Co to jest prawda?

post-prawda

Co to jest prawda w dobie post-prawdy, czyli w czasach, w których fakty nie mają znaczenia? W kształtowaniu opinii publicznej liczą się bowiem tylko emocje i osobiste przekonania.

Lata osiemdziesiąte. W środowisku akademickim Uniwersytetu Wrocławskiego wciąż żywe zainteresowanie budzą procesy działaczy „Solidarności” oskarżonych o udział w strajku zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego. Zatrzymani wówczas pracownicy i studenci zeznawali zgodnie z prawdą, wyjaśniając, że trwał strajk, a oni albo z opaską na ramieniu pilnowali wejścia do gmachu głównego, albo pełnili dyżur w największej sali, gdzie zgromadzili się strajkujący. Znacznie później zaczęła obowiązywać zasada, że świadkowie podczas procesów politycznych, by chronić oskarżonego przed skazującym wyrokiem, nie tylko zaprzeczają, że go w krytycznym momencie na terenie uniwersytetu widzieli, ale przeczą nawet temu, że strajk w ogóle był. Można było obserwować ekwilibrystykę słowną świadków, którzy zaprzeczali swoim poprzednim zeznaniom, tłumacząc je szokiem, zmęczeniem, sugestią przesłuchującego… Opis zdarzeń, kiedy to drobny, szczupły student, wijąc się pod naciskiem pytań pani prokurator, opowiada jak to przyszedł do gmachu głównego uczelni, potem poszedł zjeść śniadanie, za chwilę wyszedł kupić coś na drugie śniadanie, za niedługi czas wyszedł na obiad… Nic nie widział, o niczym nie słyszał, a z pewnością nic nie wiedział o jakimkolwiek strajku. To był standard zachowań, które można było obserwować na sali sądowej podczas procesów przeciw strajkującym w stanie wojennym. Były one sprzeczne z tymi składanymi zaraz po zatrzymaniu, a nawet sprawiały wrażenie, że są w rażącej sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem. Wszyscy byli w szoku i szok objawiał się identycznie, bo każdy pod jego wpływem wyimaginował sobie strajk.
Ale prawdziwa refleksja o tym, co to jest prawda, miała nastąpić dopiero, gdy jako świadka powołano milicjanta, który patrolował owego feralnego dnia gmach główny Uniwersytetu Wrocławskiego. Taką oto ogólną refleksją ów milicjant podzielił się z sędzią i obecnymi na sali. – Prawda bywa różna, nie ma jednej prawdy – oświadczył i jako przykład podał sytuację, gdy to 3 maja wiszą flagi. – Otóż one mogą wisieć, bo zostały powieszone, albo też mogą wisieć, bo gdy zawisły 1 maja to do tej pory nie zostały zdjęte. I to są dwie różne prawdy – skonstatował. Młodszym czytelnikom wyjaśniam, że wywieszanie flag 3 maja było karane, a różnica między jedną prawdą (zostały powieszone) i drugą (nie zostały zdjęte), była istotna zarówno z punktu widzenia tego milicjanta, jak i ewentualnego oskarżonego, bo czym innym było zwykłe zaniedbanie, a czym innym działalność antypaństwowa, czyli wieszanie flag w dniu 3 maja. Historyjkę tę przypominam, bo przez wiele lat była dla mnie przykładem pokrętnego rozumowania przedstawicieli komunistycznego aparatu represji. Dla nas, normalnych ludzi, było oczywiste, że prawda jest jedna. Nikt nie miał wątpliwości, że świadkowie w procesach politycznych kłamią jak z nut, ale robią to w słusznej sprawie. Jak daleko odeszliśmy od tego prostego myślenia?
Kolegium redakcyjne Słownika Oksfordzkiego wybiera co 12 miesięcy słowo roku. W roku 2016 wybór padł na wyrażenie „post-prawda” – pojęcie odnoszące się do sytuacji, w której w kształtowaniu opinii publicznej fakty przestają mieć znaczenie. Kształtuje się ona przede wszystkim pod wpływem emocji i osobistych przekonań. Określenie post-prawda pojawiło się już wprawdzie na początku lat 90., ale popularność uzyskało dopiero w tym roku, zaś kontekstem, w jakim się pojawiało najczęściej, była polityka.

Ciągły szum informacyjny, w którym fakty mieszają się z opiniami, a informacja z dezinformacją sprawia, że gubi się to, co rozumiemy pod pojęciem prawda. Albo to, co kiedyś kształtowało to pojęcie.

W tej sytuacji frapuje mnie odpowiedź na pytanie, czy kogokolwiek dziś interesuje prawda. Czy jest ona pożądana, chciana, czy ludzie jej poszukują? Obawiam się, że nie. Z moich obserwacji wynika, że ludzie raczej pod wpływem emocji nabierają przekonań w jakiejś sprawie, a potem już tylko szukają ich potwierdzenia. Wszystko, co przeczy tym przekonaniom, nawet najbardziej racjonalnie argumenty, jest odrzucane. Niezgodność faktów z przekonaniami nie ma wpływu na zmianę poglądów w danej sprawie, a jedynie na ocenę autora, a nawet więcej, jego klasyfikację. Pisze nie to, o czym ktoś jest przekonany, to znaczy z pewnością przeszedł na stronę wrogiego obozu i to z najniższych moralnie pobudek. Takich sytuacji, takich interpretacji znam wiele. Już nie podejmuję się dyskusji.
Wyjątkiem od tej smutnej reguły są okoliczności, gdy opisywane fakty zna się z autopsji. Taka sytuacja przydarzyła mi się niedawno. Zjawiła się w moim domu znana dziennikarka, autorka reportaży w telewizji Republika, publikująca też artykuły w Gazecie Polskiej – Dorota Kania, znana przede wszystkim jako współautorka książek „Resortowe dzieci”. Zjawiła się z polecenia przyjaciela mojego i mojego męża, prof. Włodzimierza Sulei, z którym rozmawiała, przygotowując artykuł do Gazety Polskiej i reportaż telewizyjny na temat słynnych 80 milionów podziemnej „Solidarności”. Dorota Kania usłyszała ode mnie i mojego męża opowieść „z pierwszej ręki” o sposobie finansowania konspiracyjnej działalności, metodach podejmowania pieniędzy z miejsca ich zdeponowania, tymczasowego przechowywania pobieranych ich partii, systemu rozliczeń i gromadzenia dokumentacji. Pisałam o tym na naszym blogu w trzech artykułach
www.twittertwins.pl/80-milionow-to-tez-moja-historia/
www.twittertwins.pl/80-milionow-to-tez-moja-historia-ii/
www.twittertwins.pl/80-milionow-to-tez-moja-historia-iii/
Nie tylko wysłuchała mojego męża i moją opowieść, ale widziała także kopie dokumentów, których wiele stron zostało przez jej operatora sfotografowanych. Pani Kania nie mogła nie wiedzieć, ile z kwoty 80 mln zdeponowanych u abp. Henryka Gulbinowicza zostało wydanych na potrzeby podziemia. Widziała preliminarze finansowe, pokwitowania, rozliczenia… Tylko w okresie od maja 1982 roku do kwietnia 1983 roku było to 19 mln zł. Łącznie od początku stanu wojennego do aresztowania Józefa Piniora z kwoty 80 mln na potrzeby podziemia wydano prawie 34 mln zł.

KANIA

Tymczasem sięgam do artykułu „Tajne pieniądze Solidarności” w Gazecie Polskiej z 11 stycznia 2017 roku z intrygującym podtytułem „Niewygodne pytania do Władysława Frasyniuka”. Zupełnie przez przypadek spotkałam Frasyniuka w Centrum Historii Zajezdnia dzień po publikacji tego tekstu i miałam okazję sprawdzić, że pani Kania nie zwracała się do niego z jakimikolwiek pytaniami.
Czytam tekst Doroty Kani, otwierając szeroko oczy. Autorka pisze, powołując się na opinie osób z Solidarności Walczącej, że pieniądze ze słynnych 80 milionów nie pracowały na podziemie, przez kilka miesięcy do aresztowania Frasyniuka były praktycznie „martwe” i dopiero po jego aresztowaniu Józef Pinior usiłował je „uaktywnić”. „Według mojej wiedzy zostało rozliczonych milion złotych, a o całej reszcie nikt nie chce mówić” – cytuje Kania słowa Andrzeja Kołodzieja z Solidarności Walczącej. „Ówcześni liderzy Solidarności, tacy jak Frasyniuk, nigdy tego nie wyjaśnili i nigdy z tych pieniędzy się nie rozliczyli” – cytuje dalej Kołodzieja. Artykuł zdobi zdjęcie Frasyniuka z Czesławem Kiszczakiem i podpisem „Dla Frasyniuka i jemu podobnych Czesław Kiszczak i Wojciech Jaruzelski byli ludźmi honoru, a komuniści partnerami do brudnego biznesu. To właśnie m.in. Władysław Frasyniuk uwiarygodniał zdradę elit przy Okrągłym Stole”. Dorota Kania nie przejmuje się tym, że o ludziach honoru w kontekście obu generałów mówił Adam Michnik, a nie Władysław Frasyniuk, który mocno gimnastykował się, żeby idąc na inauguracyjne posiedzenie Okrągłego Stołu nie podać ręki gospodarzowi spotkania, czyli Czesławowi Kiszczakowi. Ale dla Doroty Kani Frasyniuk czy Michnik, co to za różnica?

Prawda

W rozmowie z Dorotą Kanią pamiętam też pytanie o firmę transportową Frasyniuka. Sprawdziłam wówczas w internecie, że firma FF Fracht została założona w 1992 roku, kiedy to dwóch przyjaciół Frasyniuka zaryzykowało swoje oszczędności, kupując dwa pierwsze ciągniki siodłowe, i zdementowałam sugestie Kani, jakoby to firma Frasyniuka powstała jeszcze w latach osiemdziesiątych. Odsyłam do tej informacji, do której sięgnęłam, przekazując je Dorocie Kani http://fracht.pl/o-nas/ Mimo to w artykule w Gazecie Polskiej ta sugestia się znalazła, opatrzona dodatkowo działającą na wyobraźnię wypowiedzią Joanny Gwiazdy: „Nie wiadomo jak to się stało, że jedni działacze wyjechali z podziemia audi, a inni jak Władysław Frasyniuk – flotyllą TIR-ów”.
Czy to jest jeszcze dziennikarstwo? Co to ma wspólnego z prawdą? Można nie podzielać obecnych poglądów Władysława Frasyniuka (też ich nie podzielam), ale dziennikarza powinna obowiązywać elementarna uczciwość. Ale co to jest uczciwość? Co jest prawda? Może to już tylko jest post-prawda i post-uczciwość. I post-dziennikarstwo.

 

 

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

You may also like...

32 komentarze

  1. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    W kontekscie byłych wydarzeń, tego co napisała pani redaktor Dorota Kania to już nawet nie można nazwać post-prawdą, bo to zwykła manipulacja zakłamująca historię i wprowadzająca w błąd czytelników.
    Najgorsze, że takich pseudodziennikarzy ciągle przybywa, bo to chyba najłatwiejszy sposób na łatwe życie i upragnioną przez nich popularność.

  2. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Pani Kania jest często komentatorem w TV,wypowiada swoje opinie,jest promowana na „autorytet”.Reszte komentarza w odniesieniu do tej osoby pozostawiam w ocenie i zdolności zbierania faktów czytających (czy też oceny tekstu bardzo mądrej osoby).Faktem jest że dziś wpychana jest nam do głowy medialna spreparowana sieczka.Największa z tej niby „zaufanej” strony.Wszystko do góry nogami.

  3. kzytniewska@gmail.com' KaśkaŻ pisze:

    Tak, to nie jest już post-prawda. To manipulacja z pełną świadomością i okłamywanie czytelników. Można czegoś nie dopowiedzieć – w imię…powodów często nam nieznanych. Można pominąć cześć informacji – podobnie. Nie na tym jednak polega dziennikarstwo.
    Szukanie i manipulowanie informacjami tak,aby udowodnić swoją wcześniej przyjętą tezę?
    Takie jednak mamy teraz media…i dziennikarstwo…
    Przykre to bardzo, że w czasach gdy mamy wolność słowa (mamy?), manipuluje się widzami starając się pokazać „swoją prawdę”. Obserwuję to nie tylko w sytuacji opowiedzianej przez panią Marię.
    Alternatywna medialna rzeczywistość…

  4. b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

    Nie ukrywam, że tekst autorki obnażył całą prawdę o rzekomym dziennikarstwie. Stało się to, co stać się musiało. Zastanawiam się, czy dziennikarstwo, to jeszcze misja? Gdzie zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości i ich źródło? Widać zabrakło dziennikarce odwagi, by dokonać uczciwej oceny obu stron mimo swojego jednoznacznego poglądu w tej sprawie. Gdzie obowiązek zgodny z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego? Uważam, że pogwałcone zostały interesy informatorów, którzy okazali dziennikarce zaufanie i podali dokładne źródła. Zabrakło w tym wszystkim starannej rzetelności dziennikarskiej. Dzisiaj kłamią już prawie wszyscy: dziennikarze, polityce, lekarze i media. Czasami kłamiąc nie potrafimy zatrzymać już tej spirali kłamstwa. Gdzie w tym wszystkim wolność, która wymaga odwagi szukania prawdy? Wykroczeniem przeciw prawdzie jest właśnie nic innego, jak kłamstwo. Dzisiejszy relatywizm przekonuje wielu do myślenia, że poznanie prawdy jest niemożliwe. Smutny jest widok człowieka, który tonie we własnych kłamstwach kierując się pychą i egoizmem. Nie ma niestety wolności bez prawdy. A nas przyzwyczajono już do tego, że dzisiejsze media bazują niestety na emocjach i taniej sensacji.. Prawda człowieka jest indywidualna i formuje się w niekończącym się dialogu między ludźmi i światem. I na koniec dodam, że prawda wymaga od nas prawdziwej odwagi, dlatego powinno się tępić wszelkie zakłamanie i fałsz a nie dawać przyzwolenie na tego typu zachowania.. Tak często zdarza nam się, że my jednak wolimy usłyszeć jakieś kłamstwo niż zaakceptować rzeczywistość.

  5. maciej.jozwiak@adwokatura.pl' Maciej Jóźwiak pisze:

    W bestsellerze Johna Berendta zatytułowanym „Północ w ogrodzie dobra i zła” padają słowa: „Prawda jest jak sztuka, wszystko kwestia gustu” („(…) truth, like art, is in the eye of the beholder.”) Ten cytat, w moim przekonaniu, jest właśnie definicją pojęcia „post-prawdy”. To taka „prawda”, która najbardziej się nam podoba. Nie stan obiektywny, o ile taki istnieje, ale ten, który najbardziej odpowiada naszemu postrzeganiu rzeczywistości.
    Uważam, że już samo stworzenie pojęcia „post-prawdy” jest sposobem na uwiarygodnienie kłamstwa. Bo przecież post-prawda to nic innego jak kłamstwo. Czym innym jest bowiem manipulacja autorki artykułu o finansach Solidarności, jak nie wprowadzaniem czytelników w błąd? Jeśli firma FF Fracht została założona w 1992 roku, to nie działała w latach osiemdziesiątych. Twierdzenie odwrotne nie jest prawdą, czy post-prawdą, jest po prostu kłamstwem.
    Tymczasem samo użycie sformułowania „post-prawda” zawiera w sobie słowo „prawda”, które dodaje mu właśnie wiarygodności. Jeśli będziemy akceptować „post-prawdy” i unikać nazywania ich kłamstwami, to niedługo sami stracimy spójność i będziemy po prostu post-wiarygodni.

  6. bialanka@zoho.com' czerniakowianka pisze:

    „To fakt. A fakty to najbardziej uparta rzecz pod słońcem. ” mówi Woland do czaszki Berlioza, przed wzniesieniem toastu na Balu Wiosennej Pełni w Mistrzu i Małgorzacie.
    Wielu osobom wydaje się, że mogą pokazywać jakiś wycinek rzeczywistości, nakłaniając innych do podzielenia takiego punktu widzenia.
    Delikatna- choć kiedyś tak wyraźna -granica pomiędzy dziennikarstwem, publicystyką, wyrażaniem własnych opinii a czystą propagandą coraz bardziej jest rozmywana, przez poszczególne osoby działające w tej przestrzeni. Tworzy to post-prawdę, czyli jakby powiedział ksiądz Tischner „gówno prawdę”, bo przecież każdą wypowiedź można zweryfikować – szczególnie dzisiaj, kiedy dostępność różnych źródeł informacji.
    Kiedyś (chyba tylko w Polsce) mówiło się, że mamy fakty i „fakty medialne” o których wszyscy wiedzieli że z prawdą mają, powiedzmy, dość luźny związek. To zadziwiające jak wiele różnych nazw człowiek potrafił wymyślić po prostu na kłamstwo.
    Media nie potrafią uwolnić się od tworzenia „faktów medialnych” już od swoich początków istnienia w Polsce i im bardziej ostry jest spór pomiędzy stronami tym większe natężenie emitowanych nierzetelnych materiałów. Jesteśmy nimi zasypywani do tego stopnia że ludzie coraz bardziej się zniechęcają w ogóle do korzystania z mediów, sięgając po alternatywne metody pozyskiwania informacji. Wprawdzie i w internecie media tradycyjne znajdują swoje miejsce, ale już nie mają tam takiego monopolu przekazu, ludzie zresztą chętnie komentują przeróżne publikacje. Nieprawdą jest że rzeczywistość jest płynna i każdy widząc jakiś kawałek nie jest w stanie dojść do prawdy – właśnie to nieustanne bombardowanie kłamstwem, kłamstwem przykrywanym PRem doprowadziło do zmiany władzy w Polsce. PRowcy i politycy uwierzyli, że to co stworzyli w mediach jest prawdą, podczas gdy przeciętny człowiek widział że rzeczywistość jest zupełnie inna. Nikogo nie przekonywały tabele i wykresy, mapy na których byliśmy zieloną wyspą, kiedy po wyłączeniu telewizora rzeczywistość nadal skrzeczała. I wydawało się że uwolniliśmy się od kłamstwa, tymczasem okazuje się że ono cały czas nam towarzyszyło, gdzieś zepchnięte w cień, w niszowych stacjach telewizyjnych, prasie, radiu. Wygrane wybory wydobyły na światło dzienne i dały szerokie pole do popisu i pokazania, to z czego być może wielu nie zdawało sobie sprawy. Wielu też to rozgrzesza tłumacząc się „przecież oni robili to samo, ba, nawet gorzej”, co nie jest żadnym usprawiedliwieniem. To jakby złodziej tłumaczył, że on wprawdzie coś ukradł ale na Białołęce siedzi cały oddział takich jak on, więc jest nieco „mniej winny”. Złodzieje prawdy nie różnią się stopniem winy od złodziei rzeczy, inaczej są tylko traktowani przez przepisy. I z pewnością źle się to skończy dla tych, którzy na takie działania przystają i z nich korzystają.
    Ale żeby nie było tak pesymistycznie – są nadal dziennikarze rzetelni, są nadal uczciwi politycy. I ich się trzymajmy.

    • krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

      Nawet jeżeli „post-prawda” jest modnym wyrażeniem, mam wątpliwości co do jego znaczenia i wpływu na rzeczywistość. Zresztą Pani czerniakowianka znakomicie tego dowodzi w swoim wpisie. Chyba przeceniamy znaczenie marketingu politycznego, PR. Na marginesie – wiadomo, nikt nie będzie sobie robił lepszego PR niż spece od PR – to ich żywotne interesy (tutaj nie działa zasada szewca 😉 ). PR jest ważny, niezbędny, i narracje, i opowieści… Tylko jeżeli ktoś informuje, że świeci słońce, a nas kompletnie zmoczył deszcz – to nie będziemy się kłócić z rzeczywistością, tylko zmienimy źródło informacji i żadna narracja nie pomoże. I to jest też odpowiedź na pytanie autorki „czy kogokolwiek dziś interesuje prawda?” – wszystkich. Szukamy źródeł wiarygodnych informacji.

      Kolejny optymistyczny wniosek z wywodu Pani czerniakowianki jest taki, że w dużej zbiorowości i dłuższej perspektywie czasowej – prawda poradzi sobie sama. Innymi słowy: wielu nie może na dłuższą metę okłamywać wielu. Gorzej to wygląda w sensie osobistym. Może stąd szczególna ochrona w przykazaniu 8 „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. Nie po prostu „nie kłam”, tylko „nie kłam przeciw bliźniemu”.

      Zgadzam się również z autorką komentarza, że to dzisiaj, wbrew pozorom, dzięki „dostępności różnych źródeł informacji” kłamstwo ma się gorzej. W tradycyjnej prasie chwała była spektakularna, na pierwszej stronie i często długotrwała, a wstyd schowany głęboko, w sprostowaniu, małym drukiem, gdzieś na zapiecku. Na TT wstyd może wyprzedzić „chwałę” i być bardziej dokuczliwy dzięki natychmiastowej weryfikacji. Jeszcze raz okazuje się, że systemy rozproszone mają moc 😉

  7. O ile Pani wywód w sprawie wydadkowania 80 mln mozna uznać za wiarygodny to juz fragment powstania firmyFrasyniua stawia wszystko w świetle post-prawdy. Frasyniuk twierdzi że pierwsze tiry kupili za pożyczone pieniądze od polskiego biznesmena ze Szwajcarii. Okazało się że ów „biznesmen” jest zwykłym hosztaplerem, gołodupcem bez zadnych pieniędzydziałajacym na poziomie kretactw i przekrętów. Zwykły bandzior

  8. elzbieta314@gmail.com' Elzbieta Zborowska pisze:

    Kiedy przeczytałam,ze TV Republika ma pokazać program D.Kani „Co sie stało z 80 milionami?” a w Gazecie Polskiej jego papierowa kontynuację, byłam pełna obaw, co do rzetelności zawartych tam informacji.Wiedzialam, ze wydatkowanie tych pieniędzy zostało dokładnie rozliczone na pierwszymzjezdzie reaktywowanej Solidarności. Informowały o tym media. Poza tym czytałam wszystkie odcinki o historii 80 mln napisanych na blogu TwitterTwins opartych na wsponmenach autorki. Napisałam nawet krótki komentarz na TT do posta ze twiterowe bliźniaczki beda chciały porównać znana z zycia wersje wydarzeń dotyczącą wydatkowania tych pieniędzy z wersja GaPola. Nie pomyliłam sie. Z artykułu wynika ze pani Kania nie po raz pierwszy napisała artykuł nie o prawdzie,ale pod swoją tezę. Juz tytuł to sugerował.I nie należy sie dziwić iz coraz częściej TV Republika i Gazeta Polska zamieszczają przeprosiny za narusźenie dobr. Dobrze sie stało, ze autorka poruszyła tę sprawę na swoim blogu. Zastanawiam się nad tym,czy zgodnie z prawem prasowym nie powinny napisać do autorki programu i artykułu z żądaniem sprostowania nieprawdziwych sformułowań.Tylko czy w tym przypadku coś to da?

  9. jerzpolski@wp.pl' Jurek pisze:

    Prawda jest siłą. Ks. Popiełuszko przypominał „Prawda Was wyzwoli”.
    A co można zrobić z prawdą ? Można ja zatrzymać, można ją przekazać słusznie albo nie.
    Można ją zmanipulować. Prasa powinna głosić prawdę, ale często tworzy „fakty prasowe”.
    Część ludzi uważa, że CEL UŚWIĘCA ŚRODKI. Przy założeniu, że cel jest „słuszny” usprawiedliwiamy każde świństwo, w tym kłamstwo. Coś podobnego znajdujemy w pragmatyzmie. Ważne to, co jest użyteczne. Dla mnie. Podobnie – 1. przykazanie lekarzy – Nie szkodzić ( w domyśle – sobie.)
    Nie oceniam kłamców w ogóle, bo kłamstwo może być nieświadome, niezawinione.
    Od oceniania ludzi jest Pan Bóg, ale uważam , że CEL NIE UŚWIĘCA ŚRODKÓW .

  10. slawomir.bienias@gmail.com' Sławomir Bienias pisze:

    Cytując klasyka: „Kłamstwo obiegnie cały świat, zanim prawda zdąży włożyć buty.”
    Niestety prawda jest dla wielu niewygodna i nieistotna…
    Mówi się, że „post-prawda”/kłamstwo jest w mediach, bo się lepiej sprzedaje. Osobiście chętniej kupiłbym prawdę.

    • slawomir.bienias@gmail.com' Sławomir Bienias pisze:

      I jeszcze raz T. Pratchett:
      „Na świecie istnieją podobno dwa rodzaje ludzi. Jedni kiedy dostają szklankę dokładnie w połowie napełnioną mówią: „Ta szklanka jest w połowie pełna”. Ci drudzy mówią: „Ta szklanka jest w połowie pusta”. Jednakże świat należy do tych, którzy patrzą na szklankę i mówią: „Co jest z tą szklanką? Przepraszam bardzo… No przepraszam… To ma być moja szklanka? Nie wydaje mi się. Moja szklanka była pełna. I większa od tej!”. A na drugim końcu baru świat pełen jest innego rodzaju osób, które mają szklanki pęknięte albo szklanki przewrócone (zwykle przez kogoś z tych, którzy żądali większych szklanek), albo całkiem nie mają szklanek, bo stały z tyłu i barman ich nie zauważył.”

  11. krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

    Tęsknimy za prawdą w rozumieniu klasycznej logiki dwuwartościowej: prawda/fałsz (z cudownym prawem wyłączonego środka). Istnieją jednak przecież logiki wielowartościowe. Logika rozmyta powstała, żeby lepiej odwzorować świat realny i stała się podstawą rozwoju sztucznej inteligencji. Nasz mózg również nie działa 0/1. Jak określić kryterium prawdy skoro nawet jeżeli coś widzimy, to nie znaczy, że to coś istnieje i jest dokładnie takie jak akurat my je widzimy (pułapki umysłu)?

    Każdy z nas niejednokrotnie doświadczył sytuacji rozmowy w cztery oczy, po której dwie uczestniczące w niej osoby mają dwie różne prawdy tej rozmowy (i nie chodzi tu tylko o klasyczną kłótnię małżeńską ;). A przecież obie są „naocznymi świadkami” i znają fakty z „pierwszej ręki”?

    Nie chcę w ten sposób bronić „post prawdy”, tylko zauważyć, że o ile prawda jest piękną ideą, to w klasycznym rozumieniu sprawdza się jedynie w matematyce (choć też nie do końca 😉 W realnym życiu zawsze będziemy funkcjonować w permanentnym deficycie informacyjnym.

    P.S. Jeden z najgorszych snów to ten, w którym znamy prawdę (naprawdę!), ale nikt nam nie wierzy. Do tego tłumaczą nam, że jest inaczej. To takie męczące, straszne uczucie…

    • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

      Świetny komentarz Panie Krzysztofie… w moim rozumieniu oczywiście.

      • krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

        Dziękuję, że Pan przeczytał 🙂 W takim razie coś jeszcze dorzucę.

        Przez dążenie do dwuwartościowości (czyli upraszczania) zagadnienie prawdy może przypominać paradoks szklanki wody-do połowy pełnej i jednocześnie w połowie pustej. Jeżeli jakiś artykuł zawiera 50% prawdę 😉 wtedy jedni skupią się na prawdzie, a dla innych autor będzie kłamcą.

        I ostatnia sprawa – czy prawda jest ostatecznym kryterium oceny artykułu? W starym dowcipie w zawodach wzięły udział 2 osoby: prezydent USA, który zwyciężył, i Rosji. Rosyjskie gazety o dziwo napisały prawdę: „We wczorajszym biegu nasz prezydent zajął zaszczytne drugie miejsce, natomiast prezydent USA był przedostatni!” 🙂

        P.S. nawet najlepszy spirytus nie zawiera 100% alkoholu 😉

        • bialanka@zoho.com' czerniakowianka pisze:

          Ale nikt nie będzie twierdził że szklanka to gruszka, czyli jednak fakty pozostają faktami 🙂
          P.s. Szklanka jest zawsze pełna – wody i powietrza 🙂

          • krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

            In vino veritas – mawiali starożytni, ale tylko parę procent – dodaję ja 😉
            Zdecydowanie wolę źródła z minimum 50% zawartością prawdy.

            P.S. Co do szklanki i gruszki, nie byłbym taki pewny… proszę spojrzeć na wywody prawników. Wystarczy zamówić kilka niezależnych ekspertyz 😉

        • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

          Znów się zgadzam w stu procentach z tym co Pan napisał, Panie Krzysztofie. Gdybym był kimś ważnym (prezesem jakimś itp), stanowisko rzecznika bym proponował.

  12. m.wanke.jakubowka@gmail.com' Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Trudno nie zgodzić się z tekstem, który pokazuje namacalnie, jak można manipulować faktami i mając w ręku argumenty, pisać pod z góry założoną tezę, abstrahując od prawdy. Komentarze pod tekstem nie są polemiką, wszyscy zabierający tu głos, wyrażają tę samą opinię, że prawda przestaje być poszukiwana, a pisanie pod tezę staje się regułą. Bez zawstydzenia, bez oporów.
    Mnie natomiast w tej ponurej historii smuci coś jeszcze. Bo to nie tylko nierzetelność czy wręcz celowa manipulacja faktami, której dopuściła się znana dziennikarka, ale też mijanie się z prawdą przez osoby, które znam, cenię i szanuję. Zjazd dolnośląskiej „Solidarności”, podczas którego rozliczono 80 mln zł, odbył się 27 lat temu. Od tego czasu, od ponad ćwierćwiecza, było bardzo wiele okazji, aby ci, którzy mieli jakiekolwiek wątpliwości co do sposobu wydatkowania owych 80 mln w czasie stanu wojennego, mogli je rozwiać. Dostępne były nie tylko książki, filmy, artykuły, a przede wszystkim ludzie, moja siostra i jej mąż, których znali osobiście i niejeden raz z nimi rozmawiali. Nie rozumiem, dlaczego wciąż powtarzają nieprawdziwe informacje i insynuacje. Gdyby nie to, Dorota Kania nie miałaby tezy do swojego tekstu. Nie było punktu zaczepienia. To prawda, że nic nie zrobiła z wiedzą, którą zdobyła na temat wydatkowania 80 mln w rozmowie z prof. Włodzimierzem Suleją, a także z moją siostrą i szwagrem. Ale wypowiadający w artykule legendarni przywódcy „Solidarności” też ją od dawna mieli. I podważając swoją wiarygodność, niestety, konsekwentnie powtarzają nieprawdę. I to dla mnie jest jeszcze bardziej smutne.

    • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

      Bardzo rozumiem rozczarowanie i przykrość, którą Pani teraz czuje. Ludzie są bardzo niewdzięczni i niektórzy zawsze będą szukać przysłowiowej dziury w całym.
      Już kiedyś pisałem, że nie warto za bardzo angażować się w patriotyczne działania, bo po latach i tak nie będzie to docenione. W tym przypadku okazało się jeszcze gorzej, bo zamiast podziękowania, wytaczane są wątpliwości i manipulowanie prawdą. Z autopsji wiemy, że podobnie jest w wielu innych przypadkach gdzie prawdę próbuje się zastąpić zwyczajnym przekrętem.

      • Maria Wanke-Jerie pisze:

        Nie zgadzam się z opinią, że nie warto angażować się w patriotyczne działania, bo po latach nie zostanie to docenione. Zapewniam Pana, że zarówno ja, jak i mój mąż angażowaliśmy się w działania patriotyczne w latach osiemdziesiątych, narażając się na represje, nie po to, żeby to ktoś docenił. Dla mnie wystarczającą nagrodą jest niepodległa ojczyzna, po to robiłam to, co robiłam. Przez lata całe, nikt o naszej działalności nie wiedział. Zdecydowaliśmy się opowiedzieć o historii 80 mln tylko po to, żeby dać świadectwo prawdzie. Daliśmy tej opowieści, po raz pierwszy upublicznionej przez Rafała Bubnickiego w Rzeczpospolitej, swoje twarze i nazwiska, by położyć kres pomówieniom i insynuacjom. Nasza opowieść obfitująca w nieznane nikomu do pory fakty, udokumentowana przechowanym przez ponad 20 lat archiwum księgowym, powinna była przekonać najtwardszych niedowiarków. Wszak dżentelmeni nie dyskutują o faktach. Zapewniam Pana, że nigdy nie zależało nam na uznaniu, dlatego nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że nie warto się angażować. Polska jest niepodległa, a my nie zapłaciliśmy ani daniny krwi, jak pokolenie naszych rodziców, ani nawet więzieniem. A o niepodległość warto walczyć także wtedy, gdy trzeba za nią oddać życie albo wolność. Przepraszam za patos, ale tak to zawsze rozumiałam.

        • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

          Wiem o tym i wierzę, że Państwu nie zależało na uznaniu, bo największą nagrodą jest i będzie Wolna Ojczyzna, ale tym bardziej chyba Pani jest przykro, że tak to niektórzy chcą widzieć dzisiaj.
          Podziwiam Państwa i przyznaję, że nie jestem zdolny do takich poświęceń.

        • b.utecht@onet.pl' Barbara Utecht pisze:

          Doskonale rozumiem smutek Pani tym bardziej, kiedy wielkość niezrozumienia przytłacza. Wg. mnie zachowały Panie przede wszystkim kręgosłup moralny i zastanawia, że tacy skromni ludzie pozostają na ogół anonimowi, właśnie ci, którzy bez reszty angażowali się w słusznej sprawie, narażali swoje życie rodzinne i swoich dzieci dzisiaj spotykają się z takim niezrozumieniem i niewdzięcznością. Jeśli może to być dla Pań jakąkolwiek pociechą, to zapewniam, że jest nas dużo więcej, którzy cenią sobie bardzo postawę Pań. Wzór godny naśladowania.

  13. m.wanke.jakubowka@gmail.com' Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Pod moją zapowiedzią tego tekstu na Facebooku, ukazał się komentarz, o innej wymowie niż tu publikowane. Pozwalam go sobie przytoczyć, co nie oznacza, że się z nim identyfikuję. To wypowiedź polemiczna.

    Darek Niworowski:
    W Stanach Zjednoczonych minęły bezpowrotnie czasy bezstronnych dziennikarzy, dzisiaj podobnie jak w Polsce miażdżąca przewaga jest po stronie lewicowych odpowiedników polskiej „masy dziennikarskiej”. Lewicujące „elity” , wraz ze sponsorami suto nagradzającymi utopie, którą my poznaliśmy w kraju i która pociągnęła za sobą młodych; starszych już tak łatwo się nie dało. Jeszcze niektórzy pamiętają, że na samych hasłach daleko się nie zajedzie.
    Gdyby człowiek w okresie późnego Gierka i czasach późniejszych miał tę świadomość, że niektórym z nas nie chodziło bynajmniej o Wolną Polskę, tylko korygowanie „socjalistycznej rzeczywistości”, to inaczej byśmy dzisiaj wyglądali. A wracając do tematu dziennikarzy, to nawet gdyby Dorota Kania rzeczywiście popełniła błędy przy opisie Władka , to w porównaniu z „masą lewostronnych dziennikarzy „, których o bezstronność, rzetelność, kulturę osobistą , wiedzę i…. nawet nie należy posądzać, Dorota Kania jest wzorem dla wielu, nie tylko dla dziennikarzy. Była i jest na tyle odważna, że wielu facetów przy niej to gówniarze w krótkich spodenkach

  14. dariaziemiec@gmail.com' Daria Ziemiec pisze:

    Przez pare dni ogladalam wieczorne serwisy informacyjne.Zaczynalam od Wydarzen nastepnie Fakty I Wiadomosci.Dzieki nagrywarce bylo to mozliwe?Eksperyment sie powiodl na tyle ze nie ogladam teraz zadnej ze stacji?Doskonale za to rozumiem mlodych ludzi w tym moich synow ktorzy nie ogladaja nie tylko serwisow informacyjnych ale rowniez telewizji.Dla nich zrodlem informacji jest internet gdzie szybko moga zweryfikowac informacje.Kazda opcja polityczna ma swoich Talibow .I ci uwierza w każdą post prawdę pod warunkiem ze bedzie krytyczna wobec przeciwnika politycznego.Niektorzy dziennikarze doskonale o tym wiedzą i dlatego kreuja rzeczywistosc a nie ja przedstawiają.Wazne jest by madry obywatel mial tego świadomość.Jesli chodzi o artykuł pani Kani to trudno tu mowic o rzetelnym dziennikarstwie.Jest to raczej „twórczość wlasna”?

  15. Maria Wanke-Jerie pisze:

    Artykuł o post-prawdzie cieszył się dużą popularnością, wielu czytelników, których grono z tego powodu się poszerzyło, z uznaniem przyjęło podjęcie tego tematu.
    Dziękuję bardzo za ciekawą, wielowątkową dyskusję, która wzbogaca tekst o cenne przemyślenia. Przyzwyczajono nas już do tego, że media bazują na emocjach i taniej sensacji – konstatuje Barbara Utech i dodaje, że często zdarza nam się, że wolimy usłyszeć kłamstwo niż zaakceptować rzeczywistość. KaśkaŻ pisze o alternatywnej medialnej rzeczywistości, a Vector ze smutkiem zauważa, że pseudodziennikarzy, którzy manipulują faktami, ciągle przybywa. Maciej Jóźwiak natomiast uważa, że jeśli będziemy akceptować „post-prawdy” i unikać nazywania ich kłamstwami, to niedługo sami stracimy spójność i będziemy po prostu post-wiarygodni. A Czerniakowianka dodaje, że delikatna – choć kiedyś tak wyraźna – granica pomiędzy dziennikarstwem, publicystyką, wyrażaniem własnych opinii a czystą propagandą coraz bardziej jest rozmywana. Uważa jednak, że nieprawdą jest, iż rzeczywistość jest płynna i każdy widząc jakiś jej kawałek nie jest w stanie dojść do prawdy. Przeciwnie, to nieustanne bombardowanie kłamstwem, kłamstwem przykrywanym PRem doprowadziło do zmiany władzy w Polsce. Nikogo nie przekonywały tabele i wykresy, mapy, na których byliśmy zieloną wyspą, kiedy po wyłączeniu telewizora rzeczywistość nadal skrzeczała. Wydawało się, że uwolniliśmy się od kłamstwa, a tymczasem ono cały czas nam towarzyszyło, zepchnięte w cień, w niszowych stacjach telewizyjnych, prasie, radiu. Wygrane wybory wydobyły je na światło dzienne i dały szerokie pole do popisu i choć wielu to rozgrzesza, tłumacząc , że „przecież oni robili to samo, ba, nawet gorzej”, nie jest to – zadaniem Czerniakowianki – żadnym usprawiedliwieniem. Pisze dosadnie, że złodzieje prawdy nie różnią się stopniem winy od złodziei rzeczy, inaczej są tylko traktowani przez przepisy. Celne.
    Moja siostra natomiast zwraca uwagę na rzecz może najbardziej przygnębiającą – mijanie się z prawdą przez osoby, które obie znamy i szanujemy. Mimo dostępnej wiedzy powtarzają one (te osoby) nieprawdziwe informacje i insynuacje, choć było wiele okazji, aby swoje przekonania zweryfikować. Gdyby nie to, Dorota Kania nie miałaby tezy do swojego tekstu. Nie zgadzam się z Vectorem, który stąd wyprowadza wniosek, że nie warto angażować się w działania patriotyczne. Warto. Zawsze było warto. Uzasadniłam to w odpowiedzi na jego wpis. Rozważania na temat logiki dwuwartościowej podjęte przez pana o nicku Krzysiek, jak i dywagacje, czy prawda jest ostatecznym kryterium oceny artykułu, nie zmieniają jego oceny – nie broni post-prawdy. Daria Ziemiec natomiast wyznaje, że – korzystając możliwości nagrywania – przez parę dni oglądała wieczorne serwisy informacyjne, od polsatowskich Wydarzeń, przez Fakty TVN po Wiadomości w publicznej TV, co spowodowało, że nie ogląda teraz żadnej stacji, czerpią informacje z Internetu, gdzie można je szybko zweryfikować. Przekonałam się też, że warto na nieprawdziwe informacje reagować, dzięki temu mniej w przestrzeni publicznej post-prawdy.

    • stanorion@gmail.com' Vector pisze:

      Sobota jest, mam dobry humor, więc pozwolę sobie na żart: Pani Daria tyle się naoglądała tych programów info z nagrywarki, więc nie dziwi mnie, że ma już dosyć.

  16. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Post-prawda – bardzo mi się ten termin nie podoba, bo w moim odczuciu jest to taka patologiczna nazwa dla patologii. Jest smutnym znakiem naszych czasów, że to dziwne wyrażenie zostało wybrane słowem roku, Kiedyś mówiło się o „sztuce mówienia tak, żeby nie skłamać, ale prawdy nie powiedzieć”. Tego rodzaju „oszczędne gospodarowanie prawdą” jest taktyką obronną udoskonalaną w naszym kraju przez setki lat różnych konspiracji. Post-prawda kojarzy się raczej z atakiem, chęcią zaszkodzenia komuś,tzw czarnym PR-em. Post-prawder (jeśli nie ma takiego słowa to właśnie je wprowadzam..) bez zahamowań miksuje wybrane, pasujące do z góry ustalonej tezy fakty z insynuacjami, przypuszczeniami, absurdalną nadinterpretacją. Powstały koktajl, choć zawiera elementy prawdy, prawdą nie jest. Osoba tworząca post-prawdę często sama nie jest w stanie przyjąć do świadomości faktów nie pasujących do jej wizji świata. Spotkanie zainfekowanych przeciwnie ukierunkowaną post-posprawdą ludzi nie daje szansy na zrozumienie, ale zwykle prowadzi do kłótni jeszcze większej wrogości. Namnażanie się post-prawdy w mediach, w wypowiedziach osób publicznych prowadzi do ugruntowania w społeczeństwie przekonania, że „wszyscy kradną, wszyscy kłamią, każdy coś ukrywa”.
    I jeszcze kilka uwag politycznych. Główną przyczyną przegranej poprzedniej koalicji rządzącej było zakłamanie, które uwidoczniło się dobitnie przy okazji afery z podsłuchami. Jarosław Kaczyński po wygranych w 2015 roku wyborach zapowiedział oparcie polityki na prawdzie. Polityka oparta na prawdzie to rzetelne informowanie o wszystkich społecznie istotnych sprawach, a nie tylko unikanie kłamstwa! O ile pozytywnie oceniam większą część działań rządu to do polityki informacyjnej mam stosunek krytyczny. Może mniej jest teraz tzw.” ściemy”, ale za to więcej czarnego PR. To dlatego, że zależne od rządu media więcej mówią o działaniach opozycji niż o pracach rządu. Pomijanie ważnych informacji, nachalne komentarze w sytuacji gdy fakty mówia same za siebie, wszystko co dyskredytuje związane z rządem media, szkodzi rządowi i podejmowanym przez niego zmianom.

  17. a.michalowski@ises.pl' Andrzej Michałowski pisze:

    Odsyłam ciebie do mojej książki MOJA Solidarność- Fakty Zdrady i Nadzieje, tam wyjaśniam sprawę 80 mil. Ale jak Frasyniuk założył swoją firmę to zapytaj go, jak powstała TV POLSAT a nie telewizja Mirka Chojeckiego

  18. gsznajd@gmail.com' natalia pisze:

    Smutny fakt, ale faktycznie tak jest (rządzi nami chemia). Tak się zresztą rodzi fanatyzm – nabieranie przekonań pod wpływem emocji i uruchamianie tych emocji, które z czasem narastają, w pewnych sytuacjach. A najsmutniejsze jest to, że jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że nasze reakcje są często poza naszą kontrolą (chemia mózgu), to możemy się po części usprawiedliwiać. Ale tego by się nie chciało, prawda? W sytuacjach skrajnych kieruje się ludzi na przymusowe leczenia. To oczywiście już stany patologiczne, ale teraz tej patalogii na świecie coraz więcej. bardzo ciekawy tekst

  19. gsznajd@gmail.com' natalia pisze:

    nie wiem dlaczego podpisałam się Natalia, zamiast Grazyna K-S. Wlasnie ukazał się artykuł Postprawda – propaganda XXI wieku

    http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/po-odrobinie-postprawdy-wszyscy-mamy-na-rekach/k8dv4gl

    „Przebieg brytyjskiego referendum i amerykańskich wyborów pokazuje, że bzdury mogą oddziaływać na decyzje wyborcze znacznie skuteczniej niż informacje prawdziwe. Gdy jedni politycy, dziennikarze i ich naczelni biją na alarm, inni czerpią z postprawdy spore korzyści. Może się okazać, że rok 2017 nie będzie pod tym względem ani odrobinę lepszy”.

    te bzdury wywoływały w ludziach emocje, bo dotyczyły ich życia, a jesli jakis charyzmatyczny głupek lub kombinator sie w to włączył, to zrobili ludziom wodę z mózgu. Umiejętne granie na emocjach, ot co!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *