COVID-19 – moje refleksje

Mówi się, że choroba nie wybiera, a ja mam nieodparte wrażenie, że COVID-19 w jakiś sposób wybiera, tylko inaczej niż przywykliśmy do tej pory. Częściej dotyka ludzi „ze świecznika”, z grup zamożniejszych, wyżej usytuowanych w hierarchii społecznej. Widać to wyraźnie po geografii tej choroby, jeśli tylko prześledzić to u nas i na świecie.

W Polsce najwięcej zachorowań jest w bogatszych województwach: mazowieckim, śląskim, łódzkim, dolnośląskim i w samej stolicy, najpóźniej choroba dotarła na biedne Podlasie i chyba cały czas są tam jedynie pojedyncze przypadki zachorowań. Istotnie łatwiej zainfekować się groźnym wirusem, kontaktując się ze znajomymi, którzy wrócili z zagranicy, byli na nartach we włoskich Alpach czy wrócili z biznesowego spotkania z Niemiec lub Francji, nie mówiąc już o nich samych, a znacznie trudniej mieszkańcom biednych wiosek, o których mówiło się „zabite deskami”. Teraz mieszkający tam ludzie są uprzywilejowani, jeśli chodzi zagrożenie koronawirusem.

Dane z 21 marca godz. 18.03

Popatrzmy też na mapę najbardziej dotkniętych tą chorobą Włoch, przecież główne ogniska zakażenia są na bogatej północy, a wolne od nich jest biedne południe. Podobne wnioski nasuwają się, gdy przyglądamy się mapie Stanów Zjednoczonych. Bogate wschodnie wybrzeże dotknięte jest tą chorobą w dużym większym stopniu, niż biedniejsze zachodnie, a prawie wolne od niej jeszcze uboższe centrum. Kraje Europy Zachodniej, zwłaszcza te najbogatsze, w większym stopniu niż Europa środkowa doświadczają skutków tej epidemii.

Na podstawie danych z 21 marca 2020

Nie chcę zostać źle zrozumiana, że to jakaś kara dla bogatych, raczej łatwość przenoszenia choroby wśród ludzi mobilnych, wyjeżdżających za granicę, korzystających z rozrywek, które wiążą się z przebywaniem w dużych skupiskach ludzkich, generalnie styl życia osób zamożnych z dużych ośrodków sprzyja rozprzestrzenianiu się wirusa.

Wykres słupkowy ilustrujący liczbę osób zarażonych i liczbę zgonów na milion mieszkańców w wybranych krajach (dane z 21 marca 2020)

Jednym słowem łatwiej się nim zarazić w galerii handlowej, restauracji, gdzie bywają osoby, które przyjechały z zagranicy, czy na raucie u przyjaciół, gdzie spotkać można znajomych bywałych w świecie, niż w wiejskim sklepiku, a nawet kościele, mimo że będzie tam więcej ludzi. To nic, że trochę osób się zbierze, skoro nie mieli oni kontaktu z kimkolwiek, kto mógłby ich tym wirusem zarazić. Ale już w dużym mieście nie można być tego pewnym. Mieszkam w 15-kondygnacyjnym wieżowcu, w którym ponad połowę mieszkań wynajmują studenci, część z nich to obcokrajowcy, wielu wyjeżdżało na narty w czasie przerwy semestralnej. Kontaktują się z różnymi osobami, bywają w pubach w centrum miasta. Dlatego boję się jeździć windą, bo to małe, zamknięte pomieszczenie, w którym w postaci aerozolu zawieszone jest długo wydychane powietrze, a w nim groźny koronawirus, który wg brytyjskich badań potrafi przetrwać w takich warunkach nawet kilka godzin. Dlatego mimo że mieszkam na jedenastym piętrze, chodzę schodami zamiast jeździć windą. I cały czas obawiam się, że mogłam zarazić się wirusem spotykając się ze znajomym w restauracji „Konspira” w czwartek 12 marca. W pewnym momencie do lokalu weszła grupa gości mówiących po angielsku. Wyszłam z lokalu po 10 minutach, ale nie mam pewności, czy tam, gdzie siedziałam nie było wcześniej przyjezdnych z zagranicy. Może dotknęłam blatu stołu, może później przetarłam sobie oko… Nie byłam w ostatnią niedzielę na Mszy św. w kościele mając przede wszystkim na uwadze to, że kto wie czy nie zostałam zainfekowana koronawirusem i naraziłabym innych wiernych. Czy boję się o siebie? Oczywiście, że się boję. Nie chciałabym ani zachorować, ani już teraz umierać. A przed chorobą można się zabezpieczyć tylko ostrożnością, rozwagą i bezwzględnym przestrzeganiem higieny. Dlatego chronię siebie i innych, nie spotykając się z kimkolwiek, i wychodząc z domu tylko w niezbędnych sprawach.

Wrocław, rondo Reagana

Przed COVID-19 nie zabezpiecza ani status materialny, raczej jest wprost przeciwnie, ani znajomości czy pozycja w hierarchii społecznej. Najbardziej cierpią najbogatsze kraje Europy, gdzie triumfował dotąd hedonizm i egoizm, dlatego tak trudno ich mieszkańcom dostosować się do rygorów epidemiologicznych, bo przecież muszą radykalnie zmienić swój styl życia. Najbardziej dotknięci skutkami ekonomicznymi epidemii są ludzie najbogatsi, bo najwięcej tracą. Oczywiście problemy nie omijają ludzi o średnim statusie i biednych. Ale jest coś ewangelicznego w skutkach tej choroby, jakaś niebywała lekcja pokory. Lekcja, w której pierwsi stają się ostatnimi, a ostatni pierwszymi.

Tak jakby Pan Bóg zatrzymał świat, pokazując ludziom, co jest najważniejsze, co w ogóle jest ważne, a co nieistotne.

Wręcz niewiarygodne, jak bardzo ostatni tydzień sprzyjał przewartościowaniu wszystkiego, co nas otacza. Z tęsknotą wspominamy takie zwykłe sprawy, jak wspólne wyjście na spacer, planowanie wakacji, wyjście do kina czy spotkanie z przyjaciółmi, których nie docenialiśmy, jako wielkie dobro, ale coś oczywistego. Zaczynamy za to doceniać drobne gesty, telefon od znajomych, którzy dzwonią, pytając, jak sobie radzimy i czy nie potrzebujemy czegoś. Troskę dorosłych dzieci. Przypominamy sobie o sąsiadce staruszce, której trzeba pomóc zrobić zakupy. Dostrzegamy wartość zawodów, których do tej pory nie darzyliśmy zbytnim respektem – trud nauczycieli, gdy przychodzi przypilnować dzieci przy odrabianiu zadań w systemie e-learningowym, pracę sprzedawców w sklepach spożywczych, wszak to etaty, które głównie obsadzane były przez przybyszy ze Wschodu, bo profesja ta wydawała się uciążliwa i mało płatna, a dziś to jedna z tych pewnych, niezagrożonych zwolnieniem. Przede wszystkim doceniamy rolę lekarzy, dziś na najbardziej wysuniętym froncie walki. Może docenimy rolę przedsiębiorców, dzięki którym rozwija się gospodarka i tworzone są miejsca pracy. Zaczynamy też tęsknić za swoimi rodzicami, o których się niepokoimy, bo są w grupie ryzyka i kto wie, czy – mając na uwadze wariant włoski – będzie czas na to, by ich uściskać i powiedzieć, że ich kochamy. O ile jeszcze żyją.


Droga krzyżowa transmitowana na żywo przez kanał YouTube

I wreszcie zaczynamy doceniać w znacznie większym stopniu niż do tej pory Kościół i rolę kapłanów, oglądając transmisje Mszy św. przez telewizję czy słuchając przez radio, tęsknimy za pełnym uczestnictwem w Eucharystii. Bo to nie jest tak, jak napisała moja znajoma na Facebooku: „Czy Eucharystia może szkodzić?”. Nie, to wierni mogą sobie zaszkodzić nawzajem i dlatego w duchu odpowiedzialności zostajemy w domu, odpowiadając zresztą w ten sposób na apel Prymasa i biskupów. Obawiamy się wreszcie, czy będzie przy nas kapłan w ostatniej naszej godzinie. Następuje jedno wielkie przewartościowanie. Wielu pewnie myśli: „Mój Boże, ile bym dał za to, żeby wróciło to, na co tak często narzekałem, na złą pogodę na urlopie, deszcz, który złapał w podczas górskiej wyprawy…”. Bo przecież nie wiadomo, czy będzie jeszcze jakikolwiek urlop i w ogóle czy to wszystko przeżyjemy.

Nie tylko powracamy do świata wartości, ale także odradza się nasza solidarność.

Ileż to inicjatyw, bardziej lub mniej zinstytucjonalizowanych, oferujących pomoc seniorom, akcje szycia maseczek, na przykład przez wrocławskie krawcowe, które skontaktowały się przez Facebooka z krawcowymi w całym kraju. W trosce o najstarszych mieszkańców Wrocławia Duszpasterstwo Akademickie „Wawrzyny” i Radio Rodzina organizują akcję „Zakupy dla seniora!”, w ramach której każdy senior z Wrocławia może zgłosić listę niezbędnych produktów, a pracownicy radia ze studentami troszczą się o to, by zakupy zostały zrealizowane i dostarczone pod wskazany adres. Z podobną inicjatywą wyszli we Wrocławiu Rycerze Kolumba.

Ulice polskich miast opustoszały, a ludzie w zdyscyplinowany sposób czekają przed sklepami, zachowując odstęp dwóch metrów od siebie, wchodzą pojedynczo, płacą kartą płatniczą.

Centrum Wrocławia

Pokazaliśmy, że jesteśmy społeczeństwem zdyscyplinowanym, odpowiedzialnym i solidarnym. To podnosi na duchu. W sytuacji zagrożenia zachowujemy się prawie wzorowo.

Ucichły też jakby polityczne spory. Czy ktoś słyszał ostatnio o łamaniu demokracji, niezależności sądów, neoKRS? Słyszymy nawoływania o przesunięcie terminu wyborów, ale czy naprawdę tę decyzję trzeba podejmować już teraz? Może po Świętach Wielkiej Nocy okaże się to niepotrzebne? Chyba najważniejsze jednak, że częściej niż do tej pory zwracamy się do Boga. Być może to wszystko wyjdzie nam w końcu na dobre? Na pewno staliśmy się jako zbiorowość, ale przecież też indywidualnie, lepszymi ludźmi, bardziej wrażliwymi na innych, bardziej odpowiedzialnymi za siebie nawzajem i za całą wspólnotę. To na pewno jest wartość dodana do koronawirusa.

Najważniejszym przewartościowaniem, jakie może nastąpić po zakończeniu epidemii, powinno być „publiczne uznanie miejsca Boga w świecie” oraz „zerwanie z życiem, jakby Boga nie było” – powiedział włoski Arcybiskup Giampaolo Crepaldi.

Wykorzystajmy ten trudny i uciążliwy czas na uporządkowanie naszych relacji z Bogiem i bliskimi, na nadrobienie mówienia czułych słów, o których często nie pamiętaliśmy. Na zrozumienie, że w życiu przede wszystkim liczy się miłość. Być może ten świat, który się wyłoni z pandemii SARS-CoV-2, będzie zdziesiątkowanym, znacznie uboższym, ale lepszym światem.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

28 komentarzy

  1. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Tak na gorąco – jestem wstrząśnięty.

  2. elalzbieta314@gmail.com' Elżbieta Zborowska pisze:

    Bardzo mądry i piękny tekst.

  3. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    Nie ma tutaj o czym dyskutować, bo poruszone tu sytuacje, zmiany i ich ocena są bardzo trafne i obiektywnie wyważone, może poza przecenieniem sił wyższych, czyli tutaj Boga w tym wszystkim. W wielu regionach, objętych występowaniem wirusa, mieszkają ludzie różnych wyznań jak i niewierzący i nie ma zauważalnych korelacji zakażeń związanych z wyznawaną wiarą.

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      To prawda, że pisze Pan, iż nie ma zauważalnych korelacji zakażeń związanych z wiarą. W komentarzu poniżej nie przypisałam Panu, że Pan takową korelację znajduje, ale że w ogóle podniósł Pan ten problem. Jeśli wyraziłam się nieprecyzyjnie i uznał Pan, że przeinaczyłam Pańską wypowiedź, przepraszam.

      • krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

        Bezpośrednio „nie ma zauważalnych korelacji zakażeń związanych z wiarą”, choc pośrednio można się zastanawiać np. nad większą dyscypliną (sumienne wypełnianie zaleceń kwarantanny), co oczywiście wielu zakwestionuje 🙂

        Jednak po drugiej stronie, kiedy już jesteśmy chorzy, wiara ma niebagatelne znaczenie. Często słyszałem z ust lekarzy, ze nic tak dobrze nie robi pacjentowi, jak jego silna wiara w pokonanie choroby. Wiara leczy, a jakie są jej źródła, to już inna sprawa.

  4. jerzpolski@wp.pl' jurek pisze:

    W świętej Biblii czytamy, że jest czas smutku i jest czas radości. Od nas zależy jak wykorzystamy czas dany nam przez Boga. Słyszałem przez radio, że ksiądz zauważył, że tym razem mimowolnie jest przestrzegane przykazanie kościelne nakazujące w czasie Wielkiego Postu powstrzymać się od hucznych zabaw.
    Teraz jest dobry okres, aby każdy zastanowił się nad sensem swojego życia.

  5. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Jestem zszokowany ilością potencjalnych zagrożeń na jakie jest Pani obecnie narażona. Współczuję zamieszkiwania na 11-tym piętrze . Gratuluje kondycji. (Chyba przydalyby się drony by ludziom mieszkającym tak wysoko dostarczać zaopatrzenie 🙂). Podziwiam Panią za skrupulatne zauważanie wszelkich ryzykownych miejsc, sytuacji i zachowań i determinację by się ich wystrzegać. Chyba najważniejszą zasadę przeciwdziałania pandemii można sprowadzić do hasla: CHRONIĄC SIEBIE CHRONISZ INNYCH – swoich najbliższych, ludzi, z którymi przypadkowo się stykasz, ale pośrednio także tych odległych, o których istnieniu nawet nie wiesz.
    Podzielam Pani nadzieję, że obecna sytuacja wpłynie na wielu ludzi, skłoni do przewartościowania celów, nauczy odpowiedzialności, troski o bliźnich, pogłębi wiezi rodzinne i relacje z Bogiem. Nie bardzo jednak wierzę w pozytywne zmiany w polityce. Spory nie ucichły, ale przycichły, bo całe zainteresowanie społeczne skupia się wokół pandemii. Nie zmniejsza się jednak zajadłość politycznej walki i oby tylko nie wskoczyła ona na wyższy poziom jak po poprzednich narodowych traumach.
    Gorąco wszystkim życzę zdrowia i powrotu do normalności

  6. gabriellawit@gmail.com' GABRIEL pisze:

    Artykul jak najbardziej na czasie. Matematycy interesuja sie liczbami, statystyka, korelacjami, i nawet wyciagaja wnioski. Czesto pochopne Ale rzeczywiscie, studiujac ilosc smiertelnych przypadkow i ilosci zachorowan, „Biedna” Polska jest na chwalebnym szarym koncu. A Ukraina jeszcze gorzej (lepiej), nie mowiac o Bialorusi. A w Polsce Podlasie. Ale czy Wlochy sa bogatszym krajem niz np Niemcy? Czy Hiszpania jest bogatsza niz Francja?
    Nie chce sie madrzyc na temat przyczyn epidemii w innych krajach. Skoncentruje sie na Polsce i .. Danii.
    Czestotliwosc zachorowan jest w malutkiej Danii kilkadziesiat razy wieksza niz w Polsce. Czy dlatego ze Dunczycy sa bardziej hedonistyczni i egoistyczni niz Polacy? Chyba nie. Sa po prostu bardziej „scisnieci”. A gestosc ludnosci jest wazna w rozprzestrzenianiu sie epidemii. Porownanie „biednego” , „zabitego dechami” ,wiejskiego Podlasia z „bogata” Warszawa i wnioskowanie, ze bogactwo jest moze cena, za ktora ci uprzywilejowani bogaci placa – jest dosc (moim zdaniem) iluzoryczne. Oczywiscie, obcokrajowcy przylatujacy z Chin do Polski laduja zwykle w Warszawie. I mieszkancy bardziej rozwinietych gospodarczo okolic Polski czesciej jezdza na narty do Wloch. Ale chyba wazniejsze sa szanse rozpzrestrzeniania sie wirusa poprzez kontakt. Zarazony mieszkaniec Warszawy jadacy kilkoma autobusami do pracy jest w stanie zarazic kilkadziesiat osob. A kogo zarazi mieszkaniec Bialej Podlaskiej czy jakiejs wioski? Autobusow tam raczej nie ma. Co najwyzej pijaczek zarazi kumpli pod sklepem GS-u. ALe pijaczki nie lataja ani do Chin ani na narty do Wloch.

    Co do czasu na przewartoisciowanie postaw zyciowych – zgadzam sie calkowicie. Widzimy, ze ten nowy, lepszy i drozszy samochod nie jest az taki wazny. Ale my, stara gwardia od dawna to wiedzielismy. A kiedy tylko epidemia minie – wyscig szczurow zacznie sie na nowo. Moze z jeszcze wiekszym nasileniem.

    Dbajcie o siebie i swoich bliskich. Bo nikt inny o was nie zadba. A to szydelkowanie maseczek. aczkolwiek sympatyczne, to jednak malo skuteczne.

  7. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Tak, to prawda, że epidemia koronawirusa przewartościowała wszystko. Świat w pogoni za sukcesem, blichtrem, bogaceniem się za wszelką cenę, szukaniem uciech i obyczajowych ekstrawagancji nagle przystanął. I pytanie, co Pan Bóg chciał nam tym razem powiedzieć, że do tego dopuścił? Tak, dopuścił, a nie sprawił, bo Bóg nie zsyła nieszczęść czy kataklizmów. To, że my, ludzie wierzący, staramy się patrzeć na tę sytuację z Bożej perspektywy, nie oznacza, że uważamy, jak sugerował Vector, iż istnieje jakaś korelacja pomiędzy skalą zachorowań a wiarą. Nie, oczywiście takiej korelacji nie ma i próżno jej się doszukiwać. Ale ludzie wiary poszukują w tym sensu i wiedzą, że Bóg z największego zła może wyprowadzić dobro.

    A więc, jakie dobro z tego zła może wyniknąć? Powrót do świata wartości, solidarność, miłość i poświęcenie, czasem nawet za cenę życia, jak w przypadku 72-letniego ks. Giuseppe Berardelliego z Bergamo, który oddał respirator, podarowany mu przez jego parafian, którzy dla niego go zakupili, młodszemu, nieznanemu pacjentowi i niedługo potem zmarł. Bo nie ma większej miłości, jak ktoś życie oddaje…

    Może, jak to się wszystko skończy, staniemy się trochę lepsi? Może tym razem, bo straszliwych kataklizmów choćby w minionym stuleciu było bardzo dużo. Nie dalej, jak sto lat temu, świat nawiedziła hiszpanka, która zebrała bogate żniwo, pochłaniając ok. 100 mln ofiar, najczęściej w wieku 20-40 lat. I to zaraz po wielkiej wojnie, jak nazywano I wojnę światową, w której zginęło 14 mln ludzi. A ledwie dwie dekady później kolejna wojna zabrała z tego świata prawie 80 mln ofiar i przyniosła ogrom nieszczęść i zniszczeń na niewyobrażalną skalę.

    Ale może tym razem otrzeźwiejemy? Może….

  8. alinapetrowa@gmail.com' Alina Petrowa pisze:

    Czytając Pani tekst przypomniałam sobie opowieść osoby, która była na Okęciu, gdy awaryjnie wylądował samolot LOT-u, sytuacja była bardzo groźna, katastrofa była niemal pewna. Udało się, dzięki Bogu i oto pasażerowie rzucili się, by przebukować loty, inni skrzykiwali się, bo planowali zaskarżenie przewoźnika. Ilu dziękowała pilotom i Panu Bogu?

    Tak może być i teraz – wiele osób popłynie głównym nurtem i zapmni. Inni zapamiętają to doświadczenie, docenią bliskich, pracę, zachowają kontakty ze starszymi osobami, które poznali. Wielu z nas uświadomi sobie, z czego składa się lista spraw podstawowych, ustali hierarchie.

    W Ewangelii powiedziane jest: Kto ma uszy niechaj słucha. I od tego wszystko zależy – od posiadania słuchu.

  9. szymon@nitka.pl' Szymon pisze:

    Pani Mario, skierował mnie do Pani kolega – turysta rowerowy, zdaje się, że Pani stały czytelnik.

    Czy mogę bardzo, ale to bardzo, nie zgodzić się z kwestią przez Panią wyrażoną? Więcej, czy mogę napisać, że jest ona bardzo szkodliwa dla Pani czytelników?

    Napisała Pani o osobach mieszkających w małych wsiach:

    „Teraz mieszkający tam ludzie są uprzywilejowani, jeśli chodzi zagrożenie koronawirusem.”

    To, właśnie w tych dniach, ogromnie szkodliwe zdanie. Może dawać mieszkańcom takich miejsc zupełnie złudne poczucie bezpieczeństwa i powodować, że nie będą stosowali wystarczających środków bezpieczeństwa.

    Tymczasem wystarczy krewny, listonosz, ekspedientka, którzy mają – znów – krewnego, listonosza, ekspedientkę, by się zakazić i ściągnąć na siebie, a dalej – na bliskich i znajomych – tragedię.

    W tych czasach „wioski zabite dechami” to już tylko termin „estetyczny”, bo łatwość podróżowania, łatwość transportu dóbr powoduje, że człowiek dociera wszędzie. A wirus razem z nim.

    Moim bardzo skromnym zdaniem, jako katolicka influencerka, osoba którą czytają osoby wierzące, nie powinna rozpowszechniać Pani takich stwierdzeń. Od wszystkich nas wymagać powinniśmy tego samego stopnia ostrożności.

    Z pozdrowieniami, dużo zdrowia 🙂

  10. ewama7@wp.pl' Ewa pisze:

    Mój bardzo religijny znajomy dzwoni do mnie w każdą niedzielę i pyta, czy byłam w kościele na mszy i że ma nadzieję, że nie. Oboje z rodzinami słuchamy mszy przez radio. Niedawno zmarła mama innego mojego kolegi, znałam ją. Pisałam do syna, że chyba rozumie, ze nie będę na pogrzebie. Odpisał za pół godziny, ze rozumie, pogrzeb w gronie najbliższych.

  11. dariaziemiec@gmail.com' daria ziemiec pisze:

    Nie wiem jak bedzie wyglądać moje zycie po zarazie:(
    Staram sie myslec poztytywnie i robic to co jest e tej chwili nakazane.
    Mam nadzieje ze beda mnie cieszyc zwykle rzeczy typu spacer spotkanie ze znajomymi i wyjscie z domu bez wszechobecnego strachu!
    Mam nadzieje ze nikogo nie bede musiala opłakiwać!Jedyne co moge zrobić tu i tetaz to bez szemrania stosować sie do reguł i zaleceń.
    Moze czesc z nas zamiast mieć zapragnie być?
    Pewnie zabrzmi to patetycznie ale dzis walczymy o życie.Po zarazie spora część z nas będzie walczyc o przeżycie.Teraz mamy czs i sposobność by przemyśleć pewne rzeczy i przygotować sie na rozne scenariusze.
    Zostań w domu i nie narazaj siebie i innych.

  12. szymon@nitka.pl' Szymon pisze:

    Dziewczyny, jeszcze jedno 🙂

    W kodzie Waszej strony istnieje zapis uniemożliwiający indeksowanie Waszej strony w zasobach Google. Czy tak ma być? Nie chcecie być odnajdywane w wyszukiwarce?

    Jeśli to przeoczenie, to w ustawieniach Waszego bloga w WordPressie należy odznaczyć „ptaszka” przy opcji „Discourage search engines from indexing this site”.

    O, tu:

    https://www.hostinger.com/tutorials/wp-content/uploads/sites/2/2017/01/search-engine-visibility-option-on-wordpress.png

  13. E_WUCHA@TLEN.PL' Ewa pisze:

    Mądry tekst też tak myślę świat wyjdzie z tego zmieniony już na zawsze o ile wyjdzie bo ta zaraza może z nami zostać i trzeba będzie z tym jakoś żyć ludzie się nawracają cześć ze strachu ale wielu przypomniało sobie jacy słabi jesteśmy bez Boga i to jest nadzieja dla

  14. Można również spojrzeć na to zupełnie inaczej . Komunistyczne Chiny, władze decydują się najpierw na ukrywanie zarazy. Dwa kolejne kraje katolickie Włochy i muzułmański Iran. Włochy – bałagan i niekompetencja władz, brak koordynacji, niezdyscyplinowane społeczeństwo. Iran z silnieszą wiarą w Allaha, zaraza wybucha na piegrzymce do największego sanktuarium, władze lekceważą, a potem zalecają modlitwy, zaraza rozlewa się na cały Bliski Wschód. Globalizacja istotnie powoduje, że drogą lotniczą zaraza dociera szybciej do bogatszych okregów, tam też szybciej organizuje się środki zaradcze, kiedy dotrze do miejsc biedniejszych będzie tylko gorzej, a prawdziwa tragedia zacznie sie tam, gdzie jest wojna, skrajna nędza i polityczna destabilizacja. Pomagającym krajom zagubionym są dziś Chiny. Tam w wielu przedsiębiorstwach od dawna przestawiono produkcję na produkty potrzebne w warunkach zarazy. Nam potrzebne społeczeństwo obwatelskie. W niektórych gminach widać jak ludzie potrafią się zorganizować, Mało się o tym pisze, szkoda. Młodzi ludzie masowo tracą pracę, reakcją jest błyskawicznie rosnący czarny rynek pracy. Z czegoś muszą żyć, nie ma się czemu dziwię. Znajomy, emerytowany oficer policji, pisze mi, że martwimy się o wybory, ale jeśli w maju będziemy mieli kilkadziesiąt tysięcy chorych na koronawirusa, to prawdziwym problemem będzie załamanie się systemu bezpieczeństwa. Nie moge wykluczyć, że wie co mówi.

  15. leszek@havo.pl' Leszek pisze:

    W odpowiedzi Szymonowi na jego pierwszy tutaj wpis. Cieszę się, że to dzięki mi tu trafiłeś. Mam nadzieję, że to nie była Twoja pierwsza i zarazem ostatnia wizyta. Ja, jako mieszkaniec podlaskiej wsi, chciałby Cię zapewnić, że wpis p. Marii w żaden sposób nie uważam za szkodliwy, a wręcz przeciwnie. To jest tylko oczywiste stwierdzenie faktów! Ja rzeczywiście czuję się znacznie bezpieczniej w swoim wiejski domu na Podlasiu niż pani Maria we wrocławskim wieżowcu. Czy stwierdzenie tego może być niebezpieczne? Przecież ja o tym doskonale wiem! Czy jestem przez to od p. Marii mniej ostrożny? W żadnym wypadku! Przecież jeżeli ktoś wie, że częste podróże i przemieszczanie się, zgromadzenia, przebywanie w dużych grupach, brak higieny itd. stwarzają ryzyko zarażenia się, to czy będzie do tego teraz dążył, chociaż tak wcześniej nie czynił?
    Z moich osobistych obserwacji wynika, że ludziom tu na Podlasiu jest chyba łatwiej przystosować się i znieść wszystkie zakazy i ograniczenia związane nie tylko z obecną sytuacją. Może taka jest już nasza ukształtowana przez historię natura, która daje łatwość pogodzenia się z tym i przez to dodatkowo chroni nas od epidemii?
    Mały wiejski kościółek w mojej wsi, w niedzielę pękający w szwach stoi teraz kompletnie pusty. Z relacji księdza wiem, że na ostatnich mszach niedzielnych były tylko pojedyncze osoby w ławkach i to wcale nie te starsze. W sklepiku nie mogą przebywać więcej niż 2 osoby jednocześnie. Przejazd do Białegostoku, wcześnie ruchliwą drogą, odbywa się teraz prawie drogą kompletnie pustą. Przykładów mogę podać więcej. To, że na Podlasiu jest nadal tak mało stwierdzonych zakażeń wynika być może nie tylko z naszych cywilizacyjnych ograniczeń, ale być może również z pokory i odpowiedzialności. Żaden wpis na jakimkolwiek forum nie ma na to najmniejszego wpływu.

  16. bozenagawal@wp.pl' informacyjna pisze:

    Otóż to. Świetnie ujęte. Na Białorusi np. wirus nie szaleje (jeszcze?) w takim tempie jak wszędzie dalej na Zachodzie. Ludzie tu bowiem bardziej pokorni, nie trzeba im drakońskich obostrzeń, wystarczają kolejne, każdego dnia nowe zalecenia by się po prostu stosowali.

    • dariaziemiec@gmail.com' daria ziemiec pisze:

      Trudno wierzyć Chinom ,ktore próbują wybuch epidemii obrócić na swoją korzyść:(
      Białoruś tez jest mało wiarygodna!
      Jezeli rzeczywiscie kwarantanna jest pomocna w walce z epidemią to za dwa tygodnie bedziemy mieć tego efekty.
      W moim mieście ludzie stosuja sue do zakazów co jest bardzo budujące.
      Myślę ze im więcej sie boimy tym bardziej jesteśmy karni i posluszni nakazam.Niestety obserwuję tez objawy paniki szczegolnie wśród osob starszych.Dlatego musumy z naszymi seniorami rozmawiać na temat epidemii w sposob bardzo rozwazny i wyważony.

  17. gracze310@interia.pl' Grazyna pisze:

    Pięknie napisane.Współczuję 11 piętra i boli ,że wdrapuje się pani piechotą z obawy przed zarazkami w windzie,ale proszę się zastanowić czy po takiej wspinaczce nie przydarzy sìę pani zasłabnięcie,atak serca,połamanie nóg czego absolutnie pani nie życzę w ucieczce przed koronawirusem.Więcej wiary i zaufania Panu Bogu. Bóg daje życie i odbiera kiedy uzna ,że już czas.Wszystkie włosy na waszej głowie są wam policzone,tak powiedział.Na Jasnej Górze jest zawieszonych mnóstwo wot dziękczynnych za uzdrowienia z przeróżnych chorób,pytam czy to była jakaś magia ?Modlitwy niesione do Boga w różnych intencjach to było opium dla ludu?Pościągajmy zatem wszystkie wota,zamknijmy klasztor Jasnej Góry,zamknijmy kościoły,księży uciszmy dekretami biskupów,wodę święconą wylejmy,znieśmy święcenia pokarmów ,samochodów,chrzty dzieci,śluby itd tylko, bo 5 osób tylko może przyjść i koronawirus lata jak wściekły i szuka kogo by tu zarazić w kościele.Ludzie są i byli często nieodpowiedzialni za siebie i innych,zamiast leżeć w łóżkach,przyjąć lekarstwo na grypę, „latali „wszędzie tak jakby do szczęścia jeszcze ciągle było mało ,parskając,plując,kichając,smarkając nie od początku marca 2020 r.i nigdy nie było blokady państwa nie mówiąc o blokadzie kościoła ,tego nie wyśniłby żaden chrześcijanin.
    Największe uderzenie padło w kościół.Krótko mówiąc szatan istnieje naprawdę.

  18. gabriellawit@gmail.com' GABRIEL pisze:

    Panie Grazyno
    Ma Panie racje, chociaz miala to byc ironia. Zamknijmy koscioly, Jasna Gore, rozpedzmy tych katabasow a w szczegolnosci opaslych biskupow na 4 wiatry. i nie tylko na czas wirusa. Na zawsze. Boga sobie mozemy zostawic. W spokoju.

  19. wladyslaw_daleczko@poczta.onet.pl' wladdal pisze:

    Czy prawdą jest to, że wirus w większym stopniu atakuje bogatych i dobrze sytuowanych? Polecam ciekawą wypowiedź Michaela Knutla. Jest to oczywiście teza wymagająca udowodnienia, ale wyglądająca na bardzo sensowną. Bogaci, dobrze sytuowani żyją w dużo lepszych warunkach higienicznych, czasem wręcz sterylnych, jedzą potrawy smaczne, wyselekcjonowane, są często otyli, jedzą nadmierne ilości cukru, nie przebyli w młodym wieku wielu chorób itd., itp.. Inaczej mówiąc – są mało odporni fizycznie. Dziecko mające kontakty od małego ze zwierzętami, z rówieśnikami, często bawiące się w błocie, kopiące dołki łopatkami w zwykłej ziemi, które przeszło ileś tam chorób, jest na pewne bakterie i wirusy uodpornione. Jeśli jedzenie jest nawet proste, niewyszukane, to zawiera zwykle wszystkie składniki potrzebne dla organizmu (tani, ciemny chleb z mąki mieszanej posmarowany smalcem, do tego kiszony ogórek lub kapusta, jakieś warzywa, owoce, masło, mleko, jajka, trochę mięsa). Nie przesadzają ich rodzice z ubieraniem się ciepło. Taki dzieciak od czasu do czasu wraca do domu po zabawie zziębnięty. Zwykle jest szczupły, słodyczy je mało. Wszystko to sprzyja zwiększaniu odporności fizycznej i hartowaniu się organizmu. Dzieciak wychowany w „zdrowych”, sterylnych warunkach, praktycznie nie odczuwający zmian temperatury, otyły gorzej daje sobie radę z chorobami. Załączam tę wypowiedź.https://www.facebook.com/Mich.Kn/videos/2852978101449951/

  20. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dziękuję za zainteresowanie, które przeszło moje najśmielsze oczekiwanie, ale także za dobry odbiór tego tekstu i ożywioną, ale rzeczową dyskusję. Pandemia jest w centrum zainteresowania, to zrozumiałe, ale nie snułam prognoz, nie przytaczałam danych do analizy, tylko podzieliłam się garścią refleksji. Większość, choć nie wszyscy, podzielili mój pogląd, że nastąpiło wielkie przewartościowanie wszystkiego. Może jednak wyjdziemy z tego lepsi. Wciąż mam taką nadzieję.

  21. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Redaktor Piotr Kieraciński z miesięcznika „Forum Akademickie”, komentując ten tekst, napisał:
    Młodzi, wykształceni (do tego ślicznego schematu trzeba dodać: wysportowani) z dużych ośrodków – to oni roznoszą zarazę/epidemię. Potwierdzają to najnowsze dane statystyczne: na pierwszych sześciu miejscach w Polsce najbogatsze województwa z dużymi ośrodkami gospodarczymi i akademickimi. Potem 50 „punktów” przerwy i dopiero kujawsko-pomorskie i lubelskie. Diagnoza, że to właśnie ci najbogatsi, pewni siebie, zadufani w sobie są roznosicielami zarazy wciąż się potwierdza.

    • dariaziemiec@gmail.com' daria ziemiec pisze:

      W sumie logiczne spostrzeżenie
      Młodzi bogaci obyci w świecie nie majac problemow zycia codziennego nad wszystko cenia sobie szeriko pojętą WOLNOŚĆ.
      Wszelkie ograniczenia traktuja bardzo osobiscie.Ich prawa gwarantowane konstytucyjnie sa ponad dobrem społecznym.
      Wolność kocham i rozumiem wolnosci oddać nie umiem.
      Doslowna interpretacja w czasach zarazy moze być zabójcza:(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *