Bunt milenialsów

Dziś na uwagę zasługuje Agata Wanke i Stowarzyszenie „Dwie Kreski”, któremu przewodniczy, a nie Marta Lempart i Rada Konsultacyjna przy Ogólnopolskim Strajku Kobiet.  Młodym warto zaproponować aktywność, ale taką, która ma sens, a nie bunt i gniew.

Na ulice wyszło tysiące młodych ludzi, w większości urodzonych już w XXI wieku. To drugie pokolenie wychowane w wolnej Polsce. Wychowane bezstresowo, ze smartfonem w dłoni. Są zdeterminowani i w wulgarny sposób wyrażają swoją wściekłość.

Ci młodzi z jednej strony są wrażliwi i nieodporni na stres czy niepowodzenie, z drugiej – niezdolni do wyrzeczeń, wysiłku, wytrwałości, odmawiania sobie czegokolwiek. Od wczesnego dzieciństwa nauczeni natychmiastowego zaspakajania potrzeb i zachcianek. Przekonani, że wszystko, czego chcą, po prostu im się należy. Nie przywykli do karcenia i przestrzegania jakichkolwiek norm, nie czują respektu wobec starszych, rodziców, nauczycieli, księży. Księży w szczególności. Wulgarny język od dawna był ich codziennością.

Warto sobie uzmysłowić, czym mógł być dla nich wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 22 października. Usłyszeli, że ich życie może ułożyć się zupełnie inaczej niż sobie zaplanowali. Że być może to im przypadnie w udziale wychowywanie niepełnosprawnego dziecka. Przecież nie niuansują, czy to wada letalna czy taka, która umożliwia przeżycie niemowlęcia. Oni sobie nie wyobrażają poświęcenia, nie potrafią przyjąć, że ich życie będzie wymagało wyrzeczeń, gdy trzeba będzie wychowywać, leczyć i rehabilitować niepełnosprawne dziecko. Nie chcą tego i już. Ich życie ma być przecież bezproblemowe, tak jak bezstresowe było ich dzieciństwo. I pytają, co jeszcze władza może im zrobić? Czego zakazać? Dlatego tę opresyjną, według nich, władzę chcą obalić. Nie wiedzą i nie chcą wiedzieć, jak to zrobić, ale to artykułują i najczęściej w wulgarny sposób. Swój gniew zwracają w stronę Kościoła, nie analizując tego, że to nie księża, ani nawet nie biskupi są odpowiedzialni za orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 22 października, wystarczy, iż Kościół opowiada się za ochroną życia, by przyjmować, że ogół kleru, jest przeciw nim. Idą dalej, swój gniew kierują przeciw Bogu, nawet gdy w Niego nie wierzą. Dlatego profanują świątynie, religijne symbole, dewastują pomniki i zakłócają nabożeństwa, uniemożliwiając ich sprawowanie. Te manifestacje to nie, jak za czasów „Solidarności”, demonstracja godności, ale ślepej, bezrefleksyjnej złości. A Kościół, który był wtedy azylem dla demonstrantów, dziś jest obiektem ataku. Były już przypadki fizycznej napaści na księży, a także groźby wypisywane na planszach czy wymalowywane sprayem. Na cmentarnym krzyżu na gdańskiej Zaspie pojawił się napis „Zabij księdza”, na szczęście szybko usunięty. Boję się, że podobne incydenty mogą się powtarzać. A jak znajdzie się ktoś, kto nie poprzestanie na groźbie? Nie ma pomysłu na deeskalację narastającej agresji, ani kto mógłby być mediatorem w zaostrzającym się sporze. Demonstranci coraz wyraźniej domagają się nie tyle powrotu do rzeczywistości prawnej sprzed 22 października, ile takiej zmiany prawa, by możliwa była aborcja na życzenie. Wyrok Trybunału był tylko zapalnikiem, który wywołał gniew i dalej idące żądania. Młodzi coraz częściej domagają się dymisji rządu i całkowicie świeckiego państwa, a więc wypowiedzenia konkordatu, likwidacji nauczania religii w szkołach i zaprzestania finansowania Kościoła przez państwo. Dzieje się to w sytuacji najgłębszego w historii spadku autorytetu Kościoła.

Ten gniew i jego trudna do zaakceptowania dla kulturalnego człowieka forma zyskały niestety poparcie wielu uznanych autorytetów, nie tylko polityków, ale też publicystów, profesorów wyższych uczelni, artystów, ludzi kultury. To oni, zamiast tonować zrewoltowane nastroje, podsycają je i autoryzują. Nie biorą odpowiedzialności za tragiczne konsekwencje masowych zgromadzeń w dobie szalejącej epidemii, która zbiera coraz bardziej tragiczne żniwo. Dlatego nie tyle winię młodych, co tych dorosłych, którzy udzielają im swego poparcia.

Władza wybrała strategię na przeczekanie. Być może to jedyna możliwa reakcja na rewoltę, która prędzej czy później wygaśnie.

Młodzi, dla których w czasie lockdownu i zdalnego nauczania demonstracje są rozrywką zastępczą umożliwiającą bezpośredni kontakt z rówieśnikami, z czasem znudzą się wychodzeniem na ulice. Siłę protestu osłabią też masowe zachorowania na COVID-19, szybujące w górę słupki ilustrujące liczbę zajętych respiratorów i liczbę zgonów. Może, gdy tragedia pandemii dotknie niemalże każdą polską rodzinę, zacznie się liczyć już tylko ratowanie zdrowia i życia.

Czy Polska po październikowej rewolcie młodych pod hasłami „Wy….lać!” i „J…ć PiS” będzie inna niż przedtem? Nie, będzie taka sama, przecież to, co obserwujemy przez ostatnie dni, to tylko ujawnienie tego, co było wcześniej. Po prostu milenialsi pokazali, jacy są.

Utworzona w niedzielę 1 listopada Rada Konsultacyjna tylko ich zniechęci do dalszego demonstrowania. Przecież gołym okiem widać, że podstarzali politycy i działacze chcą buntem młodych posłużyć się do swoich politycznych celów. Martę Lempart ktoś przyrównał do Lecha Wałęsy… Można analogię snuć jeszcze dalej. Eryk Mistewicz, komentując konferencję prasową, na której zaprezentowano Radę Konsultacyjną i jej postulaty, napisał na Twitterze: „Ależ ciekawa ta inscenizacja grup rekonstrukcyjnych Rewolucji Francuskiej. Jest Dyrektoriat. Jest już Robespierre, jest Danton, zaczyna się pojawiać Marat, jest też młody sprawny lekarz z technicznym zacięciem Joseph Ignac Guillotin”.

No cóż, historia lubi się powtarzać jako jej karykatura. Żal tylko, że dzieje się to kosztem tysięcy zarażonych COVID-19, którzy chorują i umierają.

A tymczasem do Stowarzyszenia „Dwie Kreski”, które pomaga kobietom w ciąży w trudnej sytuacji życiowej, masowo zgłaszają się wolontariusze.  Agata Wanke, przewodnicząca stowarzyszenia,  podkreśla, że jest to sytuacja bezprecedensowa.

Zwraca się jednocześnie o dalszą pomoc  w rozpowszechnieniu informacji o stowarzyszeniu „Dwie Kreski”. Można to zrobić m.in. drukując plakaty i ulotki, które dostępnie są m.in. na stronie stowarzyszenia i zostawiając je, oczywiście za zgodą, w przychodniach, gabinetach ginekologicznych, czy aptekach.

„Pragnę również podziękować twórcom materiałów, którzy poświęcili na nie nieodpłatnie swój wolny czas. Dziękuję wolontariuszom, bez których wiele podejmowanych działań nie byłoby możliwych. I szczególnie dziękuję Państwu, za zaangażowanie w niesioną pomoc, wsparcie finansowe i dobre serce. To dzięki Państwa czynnemu działaniu, opowiadaniu o stowarzyszeniu i zachęcaniu do wolontariatu możemy coraz pełniej nieść pomoc kobietom w ciąży.” – pisze Agata Wanke.

Adres internetowy stowarzyszenia https://www.dwiekreski.pl/

Jeżeli zobaczyłaś Dwie Kreski i potrzebujesz wsparcia:

Zadzwoń 533 112 121 

codziennie od 18.00 do 23.00

lub napisz popomoc@dwiekreski.pl

Dziś się dowiedziałam, że Agata Wanke to żona mojego krewniaka Janka Wanke, który pomaga jej w prowadzeniu tego stowarzyszenia w działaniach marketingowych.  Ale jestem z niech dumna! Tak, to właśnie trzeba robić, pomagać! Zawsze tak uważałam. Cieszę się, że są tacy, którzy myślą podobnie.

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, od 25 lat pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka biografii Romana Niegosza „Potrzeba ludzi przyzwoitych. Roman Niegosz – życie dla Polski” oraz „Zobowiązywała mnie przysięga. Proces Władysława Frasyniuka 1982”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013).

Możesz również polubić…

9 komentarzy

  1. Garibald11@Gmail.com' Garibaldi pisze:

    Tu nie chodzi of zaden wyrok TS. Ten wyrok byl zarekwir
    Owany przez tego karla. Szereg ludzi ma dosc diktat urywam klerykalnych nacjonalistow. Mojego znajome okolo 70tki tez uczestnicza w marszach.

  2. Marcin@wanke.pl' MaWa pisze:

    Nie ma jednej prawdy dla wszystkich – każdy ma własną.

    Prawda to zestaw przekonań o świecie, innych ludziach i, przede wszystkim, o samym sobie. Prawda to definicje wartości, kolejność ich ważności, to zestaw praw własnych i praw innych ludzi.

    Dla jednych prawdą jest prawo wszystkich do stanowienia o sobie samym, dla innych to herezja, bo sami sobie takiego prawa nie dają, więc dlaczego inni mają je mieć?

    Dla jednych prawdą jest miłość i szacunek do drugiego człowieka, dla innych to bzdura i słabość, bo sami do siebie szacunku nie mają. O miłości do siebie wspominać nie ma sensu.

    Dla jednych prawdą jest wolność, dająca możliwość robienia wszystkiego, co dla niego dobre, a nie wyrządza krzywdy innym. Dla innych prawdą jest wolność, która wyraża się brakiem przymusu do robienia czegokolwiek.

    Prawdą i prawem każdego jest wyrażanie własnej prawdy i emocji, gdy ktoś inny to prawo odbiera. Każdy ma prawo do buntu!

    Od lat, pracując jako coach kryzysowy, jestem asystentem osób, które są w procesie zmiany – zmiany przekonań, zmiany osobistej prawdy. To bolesny proces i jedynie jakaś ważna sytuacja kryzysowa jest w stanie wywołać taką potrzebę.

    Dzięki ważnej sytuacji kryzysowej właśnie dokonuje się ten bolesny proces zmiany w zakresie powszechnego poczucia prawdy, prawa i wolności. Oby doprowadził do odrzucenia przekonań ograniczających, a kulturowo mamy ich zdecydowanie więcej, niż tych otwierających.

    W młodych nadzieja!
    Marcin Wanke

  3. narracja77@op.pl' Filovera pisze:

    „Ich życie ma być przecież bezproblemowe, tak jak bezstresowe było ich dzieciństwo” – w samo sedno. I to jest duży problem, bo jak teraz sprawić, aby ci młodzi ludzie chcieli brać odpowiedzialność za siebie, za innych? A może musi wydarzyć się jakieś wielkie nieszczęście, by ich otrzeźwiło?

  4. jerzpolski@wp.pl' jurek pisze:

    Padło porównanie do czasów rewolucji francuskiej.
    Mnie z tamtymi czasami kojarzy się powiedzenie :
    Po nas choćby potop (fr. après nous, le déluge) – powiedzenie przypisywane Madame de Pompadour, kochance Ludwika XV, która w opinii ludu marnotrawiła pieniądze państwowe na huczne zabawy w Wersalu i nakłaniała króla do rozrzutności.

    W rzeczywistości źródłem tych słów jest epigram Stratona z Sardes z ok. 125 n.e.: Pij i kochaj! Po śmierci niech moje kości potop pochłonie!
    Uważam, że logika tych wypowiedzi dobrze określa myślenie protestujących i niektórych polityków.

  5. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Prawo dopuszczające aborcję zawsze wzbudzało wielkie emocje, także przed wojną. „Piekło kobiet” – hasło, które pojawia się m.in. na ostatnich demonstracjach, to tytuł dzieła Tadeusza Boya–Żeleńskiego z przełomu lat 20. i 30. A warto pamiętać, że w 1929 roku za przerwanie ciąży groziło 5 lat więzienia dla kobiety i 15 lat dla osoby wykonującej zabieg. Jedynie bezpośrednie zagrożenie życia matki dopuszczało aborcję, rozumianą jako stan wyższej konieczności. Mimo zakazu statystki potwierdzają, że w tym czasie w samej Warszawie odbywało się około 20 tys. nielegalnych aborcji rocznie. Polska była drugim w Europie krajem (po Rosji sowieckiej), która dopuściła prawnie aborcję – w 1932 roku przyjęto ustawę, wedle której aborcję można było przeprowadzić z powodu czynu zabronionego (gwałtu lub kazirodztwa) albo z powodu zagrożenia zdrowia lub życia matki. Dopiero Hitler wprowadził na terenach okupowanej Polski aborcję bez ograniczeń tylko dla Polek. Po wojnie powrócono do rozwiązań z 1932 roku i dopiero w 1956 roku zliberalizowano prawo dodając przesłankę ze względów społecznych. Początek lat 90. to gorący spór o aborcję – partie konserwatywne, zwłaszcza ZChN domagały się całkowitego jej zakazania z karą dla kobiet do lat pięciu i lekarza do siedmiu lat. Parlamentarna Grupa Kobiet pod przewodnictwem Barbary Labudy prowadziła boje, a protesty uliczne, mimo tragicznej wówczas sytuacji ekonomicznej wielu grup społecznych, były większe niż przeciw skutkom Planu Balcerowicza.

    W 1993 roku zwyciężył kompromis (trzy wyjątki od zakazu aborcji), który obowiązywał do tej pory, ale prób jego obalenia nie brakowało. W 1996 roku zliberalizowano prawo aborcyjne, dodając przesłankę „ze względów społecznych”, ale Trybunał Konstytucyjny (przy trzech głosach odrębnych) tę ustawę obalił. „Trybunał Konstytucyjny przez całe lata przyklepywał to, co najbardziej konserwatywne i kołtuńskie. I zawsze tak interpretował prawo, żeby się przypodobać Kościołowi” – ocenia dziś Barbara Labuda, wchodząca w skład Rady Konsultacyjnej, której przewodniczy Marta Lempart. Próby obalenia kompromisu aborcyjnego nasiliły się w ostatniej dekadzie, do laski marszałkowskiej trafiały projekty społeczne zarówno liberalizujące, jak i zaostrzające prawo aborcyjne. Za tymi drugimi stały organizacje „Pro Prawo do Życia”, Ordo Iuris, Citizen Go, środowisko Kai Godek i inne. Nasilenie protestów ulicznych, nazywanych Czarnymi Marszami, z użyciem rekwizytów w postaci parasolek i wieszaków nastąpiło w 2016 roku, kiedy to Sejm rozpatrywał projekt całkowicie zakazujący aborcji z karaniem kobiet więzieniem do trzech lat włącznie. Mimo że jego radykalizm był powodem odrzucenia przez Sejm, protesty nie ucichły, a domaganie się aborcji na życzenie stało się coraz głośniejsze. Kolejny społeczny projekt zakazujący aborcji eugenicznej udało się partii rządzącej zamrozić w Trybunale Konstytucyjnym na kilka lat. Ale organizacje pro-life nie spoczywały na laurach. Dostawałam od nich codziennie po kilka mejli, dzień w dzień. Były pikiety, bilbordy, wystawy… Kościół temu po cichu sprzyjał.

    Dlatego, obecne protesty i demonstracje po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który nie mógł być inny, nie dziwi. Dziwić może jednak ich skala, zasięg, forma oraz wiek uczestników, ale o tym w następnym komentarzu.

  6. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Obecne protesty są inne niż wszystkie do tej pory z co najmniej kilku powodów:
    – udział w nich biorą po raz pierwszy tak licznie młodzi, 15-, 16-letni demonstranci,

    – demonstracje odbywają się codziennie i po raz pierwszy na prowincji w małych miejscowościach w całej Polsce,

    – łączna liczba uczestników pozwala ocenić, że to najliczniejsze demonstracje w najnowszej historii Polski, czyli jednoczą one ludzi o różnym wieku, statusie społecznym, miejscu zamieszkania,

    – to chyba pierwsza taka sytuacja, gdy rektorzy uczelni, dyrektorzy szkół, nauczyciele, prezydenci miast, pracodawcy, nie tylko łaskawym okiem spoglądali na udział w protestach, ale wręcz do nich zachęcali,

    – do protestów włączyły się firmy, takie jak m-Bank, Wedel, cukiernie i piekarnie wytwarzały ciastka i pieczywo z „piorunem”, plakaty z tym znakiem zdobią samochody, wózki dziecięce, nakładki z „błyskawicą” ozdabiają zdjęcia profilowe w mediach społecznościowych – skala jest niespotykana do tej pory,

    – przekroczono kilka dotychczasowych tabu: wulgaryzmy stały się powszechnie akceptowane, także przez nobliwych, wykształconych i na stanowiskach,

    – po raz pierwszy wandalizm na taką skalę: profanacja kościołów, zakłócanie nabożeństw i dewastowanie pomników elewacji nie spotkały się ze zdecydowanym sprzeciwem opinii publicznej,

    To zmiana kulturowa, która może – niestety – okazać się trwała, bez względu na końcowy rezultat tych protestów, czyli obalenie bądź nieobalenie rządu, wyjście z impasu w sprawie prawa aborcyjnego. Młodzi policzyli się, przekonali się, że są liczącą się siłą (w szkolnych klasach tylko pojedynczy uczniowie nie popierali protestów, co skutkowało ostracyzmem i wymagało nie lada odwagi cywilnej).

    Trwałe mogą też okazać się antyreligijne i antykościelne postawy młodych, którzy już coraz częściej omijali kościoły i nabożeństwa szerokim łukiem. Nastąpi dalsza, gwałtowna sekularyzacja.

    Obym się myliła.

  7. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dyskusja pod zapowiedzią tekstu „Bunt milenialsów” toczy się też na Facebooku. Poniżej posty osób, które zabrały głos:
    Bogumiła Kempińska-Mirosławska
    Polecam tekst Maria Wanke-Jerie „Bunt milenialsów”. Świetna refleksja nad powodami, dlaczego młodzi ludzie wyszli na ulicę. Ale i smutna, moim zdaniem, konstatacja, że całe pokolenie może być pokoleniem straconym.

    Jola Grzebieluch
    Pani Mario, polecam pójść i poczuć to wszystko co Pani opisuje. Może wtedy łatwiej będzie zrozumieć dlaczego zyskali poparcie autorytetów, niewątpliwie kulturalnych ludzi. Bo pozorna wulgarność jest jedynie czubkiem góry lodowej, w tej formie jest zdecydowanie inny przekaz.Ja jestem dumna z naszej młodzieży

    Kazimierz Michalczyk
    Przepraszam, pytam tak z ciekawości. Gdzie Pani proponuje pani Marii, „Pójść i poczuć to wszystko”? Pod kościół? Tam można najlepiej poczuć uderzenie butelką lub pałką bandyty z antyfy. Proszę również podać definicję swojego terminu „Pozorna wulgarność” i czym ją można rozróżnić od niepozornej.

    Krzysztof Gorzkowski
    O czym Wy mówicie? Ci młodzi ludzie są zrozpaczeni i źli, że ich kraj jest rujnowany i nie mogą się z tym pogodzić. A Wy chrzanicie o niekulturalnym słownictwie. Gdzie proporcje? Poza tym taka jest specyfika ulicy. Emocje itp. Dajcie spokój. To tak jakby zarzucać człowiekowi, który się przewrócił i złamał nogę a przy tym zaklął, że przekona. Nieważne że spotkało go nieszczęście.

    Alina Lubczyńska
    Nic nie rozumie pani J.G. Te protesty zostały dawno przygotowane przez obce wrogie nam ośrodki i agentury, a wyrok T,K. to tylko pretekst.Te trzy kobiety z lewactwam nie byłyby w stanie przygotować tzw.zaplecza chocby w postaci farb transparentowi i nazistowskich symboli, Czy człowiek światły będzie to

    Jarek Hyk
    Ale że te obce wrogie nam ośrodki stonki nam jeszcze nie zrzuciły.

    Aleksander Gleichgewicht
    Tak, prawdopodobnie Mosad i FSB, wykorzystując Fundację Batorego i loże masońskie. Podejrzane są też niestety – niektóre środowiska tzw. katolickiej lewicy łowickiej, któew znalazły oparcie w salonach dominikańskim i jezuickim, inspirowane przez VI międzynarodówkę i III Kongres Mędrców Nowego Syjonu. Na koniec – ośmielam się wyrazić zdziwienie, że pie…y Pani od rzeczy i obraża swoim wpisem w stylu późnego Gomułki wall Pani Marii, z którą można się zgadzać lub nie, ale nie zasługuje na takie „wsparcie. Kiedyś ją – i mnie – też posądzano o służenie wrogim siłom. Dawno. Można by Pani wypowiedź przenieść do tej epoki, pasują.

    Darek Niworowski
    w oczekiwaniu na pierwsze dane wyborów w Stanach , pozwolę sobie dodać kilka słów dla zatroskanych , którzy jak niepodległości bronią rozgrzanych wulgarnych i chamskich zachowań podczas ostatnich manifestacji choć nie tylko….W Stanach , gdzie oprócz takich miejsc jak LA, Houston, DC i kilku lokalnych głupków na Florci , Polacy murem stoją za Trumpem , który m.in. jako pierwszy urzędujący Prezydent w historii Stanów wziął udział w Waszyngtonie w antyaborcyjnym Marszu dla Życia. Amerykanie pamiętają jego słowa : … że każde dziecko jest świętym darem od Boga”. Warto przypomnieć , że lewacki kandydat , umownie nazwany tutaj Demokratą popiera aborcję jednocześnie podkreślając , że jest katolikiem. Typowe. Znamy to z Polski , gdzie jak trzeba to komunię , dzieci ochrzci , czy ślub kościelny nie jeden weźmie , byleby tylko zdjęcia przed wyborami się ukazały… Jednego czego zazdroszczą lewackie amerykanki swoim koleżankom z Polski to tego , że zdeklarowana łysiejąca lesbijka , której uroda powaliła na kolana całe Stany nie tylko chce aborcji , której sama nigdy nie doświadczy , ale również bezwarunkowego przejęcia władzy w kraju nad Wisłą. Miodzio !
    Najczęściej pada pytanie : ” co wy tam wąchacie w Polsce? musi być mocne!”
    Amerykańskie lewaczki nie rozumieją wulgaryzmów i chamskich mądrości wypisywanych na deskach, dlatego z powagą podchodzą do zdjęć z Polski , w mniemaniu , że muszą tam być ważne myśli słowa , z którymi się solidaryzują. A jużci.
    Oficjalnie określenia opisujące zachowania na tzw. protestach polskich jak : „rabble, riffraff, tagrag” , z uwagi na źródło jakim jest środowisko dziennikarskie zbliżone lub wprost z Gazety Wyborczej nigdy tu nie pada. Wprost przeciwnie : totalitaryzm, zamordyzm, faszystowskie metody to tylko nieliczne epitety jakimi karmieni są Amerykanie od kilku lat.
    Już niecała godzina i ….zobaczymy czy Ameryka jest odporna na czerwoną zarazę…

  8. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dyskusja inspirowana tekstem „Bunt milenialsów” toczyła się też na Twitterze.

    Eryk Mistewicz @ErykMistewicz
    Ciekawy tekst @mwj53 z którego pierwszy raz dowiedziałem się o Dwóch Kreskach. Wcześniej jako mieszkaniec Warszawy i odwiedzający Sejm wiedziałem o Jednej Kresce. Ciekawie się ten świat ustawia na rywalizację Dwóch Kresek i Jednej Kreski.

    Andrzej Dąbrówka @AndrzejDabrowka
    Zawsze w szkołach było sporo chętnych do wagarowania.

    Lizard @David_Story
    Co do charakterystyki millenialsów zgadzam się w 100%. Jednak dużo poważniejszy problem to orzeczenie TK. Tego kompromisu nie wolno było dotykać. Wypuściliśmy Dżina z lampy i on już tam nie wróci.

    Piotr Koj @PiotrKoj
    Dziękuję za zwrócenie uwagi – fantastyczna inicjatywa, Stowrzyszenie Dwie Kreski 🙂

    Irene Illustrator @iszunia
    Sedno problemu z młodymi – „Ci młodzi z jednej strony są wrażliwi i nieodporni na stres czy niepowodzenie, z drugiej – niezdolni do wyrzeczeń, wysiłku, wytrwałości, odmawiania sobie czegokolwiek.”
    Tydzień bez Internetu, iPhona i fastfoodowego jedzenia złamie prawie każdego.

    Jagoda #NieStrajkuje #BabiesLivesMatter @Jagodababa
    Polecam to bardzo ważny tekst.

    Jarek Myjak @JarekMyjak
    s. Małgorzata Chmielewska przedstawiła protest i ową „wulgarność” w odmiennej optyce. Od siebie dodam, że obraz młodzieży protestującej nakreślony w tym artykule odpowiada 1:1 kalumniom, jakie rzucał „Gomułka w marcu 1968 na rozwydrzone, bezideowe pokolenie bananowej młodzieży”
    A nie zechciałaby może Pani poczynić założenie alternatywne, że być może to Pani optyka tak jak i optyka Jej środowiska być może nie pozwala już na głębsze rozeznanie procesu, który się toczy w warstwie psychologii społecznej?

    Sarmatian @Sarmatian12
    U połowy zmiany w jedną u drugiej połowy zmiany w drugą stronę. Najbardziej absurdalne w tym jest że wykładnia Zolla i Rzeplińskiego jest taka sama jak obecnego TK a nawet identyczna jak pogląd TK w Niemczech.

    Jack- The Observer @Jack81257169
    Szanowna Pani , pozwolę sobie tutaj zostawić mój komentarz. (Nie lubię się logować etc). Z większością też zgadzam się ja jednak patrzę na to z perspektywy prakseologii władzy. We wszystkich badaniach wychodzi, że kobiety mają silną potrzebę bezpieczeństwa i stabilności. W czasach tak niepewnych , kiedy większość nie wie co będzie jutro nie mówiąc o tym co będzie za 1/3/5 miesięcy ta potrzeba bezpieczeństwa jest mocno zaburzona. Mnie nie dziwi ta reakcja , tak silna emocjonalnie i jednocześnie chaotyczna. To strach !! Strach nie ma programu.

    Katarzyna Jarkiewicz @Ignatianum
    Brawo „Dwie Kreski”

    Rafal Kubara @2003Rafal
    Teraz mamy większy problem: do wagarów zachęcają nauczyciele a nawet rektorzy uczelni.
    O tu znalazłem trochę odpowiedzi na postawione wyżej pytania: https://wpolityce.pl/polityka/524964-antykultura-porwala-tlum-jak-odbic-sie-od-bezideowego-dna/
    ” Uczyć rozróżniania dobra od zła, rozpoznawania prawdy i kłamstwa, odróżniania piękna od brzydoty, harmonii, rytmu i stosowności od kiczu i wulgarności. To są fundamentalne zadania do natychmiastowego podjęcia. Inaczej stracimy kolejne pokolenia.”

  9. Maria WANKE-JERIE pisze:

    W sobotę 7 listopada minął termin ultimatum, udzielonego rządowi przez strajk kobiet. Minął i… nic się nie zdarzyło, co potwierdza groteskowość postulatów ogłoszonych z okazji prezentacji Rady Konsultacyjnej Strajku Kobiet. Demonstracje powoli wygasają, nie sprzyja im aura, zarówno ta związana z jesienną szarugą, jak i postępującą liczbą zakażonych, hospitalizowanych, podłączonych do respiratorów i zmarłych na COVID-19, do czego niewątpliwie w jakimś stopniu się one przyczyniły. Dziękuję za ożywioną dyskusję, która przede wszystkim toczyła się w mediach społecznościowych, ale też i tu, w komentarzach pod tekstem. Za te szczególnie dziękuję. Jestem też wdzięczna tym, którzy przy okazji dyskusji nt. buntu milenialsów, propagowali informacje o Stowarzyszeniu „Dwie Kreski” pomagającym kobietom w ciąży w trudnej sytuacji życiowej. Jeszcze raz zatem przypominam adres stowarzyszenia: https://www.dwiekreski.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *