Darek

Dziś znów u nas gościnnie Igor Mertyn, który zapowiada: „Ten tekst nie dotyczy bezpośrednio mnie. Ale wiąże się ze mną. To jest tekst o dorastaniu, a właściwie o tym, jak w określonych sytuacjach trzeba szybko dorosnąć”. Głęboki i poruszający. Warto przeczytać. Do końca.

Mertyn1

Igor MERTYN

Socjolog, pisarz, analityk. Rzecznik prasowy Społecznej Akademii Nauk w Łodzi. Autor dramatów: „Dwa dramaty wg Mrożka”, „Związki”, „Gilojady”, „Upał”. W przygotowaniu: „Mój Zoszczenko”. Autor scenariuszy filmowych, w tym najważniejszy – „Bez Persony”. Absolwent zarządzania gospodarką lokalną i regionalną na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego.

 

PERYSKOP 2 – Darek

Wdrapuję się na dziesiąte piętro wieżowca z wielkiej płyty jakich wiele postawiono w latach siedemdziesiątych w naszym kraju. Na plecach dźwigam tornister. Granatowy tornister z żółtymi trójkątami, kołami i kwadratami. Winda nie działa, znowu nie ma prądu. Myślę o poniedziałku. Jak nie przyniosę na poniedziałek, na zajęcia praktyczno-techniczne, peryskopu dostanę dwóję. „Major” mi nie daruje. To emerytowany wojskowy, który ma najprzeróżniejsze pomysły na zajęcia techniczne, głównie militarne.

Przystaję na dziewiątym piętrze, przystaję przy białych drzwiach z numerem 89. Białe, cienkie drzwi z zamkami yale jakie wstawiano w futrynę każdego mieszkania wielkich bloków budowanych z betonowych płyt. Nasłuchuję czy ktoś jest w mieszkaniu, słyszę jakieś hałasy. Wchodzę na dziesiąte piętro, odruchowo naciskam dzwonek, ale przecież nie działa. Znowu nie ma prądu. Pukam do drzwi.

Mogę iść do Jacka?

– Jakiego Jacka – dziwi się mama.

No tego z dziewiątego piętra – tłumaczę.

Mama patrzy na mnie surowo. – Nie Jacka, tylko Pana Jacka i po co tam idziesz do niego? Przecież chyba możesz się bawić z jego synem Darkiem, jest tylko półtora roku od ciebie młodszy.

 – Tak, ale Pan Jacek fajne rzeczy opowiada i ma stare książki z mapami, obrazami i inne jeszcze – no to mogę?

– A lekcje? – pyta Mama.

– Zrobiłem, tylko został ten peryskop, o którym Ci mówiłem.

– No to jak chcesz iść?

Mama jest co raz bardziej zdenerwowana, najmniejsza utarczka z upartym dzieckiem wyprowadza ją z równowagi.

Ale może Jacek, Pan Jacek, będzie miał lusterka – wysuwam argument.

– Zadzwoń najpierw do babci, a później będziesz chodził po sąsiadach, rozumiesz!!! – Mama nie wytrzymuje, jest jakaś nerwowa, niepewna, rzadko się śmieje, w domu o pewnych rzeczach nie rozmawiamy, odkąd zostaliśmy sami, to znaczy ja, mama i jeszcze mój brat. Tak jest od wiosny.

Atmosfera mojego domu tej okropnie mroźnej zimy przypominała mi atmosferę filmu „Nakarmić kruki” Carlosa Saury.

stan wojenny

W dużym pokoju Pan Jacek pozapalał świece. Przecież nie ma prądu. Niezwykły pokój, stare biurko, dwa krzesła, stół rzemieślniczy, farbki, narzędzia a na jednej z podłużnych ścian półki od podłogi po sufit z książkami w języku polskim i niemieckim. Światło ze świec oświetla obrazki świętych na drugiej ścianie. Srebrne ramy obrazków ze świętymi odbijają światło. Migocze. To wszystko wydaje się nierealne. Cała ściana w obrazkach. I te kolory, ciepłe światło, cienie. Jak teatr. A za oknem siarczysty mróz i ciemność. Pan Jacek w skupieniu siedzi przy biurku, w marnym świetle z pieczołowitością maluje jakiś obrazek. Jest skoncentrowany. Stoję przed ścianą, a święci spoglądają na mnie pogodnie.

Aphanasiy_of_Brest

 – Panie Jacku, ma Pan lusterka prostokątne, muszę peryskop zrobić.

 Peryskop? – pyta Darek, syn Pana Jacka, który do tej pory siedział cicho i coś dłubał w kawałku drzewa.  – Peryskop mówisz? – Pan Jacek odrywa wzrok od obrazka, który tak precyzyjnie malował. Myśli.

Nie pomogę Ci tym razem, przykro mi, nie mam.

 – Może babcia coś wymyśli – pocieszam się.

 – Pozdrów ją i jeszcze raz podziękuj  za grochówkę, świetna była – dodaje Pan Jacek.

A ten obrazek – pytam i pokazuję na ten leżący na biurku.

– A to święty Anatazy Brzeski, mnich i męczennik. Ta ikona jest z końca XIX wieku, ktoś musi je ratować – dodaje.

Sobota i niedziela mija na robieniu peryskopu. Pan Jacek w sobotę jeszcze popołudniu pożyczył mi ciemną farbę, by pomalować peryskop w kolorach wojskowych.

W poniedziałek idę do szkoły z peryskopem. Woźna zawraca mnie z drogi i odprowadza pod sam dom. Godzinę od powrotu do domu, jeszcze rano, schodzę z dziesiątego piętra na dziewiąte. Pukam do drzwi numer 89. Darek mi otwiera.

Jest Jacek? – pytam – chciałem pokazać Wam peryskop – pakuję się do mieszkania, pokazuję wysiłek rodziny.

Nie, nie ma – odpowiada Darek – jestem sam – zabrali go, mama pojechała na Milicję, musi coś wyjaśniać.

– Jak to zabrali? – pytam z niedowierzaniem. Wchodzę do pokoju, patrzę na pustą ścianę.

 – A gdzie obrazki?! – pytam zdumiony.

– Zabrali, że niby ukradł z kościoła, i że to zabronione – wyjaśnia Darek.

Nie wiem, co mam powiedzieć. Nic z tego nie rozumiem. Patrzę na pustą ścianę. Co święci zawinili? Siedzimy razem i czekamy do powrotu jego mamy.

Darek szybko dorósł, jego mama przeżyła załamanie nerwowe, została zwolniona z pracy jako żona „elementu”. Zajmował się domem, robił zakupy, sprzątał, pomagał mamie przeżyć. Odbierał paczki żywnościowe z kościoła.

Pan Jacek miał dar. Niezwykłe zdolności manualne, konserwował, odnawiał, restaurował dzieła sztuki sakralnej. Był duchowo blisko wiary i kościoła, czasami coś pisał na swojej starej maszynie. A później gdzieś zapisane kartki zanosił. Kiedy wychodziłem z sali katechetycznej naszego kościoła nie raz widziałem jak żywo rozmawiał z księżmi.

Wrócił do domu jak już było ciepło. Ale nie najbliższej wiosny po okropnie mroźnej zimie, ale następnej. Obrazków nie oddano. Rok później zdiagnozowano u niego raka krtani. Rak „zjadał” mu gardło powoli, ciało gniło. Nie miał żadnej pomocy ze strony służby zdrowia, pozwolono mu wegetować, do tego był bezrobotny. Czasami miał jakieś zlecenie, ale powoli nie miał sił na wyczerpujące ślęczenie nad obrazkami i drobiazgowe odnawianie. Ból leczył alkoholem. Aż zmarł.

Darek nauczył się przy tacie więcej niż myślałem, z czasem poszedł w jego ślady i przejął domowy warsztat ojca. Mając niespełna dwadzieścia lat wyjechał z kraju.

 – To nie jest dla mnie kraj, nic mnie tu nie trzyma – mówił, wsiadając do autobusu jadącego na wycieczkę do Wiednia. – Ojca wykończyli w jedną noc, a mama umierała powoli.

Es muss sein – pytam go Kunderą. – Es muss sein – odpowiedział ostatnim zdaniem ostatniego kwartetu Beethovena .

Odjechał.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

1 Response

  1. jerzpolski@wp.pl' Jurek S. pisze:

    Darkowi mógłbym polecić historię z „Medalionów” Nałkowskiej – „Człowiek jest mocny”, ale myślę, że on o tym wie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *