. Też ładnie. Ale można w ten sposób trafić na imię, którego nie lubimy. Dlatego ta zasada jest rzadko stosowana. Naszej babci została narzucona, gdy jej pierwszy syn, a nasz tato urodził się w Wigilię. Miał nazywać się Mieczysław, bo marzeniem babci było, aby synowie nosili kolejne imiona władców Polski, a więc Mieczysław, Bolesław…

      Częściej wybiera się po prostu imię, które rodzicom się podoba lub takie, które nosił sławny przodek. Np. nasz daleki krewny, Adam Wanke, prawnik mieszkający w Vancouver, dostał imię na cześć naszego ojca. W rodach arystokratycznych taki wybór był regułą i dlatego często imiona się powtarzały, a odróżniano juniora od seniora drugim imieniem. Np. w rodzinie Longchamps de Bérier przyjęty był zwyczaj nadawania pierwszemu synowi naprzemiennie imienia Franciszek i Bogusław. Więc pierworodny syn Bogusława miał na imię Franciszek, zaś syn Franciszka – Bogusław. Imię Franciszek zostało wybrane zapewne na cześć przodka, który około roku 1745 osiadł we Lwowie i uzyskał zatwierdzenie szlachectwa. Został najpierw burmistrzem, a potem prezydentem Lwowa.

      Wybór imienia świętego, który będzie patronował dziecku, jest dziś rzadziej praktykowany, ale wciąż część rodzin tym się kieruje. W Polsce, gdzie kult maryjny był i jest nadal obecny, pierwsza córka dostawała na imię Maria, aby Najświętsza Panienka miała ją w opiece, a kolejne dziewczynki dostawały Maria na drugie. Zresztą Maria jako drugie imię nadaje się także chłopcom, np. Jan Maria Rokita.

  4. studio@mentals.pl' Jedrek pisze:

    Dziękuję za ten artykuł Pani Małgorzacie. We Francji gdzie teraz mieszkam nie obchodzi się imienin, jedynie urodziny (anniversaire) i śpiewa się „ joyeux anniversaire” na uniwersalną nutę „happy birthday to you”. Właśnie – uniwersalną ale nie wszędzie bo Polska jest wyjątkowa ze swoim „Sto lat”. Kto wie czy to właśnie nie tradycja świętowania imienin stoi za tą odrębnością, bo mimo nawiązywania do długiego życia „sto lat” nie wspomina ani słowem o urodzinach. Pamiętam jak śpiewaliśmy sto lat podczas urodzin we francusko-marokańskiej rodzinie (po arabsku też spiewa się na nutę „happy birthday to you”) – zrobiliśmy prawdziwą furorę 😁

  5. Danuta.sikora@wp.pl' Danuta pisze:

    Urodziny to bardziej rodzinna uroczystość , dotyczy wydarzenia które często wiele zmienia. Narodziny dziecka świętujemy uroczyście , później roczek, dalej bywa różnie . Osiemnastka i okrągłe daty o których pamiętamy . Fajnie jak dziecko otrzymuje imię patrona z dnia urodzin. Moja córka Zofia przyszła na świat 15 maja, wybierając sobie takie imię. Urodziny mojej sp babci Wiktorii wypadały 22 lipca / kiedyś Święto Państwowe / były bardzo ważnym rodzinnym spotkaniem . Ona wyjątkowo otaczana była szacunkiem i miłością . Do dziś nie znalazła naśladowców , żyjemy coraz mniej rodzinnie. Na imieniny nie trzeba zapraszać , ale trzeba wiedzieć kiedy składać życzenia . Dzisiaj jest Danuty i nawet ktoś złożył mi życzenia i to było miłe ale to nie ta data. Obchodziłam imieniny 1 października , do czasu kiedy w ten dzień umarł mój szwagier, ten dzień stał się smutnym wspomnieniem. Po kilku latach tego dnia umarła moja siostra , tego już było za wiele. Tego dnia zapalam im świeczkę , mogłabym zmienić datę ale jakoś żadna mi nie pasuje. 🎂🍷🌺

  6. kadras1975@gmail.com' MariuszD pisze:

    Urodziny w czasach pandemii.Przy okazji życzeń dowiedziałem się jaka była walka kuzyna w grudniu by Ciocię do szpitala przyjęto,dyspozytor wysłał karetkę do szpitala a tam nie chcieli przyjąć.Zamknęli w izolatce i nawet wody nie dostała przez pierwsze 12 h (gorączka,saturacja 67).Gdy się polepszyło trafiła na Narodowy.Tam Sheraton.Lekarze co 15 minut pytali jak się czuje.Jedzenie rewelacja,wyzdrowiała.Kuzynka przechorowała w domu.Zadzwonił z życzeniami kumpel z pracy w pełnym załamaniu.On przeszedł z dziećmi lekko.Jego żona od 6 tygodni w śpiączce farmakologicznej,pod respiratorem.20 lat temu ich wesele organizowałem.Lekarze już nie wiedzą jak dziewczynę ratować.Nie zacytuje co powiedział o balowiczach w Zakopanem.

  7. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Komentarze na temat tego tekstu pojawiły się na Twitterze. Zebrałam je i przedstawiam Państwu, są warte uwagi:

    ZawszeFrantiscaFranco @AlicjaJesz
    Urodziny mojego jedynego syna zawsze obchodzimy wspólnie. Składamy sobie życzenia i on mi dziękuje, że go urodziłam a ja mu mówię, że jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Miał urodzić się w moje urodziny 29-ego stycznia ale pospieszył się cztery dni i urodził 25-ego.
    U mnie w Toruniu obchodziło się wyłącznie urodziny. O tym, że jest coś takiego jak imieniny i kiedy je mam dowiedziałam się w liceum. To piękny pierwszy dzień lata, 21-szy dzień czerwca. W moje imieniny, po całonocnym czuwaniu przy jej łóżku w szpitalu zmarła moja Babcia Zosia.
    Moja babcia mówiła, że jest jedna zasadnicza różnica. Na urodziny można przyjść jak się jest zaproszonym a na imieniny każdy może wpaść złożyć życzenia.
    Tak. To odnośnie tego, że urodziny są bardziej spersonalizowane. Jest to osobiste święto jubilata i zaprasza sam gości. Datę urodzin znają najbliżsi (a teraz FB). Do mojej babci Zofii przychodziły w imieniny tłumy – rodzina, sąsiedzi, znajomi. Była cudowną, wesołą osobą.

    Piotr Koj @PiotrKoj
    U nas na Śląsku, zawsze urodziny

    Czesio @czesio_sl
    U nas na Górnym Śląsku faktycznie urodziny, mimo że Ślązacy to w większości katolicy i Polacy. Do dzisiaj nie znam zasad jakie obowiązują przy dacie świętowania imienin 🙂
    A ciekawe jak to wygląda na Śląsku Opolskim?

    Ks. Marek Lis @ksMarekLis
    Na Opolszczyźnie jedni świętują urodziny, jedni imieniny, a inni – jedno i drugie.

    Krzysztof Świderski @krzyches
    Z tym, że Ślązacy bardziej celebrują urodziny.

    Vector @_vector
    Gdy byłem młody, to też świętowałem jedno i drugie, a teraz zdarza się, że zapomnę o własnych imieninach, czy urodzinach.

    MartynaBP @bp_martyna
    I to, i to.
    Mechtylda @Mechtylda
    Rzeczywiście, w dzieciństwie chodziło się z rodzicami do cioci na imieniny. Z kokardą we włosach i sukieneczce z falbanką trzeba było grzecznie siedzieć przy stole, zamiast z koleżankami skakać na skakance. Tortura, ale babeczki jednej z cioć, ach, niebo w buzi.

    Andrea Speranza @Speranza7Andrea
    To chyba zależy od tradycji rodzinnej. U mnie zawsze to były imieniny– nawiązują one wszak do chrztu. http://www.twittertwins.pl/imieniny/.

    Waldemar Citko @Mauser43
    Zniknął katolicyzm, zniknęły i imieniny.

    Witold Kabański @WitoldKabanski
    Każdy powód do święta jest dobry. Trzeba cieszyć się życiem, póki jeszcze czas

    Elżbieta Z @Zborowska
    W młodości świętowałam tylko Imieniny, tak było u nas w domu. Tylko raz na 18-stkę rodzice wyprawili mi imprezę. Teraz świętuję podwójnie – zwłaszcza że FB przypomina, ale dzieci oraz rodzina składają życzenia. Imieniny mam 3 dni po urodzinach. A najmłodszy syn dzień po dniu.

  8. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Zebrałam też komentarze z Facebooka:

    Juana Elena Wanke
    Rodzice obchodzili imieniny. Moja siostra i mój mąż nie mają problemów ponieważ dostali imiona które sobie przynieśli

    Aleksandra Szwajcok
    Jestem ze Śląska. Nigdy nie obchodziliśmy imienin, zawsze urodziny. I niech tak zostanie. W końcu to mój dzień, dzień przyjścia na świat.

    Zofia Michalska
    Imieniny to święto naszego Patrona, Tak więc w ramach laicyzacji naszego życia rugowane są imieniny i propagowane urodziny – bo to „Ja” jestem najważniejszy – nie mój Patron- kiedyś wzór do naśladowania. Kiedyś też szanowano starszych i ich jubileusze – teraz najbardziej celebruje się „roczki” tych najmniejszych – i bardzo dobrze, ale jakieś rozsądne proporcje powinny być zachowaneZmartwię Panią Alę Piotrowską, ale ci, co – inaczej niż ja – obchodzą urodziny, też się starzejąBuźka przewracająca oczami
    I to począwszy od dnia urodzin Mrugająca buźka
    A świętowanie imienin odmładza, bo nie płaczesz, że się starzejesz, tylko widzisz swego patrona i wiesz, że „odnawia się młodość twoja, jak orła”Uśmiechnięta mina z aureolą.

    Ala Piotrowska

    Podobno obchodzenie imienin to oznaka że człowiek się starzeje. Tak gdzieś zasłyszane.

    Na przytoczony ten ostatni komentarz na Twitterze o. Wojciech Ziółek SJ @wziolek_sj odpowiedział:
    Zmartwię Panią Alę Piotrowską, ale ci, co – inaczej niż ja – obchodzą urodziny, też się starzeją. I to począwszy od dnia urodzin. A świętowanie imienin odmładza, bo nie płaczesz, że się starzejesz, tylko widzisz swego patrona i wiesz, że „odnawia się młodość twoja, jak orła”.

    A miesięcznik „W Drodze” @miesWDrodze
    „Umrzesz.
    W chwili, w której się rodzisz, zaczynasz umierać. Możesz umrzeć za 50 lat, za 10, może jutro lub nawet dziś”
    czytamy w „Memento mori. Wielkopostnik/Dziennik” s. Noble FSP i bardzo nas to inspiruje do nieunikania świętowania narodzin, imienin i wszelkich.

  9. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dziękuję za wszystkie komentarze, które potwierdzają tezę zawartą w moim tekście, że urodziny stają się coraz bardziej popularne i dziś obchodzą je raczej ludzie starsi, choć wcale nie znaczy, że z tego powodu się starzeją. Często do tradycji świętowania imienin dochodzą jeszcze urodziny i jest kolejna okazja do składania sobie życzeń. Tych dobrych z serca składanych życzeń nigdy za wiele. A we wszystkim najważniejsza jest pamięć, bo o imieninach nie przypomni Facebook ani Twitter.

    Przypomnieć może tylko na Twitterze lub Facebooku ktoś, kto pamięta. Tak się składa, że dziś są moje imieniny. Małgorzata z 22 lutego lutego jest mniej znana niż ta sławna Małgorzata Maria Alacoque (szkoda, że ja i siostra nie nosimy imion Maria Małgorzata i Małgorzata Maria), ale ten dzień jest z innych powodów ważny. To dzień wspomnienia Katedry Świętego Piotra, w tym dniu przypada rocznica pierwszych objawień siostry Faustyny Kowalskiej, no i Dzień Myśli Braterskiej.

    O moich imieninach przypomniały na Twitterze składając mi życzenia i moja siostra i Basia Utecht, a za nimi wiele osób. Wszystkim za te cudowne życzenia dziękuję. Tak niedawno, bo 10 stycznia, dziękowałam za bardzo liczne życzenia urodzinowe, a teraz przyszedł czas na imieninowe. Telefony, SMS-y, posty na WhatsAppie… To wszystko bardzo, bardzo miłe. Składali mi życzenia imieninowe także i ci, którzy sami imienin nie obchodzą.

    Trudno dziś z powodu pandemii o spotkania towarzyskie, ale i z tym można sobie poradzić. Z moją kochaną siostrą spotkałam się w Parku Szczytnickim… Piękna pogoda, pierwsze oznaki wiosny, było bardzo miło.

    Wszystkim Państwu za wszystkie ciepłe słowa serdecznie dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *