Desakralizacji ulegają nawet święta

Świat, który coraz mniej cieszy się z Bożych Narodzin, staje się coraz bardziej jednowymiarowy i nudny – uważa o. Jacek Salij. Ciekawe, że im mniej pamięta o narodzinach Jezusa, tym wcześniej zaczyna się świętować. Ale czy to jeszcze jest świętowanie Bożego Narodzenia? Ozdoby choinkowe i przystrojone, migające światełkami drzewka mają przypominać o prezentach, zachęcać do zakupów. Są reklamowym gadżetem całkowicie oderwanym od istoty zbliżających się, ale jeszcze dość w czasie odległych świąt.

W tym roku świąteczne dekoracje pojawiły się jeszcze przed zakończeniem oktawy Wszystkich Świętych, a w połowie listopada były już obecne nie tylko w centrach handlowych, ale i w wielu osiedlowych sklepach, a nawet gdzieniegdzie z głośników popłynęły dźwięki kolęd. Widać trzeba się śpieszyć i gdy tylko zanikać zaczyna popyt na znicze i chryzantemy już natychmiast wykreować trzeba nowy. Jak najprędzej.

Dlatego zapewne tradycyjny Bożonarodzeniowy Jarmark we Wrocławiu wystartował już 17 listopada, dwa tygodnie wcześniej niż w latach ubiegłych, kiedy to w piątek przed pierwszą niedzielą Adwentu swoją ofertę zaczynały prezentować usytuowane w Rynku domki handlowe. W tym roku nie tylko wcześniej, ale i szerzej – handlowcy rozstawili swoje stragany nie tylko w Rynku, ale i wzdłuż okolicznych ulic: Oławskiej, Świdnickiej i na placu Solnym.
Oferta jest bardzo bogata – mnóstwo nowości kulinarnych, smakołyków kuchni alzackiej, hiszpańskiej, węgierskiej, a nawet tureckiej: podpłomyki flammkuchen, turecka baklava, pączki churros i węgierskie kołacze. Będą też polskie smaki: szaszłyki, golonki, bigos, rogale świętomarcińskie, kluski śląskie, pierogi, gołąbki i kwaśnica. Można też spróbować potrawy z grilla: wołowe burgery, góralskie oscypki, pieczone kasztany i langosze z nadzieniem. Można też przebierać w różnorodnych prezentach – rękodziełach z Ukrainy, instrumentach muzycznych z Tajlandii czy wyrobach dekoracyjnych z Afryki. W Bajkowym Lasku na najmłodszych czekają bajki „Czerwony Kapturek”, „O dzielnym krawczyku”, „Królewna Śnieżka” czy „Pinokio”.  Program specjalnych wydarzeń rozpocznie się w niedzielę 26 listopada  baśniową paradą elfów i reniferów. Tylko co to ma wspólnego z Bożym Narodzeniem? To raczej „magia świąt” z reklamy Coca Coli, która ma sprawić, że ulegniemy jej czarowi i nakupimy wiele różnych, nie zawsze potrzebnych przedmiotów.

Przypomina mi się taki dialog z filmu Sylwestra Chęcińskiego „Rozmowy kontrolowane”:
Zambik: Czy wy nie uważacie, że my za mało prywatnie się widujemy? Zaprosilibyście mnie kiedy do siebie.
Molibden: Gdyby towarzysz generał zechciał dać się zaprosić na tradycyjną wigilię.
Zambik: Bardzo chętnie. Kiedy urządzacie?
Molibden: Dwudziestego czwartego.
Zambik: Aha, znaczy jeszcze przed świętami. Może i słusznie.
I już w czasie przyjęcia:
Molibden: Miał być szczupak po litewsku, ale że nie dostałem szczupaka, więc będzie goloneczka w piwie, towarzyszu generale.
Zambik: Bardzo wystawna wigilia.
Molibden: No zgodnie z tradycją właściwie powinien być opłatek.
Zambik: Słusznie, słusznie, ale nie róbcie z tego zagadnienia. Najważniejsza jest tradycja. Podzielimy się jajeczkiem.
Molibden: Aha.
Czy naprawdę tak daleko od tego komediowo przerysowanego obrazu odeszliśmy? Czy odrzucając komunizm, nie powróciliśmy w to samo miejsce? Desakralizacji ulega przecież także przeżywanie świąt.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

16 komentarzy

  1. Gabriellawit@Gmail.Com' Garbaldi pisze:

    Lubie święta. Takie jak Boże Narodzenie. Jestem niewierzący, wiec dla mnie nie ulegają desakralizacji. Raczej komercjalizacji. Jak wszystko inne. Ale czy święta kiedykolwiek były „swiete”?

    Przecież większość chrześcijańskich świat to zaadoptowane pogańskie swieta. Święta są, bo je potrzebujemy. Ale w coraz większym stopniu szerzy spustoszenie w naszym portfelu, są przyczyną stresu, odurzenia alkoholowego, niestrawności i awantur domowych. Nie mówiąc już o zanieczyszczeniu środowiska.

  2. anna-drozdowska@wp.pl' Anna pisze:

    Pierwszy taz w tym roku przed świętem Wszystkich Świętych otrzymaliśmy w skrzynce katalog reklamowy z zabawkami. W jednym markecie można było też kupić adwentowe kalendarze. Napisałam maila do obu firm z informacją, że ze względu na przekroczenie granicy nie kupię w obu firmach prezentów. Zachęcam zdenerwowanych nachalną promocją do reakcji.

  3. katarzyna.walus@onet.pl' Katarzyna Waluś pisze:

    Rozmowy kontrolowane kultowy serial ! Wcześniejszy wystrój jest przynajmniej dla Mnie przyjemny,lubię piernikowe choinki na drewnianym parapecie..smaki z różnych krajów są ciekawe! Niestety polak tak już ma że na wszystkim usiłuje zarobić ..niektóre ,,rzeczy,, zawija w złoty papierek ! Święta już dawno utraciły swoją magię a stały się corocznym etapem do przebrnięcia z zakupowym szałem..

  4. gramatis@tlen.pl' Ufka pisze:

    Ja czekam do Adwentu…Oczywiście wcześniej rozglądam się za świeczkami, szykuję Wieniec Adwentowy na drzwi – wokół tyle „materiału” dostarcza przyroda! Można ozdobić pięknie dom zgodnie z kalendarzem liturgicznym. Jak dzieci w domu to jeszcze Kalendarz Adwentowy i szukanie w necie łatwych ozdób, które można z nimi zrobić. Bym skłamała, że nie zerkam na to,co w sklepach. Już wczoraj zastanawiałam się czy czegoś nie dokupić. Choinka tradycyjnie ubierana rano w Wigilię. Zawsze robiły to dzieci, teraz to mój obowiązek – pomagam najmłodszemu wnukowi, Najtrudniej wcisnąć następną bombkę, bo strasznie dużo. Za to choinka piękna, bo w Danii można znaleźć sobie własną na plantacji i wyciąć. To rola zięcia, ale wnuk mu pomaga.
    No i jeszcze kuchnia. Aby nie było padania na twarz warto zaplanować wszystko. Ciasto na pierniki MUSI być robione wcześniej, pierogi z kapustą, uszka można zrobić i zamrozić. To przypomina o Świętach a nie ma nic wspólnego z szaleństwem komercyjnym

  5. Martasietczynska@wp.pl' Marta pisze:

    To prawda, że przy tak zachecajacych do zakupów wystawach można łatwo zapomnieć co świętujemy. Siadajmy wiec do stołu wigilijnego z myślą aby kierować się w życiu tym, co niesie ze sobą nowo narodzone Dzieciatko.

  6. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    To prawda, że Bożonarodzeniowe dekoracje, nie tylko w galeriach handlowych i restauracjach, ale i na ulicach, a także przedświąteczne kiermasze, pojawiają się coraz wcześniej. Niemalże równocześnie widać znicze, dynie, „mikołajów” i bombki na choinkę. Taki świąteczny mix. Tak to już jest, że komercja wymusza na handlowcach pośpiech, każdy zabiega, aby szybciej, bardziej, więcej… To sprawia, że Boże Narodzenie i czas przygotowania tracą swój charakter. Gdzie te czasy, że rytm przygotowań świątecznych wyznaczał czas Adwentu. Przy okazji przypominam tekst mojej siostry „Adwentowe refleksje” http://twittertwins.pl/adwentowe-refleksje/
    Dlatego najlepiej, zamiast ulegać szaleństwu zakupów (choć bywają one problemem, gdy oczekiwania wigilijnych kilku- lub kilkunastoletnich gości są wyszukane, a chciałoby się choć w części im sprostać), przygotować wieniec adwentowy, chodzić na roraty i wysłuchać rekolekcji.

    A osoby niewierzące? Najczęściej jednak, tak jak Garbaldi, kultywują tradycję, bo to przecież najbardziej rodzinne ze wszystkich świąt. I pewnie też śpiewają kolędy, a nie „Podmoskowskije wieczera”, jak Zambik i Molibden w „Rozmowach kontrolowanych”, zakąszając goloneczką i popijając czystą.

  7. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    A my wciąż skupiamy uwagę na tej całej zewnętrznej otoczce i z roku na rok coraz bardziej spłycamy sens prawdziwego Bożego Narodzenia, a to przecież, jak sama nazwa wskazuje związane jest z narodzeniem KOGOŚ ważnego. Przecież w rodzinach naszych dzień narodzin wiąże się z prawdziwą radością. Szał nadmiernych zakupów staje się dla mnie naprawdę irytujący, bo odziera Święta Bożego Narodzenia z rodzinnej prawdziwie duchowej istoty. Komercja świąteczna wygrywa dziś z tradycją. Tuż po Dniu Zadusznym rozpoczyna się propagandowa kampania. Mikołajki na wystawach mają właśnie potęgować ten cały listopadowy klimat, by osiągnąć apogeum na święta. Uważam, że jest to przesadne i niesmaczne. Eksperci od marketingu i reklamy prześcigają się w pomysłach, a my kompletnie nie potrafimy się temu oprzeć. To najgorętszy okres handlowy w roku, a specjaliści są świetnymi psychologami i wiedzą, jak przyciągnąć klientów. Do późnego wieczora towarzyszy nam melodia typu „Jingle Bells” a my coraz bardziej pozbawiani jesteśmy własnych pieniędzy. I w ten sposób to, co kiedyś było dodatkiem do świąt coraz bardziej staje się istotą świąt. Wszystko to jest dobre, gdy zachowujemy umiar. Cieszy fakt, że w Polsce jest jeszcze wiele rodzin, które nie ulegają zachodnim wzorcom tej nadmiernej konsumpcji. W wielu domach święta jednak osiągają swoją kulminację w dniu Wigilii bez wyprzedzania i przez to dla wielu są przeżywane głębiej.O tym, czy nasze święta będą udane i prawdziwe decydujemy my sami. To doskonały moment na refleksję i spotkanie z bliskimi oraz z nowonarodzonym Jezusem. Życzę, byśmy nie byli zbytnio skoncentrowani na konsumpcjonizmie, by mieć świadomość tego, co w Bożym Narodzeniu jest najistotniejsze!

  8. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Juana Elena Wanke napisała komentarz do tego tekstu na Facebooku, który przytaczam:

    Tu w Argentynie też ukazały się ozdoby świąteczne. W Costa Rica już 25 listopada są ubrane drzewko i żłóbek. U nas 8 grudnia, choć my to czynimy tuż przed świętami.

  9. gregr@o2.pl' Grzegorz pisze:

    Bardzo ciekawy wpis. Mój punkt widzenia jest trochę inny od Państwa, bo ja jako handlowiec widzę to od środka. Nic nie ulega desakralizacji. Takie mamy czasy, że reagujemy silniej na różne bodźce. Stąd już w listopadzie pełno dekoracji świątecznych. Czy to coś złego? Nie sądzę. Ludzie lubią ten świąteczny kicz. Ważne, aby mieli do tego dystans. Dla mnie Święta Bożego Narodzenia to czas narodzin Chrystusa. To rocznica mojego ślubu. Żadna kolorowa reklama czy dekoracja tego nie zmieni. Kiedyś miałem przyjemność spędzić wigilię w Chicago. Daleko od rodziny. W Stanach ten kicz jest jeszcze większy. Ale Polacy na emigracji przeżywają Święta równie silnie, jak my w Polsce. Pasterkę na Jackowie zapamiętam do końca życia. Tak jak każdą inną Pasterkę. Bo to, jak przygotowujemy się do świąt to nasz wybór. Bo przeżywanie Świąt Bożego Narodzenia to luksus. Dostępny dla każdego, ale nie każdy chce, albo potrafi z niego korzystać. Bo luksus jest jest w głowie, nie w portfelu.

  10. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Coraz natrętniej do naszego życia wdziera się, powodowana chęcią zysku komercja. Dekoracje i świąteczne artykuły pojawiające się już w listopadzie, dla mnie są po prostu irytujące. Takie rozciąganie świąt w czasie powoduje, że święta te powszednieją i tracą na znaczeniu.

  11. Profanum żeruje na sacrum co najmniej od 2000 lat, a przypuszczam, że wcześniej nie było lepiej. Ukazał to Jezus, wyrzucając bankierów ze świątyni.
    Jedyne, co nam zostało, to skupić się na istocie Świąt, czego wszystkim nam życzę.

  12. krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

    Większość komentujących wskazuje marketing jako głównego winowajcę. To bardzo skuteczne, a przez to wręcz uwodzicielskie narzędzie, któremu trudno się oprzeć. Nawet Szanowna Autorka uległa jego urokowi wykorzystując piękną fotografię świątecznych prezentów w tweecie zachęcającym do przeczytania tego artykułu 🙂 Nawiasem mówiąc, był to pierwszy świąteczny akcent na moim TL 😉 Ale zaraz, zaraz, obruszą się niektórzy, to tylko ilustracja tematu. Czy nie podobnie na stawiane zarzuty odpowiedzią handlowcy? – My tylko „ilustrujemy” towar, który mamy do sprzedania: choinki, bombki, światełka, płyty z kolędami – więc o co chodzi? 🙂

    Nauczyliśmy się, że marketing mówi do nas to, co chcemy usłyszeć. To bardzo miło z jego strony, jednak zwykle, gdy ktoś mówi do nas dokładnie to, co chcemy usłyszeć, stajemy się podejrzliwi. Ostatnio po przeczytaniu na stronie jakieś restauracji informacji o zdrowotnych zaletach pieczonych kartofli spytałem znajomą ekspertkę – to prawda, czy marketing? Taka kiełkująca wątpliwość rodząca to pytanie – w tym jest zagrożenie. Te całe Święta Bożego Narodzenia to prawda, czy tylko marketing?

    „Kto pragnie zachować daną ideę przy życiu, musi dbać o to, by była ona rozumiana nie słownikowo, [nie marketingowo, ] lecz wewnętrznie. Aby ludzie ją ‚czuli'”. O to musimy dbać. A marketing? Cieszmy się z darmowej reklamy idei chrześcijańskich 🙂

  13. zdariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Zamiast biegać z obłędem w oczach po sklepach zwanych przewrotnie „galeriami” i poddawać sie zabiegom marketingowców lepiej zwolnić i zająć sie czymś pozyteczniejdzym.Z maluchami ozdoby choinkowe.Jedyne niepowtarzalne i jakze cenne bo wykonane malymi rączkami .Upiec ciasteczka ktore nie doczekają świąt bo zostaną zjedzone po upieczeniu i trzeba bedzie piec kolejne.Starsze dzieci nauczyć klejenia pierogów nie przyjmując sie tym ze część się rozleci w gotowaniu. Gdy nabiorą wprawy na stole wigilijnym będą perfekcyjnie sklejone:) Pamietajmy ze Boze Narodzenie to czas dla rodziny.Wykorzystajmy ten czas na maksa i nie dajmy się zwariować:))

  14. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dziękuję za ciekawą dyskusję, w której prawie wszyscy poparli tezę artykułu – świętować zaczynamy coraz wcześniej. Święta ulegają komercjalizacji to fakt, któremu trudno zaprzeczyć, ale – jak sugeruje większość dyskutantów – można bronić się przed szaleństwem zakupów. To, czy zagubi się w tym w tym przedświątecznym okresie istota świętowania zależy od nas samych. Pani Daria Ziemiec proponuje wykorzystać ten czas maksa. Pan Grzegorz w komercjalizacji nie widzi nic złego, uważa bowiem, że to darmowa reklama idei chrześcijańskich, a marketing mówi do nas to, co chcemy usłyszeć. Oby większość usłyszała, że zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, a nie jakieś święta z choinką i prezentami.

  15. jerzpolski@wp.pl' Jurek pisze:

    Chyba jest u nas jakaś tęsknota do głębszego przeżywania Świąt Bożego Narodzenia.
    Coraz więcej spotkań opłatkowych przed wigilią w zakładach, na osiedlach, w Uniwersytetach Trzeciego Wieku.
    Nawet jeśli nie są do końca udane, to świadczą o potrzebie spotkań w innych warunkach; oderwania się od codzienności. Po Świętach w takich spotkaniach uczestniczą członkowie grup parafialnych.

  16. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Nie jest tak pięknie. Coraz więcej pijanych morderców w Wigilię „za kółkiem”. Alkohol w Wigilię? To się kłóci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *