Po stronie atakowanego

Naturalnym odruchem jest stanąć w obronie atakowanego. Nieustanna nagonka mierzi, daje efekt wprost przeciwny do zamierzonego. Taka jest ludzka natura – dziwne, że kierujący mediami tego nie rozumieją. Po okresie smuty związanej z pandemią ludzie łakną pozytywnego przekazu jak kania dżdżu. A co telewizja zwana publiczną serwuje im w swoim głównym programie informacyjnym? „Czajkę”, ścieki, wzrost wysokości opłat komunalnych, strefy relaksu, tramwaje różnorodności, LGBT, promocję seksedukacji… W Warszawie. Co to obchodzi mieszkańca Szczecina, Lublina, Włocławka czy Jeleniej Góry”?

Nie trzeba włączać Wiadomości w TVP1, nazywanych Dziennikiem Telewizyjnym przez prof. Stanisława Żerkę, by móc codziennie śledzić, co pojawiło się w pierwszych minutach tego programu, ile czasu antenowego poświęcono temu tematowi, o czym było potem i jak „gebelsiątka” (to „pieszczotliwe” określenie telewizyjnych propagandystów) uprawiają swoją „gebelsjadę”. Można uznać, że Pan Profesor nieco przesadza w swoich dosadnych określeniach, ale raportuje rzetelnie. Odruch zniesmaczenia, ale też i sympatii do atakowanego, czy to chodzi o prezydenta Warszawy, czy trzecią osobę w państwie, jest naturalny. Pewnie widzowie Wiadomości nawet w sobotę nie dotrwali do niosącego jakiś pozytywny przekaz obrazka prezydenta i premiera na przekopie Mierzei Wiślanej, bo to pojawiło się znacznie później, i przełączyli na inny kanał. Codzienna porcja nawalanki o tym samym to już rytuał.

Sięgnęłam pamięcią pięć lat wstecz. Telewizja publiczna i główne kanały komercyjne były wtedy w rękach przychylnych ówczesnym rządzącym. Urzędujący prezydent z gigantyczną przewagą lekceważył konkurencję. Wypowiedź Adama Michnika o przejechaniu niepełnosprawnej, ciężarnej zakonnicy na pasach przeszła już do historii. Nie tylko on nie dopuszczał myśli o przegranej, wytrawny komentator, jakim jest Konrad Piasecki, pisał, że wynik wyborów jest przesądzony.

Mało znany eurodeputowany Andrzej Duda z PiS był początkowo jedynie lekceważony. Tymczasem wykonywał on tytaniczną pracę – jeździł, przekonywał, był powiewem świeżości, nowości.

Ataki zaczęły się po pierwszej turze, którą nieoczekiwanie wygrał. Okazał się groźniejszym konkurentem niż się spodziewano. I te ataki nie tylko nie pomogły konkurencji, ale dały efekt wprost przeciwny do zamierzonego.

Pamiętamy, jak w popularnym programie „Tomasz Lis na żywo”, który miał ponad dwumilionową widownię, w poniedziałek 18 maja gospodarz i jego gość Tomasz Karolak dywagowali nad domniemanym wpisem (było to fałszywe konto, o czym obaj panowie nie mogli nie wiedzieć) Kingi Dudy, że jak jej ojciec zostanie prezydentem, to odda Oscara, którego zdobył film „Ida”. – Ja chyba pomyślałem, że śnię. Jechaliśmy z Agnieszką Holland i ja nie wierzyłem własnym oczom i uszom – komentował Karolak, a Lis ironizował: – Myślałem, że to Pawlikowski dostał tę nagrodę, a nie kandydat Duda. – No tak, kandydat Duda będzie teraz decydował o polskiej kinematografii – atakował dalej pretendenta do urzędu prezydenckiego Tomasz Karolak. – To jest zatrważająca buta, ale nie znam też człowieka – kontynuował celebryta.

Pomówienie Kingi Dudy przez Lisa i Karolaka oburzyło internautów, którzy sugerowali m.in. rodzinie kandydata PiS wystąpienie na drogę sądową przeciwko redaktorowi naczelnemu „Newsweeka”.

W końcu obaj panowie, i Lis, i Karolak, przyznali się do błędu i wyrazili ubolewanie.

„Szanowni Państwo. Jeśli prawdą jest ze cytowany przeze mnie w programie Tomasza Lisa ,wpis Pani Kingi Dudy o oddaniu Oskara pochodzi z fałszywego konta i nie jest autorstwa Pani Kingi, pragnę Ją gorąco przeprosić i stwierdzam, że uległem nieświadomie manipulacji” –napisał na Facebooku Karolak.

„Tuż przed dzisiejszym programem »Tomasz Lis na żywo« dowiedziałem się o rzekomym wpisie pani Kingi Dudy, córki Andrzeja Dudy w sprawie Oscara za film „Ida”, którą to kwestię poruszył w programie Tomasz Karolak. Jak słyszę wpis ten nie jest autentyczny i nie jest autorstwa pani Kingi Dudy. Rozumiem, że tak jest. W tej sytuacji córkę kandydata gorąco przepraszam” – dodał Lis na Twitterze.

Naczelny „Newsweeka” nie dawał jednak za wygraną i wymyślił „kilometrówki” posła Dudy za lata 2012–2014. Po publikacji „Niewygodne rachunki” warszawska prokuratura wszczęła śledztwo. Ta sama, która w kwietniu 2015 roku umorzyła dochodzenie w sprawie „kilometrówek” 25 posłów z różnych ugrupowań. Sprawa była dęta na kilometr, okazało się, że podróże przyszłego prezydenta były związane z wykonywaniem mandatu posła, a dotyczyło to wydatków w wysokości 11 tys. zł za okres trzech lat. Ale wszystkie telewizje „grzały” temat mimo przekonujących wyjaśnień aż do samego końca, nawet jedna z nich na godzinę przed ciszą wyborczą. Sprawiało to wrażenie nagonki i „wbijania” elektoratowi do głów wydumanych nadużyć. No cóż, znów przypomina mi się Czerepach z „Rancza” oskarżający Lucy o przywłaszczenie sobie pieniędzy za komputery. Przed wyborami na wójta, bo po wyborach miało się wszystko wyjaśnić.

Jaki był efekt? Przypominam tekst mojej siostry, która pisała o kampanii Andrzeja Dudy „Zwycięstwo w pięknym stylu” [LINK].

Ludzie są mądrzejsi niż „gebelsiątka” i ich „gebelsjada” i gdy ataki – jak to ma miejsce teraz po pięciu latach wobec rosnącego w siłę konkurenta urzędującej głowy państwa – stają się nachalne i niesmaczne, jak choćby w sprawie „Czajki”, gdy nie ma żadnych dowodów na to, żeby to była wina prezydenta Warszawy, reagują w sposób odwrotny do zamierzonego. A na dodatek są jeszcze inne telewizje, a przede wszystkim internet, media społecznościowe i coraz liczniejsze osobiste spotkania.

Dlatego, gdy profesor Żerko napisał na Twitterze:

„Nawalanie w Trzaskowskiego już w pierwszych minutach Dziennika Telewizyjnego.”

zareagowałam:

„Ma za darmo kampanię. Naturalny ludzki odruch to stawać po stronie atakowanego. Prezydent @trzaskowski_ powinien codziennie słać kwiaty na Nowogrodzką i do @KurskiPL.”

dostałam odpowiedź:

„BINGO!” i liczne lajki.

A jak Państwo to oceniają?

Małgorzata Wanke-Jakubowska

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista public relations, przez 27 lat była pracownikiem Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu i przez 18 lat rzecznikiem prasowym tej uczelni. Po studiach pracowała w Instytucie Matematycznym Uniwersytetu Wrocławskiego na stanowisku naukowo-dydaktycznym; jej zainteresowania naukowe dotyczyły algebry ogólnej.

You may also like...

13 komentarzy

  1. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Tak zwyczajnie marzy mi się by politycy nie mieli wpływu na media publiczne. By zamiast kampanii negatywnej licytowali się tym co zrobili dobrze. Póki co to „chcą” i gucio z tego wychodzi, generują ściek, podziały i kłamią.

  2. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Owszem, razi mnie prymitywizm i nahalnosc propagandy prowadzonej w TVP – nie skutkuje to jednak w najmniejszym stopniu wzrostem mojego zaufania do pana Trzaskowskiego. W tej kampanii wszyscy są atakowanymi i wszyscy są atakującymi. Wszystkie komitety i współpracujące z nimi media stosują czarny PR – zohydzaja, pomawiają, straszą przeciwnikami. I najbardziej atakowany jest obecny prezydent, jako główny cel ataku pozostałych. Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Mój brak zaufania dla formacji PO ukształtował się za czasów ich rządów, a ich działania jako opozycji ugruntowały ta nieufność maksymalnie. Dochodzą do tego zasadnicze różnice światopoglądowe i polityczne. Nie wiem jaki procent wyborców kieruję się odruchami, ale na pewno właściwe podejście

  3. rafal.kubara@interia.pl' Rafał Kubara pisze:

    Zgodzę się, ale tylko częściowo. Sytuacja w której kandydatką największej partii opozycyjne miała kilka% poparcia była nienaturalna i wynikała z błędów jej i sztabu. Zwolennicy opozycji nie wiedzieli na kogo głosować. Z chwilą pojawienia się kandydatury Rafała Trzaskowskiego elektorat PO się skonsolidował w naturalny sposób. Także media sprzyjające opozycji jednoznacznie na niego postawiły, a to one kształtują opinie i postawy przeciwników PiS. Niewątpliwie jednak uczynienie z kandydata PO głównego obiektu ataków w TVP umocniło go jako najważniejszego kontrkandydata Andrzeja Dudy

  4. krzysiek.kala@gmail.com' Krzysiek pisze:

    Z „niedaleko pada jabłko od jabłoni” łatwo wywieźć, że dla dowolnych dwóch jabłek z tego samego drzewa – spadną niedaleko siebie, nawet jeżeli to będzie po przeciwnych(!) stronach jabłoni 🙂

    Teraz mamy już aparat, który prowadzi do prostej konstatacji: obaj bracia… no cóż, nie mają ręki do mass mediów. Jeden położył gazetę, drugi telewizję 😉

    PS Nic nie mam do jabłoni 🙂

  5. dariaziemiec@gmail.com' daria ziemiec pisze:

    „Tradycyjnie pojmowanie niezaleznisci mediow praktycznie juz nie istnieje.
    Media są sorzegnięte z gospodarką i kapitałem,a z punktu widzenia kapitału informacją rządzą takie same prawa jak reklamą.
    Prawda ma się przede wszystkim sprzedawać czyli musi być atrakcyjna.
    Może być informacja wazna i prawdziwa ake nie posiadająca żadnej atrakcyjnosci tym gorzej dla niej bo nie pojawi sie w mediach”
    Kazda stacja ma swoją prawdę i własciciela,wyplacajacego pensję:)
    My jako widzowie mamy zaś zapewnione prawo do pukania sie w głowę oglądając serwowane nam informacje:)

  6. Maria WANKE-JERIE pisze:

    Dla ludzi mojego pokolenia, które bardzo dobrze pamięta państwową cenzurę prewencyjną, obecna sytuacja wolności słowa jest rajem, o którym w tamtych mrocznych czasach nawet nie marzyliśmy. Wolność słowa to przede wszystkim pluralizm w przestrzeni medialnej, nie zaś jakaś wyidealizowany, nigdzie już dziś nie istniejący obiektywizm. Media publiczne, a telewizja w szczególności, zawsze były prorządowe. Problem nie leży w tym, że telewizja sprzyja ekipie rządzącej, a nawet nie w tym, że eksponuje negatywne zjawiska po stronie opozycji. Tak zawsze było. To obecne było zarówno w programach informacyjnych, jak i publicystycznych, czy w doborze ekspertów komentujących wydarzenia. To samo widać przecież w mediach komercyjnych, które też sprzyjają, tyle że nie ekipie rządzącej. Nie to stanowi problem, zwłaszcza że widz lub słuchacz może sobie swobodnie wybierać, korzystać z różnych źródeł przekazu, samodzielnie analizować treści tam prezentowane i również samodzielnie wyciągać wnioski, wyrabiając sobie własny pogląd. Problem nie polega na narzucaniu jakiegoś sposobu oceny rzeczywistości, ale przede wszystkim dotyczy to stylu, w jakim to się robi. Stylu, którego cechą charakterystyczną jest przesada zarówno w gloryfikacji ekipy rządzącej, jak i nawalance na opozycję, kompletnym ignorowaniu tego, czym jest informacja, której czasem trudno doszukać się przez pierwszych kilka, a nawet kilkanaście minut programu, bo na próżno tam szukać relacji z bieżących wydarzeń. Ten styl razi brakiem choćby odrobiny umiaru czy wyczucia estetyki. Razi swoją brzydotą i formą całkowicie pozbawioną finezji. Toporną i mało inteligentną. Nie potrafię sobie wyobrazić, że widz, który przywykł do takiej formy przekazu, wzbudzi w sobie jakikolwiek odruch sympatii do atakowanego rywala aktualnego gospodarza Pałacu Prezydenckiego. Jeżeli ten przekaz nie odrzuca, to nie pojawi się też żaden odruch solidarności z atakowanym. Dlatego nie zgadzam się z tezą tego artykułu. To nie atak Wiadomości na Rafała Trzaskowskiego był powodem wzrostu jego słupków sondażowych. Ten wzrost to jedynie powrót do notowań Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z początków kampanii. Zjazd jej wyników sondażowych, który przewidywałam jeszcze w lutym po pierwszych wpadkach kandydatki PO, wtedy gdy nikomu jeszcze nawet nie śniła się epidemia ani lock out. Ten spadek był po prostu odzwierciedleniem rosnącego braku akceptacji dla tej kandydatury. Interpretacja spadku jej notowań, jako efektu nawoływania do bojkotu wyborów, to raczej tylko próba nadania bardziej korzystnej interpretacji niefortunnego wystawienia pani wicemarszałek jako kandydatki PO na urząd prezydenta. Być może w innych sytuacjach nadmierny atak może przemienić antypatię w sympatię, ale nie w tym wypadku. Śmiem twierdzić, że ataki na Rafała Trzaskowskiego w głównym programie informacyjnym TVP nie przysporzą kandydatowi PO ani jednego dodatkowego głosu.

    • Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

      Ad vocem.

      Zaznaczyłam na początku, że nie mam na myśli tych, którzy oglądają Wiadomości TVP z satysfakcją, czerpiąc z nich informacje i kształtując swoje poglądy oraz ocenę wydarzeń. O tym, że w Wiadomościach TVP są ataki i jakie, można dowiedzieć się z internetu (są portale, które omawiają najważniejsze przekazy dnia, jak choćby 300polityka), albo z mediów społecznościowych, choćby śledząc twitterowe konto prof. Stanisława Żerki, o czym pisałam na początku mojego tekstu. Można Wiadomości TVP oglądać na zasadzie, zobaczmy na kogo dziś szczują.

      Po drugie, błyskawiczne tempo, w jakim Rafał Trzaskowski wywindował się na pierwsze miejsce po Andrzeju Dudzie i zaczyna deptać mu po piętach, jest wynikiem jego wszechobecności w mediach, także dzięki Wiadomościom TVP. Wszak pojawiają się komentarze dotyczące tych ataków, wyrazy oburzenia, sprzeciwu i wszystko kręci się wokół niego bez jego starań. TVP zapewnia mu nie tylko czas antenowy, ale także szeroki odzew, spychając pozostałych, liczących się konkurentów znacznie niżej w słupkach sondażowych.

      Bynajmniej nie miałam na myśli tych widzów, którzy ów przekaz z Wiadomości aprobują i się z nim zgadzają, bo ci istotnie nie zagłosują na Rafała Trzaskowskiego. Podobną do mojej opinii wyraził Bogumił Chrabota w felietonie, o którym wspominałam w poprzednim Ad vocem.

  7. alinapetrowa@gmail.com' Alina Petrowa pisze:

    Sądzę, że trzeba skończyć z mitem niezależności mediów. Wszystkie media zależą od właściciela, rzecz jasna, istotne jest, jak ów posiadacz dysponuje własnością – czy twardą ręką narzuca „linię redakcyjną”, czy daje dziennikarzom margines wolności.

    Co do podstawowej tezy – nie zgadzam się z Autorką, że atak wzbudza naturalną chęć obrony atakowanego. Wielu ludzi tak reaguje, inni chętnie dołączą do „dokopywania”, swoistego linczu na osobie krytykowanej, nieraz bezbronnej. Znam osoby, prawdziwe ofiary tego typu reakcji – nie, one nie miały żadnej ochoty bronić ofiary, one podsycały swoje złe uczucia, żywią się nimi. Czy to z powodu jakiejś pustki i braku innych celów, emocji w życiu – tego nie wiem.

    W przekazie medialnym ważne jest, w jaki sposób krytykuje się oponentów, czy odziera z godności i poniża, czy przedstawia argumenty. Wiele można zarzucić tu publicznej TV, która atakuje z niemerytorycznych powodów, ale nieumiejętność opanowania awarii „Czajki” przez p. Trzaskowskiego jest faktem, Karta LGBT także, dziwaczne projekty też. Co mają robić dziennikarze? Komplementować prezydenta Warszawy? Pomijać milczeniem?
    Zaś do prof. Żerki mam pretensję i napisałam o tym w TT, że określanie dziennikarzy TVP mianem „gebelsiątka”, a informacje – „gebelsjadą”, jest nadużyciem. Proponuję inny termin, gdyż w czasie, gdy wiele mediów i członków parlamentu UE zarzuca Polsce staczanie się w totalitaryzm, takie określenia wzmacniają ten zakłamany przekaz. Serio idziemy w Polsce w stronę totalitaryzmu, Hitlera?

    Warto też pamiętać, że podczas gdy publicznej TV zarzuca się „gebelsjady”, inne media robią podobne rzeczy lub gorsze, a to, że nie są publiczne, nie zwalnia ich ze standardów. Jakiś czas temu pewna TV cały Boży dzień zajmowała się źle zaparkowanym samochodem Kingi Dudy. O przemyśle pogardy, jaki na zimno był uprawiany w stosunku do prezydenta L. Kaczyńskiego i jego żony nie wspomnę. Efekty tej działalności dają do dziś zatrute owoce, deformują odbiór świata. I nic do rzeczy nie ma tu fakt, czy medium jest publiczne, czy prywatne. Po owocach poznaje się, jakie są ich działania.

    • prorokgniewu@gmail.com' PoA pisze:

      Pani komentarz jest po prostu żenujący… Atak szczujni TVP na każdego, kogo akurat PiS uzna za wroga, często atak na rodzinę, nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem. To medialna prostytucja, sprzeniewierzenie się wszystkim zasadom dziennikarstwa. TVP jest dziś większym szamabem niż telewizja PRL-owska. Pisze pani o przemyśle pogardy wobec Lecha Kaczyńskiego? Niepełnosprawni, lekarze rezydencie, prezydent Adamowicz – tylko 3 przykłady, a taki przemysł pogardy jaki zorganizowała im Kurwizja + plus media sowicie opłacane przez SSP to Lech Kaczyński nie odczuł nawet ułamka

  8. kadras1975@gmail.com' Mariusz pisze:

    Bracia Kurscy (Ci to pewnie niezły ubaw z odbiorców mają), Perejra, Sakiewicz o Rydzyku i jego uczelni nie wspominając to synonimy upadku dziennikarstwa. Reprezentują dziennikarstwo sponsorowano-zaangażowane. Rewelacyjną ostoją tego prawdziwego dzięnnikarstwa jest Dziennik Gazeta Prawna. Pan Michał Potocki dba o poziom w czasach barbarii. Nie wspominając o „Czarnym złocie”, sankcjach jakie zostały nałożone dzięki prawdziwym dziennikarzom i ich pracy.

  9. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dyskusja nad tym tekstem toczyła się także na Twitterze. Zebrałam kilka wpisów i zamieszczam poniżej:

    Mechtylda @Mechtylda_
    Tyle osób zwraca już na to uwagę, a @WiadomosciTVP głuche, jakby, i ślepe…
    Jachirę wciąż pokazywali i z nikomu nieznanej panienki z YouTube została posłanką…

    Katarzyna @ekatyusch
    Z drugiej strony, jeżeli Wiadomości przestaną, to nikt nie będzie atakować RT i będzie taki piękny, lukrowany wyrób.
    A bo to było głupie akurat. Niepotrzebnie fejm jej robili. Rafała cala Polska już zna. Krytyka, wytykanie wpadek tak – ale kluczowym jest nie przedawkować, bo robi to wrażenie nagonki.

    Ludwik Pienkowski @LPienkowski
    Ale tu chodzi przede wszystkim o osądzenie @trzaskowski za złamanie prawa, za ohydne plakaty powieszone na przystankach ZTM w zamykanych gablotach, do których kluczyk ma Prezydent Warszawy, miasta które jest dziś miastem z dykty.

    Jarek Mazurek @Infel1
    ..nie przysporzą ani jednego negatywnego głosu

    Ewa K. @Ewakiga
    Może w TVP działa kret.

    Rafal Kubara @2003Rafal
    Ludzie stają po stronie atakowanego, kierują się odruchami – to jest właśnie złe podejście do wyborów. Wybory to nie bajka o Kopciuszku, ale decyzja, która będzie miała wpływ na nasze życie i losy ojczyzny.

    Daria Ziemiec @DariaZiemiec
    Na nic współczucie zda się gdy cała osoba kandydata na prezydenta Rafała Trzaskowskiego krzyczy: nie chcem ale muszem:)
    Dziennikarze często nie zastanawiają się do kogo się zwracają zapominając, że ten do kogo adresują swoje wypowiedzi może być o wiele mądrzejszy i inteligentniejszy od nich:)

    Tomasz Kuczborski @TomaszQ
    Pani Małgorzato. Z przyjemnością i satysfakcją przeczytałem Pani tekst. Mam jedno ale. Potępienie praktyk Jacka Kurskiego powinno być powszechne, głośne i uderzające we wszystkich wykonawców tej koncepcji. Mają się czego wstydzić… A my powinniśmy wstydzić się naszego milczenia…

    Witold Kabański @WitoldKabanski
    Publiczna TV zawsze sprzyjała obozowi władzy, ale po 2015 stała się wręcz tubą propagandową PiS. Ciężko odnieść się do meritum, bo od lat nie oglądam TVP info. Tę TV trzeba „zaorać” i od fundamentów zbudować nową. A wybory? Wreszcie jest challenge @trzaskowski_ vs @AndrzejDuda

  10. Małgorzata Wanke-Jakubowska pisze:

    Dziękuję za zainteresowanie tematem – kampania wyborcza i telewizja publiczna zawsze wzbudzają skrajne emocje. Wielu czytelników nie zgadzało się z moją tezą, twierdząc, że nie jest możliwe, iż skrajnie nieprzychylne, wręcz mające charakter nagonki stale powtarzane ataki na głównego konkurenta mu pomagają. To oczywiście teza nie do udowodnienia, ale mogą wywoływać wrażenie niesmaku. I nawet nie jest ważne, czy są prawdziwe, czy przesadzone, ale powtarzanie tego codziennie, mieszanie informacji z komentarzem robi złe wrażenie.

    Niektórzy z Państwa wykorzystali tekst do kolejnego wyrażenia opinii o TVP, a także o rządzącej formacji. Trochę nie na temat, raczej wokół. Ale każda okazja do rzeczowej krytyki jest dobra. Nie toleruję natomiast (a takie zdarzały się w internecie) wulgarnych wyzwisk i inwektyw. Na szczęście tu, pod tekstem takich nie było i za to Państwu, za kulturalną dyskusję, serdecznie dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *