Emerytury matek wychowujących dzieci

Suplement1

Reforma systemu emerytalnego stała się, za przyczyną kampanii prezydenckiej, jednym z najgorętszych tematów ostatnich dni. Obniżenie wieku emerytalnego od samego początku zapowiadał obecny prezydent-elekt Andrzej Duda. Ten postulat zgłosił też po I turze wyborów Bronisław Komorowski w formie projektu ustawy, który jednak – po przegranej – został wycofany przez Kancelarię Prezydenta. Podchwyciło go jednak koalicyjne PSL, a SLD zgłasza swój własny projekt. Reformę systemu emerytalnego postuluje też NSZZ „Solidarność”, zgłaszając propozycje zmian…

Nie wiedziałyśmy z siostrą o powyborczych grach systemem emerytalnym, gdy przedstawiałyśmy założenia, które powinna – naszym zdaniem – uwzględniać reforma emerytur, w tekście „100 idei dla Polski” dla portalu Wszystko Co Najważniejsze http://wszystkoconajwazniejsze.pl/100-idei-dla-polski/ (ostatni z pięciu tematów). Opracowanie ukazało się rankiem w sobotę przed II turą wyborów. Miało pobudzić do refleksji i dyskusji o najważniejszych dla przyszłości Polski sprawach.

Przypomnę, iż w naszym tekście zwracałyśmy uwagę na to, że reforma systemu emerytalnego powinna uwzględniać cztery główne elementy:

  • powiązanie wieku emerytalnego ze stażem pracy, wraz z możliwością wyboru przez pracownika momentu, kiedy odejdzie na emeryturę, pod warunkiem przepracowania przez niego np. 35 lat i osiągnięcia wieku co najmniej 60 lat,

  • wprowadzenie zasady automatycznego zawieszania emerytury, gdy zarobki pracującego emeryta przekraczają wysokość średniego wynagrodzenia krajowego, i ograniczanie wysokości emerytury, gdy zarobki te są większe od trzech czwartych tej średniej,

  • przegląd i ograniczenie przywilejów emerytalnych różnych grup zawodowych, służb mundurowych i innych,

  • reformę KRUS polegającą na objęciu tą specjalną formą ubezpieczenia tylko rolników z tzw. gospodarstw socjalnych (ok. 7 proc. ogółu gospodarstw rolnych); pozostali, w tym nierolnicy korzystający z rolniczych przywilejów, powinni zostać włączeni do powszechnego systemu ubezpieczeń.

Moim zdaniem ta propozycja wymaga uwzględnienia jeszcze jednego ważnego elementu. Ważnego także z punktu widzenia kwestii demograficznych, które poruszałam w opracowaniu „100 idei dla Polski” w części zatytułowanej „Pomoc rodzinom to inwestycja w rozwój”.

Warto pamiętać, że kobiety wychowujące dzieci i korzystające z bezpłatnych urlopów wychowawczych nie tylko mają znacznie krótszy okres składkowy, ale dodatkowo, ze względu na opiekę nad małymi dziećmi, często są zmuszone przez pewien czas pracować w niepełnym wymiarze i w konsekwencji mają niższe zarobki i ograniczone możliwości awansu. To znacząco wpływa na wysokość odprowadzanych składek, będących podstawą przyszłej emerytury. Przy trójce, czwórce dzieci może się ona okazać wręcz głodowa. Ale to właśnie te rodziny zapewnią w przyszłości emerytury, także i tym, którzy potomstwa nie mają.  Z różnych powodów, często niezawinionych, ale także z wygodnictwa, pędu za karierą, sukcesem, pieniędzmi… To nie jest sprawiedliwe, że ci, którzy nie ponoszą trudu wychowania dzieci, są w sytuacji uprzywilejowanej.

Dlatego uważam, że czas urlopu macierzyńskiego i wychowawczego powinien być włączony do okresu składkowego ze składką liczoną od średniego wynagrodzenia miesięcznego.

Pozostaje problem, kto to ma sfinansować.

I tu jest miejsce na solidarność. Ciężar sfinansowania tych świadczeń mógłby częściowo spoczywać na osobach bezdzietnych, których przychody są wyższe niż 250 proc. średniego wynagrodzenia. Od tych przychodów składki na ubezpieczenie społeczne nie są pobierane. Obecnie wynagrodzenie, powyżej którego nie płaci się składek emerytalnych, wynosi około 10 tys. zł miesięcznie (średnie wynagrodzenie miesięczne za I kwartał 2015 r. to niecałe 4 tys. zł). Zwolnienie ze składki od przychodów powyżej tego progu jest przywilejem, ale też ograniczeniem wysokości przyszłej emerytury. Gdyby te osoby obciążyć składką emerytalną, ale nie na podwyższenie własnej emerytury, ale na fundusz przeznaczony na sfinansowanie składek kobiet na urlopach wychowawczych, byłaby to wyraźna preferencja państwa dla osób wychowujących dzieci. I elementarna solidarność między tymi, którzy ponoszą trud zapewnienia wymiany pokoleniowej, a tymi, którym los (własny wybór) tego oszczędził. Dziś młode mamy nie myślą jeszcze o przyszłych emeryturach, raczej troszczą się o to jak związać koniec z końcem. Ale za dwadzieścia, trzydzieści lat problem powróci, bo emerytury mogą okazać się niższe niż minimum egzystencji.

Przedstawiona propozycja to nie jest gotowe rozwiązanie. Raczej zaproszenie do dyskusji, pomysł, który prowadzi do poprawy wskaźników demograficznych powinien być w cenie. Bo to problem ważny, a może najważniejszy.

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

2 komentarze

  1. Osobiście jestem zaskoczona tym populistycznym pomysłem obniżania wieku emerytalnego. Myślę, że żaden rozsądny ekonomista nie podpisałby się pod taką ideą. Byłabym raczej w tej kwestii za pilnowaniem higieny pracy – czyli nie zadręczaniem się pracą po godzinach czy w niedziele, wypracowywaniem szacunku do pracownika i jego pracy…

    W kwestii urlopów wychowawczych – uważam, że to nie jest takie sprawiedliwe, żeby podatkami na składki obarczać tych, którzy nie mają dzieci. Jestem za tym, żeby pracujący partner dzielił się swoimi składkami z niepracującym a wychowującym dzieci. Byłabym za zwiększeniem innych możliwości – np. pracy mobilnej, rozwoju punktów żłobkowych przy zakładach pracy, etc. Nawet za dopłatami od państwa nie jestem, bo to rodzi różne patologie, co można zaobserwować np. w Wielkiej Brytanii.

  2. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Pomysł reformy systemu emerytalnego nie jest populistycznym hasłem obniżania wieku emerytalnego, zawiera bowiem kilka powiązanych ze sobą elementów, które z jednej strony usuwają patologiczne zjawisko łączenia wysokiej budżetowej pensji z emeryturą naliczaną jeszcze według starego systemu (niekapitałową) też wypłacaną z tego samego budżetu. To nonsens wypaczający ideę emerytury jako takiej, czyli zabezpieczenia po ustaniu aktywności zawodowej. Co innego emerytury kapitałowe – te zależą od składek z całego okresu zatrudnienia, mocno preferując dłuższy okres pracy, czyli zachęcają do nieprzechodzenia na emeryturę tylko aktywność zawodową. To bardzo wolnościowe rozwiązanie, ale gdy pracę można łączyć z emeryturą, bez jakiegokolwiek ograniczenia dla uzyskiwanych dochodów, rodzi się patologia, którą częściowo łagodzi wydłużenie wieku emerytalnego. Łagodzi, ale nie usuwa, stąd tak wielu budżetowych pracowników łączących emerytury z pensją na etacie (etatach), na które czekają młodzi. Proponowane rozwiązanie jest na wskroś liberalne, daje wolność wyboru w sytuacjach życiowych tego wymagających (opieka na chorymi rodzicami, wnukami itp.), usuwając patologie, poprawiając szansę młodych na rynku pracy i możliwość ich awansu blokowaną obecnie przez pracujących i zarabiających powyżej średniej emerytów. Czas z tym skończyć. Rzecz jasna, ludzie, którzy mają niskie emerytury powinni mieć prawo do nich trochę (z naciskiem na trochę) dorobić. To i sprawiedliwe, i pozostawiające wolność wyboru. Oczywiście, każdy z proponowanych parametrów, typu 60 lat jako graniczny wiek możliwości przechodzenia na emeryturę może być podniesiony np. 63, a staż pracy do 40 lat. To szczegóły dla ekspertów. Ważna jest sama idea powiązania tych wymienionych elementów. Warto jeszcze zwrócić uwagę na reformę KRUS i przywileje emerytalne różnych grup zawodowych, o których tam mowa. Rezerw jest wiele. Warto to rozważyć i o tym rozmawiać.
    Nie kwestionuję proponowanych przez Gleboki Fotel rozwiązań związanych z pracą mobilną, punktami żłobkowymi itp. Ale przecież najlepiej dla dziecka, gdy wychowuje je matka do trzeciego roku życia. W przypadku matek wychowujących więcej dzieci, będzie to miało negatywny wpływ na ich emerytury. Pomysł Małgorzaty Wanke-Jakubowskiej może nie jest idealny, ale jest zwróceniem uwagi na ważny problem, może nawet w sytuacji demograficznego tąpnięcia, najważniejszy. Można go modyfikować, ale warto nad nim dyskutować, a nie od razu odrzucać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *