Cukierek albo psikus

Gdy trzy lata temu w przeddzień Wszystkich Świętych opiekowałam się wnukiem w domu u syna na wrocławskich Stabłowicach, niespodziewane usłyszałam dzwonek do drzwi. Przybysze, a była to spora grupa młodych ludzi poprzebieranych w „diabelskie” stroje z pomalowanymi na czarno ustami, kategorycznie zażądali: „Cukierek, albo psikus!”. Pospiesznie wyszukałam i dałam im garść cukierków. Rok później syn z synową wyjechali w tym czasie z Wrocławia i po powrocie zastali drzwi obrzucone zgniłymi jajami. Psikus nie był zabawny i miał bardzo nieprzyjemny zapach…

Stampa

Zwyczaj, zwany Halloween, związany z maskaradą i odnoszący się do upamiętnienia zmarłych, obchodzony jest 31 października, w wigilię Wszystkich Świętych. Szczególnie popularny jest w krajach anglosaskich: Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Irlandii i Wielkiej Brytanii. Rozpowszechnił się też w zachodniej Europie, a do Polski przywędrował w latach dziewięćdziesiątych.

Głównym symbolem święta jest wydrążona i podświetlona od środka dynia z wyszczerbionymi zębami, a także inne rekwizyty symbolizujące duchy, demony, zombie, wampiry, czarownice, trupie czaszki, nietoperze, w które przebierają się chłopcy i dziewczyny… Wraz z rosnącą popularnością Halloween podążyła komercja – w sklepach z zabawkami nie brak akcesoriów do różnego rodzaju przebieranek.

halloween777

Nie tylko na Stabłowicach, ale i na moim osiedlu w przeddzień Wszystkich Świętych widuję grupy hałaśliwie zachowujących się poprzebieranych na czarno młodych ludzi, często z papierosami w ustach, którzy wyruszają, by zbierać po domach cukierki lub, w razie odmowy, robić różnego rodzaju psikusy. Mniej lub bardziej zabawne.

dsc_0151

Geneza Halloween nie jest znana. Być może wywodzi się ono z rzymskiego święta na cześć bóstwa owoców i nasion albo z celtyckiego powitania zimy, czyli obrządku Samhain. W ten dzień żegnano lato, witano zimę oraz obchodzono święto zmarłych. Kapłani celtyccy, czyli druidzi, wierzyli, że w dzień Samhain zaciera się granica między zaświatami a światem ludzi żyjących, zaś duchom, zarówno złym, jak i dobrym, łatwiej przedostać się do świata żywych. Duchy przodków czczono i zapraszano do domów, złe duchy zaś odstraszano. Ważnym elementem obchodów Samhain było również palenie ognisk. Na ołtarzach poświęcano bogowi resztki plonów, zwierzęta i ludzi. Paląc, dodawano słońcu sił do walki z ciemnością i chłodem. Wokół ognisk odbywały się tańce śmierci. Symbolem święta Halloween były noszone przez druidów czarne stroje oraz duże rzepy, ponacinane tak, aby przypominały demony.

druidzi

Prawdopodobnie właśnie z potrzeby odstraszania złych duchów wywodzi się zwyczaj przebierania się w ów dzień w dziwaczne stroje i zakładania masek. Po 835 roku, pod wpływem chrześcijaństwa, zwyczaj zaczął zanikać, gdy uroczystość Wszystkich Świętych została przeniesiona z maja na 1 listopada.

Kościoły chrześcijańskie przeciwstawiły się obchodzeniu Halloween. Dlatego św. Odylon, francuski benedyktyn i przełożony opactwa w Cluny, wprowadził w 998 roku Dzień Zaduszny, a od XIV wieku święto to zostało wprowadzone do liturgii rzymskiej i upowszechnione w całym Kościele. Do dziś Halloween spotyka się z krytyką wszystkich kościołów i wyznań chrześcijańskich, a nawet Świadków Jehowy.

Podkreśla się, że korzenie Halloween sięgają pogańskich obchodów święta duchów i celtyckiego boga śmierci, zaś autor „Biblii Szatana” i twórca współczesnego satanizmu Anton Lavey stwierdził, że noc z 31 października na 1 listopada jest największym świętem lucyferycznym. Kroniki policyjne potwierdzają wzmożoną liczbę aktów przemocy o charakterze okultystycznym, nasilających się w tym właśnie czasie. Dlatego Kościół ostrzega przed angażowaniem się w jakiekolwiek formy okultyzmu i magii.

Tymczasem dziecięce zabawy wyglądają zupełnie niewinnie. Sami pamiętamy z amerykańskich filmów familijnych, jak to dzieci z okazji Halloween zbierały po domach nie tylko słodycze, ale także pieniądze i inne datki na organizowane później festyny dobroczynne. A w ich zabawie nie było nic z okultyzmu i magii.

pomysly-na-halloween-dla-dzieci-kostiumy-i-przepisy

Czy mamy pozwolić na taką zabawę naszym dzieciom? Zabraniać czy raczej wyjaśniać, by nie zabrnęły za daleko? Bo, gdy przychodzą do szkoły poprzebierane za wampiry i czarownice, znane z bajek, to jeszcze nic złego. Także, gdy zbierają po domach cukierki i robią zabawne i niewinne, a nie chuligańskie, psikusy. A, gdy zapukają do naszych drzwi, mamy wykupić się garścią cukierków, a przy okazji pouczyć i upomnieć? Optuję za tym, aby nie zakazywać, a odwiedzających z prośbą o cukierki obsłużyć. Skutek zakazu będzie odwrotny do zamierzonego. Podczas wizyty można zachęcić do odwiedzin na cmentarzu i pomocy w uporządkowaniu grobów.

A może receptą na rozpowszechniającą się, zapożyczoną z krajów anglosaskich modę na Halloween, mogą być organizowane od kilku lat w Polsce tego dnia przemarsze o nazwie „Korowód Świętych”, zwane też gdzieniegdzie „Holy Wins” (Święty zwycięża)?

563509fc1a2d8_osize933x0q70hd693e1

To także okazja, by przybliżyć dzieciom sylwetkę ich świętego patrona. Coraz bardziej bowiem upowszechnia zwyczaj obchodzenia przez dorosłych urodzin, tak jak w krajach protestanckich, gdzie nieznany jest kult świętych, zamiast imienin, zgodnie z katolicką tradycją.

Z tymi refleksjami zostawiam Państwa, życząc dobrego przygotowania do tych wyjątkowych świąt, które już za tydzień, gdy czcić będziemy Wszystkich Świętych, także tych, którzy nie zostali formalnie wyniesieni na ołtarze, a w Dniu Zadusznym, wypraszać tę łaskę dla bliskich i dalszych zmarłych. Refleksyjnych Świąt!

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

36 komentarzy

  1. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Nie wydaje mi się by współczesny sposób obchodzenia Hallween był jakoś niebezpieczny, miał okultystyczny charakter dlatego nie zabraniam córce udziału w nim. Jednak uważam tą tradycję za głupią i zupełnie niepotrzebnie zaprowadzaną w naszym kraju. Śmierć jest sprawą poważną i urządzanie wygłupów w kontekscie święta związanego z nią i świętymi nie ma sensu

  2. jerzpolski@wp.pl' Jurek S. pisze:

    Zgadzam się z Rafałem „Śmierć jest sprawą poważną i urządzanie wygłupów w kontekscie święta związanego z nią i świętymi nie ma sensu”. Trudno oswoić się z myślą o śmierci, ale być może powinniśmy odwiedzić czasami hospicjum albo szpital. Przede wszystkim powinniśmy się starać towarzyszyć ludziom w trudnych chwilach i nie tylko myśleć o tym w okresie Święta Zmarłych.

  3. mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

    Dla wyznawców innych religii albo osób niewierzących dynie i dzieci żebrzące o cukierki są jedynie interesującym zjawiskiem folklorystycznym. Inne elementy euroatlantyckiej obrzędowości również.

  4. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Niewinne zabawy można oczywiście tolerować, choć dzieci adekwatnie do wieku powinny otrzymać od rodziców wiedzę na temat pochodzenia Halloween i niebezpieczeństw związanych ze związkami tego święta z satanizmem. Przestrzegałabym przed zakazami, bo dzieci bywają przekorne. Zamiast zakazywania lepiej zaproponować alternatywną, bardziej atrakcyjną ofertę. Korowody wszystkich świętych są chyba niezłą propozycją. Bardziej niepokoją sytuacje, gdy szkoła organizuje zabawy związane z Halloween, a nawet zwalnia dzieci z lekcji, żeby czyniły zadość temu importowanemu z Zachodu zwyczajowi. Przeciw takim decyzjom zdecydowanie protestowałabym.

  5. dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Zwolnienie z lekcji z powodu importowanej glupoty typu Halloween to szczyt głupoty.Rownie dobrze mozemy robic wolne dni z okazji dnia puszystych dnia psa czy kota.W gimnazjum syna nie ma problemu Halloweenz bardzo prostego powodu.Dla 15
    latkow to dziecinada i obciach.Przyznam szczerze ze widok przebranych i zebrzacych dzieci budzi u mnie mieszane uczucia podobnie jak imprezy w pubach z tej okazji.?

  6. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Często ludzie twierdzą, że Halloween to tylko taka niewinna zabawa i że nie traktują jej poważnie, ale nie wiadomo czy szatan nie traktuje tego poważnie., a rekwizyt w postaci dyni w starożytności przecież wskazywał, że w domu, w którym jest świadczył o tym, że jego mieszkańcy czczą szatana. Zadziwia fakt, że ludzie przyznający się do katolickich korzeni depczą w ten sposób dogmaty i wiarę. Czy ludzie nie zdają sobie sprawy, że uczestniczą w karnawale śmierci, gdzie główną postacią jest szatan? Katolik wie, że nie może zasiadać jednocześnie przy stole Pana i stole demonów. Wg. mnie jest to drwina z uroczystości Wszystkich Świętych. To nic innego, jak odprawianie czarów i okultyzm.

    • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

      Nie uznaję żadnych amerykańskich świąt, implantowanych na nasz teren, w tym Walentynek i Halloweenu również.
      Dzień Wszystkich Świętych, jest zarazem świętem zmarłych, który ze względu na tych co odeszli, powinniśmy obchodzić z należytą powagą i w skupieniu.
      Przebieranki i zwyczaje stosowane w Halloween nie licują jakoś z powagą zadumy, która nam wtedy towarzyszy. Młodość ma swoje prawa i pokazuje zwycięstwo życia nad śmiercią, ale mimo wszystko uważam, że zwyczaj ten jest wyjątkowo niefortunny.

    • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

      Mam cichą nadzieję, że te Pani porównania i wiązania dyni z szatanem, to nie są na poważnie. XXI wiek mamy, proszę się ocknąć.

      • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

        Sądzę, że nie przeczytał Pan uważnie tego co napisałam, a pisałam o dyni, jako rekwizycie w starożytności. Co do oceny mojej osoby proponowałabym jednak większy umiar. Lepiej zrozumieć mało, niż zrozumieć źle.

    • ewamariafabian@gmail.com' Ewa Fabian pisze:

      A co to był za szatan w starożytności, w sensie w jakim systemie wierzeń? Pytam bo nie wiem.

  7. mariarozycka@wp.pl' Maria pisze:

    Co roku o tej porze w sklepach po jednej stronie stosy zniczy i cmentarnych ozdób, a z drugiej halloweenowe gadżety, co rusz to bardziej wymyślne – potwory, wampiry, trupie czaszki… Zarówno jedna jak i druga strona nie najlepiej świadczy o pamięci i rozumieniu, o co w tych świętach właściwie chodzi. Dziś na TT przeczytałam (via @ThomasKycia), że tu chodzi nie o śmierć, a o życie! Przecież 1 listopada to dzień Wszystkich Świętych (a więc tych wszystkich, nie koniecznie kanonizowanych, którzy są już w niebie!), a kolejny dzień to Dzień Zaduszny (=Wspomnienie wszystkich zmarłych) – w którym też chodzi o życie! Bo za modlimy się za zmarłych, którzy jeszcze w czyśćcu cierpią i pokutują, ale też wiecznie żyją! Więc po pierwsze, co trzeba uświadamiać – tu chodzi o życie, nie o śmierć! Dobrą okazją ku temu są – coraz liczniejsze i bardziej powszechne – korowody i bale wszystkich świętych. Radosne, z przesłaniem – i też stwarzające okazję do kreatywnych przebrań.
    Dziecięce zabawy może i w większości przypadków wyglądają niewinnie – ale czy słodka blondyneczka z pomalowaną na czarno buzią i ubrana w sukienkę w trupie czaszki, albo kilkulatek przebrany za wampira z krwawymi zębami to jeszcze niewinna, dziecięca zabawa? (o wspomnianym przez Autorkę obrzuceniu drzwi zgniłymi jajami nie mówiąc…) Ktoś (nie pamiętam już kto, nie podam źródła) kilka dni temu na TT zwrócił uwagę, że urwana krwawiąca rączka, albo zwisające z oczodołu oko, to w halloweenowym wydaniu tylko dekoracja, a np. w Syrii to tragiczna codzienność… Tam giną i dzieci – takie same jak te, które w innych krajach niewinnie się przebierają… Więc, nie wchodząc już w tematykę zagrożeń działaniem złego ducha, warto i takie rzeczy uświadamiać…
    W mojej miejscowości na szczęście nie spotkałam się z chodzeniem dzieci po domach z okazji halloween… Ale tak sobie myślę, że gdybym takie towarzystwo w drzwiach spotkała, po pierwsze zapytałabym, czy wiedzą, co świętują? I z jakiej okazji tu przyszli. W nagrodę za odpowiedź i myślenie poczęstowałabym cukierkiem i zaprosiła za rok – ale w przebraniu swoich świętych patronów 😉

  8. mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

    Zastanawiam się: skąd ten problem z Halloween? Jak dynia może zagrozić wierze? Dynia ateistom nie przeszkadza, za to wywołuje strach i negatywne emocje wśród wierzących.

    Może – zamiast zajmować się dynią – wierzący powinni pokazać dzieciom życie bez pychy, łakomstwa, nieczystości, zazdrości, obżarstwa, gniewu i lenistwa?

    Chyba że to za trudne. Dynia jest łatwiejsza…

    • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

      Oj chyba Pan przesadził z tym zagrożeniem wiary i negatywnymi emocjami. Wyjaśniam, że zwyczaj ten pozostaje w jawnej sprzeczności z nauką kk i dla wierzących ten zwyczaj jest nie do przyjęcia. I dlaczego niby to tylko wierzący powinni dzieciom pokazywać życie bez pychy, łakomstwa, nieczystości, obżarstwa, gniewu i lenistwa, a co z pozostałymi, oni już nie mają takiego obowiązku wobec dzieci?

      • mail@mywebsite.pl' TesTeq pisze:

        Piszę o wierzącyh, ponieważ nie spotkałem jeszcze niewierzącego, który miałby problem z dynią. Oczywiście niewierzący też powinni żyć bez pychy, łakomstwa, nieczystości, obżarstwa, gniewu i lenistwa, a nawet zazdrości i tak wychowywać dzieci.

      • piotr.koziel.apk@gmail.com' Piotr pisze:

        Również zastanawia mnie ta „jawna sprzeczność z nauką KK”. Andrzejki nie wzbudzają przecież tak skrajnych emocji, a zabawa we wróżby ma w moim przekonaniu mocniejsze znamiona okultyzmu niż przebieranki i wycinanie dyni (jeżeli już gdziekolwiek się tego doszukiwać.

    • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

      Mnie nie chodzi o wiarę, tylko o zwyczajny szacunek dla znarłych, choć im samym jest to już chyba zupełnie obojętne.

    • mariarozycka@wp.pl' Maria pisze:

      No właśnie tak, jak Pan pisze – niewierzącym nie przeszkadza i wprost nie zagraża; nie mają odniesienia do wiary, to czymś ją zastępują – ok, ich prawo. Ale niektórzy wierzący zamiast na poważnie żyć tym w co wierzą, pogłębiać i przekazywać wiarę dzieciom oraz świętować tak, jak im wyznawana wiara podpowiada, wybierają opcję łatwiejszą – substytut czyli przysłowiową dynię. I to wierze zagraża – bo nierozwijana i zaniedbana słabnie i zanika…
      A a propos dyni… Można z niej przecież ładne dekoracje wyczarować – po co wycinać z dyni wampira? Można inny wzór, miły dla oka – i będzie ciekawy i ładny jesienny lampion 🙂

  9. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    „Cukierek albo psikus”.Drzwi obrzucone „zgniłymi jajami”.Dzieci bawiąc się w „bal przebierańców” uczą się wymuszać i dostają za to nagrode.To jest najgorsze.Kwestie religii czy tradycji są w tym wieku niezrozumiałe.Taka prosta opinia w temacie na forum mądrzejszych.

    • Idee źle znoszą podróże.
      Tam, gdzie się obchodzi halloween musza być zachowane zasady:
      1. dzieci sie przebierają (czynią to także dorośli, stanowiący taką społeczna straż opieki nad dziecmi)
      2. domy, do których sie puka muszą mieć elementy ozdób halloweenowych. Wyznanie właściciela domu nie ma nic do rzeczy.
      3. w domu ozdobionym halloweenowo jest spory zapas cukierków
      4. psikus w postaci rzucania jajkami – to chyba licentia poetica polacca. W USA psikusem jest głosna muzyka, kocia muzyka lub przerzucenie przez dom kilku rolek papieru toaletowego.
      Halloween jest zabawą, a nie sprawianiem przykrości.

  10. Dynia to jest dobra rzecz.
    Szczególnie odmiana hokkaido – nie trzeba mozolnie obierać ze skóry, bo po ugotowaniu/uduszeniu skórka jest miękka. Najprościej wziąć 2 cebule, 3 ząbki czosnku i średnią dynię hokkaido. Cebulę pokrojoną zeszklić na oleju, dołożyć pokrojone ząbki czosnku, a potem pokrojoną w kostkę dynię bez gniazda nasiennego. Doprawić solą pieprzem i ziołami. Po 40 minutach duszenia można jeść.
    Świeczek lepiej nie palić, bo się stopią w gorącym.

    Jak trochę dyni zostanie, to nie wyrzucać – sąsiadowi, którego dzieci biegały przebrane za wiedźmy – klamkę wysmarować.

    Potem poczekać trzeba na parafialne „Andrzejki”, gdzie ze świeczek, które nie były w dyni topi się stearynę i leje ją przez ucho od klucza od zakrystii do miednicy z wodą. A potem cienie tych kształtów wyłowionych z wody pokazuje się na białych ścianach domu parafialnego. A na koniec ustawia się buty wszystkich panien w linię i sprawdza, który but pierwszy przejdzie przez próg – a to oznacza wg wikarego, że ta panna pierwsza przyjdzie do ołtarza. Potem już tylko trzeba przecierpieć wieczór wspólnego, rodzinnego jedzenia 12 potraw z ryb, oleju, maku i innych obrzydliwości – obyczaj nieznany poza przenajświętszą łoj czy zną – i można spędzać święta w sposób ulubiony – przy TV.
    Po wygonieniu kaca zabawy noworocznej trzeba wyrychtować stroje do odgrywania ucinania łba diabłu – taki katolicki zwyczaj szerzenia wiedzy o niebezpieczeństwach związanych z narodzeniem proroka w żlobie – stąd jasełka. Niech dziecka popatrzą jak się róznistym bezkurcyjom łby kosą ucina. Żadnej litości!
    I wtedy mamy porządek i kilka tygodni do kolejnych prastarych obchodów zmartwychwstania – ogniem , hukiem, dymem i popiołem
    I chodzeniem w kółko.
    Cdn.

  11. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    To nie zwyczaj.To poprostu generowanie zysków ze sprzedaży i marketing.Ciekawe czy u nas na tym się zarabia.Na walentynkach z pewnością.Co do halloween nie jestem pewien.Oby dynie nie zastąpiły chryzantem. Walka o stworzenie rynku zbytu jednak trwa.Kiedyś nie było straganów z dyniami na podwarszawskich drogach o tej porze roku.Jestem pewien że nie chodzi o ciasto czy zupe z dyni :).

  12. ewamariafabian@gmail.com' Ewa Fabian pisze:

    Zakazywanie Halloween nic nie da, okultyzmu czy zachęt do niego jest pełno wszędzie, a ten zwyczaj niczego ani nie ma szansy zwiększyć, ani zmniejszyć. Z kolei upieranie się, że to akurat w Halloween jest „najgroźniej” tylko zaciekawia do tych tematów osoby, które już się okultyzmem interesują. Dla jednych spotkanie z jakimś zjawiskiem będzie zgubne, dla innych uodparniające. Po co zakazywać?

  13. piotr.koziel.apk@gmail.com' Piotr pisze:

    Nie rozumiem problemu, jaki tworzy się wokół haloween. Urządzanie zabaw w szkole, dekorowanie domów czy nawet marsze po cukierki nie stoją w sprzeczności z obchodzeniem Wszystkich Świętych. Przez lata (stulecia) nasza kultura zmieniała się przejmując pewne wzorce, obrzędy , rozwijając, zmieniając. Także niektóre zwyczaje katolickie mają związek z obrzędami pogańskimi, które trudno było wyplenić więc zostały zaadaptowane.

    Szczególnie zdziwiły mnie uwagi w tekście dotyczące zachowania młodzieży (palenie papierosów, obrzucenie jajami drzwi). W moim przekonaniu wynikają one z wychowania a nie z rodzaju obchodzonego święta. Palić papierosy może równie dobrze ministrant i nie świadczy to źle o proboszczu, tylko o nim. A co do jajek – jeszcze 10 lat temu ciężko było wyjść do kościoła lub na spacer w Wielki Poniedziałek, z uwagi na hordy młodzieży grasujące z wiadrami i hucznie obchodzące dyngusa. Wiązanie ich zachowania z tradycją, czy to haloween, czy dyngusa, który wrósł już w Wielkanoc, są takim samym nieporozumieniem.

    Problemem, w moim przekonaniu, nie jest samo haloween, ale obawa o kryzys wiary. Ale w takim przypadku walczyć trzeba nie z haloween i nie nakazami. Jeżeli wiara przetrwa, z haloween będzie jak z dyngusem, który kilkaset lat temu budził duży sprzeciw, obchodzenie go oznaczało grzech, a teraz jest elementem tradycji towarzyszącym Wielkanocy. Jeżeli wiary zabraknie, to możemy zakazać piętnastu haloween itp, a za sto lat i tak ludzie wymyślą sobie inny sposób spędzania czasu niż chodzenie na groby.

  14. elzbieta314@gmail.com' Elzbieta Zborowska pisze:

    W mojej rodzinie zarówno ja i jak i mąż oraz dorosłe dzieci świętujemy tradycyjnie Wszystkich Świętych i Dzien Zaduszny. Ale w kamienicy sa sąsiedzi , którzy pomo tego iz uczęszczają do kosciola pozwalają dzieciom przebierać sie wHaloween. Sadze wiec ze tylko od postawy w domu zależy jak te dni bedzie sie świętować. Odgórne zakazy i nakazy raczej tego nie załatwia. Zmiany w tradycjach nadchodzą, nawet jesli nam sie to bardzo nie podoba. Podam tu przykład jarmarków adwentowych czy wieńców adwentowych ,których kiedys w tradycji katolickiej nie było, a teraz trafiły i do nas. Za jarmarkami nie przepadam, ale chyba na stałe wpisały sie w nasz krajobraz, zwłaszcza w zachodniej części kraju. Podobnie jest z Haloweem Nie lubię, nie obchodzę,ale nie zapobiegnę temu ,ze jest. Jedyne co pozostaje to pielęgnowanie naszej tradycji, tłumaczenie dzieciom czy wnukom i dawanie przykładu.

  15. igormertyn@gmail.com' Igor pisze:

    Dziś wszelkie lamenty nad wprowadzeniem do naszej kultury Haloween są spóźnione. W okresie transformacji systemowej zachłysnęliśmy się wszystkim co z zachodu bez żadnej refleksji. Takich przeszczepów z obcej, naszej tradycji i kulturze, jest więcej (choćby Walentynki). Dzieci i młodzież nie widzi, w tym nic obcego. Po prostu to już było jak święta Bożego Narodzenia jak Happy Meal co niedziela .

  16. marwiac2@poczta.onet.pl' Mariusz pisze:

    Niech wżdy postronni znają iż Polacy nie gęsi i swój język mają. Ja nic nie chcę zakazywać – tylko implementowanie na polski grunt zachodnich komercyjnych wynalazków takich jak Walentynki, czy rzeczony Halloween, przy jednoczesnym skazywaniu za wrzucanie Marzanny do wody bo źle się komuś skojarzyło jest pozbawieniem historii. Kto panuje na teraźniejszością ten panuje nad przeszłością, kto panuje nad przeszłością ten panuje nad przyszłością. Kto to ściąga? Nie wiem, ale komercja pomaga zarobić na niepotrzebnych nikomu gadżetach. Przydatnym też jest lenistwo, bo łatwiej jest paniom w szkole i przedszkolu zrobić przebieranki, niż zrobić lekcję o wybitnych a zapomnianych zmarłych z regionu. Zamiast czyścić groby bohaterów, pełnić przy nich warty honorowe i marznąć lepiej latać i robić psikus za cukierek. Natomiast topienie Marzanny, wicie wianków i puszczanie ich do falującej wody jakoś nie mogą się przebić, choć przyznam że czynione są duże starania. Tweje Mleczarz wybiera: ł życie zgodne z tradycją, czy szczęście córek? Zaduma nad życiem doczesnym wspomnienie drogich nam zmarłych, czy zadowolenie dzieciaków bo robią psikusy w okolicy i dostaną cukierka? W jednym komentarzu napisano że z jednej strony stosy zniczy i chryzantem, a z drugiej tandetne gadżety stawiając znak równości. Nie zgadzam się z tym! Nasza kultura nie wpycha się tam z butami propagując takie a nie inne style spędzania dnia 1 listopada. Pomyślcie co by się działo w USA gdybyśmy na siłę zmieniali ich zwyczaje zamiast z psikusem latanie ze zniczem na groby – po naszemu. Zapewne nie spotkałoby się to z entuzjastycznym przyjęciem. Dlaczego my nie mam prawa się bronić przed obcymi zwyczajami? Dlaczego nasza sposób pamiętania o bliskich którzy odeszli hen tam na niebieskie przestrzenie ma być gorszy? To może jednak jest zabieranie krok po korku nam pamięci o przeszłości (zwyczajach, bliskich itp) i to nie jest próba zapanowania nad przeszłością?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *