Różne oblicza hipokryzji

Hipokryzja, faryzeizm, dulszczyzna to bliskie sobie pojęcia oznaczające podwójną moralność, dwulicowość, obłudę, często połączoną z poczuciem moralnej wyższości, dbanie wyłącznie o pozory. Kojarzy się z zakłamaniem, fałszywą pobożnością, moralizatorstwem. Hipokryta głosi szlachetne idee, przypomina o społecznych normach, piętnuje ich nieprzestrzeganie, dając jednocześnie sobie przyzwolenie na ich łamanie.

Hipokryzja to hołd składany cnocie przez występek – to znana sentencja Françoisa de la Rochefoucaulda, francuskiego pisarza i filozofa, żyjącego w XVII wieku, który uważał, że uczciwość i dobroć jest tylko pozorem, a losem ludzkim rządzi irracjonalny przypadek. Pewnie dlatego, że znaczną część życia spędził na francuskim dworze i takie były jego doświadczenia. Słowa Rochefoucaulda o hipokryzji brzmią nieco przewrotnie, ukazują jednak istotę rzeczy – rozdźwięk między słowami a czynami. Hipokryzja pochodzi przecież od greckiego hypokrisis czyli udawanie.

Dlatego, gdy ktoś, kto demonstruje swoją religijność, zostanie bohaterem skandalu obyczajowego, zgorszenie jest znacznie większe, niż gdyby dotyczyło to osoby akceptującej swobodę w tym obszarze.

W świecie polityki hipokryzja jest obecna tak często, że właściwie do tego przywykliśmy. Więcej, hipokryzja objęła nie tylko polityków, ale także ich elektoraty. Przykłady można mnożyć – politycy Platformy Obywatelskiej, ale także zwolennicy tej partii, krytykując loty marszałka Marka Kuchcińskiego do rodzinnego Rzeszowa, nie pamiętali o podobnych lotach do Gdańska premiera Donalda Tuska, który podobnie do marszałka Sejmu traktował rządowy samolot jak taksówkę. Zresztą nie inaczej było z lotami premier Beaty Szydło. Prawo i Sprawiedliwość krytykowało PO za to, że w spółkach i agencjach rządowych zatrudniani byli krewni i znajomi posłów lub zięciowie lokalnych działaczy. Gdy to samo dzieje się za obecnego rządu, PiS twierdzi, że Platforma… nie ma moralnego prawa, by krytykować ekipę Jarosława Kaczyńskiego. Jest to oczywiście hipokryzja, tym bardziej że partia rządząca ma na sztandarach uczciwość i przestrzeganie standardów.

Zawsze gorszące jest, gdy ci, co pouczają i krytykują z poczuciem moralnej wyższości, popełniają te same błędy.

Dlatego tak kłopotliwa dla partii rządzącej jest sytuacja związana z powołaniem Mariana Banasia na stanowisko szefa Najwyższej Izby Kontroli, szczególnie gdy wymiana kadr stała się znakiem firmowym reformowania instytucji państwa. Hipokryzją była niewątpliwie gorliwość, z jaką antylustracyjna Gazeta Wyborcza prześwietlała pod kątem współpracy ze służbami PRL Andrzeja Przyłębskiego, męża Julii Przyłębskiej, prezes Trybunału Konstytucyjnego.

Podobnie na kilometr trąci hipokryzją organizowanie przez sędziów ze stowarzyszenia „Iustitia” ulicznych manifestacji, co samo w sobie jest jawnym pogwałceniem Konstytucji, która stanowi jasno: „sędzia nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów”.

W świecie polityki obowiązuje bowiem mentalność Kalego, od imienia czarnoskórego chłopca, bohatera powieści Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy”, dla którego zły uczynek, to „jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy”, zaś dobry –  gdy „Kali zabrać komu krowy”. Warto przypomnieć komentarz Henryka Sienkiewicza do tej sceny, w której Staś uczy Kalego moralności chrześcijańskiej: „Staś był zbyt młody, by zmiarkować, że podobne poglądy na złe i dobre uczynki wygłaszają i w Europie — nie tylko politycy, ale i całe narody”.

Dulszczyzna to pojęcie wprowadzone do języka polskiego dzięki sukcesowi teatralnemu dramatu Moralność pani Dulskiej Gabrieli Zapolskiej. To rodzaj hipokryzji typowy dla przedwojennego mieszczaństwa, czyli zespół cech i postaw charakteryzujący się podwójną moralnością, zakłamaniem, obłudą i dbaniem wyłącznie o pozory. Najważniejsze jest to, co ludzie powiedzą, a nie jak jest naprawdę. Wprawdzie dulszczyzna zakorzeniona jest w czasach sprzed ponad wieku, ale myślę, że w wielu środowiskach nieźle trzyma się do dziś.

Nie wolno jednakże zapominać, że ta obśmiewana w dramacie Gabrieli Zapolskiej dbałość o to, co ludzie powiedzą, miała też pozytywny wpływ na kształtowanie właściwych postaw. Zanik presji otoczenia, środowiskowego ostracyzmu z pewnością ułatwia poluzowanie obyczajów.

Odmianą hipokryzji jest faryzeizm, czyli postawa fałszywej religijności, pobożności polegającej na przywiązaniu do zewnętrznych form i rytuałów, połączona z poczuciem moralnej wyższości.

Postawę tę charakteryzuje przypowieść o faryzeuszu i celniku:

„Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika”

Pamiętamy, że to celnik wyszedł usprawiedliwiony. Ale czy nie pojawia się też i taka pokusa, by – mając poczucie własnej grzeszności i niedoskonałości – ostatecznie nie wyrazić tego w słowach: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak ten faryzeusz”? Czyż to nie jest pewna odmiana faryzeizmu?

Dlaczego tak bardzo razi hipokryzja w łonie Kościoła? Bo jego misją jest nauczanie moralności, zaszczepianie cnót chrześcijańskich, w tym pokory. A hipokryzja jest antonimem uczciwości, zaś faryzeizm jest dodatkowo synonimem pychy, która jest przeciwieństwem pokory.

Hipokryzja ma różne oblicza, jest obecna środowisku zawodowym, w mediach, polityce i generalnie w życiu publicznym.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

11 komentarzy

  1. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Świetne. Właściwie podział na plemiona o którym często wspomina Pan Maciej Milczanowski sprawia że hipokryzja a właściwie jej akceptacja w imię słuszności tego co jest najmojsze daje paliwo politykom. Nie staram się definiować norm, niemniej większość z polityków powinna zostać pogoniona w każdych wyborach. Tak się nie dzieje. Mamy powszechnie akceptowany cyrk.Nabieramy się na populizm, PR, propagandę. Mam przeczucie że za to grubo zapłacimy. Pokolenie które wygrało z komuną nie zdało egzaminu do końca. My będziemy mieli przegwizdane. Czy ten celnik to w przenośni Stanisław Piotrowski?

  2. zycz@wp.pl' Zygmunt pisze:

    Zgadzając się ze spostrzeżeniami Autorki, dodam, że wśród komentarzy aktualnej sytuacji polityczno-społecznej w naszym kraju brakuje mi jednego słowa: PERFIDIA. Ma ona coś wspólnego z hipokryzją, ale wśród jej synonimów jest jeszcze wiele innych, które bardzo trafnie opisują postawę wielu polityków i celebrytów. Przede wszystkim bym zaakcentował ich ŚWIADOME (z perfidnym uśmieszkiem na ustach) działanie i wypowiedzi mające w sobie z założenia kłamstwa i manipulacje, po to by jątrzyć, skłócać, wywoływać agresję, siać zwątpienie – a ostatecznie przejąć władzę. Do tego dochodzi błoga świadomość i pewność kompletnej bezkarności, a ostatnie wybory pokazały nawet, że perfidia wręcz popłaca. Perfidia to coś więcej niż hipokryzja. I mam wrażenie, że zbyt mało ją demaskujemy w przestrzeni medialnej. Perfidni ludzie są zapraszani i szanowani w mediach, a oni perfidnie wykorzystują każdą okazję, by „robić swoje” nie licząc się z niczym i nikim. A inni traktują ich poważnie w dyskusji – i co najwyżej „punktują” ich hipokryzję. A oni się z tego śmieją. Pozdrawiam.

  3. gabriellawit@gmail.com' GABRIEL pisze:

    Wszyscy jestesmy hipokrytami w mniejszym czy wiekszym stopniu. Jesli sytuacja ku temu sprzyja. U politykow to wrecz cecha zawodowa. Bo polityk ma chwalic siebie, swoja partie czy grupe, a ganic „tych drugich”. My, szarzy, zwykli ludzie powinnismy tylko dostrzegac te hipokryzje, a nawet jesli nie dostrzegamy, brac ja za pewnosc. Czyli – byc sceptycznym do wszelakich deklaracji. Zarowno politycznych, ale rowniez moralnych, religijnych, kulturalnych – a najbardziej – handlowych.

    Jedna, a wlasciwie 2 uwagi do tekstu. Slowo „faryzeusz” jest powszechnie uzywane jako synonim hipokryty. Dlaczego? Bo Jezus byl w konflikcie z tym ugrupowaniem. A wlasciwie, powinien byl byc zwolennikiem. A wiec kto to byli ci faryzeusze, i ich przeciwnicy – saduceusze.

    Faryzeusze wierzyli, ze Bog dal Mojzeszowi nie tylko Tore, czyli Prawo w formie pisemnej, ale rowniez dal mu ustne instrukcje, jak to prawo stosowac. Czyli Faryseusze stosowali sie do tzw „Ustnej Tory”, opowiadanej z pokolenia na pokolenie. Faryzeusze pochodzili rowniez z ludu, i wierzyli w zycie pozagrobowe (dokladnie jak Jezus). Byli tez zazartymi przeciwnikami hellenskich zwyczajow, wprowadzanych po trochu do Judei.

    Sauceusze bronili autorytetu Pisanej Tory, prezentowanej przez kaste kaplanow, nie wierzyli w zycie pozagrobowe – bowiem nie jest ono wspomniane w Torze. No i byli bardziej tolerancyjni (o dziwo) do tendencji hellenistycznych. Ale to byla raczej polityka – Rzymianie pozwalali im na zachowanie wladzy, a oni tolerowali faktyczna wladze Rzymu.

    Mozna by jesszcze wspomniec o trzecim ugrupowaniu – Essenczykach, ktorzy byli w konflikcie z pozostalymi. Prowadzili bardzo surowy – mnisi tryb zycia, potepiali dobra doczesne (jak Jezus). Przypuszcza sie, ze Jan Chrzciciel byl najpierw Essenczykiem.

    Saduceusze i Essenczycy znikneli z historii wraz ze zburzeniem Swiatyni, natomiast idee Faryzeuszy zostaly kilka wiekow pozniej przelane na pergamin w formie Talmudu. Mozna wiec powiedziec, ze Faryzeusze byli protoplastami rabinicznego judaizmu.

    Uff. A teraz o tych nieszczesnych celnikach. Dlaczego Nowy Testament tak sie przyczepil do tej grupy urzednikow panstwowych? Stawia ich w jednym szeregu z prostytutkami, mordercami i zlodziejami. Hmm. Mam pewna sympatie do takiej interpretacji. Sek w tym, ze Pismo Swiete jest kiepsko przetlumaczone na jezyk polski. Nie chodzi tu wiec tylko o tych w zielonych mundurach, grzebiacych w naszych walizkach w poszukiwaniu dodatkowej butelki whisky czy kartonu papierosow. Chodzi tu ogolnie – o poborcow podatkowych. Takich bowiem – nie lubimy, bo nam zabieraja nasze ciezko zarobione grosze. A wiec – sa rabusiami.

    To tyle. Moze to niekoniecznie na temat, ale musial sie troche powymadzrac.

  4. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Zgadzam się z Gabrielem, że wszyscy jesteśmy po trosze hipokrytami, wszak nie chwalimy się swoimi przywarami czy przewinami, każdy raczej stara się przedstawić siebie w nieco lepszym świetle niż jest to w rzeczywistości. Zresztą mówienie zawsze i wszędzie wszystkim całej prawdy byłoby zupełnie nieznośne, o czym pisałam w tekście „Oblicza kłamstwa” http://twittertwins.pl/oblicza-klamstwa/. Mówmy zatem o skali hipokryzji, nie zaś o hipokryzji jako takiej. Istotnie hipokryzja jest wręcz wpisana w politykę i – jak zauważył Gabriel – polityk ma za zadanie przekonywać do racji swojego ugrupowania, a wytykać błędy i potknięcia konkurentów politycznych. Reguły te obowiązują nie tylko w polityce, ale też w biznesie czy w innych dziedzinach, gdy przekonujemy do swoich racji. Podstawowa zasada PR jest jednak, by nie kłamać. A więc, gdy przedstawiana wersja daleko odbiega od rzeczywistości, gdy wytyka się przysłowiowe „źdźbło” w oku konkurenta, a „belki” we własnym się nie dostrzega, jest problem.

    Dlatego hipokryzja tak razi. I mimo że mam wiele zastrzeżeń wobec Stanisława Piotrowicza, nie rozumiem tej nominacji przy równoczesnej dekomunizacyjnej retoryce, jednak rozliczanie z PZPR-owskiej przeszłości PiS-owskiego polityka przez np. Aleksandra Kwaśniewskiego czy Włodzimierza Cimoszewicza brzmi nie tylko nieszczerze, ale wydaje się niestosowne. Widać, że każda z dwóch zwalczających się postsolidarnościowych formacji ma swoich byłych PZPR-owców, których żarliwie broni, oraz tych postkomunistów u konkurentów, których im wytyka. Ale zawsze bardziej nie przystoi usprawiedliwiać obecność takich polityków w swoich szeregach temu ugrupowaniu, które dekomunizację i lustrację wyniosło na sztandary. To bardziej razi.

    Wytyka się – i słusznie – części księży i hierarchów zaangażowanie polityczne, wspieranie partii rządzącej i wręcz sojusz ołtarza z tronem. Ale ci sami ludzie akceptują zaangażowanie duchownych po stronie antyPiS (pamiętamy ostre wypowiedzi nieżyjącego już bp. Tadeusza Pieronka czy całkiem niedawne ks. Wojciecha Lemańskiego np. w poście https://koduj24.pl/lemanski-o-szydlo-lze-jak-bura-suka/ czy innych księży zaangażowanych po tej stronie politycznego sporu).

    Przywykliśmy do hipokryzji, co sprawia, że słowa coraz mniej znaczą, coraz trudniej jest rozumieć się nawzajem.

    • Maria WANKE-JERIE pisze:

      Generalnie się zgadzam, ale pozwolę sobie na kilka słów polemiki. Gdy mówimy o sojuszu tronu z ołtarzem (jednoznacznie pisał o tym papież Benedykt XVI w książce „Jezus z Nazaretu” co obszernie cytowałam w tekście http://twittertwins.pl/kryzys/) mamy na myśli popieranie przez ludzi Kościoła aktualnej władzy, a nie opozycji. Co nie znaczy, że angażowanie się księży po jakiejkolwiek stronie politycznego sporu jest godne poparcia. Nie jest i szkodzi Kościołowi. Ale nie jest to sojusz tronu z ołtarzem, którego istotą jest czerpanie z tego poparcia korzyści. Kościół w czasach PRL przez całe dziesięciolecia wspierał demokratyczną opozycję i nikt nie miał o to pretensji ani do księży, ani kościelnych instytucji. Księża nie tylko nie mogli liczyć na korzyści z tego tytułu, ale często spotykały ich za to represje. Tych bohaterskich księży mamy we wdzięcznej pamięci.
      Kilka słów jeszcze w związku ze sprawą, której symbolem jest Stanisław Piotrowicz. Może podam przykład ze sfery obyczajowej, który posłuży jako analogia. Wyobraźmy sobie bliskich znajomych (kolegów, przyjaciół), z których jeden jest przykładnym mężem i ojcem i człowiekiem bardzo pobożnym, a dla drugiego swoboda obyczajowa jest stylem życia, z którym nie tylko się nie kryje, ale nie uważa, że to jest coś złego – z niejedną kobietą był związany, niejedną też porzucił dla innej. Gdyby dowiedział się, że jego pobożny przyjaciel od dawna ma pozamałżeński romans i teraz oto rozwodzi się z żoną, nie widziałabym nic złego w tym, że wytknąłby mu hipokryzję. Bo istotą hipokryzji jest udawanie kogoś innego niż jest się w istocie.

      • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

        Nie mogę zgodzić sie z drugą częścią tego komentarza. Ten, który niejedną kobietę miał i niejedną porzucił, nie powinien wypominać przyjacielowi niewierności. Nie wypada. Może zaoferować obojgu (przyjacielowi i jego żonie) pomoc i radę, jak w tej sytuacji się odnaleźć. Tak samo nie wypada Aleksandrowi Kwaśniewskiemu czy Włodzimierzowi Cimoszewiczowi rozliczać z PZPR-owskiej przeszłości prokuratora z czasów PRL, a dziś polityka PiS.

  5. ewama7@wp.pl' Ewa Mastalska pisze:

    Nie rozumiem co jest dobrego w postawie „co ludzie powiedzą”. Każdy ma prawo żyć po swojemu, o ile nie krzywdzi innych. Młodzież powinno się uczyć akceptacji dla różnorodności. Jak to ktoś powiedział dzieci nie rodzą się z uprzedzeniami, nabywają je przez postawy dorosłych. Skutkiem bywają depresje, a czasem nawet samobójstwa tych „innych” rówieśników.

  6. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dyskusja inspirowana tym tekstem toczy się także w mediach społecznościowych. Zabrałam garść komentarzy z Twittera:

    Zbigniew Ostromęcki @ZbigniewPomian
    Hipokryzja to hołd oddawany cnocie

    Andrzej Polski @AndrzejPadre1
    Polecam lekturę pani @mwj53 ważną i dającą do myślenia wszystkim, którzy pragną myśleć: http://twittertwins.pl/hipokryzja/

    Irene Illustrator @iszunia
    Ludzie kłamią i udają z rożnych powodów, zazwyczaj są to egoistyczne i niskie pobudki. Zastanawiam się czasem, co by stało się ze światem, gdyby wszyscy nagle przestali kłamać?

    Rafal Kubara @2003Rafal
    „ŚWIADOME (z perfidnym uśmieszkiem na ustach) działanie i wypowiedzi mające w sobie z założenia kłamstwa i manipulacje, po to by jątrzyć, skłócać, wywoływać agresję, siać zwątpienie” – świetna definicja perfidii. Kto zgadnie czemu mam skojarzenia z kłem narwala?

    Mściwój @anty_ue
    Największymi hipokrytami są ci, którzy udają, że nie widzą, do jakiej katastrofy w Kościele doprowadził Sobór Watykański II

    Zbyszek Adamczyk @ZbyszekKrak
    Gratulacje! Bardzo fajny i dosadny tekst!
    Współczesne życie polityczne kojarzy się z kłamstwem, oszustwem i zakłamaniem. Hipokryzja zaś staje się zaletą. Dramat sytuacji pogłębia fakt uczestniczenia w oszukiwaniu społeczeństwa także i sędziów. Kościół także nie pomaga. Smutek.

    Pielgrzymi Życia @terrawittaa
    Dobry tekst na czasy gdy pokora stała się wyśmiewana i niemodna, a prym wiedzie pycha połączona z butą!

    Witold Kabański‏ @WitoldKabanski
    Generalnie zgoda, za wyjątkiem lotów Tuska. Nie przypominam sobie, aby miały one status HEAD i żeby sami członkowie rodziny tak sobie śmigali. Poza tym choć konstytucyjnie Marszałek, to druga osoba w Państwie, to jednak Premier to pierwsza osoba, bo Prezydent to tylko notariusz.

    Rafał Growiec‏ @RGrowiec
    Ten ostatni fragment akapit (Staś był zbyt młody, by zmiarkować, że podobne poglądy na złe i dobre uczynki wygłaszają i w Europie — nie tylko politycy, ale i całe narody) nie pozwala nam czuć się bardziej cywilizowanymi i dlatego jest pomijany.
    I z Facebooka:
    Krzysztof Kawalec
    Hipokryzja jest rzeczą brzydką, ale… jest to ten rodzaj występku, który oddaje cześć cnocie…

  7. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dziękuję za zainteresowanie tematem i dyskusję, która w większym stopniu toczyła się na Twitterze. Dlatego tym bardziej cenić należy wypowiedzi tych, którzy obszerniejsze komentarze wpisali pod tekstem. Wszyscy po trosze jesteśmy hipokrytami jak pisze Gabriel, trudno się z tym nie zgodzić, choć generalnie sprzeciwiamy się hipokryzji, ale bardziej u tych, których poglądów nie popieramy, o czym przekonał mnie komentarz pana Zygmunta, który ten rodzaj hipokryzji nazwał perfidią. Zgadzam się z opinią Gabriela, który pisze, że hipokryzja u polityków to wręcz cecha zawodowa. Bo polityk ma chwalić siebie, swoją partię czy grupę, a ganić „tych drugich”. Jego dygresja na temat faryzeuszy, saduceuszy i esseńczyków jest ciekawy dopełnieniem tekstu. Moja siostra stopniuje hipokryzję i piętnuje ją bardziej u tych, którzy wytykając ją innym, sami mają podobne grzechy na sumieniu. To już zapewne jedynie kwestia smaku.

  8. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Użytkownik Twittera o nicku Pielgrzymi Życia @terrawittaa po moim podsumowaniu napisał kilka tweetów komentarza. Zamieściłam je tu dla uzupełnienia dyskusji.

    Co zrobić aby hipokrytę wyrwać z sideł, w które wpadł?

    Dużo jest osób, które lubią wystawiać innym oceny. Ten taki, tamten siaki. A nie daj Boże jeśli komuś powinie się noga. Wtedy kamienie lecą jak lawina. Tak łatwo jest osądzać, oskarżać, upodlać, a tak trudno dopomóc aby ktoś powstał! Nikt z nas nie jest idealny, nawet ksiądz, który głosi piękne kazania może z czasem w coś diabelskiego się uwikłać! I co wtedy?! Będziemy dobijać, podobnie kamienować jak to było kiedyś?!

    Zdaje się, że popadliśmy w taką spiralę ocen i osądów, a brakuje nam tych prostych i szlachetnych postaw! Mówi pięknie zło dobrem zwyciężaj , a jak w istocie?! Czy jednak dołączamy do osób, które dodatkowo kamienują słowem, oszczerstwem itp itd!

  9. marwiac2@poczta.onet.pl' Mariusz pisze:

    Jest na hipokryzję polskie przysłowie: „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. Obstawiamy dwie strony. Dlaczego? Bo dzisiaj mieć swoje zdanie jest trudno, a nawet bardzo trudno. W dzisiejszych czasach człowiek uczciwy (w pewnych kręgach) to frajer. Biznesmen który nie wykorzysta aby oskubać kontrahenta legalnie prawnie, a mało moralnie to mięczak który nie nadaje się do biznesu. Krytyczny materiał o sędzi który wyzuł kogoś z majątku za pomocą wyroku sądowego znika z netu, bo to już jest „już na sukinkot”. Zatroskane głosy miny o Polskę nam chodzi, a na listach ludzie o dużym niedostatku intelektu. Hm żyjemy w świecie Orwellowskim ministerstwo prawdy zmienia nam wczorajsze informacje aby pasowały do dzisiejszej rzeczywistości, a prezenterzy stacji telewizyjnej która to zrobiła robi klangor że ci drudzy to goebbelsowska propaganda. Żyjemy w świecie w którym dulszczyzna jest wzorem cnót i moralności jeżeli chodzi o wizerunek zewnętrzny. Dziennikarze zatroskani o stan bezpieczeństwa na drogach i pasach, chętnie biorą udział w potępianiu rodaków że stanowią zagrożenie dla innych, zaś nie mogą się zdobyć na ostracyzm wobec swoich kolegów mających na pieńku z kodeksem drogowym. z drugiej strony czy oczekujemy naprawdę prawdy od innych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *