Celebryci

Przywykliśmy do obecności celebrytów w przestrzeni publicznej. Im bardziej tabloidyzują się media, tym większą odgrywają oni rolę. Kształtują nasze myślenie, upodobania, wybory, sposób patrzenia na świat. Nic dziwnego, że są wykorzystywani w reklamie. Coraz bardziej są też obecni w polityce. Wspierają polityków różnych opcji, a i sami z czasem stają się politykami.

Kim jest celebryta? Zgodnie z definicją sformułowaną przez Daniela Boorstina w 1961 roku celebryt to osoba, która jest znana z tego, że jest znana. Samo słowo „celebryta” nie ma nic wspólnego ze słowem „celebrować”, które według Słownika Języka Polskiego oznacza „zachowywać się ze szczególną powagą, robić coś z namaszczeniem, uroczyście” i pochodzi od łacińskiego słowa celebrare oznaczającego „przychodzić tłumnie”. Tłumnie, a więc licznie, liczne jest bowiem grono osób znających celebrytów, oni zaś dbają o swoją rozpoznawalność i zainteresowanie mediów, zwłaszcza tabloidów. Francuskie celélèbre oznacza „sławny, znany”. Rozpoznawalność przekłada się na pieniądze, im ona większa, tym wyższe kwoty, na które opiewają kontrakty reklamowe. Tworzone są nawet rankingi celebrytów, bada się czyja twarz w reklamie najskuteczniej sprzeda produkt lub usługę. Okazuje się, że najcenniejsi są nie tylko rozpoznawalni celebryci, ale również lubiani, szanowani i traktowani jako eksperci w swoich dziedzinach. Jednym słowem tacy, którzy budzą zaufanie.

Dlatego w reklamach pojawiają się znani sportowcy, aktorzy, piosenkarze… Nie tylko w promocji produktów i usług, ale także w kampaniach społecznych. To najbardziej szlachetna, bo niezwiązana z wysokimi honorariami, forma wykorzystywania znanych i lubianych twarzy. Np. Artur Żmijewski został Ambasadorem Dobrej Woli UNICEF i aktywnie angażuje się w działania tej międzynarodowej organizacji humanitarnej – był na misjach w Etiopii i Mali, wspierał akcję „Na ratunek dzieciom w Kongo”, kampanię dla Sudanu Południowego czy projekt „Reszta w Twoich rękach”. Brał udział w Błękitnym Marszu Pokoju ONZ, a także w wielu mniejszych inicjatywach UNICEF-u. Polscy telewidzowie mają szansę włączyć się w dzieło pomocy, a zachęca do tego ulubiony aktor, który przekonuje ciepłym głosem: „Bez twojej pomocy one nie przeżyją”, zaś na ekranie pojawiają się obrazy wychudzonych, głodnych, afrykańskich dzieci. To, że Żmijewski jest znany i lubiany, działa na emocje.

Celebryci wykorzystywani są w kampaniach zachęcających do profilaktyki przeciwnowotworowej, bezpiecznej jazdy na drogach pod hasłem „Zwolnij. Szkoda życia” itp. Do tych różnych szlachetnych akcji przydają się znane twarze.

Służą też firmom i korporacjom, które gotowe są płacić gigantyczne kwoty za udział w klipach reklamowych znanym aktorom, sportowcom, piosenkarzom. Choć udział w kontraktach reklamowych jest dla gwiazd bardzo kuszący, nie wszyscy się na to decydują.

Nie pojawiali się w reklamach tacy wybitni aktorzy jak np. Gustaw Holoubek czy Zbigniew Zapasiewicz. Widać, nie dla każdego talent jest na sprzedaż.

Celebryci włączają się aktywnie w akcje m.in. w obronie konstytucji czy wolnych sądów, popierali strajk kobiet i strajk nauczycieli. Były hashtagi, zmienione zdjęcia profilowe, happeningi… Pojawiały się też znane twarze celebrytów w obronie wiary pod hasłem „Nie wstydzę się Jezusa”. Celebryci odważnie wyrażają swoje poglądy, są wręcz ich afirmacją.

Coraz częściej obecni są także w polityce. Od dawana wchodzili w skład komitetów poparcia partii i kandydatów, byli członkami komitetów honorowych, występowali w spotach i kampaniach wyborczych. Któż nie chciałby wsparcia znanych i popularnych celebrytów dla osiągnięcia lepszego wyniku wyborczego. Istnieje nawet swoista rywalizacja o znane twarze i nazwiska popierające komitety partyjne w wyborach.

Celebryci wzięli sprawy w swoje ręce i sami też angażują się w politykę, ba, czasem stają się politykami, startują w wyborach i zdobywają mandaty. Aktorzy, sportowcy, piosenkarze… Z jakim skutkiem? Krzysztof Hołowczyc, który mandat eurodeputowanego objął po Barbarze Kudryckiej po tym, jak została ona ministrem nauki, nie dotrwał do końca kadencji i nie ubiegał się o reelekcję. Ten popularny kierowca rajdowy i prezenter telewizyjny sam ocenił, że polityka europejska to nie jest jego najmocniejsza strona.

Jak w roli polityka sprawdzi się kandydująca z list Prawa i Sprawiedliwości aktorka Dominika Figurska, która w rozmowie na antenie Radia Zet nie potrafiła nawet podać liczby posłów i senatorów zasiadających w polskim parlamencie, ani wieku, od którego można ubiegać się o urząd prezydenta RP? Znana ze skandalizujących i wulgarnych filmików Klaudia Jachira kandyduje z kolei z listy Koalicji Europejskiej do Sejmu. Ostatnio wystąpiła z prowokacyjnym hasłem „Bób, Hummus, Włoszczyzna”, wyeksponowanym na transparencie przed pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej, na którym widnieje napis: „BÓG, HONOR, OJCZYZNA”, co wywołało zrozumiałe protesty organizacji kombatanckich i niepodległościowych.

Obie panie, wykorzystując swoją popularność, jedna jako znana aktorka filmowa i telewizyjna, druga w kontrowersyjnych występach, przyciągną głosy wyborców, ale czy powinny zostać posłankami?

Kontrowersje wzbudziła niedawno profrekwencyjna akcja pod hasłem „Nie świruj, idź na wybory”, w której wzięli udział znani, wybitni aktorzy. Wprawdzie nie zgadzam się z zarzutem, że wygłupy aktorów to szydzenie z osób chorych psychicznie, ale ich występy były na tak żenującym poziomie, że robiły, moim zdaniem, fatalne wrażenie. Nie wiem, kto wymyślił tę akcję, ale wydaje mi się, że będzie ona kontrskuteczna – widzowie albo zniechęcą się do udziału w wyborach, albo wbrew intencjom organizatorów zagłosują nie na opozycję, tylko na partię rządzącą. Ale przede wszystkim ta akcja bardzo szkodzi wizerunkowi samych biorących w niej udział aktorów. Wybitnych i wielce zasłużonych. Wojciech Pszoniak i Olgierd Łukaszewicz szybko to zrozumieli, bo nagrali nowe filmiki zachęcające do udziału w wyborach pod mniej kontrowersyjnym hasłem: „Bądź poważny, idź na wybory”.

Chyba jednak udział celebrytów w polityce nie służy ani celebrytom, ani samej polityce. Bywa i odwrotnie, gdy to politycy stają się celebrytami. Pamiętamy happeningi Janusza Palikota czy Ryszarda Petru, występy Krystyny Pawłowicz czy Stefana Niesiołowskiego. Na szczęście oni albo już z polityki odeszli, albo stanie się to lada dzień.

Reasumując, nie jest dobrze, gdy celebryta staje się politykiem, ani gdy polityk zaczyna odgrywać rolę celebryty.

Zdarza się też, że bardzo młode osoby zachłystują się popularnością i zaczynają wchodzić w role celebrytów. Z niepokojem przyglądam się utalentowanej Roksanie Węgiel, zwyciężczyni pierwszej edycji konkursu Voice of Poland i reprezentantce 16. Konkursu Piosenki dla Dzieci Eurowizji w Mińsku, która według mnie zbyt szybko weszła w świat show biznesu. Wzięła już udział w kampanii reklamowej zestawu Junior Box sieci Play, pozuje w pełnym makijażu w sesjach fotograficznych, jej konto na Instagramie, gdzie na bieżąco umieszcza swoje zdjęcia, śledzi ponad 800 tys. internautów, a każda z fotografii uzyskuje po kilkadziesiąt, a nawet ponad sto tysięcy lajków. A Roksana ma dopiero 14 lat. Czy to nie przewróci jej w głowie? Rodzice powinni bacznie czuwać nad jej karierą. Zbyt szybko stała się celebrytką pełną gębą, a to bardzo niebezpieczna droga.

Międzynarodową sławę zyskała 16-letnia obrończyni klimatu Greta Thunberg. Czy szwedzka nastolatka nie zagubi się pod ciężarem zaszczytów, ale też i fali hejtu, który na nią spada? Presja jest ogromna, ale zasadne jest pytanie: czy warto?

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

14 komentarzy

  1. k.jarkiewicz.ign@gmail.com' Katarzyna Jarkiewicz pisze:

    Jednak to są dwa zjawiska: marketing polityczny/ideologiczny a la Jachira czy Thunberg a celebryctwo. Celebryci to produkty kultury masowej, które opisywała Antonina Kłoskowska jako „przedmioty użytku powszechnego dla reprezentowania wartości kultury wiodącej” . Tu profesja nie jest ważna-to jak ze statusem społecznym (na początku istotny, potem trzeba się wykazać, aby pozycję społeczną potwierdzić i utrzymać). Celebryci się „przepotwarzają”: David Beckham najpierw był piłkarzem, potem modelem, a skończył jako celebryta, podobnie jego żona Victoria. Marek Kondrat był aktorem, przestał nim być, bo stał się twarzą kampanii reklamowej NN w czasie reformy emerytalnej 1998. To było bardziej lukratywne, ale też firmowało właśnie istotne dla tamtego czasu wartości kulturowe i Kondrat stał się ich twarzą. Nie wiem, czy wszystkie przywołane przypadki w artykule to celebryctwo -raczej coś quasi, co do tego stanu aplikuje. Raczej to Baumana „przypływ” i „odpływ” w „nowoczesności”

  2. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Zebrałam komentarze do tego tekstu, które pojawiły się pod jego zapowiedziami na Twitterze i Facebooku i przytaczam poniżej:

    Rafał Idzikowski @Muchoborek
    Wydaje mi się, że to inni na siłę robią z nich tzw. celebrytów. Sądzę, że wymienione osoby chcą po prostu żyć swoim życiem i co fani o nich myślą niewiele ich interesuje.
    Czy Szanowne Panie wspomniały o kilka zdań celebrycie z Torunia?
    Podsumowując: człowiek pilny, który ma dużo do zrobienia, nie zajmuje się życiem innych lecz swoim. Dlatego ciężko jest mi wskazać celebrytów bo nie mam czasu ciągłe podsluchiwanie i podglądanie osób publicznych. To musi być bardzo nudne marnować swój czas.

    Witold Kabański @WitoldKabanski
    Celebryci lub tzw. celebryci nie rodzą się na przysłowiowym kamieniu. To media ich kreują, skutecznie robiąc wszystkim mętlik w głowie. Roberto Benigni wspaniale wcielił się w pseudo celebrytę w filmie „Zakochani w Rzymie”. A politycy? Jako celebryci, wręcz pożałowania godni.

    Ewa K. @Ewakiga
    To są jednak łatwe, szybkie i dość wysokie pieniądze, i poklask gawiedzi. A wartości wyższe są im obce.

    Tad Kapala @TadKapla
    Podział ról na planie filmu jest bardziej czytelny niż w życiu. Reżyser mówi – aktor wykonuje. Jak nie pamięta swojej kwestii, czyta z kartki, jak Boguś Linda. Przez co jest nielubiany w środowisku. Więc poza planem, jest z nimi jeszcze gorzej.

    Anna Makuch @AnnaMakuch
    W tekście celna definicja celebryty: osoba znana z tego, że znana. Jeśli popularność wynika z pierwotnej innej aktywności (aktorstwo, sport), która jednak dominuje, to termin może nie całkiem pasujący.
    Sporo zależy od kontekstu działalności i proporcji zajęcia. Jeśli nie mam pojęcia, czemu ktoś zawdzięcza popularność, być może jest celebrytą; jeśli nie pamiętam sukcesów zawodowych a przeważają relacje z programów rozrywkowych – pewnie też.

    Prostaczek @Prostaczek1
    Celebryta, od czasownika celebrować. Czerpanie korzyści z popularności. Przy czym jest to zaburzone, gdy główną korzyścią jest sama popularność. Dość częste ostatnio.

    Regina Tumkielska
    Kręcąc się po Facebooku też jestem rozpoznawalni, kto by nie chciał być na ściance…

    Dariusz Godlewski
    Na przykład ja i wielu innych. Ci, którzy wolą być w porządku w swojej relacji z Panem Bogiem, niż być „kimś” w świecie. Tak mi dopomóż Bóg.

    Elżbieta Kaczmarzyk Janczak
    Bardzo ciekawy tekst👍. Pozdrawiam serdecznie

    Jerzy Zarawski
    Bywa, że celebryci rozum mają tyci.

    Stanisław Surma
    Niektórzy celebryci dzięki filmom i TV zostają nawet prezydentami lub premierami. Ze świeżych przykładów: Zełenski, Trump, a nawet nasi Dwaj Tacy, co Ukradli Księżyc..

  3. marwiac2@poczta.onet.pl' marwiac2 pisze:

    Nie ma nad czym rozdzierać szat. Jest nowe medium które rozprzestrzenia informacje po świecie z szybkością światła, albo i szybciej. W moich szkolnych czasach, część uczniów w szkole zdobywała „tanią popularność” poprzez wygłupy . A to jeden z moich szkolnych kolegów na pytanie kiedy się zetnie włosy, a miał wtedy czuprynę jak Wodecki, opowiedział polonistce na przerwie. Po czym pobiegł do zakładu fryzjerskiego zrobił siebie na „glanc” co wtedy nie było takie modne jak obecnie. Pani „psorka” go nie poznała (bo to były dwie lekcje polskiego przedzielone dużą przerwą”. Coś ty z siebie zrobił – pani psorka kazała obciąć włosy. Efekt był taki że od tego czasu polonistka uchodząca za zołzę nie zwróciła nikomu uwagi co do wyglądu. Jednak cała szkoła mówiła o koledze i stał się legendą. Mój wujek wjechał na 2 piętro ogólniaka motocyklem marki junak i też zdobył sławę, ale mama musiała mu szukać nowej szkoły co było trudne bo w moim mieście były dwa ogólniaki.

    Pani Jachyra z premedytacją wypowiada kontrowersyjne kwestie aby przebić się do świadomości ogółu, zawsze może złożyć samokrytykę. Pani Dominika nie nauczywszy się tekstu zaczęła grać rolę polityka i zaliczyła wtopę, bo chce się podpiąć pod politykę, a przez to rozwiązać swoje problemy ekonomiczne na 4 lata. Pani Jachyra chce zdobyć „popularność” za pani Dominika już ją ma, bo jako aktorka grywała w popularnym serialu i chce to politycznie zdyskontować. Od lat jest to niezmienne – zdobyć popularność i zamienić to na brzęczącą monetę. Przed laty sukces musiał być okupiony ciężką pracą. Jan Sebastian Bach aby mieć z czego żyć musiał machnąć tygodniowo kantatę dla płacących mu pensje organisty wiernych. Dzisiaj można powiedzieć Bób Hummus i Włoszczyzna przed pomnikiem żołnierzy AK i zdobywa się tanim kosztem popularność, czy da się z tego wyciągnąć pieniądze to czas pokaże. Można także ciężko pracować jak Oksana czy jej to zawróci w głowie czy nie to już zależy tylko od jej wychowania.

    Czy popularni aktorzy reklamujący szemrane interesy (np Amber Gold) tracą na wiarygodności? Moim zdaniem nie – bo dla mnie jej nie mają. To są ludzie mówiący obcym tekstem i osobiście nie wiem czy ciepły miły ksiądz proboszcz z Sandomierza to przekłada się na osobowość aktora Żmijewskiego? Nie wiem. Czy Piotr Fronczewski reklamujący piwo jest przekonywujący jako aktor grający piwowara pewnie tak. Czy Zbigniew Hołdys muzyk autor miłych dla ucha przebojów mojej młodości wygadujący obecnie swoje mądrości jest dla mnie wiarygodny – odpowiem nie! Dla mojej koleżanki ze szkoły tak bo opowiada prawdy objawione. Ja do mądrości w internecie mam jedną miarę Ignorancja to siła.

  4. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Celebrytów kreują też programy typu Top Model. Jednym z Top Modeli jest Szymon Reich, który na swoim profilu na Instagramie (obserwuje go 143 tys. użytkowników), wykorzystując swoją popularność propaguje wartości ewangeliczne i wiarę w Boga. Jest celebrytą, ma tego świadomość i czyni z tego dobry użytek. Przekazuje to w języku atrakcyjnym dla młodych. Zostanie celebrytą może być świetną sprawą. Polecam profil Szymona https://www.instagram.com/szymonreich/?igshid=1otctiodd3wqf

    • marwiac2@poczta.onet.pl' marwiac2 pisze:

      Współczesny mich? Mnich cierpiał niewygody w życiu doczesnym aby mieć świetlane życie na drugim świecie. Wrzucam kontrowersyjne pytanie czy propagowanie wiary w Boga na mediach społecznościowych (co nie jest łatwe w środowisku artystycznym) jest realizowane za zapłatę w drugim życiu? Pytam bo: Darek Malejonek opowiadał co przeżył, ale jego projekt Arka Noego się przebił. Popularna w swego czasu Eleni zniknęła z głównego nurtu odkąd zaczęła występować w TV Trwam. Piotr Wołowicz podczas występu w mam talent za zaśpiewanie przeboju Rosiewicza Pytasz mnie co ci dam został „sflekowany przez jurorów” a później był tak zastraszany że nie chciał występować.

  5. leszekanowak@wp.pl' Dembrza pisze:

    PIESEŁY A CELEBRYCI&CONSORTES
    Pewnego dnia wieczorem, Leszek powiedział do Małgosi, że kupił bilety i wieczorem posłuchają wielkiego Beethovena. Pabluś – buldożek francuski, natychmiast wyskoczył do znanej suczki – Pauli, żeby dowiedzieć się, kto to jest ten Beethoven, którego słuchać będą Leszek z Małgosią i co on takiego ciekawego opowiada, że warto tego słuchać. Paula na samo nazwisko Beethowen, omal nie zemdlała, a chwilę potem wykrzyknęła.
    – Mój Boże, a więc On tu jest. Piękny, boski Beethowen jest we Wrocławiu! I ja nic o tym nie wiem! Co za wielkopomne, wręcz historyczne wydarzenie! On jest tutaj i Ja będę mogła Go zobaczyć! Chyba się wścieknę, albo oszaleję z miłości!
    Przeturlała się kilkukrotnie po dywanie, podskoczyła wysoko i padła na cztery łapy. Po tym znowu rozdarła się histerycznie.
    – Beethoven! Boski, pełen czaru i wdzięku Beethoven! W tym momencie Pabluś trochę się zdenerwował: – Ale powiedz w końcu, kto to jest ten Beethoven! – To ty nie wiesz!? Nie wiesz kim jest Beethoven!?, zapiszczała falsetem Paula. – Ty, ty, niedouczony psiaku. Beethoven jest gwiazdą filmową wszechczasów! Na imię ma Chris! Pochodzi ze Szwajcarii, gdzie w czasie II wojny światowej wyemigrowali Jego rodzice, ale urodził się w USA. Tam jego niepospolity talent aktorski odkryła kilkukrotnie owdowiała, nieszczęśliwa milionerka. Bo nie wiem czy wiesz, że owdowiałe milionerki z reguły bywają bardzo nieszczęśliwe. Szepnęła o Nim pewnemu zdolnemu reżyserowi i Chris otrzymał główną rolę w filmie o rodzinie Newtonów. A kim był Newton, pewnie wiesz, a przynajmniej powinieneś wiedzieć z lekcji fizyki. Boski Chris od razu stał się legendą! Wszystkie filmy z Jego udziałem są kultowe, dotyczy to też filmów w trakcie i przed realizacją. Już jako szczeniak zagrał Hamleta, później Makbeta, Henryka VIII, Piotra I, Napoleona i w końcu Piotrusia Pana. Dalej Jego kariera rozwijała się w postępie geometrycznym. Gdy już zmężniał, zakochała się w nim Eleanor Keaton – zresztą też wdowa. Dotąd nie było jeszcze wdowy, która by się w Nim nie zakochała?! Nie sądź jednak, że kochają się w nim tylko wdowy, znakomitym bowiem przykładem jestem choćby ja. Aha, gdyby co, zapomniałam Ci powiedzieć, że Chris jest bernardynem, a więc psem znacznie większym od ciebie.
    Pabluś nie bardzo zrozumiał, dlaczego Paula dodała ostatnie zdanie. Czyżby myślała…? Ależ przecież on kocha się w Lupie i nigdy nie czuł pociągu do bernardynów, zwłaszcza płci męskiej. A może przez Paulę przemawia zazdrość, podchlebił sobie zadowolony. Właściwie to nie ma się co dziwić. Jest przecież pieseczkiem bardzo przystojnym, oczytanym, ma dobre maniery i pochodzi z dobrej rodziny czyli jak to mówią ludzie, nie wypadł sroce spod ogona. Ciekawe, a więc ludzie którzy są byle kim wypadają srokom spod ogona? Postanowił kiedyś bliżej sprawdzić prawdziwość tego powiedzenia. Ale dlaczego właściwie srokom?
    Pabluś podziękował Pauli za dosyć ekspresyjne informacje o: było nie było, gwiazdorze i nie chcąc już dalej słuchać głębokich jak studnia głębinowa westchnień rozhisteryzowanej fanki Beethovena, pobiegł za swoimi sprawami. Paula długo jeszcze tarzała się po dywanie z pełnymi uwielbienia oczami i pojękiwała cichutko: Oh Beethoven. Boski Beethowen…
    Tymczasem Pabluś spotkał dosyć zmizerowanego Szumlasa i ucięli sobie krótką pogawędkę o odwiedzinach słynnego psiego celebryty we Wrocławiu. Szumlasowi szczególnie spodobało się określenie „celebryta”. Wytłumaczył sobie po swojemu, że widocznie Beethoven kiedyś musiał siedzieć w celi dla brytanów. A więc specjalnej, pełnej komfortu celi wyposażonej w luksusowe meble, takąż łazienkę, radio, telewizor oraz znakomicie zaopatrzone lodówkę i barek. Cóż, takie cele czekają tylko na celebrytów. Na Kubę Wojewódzkiego, na Dodę, Sykuta, Wolińskiego, Szostak, Marinę, Minge, Miecugowa, Poniedziałka, Jahirę i tym podobnych hucpiarzy. On Szumlas nigdy nie dostąpi zaszczytu, a przed laty garował tylko w brudnej celi więzienia w Strzelcach Opolskich. Tak, tak, dobrze mają się tylko ustawieni i powiązani z klikami. Świat schodzi na ludzi. Zaraz też pożegnał Pablusia i popędził roznosić wiadomość dalej, tyle że coś mu się pomieszało i dalej już powtarzał, że do Wrocławia przybył Kuba Wojewódzki, który będzie grał bernardyna w filmie w reżyserii Andrzeja Wajdy: „Cela dla celebryty”.
    Wieczorem, gdy Małgosia i Leszek wrócili do domu, Pabluś spytał jakie są ich odczucia ze spotkania z Beethovenem i czy warto było posłuchać tak znanego psa? Ku jego wielkiemu zdziwieniu i rozczarowaniu dowiedział się, że byli na koncercie, na którym wykonano VII symfonię A-dur op. 92 Ludwiga van Beethovena. Koncert był bardzo udany i są niezmierni zadowoleni i usatysfakcjonowani. Owszem słyszeli o psim aktorze Beethovenie – najsłynniejszym z bernardynów, bohaterze filmu komediowego z 1992 r. Chcieliby żeby Pabluś obejrzał ten film, którego kopię postarają się wypożyczyć. Gdy Pabluś spytał, czy bernardyny są groźne, Leszek odpowiedział mniej więcej tak:
    – Kochany mój przyjacielu, na ogół panuje opinia, że psy tej rasy są niezwykle przyjacielskie i oddane, i w większości przypadków ta opinia się sprawdza. Opinię bernardynom zepsuł Stephen King, który w 1981 r. napisał książkę „Cujo”. Jej bohater Cujo – pies rasy bernardyn na skutek pewnego wydarzenia zapada na groźną chorobę i w konsekwencji jej rozwoju staje się mordercą. Historię tę należy włożyć między bajki. Dopiero Chris Beethoven przywrócił bernardynom prawdziwe, niezafałszowane oblicze. Pamiętając o tym należy wspomnieć innego znanego bernardyna o imieniu Barry. Pies ten ratował ludzi na przełęczy św. Bernarda na granicy szwajcarsko – włoskiej w Alpach, wielu szczęśliwców zawdzięcza mu życie. Upamiętniono go pomnikiem znajdującym się na terenie Cimtiére des Chiens, a jego spreparowane po śmierci ciało, znajduje się w Muzeum Historii Naturalnej w Bernie.
    W efekcie tej rozmowy Pabluś postanowił w najbliższym czasie poznać kilka bernardynów, co też w końcu mu się udało. Stwierdził potem, nie bez satysfakcji, że to piękne psy, ale niezbyt ruchawe.
    PABLUŚ: „Ostatnio sporo rozmawialiśmy z Leszkiem o ludzkich celebrytach. Spytałem go czy zna przypadek jakiegoś psiego celebryty. Odpowiedział, że wprawdzie ów pies o którym myśli nie jest celebrytą, ale tak się powszechnie uważa. Zresztą to ludzie zrobili z niego celebrytę. Ludzie najczęściej robią celebrytów z przeróżnych raczej ludzkich beztalenci, ale w tym przypadku nie ma o tym mowy. Pies, ten o imieniu „Baltic”, wtedy jeszcze bezimienny, dostrzeżony został przez marynarzy ze statku „Baltica” 25 kilometrów od brzegu gdzie dryfował na krze lodowej. Marynarze postanowili rozbitka uratować, ale nie było łatwo, bowiem trzy razy biedak zsuwał się do wody nim udało się go wyciągnąć. Gdy już znalazł się na statku nastąpiły godziny niepewności, czy wyziębnięty przeżyje. Szczęściem ciężko doświadczona psina przeżyła. Podobno już wcześniej widziano późniejszego Baltica na Wiśle, po której aż od Torunia płynął na krze lodowej. Wtedy też ponoć jacyś ludzie próbowali go ratować, ale bez rezultatu. Wcześniejsze losy Baltica nie są znane, ale obecnie stał się celebrytą w całym tego słowa znaczeniu, choć zapewne nie zdaje sobie z tego sprawy. Światowe media bez jego udziału wzięły sprawę w swoje ręce. Narobiły szumu co niemiara, wkroczył też Internet oraz osoby urzędowe. Polacy i owszem, kochają swoje zwierzęta domowe, ale na ogół okazjonalnie i od wielkiego dzwonu. A już najchętniej przed kamerami i w świetle jupiterów. Na co dzień bywa z tym różnie. Znamy to z doświadczenia, a ową miłość odczuliśmy niejednokrotnie na własnej skórze.
    Na ostatniej zbiórce naszej drużyny zajmowaliśmy się celebrytologią, czyli nauką o coraz powszechniejszym zjawisku celebrytyzmu i związanych z nim zagadnieniach. Dosyć nietypowy ten temat zaproponowała Paula. Po wykładzie opracowanym przez Reksa, który uważa się za jeszcze niedocenionego celebrytę, zebrani w dyskusji doszli do wniosku, że chcąc zostać celebrytą należy po pierwsze, właściwie niczym się nie wyróżniać. Po drugie być gotowym dosłownie na wszystko, byle byłoby to jak najgłupsze. Po trzecie nie mieć żadnych oporów i żadnego kręgosłupa moralnego. Najlepiej jak się jest ekshibicjonistą i kabotynem. Kiedyś, gdy czasy były jeszcze w miarę normalne i nie było terroru tzw. „popkultury” tytułem do sławy był przede wszystkim talent potwierdzony przez merytorycznych znawców tematu. Obecnie w czasach ogólnego schamienia wystarczy być znanym z tego że jest się znanym. Powody są zupełnie nieistotne. Oto fenomen „celebrytów”. Są dwa rodzaje celebrytów. Pierwsi to ci, którzy zostają nimi, lecz wcześniej czymś istotnym się wsławili, a teraz tylko odcinają kupony od dawnych dokonań. Drudzy jedynie pasożytują na związkach z innymi, są ich znajomymi bądź bliskimi sławnych ludzi, a sami nigdy niczego nie dokonali poza prezentacją, najczęściej swojej głupoty.
    W wyniku dyskusji postanowiono założyć spółdzielnię, która poprowadziłaby szkołę dla przyszłych celebrytów. Spółdzielnia w znaczący sposób podreperowałaby finanse i prestiż członków założycieli. A szkoła? Taka szkoła miałaby powodzenie, choćby z uwagi na to, że podobnej uczelni nie ma w całej Unii Europejskie, a prawdopodobnie i na całym świecie. Poza tym szkoła mogłaby się przyczynić do ucywilizowania fenomenu celebrytyzmu i nadać mu naukowe podstawy. Reks i Gryf wzięli na siebie wszystkie formalności urzędowe łącznie z opracowaniem statutu przyszłej spółdzielni zgodnie z przepisami prawa spółdzielczego, jej rejestracji itp. Jako miejsce przyszłej uczelni wybrano Instytut Informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego, w którym pomieszczenia konieczne dla funkcjonowania zakładu, postanowiono wynająć od uczelni. Lokalizacja spotkała się z głośną aprobatą zebranych, z powodu bliskości od miejsc zamieszkania przyszłej profesury oraz położenia budynku Biblioteki Uniwersyteckiej. Nie bez znaczenia miała też bliskość restauracji „Plastyczna” – miejsce spotkań większości członków drużyny czyli przyszłej profesury.
    Niedługo po pierwszym spotkaniu, zebrano się po raz drugi. Tym razem w celach organizacyjnych przyszłej uczelni. Po zaciekłej dyskusji ustalono nazwę uczelni i oficjalnie ją nadano. Brzmi ona: „Schola Celebrare”. Najodpowiedniejszym kandydatem na rektora uczelni wszystkim wydał się Szumlas, który swój wybór i tytuł profesorki przyjął z właściwym sobie wdziękiem. Nadawał się znakomicie sam będąc rodzajem celebryty, powszechnie znanym z tego, że był po prostu znanym. Szumlas już niedługo po wyborze zaczął kompletować grono profesorskie. W jego skład poza członkami założycielami zaprosił kilku znanych polskich celebrytów, co miało na celu rozcelebrytyzować uczelnię tak w kraju jak i za granicą. Z przecieków do prasy wynika, że Szumlas w skład grona profesorskiego włączył za zgodą zainteresowanych kilku najgłupszych polskich celebrytów, niestety ich nazwisk nie podano. Nie szukał długo, oparł się na rankingu „Faktu”. Natychmiast też zamówił sobie kilka tysięcy wizytówek na koszt uczelni.

    Po załatwieniu wszelakich formalności związanych z otwarciem szkoły, Otuś – jej sekretarz rozesłał zawiadomienia o naborze studentów na pierwszy rok studiów. W pierwszym rzucie zgłosiło się 5000 chętnych, a po miesiącu mieliśmy już kilkadziesiąt tysięcy zgłoszeń. Ponieważ miejsc było 120, zaczęliśmy przeprowadzać ostrą selekcję powiązaną z rozmowami kwalifikacyjnymi. Szansę na dostanie się mieli tylko wyjątkowi idioci i wyjątkowo cyniczne typy. Czesne ustaliliśmy w wysokości 20 000,- zł za jeden semestr. W tym czasie grono pedagogów powiązanych z Ministerstwem Edukacji Narodowej opracowywało program studiów. Specjalnych kłopotów z tym nie było, gdyż im głupsze pomysły, tym lepsze. Poza tym, jeszcze się nie zdarzyło, żeby jakikolwiek program czy projekt stworzony w tej instytucji miał jakikolwiek sens i miał się sprawdzić. Rektor Szumlas chodził dumny jak paw, gdyż nazwisko ówczesnej pani minister niezwykle przypominało jego własne rodowe nazwisko.
    Dr hab. Otuś został pierwszym sekretarzem kultowej Schola Celebrae dzięki napisanej prezez siebie pracy habilitacyjnej: „Badania cytometryczne celebrytów z moczeniem nocnym”.
    Wróćmy jednak do tak szczęśliwie założonej Schola Celebrae, wkrótce ciężki wysiłek wykładowców przyniósł pierwsze plony. Mury uczelni opuściło piętnastu magistrów. Rekrutowali się oni z polskich i zagranicznych uniwersytetów, z których przenieśli się do nowopowstałej – o szerokich horyzontach uczelni. Ukoronowaniem wysiłków rektora prof. dr hab. Teodora Szumlasa stała się jemu poświęcona księga pamiątkowa złożona z prac magisterskich jego studentów. Wszystkie opublikowane w niej prace zostały wysoko ocenione i nagrodzone przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
    Oto spis treści owej, dzisiaj już kultowej księgi:
    „Homoseksualna nekrofilia u celebrytki – kaczki krzyżówki”,
    „Spadek pogłowia strusi celebrytów na farmach brytyjskich w latach 90 – tych XX w. jako skutek zalecania się do hodowców, a nie do siebie nawzajem”,
    „Dlaczego rodzice celebryci mają otyłe i niezdrowe dzieci o ryżych włosach”,
    „Zbieranie się w pępkach celebrytów czarno-niebieskich kłaczków z ubrań, jeżeli nawet nie noszą ubrań w tych zaskakujących kolorach”,
    „Asymetria moszny mężczyzn – celebrytów w rzeźbie antycznej i neoklasycystycznej”,
    „Obliczanie objętości piersi celebrytów i celebrytek na podstawie materiału fotograficznego”,
    „Ustalanie optymalnego terminu kastracji celebrytów oraz wpływ tego zabiegu na dalszą ich popularność”,
    „Wpływ wieku celebrytów rodzaju męskiego na wymiary jąder i najądrzy oraz właściwości płynu jądrowo-najądrzowego w procesie rosnącej popularności osobników.”
    Jak widać już z samego spisu treści, księga wniosła do nauki sporo ożywczego fermentu, dyskwalifikując marazm i bylejakość panujące do dnia dzisiejszego w polskich uniwersytetach. Tym samym uczelnia wkroczyła w nowy etap swego rozwoju, a nabór na nowy rok akademicki przekroczył najśmielsze oczekiwania.
    PABLUŚ: I to właściwie wszystko na temat celebrytów i celebrytyzmu.

  6. katarzyna.walus@onet.pl' Katarzyna Waluś pisze:

    Z moich obserwacji wynika że sława jest opakowanym produktem w cenne sreberka a celebryta kupującym który zapłaci za nią każdą cenę…ogrom pieniędzy i kontakty ala Bogowie…jest nie do odrzucenia. Greta jest tak naprawdę zmanipulowaną częścią dużego projektu i tyle…Jej swoisty ekologiczny płacz nie jest niczym nowym a wręcz bywa tragikomiczny bo praktycznie całe społeczeństwo ma świadomość zaniedbań pod względem przyrody…

  7. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Proszę Państwa. Mam problem, Nie oglądam telewizji. Kiedyś podszedłem do pewnego Pana przed sklepem zagajając „przepraszam… ” tu pojawił się szeroki uśmiech… „czy ma Pan ognia?”… uśmiech zgasł. Okazało się że to był niespełniony autor fantastyki którą uwielbiam. Niestety od kilku lat nie oglądam telewizji, gdzie raczy brylować, o papierze w którym „jest drukowany” nie wspominając.

  8. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    „Celebryta, od czasownika celebrować. Czerpanie korzyści z popularności. Przy czym jest to zaburzone, gdy główną korzyścią jest sama popularność. Dość częste ostatnio!” – napisał na Twitterze internauta o nicku Prostaczek. To bardzo trafne stwierdzenie. Korzyść z popularności przynoszą kontrakty reklamowe, miejsca na listach wyborczych. Osobista popularność przydaje się w biznesie… Rozpoznawalność jest wartością.
    Przyznam szczerze, że nasza (moja i mojej siostry) bliźniacza podwójność ułatwiała, wzmacniała rozpoznawalność. Nie zrobiłyśmy z tego większego użytku, ale np. nasz blog http://www.twittertwins.pl wykorzystuje bliźniactwo. Inne bliźniacze pary też korzystały ze wzmocnienia z racji podwójności, że wymienię tylko kilka nazwisk: Kaczyńscy, Golcowie, Mroczkowie, Karnowscy…

  9. alinapetrowa@gmail.com' Alina Petrowa pisze:

    Karierę celebrytów można tłumaczyć brakiem powszechnie akceptowanych autorytetów. Nie ma już kapłanów i starców pustyni, do których idzie się po radę, jak żyć i co robić, na scenę weszli celebryci. Gdyż ludzie nadal potrzebują autorytetów, wzorców i oparcia. Słowem – kluczem jest tu wyraz „scena”, która przyciąga uwagę i ta rozpoznawalność – klikalność jest najważniejsza. Sprytni marketingowcy potrafią to wykorzystać do sprzedaży najróżniejszych towarów – od proszków do prania po wizerunki polityków, co skutkuje większą liczbą głosów w wyborach. Co do samych zainteresowanych – od ich roztropności zależy, w jakich zawodach wystąpią, czy dadzą się zmanipulować, czy swoją sławę użyją do obrony wartości, czy ich negowania.

  10. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Nie tylko brakuje powszechnie akceptowanych autorytetów, w ogóle brakuje autorytetów. Zanika respekt wobec ludzi starszych, rodziców, dziadków, nauczycieli. Przestaje się liczyć ich zdanie, ważniejsza jest opinia rówieśniczego środowiska. To jedna strona, druga to abdykacja rodziców i dziadków z funkcji wychowawczych. Dawniej było nie pomyślenia, żeby dziadkowie akceptowali na przykład fakt, że wnuczka mieszka razem z chłopakiem, ba nie pozwalali na to rodzice. Dziś nie sprzeciwiają się, tłumacząc, że zmieniły się czasy. Jak rodzice i dziadkowie dostosowują się do nowych czasów, rezygnując z zasad, przestają być autorytetem niejako na własne życzenie. Tę pustkę musi ktoś, coś wypełnić. Wkraczają w to celebryci wykreowani przez media i estradę.

  11. stanorion@gmail.com' Vector pisze:

    W całej rozciągłości zgadzam się z autorką artykułu. Celebryta powinien trzymać się z daleka od polityki, a polityk nie powinien dążyć do zostania za wszelką cenę celebrytą.
    Mariaż polityki z celebrytami, to nie jest dobre połączenie.

  12. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Żyjemy w czasach, w których nie ma powszechnie uznawanych autorytetów. Ich rolę w świadomości, a może bardziej podświadomości grup społecznych odgrywają celebryci. Funkcje reżyserów dla tych ról pełnią często kreatorzy mediów. Każdy człowiek ma swoje przemyślenia i opinie i ma prawo je głosić. Również aktorzy, sportowcy czy piosenkarze mogą mieć ciekawe refleksje, obserwacje lub doświadczenia w kwestiach nie związanych z wykonywaną pracą. I warto ich posłuchać o ile potrafią dowieść, że mają rację. Sytuacja staje się niezdrowa, gdy słowom celebrytów przypisujemy większą wagę tylko dlatego, że wypowiadają je ludzie znani, kiedy traktujemy ich jak ekspertów w sprawach polityki, etyki czy np. ochrony środowiska; kiedy naśladujemy nie tylko ich sposób ubierania się, ale i usprawiedliwiania swoich brzydkich postępków.
    I jeszcze o akcji: „#NieŚwirujIdźNaWybory”. Zgadzam się, że nie było intencją jej inicjatorów szydzenie z osób chorych psychicznie. Ale wyszło jak wyszło! W opiniach terapeutów ta akcja była szkodliwa i boleśnie odbierana przez osoby z problemami psychicznymi i neurologicznymi . W leczeniu zaburzeń psychicznych często najtrudniejsze jest samo podjęcie leczenia. Dla ludzi blokadą może być nawet obawa, ż ktoś znajomy zauważy ich wchodzących do tego typu poradni. Łączy się to z lękiem przed zawodową dyskwalifikacją i towarzyskim wykluczeniem. Umacnianie stereotypu „świra” przez nośne medialnie akcje wzmacnia tego typu lęki. Jestem przeciwnikiem narzucania poprawnościowych ograniczeń. Myślę, że w społeczeństwie wiedza o chorobach psychicznych jest bardzo nikła a postrzeganie chorych mocno wypaczone. Potrzeba rzeczowych, profesjonalnych działań edukujących. I tu celebryci mogą wiele pomóc.

  13. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dziękuję za zainteresowanie tekstem o celebrytach i ciekawe, stanowiące ważne uzupełnienie komentarze, także inne, bardziej trafne definicje tytułowych bohaterów tego felietonu, jak np. zrobiła to Katarzyna Jarkiewicz czy Anna Makuch, albo internauta ukrywający się pod Nickiem Prostaczek. Sporo miejsca poświęcono skandalistce, która kandyduje do Sejmu , poruszano kwestię wiarygodności, a także autorytetów, a właściwie ich braku (to miejsce zajęli celebryci), na co zwróciły uwagę Alina Petrowa, Rafał Kubara i moja siostra. Długaśny komentarz wpisał Czytelnik podpisujący się pseudonimem Dembrza – była to opowieść z punktu widzenia pieskiego świata o celebrytach i celebrytyźmie, spółdzielni kształcącej celebrytów i uczelni kultowej Scholi Celebrae, która „wniosła do nauki sporo ożywczego fermentu, dyskwalifikując marazm i bylejakość panujące do dnia dzisiejszego w polskich uniwersytetach”. Pozytywny przykład celebryty, który na Instagramie promuje wartości ewangeliczne podała moja siostra, co spotkało się z ripostą internauty marwiac2, który zauważył, że przyznający się do wiary artyści mają raczej „pod górkę”. Internauta Vector w całej rozciągłości zgodził się z tezą mojego artykułu, że celebryta powinien trzymać się z daleka od polityki, a polityk nie powinien dążyć do bycia za wszelką cenę celebrytą. Mariaż polityki z celebrytami, to nie jest dobre połączenie. I to by było na tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *